środa, 7 kwietnia 2021

Wspinaczka po ścianie strachu trwa - SCT kwiecień 2021

Notowania spółek systematycznie pną się w górę, ale nie jest to już tak dynamiczny ruch, jak pod koniec zeszłego roku. Mimo rodzących się pytań o ewentualną korektę warto podkreślić, że mamy cały czas bardzo dobre warunki do inwestowania.

Ale dobre warunki do inwestowania mogą dla każdego oznaczać coś innego. Jedni cieszyli się w latach 2018 i 2019, gdyż wiele spółek, zwłaszcza małych i średnich, można było nabyć po bardzo atrakcyjnej cenie. Inni cieszyli się w roku 2020, kiedy to przytrafiła się silna zmienność, dająca zarobić spekulantom. Radowali się również inwestorzy lubujący się w łapaniu dołków, gdyż zanotowaliśmy dwie poważne zniżki. 

W roku 2021 również można znaleźć wiele powodów do radości, gdyż wiele spółek kontynuuje ruchy wzrostowe. Cieszą się więc inwestorzy trendowi, cieszą się też ogólnie posiadacze akcji, gdyż ich portfele zyskują na wartości. Jak to zwykle na polskim rynku bywa, hossa jest selektywna i trzeba odnaleźć obszar, który nie poddaje się marazmowi.


Patrząc przekrojowo na polski rynek odnoszę wrażenie, że inwestorzy mają pewne obawy o przyszłe wzrosty, ale mimo tego decydują się na kupowanie akcji. Można już śmiało powiedzieć, że w wypadku wielu spółek niskie wyceny należą raczej do przeszłości, więc trzeba podejmować trudne niekiedy decyzje, czy dołączać się do trwającego ruchu, czy też odpuścić i czekać na przecenę.


Indeks Wig20 wydaje się być kotwicą polskiego rynku. W momencie gdy małe spółki były bardzo słabe, wydawał się on trzymać przyzwoicie. Teraz, gdy na szerokim rynku pojawił się większy entuzjazm, Wig20 pozostaje w miejscu. Można więc dojść do wniosku, że trzon polskiego rynku skazany jest na trwanie w ruchu bocznym, gdyż determinują to spółki wchodzące w jego skład.

Na wykresie powyżej zaprezentowałem długoterminowe ujęcie indeksu Wig20TR, czyli uwzględniającego wypłacone dywidendy. Jak widać nawet z tej perspektywy, pozostajemy dokładnie na tych samych poziomach, które indeks (przeliczony wstecznie) okupował w roku 2011, czyli dekadę temu. 

Pewną zmianę w tym zakresie może przynieść likwidacja OFE oraz program PPK, jeżeli nabierze on konkretnej masy. Jednak słabość instytucji publicznych w Polsce sprawia, że zawsze gdzieś w tle możliwy będzie scenariusz, w którym politycy za 10 czy 15 lat skuszą się na te środki i spróbują tak czy inaczej z nich skorzystać. Jak będzie zobaczymy.

środa, 17 marca 2021

O czym pamiętać przy uśrednianiu ceny akcji

Uśrednianie ceny akcji budzi bardzo wiele emocji. Z jednej strony pozwala znacząco poprawić uzyskiwane rezultaty, ale z drugiej generuje ryzyko poniesienia dużych strat. Jak oswoić uśrednianie, żeby z korzyścią wdrożyć je do naszej strategii?

Za każdym razem, jak poruszę tematykę uśredniania ceny zakupu rodzi to dyskusję w komentarzach na temat niebezpieczeństw takiego podejścia. I w dużej mierze słuszne są te głosy ostrzegawcze, gdyż dokonywanie uśredniania bez znajomości tematu oraz bez konkretnie rozpisanego planu może doprowadzić do bardzo dużych strat w ramach portfela.

Z drugiej strony uśrednianie pozwala uzyskać dość dobrą cenę nabycia pakietu akcji, uwalniając nas od konieczności skutecznego trafiania w rynkowe szczyty i dołki. Dobrze rozłożony proces uśredniania lub też budowania pozycji transzami może dać potężną przewagę i na długi czas ustawić nas korzystnie w kontekście rynkowych wahań.

W dzisiejszym wpisie chcę omówić najważniejsze kwestie wiążące się z uśrednianiem ceny nabycia akcji. Mam świadomość emocji wzbudzanych przez to zagadnienie, lecz z samego faktu, że coś jest ryzykowne nie powinien płynąć zakaz poruszania takich tematów. Wręcz przeciwnie, jeżeli już ktoś miałby pokusić się o budowanie pozycji transzami, lepiej niech robi to w sposób świadomy, zdając sobie sprawę z możliwych zagrożeń. Im lepiej jesteśmy przygotowani tym większe nasze szanse.

Uśrednianie ceny jest podejściem ryzykownym. Całe ryzyko wynika z tego, że inwestorzy decydują się na tą technikę bez odpowiedniego przygotowania i bez jej znajomości, przez co ponoszą duże straty. Kiepska sława wynika więc w dużej mierze z błędów inwestorów, a nie z wad samego podejścia. 

Myślę, że uśrednianie można porównać do obchodzenia się z materiałami wybuchowymi. Są one przydatne, a wiele procesów i zadań byłoby znacznie utrudnionych bez ich wykorzystania. Amatorzy mają jednak bardzo wysokie ryzyko doznania obrażeń, a zawodowcy, mimo odpowiedniej wiedzy i przeszkolenia, i tak mogą mieć pecha. Niemniej im lepsze przygotowanie, tym nasze szanse wyglądają korzystniej.

Czas więc wejść w poszczególne kwestie i przyjrzeć się zagadnieniu z bliska.

Partnerem dzisiejszego tekstu jest serwis StockWatch.pl, gdzie znajdziecie m.in. bardzo wnikliwe analizy raportów okresowych publikowanych przez spółki. Dzięki nim możecie lepiej poznać ich biznesy oraz specyfikę działania, co pozwala na bardziej świadome posunięcia inwestycyjne. Wszystkie moje zakupy dokonywane z wykorzystaniem techniki uśredniania poprzedzałem lekturą analiz publikowanych na StockWatch.pl.

Dla czytelników bloga przygotowaliśmy również specjalną promocję. Z kodem rabatowym HUMANISTA uzyskacie 10% zniżki na swój pierwszy abonament w serwisie. Inwestycja w wiedzę i kompetencje jest istotnym czynnikiem pomagającym odnieść sukces w inwestowaniu.

Najważniejsze założenie towarzyszące uśrednianiu

Poprzez uśrednianie kupujemy akcje i budujemy lub powiększamy naszą pozycję. Najczęściej dzieje się to w sytuacji, kiedy kurs zniżkuje. Dlatego też kluczem dla powodzenia całego podejścia z uśrednianiem jest założenie, że notowania znów odbiją i wzbiją się wyżej niż średnia cena nabycia. W przeciwnym wypadku, jeżeli specyfika sytuacji lub waloru nie rokuje na przyszłe odbicie, zdecydowanie nie powinno się kupować akcji, a posiadane najlepiej jest sprzedać.

środa, 3 marca 2021

Dobre nastroje z nutką niepokoju - SCT marzec 2021

Inwestorzy nie powinni być rozczarowani początkiem 2021 roku, który przebiega pod dyktando byków. Pomimo wzrostów, coraz więcej spółek zaczyna notować istotne cofnięcia od dotychczasowych szczytów, co znajduje również swoje przełożenie na giełdowe indeksy. Czy należy już teraz zdwoić czujność?

Strach na giełdzie jest dobry. Kiedy jest go dużo i inwestorzy panikują, oznacza to wysyp dużych okazji inwestycyjnych. Z kolei w dobrych okresach, strach przed spadkami i korektą pozwala utrzymać w miarę racjonalne tempo wzrostów. Powszechny brak obaw i euforia zakupowa są dobrym sygnałem ostrzegawczym, pozwalającym wskazać, że uczestnicy rynku zagubili pewną naturalną dozę strachu, która powinna im towarzyszyć w realizowanych transakcjach.

Z tej perspektywy obecność pewnych niepokojów jest zupełnie naturalna, również w aktualnej sytuacji na polskiej giełdzie. W końcu rynek od czterech rośnie miesięcy bez napotkania poważniejszej korekty, więc słuszne i zasadne są pytania o przyszłość i o to, czy obecne tempo jest realne do utrzymania.

Jednak to, co widzimy schodząc na poziom poszczególnych spółek może być istotnym sygnałem ostrzegawczym. Okazuje się bowiem, że przytrafiające się korekty i spadkowe sesje stają się coraz bardziej gwałtowne i silne, co może wskazywać rosnące rozchwianie i nerwowość inwestorów. Dopóki stan ten ukrywa się pod przeważającym popytem, można mieć nadzieję, że nic się nie stanie. Ale kiedy szala się przechyli, może nam spaść na głowy niewielka lawina.

Na indeksie Wig20 jak zwykle widać zupełnie coś innego niż na mniejszych spółkach, ale i tak postanowiłem się nad nim na chwilę pochylić.

Przede wszystkim warto wspomnieć, że 24 lutego obchodziliśmy rocznicę pierwszej reakcji rynkowej na pandemię w Europie. Wcześniej oczywiście było wiadomo, że sytuacja rozwija się w Chinach, ale dopiero pod koniec lutego zareagowały rynki finansowe, w tym nasz. Jak łatwo zauważyć, notowania Wig20 znajdują się obecnie niżej niż przed rokiem, ale biorąc pod uwagę pozostałe indeksy, wygląda to zupełnie inaczej.

poniedziałek, 15 lutego 2021

Czy manipuluję kursami moich spółek?

Czy swoimi publikacjami wpływam na notowania spółek, o których piszę? Czy tym właśnie prowokuję wybicia, których skuteczność następnie omawiam? Jak oceniać takie działania i jak im przeciwdziałać? Te właśnie kwestie omówię w dzisiejszym tekście.

Na wstępie tekstu w skrócie odpowiem na zadane powyżej pytania. Czy możliwe jest, że moimi publikacjami wywołuję lub przyczyniam się do wywoływania określonych ruchów i reakcji cenowych na rynku? Jest to jak najbardziej możliwe. Czy zarabiam na tych ruchach? Bezpośrednio nie, ale pośrednio niekiedy tak. W tekście rozwinę tę kwestię dokładniej, gdyż nie chcę być tutaj źle zrozumiany.

Impulsem do poruszenia tej kwestii był komentarz pod moim facebookowym postem, w którym jeden z czytelników zapytał, czy przypadkiem ruch rynkowy, którego przewidzeniem się pochwaliłem, nie został wywołany przez publikację moją, Tomka Jaroszka z bloga Doradca.tv oraz publikację w serwisie Stooq.pl. Czy skoro w trzech miejscach w giełdowym Internecie pojawia się sugestia, że kurs spółki 11 bit studios może w niedalekiej przyszłości rosnąć, to czy wzrost ten nie jest wywołany czystą grą sił rynkowych, ale właśnie owymi publikacjami? Moim zdaniem jest to częściowo możliwe, ale warto mieć tu na uwadze relację kapitalizacji waloru do renomy i zasięgów osób go polecających.

Jak działa ten mechanizm


Na polskim rynku mamy ok. 400 spółek na rynku głównym i drugie tyle na rynku New Connect. Nie jesteśmy w stanie na bieżąco monitorować ich wszystkich i dostrzegać tam interesujących formacji cenowych, nawet jeżeli realizują się one w danej chwili. 

Załóżmy zatem, że jakiś ceniony przez nas bloger, komentator rynkowy lub inwestor publikuje informację, że jego zdaniem spółka X ma potencjał do wzrostów, gdyż wskazują na to określone czynniki natury technicznej lub fundamentalnej. 

Odbiorcy takiej informacji mogą na nią zareagować na kilka sposobów. Mogą ją zignorować, gdyż posiadają swoją strategię inwestycyjną i konsekwentnie się jej trzymają. Mogą kupić dane akcje, podzielając opinię autora analizy, że ich kurs ma szanse na wzrost. Mogą również kupić dane akcje nie w oparciu o argumenty dotyczące samej spółki, ale ze względu na to, że kupił je lub polecił ceniony przez nich analityk.


Realne są również inne opcje, jak chociażby sprzedaż akcji w kontrze do komunikatu lub kupno w oczekiwaniu, że sama informacja wywoła wzrost ceny. Taka trochę incepcja, gdzie kupujemy akcje nie dlatego, że sami wierzymy we wzrosty, ale dlatego, że inni w nie uwierzą i pchną cenę wyżej. Zakładam jednak, że najbardziej popularne są trzy główne reakcje: zignorowanie analizy, kupno w oparciu o analizę, kupno w oparciu o autorytet autora. 

Bardzo łatwo jest tu dostrzec, że sam fakt powstania analizy lub ukazania się informacji o transakcji może mieć bardzo realny wpływ na przebieg notowań. Trudno jest przesądzić, czy dany ruch cenowy bez tego by się zrealizował, ale z pewnością pozytywna rekomendacja ze strony poważanego autora mogła mieć na niego korzystny wpływ.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Czy to już czas realizacji zysków?

W ciągu ostatnich kilku miesięcy warszawska giełda doświadczyła wzrostów, jakich nie widzieliśmy od lat. Czy to wysokie tempo jest realne do utrzymania, czy lepiej już teraz zainkasować zyski w obliczu niepewnej przyszłości.

Niedawno podzieliłem się na facebooku moją rozterka, z którą zmagałem się przez ostatnie kilka dni. Mój portfel zyskał od początku listopada 47%, co jest wyjątkowym tempem, jak na dotychczasowe doświadczenia. Co ważne, nie kupiłem w ostatnim czasie żadnej spółki, która wzrosła o 1000%, skład pozostał mniej więcej bez zmian w porównaniu do pierwszego półrocza. 

Patrząc więc na rachunek maklerski i widząc wiele walorów z trzycyfrowymi stopami zwrotu, zacząłem się poważnie zastanawiać, czy to, co obecnie obserwujemy na giełdzie jest sytuacją normalną, czy ma szansę na kontynuację oraz jak wielkie jest ryzyko, że nagle muzyka przestanie grać, a walory się zawalą.


Co warte podkreślenia, w moim portfelu koncentruję się w dużej mierze na spółkach dywidendowych. Kupowałem je intensywnie w 2018 i 2019 roku, kiedy wydawały mi się tanie i dzisiaj jestem bardzo zadowolony z podjętych decyzji, lecz silne wzrosty z ostatnich dni nie są czymś, do czego byłbym przyzwyczajony. Budimex, spółka mało dynamiczna i przynależąca do dość nudnej branży, wzrósł od początku listopada o 37%. Z kolei iFirma, o wiele mniejszy walor, zyskała na wartości 76% od końca października, a jej długoterminowy wykres przedstawia się następująco:


Jak widać, przyspieszenie w ostatnich miesiącach jest zdecydowane, a jego skalę można porównać do krótkiego okresu pod koniec 2016 roku. 


Podobne obawy mam w stosunku do spółki Budimex, która notowana jest obecnie z wskaźnikiem cena/zysk na poziomie 24. Parametr ten nie uwzględnia świetnego 4 kwartału 2020 roku, za który spółka podała szacunkowe dane, ale mimo tego zastanawiam się, czy spółka budowlana może przez dłuższy czas być wyceniana na takim poziomie. A jeżeli nie, to kiedy nastąpi jakaś normalizacja i jaką postać ona przyjmie.

środa, 20 stycznia 2021

Za nami rekordowy rok - SCT styczeń 2021

Rok 2020 okazał się świetnym czasem dla inwestowania trendowego. Dobre wyniki pokazują, że trzymanie się sprawdzonych spółek popłaca. Czy strategia uda się również w bieżącym roku?

Inwestowanie trendowe jest jednym z podstawowych podejść inwestycyjnych, lecz w poprzednich latach na warszawskiej giełdzie nie przynosiło spektakularnych rezultatów. Stopy zwrotu oscylowały wokół zwrotów z indeksu WIG, co paradoksalnie nie było wcale złe, biorąc pod uwagę fakt, że przeciętnie spółki na giełdzie traciły na wartości. Jednak rok 2020 przyniósł istotną zmianę w tym zakresie.


Nie chcę w dzisiejszym tekście podsumowywać giełdowo całego minionego roku. Omówienie najważniejszych wydarzeń oraz moje spostrzeżenia znajdziecie w dwóch poprzednich tekstach.


Chcę natomiast podsumować wyniki portfela SCT oraz główne sukcesy i porażki strategii w minionym roku. Omówię również moje plany co do kolejnych inwestycyjnych posunięć w ramach portfela.


W minionym roku portfel zyskał 48,28%, podczas gdy będący dla niego benchmarkiem indeks WIG zyskał 0,48%. Przewaga jest więc ogromna i warto podkreślić, że została ona wypracowana w znacznym stopniu przez pasywne posiadanie akcji

Jak widać na zaprezentowanym powyżej wykresie, w poprzednich latach przewaga ta się nie ujawniała. Głównym powodem było to, że indeks WIG utrzymywał się siłą dużych spółek, podczas gdy mniejsze walory jednak traciły na wartości. Stosunkowo dobry był rok 2019, ale jednak dopiero w 2020 przyszła największa zmiana.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Skoro wszyscy zarobili w 2020 roku, to kto stracił?

Rok 2020 okazał się lepszy dla inwestorów niż można było się tego spodziewać. Duże grupy walorów jednak ucierpiały, co przełożyło się na ociężałość głównych indeksów. Jak to jest, że inwestorzy zarobili, a statystyki rynkowe tego nie pokazują?

Każdy śledzący finansowe social media zauważył z pewnością wysyp dobrych stóp zwrotu, którymi chwalą się inwestorzy. Dotyczy to zarówno portfeli profesjonalnych zarządzających, jak również portfeli blogerów i spekulantów. Dobre wyniki zanotowały też portfele prowadzone przez giełdowe serwisy i dostępne wyłącznie dla ich członków. Również i u mnie wyjątkowo udał się miniony rok w portfelu prywatnym, jak i blogowym.

Nie chcę powiedzieć, że w 2020 roku zarobili wszyscy, ale zauważalne jest zadowolenie inwestorów, mimo tego, że warunki były trudne. 

Skoro zatem udały nam się stopy zwrotu, jak to możliwe, że indeksy tego nie pokazują? Dlaczego WIG zakończył rok w okolicach zera, a Wig20 stracił 8%, a mimo to nasze prywatne portfele zachowały się lepiej?


Głównym powodem jest oczywiście skład naszych portfeli, najwyraźniej różniący się znacząco od składu indeksów. 

Zarówno na indeks WIG, jak i Wig20 przeważający wpływ mają spółki największe i najbardziej płynne. Wystarczy wspomnieć, że 20 walorów o największym udziale w indeksie WIG przekłada się w 74% na jego zachowanie. Pozostałe spółki, których jest ponad 300, składają się na zaledwie 26% wpływu, przy czym tu również działa zależność, że kilku większych zgarnia taką samą pulę, jak bardzo wielu małych. 

Partnerem dzisiejszego wpisu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Spójrzmy zatem, jak kształtowały się stopy zwrotu ze spółek wchodzących w skład indeksu Wig20. Prezentowane dane są aktualne na dzień 5 stycznia, czyli obejmują dwie sesje 2021 roku, ale nie powinno to znacząco zniekształcać obrazu.


Jak widać, na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy, na wartości straciła ponad połowa spółek, reprezentujących w sumie 57% wagi indeksu. Znajdziemy tam (wszystkie) cztery banki, dwie duże spółki paliwowe (Lotos i Orlen) oraz dwie duże spółki odzieżowe (LPP i CCC). Do niedawna (do 14 października) w skład indeksu Wig20 wchodził również mBank, który dołożył swoją czerwoną cegiełkę do indeksu, spadając w 2020 roku o ok. 50%.


Przyglądając się indeksom branżowym widzimy potwierdzenie tego faktu: banki, spółki paliwowe i odzieżówka traciły w minionym roku najbardziej.

Można więc założyć, że inwestorzy nie posiadali w swoich portfelach dużego udziału walorów z wymienionych grup. Warto wspomnieć, że już wiosną można było przypuszczać, że będą to segmenty rynku dotkliwie doświadczone przez koronawirusa i walkę z nim. 

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails