wtorek, 26 czerwca 2018

Portfel dywidendowy na lata - budowa krok po kroku

Budowa portfela dywidendowego wbrew pozorom wcale nie jest łatwym zadaniem. Większość inwestorów, podobnie jak większość autorów tekstów na ten temat, skupia się głównie na inwestowaniu dywidendowym, czyli raczej na dobrze spółek. W dzisiejszym tekście postanowiłem więc poruszyć równie ważną kwestię, czyli budowę samego portfela.

Na wstępie tylko zaznaczę, że dzisiejszy wpis należy do tych dłuższych, więc zachęcam abyście zarezerwowali sobie dobre 20 minut na jego przeczytanie.

Niewiele jest w słowniku inwestora słów o podobnie pozytywnej konotacji, jak słowo dywidenda. Od samego początku naszej inwestycyjnej drogi jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że dywidenda jest czymś dobrym, bo dostajemy "darmowe" pieniądze od spółki, której akcje posiadamy. W praktyce jednak ani nie jest ona darmowa, ani też inwestowanie dla dywidendy nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać.

W efekcie narażamy się na niemiłe rozczarowania. Kupujemy akcje kilka sesji przed odcięciem prawa do dywidendy, sprzedajemy tuż po dniu dywidendy i następnie dziwimy się, że inwestowanie dywidendowe nie działa. Bo przecież z każdych 100 zainwestowanych złotych mamy 90 zł w akcjach, 8,10 zł w dywidendzie, a pozostałe 1,90 zł oddajemy jako podatek. Zamieniliśmy więc każdą stówę na 98,10 zł i czujemy, że coś tu się jednak nie spina. Dlatego właśnie warto od samego początku myśleć o inwestowaniu dywidendowym, jak o projekcie zaplanowanym na dekady.

Jak wspomniałem na wstępie, nie będę się dzisiaj koncentrował na doborze spółek do dywidendowego portfela. Tą kwestią zajmę się za tydzień. Postanowiłem przybliżyć Wam same założenia leżące u podstaw inwestowania dywidendowego. Dlaczego inwestowanie dywidendowe ma sens? Dlaczego ma sens tylko w długim terminie? Czy jest ono odpowiednie dla nas? Jak przygotować się do budowy portfela dywidendowego i jak go praktycznie zbudować? Jak kupować spółki i czy uśrednianie ma sens? 

Pokażę również mój własny proces budowy portfela dywidendowego. Jest on na bardzo wczesnym etapie, a tak właśnie ma być. Bardzo często zapominamy, że kupno akcji dywidendowych "tu i teraz" jest w większości przypadków kiepską strategią inwestycyjną.

Mając wstęp już za sobą, możemy przejść do właściwej części tekstu.


Idea inwestowania dywidendowego


Dywidenda, jak wiemy, jest częścią zysku wypracowanego przez spółkę w poprzednim roku obrotowym, która jest wypłacana akcjonariuszom w formie gotówki. Jeżeli dany podmiot prowadzi dochodowy biznes, z którego regularnie generuje gotówkę, jest on w stanie dzielić się nią z inwestorami. 

Inwestowanie dywidendowe jest bardzo popularne w państwach o dłuższej historii rynku kapitałowego. W Polsce rynek jest dużo młodszy, dlatego też jeszcze dekadę temu wybór spółek dywidendowych był stosunkowo ograniczony. Obecnie na szczęście się to już zmienia i duża część podmiotów notowanych na GPW, bardziej lub mniej regularnie, dzieli się wypracowanymi zyskami z inwestorami. Dlatego tym ważniejsze jest odpowiednie zrozumienie tego rodzaju inwestycji i rozpoczynanie go z pełną świadomością.

Z czego bierze się przewaga inwestowania dywidendowego? Weźmy przykład spółki, której akcje kosztują 100 zł i która w danym roku zarobiła 10 zł na każdą wyemitowaną akcję. Polityka dywidendowa spółki zakłada, że na wypłatę dywidendy przeznaczane będzie 50% wypracowanych zysków. 

Kupujemy 100 akcji, a więc nasz portfel wart jest 10 000 zł. Po upływie roku, kiedy zysk został już wykazany w raporcie rocznym, akcje teoretycznie powinny być warte 110 zł za sztukę, a nasz portfel 11 000 zł. Walne zgromadzenie uchwala wypłatę 5 zł dywidendy na akcję, więc po tej operacji posiadamy 10 500 zł w akcjach oraz 500 zł w gotówce. Decydujemy się na reinwestycję dywidendy i kupujemy 4,76 akcji (dla uproszczenia przyjąłem, że można mieć ułamki akcji oraz że dywidenda zwolniona jest z podatku). W efekcie tej operacji posiadamy 104,76 akcji wartych 105 zł za sztukę, a więc wartość naszego portfela ciągle równa jest 11 000 zł.

Jeżeli w przyszłym roku spółka ze swojej działalności znów zarobi 10% na akcję, będzie to stanowiło 11 zł na każdą wyemitowaną akcję. W efekcie mamy taki sam procentowy zysk, ale będzie on nam przypadał od większej niż początkowa liczby akcji. Dodatkowo sama cena akcji również powinna iść w górę.

Z przedstawionego powyżej przykładu należy wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, patrząc na zaprezentowaną sytuację można dojść do wniosku, że reinwestowanie otrzymanej dywidendy jest niczym innym, jak forma kapitalizowania odsetek od zainwestowanego kapitału. Coś jak lokata oprocentowana na 10% rocznie, która 50% odsetek reinwestuje dalej, ja kolejne 50% nam wypłaca, tyle że z możliwością ich zawrócenia do pracującego kapitału. W efekcie fakt, że spółka wypłaca dywidendę, przynajmniej w tym uproszczonym przykładzie, nie generuje nam dodatkowego zysku. Co więc go generuje?

Ten prosty fakt, że dla spółki giełdowej nie jest niczym niezwykłym, jeżeli zarabia ona 10% rocznie. Liczymy to współczynnikiem Cena/Zysk i jeżeli współczynnik ten wynosi 10, oznacza to właśnie, że zysk spółki osiągnięty w ostatnim roku wyniósł 10% aktualnej ceny akcji.

Poniżej prezentuję wskaźnik Cena/Zysk dla indeksu Wig20 za ostatnie 10 lat:


Jak widzicie obecnie wskaźnik ten oscyluje w okolicach 12,50, co oznacza, że w teoretycznym ujęciu, przeciętna spółka z Wig20 generuje 8 zł zysku z każdych 100 zł zainwestowanych w jej akcje. Jest to zdecydowanie więcej niż 2-3% oferowane na lokatach bankowych i to właśnie ten mechanizm przyciąga inwestorów do rynków kapitałowych.

W efekcie widzimy, że dobrze rozwijająca się spółka jest w stanie osiągać zyski na poziomie przekraczającym 10% jej giełdowej wartości. Inwestorzy długoterminowi i dywidendowi chcą ten właśnie potencjał wykorzystywać. Dlaczego więc każdy obywatel nie zarabia na giełdzie w ten sposób?

Głównie dlatego, że zarówno zyski spółki wahają się w czasie, podobnie jak jej kurs akcji. Częste są więc sytuacje, w której inwestor kupuje akcje spółki, której roczny zysk wynosi 1 mln zł, a po dwóch latach zysk spada do 0,2 mln i spółka nie decyduje się na wypłatę dywidendy, przeznaczając wypracowane zyski na kapitał zapasowy. Drugi negatywny scenariusz zobrazowany jest na wykresie poniżej:


Przedstawia on notowania spółki Asseco Poland, która wypłaca dywidendę od dziesięciu lat, ostatnio po 3,01 zł na akcję. Jest to jednak marnym pocieszeniem dla inwestora, który kupował akcje po 62 zł w kwietniu 2016 roku. W tym czasie otrzymał co prawda 9,03 zł dywidendy na każdą posiadaną akcję (bez reinwestowania), jednak w tym samym czasie kurs spadł o ponad 23 zł. W efekcie po ponad dwóch latach posiadania w portfelu spółki dywidendowej inwestor notuje dziś stratę na poziomie ok. 23%, bez żadnej gwarancji, że notowania wrócą do poprzedniego poziomu, nie mówiąc już o przebiciu go. 

To właśnie ryzyko spadku zysków oraz ryzyko zmienności cen akcji sprawiają, że inwestowanie dywidendowe wcale nie należy do najłatwiejszych.

Być może zdziwicie się, że pierwszą część tekstu o inwestowaniu dywidendowym poświęcam w dużej mierze trudnościom, jakie się z tym wiążą. Trzeba jednak pamiętać, że budując portfel dywidendowym tworzymy go z założeniem inwestycji trwającej dekady, ponad 20-30 lat, a być może również po to, żeby przekazać go naszym dzieciom. Musimy więc mieć wszystko dokładnie przemyślane, zanim zdecydujemy się wejść do tej rzeki.

Czy inwestowanie dywidendowe jest dla nas odpowiednie?


Od przemyślenia i przepracowania powyższej kwestii powinno rozpoczynać się przygotowania nie tylko do budowy portfela dywidendowego, ale nawet do kupna akcji pojedynczej spółki dywidendowej. W końcu, jak wielokrotnie będę w tym tekście podkreślał, jest to projekt na długie lata. Co może się w nim nie udać?

Aby to zilustrować, prezentuję poniżej zrzut ekranu z wirtualnego portfela prowadzonego na pewnym forum przez jednego z uczestników. Zaznaczam, że wszystkie wpisy są autorstwa tej samej osoby, która kupiła akcje po 212 zł z podejściem długoterminowym:


Nie jest ważne, kto napisał powyższe słowa i gdzie, chodzi o mechanizm. Mimo długoterminowego planu posiadania akcji tej spółki, inwestor zaledwie w ciągu miesiąca dokonał czterokrotnej zmiany decyzji inwestycyjnej. 

Chcąc zbudować portfel dywidendowy musimy być przygotowani, że i nas czekają podobne rozterki i emocje. Posiadanie spółki przez dłuższy czas (kilka-kilkanaście lat) wiąże się z doświadczaniem różnych stanów rynku i nastrojów inwestorów. Będą one przyjmowały postać spadków przekraczających niekiedy 50%. Czy będziemy w stanie utrzymać wtedy wysoką pewność siebie i trwać w przekonaniu, że z naszą inwestycją jest wszystko ok?


Powyżej prezentuję wyniki ankiety, którą przeprowadziłem na moim Twitterze i którą prezentowałem już kiedyś na blogu. 


Przed rozpoczęciem budowy portfela dywidendowego, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy gotowi doświadczyć tak dużych spadków na posiadanych przez nas papierach i czy dysponujemy narzędziami pozwalającymi na ocenę spółki znajdującej się w tak głębokiej korekcie. O tym, że takie korekty się zdarzają, niech świadczy poniższy wykres.


Zaprezentowane jest wspomniany wcześniej Budimex, tyle że wzbogacony o drugi wykres, obrazujący skalę cofnięcia od najwyższego punktu na wykresie za ostatnie 2 lata. Można więc powiedzieć, że narzędzie to służy do mierzenia głębokości korekt, które historycznie przytrafiały się spółkom. W przypadku samego Budimexu po raz drugi od 2010 roku doświadczamy korekty zbliżającej się do poziomu 60%. Licząc od początku notowań Budimexu na GPW (1995) spadek o 50% przydarza się już po raz piąty. A to przecież "zaledwie" okres 23 lat, czyli wcale nie długi z punktu widzenia portfela dywidendowego.

Powyżej widzimy więc, że solidne spółki dywidendowe mogą zaliczać tego rodzaju korekty i to w czasie, kiedy krajowe PKB szybuje na szczycie. Ale widzieć to jedno, a wiedzieć, to drugie. Czy jesteśmy pewni, że będziemy w stanie przetrzymać taką korektę i utrzymać akcje w portfelu? Do tego potrzeba jednak doświadczenia.

I w tym miejscu proszę każdą i każdego z Was o zastanowienie się, czy macie jakieś spółki dywidendowe w portfelu oraz od kiedy je macie. Co działo się z kursem przez ten czas i, co ważniejsze, co działo się z Waszymi emocjami? Czy byliście w stanie myśleć wtedy trzeźwo i nie poddawać się emocjom?


Moją najdłużej posiadaną pozycją dywidendową są akcje Banku Handlowego (prawie 2 lata), które mocno mnie nie stresowały, gdyż obsunięcia sięgały zaledwie 20%, a wykres praktycznie cały czas przebywał w zysku. Ale w przypadku innych spółek, które kupowałem i kupuję transzami (iFirma, Budimex), maksymalne spadki od kupna pierwszego pakietu akcji były istotnie większe i wynosiły odpowiednio 52% i 45%. Tyle, że mówimy tu o zakupie małą łyżeczką i następnie uśrednianiu, więc jest to nieco inna sprawa, o której napiszę w dalszej części tekstu.

Ocena własnych doświadczeń na tym polu jest bardzo istotna dla rozpoczęcia tworzenia własnego portfela inwestycyjnego. Jeżeli nie mamy wiedzy na temat naszych zachowań w podobnych sytuacjach, ryzykujemy utratę dużej części środków. Działa to najczęściej według prostego schematu, który zaprezentowany został za opublikowanym wyżej zrzucie z forum. Sądzimy, że jesteśmy mocni, ale kiedy kurs spada, robimy się nerwowi i podejmujemy decyzję o sprzedaży akcji ze stratą. I tak nasza dywidendowa przygoda już w ciągu pierwszych miesięcy może przynieść nam kilkadziesiąt procent straty.

Uwagę tą adresuję głównie do analityków technicznych, których głównym dotychczasowym doświadczeniem jest konsekwentne ucinanie strat na posiadanych pozycjach. Aby takie straty dopuszczać w zaprezentowanej powyżej wysokości konieczne jest zupełnie inne podejście do inwestowania. 

Sam przez lata inwestowałem wyłącznie w oparciu o analizę techniczną ze ścisłą kontrolą ryzyka i na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, gdzie moja strata na pozycji przekraczała 20%. Właśnie dlatego, że przy wyższym poziomie obsunięcia szwankowała mi psychika, robiłem się nerwowy i niezależnie od wielkości pozycji, podejmowałem chaotyczne decyzje. Dopiero zmiana myślenia i wdrożenie analizy fundamentalnej spółek pozwoliły mi na akceptację wyższej straty, o ile jest ona częścią konsekwentnie realizowanej strategii inwestycyjnej.

Jeżeli zatem nie posiadacie takich doświadczeń, przed przystąpieniem do budowy własnego portfela dywidendowego, proponuję kupno akcji jednej lub dwóch spółek dzielących się zyskiem, a następnie trzymanie tych akcji przez przynajmniej rok, bez angażowania dalszej gotówki w transakcje dywidendowe. Dzięki temu będziecie mieli okazję przekonać się, czy potraficie hamować swoje emocje zarówno w okresie dobrej, jak i gorszej koniunktury na posiadanych walorach. Z perspektywy 30 lat poświęcenie jednego roku na naukę jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż pochopne zmarnowanie tysięcy lub dziesiątek tysięcy złotych na podejście, którego nie czujecie i nie umiecie konsekwentnie stosować.

Rachunek dla portfela dywidendowego


Często nie zastanawiamy się, czy dla naszych transakcji dywidendowych, prowadzić oddzielny rachunek maklerski, czy może prowadzić portfel dywidendowy, jako wirtualną strukturę w ramach naszego ogólnego rachunku. A tymczasem ma to dość ważne znaczenie praktyczne.

Jestem zwolennikiem prowadzenia naszego portfela dywidendowego w postaci oddzielnego rachunku maklerskiego. Dzięki temu zachowujemy pełną kontrolę nad naszymi inwestycjami i jesteśmy w stanie dokładnie rozgraniczyć, która transakcja ma faktycznie charaktery dywidendowy, a która ma zdecydowanie krótszy horyzont inwestycyjny. Nie oszukujemy więc siebie sami, że początkowa spekulacja zamienia się nagle na transakcję długoterminową i inwestycję w wartość. 

Oddzielny portfel dywidendowy daje nam również możliwość precyzyjnego określania, co dzieje się z dywidendą uzyskiwaną ze spółek. W portfelu mieszanym często okazuje się, że dywidenda przeznaczana jest, przypadkiem czy też celowo, na innego rodzaju transakcje. Jeżeli się one nie powiodą, musimy dokonać dodatkowej wpłaty do portfela, aby kontynuować przyjęty model reinwestowania zysków.

Biorąc pod uwagę portfel dywidendowy, moim zdaniem w grę wchodzą tylko dwa rozwiązania: IKE lub IKZE. Pomimo różnych regulacji w ustawie, konta te posiadają jedną wspólną cechę: po osiągnięciu wieku emerytalnego możemy wypłacić pieniądze bez konieczności płacenia podatku Belki od osiągniętych zysków. Co jeszcze ważniejsze, wypłacana nam przez spółki dywidenda trafia na rachunek maklerski w pełnej wysokości, czyli nie jest pomniejszana o 19% podatku. Biorąc pod uwagę fakt, że nasz horyzont inwestycyjny jest bardzo długi, powyższa różnica ma bardzo wielkie znaczenie dla przyszłej stopy zwrotu.

Pytając, czy ma być to IKE czy IKZE, warto wziąć pod uwagę, oprócz innych cech tych rachunków oraz ich roli w naszym szeroko pojętym portfelu inwestycyjnym, wysokość limitu wpłat. Dla IKE wynosi on w 2018 roku 13 329 zł, a dla IKZE 5 331,60 zł. Zakładam, że część z Was posiada już jeden lub oba rachunki ze zgromadzoną na nich określoną sumą pieniędzy, więc trzeba sprawę ocenić indywidualnie. Czy wolimy mieć większy limit wpłat do portfela dywidendowego, czy jednak do innego portfela, prowadzonego również jako IKE lub IKZE. Warto to dobrze przemyśleć na samym początku, gdyż późniejsza zmiana będzie bardzo trudna.

Istotną kwestią są opłaty i prowizje maklerskie wiążące się z posiadaniem rachunku, ale każda w inny sposób. Przede wszystkim ważne jest, żeby rachunek był darmowy. W portfelu dywidendowym dokonywali będziemy sporadycznych transakcji, dlatego też brak opłat za prowadzenie rachunku jest kluczem. Ewentualne powiązanie wysokości opłaty z wolumenem obrotu jest dopuszczalne, ale tylko w sytuacji, jeżeli jedna transakcja na koncie w całości znosi opłatę. Wtedy od biedy będziemy w stanie dokupić jedną akcję którejś z dywidendowych spółek i sprawa załatwiona. Z kolei wysokość prowizji ma mniejsze znaczenie niż przy innych typach inwestycji, gdyż transakcji w portfelu dywidendowym dokonuje się relatywnie mało.

Z uwag praktycznych warto jeszcze wspomnieć, żeby dobrze panować nad posiadanymi rachunkami maklerskimi. Ja sam posiadam w aplikacji mojego domu maklerskiego rachunek akcyjny, kontraktowy, IKE i IKZE. Biorąc pod uwagę łatwość przełączania pomiędzy rachunkami, bez konieczności wylogowywania się z aplikacji, łatwo tu o pomyłkę i kupno akcji na inny z rachunków.

Budowa portfela dywidendowego to proces na lata


Wraz z posiadaniem długiego terminu inwestycyjnego, również z organizacją portfela dywidendowego nie powinniśmy się zanadto spieszyć. Pewne kroki można poczynić od razu, ale z niektórymi lepiej zaczekać na odpowiedni moment.

Jeżeli decydujemy się na prowadzenie portfela w postaci nowo założonego rachunku IKE lub IKZE, sprawa jest relatywnie prosta. Przelewamy środki na rachunek i jesteśmy gotowi do działania. Ewentualnym ograniczeniem może być jedynie limit wpłat, ale z tą kwestią uporaliśmy się wybierając konkretny typ rachunku.

Nieco inaczej przedstawia się sprawa, jeżeli od lat posiadamy zarówno IKE i IKZE, a nasze pozycje dywidendowe, jeżeli takowe posiadamy, rozsiane są pomiędzy oba portfele. W tym wypadku konieczne będzie rozdzielenie posiadanych pozycji, aby każda znalazła się na swoim miejscu.

Teoretycznie można w tym miejscu skorzystać z opcji transferu instrumentów finansowych pomiędzy rachunkami maklerskimi. Domy maklerskie dopuszczają taką możliwość, ale niestety problemem jest tu emerytalny charakter tych kont. Nie można dowolnie przenosić pieniędzy pomiędzy, a tym bardziej instrumentów finansowych, pomiędzy IKE i IKZE. Jak więc uporać się z tym problemem?

Dobrym rozwiązaniem jest "wymiana poprzez rynek". W ramach jednego rachunku maklerskiego wystawiamy zlecenie sprzedaży danych akcji, a w ramach drugiego zlecenie nabycia dokładnie takiej samej ilości papierów. W efekcie tej operacji na jednym rachunku zachodzi wymiana gotówki na papiery wartościowe, a na drugim operacja odwrotna. Ponosimy tu oczywiście koszty prowizji maklerskich, ale jeżeli uda nam się dokonać transakcji po tej samej cenie, odpada nam koszt spreadu.

Transakcje pomiędzy rachunkami maklerskimi tej samej osoby są bardzo delikatną kwestią, stojącą na pograniczu manipulacji rynkowych. Dlatego też w ramach moich transakcji tego typu, zawsze dokonywałem ich wewnątrz aktualnego spreadu rynkowego. Dzięki temu kurs przy mojej transakcji nie wychodził poza zakres spreadu zastanego wcześniej na rynku i tym samym nie może być mowy o jakiejkolwiek manipulacji kursem.

Jeżeli wartość naszych obecnych spółek dywidendowych przekracza limit wpłat docelowego rachunku maklerskiego (np. jeżeli posiadamy portfel wart 10 000 zł i chcemy urządzić go na założonym dopiero rachunku IKZE mającym limit 5300 zł), musimy poczekać z transferem spółek do stycznia, kiedy to będziemy mogli dokonać kolejnej wpłaty do portfela. Jest to jeden z głównych czynników powodujących konieczność rozłożenia w czasie budowy portfela.

Należy również powiedzieć o najistotniejszym elemencie powodującym wydłużenie w czasie budowy portfela dywidendowego. Są nim okoliczności rynkowe. Mówiąc wprost, nie każdą spółkę dywidendową należy kupować w każdym momencie. 


Świetnym przykładem takiej spółki jest GPW. Jeszcze w styczniu za te akcje trzeba było zapłacić 48 zł, podczas gdy kilka dni temu cena spadła poniżej 36 zł, co oznacza 25% dyskonto w stosunku do początku roku. Inwestor chcący kupić akcje po atrakcyjnej cenie w zasadzie powinien przez cały 2017 rok i połowę obecnego spać na gotówce, czekając na sytuację, która wydarzyła się dopiero niedawno.

Dlatego właśnie powinniśmy być bardzo ostrożni i dobrze dobrać dwa parametry portfela: docelową liczbę spółek oraz planowaną początkową wielkość portfela. Musimy również przewidzieć rezerwę na ewentualne dodatkowe okazje transakcyjne, które wydarzą się w najbliższych miesiącach.

Weźmy przykład osoby, która planuje przeznaczyć na każdą pozycję ok. 5 tys. zł i jednocześnie dążyć do posiadania dywersyfikacji w postaci 10 spółek w portfelu. Jeżeli robi to przez konto IKZE, na którym posiada 10 000 zł i dwie spółki po 5000 zł każda, naraża się na dwa problemy. Po pierwsze, rozkłada budowę portfela przynajmniej na kilka lat, gdyż niepotrzebnym ograniczeniem będzie limit wpłat na IKZE. Po drugie, nie ma w portfelu żadnej zapasowej gotówki, gdyby w ciągu najbliższych miesięcy przytrafiła się jakaś unikalna okazja inwestycyjna.

W portfelu dywidendowym zawsze powinniśmy mieć zapas kapitału na ewentualne zakupy, bo okazje trafiają się bardzo rzadko, czasem raz na kilka lat, więc nie można ich przegapić. Dlatego lepiej jest początkowo przyjąć mniejsze poszczególne pozycje, ale zostawić sobie rezerwę na kolejne transakcje. Być może do czasu aż osiągniemy oczekiwaną liczbę spółek, pierwsze papiery w portfelu dadzą okazję do korzystnego powiększenia naszej pozycji.

Cena zakupu przy podejściu dywidendowym jest bardzo ważna!


W przypadku spółek dywidendowych inwestorzy, moim zdaniem bardzo niesłusznie, koncentrują się głównie na wysokości dywidendy płaconej przez spółkę. Fajnie jest otrzymywać 6-7% dywidendy, prawda? Tymczasem najbardziej istotnym parametrem z naszego punktu widzenia powinna być relacja kwotowej wysokości dywidendy do uśrednionej ceny zakupu naszych akcji. Pokażmy to na przykładzie Budimexu.


Jak widzicie na wykresie, notowania spółki zaliczyły w ostatnim czasie bardzo poważny spadek. Załóżmy, że jakiś inwestor zdecydował się nabyć w czerwcu 2017 roku, po cenie 230 zł, pakiet akcji spółki do swojego portfela dywidendowego. Spółka jest powszechnie uznawana za solidną, więc decyzja jak najbardziej uzasadniona. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej od kursu odcięta została dywidenda w wysokości 14,99 zł na akcję, co daje stopę dywidendy na poziomie 5,61% w stosunku do ówczesnego kursu akcji.

Przesuńmy się teraz do roku 2018, kiedy to w maju Budimex odciął od kursu jeszcze wyższą dywidendę w wysokości 17,61 zł na akcję, co stanowiło oszałamiające 9,42%. Patrząc w ten sposób widzimy, że stopa dywidendy z roku na rok wzrosła. Jak wygląda to w rzeczywistości?

Dla inwestora kupującego po 230 zł stopa dywidendy również wzrosła, ale tylko do 7,65%. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w tym czasie kurs akcji spadł z 230 zł na 187 zł to nawet z uwzględnieniem dywidendy inwestor zanotował stratę wynoszącą 19% na dzień dywidendy, a na dzień dzisiejszy aż 37%. Aby kurs wrócił do ceny zakupu, musi wzrosnąć o prawie 80%. Być może proces ten potrwa kilka lat, a być może nigdy nie będzie miało to miejsca.

Powyższy przykład pokazuje, jak ważna jest cena zakupu akcji spółki dywidendowej. Kupujemy te papiery na długie lata, dlatego też podczas analizowania każdego potencjalnego waloru musimy wiedzieć, że papiery, przynajmniej w kilkuletniej perspektywie, są okazją inwestycyjną.

Musimy więc budować nasz portfel dywidendowy z założeniem, że transakcje dokonywane będą relatywnie rzadko, ale jeżeli już transakcja będzie miała miejsce, będzie to dobra transakcja. Lepiej, żeby gotówka "marnowała się" na nieoprocentowanym rachunku maklerskim, niż miałaby być zainwestowana w papiery, które są zdecydowanie przewartościowane z długoterminowego punktu widzenia. Powodem podjęcia decyzji inwestycyjnej nie może być fakt, że mamy na rachunku wolne środki do wydania.

Co ważne, podobnie ma się sprawa z reinwestowaniem dywidendy. Przyjęło się mówić, że za wypłaconą dywidendę należy, najlepiej jak najszybciej, kupić akcje spółki, która tę dywidendę wypłaciła. W sumie nawet ja sam coś takiego zasugerowałem w przykładzie z początku tekstu. Jednak moje zdanie w tym przedmiocie jest zupełnie inne. Podobnie jak z początkowym zakupem akcji, podobnie z dokupieniem powinniśmy przede wszystkim skupić się na dobrej cenie nabywanego waloru. Jeżeli spółka wypłaca wysoką dywidendę w momencie, w którym jej stan oceniamy jako mocne przewartościowanie, kiepską decyzją jest kupno akcji w danym momencie. Co można zrobić z taką dywidendą?

Opcje są dwie. Po pierwsze możemy deponować ją na rachunku do czasu, aż uznamy akcje tej spółki za ponowną okazję inwestycyjną. Po drugie, możemy te środki gromadzić na rachunku w ogólnej puli otrzymywanych dywidend i dopłat, aby za te środki kupić akcje innej spółki dywidendowej, która w naszej ocenie będzie dużo lepszą okazją, niż papiery spółki, z której oryginalnie wypłacono dywidendę. Trzeba też pamiętać, że raczej nie kupuje się akcji w pakietach po 100-200 zł, a duża część portfeli polskich inwestorów jest na tyle mała, że pojedyncze dywidendy liczy się w dziesiątkach i setkach złotych, a nie w tysiącach. Cierpliwość przede wszystkim.

Uśrednianie ma sens


Jest to z pewnością jedna z najbardziej dyskusyjnych i kontrowersyjnych kwestii w inwestowaniu. Jedni inwestorzy twierdzą, że straty należy ucinać, a do błędów przyznawać się szybko, podczas gdy inni stosują uśrednianie z korzyścią i je sobie cenią.

W tym wypadku nie mówimy o uśrednianiu w inwestowaniu trendowym czy swingowym, gdzie zamiast konsekwentnie egzekwowanego stop lossa inwestor uśrednia stratę podwajając wielkość swojej pozycji. Tym bardziej nie mam tu na myśli uśredniania na rynku lewarowanym, gdzie każde powiększenie pozycji powiększa równocześnie szansę na to, że dana transakcja zachwieje całym portfelem.

Uśrednianie w inwestowaniu dywidendowym ma miejsce w sytuacji, kiedy inwestor decyduje się na zakup akcji danej spółki. Dokonujemy analizy danego waloru, oceniamy jego długofalową perspektywę i uznajemy, że jest ona pozytywna, jesteśmy przekonani co do zdolności dywidendowej spółki w perspektywie kilkuletniej i w końcu, co najważniejsze, gotowi jesteśmy kupić akcje spółki po obecnej cenie rynkowej.

A skoro jesteśmy gotowi kupować papiery tu i teraz, będąc przekonanym, że jest to dobra decyzja inwestycyjna, to o ile sytuacja spółki nie zmieni się na tyle, żeby wpłynąć na naszą decyzję, każda inna niższa cena akcji jest jeszcze większą okazją cenową. Dlatego też jeżeli nasza strategia zarządzania portfelem na to pozwala, możemy dokupić więcej akcji, uśredniając cenę ich zakupu.

W zaprezentowanej powyżej sytuacji, moim zdaniem, uśrednianie ma sens. Przyjmujemy założenie, że spadek cen akcji o kolejne 10%, 30% lub 50% nie będzie dla nas przesłanką do sprzedaży akcji, ale do zakupu większej ich ilości. Ale musimy jeszcze ubrać to uśrednianie w nieco szersze zasady.

Budując portfel dywidendowy czynimy określone założenia co do wielkości pozycji, jakie będą się w nim znajdowały. Jest to docelowa wielkość pakietu akcji, który ma trafić do portfela na skutek jednej lub kilku operacji ich nabycia. Jednym z podstawowych błędów wiążących się z uśrednianiem jest właśnie przekraczanie ustalonych wcześniej wartości.

Omówmy to na przykładzie spółki Kęty:


Jak widzimy, po długim okresie wzrostów przyszedł czas na korektę notowań. Po świeżo odciętej dywidendzie ceny oscylują w okolicach 320 zł, co oznacza, że spółka jest najtańsza od dwóch lat. Biorąc pod uwagę jej wyniki finansowe i stopę dywidendy inwestor może uznać, że jest to okazja, aby kupić akcje.

Załóżmy, że docelowa wielkość naszej pozycji w spółce to 6000 zł. Możemy kupić już teraz cały pakiet akcji i jednym zleceniem załatwić sprawę. Jeżeli jednak cena akcji będzie spadała dalej, a wraz z nią pogorszą się wyniki finansowe spółki i spadnie wysokość wypłacanej dywidendy, stracimy zarówno na akcjach, jak również na stopie dywidendy. Jeżeli natomiast kurs w kolejnych kwartałach i latach będzie dalej rósł, a wraz z nim nominalna wysokość dywidendy, będziemy zadowoleni, że od razu zajęliśmy całość pozycji.

Drugim rozwiązaniem jest kupno akcji w transzach. Dla precyzji dodam, że ja sam zawsze stosuję podejście DCA, czyli kupuję akcje za sztywną kwotę, a nie sztywną liczbę akcji. W rezultacie wraz z dalszymi spadkami kupuję więcej akcji, dodatkowo obniżając cenę nabycia.

Podzielmy nasz pakiet na cztery transze po 1500 zł każda. Przy cenie 320 zł kupujemy pierwszą, a każdą kolejną wraz ze spadkiem o 30 zł, czyli byłyby to poziomy 290 zł, 260 zł i 230 zł. Zalety uśredniania metodą DCA widać w liczbie kupowanych akcji. Przy cenie 320 zł za kwotę 1500 zł jesteśmy w stanie nabyć 4,7 akcji, podczas gdy przy cenie 230 zł jest to aż 6,5 akcji. Im cena jest niżej, tym więcej akcji kupujemy. W rezultacie tak skonstruowana strategia pozwala nam nabyć 22,15 sztuk po średniej cenie 270 zł. Kupując wszystko na raz nabywamy 18,75 akcji po średniej cenie 320 zł. Różnicę widać gołym okiem.

W przypadku jeżeli kurs ostatecznie spadnie w okolice 200 zł i tam odbije, strategia uśredniania da nam dobre rezultaty. Zajmiemy całą docelową pozycję po niezłej cenie. A co jeżeli kurs po kupnie pierwszego pakietu od razu ruszy w górę, a my zdążymy zbudować zaledwie 1/4 naszej docelowej wielkości pozycji? Tutaj już każdy z nas musi podjąć swoją decyzję. Czy wolimy kupić tylko ćwierć pakietu, ale po cenie, którą uznajemy za atrakcyjną, czy lepiej jest kupić od razu całość, ryzykując że w wypadku kontynuacji spadków nie będziemy mieli możliwości dalszego uśredniania ceny.

Przypomnę tylko i podkreślę, że powyższy przykład opierał się na założeniu, że Kęty są już dzisiaj w momencie stanowiącym okazję transakcyjną. Być może wcale tak nie jest i należy oczekiwać na kontynuację trwającego od roku trendu spadkowego, aby kupować akcje po znacznie niższych poziomach. To już jest kwestia indywidualnej strategii, którą każdy wypracować musi sobie sam.

Ja sam jestem zwolennikiem kupowania spółek dywidendowych w transzach, tym bardziej, jeżeli spółka znajduje się w trendzie spadkowym. Staram się nie rozdrabniać na więcej niż 4-5 pakietów. Pierwszy pakiet, tzw. zwiadowca, kupowany jest w chwili, kiedy uznajemy, że walor jest już w ciekawym miejscu do kupna. Pozwala on nam jednocześnie trzymać bliższy kontakt ze spółką, uczestniczyć w walnym zgromadzeniu etc. Jeżeli cena staje się bardziej atrakcyjna, następują kolejne zakupy.

Warto pamiętać, że im więcej akcji kupimy na początku tym trudniej będzie istotnie uśrednić cenę nabycia w kolejnych pakietach. Dlatego też niektórzy rezygnują z płaskiego schematu zakupu i preferują rosnący. Jak to wygląda w praktyce? Zamiast dzielić kwotę 6000 zł na układ 4x1500, możemy zrobić z tego układ 1000-1200-1600-2200. W rezultacie zostawienie największej transzy oczekującej na najlepszą cenę, jeszcze bardziej uśrednia naszą cenę zakupu akcji.

Na koniec tej części wspomnę o bardzo istotnej kwestii. Każdy system inwestycyjny i każdy inwestor popełnia błędy. Może się więc zdarzyć, i z pewnością się zdarzy, że kupione przez nas akcje będą spadały i spadały, aż ostatecznie będziemy zmuszeni przyznać się do porażki i pozycję zamknąć. Może to wynikać zarówno z naszych błędów analitycznych, jak również po stronie spółki mogą ujawnić się okoliczności, o których rynek nie wiedział i się nie spodziewał.

Z tego też względu szczególnie istotne jest, aby trzymać się ustalonego przez nas na początku limitu wielkości pojedynczej pozycji zaangażowanej w spółkę. Przekroczenie go może skutkować, podobnie jak przelewarowanie się przy innym rodzaju inwestycji, znacznie większą stratą niż chcielibyśmy dopuścić.

Ujawnia się tu, moim zdaniem, kolejny mankament strategii kupowania akcji dywidendowych w jednej transzy. Kupno na raty rozkłada zakupy w czasie, dzięki czemu możemy aktualizować i poszerzać naszą wiedzę na temat spółki, nabywając ostatnie transze ze zdecydowanie większą pewnością niż pierwsze. Gdybyśmy kupili akcje Grupy Kęty za całą kwotę 6000 zł przy cenie 320 zł, jesteśmy przyspawani do tej pozycji, nie mogąc jej uśrednić. Jeżeli kurs spadłby w okolice 200 zł istnieje szansa, że w pewnym momencie byśmy się złamali i dokonali kolejnego zakupu, np. za kolejne 6000 zł lub nawet więcej. W końcu żeby istotnie uśrednić cały pakiet akcji trzeba kolejny kupić za przynajmniej drugie tyle. Jeżeli taka transakcja okaże się mimo wszystko porażką, jesteśmy w nią zaangażowani dwukrotnie większym kapitałem.

Dlatego, również po własnych negatywnych doświadczeniach, jestem zwolennikiem kupowania akcji małą łyżeczką. Lepiej, żeby rynek nam odjechał z małym pakietem akcji na pokładzie, aniżeli mielibyśmy zostać z dużym pakietem, kupionym po słabej cenie i z perspektywą malejącej dywidendy.

Moje doświadczenia z budową portfela dywidendowego


Czas krótko poruszyć moje doświadczenia z budową portfela dywidendowego. Jak to przeważnie bywa, najpierw zawarte zostały pierwsze transakcje dywidendowe, a dopiero później zostały one ubrane w postać zorganizowanego portfela.

Pierwszą transakcję typowo dywidendową zawarłem w lipcu 2016 roku na akcjach Banku Handlowego:


Akcje kupowane były w oparciu o połączenie analizy technicznej i typową "defensywność" tego waloru. Nie było mowy o prowadzeniu jakiejś poważniejszej analizy sprawozdań finansowych, raczej był to zakup w przeczuciu, że moment jest odpowiedni. Moim celem nie był zdecydowany wzrost kursu (chociaż oczywiście byłby on miłym dodatkiem), ale raczej czerpanie korzyści w postaci dywidendy.

Zakup dokonany został na koncie IKE po cenie ok. 67 zł. Ze spółki dwukrotnie otrzymałem dywidendę. W roku 2017 było to 4,53 zł na akcję (6,76% w stosunku do mojej ceny nabycia) oraz w roku 2018 kwota 4,11 zł na akcję (6,13%), która wpłynęła na mój rachunek maklerski dokładnie wczoraj. Biorąc pod uwagę fakt, że cena akcji to dziś 69 zł, czyli mniej więcej wychodzę na zero, na wynik finansowy tej inwestycji składają się dwie dywidendy po 6-7% rocznie. Zawsze to lepiej niż na lokacie.

Druga pozycja w moim obecny portfelu dywidendowym to iFirma, której pierwszy pakiet akcji kupiłem pod koniec sierpnia 2017 roku, po cenie 3,72 zł.


Początkowo za zakupem przemawiała głównie technika, ale bardzo spodobał mi się model biznesowy spółki.


Co ciekawe, kupiony przeze mnie pakiet akcji iFirmy już na wstępie był większy niż przeciętny pakiet akcji kupowany do mojego portfela. W miarę upływu czasu kilkukrotnie dokupowałem akcji, przy czym największe pakiety to były dwa ostatnie, kupowane po relatywnie najniższych cenach.

Co ciekawe, część akcji kupowałem na rachunek IKE, a część na IKZE. To jest właśnie skutek korzystania z kilku kont przez jedną aplikację.

Moja średnia cena zakupu liczona ze wszystkich akcji wynosi 3,34 zł. Obecny kurs akcji wynosi 3,25 zł, ale w międzyczasie iFirma wypłaciła 15 groszy na akcję w dywidendach. Różne transze w moim portfelu otrzymały różną ilość tej dywidendy, więc trzeba by było dokładnie policzyć, aby uzyskać informację na temat osiągniętej stopy zwrotu.

W każdym razie mniej więcej w pierwszym kwartale 2018 roku iFirma stała się dla mnie spółką dywidendową, wcześniej oczekiwałem głównie dalszego wzrostu cen akcji. Zmiana perspektywy pozwoliła mi na istotne powiększenie pozycji i wiążące się z tym uśrednienie ceny. Obecnie patrzę na iFirmę, jako akcje dywidendowe, które mają całkiem pokaźny potencjał wzrostowy. Więcej na ten temat napiszę w kolejnym tekście.

Trzecią spółką z mojego dywidendowego portfela jest Budimex:


Pierwszy pakiet akcji kupiłem na dołku w listopadzie 2017 roku, po cenie 178 zł. Powodem zakupu było występujące, w mojej ocenie, znaczne krótkoterminowe niedoszacowanie akcji. Mówiąc po ludzku, sądziłem że rynek spadł trochę za bardzo w krótkim czasie i spodziewałem się odreagowania. Trafiłem idealnie, bo chwilę później kurs poszybował na 220 zł. Co ważne, plany zakupowe podzieliłem na trzy części i na rynek trafiła tylko pierwsza z nich.

Na przełomie roku dość intensywnie poznawałem spółkę, czytałem sprawozdania i zgłębiałem sytuację w branży. To jest właśnie zaleta posiadania "zwiadowcy" w danej spółce - dużo bardziej angażujemy się w jej poznanie. Walor spodobał mi się na tyle, że kiedy kurs zaczął się ponownie zbliżać do poziomu 180 zł i jednocześnie do dnia odcięcia dywidendy, postanowiłem że po dywidendzie kupię drugą transzę. Korzystając z późniejszych spadków i posiłkując się pieniędzmi z otrzymanej już dywidendy, po cenie 148 zł dołożyłem drugą transzę o podobnej wielkości. W dniu wczorajszym uplasowałem na rynku trzecią transzę, po cenie 125 zł, równą wielkości poprzednim.

W rezultacie zbudowałem już na akcjach Budimexu pozycję, która swoją wielkością jest już dość znacząca i oscyluje w okolicach przeciętnej wielkości pozycji w portfelu dywidendowym. Jeżeli rynek spadnie jeszcze niżej, poniżej 100 zł, rozważę kupno czwartego pakietu akcji, większego niż przeciętne pakiety kupowane dotychczas. Przekroczę tym samym przeciętną wielkość pozycji w moim portfelu dywidendowym, ale jestem na to gotowy.

Ostatnią pozycją, która aktualnie znajduje się w moim portfelu są akcje spółki GPW:


Zdecydowałem się na zakup tych papierów, obserwując ostatnie spadki kursu. W efekcie uznałem, że w dłuższej perspektywie mamy do czynienia z dość atrakcyjną ceną w relacji do przeszłych notowań, ale przede wszystkim do przyszłego potencjału spółki i planowanych dywidend. Dlatego też kupiłem cały docelowy pakiet akcji za jednym razem, bez dzielenia zakupów na transze. Jeszcze w te wakacje GPW wypłaci po 2,2 zł dywidendy na akcję, co w przełożeniu na moją cenę zakupu (36,60 zł) daje stopę dywidendy przekraczającą 6%.

Obecnie w portfelu dywidendowym posiadam więc cztery spółki: Bank Handlowy, iFirmę, Budimex i GPW. Handlowy, Budimex i GPW posiadają mniej więcej równy udział, a iFirma, z racji dość mocnego uśredniania i dużego pierwszego pakietu, jest ok. trzykrotnie większa niż pozostałe spółki. Dlatego też podjąłem decyzję, że do czasu większego wyrównania stanu portfela, wszystkie dywidendy otrzymywane z akcji iFirmy będą przeznaczane na zakup innych akcji i nie będą reinwestowane w akcje tej spółki.

Warto również powiedzieć od technicznym aspekcie budowy portfela. W momencie podjęcia decyzji o budowie zorganizowanego i wydzielonego portfela dywidendowego, akcje posiadałem pomieszane na kilku rachunkach. Największym paradoksem było, że akcje iFirmy posiadałem częściowo na IKE, a częściowo na IKZE. Trzeba było porządnie się za to zabrać.

Postanowiłem, że moim portfelem dywidendowym będzie IKE, gdzie znajdowały się już papiery Handlowego, część akcji iFirmy oraz pierwsza transza akcji Budimexu. Systematycznie sprzedawałem inne akcje znajdujące się na IKE (część na stop-lossach, część transferowałem techniką "wymiany przez rynek" do portfela IKZE), a za zwolnione w ten sposób środki mogłem dokupić akcji Budimexu i przetransferować drugą część pakietu iFirmy. W portfelu zostało mi jeszcze dość gotówki, żeby sfinansować zakup pakietu akcji GPW.

Obecnie posiadam jeszcze wolną gotówkę w równowartości jednego pakietu akcji, więc jeżeli trafi się jakaś okazja rynkowa to będę miał jak ją wykorzystać. Dodatkowo nie wykorzystałem jeszcze całego limitu wpłat, więc jest możliwość dopłaty i uruchomienia dodatkowych środków.

W moim wypadku decyzja o wyborze na portfel dywidendowy konta IKE wynikała z konkretnego poziomu sald obu portfeli oraz przyszłych możliwości dopłat. U każdego inwestora ta sytuacja może wyglądać nieco inaczej, dlatego zachęcam, żebyście sprawę przemyśleli w na tle własnych uwarunkowań i planów.

Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że mój portfel dywidendowy jest już kompletny. Znajduje się na wydzielonym rachunku, gdzie nie posiadam innych spółek, zawiera kilka walorów, jak również wolną gotówkę na kolejne zakupy. W miarę nadarzających się możliwości rynkowych będę wychwytywał następne okazje. Finalizacja procesu jego budowy, czyli skompletowanie ok. 10 spółek, zajmie zapewne jeszcze kilka lat.

To jeszcze nie koniec!


Jeżeli dotarliście do tej części tekstu to serdecznie Wam gratuluję. Mam nadzieję, że przedstawione przeze mnie powyżej zagadnienia rozjaśniają nieco sprawę budowy portfela dywidendowego. Chciałem dość przekrojowo ująć nie tylko proces budowy portfela, ale również samą istotę i sens inwestowania dywidendowego.

Być może niektórzy uznają, że trzymanie spółek przez tak długi czas, ryzykując jednocześnie znaczne obsunięcia kapitału, jest zbyt wymagającą strategią inwestycyjną, żeby się na nią decydować. Nic w tym złego, jest przecież bardzo wiele innych podejść, wartych realizacji.

Pamiętajcie tylko, że we wszystkich tekstach przedstawiam moje subiektywne zdanie i moje preferencje inwestycyjne. Możecie się z nimi zgadzać lub nie, a być może zarabiacie na giełdzie stosując podejście zupełnie przeciwne do mojego. Traktujcie więc moje artykuły jako inspirację do własnych poszukiwań i przemyśleń.

Kontynuacje tematyki dywidendowej znajdziecie w moim kolejnym artykule, zatytułowanym Budowanie pozycji metodą VCA - idealny sposób na bessę? Poruszam w nim bardzo istotną kwestię kupowania akcji spółki dywidendowej oraz tematykę uśredniania ceny zakupu. Tekst również jest bardzo długi, więc warto zarezerwować sobie chwilę na jego przeczytanie.

Jeżeli nie chcecie przegapić kolejnych tekstów, koniecznie zostawcie mi swój adres email, żebym mógł Was o nim poinformować.


18 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy artykuł, porusza wiele istotnych kwestii. Powiedz mi jeszcze co przewiduje Twoja strategia w razie decyzji zarządu o niewypłaceniu dywidendy? Czy jesteś w stanie zaakceptować taką sytuację, czy rezygnujesz z trzymania waloru w portfelu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rezygnuję z trzymania waloru w portfelu, ewentualnie przenoszę walor do portfela nie-dywidendowego, zastępując go gotówką. Będzie o tym w kolejnym wpisie, bo w powyższym tekście wcale nie poruszałem kwestii wyboru spółek do portfela oraz ich ewentualnego sprzedawania.

      Usuń
  2. Kolejny świetny materiał Radka.. Cały przeczytałem z dużym zaciekawianiem i nawet przez sekundę nie nudził.. Muszę powrócić do IKE i IKZE (pamiętam że pisałeś artykuł) bo w kontekście kierunkowania się na fundamenty i dywidendy może być tym czego szukam. Przy okazji zauważam że humanista też coraz częściej patrzy w kierunku fundamentów. Myślę że dla to dobrze :) czekam na więcej dziękując za to co już dostałem. Pozdrawam Radku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie patrzę ostatnio częściej w kierunku fundamentów. Takie mamy warunki rynkowe, że spółki spadają i analiza techniczna w kierunku wzrostów nie wygląda za różowo. Ale za to można kupić taniej ciekawe spółki, tyle że tu już trzeba AF.

      Usuń
  3. Ciekawy artykuł, mi się nie podobają spółki jakie wybrałeś. Raz duże ryzyko (przykład iFirmy, którą zaliczałbym do spółek groszowych, mała płynność, brak odpowiedniej historii do długoterminowej inwestycji), dwa duża podatność spółek na kryzysy gospodarcze. Uważam, że lepsze podejście stosuje tu kolega z Pamiętnika Giełdowego swoim portfelem "Najlepszych Spółek Świata": http://at-trader.blogspot.com/p/portfel-inwestycyjny.html oraz 10% rocznie listą szerzej zdywersyfikowanego portfela spółek dywidendowych (w tym kilka, ktore też posiadasz): https://10-procent-rocznie.blogspot.com/2018/02/10-najlepszych-spoek-dywidendowych-na.html, ogólnie w Polsce bardzo trudno znaleźć dobre spółki dywidendowe, mamy po prostu za krótką historię... myślę, że lepiej tu sięgnąć do rynków rozwiniętych i jak już na długi okres kupować to właśnie takie spółki przeszły już wiele kryzysów gospodarczych jak np. Microsoft, McDonald, Altria, Coca-Cola itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za te linki, faktycznie chłopaki dobre materiały robią. Uważam, że nie należy skreślać naszego rynku. Faktycznie, nie mamy aż tak długiej historii, ale nikt nie powiedział, że spółka dywidendowa zaczyna się po 30 latach wypłacania dywidendy. Tym bardziej, że w tym całym układzie najważniejsze jest odpowiednio tanie kupno akcji.

      Usuń
  4. Fajny artykuł, czekam na następną część.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zawsze od lat artykuł warty czytania.
    Jedno pytanie a jeśli nasz portfel w okresie pięciu lat przyniesie straty to co w takim przypadku.
    Ze swojego doświadczenia wiem , że takie przypadki to u mnie nie rzadkość.
    Bardzo źle to wpływa na moje samopoczucie i moje decyzje zaczynają być nerwowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli cały portfel przyniesie straty, a jednocześnie nie mieliśmy po drodze jakiejś większej bessy to faktycznie robimy coś źle. Jeżeli natomiast pojedyncze spółki zaczynają spadać, musimy podjąć decyzję, czy zostawiamy ją w portfelu, czy nie. O tym będzie kolejny tekst.

      Usuń
  6. co myślicie o ELEKTROBUDOWIE? c/z <5, dywidenda około 15% (!) regularna.. Obecnie bardzo tania i to zastanawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba by było cały podmiot prześledzić dokładniej, ale sam raczej nie przepadam za "ciężkimi" branżami.

      Usuń
  7. Radku, czy te olbrzymie zadłużenie w stosunku do kapitałów własnych a zwłaszcza zobowiązania krótkoterminowe Budimexu Cię nie przerażają ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc w tył, ta spółka tak ma, więc wydaje mi się to dla niej naturalne. Zobowiązania krótkoterminowe mają pokrycie w aktywach obrotowych, a wskaźnik płynności bieżącej jest na najwyższym poziomie od 4 lat (po wynikach za 1q2018), mimo że sama jego bezwzględna wartość nie jest szczególnie wysoka.

      Usuń
    2. Wskażnik płynności bieżącej to zaledwie 1,15 ,czyli bardzo słabo to wygląda fundamentalnie.

      Usuń
    3. W ciągu ostatnich 15 lat wskaźnik ten tylko trzykrotnie przekroczył poziom 1,30. Z tego wniosek, że taka specyfika spółki i nie jest to nic niezwykłego. Nie robiłem analizy porównawczej do innych spółek sektora, ale nie niepokoi mnie ten poziom wskaźnika :)

      Usuń
  8. Przecież 1,15 Current Ratio to nie tak mało. Optymalnym poziomem jest książkowo pomiędzy 1, a 2. Jeśli nie mamy większych zastrzeżeń co do jakości aktywów obrotowych (np. przestoje w magazynach albo przeterminowane i nieodpisane należności) to wskaźnik powyżej 1,0 jest jak najbardziej ok.

    OdpowiedzUsuń
  9. Co pan sądzi na temat PLAY?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej to samo, co na temat Orange - spółki działają na trudnym i bardzo konkurencyjnym rynku. Muszą mocno inwestować w infrastrukturę, bo w tej branży ktoś, kto nie idzie mocno do przodu, cofa się. Jakoś nie przepadam za tego typu spółkami, aczkolwiek nigdy mocno ich nie analizowałem.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails