Wypełnij formularz - pomóż inwestorom - wygraj nagrody!

wtorek, 20 września 2022

Techniczny Poniedziałek #64 TEN, Torpol, Eurotel, Bumech, Geotrans, Alior, Atal, SPR, Pure, Vigo

Bessa na warszawskiej giełdzie trwa w najlepsze. Niezależnie od tego, że wiele spółek jest wycenianych atrakcyjnie (czyli nisko) notowania spadają z miesiąca na miesiąc coraz niżej. Czy zmęczenie inwestorów zacznie się objawiać panicznymi wyprzedażami?

Indeks WIG swój historyczny szczyt na poziomie 75 tys. pkt zanotował w dniu 8 listopada 2021, czyli niedługo minie rok od tego wydarzenia. Obecne poziomy indeksu to okolica 50 tys. pkt, czyli jak łatwo policzyć, znajdujemy się ok. 33% niżej. Jednak patrząc na wiele mniejszych walorów które pięknie zyskiwały w okresie pandemicznego ożywienia, widzimy wykresy przecenione o ponad 50%. 


Oceniając temperaturę obecnych spadków, czuje się pewnego rodzaju ciszę i zmęczenie. Rynek osuwa się powoli, ale konsekwentnie, przeplatając okresy większej nerwowości z okresami korekty i uspokojenia. Kierunek spadkowy cały czas jest utrzymywany i widać to nie tylko na indeksach, ale również na poszczególnych walorach. Coraz częściej możemy spodziewać się komunikatów, że kurs akcji danej spółki znajduje się "najniżej od".

Z drugiej strony co jakiś czas pojawiają się przebłyski "taniości". Mówimy tu z jednej strony o zatrzymaniu spadków i utworzeniu jakiegoś rodzaju formacji bocznej, a z drugiej strony o taniości fundamentalnej. Z tą ostatnią niestety jest całkiem poważny problem, gdyż inwestorzy przywykli do posługiwania się wskaźnikiem cena/zysk mogą być nieco zdezorientowani. Tu również bowiem aż świecą ze wszystkich stron bardzo niskie wyceny. Sęk w tym, że uwzględniają one w przeważającym stopniu dobre wyniki wypracowane w roku 2021 i pierwszym kwartale 2022. Nie widzimy w nich więc jeszcze obecnej, zdecydowanie trudniejszej sytuacji.

Dlatego też aby wyłowić perełki warte zakupienia na dłuższy termin musimy wnikliwiej zagłębić się w analizę poszczególnych spółek, poznać ich uwarunkowania i ocenić, jak poradzą sobie w obliczu wyzwań, z którymi mamy teraz do czynienia. Oczywiście pewne pozytywne rezultaty może przynosić strategia akumulowania solidnych walorów. Solidnych, czyli takich których bilans i przepływy gotówkowe dają na tyle duży bufor bezpieczeństwa, żeby nie obawiać się o przetrwanie firmy.

Po tym krótkim rynkowym wstępie przechodzimy do analizy wykresów, którymi się dziś zajmę. Analiza w formie tekstowej, a nie jak zwykle na kanale YouTube, gdyż przebywam na urlopie i nie miałem jak zabrać całego sprzętu.

Zaczynamy od indeksu TBSP, czyli Treasury BondSpot Poland Index, pokazującego zmiany na polskim rynku obligacji hurtowych. Indeks ten, mimo że koncentrujemy się przede wszystkim na rynku akcji, nauczył nas już dwóch ważnych rzeczy.

Pierwszą z nich było to, że na obligacjach również można stracić. Dowiedzieli się tego zwłaszcza inwestujący w fundusze obligacji oraz mieszane z dużym udziałem obligacji. Zaprezentowany powyżej wykres nie pokazuje wcześniejszego wieloletniego trendu wzrostowego, z którego perspektywy spadki te były tak wielkim ewenementem.

Drugą lekcję otrzymujemy teraz. Chodzi o wzrosty, których doświadcza indeks TBSP. Kiedy ceny obligacji spadały, niemal każdego dnia byliśmy informowani o nowych rekordach cenowych i o głębokości korekty. Poniżej 1700 punktów był to już niemal festiwal emocjonowania się sytuacją na rynku obligacji. 

Ale kiedy notowania zmieniły kierunek i zaczęły piąć się w górę, temat zupełnie ucichł. Owszem, pojawiły się sporadyczne informacje na temat tego, że obserwujemy cofnięcie, ale temperatura i częstotliwość tych komentarzy była zdecydowanie mniejsza niż wcześniej. Odnoszę wrażenie, że obecnie wszyscy już zapomnieli o spadkach na rynku obligacji.

I to właśnie jest cenna lekcja dla inwestorów, że aby łapać dołki należy trzymać rękę mocno na pulsie i inwestować wtedy, kiedy leje się krew, a wszyscy wokół panikują. Kiedy sytuacja się normalizuje, rynek odjeżdża z jednej strony szybko, ale z drugiej strony cicho. 

czwartek, 8 września 2022

Uśrednianie dla hardkorów - kupuję Wig20

Indeks Wig20 z tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc spada, notując coraz niższe poziomy cenowe. Ale z drugiej strony wiemy, że indeks nie może zbankrutować. Czy jest to więc czas na zakupy tego największego i najbardziej krytykowanego wskaźnika polskiej giełdy? I czy uśrednianie może nam tu w czymś pomóc?

Dobrze wiecie, że lubię uśrednianie. Zdaniem niektórych moje budowanie pozycji na CD Projekcie jest szaleństwem i utratą wszelkiego rozumu, ale ja lubię myśleć o sobie jako o umiarkowanym zwolenniku uśredniania. W końcu przy każdej okazji piszę, w jakich granicach się poruszam, gdzie są ryzyka oraz kiedy uśredniać nie należy. Niemniej łatka przylgnęła i dzisiejszy tekst może to jeszcze pogłębić.

Rynki finansowe oscylują wokół historycznych średnich, czasami się od nich oddalając. Odchylenie mocno w górę oznacza zazwyczaj hossę, a odchylenie w dół bessę. W wypadku pojedynczych spółek silne spadki w rejony wieloletnich minimów mogą świadczyć nie tylko o pesymizmie inwestorów, ale sugerować również obawy o przetrwanie samej spółki i jej zdolność do generowania jakichkolwiek zysków.

Zupełnie inaczej ma się sytuacja z indeksem, który nie może zbankrutować. W wypadku indeksu Wig20, a to o nim będzie dziś mowa, jeżeli poszczególne spółki z niego wypadną, w ich miejsce wejdą inne, w domyśle lepsze walory. Z tymi lepszymi nie zawsze się sprawdza, o czym świadczą liczne przykłady (np. Mercator), ale faktem jest, że sam indeks może być nisko, ale do zera nie spadnie.

Spójrzmy zatem, w jakiej sytuacji na indeksie Wig20 się obecnie znajdujemy:

Obecne okolice 1450-1500 punktów to rejon, który był odwiedzany zaledwie dwukrotnie na przestrzeni ostatnich 18 lat. Raz był to dołek bessy 2008-2009, a raz panika związana z wybuchem pandemii w 2020 roku. Musnęliśmy raz jeszcze ten rejon na jesieni 2020, ale poza tym jest to czyste terytorium.

Czy warto teraz kupić indeks Wig20?

Z historycznego punktu widzenia, patrząc przez pryzmat wykresu, można powiedzieć, że jest tanio i warto kupić indeks Wig20. Ale czy już warto, czy jeszcze należy poczekać?

Oczywiście podejmując każdą decyzję inwestycyjną należy w pierwszej kolejności patrzeć na przyszłość. Moim zdaniem mamy tu do rozpatrzenia kilka scenariuszy.

Czy Wig20 kiedykolwiek się podniesie? 

Jak wiemy, znajdujemy się w specyficznym rejonie geograficznym i można sobie wyobrazić scenariusz, gdzie walki przenoszą się tuż pod nasze granice lub że konflikt w Ukrainie nabiera tak wysokiej temperatury, że zagraża naszemu regionowi. Oczywiście przełożyłoby się to na jeszcze większą przecenę polskich spółek, zwłaszcza z indeksu Wig20. Co więcej, utrzymywanie się takiej sytuacji przez dłuższy czas mogłoby skutecznie zamrozić nasz indeks na niskich poziomach.

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Internet - błogosławieństwo i przekleństwo inwestorów

Mamy świetne czasy dla inwestorów indywidualnych w porównaniu do sytuacji chociażby sprzed dekady. Wiele informacji na temat spółek jesteśmy w stanie znaleźć w internecie. Rodzi to jednak konkretne wyzwania i konieczność umiejętnego poszukiwania danych na temat spółki. A kto nie wie wszystkiego, zostaje w tyle.

Internet mocno zmienił sposób, w jaki inwestujemy. Być może nie widać tego w perspektywie trzech czy pięciu lat, ale dekadę lub dwie temu inwestowało się zupełnie inaczej.

Mówiąc o odleglejszej przeszłości, czyli o początku obecnego stulecia, internet wprowadził wiele zmian. Możliwe stało się składanie zleceń w formie elektronicznej, bez konieczności telefonicznego czy osobistego kontaktu z domem maklerskim. Otworzyło to nowe możliwości, jak chociażby bardzo aktywny trading, oparty o zawieranie wielu transakcji w ciągu dnia. Trudno jest sobie wyobrazić takie podejście do rynku gdybyśmy musieli z każdym zleceniem wdzwaniać się do domu maklerskiego. Samo opóźnienie w realizacji zleceń rozwaliłoby niejeden system.

Ale to już odległa przeszłość, wiele osób jej nie pamięta (wliczając mnie), więc warto pomówić o czasach bardziej współczesnych. Te przynoszą szeroką gamę inwestycyjnych możliwości, które są widoczne zwłaszcza na rynku amerykańskim oraz w obszarze technologii opartych o blockchain. To tam inwestowanie nabiera zupełnie innego wymiaru, który inwestującym w polskie akcje może być zupełnie obcy.

Żeby nie rozpisywać się niepotrzebnie o możliwościach, jakie stwarzają nam dziś platformy inwestycyjne oraz świat inwestycji opartych o blockchain, odsyłam Was do świetnego wykładu, jaki wygłosił Przemek Gerschmann na konferencji WallStreet. Jest to doskonały materiał do uświadomienia sobie, że narzędzia dostępne inwestorowi na GPW nie należą do światowej awangardy, ale z drugiej strony widzimy też piękny progres, jaki został dokonany w ostatnich latach. 

Mamy więc dziś o wiele szerszy dostęp do informacji płynących ze spółek. Coraz łatwiej o jakościowe materiały analityczne, czy to w postaci rekomendacji, czy poprzez analizy tworzone amatorsko lub półprofesjonalnie. Przez półprofesjonalnie rozumiem również świetne analizy tworzone przez osoby, które nie posiadają licencji maklera czy doradcy inwestycyjnego, ale sporządzone na tak wysokim poziomie, że często trudno uświadczyć podobne ze strony instytucji.