Dlaczego linie skośne na wykresach nie działają? AT się zmienia?

czwartek, 18 października 2018

Wracam do inwestowania w fundusze ze strategią Enhanced DCA

Inwestowanie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych wydaje się być krokiem wstecz w stosunku do podejmowania samodzielnych decyzji w ramach konta maklerskiego. Jednak ostatnie zmiany na rynku TFI skłoniły mnie do odświeżenia tej gałęzi inwestycji. Wykorzystam przy tym dość interesujące podejście zwane enhanced DCA (EDCA).

Wielu inwestorów twierdzi, że powierzanie swoich oszczędności towarzystwom funduszy inwestycyjnych jest ich marnowaniem. Przecież sami potrafimy równie dobrze, a często znacznie lepiej, pomnażać pieniądze bezpośrednio na rynkach finansowych, nie musząc przy tym uiszczać sutej prowizji za zarządzanie środkami.

Duża zmiana na tym polu nastąpiła w ostatnich tygodniach, głównie za sprawą zmian w ofercie, jakie prowadziły TFI PZU oraz PKO TFI. Zmianą tą jest obniżenie opłat za zarządzanie z dotychczasowych wysokich poziomów do odpowiednio 0,5% i 0,7% rocznie. Oznacza to, że fundusze inwestycyjne stały się wreszcie konkurencyjne w stosunku do ETFów, co jest istotną rynkową zmianą.

Ja sam zdecydowałem się skorzystać z oferty inPZU, czyli towarzystwa oferującego tę niższą opłatę za zarządzanie. Nabycia pierwszych jednostek dokonałem w piątek, a kolejne zlecenie kupna złożyłem w miniony poniedziałek. W tym artykule opiszę moją strategię inwestycyjną, która jest w istocie bardzo prosta, ale zawiera pewne ulepszenie podnoszące uzyskiwany wynik.

Dwa słowa o inPZU


Jeżeli kiedykolwiek mieliście do czynienia z inwestowaniem za pośrednictwem TFI, rozpoczęcie przygody z tym towarzystwem nie będzie dla Was żadnym zaskoczeniem, ani nie spotka Was nic nowego.

Główne parametry oferty są następujące:
- brak opłat za nabycie jednostek,
- brak opłat za zbycie jednostek,
- brak opłat za konwersję jednostek,
- 0,5% opłaty rocznej za zarządzanie,
- minimalna kwota zakupu: 100 zł,
- sześć subfunduszy pod parasolem (przy konwersji nie płacimy podatku Belki).

Warunki wydają się proste i przyjemne. Warto w tym miejscu wspomnieć, że niektóre dokumenty opublikowane przez TFI PZU przewidują możliwość podniesienia opłaty za zarządzanie do 1%, aczkolwiek na razie jest to 0,5% rocznie i zakładam, że taki poziom pozostanie.

W co możemy inwestować? Mamy wybór pomiędzy następującymi subfunduszami:
- inPZU Inwestycji Ostrożnych,
- inPZU Obligacje Polskie,
- inPZU Obligacje Rynków Rozwiniętych,
- inPZU Obligacje Rynków Wschodzących,
- inPZU Akcje Rynków Rozwiniętych,
- inPZU Akcje Polskie.

Myślę, że powyższe nazwy dość dobrze oddają to, czego możecie się spodziewać po polityce inwestycyjnej danego funduszu. Jeżeli chcecie sprawdzić szczegóły, można je znaleźć na stronie inPZU.

W tym miejscu zaznaczę, że linki do inPZU umieszczone w tym tekście mają charakter afiliacji. Jeżeli skorzystacie z nich zakładając konto i dokonacie wpłaty pierwszych 100 zł, otrzymam z tego tytułu niewielkie wynagrodzenie. Jednocześnie zaznaczam, że fakt ten nie ma wpływu na moją decyzję o rozpoczęciu inwestowania w fundusze ani na powstanie tego tekstu. O tym dlaczego inwestuję i jak inwestuję, piszę poniżej.

Jeżeli chcecie poznać zdanie innych blogerów na temat nowych funduszy indeksowych PZU, sprawdźcie wpisy Zbyszka z AppFunds (wpis 1, wpis 2) oraz wpis Michała Szafrańskiego z bloga Jak Oszczędzać Pieniądze.



Inwestycja w inPZU Akcje Rynków Rozwiniętych


Zdecydowałem się postawić na rynki rozwinięte z kilku powodów. Po pierwsze, jest to obecnie jedna z prostszych form inwestowania w te właśnie rynki. Wycena funduszu benchmarkowana jest w 90% do indeksu MSCI World, a w 10% do WIBID 1m. Główna ekspozycja postawiona jest więc na USA, a w dalszej kolejności odpowiednio na Europę, Rynki Wschodzące, Japonię, Wielką Brytanię, Kanadę i dalsze pomniejsze rynki. Nie jest to więc ścisłe odwzorowanie Sp500.

Po drugie, poszukiwałem od dawna możliwości inwestowania za granicą. Rynki rozwinięte zawsze przyciągały i będą przyciągały kapitał inwestorów, co przekłada się na ich długoterminowe wzrosty, podczas gdy rynki peryferyjne, a do takich zalicza się aktualnie warszawska GPW, oscylują w rytm nastrojów globalnego kapitału. Negatywny tego przykład widzimy obecnie, kiedy to mimo świetnej koniunktury makroekonomicznej, nasze indeksy zachowują się przynajmniej słabo.

Trzeci powód jest taki, że posiadam już dużą ekspozycję na rynek polski, zarówno przez poszczególne spółki, jak i ETF, i uznałem że potrzebna jest większa dywersyfikacja. Wyjście w kierunku indeksu MSCI World jest tutaj dobrym krokiem, tym bardziej, że można to zrobić dużo taniej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Fundusz inwestycyjny kontra ETF


Z pewnością od początku czytania tego artykułu pojawia Wam się w głowie pytanie, dlaczego nie zainwestuję w ETF na indeks Sp500, który przecież notowany jest na warszawskiej giełdzie. Przecież jest on tańszy w zarządzaniu (0,15% rocznie) oraz można go nabyć w ramach rachunków IKE i IKZE, dających ochronę podatkową. Już wyjaśniam, dlaczego na obecną chwilę zdecydowałem się jednak na fundusze inPZU.

Po pierwsze, chcę inwestować małymi kwotami, rzędu 200 zł miesięcznie. Oznacza to, że przy cenie ETFa na poziomie 105 zł, musiałbym składać zlecenia maklerskie o wartości 210 zł, płacąc przy tym 5 zł minimalnej prowizji. Już na wstępie ETF kosztuje mnie więc 2,40% "opłaty za nabycie". Dokładając do tego rynkowy spread pomiędzy ofertami kupna i sprzedaży, otrzymujemy ok. 3% kosztu początkowego. Wiedząc, że ETF na Sp500 ma przewagę nad funduszem na poziomie 0,35% rocznie (0,5-0,15), potrzebujemy ok. 8,5 roku, żeby oba te instrumenty wyrównały się pod względem kosztów.

Po drugie, inwestowanie za pośrednictwem funduszu jest bardziej elastyczne. Jeżeli chcę zainwestować kwotę 100 zł to wpłacam dokładnie tyle i nie ogranicza mnie aktualna wartość jednostki certyfikatu. Nie muszę zaokrąglać swojej pozycji w górę lub w dół, co jest niekiedy dość istotne.

Po trzecie, rozważam wypłatę i skorzystanie z tych środków przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Swoje konta IKE i IKZE traktuję bardzo poważnie i nie wypłacam z nich ani złotówki, tymczasem pieniądze z TFI mogę wycofać przed czasem, jeżeli będzie taka potrzeba. Oczywiście zakładam maksymalnie długi horyzont, ale może się okazać, że zdecyduję się na wcześniejszą likwidację funduszu. W końcu trzeba również korzystać z życia, a nie funkcjonować jak asceta, odkładając wszystkie pieniądze na emeryturę.

Po czwarte, IKE i IKZE posiadają limity wpłat, których nie można przekroczyć. Zrobiłem kilka testów i okazuje się, że przyjęta przeze mnie strategia kupowania jednostek funduszy może wymagać nieco większych środków niż wynosi aktualny limit wpłat na IKZE. Dlatego też uznałem, że lepiej nie mieć nad sobą tego ograniczenia, gdyż w kluczowych momentach może to mieć bardzo duże znaczenie.

Powyższe argumenty będę w ciągu kolejnych trzech miesięcy weryfikował. Gdybym zdecydował się na zakupy kwartalne, zmniejszam częstotliwość transakcji i zwiększam ich kwotę, co redukuje prowizje. Z kolei konto IKE lub IKZE zyska znaczną przewagę, jeżeli okaże się jednak, że środki przechowam do emerytury. Dlatego daję sobie czas do końca grudnia na ostateczną decyzję, jakim tropem podążę na kolejne lata.

Pasywna strategia inwestowania w fundusze


Posiadanie kilku rachunków maklerskich sprawia, że dodatkowe inwestowanie w fundusze musi opierać się na bardzo prostych zasadach. Stawiając na maksymalny automatyzm należałoby postawić na kupno w regularnych odstępach czasu za stałą i tę samą kwotę. Tak właśnie zrobili Zbyszek i Michał.

Zaletą takiej strategii, oprócz automatyzmu i prostoty, jest fakt, że kiedy jednostki TFI są tańsze, kupujemy ich nieco więcej, podczas gdy w okresie lepszej koniunktury, nieco mniej. Jest to więc prosta strategia uśredniania ceny zakupu, znana powszechnie na rynkach finansowych jako DCA, czyli dollar cost averaging.

Ja postanowiłem jednak pójść krok dalej i poszukać modelu pozwalającego jeszcze lepiej wykorzystywać okresy zniżek na rynku. Kiedy ceny są niskie, chcę kupować więcej. Jestem gotów w tym celu zwiększać wpłatę do funduszu w okresach gorszej koniunktury, zmniejszając ją w lepszych czasach.

Zapewne wiecie, że lubię podobne podejście. M.in. na tym opiera się moja strategia VCA, którą realizuję w portfelu dywidendowym.

Tym razem rozwiązaniem moich problemów okazała się strategia EDCA

Enhanced dollar cost averaging


Nazwa nie posiada swojego odpowiednika w języku polskim, ale możemy ją przetłumaczyć jako ulepszone/usprawnione/rozwinięte DCA. Jej istotą jest uzależnienie kolejnych dopłat do portfela od stopy zwrotu, jaką wygenerował rynek w minionym okresie. Jeżeli rynek wzrósł, zmniejszamy wielkość pozycji, a jeżeli rynek spadł, proporcjonalnie ją zwiększamy. Co więcej, to rynek wskazuje nam, jak bardzo kolejna transza ma się zwiększyć lub zmniejszyć.

Od razu zaznaczę, że i w tym wypadku koncepcja nie jest moim dziełem. Jej twórcami są L.Dunham i G.Friesen, a ja sam poznałem ją dzięki wpisom z 2012 roku zamieszczonym na blogach bossa przez Tomasza Symonowicza.

Na czym polega strategia? Przyjmijmy, że chcemy kupować jednostki TFI za kwotę 200 zł miesięcznie. Tak jest w moim przypadku. Wprowadzamy następnie parametr A, który jest odpowiednikiem dźwigni. Im jest on wyższy tym bardziej zwiększamy lub zmniejszamy naszą transzę w kolejnym okresie zakupowym.

Przyjmijmy, że parametr A wynosi w naszym wypadku -10, a cena jednostki TFI spada w ciągu miesiąca ze 100 zł do 95 zł, czyli o 5%. Wielkość kolejnej transzy liczymy według następującego wzoru:

stopa zwrotu w minionym okresie * parametr A = % zmiany wielkości pozycji

Dla podanych wartości wyliczenia będą wyglądały następująco:

(-5%)*(-10) = 50%

Wynik jest dodatni, co oznacza, że musimy zwiększyć naszą kwotę inwestycji o 50%. Pamiętamy, że rynek spadł, więc jest to zamierzone przez nas działanie. A co jeżeli rynek wzrośnie o np. 3%?

3%*(-10)=-30% - naszą kolejną transzę powinniśmy zmniejszyć o 30%.

Dzięki takiemu właśnie działaniu jesteśmy w stanie bardziej elastycznie dostosowywać wielkość naszej pozycji do aktualnej sytuacji na rynku, w który inwestujemy. Trzeba jednocześnie pamiętać, że nie jest to kompletna strategia inwestowania, jest to jedynie modyfikacja systemu dokonywania regularnych wpłat do portfela. Dzięki powiązaniu z wahaniami rynku, kupujemy za więcej wtedy, kiedy rynek spada (łapiąc niekiedy lokalne dołki), a zmniejszamy transzę (lub zupełnie z niej rezygnujemy) jeżeli rynek szybko idzie do góry.

Znacie już podstawową zasadę działania strategii EDCA, ale musimy sobie jeszcze odpowiedzieć na istotne pytanie: czy daje ona lepsze rezultaty niż DCA? W celu odpowiedzi na to pytanie przeprowadziłem kilka symulacji, które dały dość konkluzywne wyniki. 

Przyjąłem następujące założenia:
- parametr A wynosi -30 (jest agresywniejszy, ale wedle badań daje lepsze rezultaty),
- okres testów: od początku 2000 roku do dnia dzisiejszego,
- instrumenty: Wig20, Sp500, DAX (nie mamy tak długiej historii MSCI World),
- test dla wariantu 200 zł miesięcznie i 600 zł kwartalnie.

Przyjąłem wyższy współczynnik A (-30), co oznacza, że przy spadku o 4% zwiększamy transzę o 120%, a przy wzroście o 4% zmniejszamy ją do zera. Nie dokonujemy wypłat z portfela, mimo że wynik -120% mógłby takie działanie sugerować.

Oto wyniki, które otrzymałem:


Z racji tego, że liczyłem w excelu, nie zagłębiałem się w liczenie geometrycznej stopy zwrotu z inwestycji. Zadowoliłem się relacją końcowej wartości portfela do sumy zainwestowanych środków. Wynik 2 oznaczałby, że portfel wart jest dzisiaj dwukrotnie więcej niż środki, które zaangażowaliśmy.

Po pierwsze widać, że w każdym przypadku EDCA z parametrem 30 daje wyższy wynik DCA. Jest to więc istotne zwiększenie uzyskanej stopy zwrotu, niezależnie od tego, czy mówimy o kupowaniu jednostek TFI co miesiąc, czy też co kwartał.

Rozróżniając pomiędzy tymi ostatnimi, zdecydowanie bardziej opłaca się inwestować w interwale kwartalnym. Dlaczego? W okresie kwartału rynek może się przesunąć zdecydowanie silniej niż w okresie miesiąca. O ile po stronie zmniejszania pozycji możemy spaść tylko do zera, o tyle po stronie zwiększania pozycji mamy zdecydowanie silniejsze zakupy. W końcu o wiele bardziej prawdopodobne jest, że rynek spadnie o 10% w kwartał niż w miesiąc. Oznacza to jednocześnie, że strategia tym agresywniej kupuje, im agresywniej rynek spada. Ma to swoje konsekwencje, o czym poniżej.


Zwiększone zakupy po spadkach istotnie wpływają na inwestowane środki. O ile w przypadku angażowania stałej sumy nic się nie zmienia, o tyle w wypadku zakupów podejściem EDCA średnie dopłaty są wyższe, a w ujęciu kwartalnym zdecydowanie wyższe niż przy podejściu DCA. Dla próby na indeksie Wig20 w interwale kwartalnym jest to nawet 70% więcej niż przy klasycznym podejściu. Łącznie przez cały testowany okres kwartalne DCA wymagało 46 tys. zł, podczas gdy kwartalne EDCA aż 78,5 tys. zł. Jest to realna gotówka, którą musimy angażować i dopłacać, jeżeli strategia ma być realizowana zgodnie z założeniem.


Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku maksymalnej pojedynczej wpłaty, jakiej wymagała strategia na przestrzeni analizowanych 19 lat. Jak widać, najbardziej skrajny przypadek wystąpił na indeksie DAX, gdzie jednorazowo trzeba było zaangażować ponad 7200 zł. Miało to miejsce w czwartym kwartale 2002 roku, kiedy to indeks stracił na wartości prawie 37% w zaledwie trzy miesiące. Zwykła strategia DCA wymagałaby tylko 600 zł.

Ten przykład świetnie pokazuje, że zwiększenie agresywności strategii zawsze należy rozpoczynać od stress testów i analizy najgorszego przypadku, jaki się przytrafił. Dopiero wtedy możemy ocenić, czy jesteśmy gotowi wdrożyć taką strategię w życie.


Ostatnia tabela prezentuje liczbę okresów, w których nie musieliśmy dokonywać żadnych zakupów. Okresy te przypadały na wzrostowe fazy rynku, kiedy to redukcja pozycji była tak wielka, że spadała do zera. Rekordowo przez nawet rok strategia EDCA nakazywała wstrzymanie się z inwestycjami, podczas gdy przy zwykłym DCA inwestujemy z okresu na okres. Oczywiście te miesiące i kwartały przestoju warto wykorzystywać na gromadzenie kapitału, gdyż nigdy nie wiadomo, czy nie trafi nam się znów pilna potrzeba dokonania jakiegoś większego zakupu.


Na koniec warto przyjrzeć się jeszcze najtrudniejszemu okresowi dla strategii, kiedy musieliśmy inwestować duże kwoty z kwartału na kwartał (ostatnia kolumna). Czas ten przypadł podczas ostatniego kryzysu. Zaprezentowany powyżej przykład indeksu Wig20 pokazuje wyraźnie, że w czasie ostrej bessy musimy być gotowi na zwiększone zakupy przez wiele kwartałów z rzędu.

Moje wnioski ze strategii EDCA


Jak widzicie zwiększone zakupy w czasie spadków dają istotną przewagę rynkową. Pozwalają uzyskać wyższą stopę zwrotu w długim okresie, co stosunkowo łatwo jest potwierdzić. Cała trudność polega na tym, że uśrednianie ceny podczas silnych spadków może wymagać od nas coraz większego i większego kapitału. A zatem im ostrzej chcemy grać, tym większy zasób gotówki musimy mieć w rezerwie.

W moich testach przyjąłem kilka uproszczeń. Pominąłem ryzyko walutowe, które jest istotne zarówno w przypadku indeksu DAX, jak i Sp500. Niezależnie jednak od tego, czy ryzyko będziemy zabezpieczali czy też nie, EDCA powinna sprawdzić się lepiej niż DCA. Po drugie, przyjąłem założenie, że można kupić jednostki TFI za kwoty mniejsze niż 100 zł, podczas gdy w rzeczywistości nie jest to możliwe. Jednak ponowna weryfikacja testów pokazała, że wyniki praktycznie nie ulegają zmianie.

Co ważne, strategię tę można stosować do każdej formy inwestowania opartej o regularne dokupowanie jednostek w czasie. Może to być waluta, może to być ETF na indeks Wig20 czy jakikolwiek dowolny fundusz inwestycyjny. Ważne, żeby przetestować wybrany przez nas model na danych właściwych dla tego konkretnego waloru, gdyż zmienność na rynku walutowym bywa zupełnie inna niż zmienność na rynku akcji. Sprawdziłem roboczo metodę na parze USD/PLN i również tam wyniki EDCA 30 są lepsze niż DCA.

Idąc dalej można dokonywać pewnych modyfikacji. W omawianej wersji podstawą do obliczeń jest zawsze wyjściowa, ustalona przez nas kwota (200 zł miesięcznie lub 600 zł kwartalnie). W sytuacji gdy indeks spada przez dwa kwartały z rzędu po 5%, kupujemy dwukrotnie po 1500 zł (zwiększenie o 150%) stawki bazowej. Jednak nie widać tu relacji, w myśl której po pierwszym spadkowym kwartale jest taniej, a po drugim spadkowym "jeszcze taniej". Co można tu poradzić?

Można oczywiście nie odwoływać się do stawki bazowej, ale do kwoty zakupu z poprzedniego kwartału. W tym wypadku po pierwszym spadku o 5% kupilibyśmy za kwotę 1500 zł, po drugim za 3750 zł, a po trzecim aż za 9375 zł. Kwoty robią się astronomiczne i szybko puchną, jednak wynik takiego uśredniania z pewnością byłby lepszy. Żeby nieco zniwelować ryzyko, które uderzy nas przy pięciu lub siedmiu spadkowych kwartałach, należy w tym wypadku zmniejszyć parametr A z 30 do np. 10. Dzięki temu na co dzień nasze inwestycje będą przebiegały łagodniej, ale jak trafi się bessa, będziemy mogli przycisnąć z zakupami, ale tak, żeby nas to nie zabiło.

Podsumowanie


Mam nadzieję, że powyższym tekstem zachęciłem Was do przemyśleń, poszukiwania własnego podejścia do inwestycji i modyfikowania nawet tak nudnych i oczywistych rzeczy, jak strategia kupowania co miesiąc za równą kwotę.

Pamiętajcie tylko, że im bardziej podkręcacie stopę zwrotu, tym bardziej podkręca się również ryzyko. Jeżeli jednak przeprowadzicie odpowiednie testy i dojdziecie do wniosku, że jest to strategia odpowiednia dla Was, nie pozostaje nic innego niż utworzyć prostego excela, podpowiadającego wielkość pozycji i działać.

Ja zamierzam wykorzystywać w tym celu fundusz inPZU Akcje Rynków Rozwiniętych, ale eksperymentować można z różnymi instrumentami i walorami. Pamiętajcie tylko, że cały czas jest to tylko sposób na regularne nabywanie aktywów, a nie strategia nastawiona na łapanie dołków i szczytów.

15 komentarzy:

  1. Strategia wydaje się bardzo dobra dla inwestycji indeksowych. Faktycznie przy dłuższym horyzoncie czasowym może dać zauważalnie lepsze rezultaty od regularnych wpłat w tej samej kwocie. Inna sprawa, że przy długich ruchach "w górę" znacząco zmniejsza nasz udział w tychże.
    Ciekawa opcja do prowadzenia portfela emerytalnego dla mniej aktywnych inwestorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsza jest relatywna prostota. Oczywiście to nie to samo, co kupno za równą kwotę, ale wystarczy prosty excel i od razu wiadomo, za ile należy kupić. A środki powinniśmy akumulować regularnie.

      Usuń
  2. Moim zdaniem choć bardziej efektywna, jest trudniejsza psychologicznie do realizowania. Co innego ustawić stałe zlecenie na 600 zł i zapomnieć, a co innego w okresie największej paniki wpłacić 7000 zł, kiedy każde medium będzie wieścić koniec rynków finansowych. Wymaga inwestora z jajami, a wcale nie jest aż tak bardzo lepsza jeśli porówna się stopy zwrotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie samych wpłat, jak widać w danych zaprezentowanych przeze mnie w tabelach, wpłaty uśredniają się do rozsądnych wartości. Faktycznie czasem wpłaca się większą kwotę, ale czasem przez cztery kwartały z rzędu nie wpłaca się nic, jedynie akumulując kapitał. A samo uśrednianie istotnie wymaga trochę odwagi. Z drugiej strony bez tego nie można będzie kiedyś powiedzieć, że się tanio kupiło dobre akcje/jednostki.

      Usuń
  3. 1. Czy mozesz udostepnic excel dla obliczania doplat?
    2. Czy nie boisz sie zbytniego zaangazowania w jedno FIO/TFI ?
    Wezmy przyklad Altusa. Jedno wydadzenie ktore powoduje zamkniecie Otwartych funduszy i spadek wyceny ze wzgledu na wyprzedaz walorow z powodu umorzen. Wiem ze Altus to nie PZU ale inwestycja w FIO generuje takie ryzyko prawa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Exceli niestety nie udostępnię. Aczkolwiek wystarczy kilka formuł i gotowe. Dane pobrałem ze stooq.pl, można pobrać od razu dane miesięczne lub kwartalne.

      Odnośnie inwestowania z konkretnym TFI to tutaj wybór jest zawsze taki sam, niezależnie od tego, jaką strategią chcemy kupować. Może być tak, że kiedyś jakieś TFI się będzie chwiało - wtedy trzeba szybko likwidować jednostki i tyle. ETF również może się wykrzaczyć, a w portfelu, jak wiadomo, nie ma on akcji z Wig20, tylko akcje rynków rozwiniętych i tylko się dostosowuje do rynku w PL. To są ogólnosystemowe ryzyka, które zawsze trzeba brać pod uwagę.

      Usuń
  4. A jest jakis sposob na prezentacje wykresu benchmarku 90%MSCI World i 10%Wibid? Jest to gdzies dostepne? Czy na piechote trzeba wszystko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że nie ma gotowego benchmarku. Można by było próbować zrobić to syntetycznie w excelu, ale sporo głowienia się i wymyślania tego benchmarku na nowo. Gdybym ja sam miał to liczyc, oparłbym się na samym MSCI World. Sęk w tym, że indeks liczony jest od końca 2013 roku, a więc ma trochę mało historii do takich testów.

      Generalnie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy czujesz taką metodę inwestowania i czy faktycznie daje ona lepsze rezultaty niż zwykłe DCA. Zarówno ja, Tomasz Symonowicz i autorzy metody twierdzimy, że tak. A więc powinna się sprawdzać lepiej, nawet jeżeli zastosujesz ją na np. inPZU Akcje Polskie.

      Usuń
  5. Odwołania do wpisów na moim blogu mnie tu przywiodły i widzę ciekawe rozważania. Mam nadzieję, że kiedyś będą dostępne darmowe algorytmy do liczenia tego typu alokacji, a tymczasem zyczę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kathay, dobrą robotę robisz. Co ważne, teksty z 2008 roku aktualne w 2018 - warto po nie sięgać :)

      Usuń
  6. Tu maszs chyba błąd, ma być na odwrót
    "Przyjąłem wyższy współczynnik A (-30), co oznacza, że przy wzroście o 4% zwiększamy transzę o 120%, a przy spadku o 4% zmniejszamy ją do zera. Nie dokonujemy wypłat z portfela, mimo że wynik -120% mógłby takie działanie sugerować."

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez wglądu w excela można mocno orientacyjnie wyliczyć, że EDCA 30 w przytoczonych testach biło DCA, w zależności od wariantu, o ok. 1,3-2,0 p.p. w skali roku. I to przy założeniu, że inwestor realizuje strategię bardzo rygorystycznie, tj. zawsze ma duży zapas gotówki pod ręką, nigdy nie pomyli się w liczeniu, nie zapomni o żadnej wpłaci, nie "wymięknie" w warunkach skrajnych... Dla przeciętnego prywatnego inwestora wygląda to na grę nie wartą nerwów i zachodu. Lepiej ustawić stałe zlecenie i cieszyć się tylko nieznacznie mniejszym zyskiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Narazie nie wygląda to jakoś super z punktu widzenia inwestowania. Od maja fundusz o którym piszesz stracił 0,13% wiec chyba lokowanie środków na lokatach bardziej do przodu. Oczywiście nikt nie wie co będzie za 5 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli faktycznie dziwisz się, że instrument oparty w 90% o rynki akcji ma wahania cen to faktycznie lepiej jest zostać przy lokatach :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails