środa, 13 października 2021

Turbo Wyzwanie powraca na GPW!

Gra inwestycyjna o nazwie Turbo Wyzwanie po raz kolejny zawitała na warszawską giełdę. Inwestorzy jak co roku mogą spróbować swoich sił w zmaganiach rynkowych, poszerzyć wiedzę i zdobyć atrakcyjne nagranie.

Staje się już niemal tradycją, że każdego roku na jesieni organizowana jest na naszym rynku gra inwestycyjna związana z popularyzacją certyfikatów Turbo. Jest to świetna okazja do wypróbowania swoich narzędzi i technik inwestycyjnych w stosunkowo krótkim horyzoncie czasowym. Osoby, którym się to uda i uzyskają najlepsze wyniki, otrzymają atrakcyjne nagrody. 

W konkursie warto wziąć udział nie tylko dla nagród, ale przede wszystkim dla zebrania doświadczenia. Jeżeli ktoś jeszcze nie próbował inwestowania z wykorzystaniem certyfikatów Turbo, ma okazję sprawdzić czym są te instrumenty, jak działają oraz jakie oferują możliwości. Bogate treści edukacyjne, które zostały przygotowane w związku z konkursem z pewnością rozwieją wszystkie pytania dotyczące tych instrumentów.


Główne zasady konkursu i nagrody


Zasady konkursu są proste i nie zmieniły się zasadniczo od zeszłego roku. Aby wziąć udział należy zarejestrować się na stronie Gry Inwestycyjnej i potwierdzić swoje uczestnictwo. Tam też znajduje się platforma, która stanowi centrum operacyjne wydarzenia. Tam składamy zlecenia i obserwujemy notowania naszego portfela.

Faza testowa gry już się rozpoczęła i potrwa do niedzieli 17 października. W tym czasie warto poznać funkcjonowanie platformy, złożyć kilka testowych zleceń oraz skorzystać z materiałów edukacyjnych przygotowanych przez organizatorów. Po zakończeniu fazy testowej wartość portfeli jest resetowana i przywracana do poziomu 100 000 wirtualnych złotych.

Faza główna gry, mająca wpływ na nasze miejsce w rankingu rozpocznie się 18 października i potrwa dwa tygodnie, aż do 29 października. W tym czasie będziemy walczyli o nagrody i uzyskanie jak najlepszych wyników.

czwartek, 30 września 2021

Czy fundamenty popsują technikę? - SCT wrzesień 2021

Notowania głównych indeksów cały czas pną się w górę, ale zaglądając nieco głębiej w rynek dostrzegam pewne niepokojące sygnały. Warto przyjrzeć im się bliżej i ocenić, czy mogą one zagrozić hossie panującej ciągle na warszawskiej giełdzie.

Patrząc na główne wskaźniki naszego rynku, nie ma powodów do niepokoju. WIG podniósł niedawno historyczne maksima, podobnie jak udało się to na krótko indeksowi sWig80. Zarówno Wig20TR, jak i mWig40 są na najwyższych poziomach od lat, więc z tej perspektywy można powiedzieć, że hossa trwa nam w najlepsze.

I faktycznie od wielu lat nie obserwowaliśmy tak dobrych nastrojów na polskim rynku. Oczekiwaliśmy ich, życzyliśmy sobie, żeby w końcu nasz parkiet zaczął nabierać wysokości przynajmniej na równi z parkietami zachodnimi, a tymczasem indeksy dołowały. Teraz, kiedy panują w końcu lepsze nastroje, chcemy trzymać się ich jak najdłużej i nie bardzo chcemy spoglądać na czynniki mogące popsuć nam młodą hossę, która rozpoczęła się ledwie półtora roku temu.

A jednak warto trzymać rękę na rynkowym pulsie, gdyż coraz więcej sygnałów sugeruje wzmożoną ostrożność. Co ciekawe, są to zarówno czynniki natury technicznej, jak i fundamentalnej.

Aby dostrzec czynniki natury technicznej, przyjrzyjmy się w pierwszej kolejności indeksowi WIG. Widać wyraźnie, jak znaczną drogę pokonał on w ciągu ostatnich dwóch lat, notując swoje minima w okolicy 37 tys. pkt, a w ostatnich dniach ustanawiając rekord niemal dwukrotnie wyżej, w okolicy 72 tys. pkt. 

Jednocześnie przyglądając się samej końcówce wykresu widzimy, że co prawda rynek wszedł w lekką korektę, ale jest to dopiero pierwsze cofnięcie się spod szczytu. Można więc powiedzieć, że nie ma póki co żadnych przesłanek do twierdzenia, że to coś więcej niż tylko korekta.

Pamiętamy, że indeksem WIG rządzą przede wszystkim największe spółki, które ostatnio znajdują się w wyjątkowo mocnej formie. Pisałem o tym kilka dni temu w jednym z tekstów. Jednak na wykresie indeksu sWig80 widzimy, że od początku czerwca, czyli od czterech miesięcy, porusza się on bardziej bokiem niż ku górze. Oczywiście udało się ustanowić nowe maksima, ale to zupełnie nie jest już ta świeżość, którą obserwowaliśmy w pierwszej połowie roku. Ewidentnie widać więc, że mniejsze spółki zachowują się słabiej.

Najmniejsze spółki dostrzeżemy łatwiej w indeksie cenowym szerokiego rynku. Indeks ten grupuje w sobie wszystkie walory notowane na naszej giełdzie (w przedstawionym ujęciu zarówno rynek główny, jak i rynek NC) przyznając każdej spółce taki sam wpływ na indeks. W kontrze więc do indeksów ważonych, widzimy tu zdecydowanie większy wpływ spółek małych (których jest więcej) i możemy łatwiej ocenić, co dzieje się w tym nie zawsze dostrzeganym zakątku rynku.

czwartek, 16 września 2021

Dlaczego nie kupuję spółek, które nie zarabiają?

Inwestowanie we wzrost kojarzy się niekiedy z kupowaniem akcji spółek, które są na bardzo wczesnym etapie rozwoju, ale mają przed sobą duży potencjał wzrostu. W dzisiejszym tekście napiszę, dlaczego ja sam nie inwestuję w tego rodzaju spółki.

Każda i każdy z nas chciałby złapać rynkowego jednorożca. Spółkę, której akcje wzrosną bardziej niż 10-krotnie w stosunkowo niedługim czasie. Na wyobraźnię działa fakt, że tego rodzaju walory są obecne na naszym rynku. CD Projekt wzrósł z 1 zł do prawie 500 zł, 11 bit studios z 5 zł również do 500 zł. 

Łowienie kandydatów na tak spektakularne wzrosty rozpoczyna się na bardzo wczesnym etapie rozwoju, najczęściej kiedy spółka jest dopiero niewielkim graczem, ale ma za to wielkie plany i ambicje. Jest to do pewnego stopnia zrozumiałe, gdyż aby mocno rosnąć potrzebny jest potencjał do wzrostu. Trudno jest sobie wyobrazić, żeby perspektywy zwielokrotnienia bieżącej wyceny stały przed walorami takimi jak PKN Orlen, PZU czy PEKAO. Aby zarobić dużo, trzeba zacząć wcześnie.

Nieco innym podejściem jest inwestowanie w spółki, które już posiadają ugruntowaną pozycję biznesową i są konkretnie osadzone w swoich niszach. Takie walory są już obecne na rynku od dłuższego czasu, posiadają weryfikowalną historię wyników finansowych i zazwyczaj prowadzą mniej lub bardziej zyskowną działalność. 

Nie znaczy to jednak, że spółki te nie posiadają charakteru wzrostowego. Dzięki zagospodarowywaniu nowych obszarów, akwizycjom lub nowym produktom czy usługom również one są w stanie dynamicznie rosnąć, zwiększając tym samym swoją rynkową wartość. Może nie w takim tempie, jak nikomu nie znana perełka, która nagle staje się gwiazdą, ale nadal w przyzwoitym tempie.

Dlaczego nie kupuję spółek, które nie zarabiają?

Przede wszystkim nie kupuję walorów, które nie posiadają zweryfikowanej historii giełdowej. Nie jestem obecny na debiutach i praktycznie nie zdarza mi się kupować spółek w ciągu roku lub dwóch po pojawieniu się na giełdzie. Głównym powodem jest brak zweryfikowanej historii wyników finansowych, które można poddać analizie i o których można poczytać w raportach rocznych i okresowych. 

Podstawą do zainwestowania w spółkę powinny być wiarygodne i rzetelne dane, z których można wysnuć pewne wnioski co do bieżącej kondycji spółki oraz jej przyszłego rozwoju. Jeżeli nie wiemy, co spółka ma w bilansie, jakie uzyskuje przychody i przepływy operacyjne, trudno jest mi ocenić, na ile perspektywiczny jest to biznes.

Po drugie, nie inwestuję w spółki, które jeszcze niczego nie osiągnęły. Na rynku (zwłaszcza na małym parkiecie) notowanych jest wiele podmiotów, które są dopiero na etapie koncepcji, planów, prototypów lub kolorowych prezentacji, nie posiadając tym samym usługi lub produktu zweryfikowanego przez rynek i takiego, za który ktoś jest gotów zapłacić.

Oczywiście działanie takie jest pominięciem całej premii, która pojawia się w wycenie, gdy przeciętna mała spółka nagle osiąga spektakularny sukces. Ale wychodzę z założenia, że potencjalna nagroda nie jest warta ryzyka ponoszonego przy inwestycji w nikomu nieznany projekt, narysowany zaledwie na serwetce.

Po trzecie, unikam spółek, których modele biznesowe zakładają pewną szansę na spektakularny zysk, który może się jednak nie pojawić. Typowymi przedstawicielami są tu branża producentów gier oraz branża biotechnologiczna. 

Nie posiadam wystarczającej wiedzy biotechnologicznej, aby ocenić, czy prace nad jakąś cząsteczką przełożą się na finalny komercyjny produkt, który przyniesie spółce ogrom zysków. Liczba etapów, które muszą mieć miejsce i podczas których coś może pójść nie tak jest zbyt wielka, aby na wstępie racjonalnie ocenić, która ze spółek pracujących nad danymi lekami odniesie sukces. Oraz czy sukces ten zrekompensuje nieudane inwestycje w inne walory z sektora.

Podobnie ma się sprawa z producentami gier, zwłaszcza wydającymi duże tytuły raz na kilka lat. To, że jakieś studio pracuje nad grą nie oznacza jeszcze, że gra powstanie. Rozmaite trailery, wishlisty są ciekawe i kolorowe, ale w dużej mierze nie przesądzają o finalnym komercyjnym sukcesie. Nie wiem nawet, co należałoby brać pod uwagę, aby zainwestować w jednego z kilkudziesięciu małych producentów gier obecnych na polskim parkiecie. Zapowiedzi? Plany? Zespół deweloperski? A jak niby co niego dotrzeć i ocenić jego kompetencje i potencjał?

A więc kupowanie akcji podobnych spółek przypomina mi nieco kupowanie kota w worku. Wiedząc, że premiera dużej gry będzie miała miejsce za 2-3 lata, w zasadzie nie mamy narzędzi, aby ocenić, czy będzie to hit, czy kit. Posługiwanie się doświadczeniem studia i wcześniejszymi udanymi produkcjami nie zawsze wystarcza, o czym przekonali się boleśnie akcjonariusze CD Projektu przy okazji premiery Cyberpunka.

czwartek, 9 września 2021

Inwestowanie dywidendowe w obecnych warunkach rynkowych

Rekordowe poziomy cenowe cieszą posiadaczy akcji. Ale co mają zrobić inwestorzy długoterminowi z otrzymanymi dywidendami? Czy reinwestować je już teraz, czy czekać na niższe ceny na GPW? Odpowiedzi na to pytanie poszukam w dzisiejszym artykule.

Indeks WIG pokonał już poziom 70 000 punktów i systematycznie śrubuje nowe, historyczne maksima. Indeks Wig20TR, czyli uwzględniający dochody z dywidend, również zbliża się do rekordowych poziomów, podobnie jak grupujący mniejsze spółki indeks sWig80. Można więc powiedzieć, że na warszawskim parkiecie panuje hossa w pełni. 

Z drugiej strony inwestorzy długoterminowi cieszą się z wysokich dywidend. Ożywienie gospodarcze, które obecnie panuje nie tylko w Polsce sprzyja osiąganiu przez spółki dobrych wyników, a co za tym idzie, dobrze rokuje pod względem wypłacanych dywidend. Widzimy to już obecnie, ale można też spodziewać się, że i w przyszłym roku wypłaty będą bardzo dobre. Trend ten jest wspomagany przez fakt, że wiele spółek wpłaca również zyski z roku 2019, które ze względów ostrożnościowych zostały w zeszłym roku zatrzymane w spółkach.

Sprawdziłem pod tym kątem moje rachunki maklerskie i mimo tego, że mamy dopiero wrzesień i czekam jeszcze na kilka tłustych dywidend, już teraz tegoroczna suma wypłat o 40% przekroczyła sumę dywidend z roku 2020.


Można więc powiedzieć, że dzisiejsza rzeczywistość inwestora dywidendowego jest taka, że gotówka płynie całkiem pokaźnym strumieniem i trzeba podjąć decyzję, jak tę gotówkę zagospodarować, aby przyniosła maksymalne korzyści w długoterminowej perspektywie.

Oczywiście przyjmuję w tym miejscu założenie, że całość dywidendy pozostaje na naszym rachunku maklerskim i może być reinwestowana na rynku.

Kupno akcji od razu po dywidendzie


Twarde podejście dywidendowe oraz większość symulacji dokonywanych w tym zakresie zakładają dokupowanie tego samego waloru od razu po otrzymaniu gotówki na konto. Zdejmuje to z nas problem decydowania o alternatywnych możliwościach wykorzystania dywidendy. Podejście to świetnie sprawdza się również w trendzie wzrostowym, gdzie z racji panujących warunków najlepiej jest możliwie szybko zamienić gotówkę znów na akcje i w przyszłym okresie (roku, kwartale) otrzymać dywidendę od nieco większego pakietu akcji, dodatkowo ciesząc się wzrostem ich wartości.

środa, 1 września 2021

CD Projekt - wiara, nadzieja i cierpliwość

Mimo pewnego zaskoczenia wynikami CD Projektu za pierwsze półrocze, paradoksalnie sytuacja wokół waloru nie ulega znaczącej zmianie. Dwa obozy są nadal podzielone, a sama spółka jest podobnie trudna do oceny, co kwartał temu.

W środę po sesji CD Projekt opublikował wyniki finansowe za pierwsze półrocze. I tu pojawiło się zaskoczenie, gdyż okazały się one istotnie lepsze od konsensusu rynkowego, co wzbudziło wśród komentatorów i inwestorów spory entuzjazm. 

Mając więc świadomość, że jest to jeden z bardzo wielu tekstów, które przeczytasz na ten temat, postanowiłem podejść do tematu nieco inaczej, prezentując krótko mój bardzo subiektywny punkt widzenia na te wyniki i sytuację spółki.


Bo czego się dowiedzieliśmy? Że wyniki faktycznie okazały się istotnie wyższe od konsensusu, głównie za sprawą wyższych przychodów. Że pod koniec roku oba główne tytuły spółki, Wiedźmin 3 i Cyberpunk, mają ukazać się w wersji na konsole nowej generacji. I że spółka nadal pracuje nad usprawnieniem Cyberpunka (co kosztuje) oraz planuje kolejne tytuły AAA (co daje nadzieję na przyszłość).

Te główne informacje mogą być i są szczegółowo analizowane. Skąd pochodzą dodatkowe przychody, jak jest amortyzowany Cyberpunk, jakie rezerwy są zawiązywane i rozwiązywane, jak zmieniają się składy osobowe zespołów pracujących nad poszczególnymi projektami. 

Pośród tego szumu chcę zwrócić uwagę na kilka kluczowych kwestii, które wydają mi się istotne przy długoterminowej analizie tego waloru, a w których ostatnie wyniki nic nie zmieniają.

Cyberpunk rozczarował, a wycena jest wysoka


Nieudana premiera i liczne błędy w grze mają wiele negatywnych konsekwencji. Spółka musi koncentrować się na dalszym naprawianiu tytułu, co angażuje ludzi i zasoby finansowe. Zapewne jeszcze przez jakiś czas ten proces będzie trwał, mimo że z czasem efekt ten zmaleje.

Kiepski PR i słabe opinie przykleją się to tytułu na stałe, więc mamy tu mocne uderzenie po przychodach. Na tytułach AAA, produkowanych przez 5 lat, biznes również robi się latami. Dodatki, rozszerzenia, wersje na nowe platformy, gadżety, gry planszowe i wszystko inne, co może zarabiać. Tutaj możliwości monetyzacji dostały bardzo mocno po uszach, co przełoży się na wyniki przez kilka kolejnych lat.

I w tym kontekście bieżąca wycena spółki może się wydawać zdecydowanie za wysoka. Słychać liczne komentarze, że z łatwością można znaleźć wiele spółek o kilka lub kilkanaście razy niższej wycenie rynkowej niż CD Projekt. Wielu inwestorom przyszłość spółki zupełnie nie uzasadnia takiej sytuacji. Czekając na sukces Cyberpunka można było ją akceptować, ale dlaczego rynek miałby to akceptować dzisiaj?

Plany i nadzieje na przyszłość


Po drugiej stronie są inwestorzy, którzy jednak wierzą w spółkę. To oni śledzą plany wydawnicze, szacują potencjał pomniejszych projektów (gry mobilnej Wiedźmina, serwisu GOG, planowanej edycji na nextgeny) i liczą na to, że spółka jednak obroni się wynikami. Tu właśnie w grę wchodzi to, o czym pisałem wyżej, czyli analizowanie liczebności zespołów, czy nawet okładki do raportu półrocznego (bo na okładce wiedźmin, a nie Keanu, więc może jednak będzie Wiesiek 4?).

Wariantem optymistycznym jest tu odbudowa marki Cyberpunka, pozwalającej na zwiększenie przychodów z tego tytułu. Potrzebne tu będzie kilka małych, ale udanych premier. Premiera Cyberpunka na nowe konsole lub premiera jakiegoś większego dodatku. Jeżeli one się powiodą i zostaną dobrze przyjęte przez graczy, jest szansa na zwiększenie przychodów i sukces kolejnych rozszerzeń i franczyz. 

Na walorze bez większych zmian


I tu czas na subiektywne spojrzenie, które ma u mnie jednak nieco pesymistyczny wydźwięk. Bo miała miejsce premiera największej gry polskiego rynku, nad którą pracowano wiele lat i której oczekiwał cały świat. A tymczasem trzy kwartały po premierze nie ma spijania śmietanki, nie ma odcinania kuponów, a jest kosztowna praca nad naprawą popełnionych błędów.

I w wypadku CD Projektu znów koncentrujemy się na przyszłości. Zastanawiamy się, jaka będzie kolejna duża gra, jak zostaną przyjęte wersje na nowe konsole, czy gra mobilna przyniesie jakąś sensowną gotówkę, czy tylko podtrzyma sentyment do marki Wiedźmin (wespół z serialem).

Powracamy więc do tego wszystkiego, co mieliśmy przez ostatnie lata na spółce: plany, nadzieje i oczekiwania. Nie mamy natomiast tego, czego oczekiwaliśmy: wyników tu i teraz, konkretnego biznesu i gotówki pozwalającej śmielej realizować np. dwa duże projekty, zamiast naprawiać jeden średnio udany.


Chyba najlepiej udało mi się to podsumować powyższym postem na Twitterze. Optymiści muszą udać, że Cyberpunk się nie wydarzył i przełknąć fakt, że kilka lat ich oczekiwań wobec sytuacji CD Projektu zostało zmarnowane. Pesymiści zapewne skupią się na innych walorach, które faktycznie są dziś atrakcyjniej wyceniane i mają realny, namacalny biznes generujący gotówkę, a nie tylko kurs wahający się w miarę lepszych lub gorszych oczekiwań inwestorów.

Moje plany jak wcześniej


Jak pewnie pamiętacie, od stycznia akumuluję akcje CD Projektu. Kupuję transze na początku każdego kwartału, o ile mogę tym sposobem uśrednić cenę całego pakietu. I w kontekście ostatnich wyników finansowych, moja strategia nie będzie ulegała zmianom. Na początku października, zgodnie z planem, kupię kolejne akcje. Dlaczego?

Głównie dlatego, że charakter mojej inwestycji w te akcje jest dość skomplikowany. Nie jestem psychofanem spółki. Nie śledzę wszystkich newsów, nie zbieram gadżetów, nie znam na pamięć składu zarządu. Nie grałem nawet w Cyberpunka, dopiero kończę podstawę Wiedźmina 3 i zabieram się zaraz za dodatki. Nie jestem więc członkiem "zakonu CD Projektu".

Z drugiej strony doceniam fakt, że spółka ma szczególne miejsce na polskim rynku kapitałowym. Doceniam sentyment graczy i inwestorów, którzy pozostaną wierni spółce i wybaczą jej ostatnią porażkę. Doceniam również potencjał, który drzemie w samym biznesie. Może założenia sprzed roku legły w gruzach, ale i kurs zaliczył korektę o ponad 50%, a w okolicach 150 zł widać było pojawiający się popyt.

Dlatego nie razi mnie aż tak bardzo wysoka wycena spółki w kontekście bieżących wyników finansowych. Wiem, że są ludzie, dla których CD Projekt ma nadal świetlane perspektywy.

Najlepszym podsumowaniem mojej inwestycji w akcje CD Projektu będzie stwierdzenie, że kupuję akcje nie dlatego, że ja sam święcie wierzę w długoterminowy sukces i unikalność spółki na światowym rynku producentów gier. Kupuję je, bo wiem, że jest w Polsce i na świecie wystarczająco wielu ludzi, którzy w powyższe wierzą.

A jeżeli za rok okaże się, że renoma Cyberpunka jednak się odbudowuje, a kolejnym dużym tytułem będzie Wiedźmin 4, z przyjemnością skasuję sowite zyski. 

Jeżeli natomiast tak się nie okaże, moja średnia cena całego pakietu jest i będzie na tyle atrakcyjna (obecnie ok. 200 zł), że strata nie będzie wielka. A jeżeli kurs podąży jednak w dół, przed negatywnym scenariuszem powinien uchronić mnie opracowany mechanizm uśredniania.

Podsumowanie


Tak więc cofnęliśmy się w historii CD Projektu o kilka lat, niczym spadek z drabiny tuż przed szczytem. Nadal żyjemy oczekiwaniami, planami i wiarą w spółkę. Plany wydawnicze wskazują, że ten stan znów potrwa przynajmniej 3 lata. I mimo że sytuacja jest nieco lepsza, bo i spółka większa i przychody z kilku źródeł, to jednak kluczowym hasłem pozostaje: CD Projekt - wiara, nadzieja i cierpliwość.

wtorek, 24 sierpnia 2021

35 spółek w trendach wzrostowych - SCT sierpień 2021

Znalezienie odpowiedniego trendu wzrostowego to już połowa sukcesu. Drugą połową jest podłączenie się do niego i takie kontrolowanie ryzyka, aby wyjść w momencie, kiedy uznamy, że trend ulega odwróceniu. W dzisiejszym tekście spojrzę na szeroki rynek i zaprezentuję 35 ciekawych trendów wzrostowych.

Końcówka wakacji jest łaskawa dla inwestorów. Dobre tempo wzrostów z pierwszej połowy roku jest kontynuowane przez dużą część spółek, dając okazję do zarobku dla inwestorów na polskim rynku. Co więcej, na chwilę obecną nie widać poważnych oznak sugerujących ograniczenie ekspozycji na ryzyko.


Analizując Wig20 widzimy, że notowania znajdują się na górnym ograniczeniu konsolidacji, w której indeks trwa od końca maja. Tym samym jesteśmy najwyżej od dwóch lat, co samo w sobie nie jest szczególnym sukcesem. Z drugiej jednak strony przebieg wykresu od marca 2020 przedstawia solidny ruch wzrostowy, który przecież wcale nie był pewny.


Jeżeli dotychczasowa tendencja się utrzyma, można spodziewać się zdecydowanego wyjścia powyżej poziomu 2300 pkt i kontynuacji zwyżek. 


Jednak to nie Wig20 skupia od miesięcy naszą uwagę, ale mniejsze walory, zgrupowane w indeksie sWig80. Ostatnie trzy miesiące budziły moje obawy, gdyż wzrosty uległy zatrzymaniu, lecz sierpień pokazał się z mocnej strony i udało się powrócić pod wieloletnie maksima. Niewiele już brakuje do poziomu 21 730 pkt, czyli historycznego rekordu.

środa, 4 sierpnia 2021

Gdzie i jak szukam okazji inwestycyjnych

Okazje inwestycyjne zdają się być tym, czego inwestorzy potrzebują najbardziej. Pytanie "co kupić" wydaje się często ważniejsze od pytania "jak na tym zarobić". Dzisiaj podpowiem więc, w jaki sposób ja poszukuję okazji inwestycyjnych.

Tematyka okazji inwestycyjnych jest tak szeroka, jak szeroka jest sama tematyka inwestycyjna. Inaczej więc poszukiwali będą gracze krótkoterminowi, inaczej inwestorzy stosujący metody Warrena Buffetta. Jest to oczywiste, gdyż każda okazja inwestycyjna determinowana jest kryteriami wykorzystywanymi do oceny danej spółki, czy też innego instrumentu finansowego lub klasy aktywów.

Dlatego też doprecyzuję, że w dzisiejszym tekście opowiem o poszukiwaniu okazji inwestycyjnych w obszarze krótkoterminowych transakcji spekulacyjnych (horyzont do kilku tygodni) opartych na analizie technicznej.

Wiedzieć, czego się szuka

Do określenia okazji inwestycyjnych łatwo użyć porównania do narzędzi rodem z analizy fundamentalnej. Jeżeli szukamy spółek tanich, potrzebujemy do tego odpowiednich kryteriów. Tanich względem wskaźnika Cena/Zysk, C/WK lub jeszcze innej miary. Ewentualnie tanich w relacji do sporządzonej przez nas wyceny, na którą składają się elementy płynące ze sprawozdań finansowych i informacji dotyczących danej spółki. A więc trudno jest mówić o okazji inwestycyjnej bez możliwości jasnego sprecyzowania, czym takowa okazja jest.

Nieco inaczej wygląda sprawa pod względem analizy technicznej. Oczywiście tu również można zastosować jednowymiarowe kryteria poszukiwawcze płynące z AT. Jest to chociażby wyprzedany oscylator stochastyczny lub odpowiednie połączenie układu średnich kroczących i wskaźnika RSI. Co więcej, plusem takiego podejścia jest możliwość przefiltrowania rynku pod względem interesujących nas walorów. Dzięki temu nie trzeba przegryzać się przez wszystkie spółki, a jedynie przez te, które mają największy potencjał.

Jednak analiza techniczna różni się od analizy fundamentalnej czasem, jaki musimy poświęcić na ocenę, czy dany walor nas interesuje. Zamiast przez kilka dni czytać raporty i zapoznawać się z biznesem spółki, doświadczony analityk techniczny może na podstawie jednego rzutu oka ocenić, czy dany walor jest wstępnie interesujący czy też należy go skreślić.

Po drugie, dzięki nawet pobieżnej inspekcji wykresu można równocześnie ocenić spółkę pod wieloma kątami. W końcu już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z walorem w trendzie wzrostowym, aktualnie przebywającym w technicznej korekcie, a do tego charakteryzującym się ograniczoną płynnością. Daje to szansę na równoczesne poszukiwanie okazji według różnych technik inwestycyjnych.

I tu przychodzi czas na najważniejsze: trzeba wiedzieć, czego się szuka. Kierując się wskazaniami analizy technicznej niemal każdy wykres jest pod jakimś kątem interesujący. Na jednym jest to wyczerpany oscylator, na innym trend wzrostowy, a jeszcze gdzieś indziej ciekawa formacja cenowa. Idąc tym tropem, można by było wrzucić do portfela wszystkie spółki z indeksu lub przeciwnie, utknąć pomiędzy wzajemnie sprzecznymi sygnałami z różnych narzędzi.

piątek, 23 lipca 2021

Czy mamy zacząć się martwić? - SCT lipiec 2021

Główne giełdowe indeksy przerwały trend wzrostowy. Niektóre z nich utrzymują się blisko rekordów, ale inne rozwijają korektę. Czy powinna być ona dla nas powodem do niepokoju?

Pierwsze półrocze na warszawskiej giełdzie udało nam się znakomicie. WIG zyskał ok. 17%, Wig20 ponad 13%, a sWig80 aż 26%. Jest to świetny wynik, który stanowi dobrą kontynuację trendów rozwiniętych jeszcze w 2020 roku. Widać to również na portfelach inwestorów, którzy chwalą się dobrymi wynikami, utrzymującymi się w okolicach historycznych maksimów.

Przywykliśmy już trochę do sytuacji. w której wartość posiadanych akcji systematycznie się zwiększa, a rola inwestora sprowadza się do cierpliwego czekania i obserwowania notowań. Przynajmniej w moim wypadku tak w ostatnich miesiącach było, z dwoma wyjątkami. Pierwszym są krótkoterminowe transakcje spekulacyjne, które realizuję z wykorzystaniem certyfikatów Turbo, a drugim była sprzedaż akcji Budimexu, które uznałem za zbyt drogie w kontekście możliwych ryzyk. Jak widać na poniższym wykresie, na chwilę obecną wykres spółki potwierdza słuszność mojej decyzji.

W szerszym kontekście mamy jednak znacznie bardziej zróżnicowany obraz polskiego rynku. 

Z jednej strony mamy Wig20, który od początku czerwca, czyli od niemal dwóch miesięcy, przebywa w dość wąskiej konsolidacji w przedziale 2200-2280 pkt. W ostatnich dniach obserwowaliśmy ze wstrzymanym oddechem obronę jej dolnego ograniczenia, które ostatecznie się utrzymało.

W szerokim ujęciu Wig20 odbudował się do poziomów z jesieni 2019 roku. Co prawda mamy więc zyskowne kilkanaście miesięcy, ale trudno jest tu mówić o jakiejkolwiek hossie, gdyż w ujęciu wieloletnim cały czas przebywamy na mało zadowalających poziomach.

Zupełnie inaczej prezentuje się indeks sWig80, na którym możemy mówić o pełnej hossie. Nie udało się jeszcze pokonać historycznych szczytów, ale podczas ostatniej fali wzrostowej zabrakło do nich mniej niż 5%, więc jesteśmy już naprawdę blisko.

wtorek, 29 czerwca 2021

Uśrednianie cen niejedno ma imię. Część 1.

Uśrednianie cen akcji budzi wiele emocji pośród inwestorów. I słusznie, gdyż jest to podejście ryzykowne, ale stosowane z wprawą i odrobiną szczęścia, może dać bardzo dobre rezultaty. Dzisiaj spojrzę na różne uwarunkowania związane ze strategią uśredniania ceny.

Jak pamiętacie, swojego czasu dość mocno akumulowałem akcje poprzez uśrednianie ceny nabycia. Zbudowałem tak pozycje na kilku spółkach i idealnie wpasowało się to w rynkowe okoliczności i dało całkiem przyzwoicie zarobić. Całość opisałem w dość rozległym tekście na blogu.

Przeczytaj: Budowanie pozycji metodą VCA

Niedawno temat powrócił za sprawą Tomasza Symonowicza, który na blogach Bossa ponownie poruszył kwestię strategii VCA w długoterminowym inwestowaniu. Wykonał on test na indeksie WIG, porównując skuteczność uśredniania ceny z jednorazowym kupnem akcji i okazało się, że kupno za całość na raz dało lepsze rezultaty. Ze wspomnianymi tekstami zapoznasz się w tym miejscu.

W dzisiejszym artykule i kolejnych chcę nieco poszerzyć tę tematykę oraz doprecyzować dwa różne podejścia do strategii VCA, które prezentujemy ja i Tomasz Symonowicz. Dla szerszego obrazu polecam zapoznanie się zarówno z moim artykułem, jak i linkowanymi tekstami na blogach Bossa.

Główna różnica tkwi w fakcie, że Kathay traktuje i omawia strategię uśredniania VCA jako podejście służące do regularnego kupowania danego instrumentu finansowego. Coś na zasadzie: kupuj raz na kwartał i powtarzaj to przez 20 lat. Tym sposobem VCA staje się pewnym stałym podejściem mającym odciążyć inwestora w procesie analitycznym na rzecz mechanicznego nabywania określonego instrumentu. 

Absolutnie nie czynię z tego zarzutu, gdyż zapewne do tego VCA zostało stworzone, jako alternatywa dla podejścia DCA, czyli dollar cost averaging. 

Natomiast w moim ujęciu (zarówno opisywanym na blogu, jak i realizowanym na rynku) VCA jest tylko określoną techniką budowania pozycji. Nie zakładam stosowania jej przez cały czas, a jedynie w określonych warunkach rynkowych i przez określony czas. Można streścić to następującymi wskazówkami: zaczekaj na odpowiednie warunki rynkowe, kupuj w regularnych odstępach tak długo, jak długo udaje ci się uzyskać coraz lepszą cenę, a następnie zakończ kupowanie, kiedy rynek zaczyna rosnąć.

Te dwa bardzo różne podejścia sprawiają, że trudno jest je porównywać. Inne są założenia, inna jest również realizacja, która wpływa nie tylko na ilość transz, ale również na ich wielkość. Tym samym, mimo że oba ujęcia opierają się na mechanizmie VCA (uzupełniania wielkości pozycji do ustalonej i rosnącej wartości), są one zasadniczo różne.

czwartek, 10 czerwca 2021

W oczekiwaniu na historyczny rekord - SCT czerwiec 2021

Lada chwila pobity zapewne zostanie historyczny rekord na indeksie WIG, co będzie ukoronowaniem hossy z ostatnich kilkunastu miesięcy. Czy coś to zmienia w sytuacji rynkowej na GPW i czy można spodziewać się kolejnych kwartałów upływających pod znakiem wzrostów?

Bicie nowych rekordów przez zagraniczne indeksy na tyle już nam spowszedniało, że przestaliśmy się tym ekscytować. Jednak również nasz rynek od wielu miesięcy znajduje się w fazie wzrostów i spodziewamy się niebawem ukoronowania tej fali poprzez ustanowienie historycznych rekordów cenowych na indeksie szerokiego rynku.

Jest to wydarzenie o tyle doniosłe, że obecny poziom osiągnęliśmy w historii zaledwie dwukrotnie. Pierwszym raz miał miejsce podczas szczytu hossy w 2007 roku, a drugi w dobrych czasach na początku 2018 roku.

I już sam fakt, że w 2018 roku nie udało się pokonać tego oporu najlepiej podkreśla obawy wielu inwestorów. Czy tym razem się uda? Czy nie będzie to kolejne rozbudzenie oczekiwań, które nie zostaną spełnione?

Gdyby udało się wspiąć na historyczne maksima i kontynuować trend regularnie te maksima podnosząc, byłoby to czynnikiem sprzyjającym wzrostom na polskiej giełdzie. Nietrudno jest zauważyć, że tematy rynkowe rzadko goszczą w niebranżowych mediach, a kiedy już się pojawiają, nie zawsze mają one pozytywny wydźwięk (np. nieudana premiera Cyberpunka, afera GetBack).

Systematyczne bicie historycznych rekordów przez główny polski indeks byłoby wdzięcznym tematem do reportaży, artykułów i innych wzmianek w powszechnie konsumowanych mediach. A to z pewnością wzmocniłoby napływ kapitału na polski rynek, który to proces jest już widoczny w danych raportowanych od kilku miesięcy. Z pewnością wspierającym będzie relatywnie wysoka inflacja, utrudniająca lokowanie oszczędności bez realnej straty.

Mówiąc wprost, potrzebujemy tych rekordów, aby zapewnić hossie paliwo na dalsze miesiące wzrostów. 

wtorek, 1 czerwca 2021

Konferencja WallStreet 25 już za tydzień - musisz wziąć udział!

W ciągu roku odbywają się różne wydarzenia inwestycyjne, ale konferencja WallStreet jest tylko jedna. I tak się składa, że odbędzie się już za tydzień, więc jeżeli jeszcze nie jesteś uczestnikiem, czas najwyższy się zapisać.

Jeżeli jakieś wydarzenie można określić mianem klasyków polskiego rynku inwestycyjnego to jest nim konferencja WallStreet. Na stałe wpisana w inwestorski kalendarz pozwala się spotkać, pogadać i przede wszystkim poszerzyć swoją inwestorską wiedzę. W tym roku, podobnie jak w poprzednim, wydarzenie odbędzie się online i będzie miało miejsce już za tydzień, w dniach 9-11 czerwca. Aby się zarejestrować, kliknij w grafikę poniżej.

Jak zwykle grafik konferencji jest wypełniony do maksimum. Znajdziecie tam pełne spektrum tematów interesujących współczesnego inwestora. Dotyczą one zarówno tradycyjnego podejścia opartego na analizie fundamentalnej, analizy technicznej, jak również innych strategii inwestycyjnych. Dodatkowo agenda bogata jest w przekrój tematów gospodarczych, dotyczących rynku krajowego, jak i rynków zagranicznych. Nie zabraknie debat, w trakcie których można będzie poznać różne punkty widzenia na gorące tematy.

W tym roku w konferencji udział weźmie dwóch gości specjalnych: Joe DiNapoli oraz Michał Szafrański. Oba nazwiska są zapewne wszystkim znane, a samych gości przedstawiać nie trzeba.

Stałym elementem konferencji WallStreet jest projekt Forum Akcjonariat, czyli spotkania z przedstawicielami zaproszonych spółek giełdowych. Myślę, że wielu z nas posiada w portfelu akcje przynajmniej kilku spółek, które pojawią się w tym roku na konferencji, więc z samego tego faktu warto wziąć udział w wydarzeniu. Dla mnie takie spotkania są niezmiennie źródłem wiedzy na temat kondycji posiadanych walorów, a po dynamicznych wzrostach z ostatnich kilkunastu miesięcy taka wiedza może przesądzić o spokojnym trzymaniu lub sprzedaży akcji.

W programie konferencji znalazł się też mój wykład. Opowiem o renesansie dywidend, który obserwujemy w obecnym roku. Jeszcze rok temu wydawało się, że inwestowanie dywidendowe przejdzie w Polsce poważny kryzys, z którego trudno mu będzie się wydźwignąć, a tymczasem widzimy tu niemal hossę, podobną do tej panującej na kursach wielu spółek. Jak to interpretować i jak wpleść takie zdarzenia w nasze długoterminowe strategie inwestycyjne - to powiem w trakcie wykładu.

Udział w konferencji WallStreet jest darmowy. Po zarejestrowaniu się możecie bez przeszkód oglądać wszystkie panele, wykłady i uczestniczyć w debatach. Jednak wydarzenie trwa aż trzy dni, a niejednokrotnie ciekawe wykłady nakładają się w czasie, więc przydatna będzie możliwość późniejszego odtwarzania nagrań z poszczególnych paneli. Tę uzyskacie będąc członkiem Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Jeżeli dotychczas chodził Wam po głowie pomysł przystąpienia do Stowarzyszenia, jest to świetny czas, aby się na to zdecydować. Po pierwsze dlatego, że w jego ramach otrzymujecie pełen dostęp do konferencji z możliwością oglądania wykładów w późniejszym czasie. Po drugie dlatego, że z kodem PRZEDLUZ2021 obowiązuje 25% zniżki na przedłużenie rocznego abonamentu, a po trzecie dlatego, że członkostwo w SII to szereg korzyści przez cały rok.

Można mieć odmienne zdania na temat różnych podmiotów funkcjonujących wokół polskiego rynku kapitałowego, ale Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych to instytucja z ponad 20-letnią historią, która przez cały ten czas aktywnie działa na rzecz interesów inwestorów indywidualnych. Po prostu nie wypada nie być członkiem SII. A jeżeli można zostać członkiem na promocyjnych warunkach i otrzymać dzięki temu sporą paczkę korzyści to zdecydowanie trzeba się na to zdecydować.

Pamiętajcie przy tym o trzech ważnych datach: konferencja odbywa się w dniach 9-11 czerwca, mój wykład odbędzie się 11 czerwca i również do północy 11 czerwca możecie skorzystać z promocji na przedłużenie członkostwa w SII.

Żeby nie zapomnieć, najlepiej od razu zapisać się na konferencję i sprawdzić, co jeszcze możecie otrzymać będąc członkiem SII. 

środa, 5 maja 2021

Dlaczego sprzedałem wszystkie akcje Budimexu?

Papiery Budimexu posiadałem od ponad trzech lat i w ostatnich dniach zrealizowałem sprzedaż całego pakietu. W dzisiejszym tekście opowiem, dlaczego zdecydowałem się na taki ruch oraz ile zarobiłem na tej transakcji.

Muszę powiedzieć, że bardzo lubię tę spółkę. Lubię jej pozycję na rynku, lubię jej biznes, lubię jej podejście do akcjonariuszy oraz fakt, że regularnie płaci dywidendę. Dlatego długo zastanawiałem się, czy pozbyć się akcji, czy mimo wszystko zostawić je w portfelu, chociażby w oczekiwaniu na spodziewane duże dywidendy za 2020 i 2021 rok. Uznałem jednak, że zrealizuję zyski, gdyż spodziewam się spadku notowań w kolejnych miesiącach.

Zanim przejdę do analizy spółki chciałbym wskazać, że w artykule nie będę w kompleksowy sposób omawiał waloru, jakim jest Budimex. Nie jestem aż tak mocny z analizy fundamentalnej, żeby rozbić spółkę na czynniki pierwsze i przeanalizować ja bardzo gruntownie. Pokażę jedynie, jakie czynniki wpłynęły na moją decyzję o sprzedaży akcji, w kontekście ostatnich wydarzeń w samej spółce, jak i w jej otoczeniu. 

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o spółce to polecam regularne analizy raportów dokonywane na forum StockWatch.pl, który jest partnerem dzisiejszego wpisu. Z kodem Humanista dostaniecie 10% zniżki na swój pierwszy abonament.

Budimex to największa w Polsce spółka budowlana. Zajmuje się w dużej mierze budownictwem infrastrukturalnym (drogi, koleje) i kubaturowym (budynki mieszkalne, biurowce), ale buduje w zasadzie wszystko. Od zbiorników przeciwpowodziowych po bloki energetyczne w elektrowniach. 

Mimo, że segment budowlany w największym stopniu przekłada się na wyniki finansowe spółki, istotny wpływ mają również dwa pozostałe segmenty: deweloperski oraz usługowy. W tym pierwszym, przez spółkę zależną Budimex Nieruchomości, realizowane są inwestycje deweloperskie, głównie w największych miastach w Polsce. Z kolei segment usługowy realizowany jest przez spółkę FBSerwis i koncentruje się w przeważającej części na gospodarce odpadami komunalnymi, a w mniejszym zakresie na utrzymaniu dróg i obiektów (np. Stadionu Narodowego w Warszawie).

czwartek, 29 kwietnia 2021

Zapraszam na konferencję Jak inwestować na giełdzie!

Już 13 maja wystartuje konferencja online zatytułowana Jak inwestować na giełdzie. Wydarzenie łączy debaty na żywo oraz wykłady VOD, dzięki czemu każdy będzie mógł na spokojnie zapoznać się z materiałami. A agenda jest wyjątkowo bogata.

W aktywności inwestycyjnej nieustanny rozwój jest w zasadzie koniecznością. Zmienia się świat, zmieniają się spółki i zmieniają się uwarunkowania, w których musimy funkcjonować, a zatem warto trzymać rękę na pulsie i być na bieżąco. Nawet jeżeli posiadamy już stosunkowo dobrze dopracowane podejście inwestycyjne, nie jest niczym złym, aby poznać nowe techniki inwestycyjne i nowe narzędzia do analizy. Ja sam pod wpływem jednego z wykładów zmodyfikowałem kiedyś moje inwestycyjne podejście, dzięki czemu jestem dziś lepszym inwestorem i odnotowuję lepsze rezultaty.

Udział w konferencji jest darmowy, jeżeli zarejestrujecie się przed dniem 13 maja. Otrzymacie wtedy możliwość obejrzenia czterech debat, które odbędą się na żywo oraz dostęp do wszystkich wykładów, a jest ich ponad 60.

Konferencję organizuje Artur Wiśniewski, którego znacie z serwisu Stockbroker.pl, a honorowy patronat nad wydarzeniem objęła Giełda Papierów Wartościowych.


Wykłady w formule VOD są o tyle atrakcyjne, że można się z nimi zapoznawać o dowolnej porze, kiedy akurat mamy czas. Próba upchnięcia 60 prelekcji w ramach tradycyjnego wydarzenia sprawiłaby, że konferencja trwałaby cały tydzień lub musielibyśmy wybierać, które wykłady obejrzeć, a z których zrezygnować. Dzięki temu, że całość jest udostępniana online, nie ma tego problemu.

Pośród wykładowców znajdziecie całe spektrum osób znanych z rynku finansowego. Przedstawiciele domów maklerskich, spółek, instytucji finansowych, funduszy inwestycyjnych, doradców, blogerów i autorów serwisów inwestycyjnych. Grono jest bardzo szerokie, a znaczna większość twarzy z pewnością jest Wam znana, więc wiadomo z góry, że można się spodziewać treści wysokiej jakości.

Oczywiście w agendzie znajduje się również mój wykład. Opowiem, w jaki sposób analiza techniczna wiąże się z emocjami oraz jak te emocje oceniać i interpretować, aby podnosić skuteczność swoich zagrań, a przez to poprawiać wyniki inwestycyjne. Zazwyczaj emocje na giełdzie kojarzymy głównie z silnym strachem w momencie spadków oraz silną euforią, kiedy notowania są na historycznych maksimach. Tymczasem jest to o wiele bardziej złożona sprawa, a sytuacje związane z emocjami w kontekście analizy technicznej obserwujemy znacznie częściej.

Wszystkie debaty odbędą się 13 maja, wtedy też udostępnione zostaną wszystkie wykłady. Warto skorzystać z okazji i się zarejestrować, po dacie otwarcia konferencji rejestracja będzie płatna. Nawet jeżeli zamierzacie skorzystać tylko z kilku wykładów, mogą to być prelekcje, które wpłyną na Wasz styl inwestowania. 

No i oczywiście zachęcam do zapoznania się z moim wykładem. Zapisy na konferencję odbywają się na stronie JakInwestowacNaGieldzie.pl. Tam też udostępnione zostaną wszystkie materiały.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Jak kupować rosnące spółki?

Kupowanie akcji po silnych wzrostach jest dla wielu inwestorów trudne z psychologicznego punktu widzenia. Skoro kurs jest na maksimach, jakie są szanse, aby wzrósł jeszcze bardziej? Dzisiaj podpowiem, jak technicznie rozgrywać takie sytuacje, aby ograniczyć stres i nie pomijać dobrych okazji inwestycyjnych.

Pośród inwestorów można wyróżnić kilka różnych grup. Znajdują się tam m.in. osoby, które lubią kupować słabość, jak i takie, które kupują siłę rynku. Kupowanie słabości polega na akumulowaniu walorów wtedy, gdy są one tanie. Mowa tu zarówno o słabości długoterminowej (dołek bessy), jak i słabości krótkoterminowej (korekta w trendzie, dołek w ruchu bocznym). Dzięki temu mamy poczucie, że nie przepłacamy za kupowane akcje, jak również łatwiej jest nam zarządzać ryzykiem i ustawiać zlecenia obronne.

Drugi tym inwestorów kupuje siłę, czyli takie walory, które wybiły się już do ruchu wzrostowego, dając sygnał, że mają w sobie coś, co kusi innych giełdowych graczy. Założenie jest takie, że już wskazany kierunek będzie w przyszłości kontynuowany, przyciągając zarówno uwagę inwestorów, jak i ich kapitał, dzięki czemu notowania spółki wzniosą się jeszcze wyżej.

Patrząc na wykresy historyczne można wysnuć różne rodzaje wniosków. Jeden z nich wskazuje, że dobrze złapany trend pozwala zarabiać przez długie miesiące a nawet przez lata. Pisząc "dobrze złapany" mam nie tylko na myśli kupienie akcji na samym początku ruchu, ale również w późniejszej jego fazie.


Dobrym przykładem jest tutaj spółka Livechat, żeby nie męczyć już biednego CD Projektu. Idealnym rozwiązaniem byłoby kupno akcji jeszcze poniżej 30 zł, kiedy tylko potwierdziło się odwrócenie trendu spadkowego na wzrostowy. Ale powodów do narzekań nie mają również inwestorzy którzy dołączyli po cenie 60 zł lub nawet 90 zł, czyli po wzroście o 100% i 200%. Takie właśnie scenariusze i takie wykresy skłaniają do poszukiwania sposobów na dołączanie do trwającego już ruchu trendowego.

Jednak poważnym czynnikiem budzącym obawy jest ryzyko, że kupimy akcje na szczycie ruchu i zamiast zarobku będziemy notowali bolesne straty. W końcu wieloletnie trendy, gdzie kurs rośnie o 500% i więcej nie są czymś, co tak łatwo jest na rynku trafić. Znaczna część ruchów cenowych wydaje się obiecująca, ale po pewnym czasie zawraca, zabierając ze sobą pechowców, którzy kupili na szczycie.


Przykładem może być spółka Dębica, która w 2018 roku z dobrze zapowiadającego się trendu wzrostowego przeszła do silnego ruchu spadkowego. Kto zaufał trendowi i czekał na kontynuację musiał pogodzić się z bolesną porażką.

środa, 7 kwietnia 2021

Wspinaczka po ścianie strachu trwa - SCT kwiecień 2021

Notowania spółek systematycznie pną się w górę, ale nie jest to już tak dynamiczny ruch, jak pod koniec zeszłego roku. Mimo rodzących się pytań o ewentualną korektę warto podkreślić, że mamy cały czas bardzo dobre warunki do inwestowania.

Ale dobre warunki do inwestowania mogą dla każdego oznaczać coś innego. Jedni cieszyli się w latach 2018 i 2019, gdyż wiele spółek, zwłaszcza małych i średnich, można było nabyć po bardzo atrakcyjnej cenie. Inni cieszyli się w roku 2020, kiedy to przytrafiła się silna zmienność, dająca zarobić spekulantom. Radowali się również inwestorzy lubujący się w łapaniu dołków, gdyż zanotowaliśmy dwie poważne zniżki. 

W roku 2021 również można znaleźć wiele powodów do radości, gdyż wiele spółek kontynuuje ruchy wzrostowe. Cieszą się więc inwestorzy trendowi, cieszą się też ogólnie posiadacze akcji, gdyż ich portfele zyskują na wartości. Jak to zwykle na polskim rynku bywa, hossa jest selektywna i trzeba odnaleźć obszar, który nie poddaje się marazmowi.


Patrząc przekrojowo na polski rynek odnoszę wrażenie, że inwestorzy mają pewne obawy o przyszłe wzrosty, ale mimo tego decydują się na kupowanie akcji. Można już śmiało powiedzieć, że w wypadku wielu spółek niskie wyceny należą raczej do przeszłości, więc trzeba podejmować trudne niekiedy decyzje, czy dołączać się do trwającego ruchu, czy też odpuścić i czekać na przecenę.


Indeks Wig20 wydaje się być kotwicą polskiego rynku. W momencie gdy małe spółki były bardzo słabe, wydawał się on trzymać przyzwoicie. Teraz, gdy na szerokim rynku pojawił się większy entuzjazm, Wig20 pozostaje w miejscu. Można więc dojść do wniosku, że trzon polskiego rynku skazany jest na trwanie w ruchu bocznym, gdyż determinują to spółki wchodzące w jego skład.

Na wykresie powyżej zaprezentowałem długoterminowe ujęcie indeksu Wig20TR, czyli uwzględniającego wypłacone dywidendy. Jak widać nawet z tej perspektywy, pozostajemy dokładnie na tych samych poziomach, które indeks (przeliczony wstecznie) okupował w roku 2011, czyli dekadę temu. 

Pewną zmianę w tym zakresie może przynieść likwidacja OFE oraz program PPK, jeżeli nabierze on konkretnej masy. Jednak słabość instytucji publicznych w Polsce sprawia, że zawsze gdzieś w tle możliwy będzie scenariusz, w którym politycy za 10 czy 15 lat skuszą się na te środki i spróbują tak czy inaczej z nich skorzystać. Jak będzie zobaczymy.

środa, 17 marca 2021

O czym pamiętać przy uśrednianiu ceny akcji

Uśrednianie ceny akcji budzi bardzo wiele emocji. Z jednej strony pozwala znacząco poprawić uzyskiwane rezultaty, ale z drugiej generuje ryzyko poniesienia dużych strat. Jak oswoić uśrednianie, żeby z korzyścią wdrożyć je do naszej strategii?

Za każdym razem, jak poruszę tematykę uśredniania ceny zakupu rodzi to dyskusję w komentarzach na temat niebezpieczeństw takiego podejścia. I w dużej mierze słuszne są te głosy ostrzegawcze, gdyż dokonywanie uśredniania bez znajomości tematu oraz bez konkretnie rozpisanego planu może doprowadzić do bardzo dużych strat w ramach portfela.

Z drugiej strony uśrednianie pozwala uzyskać dość dobrą cenę nabycia pakietu akcji, uwalniając nas od konieczności skutecznego trafiania w rynkowe szczyty i dołki. Dobrze rozłożony proces uśredniania lub też budowania pozycji transzami może dać potężną przewagę i na długi czas ustawić nas korzystnie w kontekście rynkowych wahań.

W dzisiejszym wpisie chcę omówić najważniejsze kwestie wiążące się z uśrednianiem ceny nabycia akcji. Mam świadomość emocji wzbudzanych przez to zagadnienie, lecz z samego faktu, że coś jest ryzykowne nie powinien płynąć zakaz poruszania takich tematów. Wręcz przeciwnie, jeżeli już ktoś miałby pokusić się o budowanie pozycji transzami, lepiej niech robi to w sposób świadomy, zdając sobie sprawę z możliwych zagrożeń. Im lepiej jesteśmy przygotowani tym większe nasze szanse.

Uśrednianie ceny jest podejściem ryzykownym. Całe ryzyko wynika z tego, że inwestorzy decydują się na tą technikę bez odpowiedniego przygotowania i bez jej znajomości, przez co ponoszą duże straty. Kiepska sława wynika więc w dużej mierze z błędów inwestorów, a nie z wad samego podejścia. 

Myślę, że uśrednianie można porównać do obchodzenia się z materiałami wybuchowymi. Są one przydatne, a wiele procesów i zadań byłoby znacznie utrudnionych bez ich wykorzystania. Amatorzy mają jednak bardzo wysokie ryzyko doznania obrażeń, a zawodowcy, mimo odpowiedniej wiedzy i przeszkolenia, i tak mogą mieć pecha. Niemniej im lepsze przygotowanie, tym nasze szanse wyglądają korzystniej.

Czas więc wejść w poszczególne kwestie i przyjrzeć się zagadnieniu z bliska.

Partnerem dzisiejszego tekstu jest serwis StockWatch.pl, gdzie znajdziecie m.in. bardzo wnikliwe analizy raportów okresowych publikowanych przez spółki. Dzięki nim możecie lepiej poznać ich biznesy oraz specyfikę działania, co pozwala na bardziej świadome posunięcia inwestycyjne. Wszystkie moje zakupy dokonywane z wykorzystaniem techniki uśredniania poprzedzałem lekturą analiz publikowanych na StockWatch.pl.

Dla czytelników bloga przygotowaliśmy również specjalną promocję. Z kodem rabatowym HUMANISTA uzyskacie 10% zniżki na swój pierwszy abonament w serwisie. Inwestycja w wiedzę i kompetencje jest istotnym czynnikiem pomagającym odnieść sukces w inwestowaniu.

Najważniejsze założenie towarzyszące uśrednianiu

Poprzez uśrednianie kupujemy akcje i budujemy lub powiększamy naszą pozycję. Najczęściej dzieje się to w sytuacji, kiedy kurs zniżkuje. Dlatego też kluczem dla powodzenia całego podejścia z uśrednianiem jest założenie, że notowania znów odbiją i wzbiją się wyżej niż średnia cena nabycia. W przeciwnym wypadku, jeżeli specyfika sytuacji lub waloru nie rokuje na przyszłe odbicie, zdecydowanie nie powinno się kupować akcji, a posiadane najlepiej jest sprzedać.

środa, 3 marca 2021

Dobre nastroje z nutką niepokoju - SCT marzec 2021

Inwestorzy nie powinni być rozczarowani początkiem 2021 roku, który przebiega pod dyktando byków. Pomimo wzrostów, coraz więcej spółek zaczyna notować istotne cofnięcia od dotychczasowych szczytów, co znajduje również swoje przełożenie na giełdowe indeksy. Czy należy już teraz zdwoić czujność?

Strach na giełdzie jest dobry. Kiedy jest go dużo i inwestorzy panikują, oznacza to wysyp dużych okazji inwestycyjnych. Z kolei w dobrych okresach, strach przed spadkami i korektą pozwala utrzymać w miarę racjonalne tempo wzrostów. Powszechny brak obaw i euforia zakupowa są dobrym sygnałem ostrzegawczym, pozwalającym wskazać, że uczestnicy rynku zagubili pewną naturalną dozę strachu, która powinna im towarzyszyć w realizowanych transakcjach.

Z tej perspektywy obecność pewnych niepokojów jest zupełnie naturalna, również w aktualnej sytuacji na polskiej giełdzie. W końcu rynek od czterech rośnie miesięcy bez napotkania poważniejszej korekty, więc słuszne i zasadne są pytania o przyszłość i o to, czy obecne tempo jest realne do utrzymania.

Jednak to, co widzimy schodząc na poziom poszczególnych spółek może być istotnym sygnałem ostrzegawczym. Okazuje się bowiem, że przytrafiające się korekty i spadkowe sesje stają się coraz bardziej gwałtowne i silne, co może wskazywać rosnące rozchwianie i nerwowość inwestorów. Dopóki stan ten ukrywa się pod przeważającym popytem, można mieć nadzieję, że nic się nie stanie. Ale kiedy szala się przechyli, może nam spaść na głowy niewielka lawina.

Na indeksie Wig20 jak zwykle widać zupełnie coś innego niż na mniejszych spółkach, ale i tak postanowiłem się nad nim na chwilę pochylić.

Przede wszystkim warto wspomnieć, że 24 lutego obchodziliśmy rocznicę pierwszej reakcji rynkowej na pandemię w Europie. Wcześniej oczywiście było wiadomo, że sytuacja rozwija się w Chinach, ale dopiero pod koniec lutego zareagowały rynki finansowe, w tym nasz. Jak łatwo zauważyć, notowania Wig20 znajdują się obecnie niżej niż przed rokiem, ale biorąc pod uwagę pozostałe indeksy, wygląda to zupełnie inaczej.

poniedziałek, 15 lutego 2021

Czy manipuluję kursami moich spółek?

Czy swoimi publikacjami wpływam na notowania spółek, o których piszę? Czy tym właśnie prowokuję wybicia, których skuteczność następnie omawiam? Jak oceniać takie działania i jak im przeciwdziałać? Te właśnie kwestie omówię w dzisiejszym tekście.

Na wstępie tekstu w skrócie odpowiem na zadane powyżej pytania. Czy możliwe jest, że moimi publikacjami wywołuję lub przyczyniam się do wywoływania określonych ruchów i reakcji cenowych na rynku? Jest to jak najbardziej możliwe. Czy zarabiam na tych ruchach? Bezpośrednio nie, ale pośrednio niekiedy tak. W tekście rozwinę tę kwestię dokładniej, gdyż nie chcę być tutaj źle zrozumiany.

Impulsem do poruszenia tej kwestii był komentarz pod moim facebookowym postem, w którym jeden z czytelników zapytał, czy przypadkiem ruch rynkowy, którego przewidzeniem się pochwaliłem, nie został wywołany przez publikację moją, Tomka Jaroszka z bloga Doradca.tv oraz publikację w serwisie Stooq.pl. Czy skoro w trzech miejscach w giełdowym Internecie pojawia się sugestia, że kurs spółki 11 bit studios może w niedalekiej przyszłości rosnąć, to czy wzrost ten nie jest wywołany czystą grą sił rynkowych, ale właśnie owymi publikacjami? Moim zdaniem jest to częściowo możliwe, ale warto mieć tu na uwadze relację kapitalizacji waloru do renomy i zasięgów osób go polecających.

Jak działa ten mechanizm


Na polskim rynku mamy ok. 400 spółek na rynku głównym i drugie tyle na rynku New Connect. Nie jesteśmy w stanie na bieżąco monitorować ich wszystkich i dostrzegać tam interesujących formacji cenowych, nawet jeżeli realizują się one w danej chwili. 

Załóżmy zatem, że jakiś ceniony przez nas bloger, komentator rynkowy lub inwestor publikuje informację, że jego zdaniem spółka X ma potencjał do wzrostów, gdyż wskazują na to określone czynniki natury technicznej lub fundamentalnej. 

Odbiorcy takiej informacji mogą na nią zareagować na kilka sposobów. Mogą ją zignorować, gdyż posiadają swoją strategię inwestycyjną i konsekwentnie się jej trzymają. Mogą kupić dane akcje, podzielając opinię autora analizy, że ich kurs ma szanse na wzrost. Mogą również kupić dane akcje nie w oparciu o argumenty dotyczące samej spółki, ale ze względu na to, że kupił je lub polecił ceniony przez nich analityk.


Realne są również inne opcje, jak chociażby sprzedaż akcji w kontrze do komunikatu lub kupno w oczekiwaniu, że sama informacja wywoła wzrost ceny. Taka trochę incepcja, gdzie kupujemy akcje nie dlatego, że sami wierzymy we wzrosty, ale dlatego, że inni w nie uwierzą i pchną cenę wyżej. Zakładam jednak, że najbardziej popularne są trzy główne reakcje: zignorowanie analizy, kupno w oparciu o analizę, kupno w oparciu o autorytet autora. 

Bardzo łatwo jest tu dostrzec, że sam fakt powstania analizy lub ukazania się informacji o transakcji może mieć bardzo realny wpływ na przebieg notowań. Trudno jest przesądzić, czy dany ruch cenowy bez tego by się zrealizował, ale z pewnością pozytywna rekomendacja ze strony poważanego autora mogła mieć na niego korzystny wpływ.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Czy to już czas realizacji zysków?

W ciągu ostatnich kilku miesięcy warszawska giełda doświadczyła wzrostów, jakich nie widzieliśmy od lat. Czy to wysokie tempo jest realne do utrzymania, czy lepiej już teraz zainkasować zyski w obliczu niepewnej przyszłości.

Niedawno podzieliłem się na facebooku moją rozterka, z którą zmagałem się przez ostatnie kilka dni. Mój portfel zyskał od początku listopada 47%, co jest wyjątkowym tempem, jak na dotychczasowe doświadczenia. Co ważne, nie kupiłem w ostatnim czasie żadnej spółki, która wzrosła o 1000%, skład pozostał mniej więcej bez zmian w porównaniu do pierwszego półrocza. 

Patrząc więc na rachunek maklerski i widząc wiele walorów z trzycyfrowymi stopami zwrotu, zacząłem się poważnie zastanawiać, czy to, co obecnie obserwujemy na giełdzie jest sytuacją normalną, czy ma szansę na kontynuację oraz jak wielkie jest ryzyko, że nagle muzyka przestanie grać, a walory się zawalą.


Co warte podkreślenia, w moim portfelu koncentruję się w dużej mierze na spółkach dywidendowych. Kupowałem je intensywnie w 2018 i 2019 roku, kiedy wydawały mi się tanie i dzisiaj jestem bardzo zadowolony z podjętych decyzji, lecz silne wzrosty z ostatnich dni nie są czymś, do czego byłbym przyzwyczajony. Budimex, spółka mało dynamiczna i przynależąca do dość nudnej branży, wzrósł od początku listopada o 37%. Z kolei iFirma, o wiele mniejszy walor, zyskała na wartości 76% od końca października, a jej długoterminowy wykres przedstawia się następująco:


Jak widać, przyspieszenie w ostatnich miesiącach jest zdecydowane, a jego skalę można porównać do krótkiego okresu pod koniec 2016 roku. 


Podobne obawy mam w stosunku do spółki Budimex, która notowana jest obecnie z wskaźnikiem cena/zysk na poziomie 24. Parametr ten nie uwzględnia świetnego 4 kwartału 2020 roku, za który spółka podała szacunkowe dane, ale mimo tego zastanawiam się, czy spółka budowlana może przez dłuższy czas być wyceniana na takim poziomie. A jeżeli nie, to kiedy nastąpi jakaś normalizacja i jaką postać ona przyjmie.

środa, 20 stycznia 2021

Za nami rekordowy rok - SCT styczeń 2021

Rok 2020 okazał się świetnym czasem dla inwestowania trendowego. Dobre wyniki pokazują, że trzymanie się sprawdzonych spółek popłaca. Czy strategia uda się również w bieżącym roku?

Inwestowanie trendowe jest jednym z podstawowych podejść inwestycyjnych, lecz w poprzednich latach na warszawskiej giełdzie nie przynosiło spektakularnych rezultatów. Stopy zwrotu oscylowały wokół zwrotów z indeksu WIG, co paradoksalnie nie było wcale złe, biorąc pod uwagę fakt, że przeciętnie spółki na giełdzie traciły na wartości. Jednak rok 2020 przyniósł istotną zmianę w tym zakresie.


Nie chcę w dzisiejszym tekście podsumowywać giełdowo całego minionego roku. Omówienie najważniejszych wydarzeń oraz moje spostrzeżenia znajdziecie w dwóch poprzednich tekstach.


Chcę natomiast podsumować wyniki portfela SCT oraz główne sukcesy i porażki strategii w minionym roku. Omówię również moje plany co do kolejnych inwestycyjnych posunięć w ramach portfela.


W minionym roku portfel zyskał 48,28%, podczas gdy będący dla niego benchmarkiem indeks WIG zyskał 0,48%. Przewaga jest więc ogromna i warto podkreślić, że została ona wypracowana w znacznym stopniu przez pasywne posiadanie akcji

Jak widać na zaprezentowanym powyżej wykresie, w poprzednich latach przewaga ta się nie ujawniała. Głównym powodem było to, że indeks WIG utrzymywał się siłą dużych spółek, podczas gdy mniejsze walory jednak traciły na wartości. Stosunkowo dobry był rok 2019, ale jednak dopiero w 2020 przyszła największa zmiana.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Skoro wszyscy zarobili w 2020 roku, to kto stracił?

Rok 2020 okazał się lepszy dla inwestorów niż można było się tego spodziewać. Duże grupy walorów jednak ucierpiały, co przełożyło się na ociężałość głównych indeksów. Jak to jest, że inwestorzy zarobili, a statystyki rynkowe tego nie pokazują?

Każdy śledzący finansowe social media zauważył z pewnością wysyp dobrych stóp zwrotu, którymi chwalą się inwestorzy. Dotyczy to zarówno portfeli profesjonalnych zarządzających, jak również portfeli blogerów i spekulantów. Dobre wyniki zanotowały też portfele prowadzone przez giełdowe serwisy i dostępne wyłącznie dla ich członków. Również i u mnie wyjątkowo udał się miniony rok w portfelu prywatnym, jak i blogowym.

Nie chcę powiedzieć, że w 2020 roku zarobili wszyscy, ale zauważalne jest zadowolenie inwestorów, mimo tego, że warunki były trudne. 

Skoro zatem udały nam się stopy zwrotu, jak to możliwe, że indeksy tego nie pokazują? Dlaczego WIG zakończył rok w okolicach zera, a Wig20 stracił 8%, a mimo to nasze prywatne portfele zachowały się lepiej?


Głównym powodem jest oczywiście skład naszych portfeli, najwyraźniej różniący się znacząco od składu indeksów. 

Zarówno na indeks WIG, jak i Wig20 przeważający wpływ mają spółki największe i najbardziej płynne. Wystarczy wspomnieć, że 20 walorów o największym udziale w indeksie WIG przekłada się w 74% na jego zachowanie. Pozostałe spółki, których jest ponad 300, składają się na zaledwie 26% wpływu, przy czym tu również działa zależność, że kilku większych zgarnia taką samą pulę, jak bardzo wielu małych. 

Partnerem dzisiejszego wpisu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Spójrzmy zatem, jak kształtowały się stopy zwrotu ze spółek wchodzących w skład indeksu Wig20. Prezentowane dane są aktualne na dzień 5 stycznia, czyli obejmują dwie sesje 2021 roku, ale nie powinno to znacząco zniekształcać obrazu.


Jak widać, na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy, na wartości straciła ponad połowa spółek, reprezentujących w sumie 57% wagi indeksu. Znajdziemy tam (wszystkie) cztery banki, dwie duże spółki paliwowe (Lotos i Orlen) oraz dwie duże spółki odzieżowe (LPP i CCC). Do niedawna (do 14 października) w skład indeksu Wig20 wchodził również mBank, który dołożył swoją czerwoną cegiełkę do indeksu, spadając w 2020 roku o ok. 50%.


Przyglądając się indeksom branżowym widzimy potwierdzenie tego faktu: banki, spółki paliwowe i odzieżówka traciły w minionym roku najbardziej.

Można więc założyć, że inwestorzy nie posiadali w swoich portfelach dużego udziału walorów z wymienionych grup. Warto wspomnieć, że już wiosną można było przypuszczać, że będą to segmenty rynku dotkliwie doświadczone przez koronawirusa i walkę z nim.