Wystartowało Turbo Wyzwanie - weź udział, sprawdź się i wygraj atrakcyjne nagrody!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika gry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Krajobraz po uderzeniu pioruna - co zmieniła piątkowa sesja?

Wynik referendum w Wielkiej Brytanii był sporym zaskoczeniem dla rynków finansowych. Ich gwałtowna reakcja jest do pewnego stopnia zrozumiała, mimo że już kilka godzin później pojawiły się głosy, że jest wiele szumu o nic. Warto sprawdzić, jak to wydarzenie wpłynęło na indeksy i czy faktycznie wpływ ten jest tak wielki, jak się uważa.

Myślę, że wynik referendum był dla Was równie wielkim zaskoczeniem, jak dla mnie. Przywykłem już do ufania w takich kwestiach rynkom finansowym. Zamiast analizować poszczególne sondaże i kalkulować różne scenariusze, patrzyłem na wykresy giełdowe, które w minionym tygodniu rosły z sesji na sesję.

I na tym właśnie polegała cała dynamika wydarzeń i stąd straty, które odnotowaliśmy na piątkowym otwarciu. Inwestorzy zasypiali w czwartek z myślą, że sytuacja jest pod kontrolą i w zasadzie można patrzeć w przyszłość, uznając tę akurat sprawę za załatwioną. Dlatego też informacje napływające od wczesnych godzin porannych wywołały panikę. Rynki finansowe miały bardzo mało czasu na przetrawienie tej wiadomości i dostosowanie do niej swoich działań. 

Wyobraźcie sobie sytuację, w której budzicie się o ósmej rano i ze wszystkich serwisów informacyjnych zalewa Was fala czerwonych nagłówków krzyczących o Brexicie. Co robić? Na zabezpieczanie portfela jest już za późno, wszyscy wiedzą, że indeksy i poszczególne walory otworzą się dużo poniżej poprzedniego zamknięcia. Pozostaje więc jeden scenariusz: sprzedawać.



poniedziałek, 20 czerwca 2016

Inwestowanie w akcje przy trendzie spadkowym [WEBINAR]

Na warszawskiej giełdzie od kilku miesięcy mamy do czynienia z trendem spadkowym. Tendencja ta utrzymuje się, niepokojąc coraz bardziej inwestorów. Czy w takim środowisku opłaca się inwestować na rynku akcji? Czy może jednak lepiej jest ograniczyć swoją aktywność i poczekać na lepsze czasy? Zagadnienie to będzie tematem środowego webinaru.

Wielu inwestorów nie ma większych trudności przy inwestowaniu w trendzie wzrostowym. W jego trakcie na rynku rośnie zdecydowana większość spółek, a więc nie pozostaje nic innego, jak tylko wybrać jedną z nich i liczyć na to, że będzie to udana inwestycja. I często tak właśnie jest, że cena akcji bezpiecznie oddala się od stop lossa, umożliwiając nam spokojną obserwację rosnącego wykresu.

Problemy pojawiają się jednak w sytuacji, w której rynki nie są przychylne posiadaczom akcji. Trend spadkowy nie tylko sprawia, że wielu inwestorów ponosi straty, ale stanowi również bardzo istotne kryterium odsiewające osoby, które tylko miały szczęście od prawdziwych inwestorów. Niestety potwierdza się, że bessa jest czynnikiem przesądzającym o tym, kto dotrwa do początku kolejnej hossy.



Nie będę przesądzał, czy mamy obecnie do czynienia tylko z trendem spadkowym, czy też można nazwać ten ruch cenowy bessą. Faktem jednak jest, że rynki spadają od przeszło roku i trudno jest powiedzieć, jak nisko mogą się jeszcze znaleźć.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Inwestowanie bez stop lossów - jak uciekłem spod noża

Inwestowanie bez stop lossów nie jest podejściem, które można polecić każdemu. Ja sam jednak stosuję je od dłuższego czasu na rynku akcji i jestem zadowolony z osiąganych w tym zakresie efektów. Nawet, jeśli czasem sytuacja bywa gorąca.

Zazwyczaj jedną z pierwszych rzeczy, jakie słyszy początkujący inwestor jest właśnie przypomnienie o konieczności stosowania zleceń stop loss. Trudno nie przyznać tutaj racji, gdyż w ten sposób ryzyko jest określone i zdefiniowane do preferowanego przez nas poziomu. Po drugie, zdejmowany jest z naszych barków ciężar podjęcia trudnej z psychologicznego punktu widzenia decyzji o tym, żeby uciąć stratę i zamknąć pozycję. Jednak tym samym odcinamy sobie szansę do odrobienia strat przy ruchu wzrostowym.

Doświadczenie, również moje własne, uczy, że wiele osób ma trudność z wychodzeniem z rynku w sytuacji ponoszonych strat. Moment ten jest odwlekany w oczekiwaniu na bardziej sprzyjające warunki. Szuka się wtedy uzasadnienia dla pozostawienia pozycji na rynku, być może dostrzegamy kolejne wsparcia, od których rynek powinien się odbić. W efekcie straty znacząco przekraczają założony początkowo poziom, a jeśli jest to rynek lewarowany, potrafią całkiem mocno uderzyć w stan portfela. Dlatego też sądzę, że dobrze jest zlecenia obronne stosować.



Ja sam od przynajmniej kilkunastu miesięcy nie używam stop lossów. Zlecenia zamykające transakcję składam ręcznie, każdorazowo monitorując ich egzekucję. Zanim jednak opowiem, dlaczego działam tak, a nie inaczej, zaprezentuję dwie sytuacje, w których było bardzo gorąco. 

sobota, 28 maja 2016

Inwestowanie długoterminowe się nie starzeje

Zostałem niedawno zapytany, jak można zaprezentować inwestowanie długoterminowe osobie, która jest aktywna na rynku forex. Przecież ma tam szybki rynek, dźwignię finansową i możliwość zarabiania nie tylko na wzrostach, ale również na spadkach. Czy są jakiekolwiek powody, aby rozważać inwestowanie na GPW, będącej rynkiem tylko jednego kierunku, a ponadto nie oferującym dźwigni finansowej i wysokiej zmienności?

Moim zdaniem istnieje wiele zalet obecności na rynku kasowym GPW, wzbogaconej o instrumenty pochodne oraz certyfikaty strukturyzowane. Zaczniemy od pierwszego argumentu.

W inwestowaniu chodzi o zarabianie pieniędzy


Jest to najważniejsza, a jednocześnie bardzo trudna do osiągnięcia rzecz. Według danych KNF, ok. 80% inwestorów grających na rynku forex, traci pieniądze. Nie oznacza to więc, że przez sam fakt handlowania walutami inwestorzy stają się królami życia, którzy nie muszą już się rozwijać. Można powiedzieć, że jest zupełnie przeciwnie. Statystyczny inwestor na foreksie nie umie zarabiać pieniędzy. Mimo dostępności wielu instrumentów, możliwości gry w dwie strony oraz dźwigni finansowej, nieustannie traci pieniądze.

Patrząc na zagadnienie z tej perspektywy, zaoferowanie takiej osobie możliwości zarabiania na GPW, posiadającej spokojniejsze instrumenty, byłoby prawdziwym dobrodziejstwem. 

Oczywiście nie jest również tak, że każdy inwestujący na rynku akcji może pochwalić się dodatnią stopą zwrotu w długim horyzoncie. Jednak należy podkreślić, że jest to rynek o wiele łatwiej wybaczający błędy, a ponadto umożliwiający większą różnorodność podejść, m.in. podejście dywidendowe.

Rynek akcji wybacza więcej błędów


Podczas inwestowania z wykorzystaniem wysokiej dźwigni finansowej, trzeba być bardzo uważnym. W ciągu kilku minut wartość naszej pozycji może ulec bardzo drastycznej zmianie, co wymusza na nas korzystanie ze zleceń obronnych oraz pilnowanie sytuacji na rynku. Przekłada się to również na określoną presję psychiczną. Nie każdy jest w stanie w bardzo krótkim czasie podjąć odpowiednie decyzje inwestycyjne. Forex lubi zdecydowanych i szybkich graczy.



Inwestowanie w długim terminie pozwala na o wiele większy komfort. Niekiedy oczekiwanie na sygnał kupna trwa kilka dni lub nawet kilka tygodni, dając możliwość bardzo dokładnego i spokojnego przeanalizowania interesującego nas waloru. Podobnie ze sprzedażą akcji. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których decyzję trzeba podjąć szybko, ale równie często zapowiadające się kłopoty rynek zwiastuje już od kilku dni. W takim wypadku pozbycie się papierów jest tylko techniczną czynnością i nie stanowi dla nas emocjonalnej niespodzianki, powodującej dezorientację i kuszącej do pozostawienia pozycji na rynku.

środa, 23 marca 2016

Moment otwarcia pozycji ma znaczenie

Często można spotkać się w literaturze inwestycyjnej z opiniami, że to nie moment wejścia na rynek decyduje o sukcesie transakcji, ale metoda zamykania pozycji. Jak w takim razie wytłumaczyć skuteczność podejść swing tradingowych, w których obecność na rynku ogranicza się do kilkunastu lub kilkudziesięciu sesji? Czy w tak krótkim horyzoncie czasowym istotnie nie ma znaczenia, kiedy kupimy nasze akcje? Oczywiście, że ma znaczenie!

Dokonując transakcji w przypadkowym miejscu na wykresie, teoretycznie mamy 50% szans, że papiery po kupnie wzrosną. Pamiętając jednak, że musimy ustawić stop lossa, szanse te zmieniają się na naszą niekorzyść, gdyż stosunkowo blisko ustawione zlecenie obronne jest narażone na szybką aktywację. Dlatego należy odpowiednio dopracować moment otwierania naszej pozycji, aby zwiększyć szanse na to, że po kupnie akcji, wzrosną one o kilka procent już na wstępie.

Od dłuższego czasu przekonuję się jednak, że możliwe jest wybranie takiego miejsca na kupno akcji, aby szala przechyliła się nieco na naszą korzyść. Nie odbywa się to oczywiście w każdym przypadku, jednak na tyle często, aby osiągane rezultaty były zadowalające.


Pierwszą korzyścią takiego podejścia jest możliwość ustawienia ciasnego stop lossa. Jeśli jesteśmy w stanie odszukać miejsce, w którym rynek najprawdopodobniej zmieni swój kierunek, wtedy możemy postawić zlecenie obronne tuż poniżej tego właśnie poziomu. W efekcie stop loss posiada stosunkowo niewielką szerokość, co ogranicza ponoszone przez nas ryzyko inwestycyjne.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Jak zarobiłem 35% w dwa dni, czyli mój sposób na bessę

W poprzednim tekście zwróciłem Waszą uwagę na fakt, że wiele rynków znajduje się na swoich historycznych lub też od dawna nie obserwowanych poziomach. Te "rekordy" mogą skłaniać nas do zwrócenia szczególnej uwagi na wykresy, gdyż możliwe, że nadchodzą momenty przełomowe i punkty zwrotne. Jeśli nie czytaliście czwartkowego artykułu, jak najszybciej nadróbcie zaległości. W tym artykule przeczytacie o moim podejściu do rozegrania tej sytuacji.


Kilka ważnych informacji na początek


Zanim opowiem o moich transakcjach, muszę poczynić kilka zastrzeżeń, gdyż podniosły się głosy, że jeszcze jest zdecydowanie zbyt wcześnie na kupowanie, a spadki (lub wzrosty, w przypadku walut) nie znalazły swojego dnia. Dlatego nakłanianie do kupna jest działaniem niewłaściwym.

Sam uważam, że już jest tanio. Niezależnie od tego, jakie są wskaźniki P/E indeksu Wig20, czy ryzyko polityczne wcale nie zmalało, uważam, że mamy już dobrą okazję do kupna poszczególnych instrumentów lub do zagrania przeciwko obecnym poziomom.



Moim celem jest zwrócenie jedynie Waszej uwagi na to, co dzieje się na rynku. Owszem, sam zająłem w czwartek dwie ważne pozycje, ale Was wcale do tego nie namawiam. Możecie czekać, aż będzie taniej, możecie wreszcie nic nie robić. W moim wypadku jest to część długoterminowej strategii, a ponadto jestem gotów do dokonywania korekt i dalszego budowania pozycji. Wiem co robię, mam plan i jestem gotów przyjąć na siebie ryzyko, które ponoszę. Jeśli nie przemyślicie odpowiednio swojej decyzji, możecie ponieść dotkliwe straty, przed którymi Was ostrzegam.

czwartek, 21 stycznia 2016

To właśnie teraz jest czas, by spojrzeć na rynki

Przeciętny dzień przeciętnego inwestora wygląda najczęściej przeciętnie. Analizujemy rynek, czytamy komentarze, uczymy się nowych technik, jak również dokonujemy transakcji. Gdybyśmy chcieli przeanalizować przykładowy tydzień naszej rynkowej aktywności, zapewne można by było znaleźć jemu podobne w każdym z minionych miesięcy. Ot, życie inwestora. 

Niekiedy jednak wydarza się na rynku coś nadzwyczajnego. Moment, który jest na tyle niezwykły, że będziemy go wspominali nie tylko przez najbliższe miesiące, ale i najbliższe lata. Takie momenty się pamięta. Czy to lato 2007 roku, kiedy to nasze indeksy osiągnęły szczyt hossy, czy to marzec 2009 roku, kiedy to kończyła się bessa. Pamiętamy ropę po 140 dolarów za baryłkę, KGHM po 200 zł za jedną akcję, jak również rekomendację dla Lotosu z wyceną 0 zł. Nie wspomnę już o sierpniu 2011 roku, który pamiętają szczególnie inwestorzy obecni na rynku instrumentów pochodnych. 

Takie właśnie punkty zwrotne się pamięta. Może ja pamiętam je nieco bardziej, gdyż podczas większości z nich byłem mocno zainteresowany rynkami finansowymi, czy chociażby dlatego, że jestem blogerem i w moich tekstach często nawiązuję do tych właśnie wydarzeń. W każdym razie, są to zazwyczaj punkty zwrotne, sytuacje które nie wydarzają się przez kilka kolejnych lat. 

Jak reagujemy na nie, gdy już jest za późno, żeby coś zrobić? Słyszymy i czytamy teksty w stylu "chciałbym kupić KGHM po 20 zł", "szkoda że nie shorciłem złota po 1900 dolarów za uncję", "powinienem brać, gdy Lotos kosztował 7 zł, a był wyceniany na 0 zł". Jest to żal i rozczarowanie, że przegapiliśmy dobry moment do wykorzystania jakiegoś rynkowego zwrotu.

I czas na najważniejsze zdanie dzisiejszego tekstu:

to właśnie teraz jest czas, by spojrzeć na rynki

źródło: hl.co.uk


Osoby, które przegapią odpowiedni moment, mogą tego żałować przez kilka najbliższych lat.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Nie bierz się do inwestowania od dupy strony

Mam nieodparte wrażenie, że już na ten temat pisałem, ale po pierwsze, nie chce mi się grzebać w archiwum bloga, a o drugie, nie zaszkodzi, jeśli napiszę o tym raz jeszcze. Potrzeba ta wynika z maili i próśb, które ciągle otrzymuję od moich czytelników. Chcę pomagać najlepiej, jak to możliwe, ale czasami zwyczajnie się nie da, gdyż inwestor podchodzi do zagadnienia zupełnie nie od tej strony, co potrzeba.

Wydawać by się mogło, że jako inwestorzy mamy i tak dość problemów na głowie, żeby z własnej woli dokładać sobie kolejne. Tymczasem zapominanie o bardzo prostych zasadach sprawia, że po pewnym czasie toniemy w rozwiązywaniu nieistotnych kwestii, zamiast skupiać się na tym, co jest naprawdę ważne. Podobnie jest z opisywanym dzisiaj zagadnieniem.

Wiele osób zapewne nie zdaje sobie sprawy z błędu, który popełnia. Niestety błąd ten, popełniany w początkowej fazie analizy, przekłada się później na wszystkie obszary, łącznie z prowadzeniem pozycji i wychodzeniem z niej. Efekty są gorsze, stres większy, a sam system inwestycyjny działa gorzej niż by mógł.

źródło: 3dlessons4life.com

wtorek, 22 września 2015

Linia trendu - jak stosować najprostsze narzędzie AT

Większość inwestorów spotykających się z analizą techniczną po raz pierwszy, dowiaduje się o teorii Dowa i zasadzie, że średnie rynkowe dyskontują wszystkie dostępne na rynku informacje. Drugą rzeczą, którą się poznaje jest trend, będący główną kategorią AT. A trzecią rzeczą i jednocześnie pierwszym narzędziem, jest linia trendu. Nie ma chyba nic prostszego niż linia poprowadzona przez dwa punkty i mówiąca nam, jak mamy inwestować. W praktyce jednak okazuje się, że trudnościom nie ma końca.

Dzisiejszy tekst jest rozwinięciem i upublicznieniem wiedzy zaprezentowanej na moim ostatnim szkoleniu. Mam nadzieję, że w przyszłości znajdziecie czas na uczestnictwo w kolejnych spotkaniach.

Jako że wykorzystuję czasem linie trendu w swoich inwestycjach, postanowiłem podzielić się z Wami moim podejściem. Jest ono subiektywne i wcale nie pretenduję do stosowania ich w jedyny słuszny sposób. Uważam jednak, że wypracowałem sobie pewne stabilne i zdroworozsądkowe podejście, pozwalające stosować linie tam, gdzie można je stosować, jednocześnie nie zawracając sobie nimi głowy tam, gdzie nie są one znaczące. Ciekaw jestem, czy podzielicie moje zdanie w poniżej opisanych kwestiach.

Czym jest linia trendu - wprowadzenie


Linia trendu jest prostą (półprostą) poprowadzoną przez dwa istotne punkty rynkowe. Jej kierunek i przebieg pomagają nam ocenić przebieg trendu. W wypadku trendu wzrostowego, linię rysujemy po dołkach, w wypadku trendu spadkowego, po wierzchołkach. Przebicie linii trendu interpretowane jest jako sygnał zakończenia obowiązującego trendu i zapowiedź odwrócenia.

Teoria wydaje się bardzo prosta. Praktyka pokazuje jednak, że ilu inwestorów, tyle linii trendu. Niektóre są przełamywane i wcale nie oznacza to odwrócenia trendu. Z kolei inne wyrysowane są totalnie od czapy i chyba tylko autor jej położenia zwróci uwagę na dane miejsce.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Jak zamiast milionów zarobić "tylko" 87%

Na portalach finansowych bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się tabelki pokazujące najwyższe stopy zwrotu osiągnięte przez spółki danego dnia. Wielu inwestorów, zwłaszcza początkujących, elektryzuje myśl, że można na giełdzie zarobić jednego dnia kilkanaście procent. Przeliczają szybko, ile miesięcy lub lat trzeba by było oszczędzać na lokatach, żeby osiągnąć taki wynik i w głowie im się nie mieści, że takie rzeczy są możliwe.

Pewnej części inwestorów podejście takie zostaje również później, kiedy już aktywnie działają na rynku finansowym. Szukają wyjątkowych okazji, perełek które dadzą zarobić po kilkadziesiąt lub kilkaset procent, najlepiej w okresie najbliższych kilku tygodni. Często wybór pada na spółki o podwyższonej zmienności, wynikającej z sytuacji, w jakiej się spółka znalazła. Ogłoszenie ważnego komunikatu może spowodować gwałtowny wzrost ceny akcji.

Kilkanaście dni temu osoby śledzące mojego blogowego Facebooka mogły zobaczyć taki oto wpis:


Osoby, które jeszcze nie widziały treści naszej rozmowy, mogą rzucić okiem klikając w ten link (warto!).

niedziela, 2 lutego 2014

Spółki Ciekawe Technicznie - luty 2014

Kolejny miesiąc za nami, a rynek znów jest niżej niż poprzednio. Dlatego warto jest poszukać okazji inwestycyjnych, gdyż zwłaszcza indeks WIG pokazuje korektę, która jest już dość dojrzała, aby miała spore szanse się zakończyć. W takiej sytuacji wybrałem 9 spółek, które warte są przeanalizowania. 

Czekam na Wasze komentarze, co o nich myślicie.


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Jak grać na giełdzie - inwestowanie z trendem cz. 3

Ostatnim razem omówiłem, jak można zajmować pozycję w korekcie, rozbijając całość na trzy podejścia. Dzisiaj zajmiemy się bardziej szczegółowo trzecim z podanych rozwiązań, czyli kupowaniem akcji w chwili, kiedy uznamy, że korekta już się zakończyła i rynek powraca do ruchu w kierunku dotychczasowego trendu.

Wydaje się, że największym problemem jest moment uznania, że rynek właśnie się odwraca. Przecież ceny w trakcie korekty również mają swoje wahania i czasami zmieniają kierunek, co wcale nie oznacza zmiany szerszej perspektywy. Musimy więc wypracować rozwiązanie, które będzie w miarę skutecznie rozpoznawało takie właśnie sytuacje, jednocześnie pozwalając uniknąć zajmowania pozycji w nieodpowiednim momencie. I tutaj znów mam dla Was trzy propozycje

Ruch większy niż pozostałe

Zazwyczaj zakończenia korekty oczekujemy w chwili, kiedy jest już ona dość zaawansowana. Oznacza to, że mamy pewną próbkę notowań z okresu ruchu przeciwnego do dotychczasowego trendu i jesteśmy w stanie ocenić, jak przebiegał wykres. Dzięki temu możliwe jest ustalenie szerokości kanału, w którym zamykają się zwykłe codzienne wahania rynkowe. Wizualizacją tego może być zawężona wstęga Bollingera lub też wstęga utworzona przez odpowiednie przesunięcie i zreplikowanie szybkiej średniej kroczącej. Dość dobrze powinien się również sprawdzić kanał zbudowany z krótkich linii trendu, które opasując wykres wyznaczają jednocześnie kierunek i możliwy zakres ruchów.

wtorek, 17 grudnia 2013

Jak grać na giełdzie - inwestowanie z trendem cz.2

W poprzednim wpisie na temat inwestowania z trendem napisałem, że dobrym momentem do zajmowania pozycji w trakcie trwającego już trendu jest faza korekty. Nie ponosimy ryzyka związanego z rozpoznawaniem początku ruchu wzrostowego, a jednocześnie korektę mamy już za sobą, więc szanse na jej wystąpienie w najbliższej przyszłości są znacznie mniejsze.
Jak widzimy na powyższym wykresie, indeks WIG znajduje się właśnie w fazie korekty. W ciągu ostatnich miesięcy mieliśmy panujący na rynku trend wzrostowy, a zatem można oczekiwać, że ceny w dalszym ciągu będą podążały w tym kierunku. Jednocześnie trwająca korekta zaznaczyła się dość wyraźnie na wykresie, a co za tym idzie, można by było oczekiwać, że w najbliższym czasie rynek powróci do wzrostów. To jest właśnie moment, w którym należy wytężyć naszą uwagę w oczekiwaniu na sposobność do zajęcia długiej pozycji.

Kiedy kupować akcje w korekcie?

Pytanie wbrew pozorom jest całkiem poważne i w zależności od tego, jak sobie na nie odpowiemy, inaczej będą się kształtowały nasze wyniki inwestycyjne. Idą za tym również zupełnie inne ryzyka, na które musimy się zgodzić, ale jednocześnie otrzymujemy nieco odmienne szanse na dokonanie dobrej transakcji.

Kupowanie w trakcie trwającej korekty

Można kupować w czasie trwającej korekty, czyli kiedy rynek jeszcze porusza się przeciwnie do dotychczasowego trendu. Dzięki temu mamy gwarancję, że kupujemy po lepszej cenie niż przed korektą, a jednocześnie jest pewne prawdopodobieństwo, że trafimy akurat w dołek i będzie to najlepsze miejsce do kupna. Takie podejście może kusić, zwłaszcza w przypadku pogłębiającej się korekty. Patrząc na powyższy przykład, widzimy rynek schodzący coraz niżej. Ceny są coraz bardziej atrakcyjne, a trend w dalszym ciągu nie jest zagrożony, więc z długoterminowego punktu widzenia wydaje się to bardzo dobre rozwiązanie.

Ma to jednak kilka wad. Po pierwsze, trudno jest ustawić rozsądnego stop lossa. Umieszczając zlecenie obronne zwyczajnie kilka procent poniżej poziomu, na którym zajęliśmy pozycję, ryzykujemy, że zostanie ono zrealizowane dokładnie w najgorszym momencie, czyli w samym dnie korekty. Być może po czasie zorientujemy się, że wchodziliśmy, kiedy ruch antytrendowy był już zaawansowany, ale rynek podążył dużo dalej. Co wtedy? Odnowienie pozycji bywa o wiele trudniejsze i pewnie często okaże się, że ruch wzrostowy nas ominie.

Drugą wadą takiego podejścia jest fakt, że korekta może być czymś zupełnie innym, a mianowicie już ruchem spadkowym. Powrót do wzrostów szybko nie nastąpi, a my zostaniemy z akcjami tracącymi na wartości. Problematykę ustawienia zlecenia stop loss omówiłem powyżej. Dlatego ja wolę jedno z dwóch kolejnych podejść.

Łapanie dołka

Tak, wiem jak to brzmi. Ale czasami analiza techniczna pozwala wychwycić sytuacje rynkowe, w których szanse na to, że akurat mamy do czynienia z końcem korekty są całkiem wysokie. Mam tu na myśli głównie wsparcia, do których dociera ruch korekcyjny. Jeśli wykres układa się w dogodny sposób, poziom wsparcia może zatrzymać ruch spadkowy, gdyż zazwyczaj w tym miejscu napotykamy zwiększony popyt ze strony inwestorów. Możemy się do niego przyłączyć, co często prowadzi do zajęcia pozycji w najlepszym do tego miejscu.

Drugą zaletą takiego podejścia do tematu jest w miarę ciasny obszar, w którym możemy ustawić zlecenie stop loss. Jest on wyznaczany poprzez test poziomu wsparcia, a co za tym idzie, stopa umieszczamy tam, gdzie przyjmujemy, że poziom został przełamany. Wtedy ponosimy stratę, ale najczęściej jest ona niewielka. Dzięki temu łatwiej jest nam odnowić pozycję, jeśli rynek zejdzie trochę niżej i wygeneruje kolejny sygnał kupna.
Na powyższym przykładzie widać, że rynek dotarł dokładnie do poziomu wsparcia, po czym odbił się od niego powracając do ruchu wzrostowego, który wyniósł ceny znacząco wyżej. Warto jest podkreślić niskie ryzyko takiego właśni zagrania. Jest to jedna z sytuacji, w których bardzo lubię wchodzić do gry.

Powrót do dotychczasowego trendu

Trzecie podejście do zajmowania pozycji w fazie korekty zakłada wchodzenie na rynek wtedy, kiedy uznamy, że ruch przeciwny do dominującego trendu się zakończył. Dzięki takiemu właśnie rozwiązaniu, nie staramy się prognozować dołka, ale czekamy na potwierdzenie w postaci rynkowego odwrócenia. Uznajemy, że potencjał spadkowy się wyczerpał, a jednocześnie dołączył do gry świeży popyt, który ma szanse wypchnąć cenę na nowe, przynajmniej lokalne, maksima.

Jest to też dla nas okazja, żeby ustawiać zlecenie obronne w dość oczywistym miejscu, czyli pod dnem korekty. Uznając, że właśnie się ona kończy, zakładamy że rynek nie wróci do tego poziomu, ale będzie się od niego oddalał. Stąd jest  to chyba optymalna lokalizacja dla naszego zlecenia.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby łączyć to podejście z opisanym wyżej, w którym korekta zatrzymuje się na poziomie wsparcia. Wystarczy tylko poczekać trochę dłużej i sprawdzić, czy wsparcie się utrzyma, a cena zmieni kierunek. Jeśli tak, można zaryzykować i dokonać transakcji, gdyż bardzo często dają one dobre rezultaty.

Jeśli zdecydujemy, że będziemy wchodzili na rynek po końcu korekty i powrocie do wzrostów, trzeba sobie zadać pytanie o moment tego wejścia. Jaki ruch powrotny uznamy za wystarczający do zajęcia pozycji, a kiedy będzie to jeszcze zbyt wcześnie? Tym zajmiemy się w kolejnym wpisie z tego cyklu.

czwartek, 12 grudnia 2013

Jak grać na giełdzie - inwestowanie z trendem

Zarabianie na giełdzie z pewnością jest pociągającą wizją uzyskiwania przychodów, ale wiele osób ponosi porażkę. Nie są w stanie wygrać z rynkiem, z własnymi emocjami lub zwyczajnie nie mają dość cierpliwości, żeby wytrwać na tyle długo, aby wypracować skuteczną metodę.

Warto jest przyglądać się różnym strategiom inwestycyjnym, gdyż nie zawsze inwestowanie musi być skomplikowane. Wręcz przeciwnie, czasem uproszczenie pewnych spraw pozwala na większą elastyczność oraz na lepsze wykorzystanie nadarzających się możliwości.


Trend jest twoim przyjacielem - ale jak go wykorzystać?

Mówi się, że trend jest przyjacielem inwestora. Z pewnością trudno jest się z tym sformułowaniem nie zgodzić. Problem pojawia się w sytuacji, w której musimy przekuć to ogólne stwierdzenie na praktyczne działania mające nam przynieść finansowy zysk. I wtedy okazuje się, że przyjaciel często bywa niewdzięczny. Sam staram się wykorzystywać trend we własnych inwestycjach, co prezentuję często w spółkach ciekawych technicznie, i postaram się pokazać Wam, jak można wykorzystywać siłę trendu bez ponoszenia nadmiernego ryzyka.

Częstym podejściem podczas inwestowania z trendem jest próba złapania go na samym dole, w chwili kiedy dopiero zaczyna się formować. Wynika to z bardzo prostej, ale niezmiernie sugestywnej koncepcji czterech faz rynku. Problem pojawia się wtedy, gdy staramy się złapać początek nowego trendu, po czym kilkukrotnie ponosimy porażkę i nasza strata powiększa się. Z racji dość zasadniczej natury zmiany trendów, zlecenie stop loss musi być dość znacznie oddalone, co sprawia, że za każdym razem tracimy dużą część środków. Oczywiście są pewne metody obrony przed takimi sytuacjami, które sam stosuję i o nich napiszę przy innej okazji.

Pozostaje więc pytanie, jak korzystać z trendów wzrostowych, ale jednocześnie nie ponosić nadmiernego ryzyka związanego z próbami zgadywania, kiedy trend ma swój początek. Moja odpowiedź to...

Wchodź na rynek w trakcie trwającego trendu

Rozwiązanie proste, ale mam wrażenie, że bardzo niewiele osób z niego korzysta. Każdy stara się uchwycić trend w samym zarodku licząc, że będzie to transakcja zwielokrotniająca pieniądze zainwestowane w akcje danej spółki. Natomiast zajmowanie pozycji w trakcie już trwającego trendu wydaje się dobrowolnym ograniczaniem zysków. Moim zdaniem bardzo niesłusznie, gdyż nawet w trakcie dużego ruchu wzrostowego rynek jest w stanie wzrosnąć o kilkaset procent. A jeśli nie o tyle, to z pewnością o ładne kilkadziesiąt. Pogardzicie czymś takim?

Jak w takim razie podłączać się to już trwającego trendu?

Można wchodzić na rynek w danej chwili, tzn. wtedy, kiedy zauważamy iż jakaś spółka czy inne aktywo znajduje się w trendzie wzrostowym. Otwieramy pozycję i ustawiamy zlecenie stop loss w odległości dopasowanej do aktualnej zmienności panującej na danym walorze. Następnie, jeśli rynek zmierza w kierunku przez nas założonym, przesuwamy zlecenie obronne coraz wyżej, stopniowo zabezpieczając zyski. Jeśli natomiast nastąpi ruch przeciwko naszej pozycji, zlecenie stop loss ucina stratę.

To podejście opiera się na jednej z podstawowych zasad analizy technicznej, która stanowi, że trwający trend ma większą tendencję do kontynuacji ruchu niż do jego odwrócenia. Liczymy, że wchodząc na rynek w dowolnym momencie mamy szanse na sukces większe niż 50%, a zatem daje nam to statystyczną przewagę. 

Problem pojawia się w sytuacji, w której rynek dokonuje korekty, a my dowiadujemy się, że kupiliśmy w najgorszym możliwym momencie. Korekty w trendzie są czymś naturalnym, ale cofający się rynek może łatwo naszego stop lossa aktywować. I w rezultacie pozycja zostaje zamknięta, a trend jest kontynuowany już bez naszej obecności na pokładzie. No, chyba że dokonamy jeszcze jednej transakcji.

Przyjaciółka korekta nadchodzi z pomocą

Ja preferuję nieco inne podejście. Wynika ono z powrotu do bardzo podstawowych kategorii analizy technicznej, a w tym wypadku nawet inwestowania jako takiego. Czym jest trend? Sekwencją coraz wyższych szczytów i dołków. Czyli po ustanowieniu nowego wierzchołka rynek cofa się, formuje dołek wyższy od poprzedniego, a następnie wybija się na nowy szczyt i cały proces się powtarza. Co nam to daje? No cóż, niestety nie jesteśmy w stanie przewidywać korekt, gdyż w czasie trendu rynek potrafi przebyć nieraz całkiem dużą odległość zanim zacznie odreagowywać dotychczasowe wzrosty lub spadki. Ale możemy z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że po korekcie nastąpi powrót do dominującego ruchu rynkowego. I takie właśnie sytuacje mnie interesują. 

Na czym polega różnica między kupowaniem w dowolnym momencie? Załóżmy, że tam posiadamy prawdopodobieństwo nieco wyższe od 50%, że rynek podąży w kierunku dotychczasowego trendu. W tym przypadku dokładamy jeszcze prawdopodobieństwo, że po korekcie nastąpi kolejny ruch impulsowy, zgodnie z zasadą działania trendu.

Czy to oznacza, że uzyskujemy już prawdopodobieństwo rzędu 60% i więcej, że nasza transakcja zakończy się sukcesem? Oczywiście nie. Ale z mojego doświadczenia wynika, że dużo lepsze wyniki daje zajmowanie pozycji w korekcie niż w przypadkowym miejscu na wykresie trendu wzrostowego. Można powiedzieć, że potencjał spadkowy "rozładowuje" się w korekcie, dzięki czemu rynek znów może podążać w dotychczasowym kierunku. Poziomy cenowe stają się nieco bardziej atrakcyjne, co przyciąga dodatkowy popyt do gry.

W kolejnym wpisie omówię, jak można dokonywać transakcji w fazie korekty, bo wbrew pozorom nie jest to taka prosta sprawa.

piątek, 27 września 2013

Jak zarabiać przy odbiciach od wsparcia

Ostatnie dni na blogu upływają pod znakiem dyskusji na temat wsparć na Zamecie i Mennicy. Wsparcie na spółce Mennica niestety nie wytrzymało. Od dnia, w którym opisywałem całą sytuację, cena spadła o 9,74%. Obecnie sytuacja przedstawia się następująco:
Z kolei o Zamecie pisałem zaledwie kilka dni temu. Od tego czasu spółka poszła w górę o 5,26%, a od ceny, po której niedawno ją kupiłem już o 12,04%. Aktualnie obraz techniczny prezentuje się następująco:

Po komentarzach widać, że dość dobrze przeanalizowaliście już te dwa przypadki. Pytanie więc, czy można pokusić się o wypracowanie jakichś ogólniejszych reguł dotyczących. Dlaczego jedne wsparcia się utrzymują, a inne nie? Dlaczego jedne wydają nam się oczywiste na pierwszy rzut oka, a inne widzimy dopiero wtedy, kiedy rynek już daleko od nich poszybuje?

1. Szukaj wsparć zgodnych z kierunkiem trendu.

Jeśli się chwilę zastanowimy, można wyróżnić trzy rodzaje wsparć:
  • te, które zatrzymują trend
  • te, które stanowią bariery dla ruchu bocznego
  • te, które podtrzymują trend w korektach.
Moim zdaniem najlepiej jest wykorzystywać wsparcia w korekcie, ewentualnie wsparcia "boczne". Próba walki z trendem zazwyczaj skazana jest na niepowodzenie, mimo że mamy najczęściej jakiś ładnie zarysowany wierzchołek, który cena aktualnie testuje. Niestety, trend budowany jest właśnie na przebitych wierzchołkach, więc nie ma się co dobrowolnie podsuwać pod nóż.

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja przy wsparciach w korekcie. Wtedy to rynek ma już za sobą fazę odpoczynku do zdobyciu nowego wierzchołka i jest to dobra okazja na zebranie sił przed kolejnym rajdem. Jednocześnie dla wielu inwestorów jest to możliwość podpięcia się pod ruch wzrostowy po cenach niższych niż jeszcze niedawno.

2. Im wyraźniejsze wsparcie, tym pewniejsze.

Pamiętajmy, że analiza techniczna to zachowania analityków technicznych. Im więcej osób widzi dane wsparcie, tym większy popyt wygenerują w jego okolicy. Wiem, że mówię Ci teraz: "pędź razem z tłumem", ale uważam że w takich sytuacjach jest to opłacalne zachowanie. Co z tego, że dostrzeżesz unikalne wsparcie, skoro będziesz pod nie zagrywał tylko Ty, a w efekcie nie pojawi się oczekiwany przypływ zleceń kupna, który miałby wywindować ceny w górę? Dlatego pamiętaj: dobre wsparcie to wyraźne wsparcie.

3. Patrz na zachowanie ceny przy wsparciu.

Wydawać by się mogło, że jest to oczywistość, skoro cała analiza techniczna opiera się na obserwacji ceny. Ale moje doświadczenie wskazuje, że analizując słabnący impet spadkowy w okolicach wsparcia można dość korzystnie przewidzieć zbliżające się odwrócenie ruchu cenowego. Miało to miejsce w przypadku Zametu, o którym pisałem wcześniej, ale też wielokrotnie sprawdziło mi się w przeszłości. Uważna obserwacja ceny, mimo że dla niektórych ociera się o magię, pozwala ustrzec się wielu niebezpiecznych sytuacji. A niestety często wykracza to poza klasyczne formacje, podczas gdy wsparcie wsparciu nierówne.

4. Bądź wybredny.

Nie każde wsparcie musi być Twoje. Spółek mamy na rynku już dość sporo, a w czasie dobrej koniunktury wsparcia trafiają się stosunkowo często. Dlatego też nie trzeba łapać każdego, które się nawinie, ale można wybierać i wyczekiwać na takie przypadki, w których będziemy się pewnie czuli. Pozwoli nam to na większy komfort przy zajmowaniu pozycji, a w efekcie zwiększy szanse na to, że wykonamy założony plan zamiast dać się ponieść emocjom.

5. Pamiętaj o zleceniu stop loss.

Nawet jeśli tylko co drugie wsparcie odbije cenę, możesz na tym nieźle wychodzić. Transakcje udane muszą być tylko lepsze od transakcji stratnych, a nieodłącznym elementem utrzymywania takiego stanu rzeczy są właśnie zlecenia obronne. Pamiętajmy, że wsparcia pękają z hukiem i cena potrafi znacząco spaść w dość krótkim czasie. Bez zleceń obronnych nie zawsze uda nam się odpowiednio wcześnie wyjść z rynku i poniesiemy bolesne straty.


Nie każde wsparcie jest takie samo. Nie na każde trzeba postawić pieniądze, a są nawet takie, na które nie należy stawiać własnego kapitału. Niestety wielu początkujących analityków technicznych nie zwraca uwagi na takie szczegóły. Rysują poziomą kreskę, wrzucają cały układ do mentalnego worka z napisem "wsparcie", a następnie odliczają kasę i składają zlecenie. A umiejętna selekcja transakcji to niemniej ważny element niż dobór momentu do zawarcia transakcji.

A Wy gracie pod wsparcia? Jeśli tak, wrzućcie jakieś wykresy w komentarzach, podyskutujemy :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Testowanie pomysłu na system inwestycyjny cz. 3

I nadszedł czas na kolejną część testowania pomysłu na system inwestycyjny. Tym razem zaczynamy bawić się kodem :)

sobota, 17 sierpnia 2013

Zagrania pod formację prostokąta

Wielokrotnie, zarówno na blogu, jak i w moich nagraniach publikowanych w YouTube wspominałem o tym, że wolę kupować nisko, najlepiej przy wsparciach, aby można było ustawić ciasnego stop lossa. Formacja prostokąta jest tutaj bardzo dobrą okazją do takich zagrań.

Jeśli pamiętacie, w lipcowych Spółkach Ciekawych Technicznie postanowiłem kupić akcje Comarchu. Dla chcących sobie odświeżyć moją analizę, szczegóły możecie poznać tutaj i tutaj. Zgodnie z zapowiedziami, kupiłem akcje na pierwszej sesji lipca i trzymam je do dzisiaj i postanowiłem o nich napisać, ponieważ cena akcji znajduje się na górnym ograniczeniu prostokąta. 
Niebieska strzałka pokazuje moją chwilę wejścia. Cena nie jest szczególnie istotna, bo sama świeca jest dość krótka. Ponadto spółka zdążyła odciąć jeszcze prawo do dywidendy o wartości 1,80% na datę ustalenia. Tak więc realnie zyski są trochę wyższe niż pokazuje wykres.

I pojawia się teraz kilka kwestii, co można w tej sytuacji zrobić. Oczywiście jednym rozwiązaniem jest sprzedaż akcji. Spółka znajduje się na technicznym oporze, wypracowała jednocześnie zysk, który dobrze by było w jakiś sposób zabezpieczyć. Ja jednak wolę tylko podciągnąć zlecenie obronne, ale zostawić jednocześnie cenie miejsce na ruch w górę, aby mogła wyjść z formacji prostokąta górą, zgodnie z kierunkiem dotychczasowego trendu.

Osoby zainteresowane odsyłam do innego wpisu na temat gry w ruchu bocznym, a wszystkich do nagrań, które kiedyś podlinkowałem, a które bardzo dobrze sprawdzają się w takich właśnie sytuacjach.

środa, 23 stycznia 2013

O spodku i formacjach odwrócenia

Temat spodka ewidentnie Wam podpasował i sporo na jego temat dyskutujecie. Cieszy mnie ta aktywność i ze swojej strony staram się również zabierać głos i pewne kwestie wyjaśniać. Pamiętajcie jednak, że wypowiadam jedynie swoje zdanie. To, że prowadzę bloga giełdowego nie oznacza wcale, że posiadam wszelkie kompetencje do rozstrzygania, co spodkiem jest, a co nie jest, oraz o zachowaniach ceny w samej formacji i po wyjściu z niej.

Pod poprzednim wpisem pojawiło się pytanie dotyczące spółki JSW i spodków, które się tam uformowały. Wrzućmy więc na warsztat wspomniany wykres:
Pierwsza i podstawowa kwestia jest taka, że znajduje się tam tylko jeden spodek, a nie kilka. Zgodnie z kryteriami dla tej formacji (i dla wszystkich formacji cenowych) o formacji możemy mówić dopiero wtedy, gdy się ona dopełni. Wszystko do tego czasu jest jedynie czymś, co może się stać formacją, ale nie musi. 

W wypadku spodka dopełnieniem się formacji jest dojście ceny do linii stanowiącej podstawę tej formacji, a więc w tym przypadku będzie to wyrównanie lewej krawędzi spodka przez jego prawe ramię. Dla omawianego wykresu spółki JSW sytuacja taka miała miejsce tylko raz, w okresie od sierpnia 2011 do lutego 2012. Wszystko po prawo od tej formacji to już nie są spodki, gdyż prawe ramię nie dorównuje lewemu, ale każdorazowo jest od niego niższe.

Jest to bardzo ważna kwestia, gdyż inwestorzy mają skłonność do przypisywania wykresowi pewnych cech, których na nim jeszcze nie widać. Dla przykładu formacje podwójnego dna ogłaszane są już w chwili, gdy cena dopiero wyrównuje lewy dołek, a nie zaczyna się jeszcze piąć w górę. Błąd ten prowadzi do licznych nieporozumień i utraty pieniędzy, gdyż inwestuje się w oparciu o coś, co formacją nie jest. I później pokutuje opinia, że dana formacja nie działa.

Drugi zarzut w odniesieniu do formacji spodka, jaki został podniesiony we wspomnianym komentarzu to fakt, że wyrysował się spodek i nic z tego nie wyszło. To "nic nie wyszło" rozumiane jest najprawdopodobniej jako fakt, że cena nie rozpoczęła rajdu w górę sięgającego co najmniej wysokości samego spodka.

Tutaj znów pojawia się kwestia interpretowania formacji spodka. Zgadza się, że w licznych książkach do analizy technicznej spodek ujmowany jest jako formacja odwrócenia, a zasięg cenowy po wyjściu z formacji równy jest co najmniej wysokości samej formacji.

Musimy sobie jednak uświadomić kilka podstawowych kwestii. Analiza techniczna nie mówi niczego ze stuprocentową pewnością. Dlatego też zaistnienie formacji spodka po dłuższych spadkach wcale nie musi oznaczać, że teraz czeka nas kilkadziesiąt miesięcy wzrostów, ponieważ trend uległ odwróceniu. Pokazuje to dobrze przykład JSW, gdzie formacja owszem się zrealizowała, ale zaraz po tym cena zaczęła spadać. Można nawet negować sam fakt zaistnienia formacji, skoro cena nie wybiła linii podparcia. Formacja spodka, poprzez swój kształt mówi nam jedynie, że spadki przejściowo wyhamowały i cena rozpoczęła ruch wzrostowy. Tylko tyle. Nie wiemy, czy ruch ten utrzyma się przez dłuższy czas, choć oczywiście mamy nadzieję, że tak będzie. Nadzieja to jednak zbyt mało, żeby kreślić scenariusze wybiegające daleko w przyszłość.

Kolejną kwestią jest zasięg formacji. Często spotykam się z głosami inwestorów, a nawet analizami blogerów, którzy piszą, że formacja się zrealizowała, w związku z czym jej zasięg oczekiwany jest na poziom X zł. Otóż w mojej ocenie jest to bardzo złudne podejście. 

Jestem bardzo nieufny co do liczenia potencjalnych zasięgów formacji. Nie wiem, w oparciu o co zostały one podane w takiej, a nie innej wysokości, ale cena wcale nie musi tam iść. Jedynym człowiekiem, któremu bym w tej materii uwierzył jest chyba tylko Thomas Bulkowski, który faktycznie skwantyfikował formacje cenowe, policzył ich zasięgi oraz szanse na dotarcie ceny w poszczególne miejsca, a następnie zarobił duże pieniądze inwestując w oparciu o wyniki swoich testów. Wszystkie pozostałe opowieści o zasięgach po wyjściu z formacji cenowych uważam za luźne opowiastki, na które nie postawiłbym pieniędzy.

I teraz przechodzimy do rzeczy - jak ja inwestuję w oparciu o formacje cenowe i dlaczego robię to tak, a nie inaczej. Pisałem już w różnych innych miejscach, a szczegółowo wyjaśniałem też w niedawnym nagraniu wideo, że staram się "złapać" formację przy samym jej dnie. Mam świadomość tego, że stoi to w sprzeczności z zaprezentowanym wyżej poglądem, że coś co się nie dopełniło nie jest jeszcze formacją. Tyle, że ja to wiem i zdaję sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmuję.

Kiedy uważam, że cena wyhamowała na tyle, że uformowała już punkt ekstremalny, którego przekroczyć nie powinna, szukam okazji do kupna. Przy dnie formacji, a nie przy wyjściu z niej górą. Działając w ten sposób ryzykuję, że cena faktycznie nie zakończyła jeszcze ruchu spadkowego i odpali mojego stop lossa. W takiej sytuacji poniosę stratę.

Zaletą tego podejścia jest możliwość ustawienia ciasnego i logicznego stop lossa. Skoro uważam, że cena "ubiła" już jakieś dno, jego przebicie będzie zanegowaniem formacji, pod którą gram, a więc znikną przesłanki mojej obecności na rynku. A z racji tego, że kupuję na dole, ten stop loss jest ciasny i nie stracę zbyt wielkich środków, gdy cena się tam przemieści.

Drugą niewątpliwą zaletą takiego podejścia jest fakt, że bardzo wcześnie uczestniczę we wzrostach. Jeśli poziom, który uznałem za ekstremum formacji się obroni i cena zmieni kierunek, ja zarabiam jeszcze w obszarze spodka, jeśli faktycznie nim się stanie. W efekcie tego, w chwili gdy można z całą pewnością powiedzieć, że spodek się zrealizował i inwestorzy przymierzają się do kupowania na wybiciu ceny z dopełniającej się formacji, ja jestem już kilkanaście lub kilkadziesiąt procent w zysku, a mój stop loss przesunięty jest na tyle, że gwarantuje mi wyjście z zyskiem, niezależnie od dalszego rozwoju zdarzeń.

Podobne podejście, wynikające z moich preferencji w zakresie zarządzania ryzykiem i komfortem psychicznym, stosuję do wszystkich formacji odwrócenia, a także do licznych formacji kontynuacji. Skutkiem tego średnio mnie interesuje liczenie potencjalnych zasięgów po wyjściu z formacji, skoro jestem już "zarobiony" i koncentruję się na zarządzaniu tą pozycją, aby dowieźć ją jak najwyżej.

Dlatego też przestrzegam przed zbyt pryncypialnym podchodzeniem do analizowania formacji cenowych. W końcu każda formacja opiera się na cenie, a analizując mechanikę rynku można dostrzegać pewne zjawiska jeszcze zanim przybiorą one postać oficjalnie uznawanych formacji. Podobnie wygląda sytuacja z liczeniem zasięgów. Nie jest ważne, gdzie zaplanujemy zasięg wybicia, gdyż rynek i tak zrobi swoje. Pytanie, czy będziemy na pokładzie już wcześniej, czy też kupimy na oporze, którego przebicie wcale nie musi być takie pewne.

Pamiętajcie o czym pisałem na początku wpisu, to są tylko moje spostrzeżenia.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dalej o spodku

Pod niedawnym wpisem dotyczącym formacji spodka pojawiło się wiele komentarzy z propozycjami spodków, które dostrzegacie. Faktycznie, spodków można dopatrywać się w wielu miejscach, lecz dla mnie, aby formacja była atrakcyjna musi spełniać kilka kryteriów:
  • musi mieć szerokość co najmniej kilku miesięcy
  • musi mieć już ukształtowany punkt ekstremalny na dole
  • kolejne dołki muszą być równe lub wyższe punktowi ekstremalnemu, ale znajdować się jeszcze wewnątrz formacji
  • cena musi dawać możliwość ustawienia ciasnego stop lossa.
Jednym z głównych kryteriów potrzebnych, abym zawarł transakcję jest ten ostatni punkt, czyli ciasny stop loss. Nie lubię ryzykować zbyt wiele w danej transakcji, dlatego jeśli rynek ma za sobą swing wzrostowy, raczej będę czekał na korektę. Jeśli ta nie nastąpi to pewnie powstrzymam się z dokonaniem transakcji. 

Odpowiadając jeszcze na komentarz Roberta Galewskiego, chciałbym podkreślić, że spodek nie musi się wcale formować wtedy, gdy leje się krew. Nawet mogę powiedzieć, że wolę spodki w ruchach bocznych lub jako korekty w trendach wzrostowych. Formacja ta jest dla mnie technicznym sygnałem do wzrostów i chcę je złapać możliwie wcześnie, czyli przed przebiciem linii wyznaczającej dopełnienie się spodka.

Dla zobrazowania powyższych wywodów, wrzucam wykres spółki Boryszew, który w wysokim stopniu spełnia postawione przeze mnie kryteria: