czwartek, 2 lipca 2026

52 spółki rocznie - czy warto?

Na 2026 rok postawiłem sobie cel w postaci przeanalizowania 52 nowych spółek. Jest to bardzo ambitne zadanie, ale jeżeli się powiedzie, owoce mogą być bardzo atrakcyjne. Jaki stoi za tym koszt i czy warto się tak męczyć?

Jak pewnie pamiętacie, jestem inwestorem aktywnym, czyli takim, który samodzielnie dobiera spółki do swojego portfela. Celem jest oczywiście pokonanie rynku w długim horyzoncie czasowym, co dla mnie oznacza uzyskiwanie stopy zwrotu wyższej niż indeks sWig80TR. Dotychczas się to udaje, ale nie można spoczywać na laurach. Dlatego korzystając z faktu, że w moim portfelu inwestycyjnym zrobiło się nieco luźniej, od początku tego roku wyruszyłem na poszukiwania.

Na początek warto doprecyzować, na czym dokładnie polega zadanie. Chodzi o przeprowadzenie analizy fundamentalnej 52 nowych spółek. Nowych, czyli takich, których dotychczas nie miałem na radarze i których biznes nie jest mi znany. W praktyce oznacza to, że nie zaglądałem do tych spółek na przestrzeni przynajmniej dwóch ostatnich lat. 

52 nowe analizy to z jednej strony mało, a z drugiej dużo. Mało, gdyż na rynku mamy obecnie notowanych ok. 800 spółek, licząc zarówno rynek główny, rynek NewConnect, jak i spółki handlowane na fixingach (tak, tam też zaglądam). Można więc powiedzieć, że potrzebowałbym szesnastu lat, żeby przeanalizować wszystkie spółki na rynku, co biorąc pod uwagę debiuty oraz systematycznie zmieniającą się sytuację spółek, w żaden sposób nie pozwala na osiągnięcie celu w postaci pokrycia całego rynku.

Ale te 52 spółki to również bardzo dużo. Sekret tkwi w sztuce selekcji walorów, które znajdują się w naszym spektrum zainteresowań. Raczej nie interesują mnie spółki duże i dobrze rozpoznane. Nie patrzę więc na wszystko, co kręci się w Wig20 lub bliskich okolicach tego indeksu. Nie interesuje mnie również kilka istotnych segmentów rynku. Windykatorzy, energetyka, biotech, gaming - są to obszary, w które się nie zapuszczam i każdy z nich ma nieco powód, dlaczego tak jest.

Na samym dole giełdowej tabeli znajduje się również "muł", którego unikam. Spółki z NewConnect, które są w permanentnym przeglądzie opcji, które regularnie pivotują na chwytliwe tematy, które nie prowadzą żadnego realnego biznesu. Moim zdaniem inwestor nie ma tam czego szukać. Na marginesie, notowania wielu z tych spółek są od dawna zawieszone za nieskładanie sprawozdań finansowych.

Tak więc można powiedzieć, że w obszarze moich potencjalnych zainteresowań znajduje się nie więcej niż 300-400 spółek z warszawskiej giełdy. Jeżeli odejmiemy od tego walory, które już przeanalizowałem lub znam oraz walory które działają w ciężkich lub schyłkowych branżach, potencjalnych kandydatów zostaje jeszcze mniej. Przy takim założeniu, te 52 spółki to już jest całkiem spory kawałek tortu.

Żeby dać przykład, przez mój warsztat w tym roku przeszły m.in. takie walory, jak CStore, Trex, Excellence, 7FIT czy Proacta, a więc spółki rozgrzewające emocje inwestorów w ostatnich tygodniach. Z kolei na liście spółek, które planowałem przeanalizować, ale jeszcze tego nie zrobiłem są m. in. Opteam, czy APS Energia. Myślę, że ta grupa spółek daje dobry pogląd, po jakich obszarach rynku się poruszam z moimi poszukiwaniami. Nie zdradzam, czy i które z tych spółek mam obecnie w portfelu, bo to oddzielna historia, która wiele nie wnosi.

Ale lista ta pokazuje również, że odpowiednie przeszukiwanie rynku pozwala relatywnie wcześnie wyszukać spółki, na których może dziać się w przyszłości coś ciekawego. Zarówno fundamentalnie, jak i kursowo.

Ile czasu potrzeba na przeanalizowanie spółki?

Wytyczne są proste, analizujemy jedną spółkę tygodniowo. W praktyce trzeba będzie przeanalizować nieco więcej, gdyż będą urlopy, będą święta i inne okoliczności, które sprawią, że nie będziemy w stanie przeprowadzić analizy w danym tygodniu. A więc trzeba wcześniej zrobić bufor, żeby później nie upraszczać analizy pod presją czasu.

Czy tydzień na przeprowadzenie analizy fundamentalnej spółki to dużo? I tak i nie. Jeżeli zajmujemy się tym profesjonalnie, jest to więcej niż wystarczająca ilość czasu. Ale jeżeli mamy w życiu inne zajęcia, a inwestowanie nie jest naszą podstawową działalnością, jest to już wyzwanie. Zwłaszcza, że na bieżąco spływają nam raporty okresowe od spółek, które posiadamy już w portfelu lub na liście obserwacyjnej. 

W moim przypadku całość analizy oscyluje w okolicy 10-15 godzin. Oczywiście jest to wartość średnia, gdyż w wypadku niektórych spółek dość wcześnie okazuje się, że nie będą one dla mnie interesujące. Wówczas nie pogłębiam analizy, nie szukam szczegółowych informacji tylko wyrabiam sobie zdanie na podstawie mniejszej ilości danych i tak opracowana spółka trafia na listę przeanalizowanych. Z kolei jeżeli walor wygląda interesująco, pełna analiza potrafi zająć znacznie więcej czasu, obejmując dane sprzed kilku lat i np. analizę wywiadów z prezesem z przeszłych okresów.

W każdym razie nawet te 10 godzin oznacza średnio 2 godziny dziennie. A przecież mamy jeszcze raporty pokrywanych na bieżąco spółek, co może dołożyć kolejne 2 godziny dziennie lub nawet więcej. O obecności na callach wynikowych czy walnych zgromadzeniach nie wspominając. Więc widzimy już, że takie podejście do inwestowania już na wstępie odsiewa znaczny odsetek inwestorów lub potencjalnych inwestorów.

Czy warto?

Bilans kosztów i korzyści można zacząć od strony czasowej. Jeżeli dysponujemy kapitałem rzędu 100 tysięcy złotych i z każdych 5 przeanalizowanych spółek uda nam się wyłapać jedną, której akcje kupimy to przy mamy koszt czasowy na poziomie 50 godzin na kupiony walor. Jeżeli nasz ticket na spółkę to 10 tys. zł, a godzina naszego czasu kosztuje 50 zł wychodzi nam koszt znalezienia spółki na poziomie 500 zł. Przy stopie zwrotu 10% rocznie potrzebujemy 6 miesięcy, żeby ten koszt odzyskać w postaci stopy zwrotu.

Oczywiście im większe pozycje zajmujemy tym lepiej rozkłada się relacja potencjalnego zysku do nakładu czasowego na znalezienie spółki. Przy 100 tys. do przeznaczenia na jeden walor jest to zaledwie 0,5% wartości pozycji.

Ale pamiętać musimy o jeszcze jednej rzeczy. Poszukiwanie i analizowanie nowych spółek jest stałą działalnością inwestora. Jeżeli nie będziemy robili tego metodą jednej spółki tygodniowo, prawdopodobnie będziemy wykorzystywali inne podejście, które również pochłonie nasz czas. Oczywiście można powiedzieć, że wystarczy wykorzystać skaner fundamentalny i znajdzie się ciekawe spółki, ale nie jest to nawet zbliżone do przeprowadzenia rzetelnej analizy danego waloru.

Stan na półmetek roku

W niniejszym tekście opisałem dość ambitny plan analizy 52 spółek rocznie. Korzystając z faktu, że mamy połowę roku, warto spojrzeć krytycznie na stopień realizacji planu. Z zaplanowanych 26 spółek, w pierwszym półroczu 2026 roku udało mi się przeanalizować 16 walorów. Jestem więc ok, 2,5 miesiąca do tyłu, co oznacza wykonanie planu na poziomie zaledwie 61%.

Oczywiście znajdę szereg powodów, dlaczego postęp jest tak słaby. Można powiedzieć, że zabrakło czasu, organizacji lub analizę przykryły inne, bardziej pilne tematy. W każdym razie spółek przeanalizowałem mniej. Jednak patrząc na walory, które przez warsztat się przewinęły oraz na efekty tych analiz mogę śmiało powiedzieć, że było warto. Kilka kupionych spółek z nawiązką zrekompensowało czas poświęcony na ich poszukiwanie, a dzięki temu, że ich perspektywy na przyszłość są dobre, w kolejnych latach procent składany może jeszcze bardziej kontrybuować do wartości portfela.

Podsumowując, można powiedzieć, że narzucenie sobie analizy 1 spółki tygodniowo nie jest jakimś szczególnym rodzajem analizy. Jest jedynie określeniem intensywności tempa. Z tym, że w inwestowaniu osoba, która odwróci więcej kamieni i sprawdzi, co kryje się pod każdym z nich uzyskuje naturalną przewagę nad tymi, którzy pracują mniej. W inwestowaniu nie ma dróg na skróty, zwłaszcza jeżeli chcemy być inwestorem aktywnym.

W kolejnych tekstach postaram się rozwinąć niektóre wątki poruszone dzisiaj.

czwartek, 16 października 2025

Dołącz do Turbo Wyzwania ING i wygraj nagrody!

Startuje Turbo Wyzwanie ING, czyli coroczna gra inwestycyjna promująca wykorzystanie certyfikatów strukturyzowanych Turbo od ING. Możecie dołączyć do kilku tysięcy osób i sprawdzić swoje umiejętności inwestycyjne oraz powalczyć o atrakcyjne nagrody, wśród których w tym roku wyróżniają się metale szlachetne.

Myślę, że dla doświadczonych uczestników rynku jest to już pewna forma tradycji, że na jesieni odbywa się gra inwestycyjna organizowana przez podmiot promujący na polskim rynku certyfikaty Turbo z grupy kapitałowej ING. Trzy tygodnie to idealny czas, żeby z jednej strony sprawdzić swoje umiejętności w krótkoterminowym inwestowaniu, a z drugiej strony spróbować znaleźć się w czołówce i wygrać jedną z nagród.

Materiał stanowi treść marketingową i został przygotowany w ramach płatnej współpracy realizowanej na rzecz ING Bank N.V., zleceniodawcy konkursu „Turbo Wyzwanie” i emitenta certyfikatów Turbo. ING Bank N.V. odpowiada za treść materiałów dotyczących certyfikatów.

Regulamin konkursu jest dostępny na www.grainwestycyjna.pl/article/terms. Kompletne i wiążące informacje dotyczące certyfikatów Turbo znajdują się w prospekcie na stronie internetowej ING Bank N.V. Inwestorzy powinni zapoznać się z prospektem znajdującym się na powyżej stronie internetowej przed podjęciem decyzji inwestycyjnej, w celu zrozumienia ryzyka i korzyści związanych z inwestycją.

Niniejszy materiał nie jest rekomendacją inwestycyjną. Żadne treści uwzględnione w materiale nie mogą być interpretowane jako sugerowanie inwestorom strategii inwestycyjnej dotyczącej certyfikatów Turbo.

Zasady Turbo Wyzwania

Rywalizacja już się rozpoczęła i potrwa trzy tygodnie. Do 24 października trwa faza testowa, w trakcie której rejestrujemy się na platformie, poznajemy jej mechanikę i dostępne instrumenty oraz zawieramy transakcje testowe, które nie mają wpływu na nasz wynik ani uzyskane nagrody. Po jej zakończeniu stan rachunków jest resetowany do wartości początkowej.

Od 27 października rozpoczyna się faza główna, która potrwa do 7 listopada. Składa się ona z dwóch części, odpowiadających dwóm tygodniom: Fazy I i Fazy II. Zawierane w jej trakcie transakcje będą miały wpływ na nasze miejsce w rankingu, a co za tym idzie na szansę wygrania poszczególnych nagród. Co ważne, również pomiędzy Fazą I i Fazą II nasze rachunki i transakcje zostaną zresetowane, a stan konta przywrócony do startowego poziomu.

W Turbo Wyzwaniu inwestujemy wirtualnym kapitałem. Oznacza to, że rejestrując się na platformie nie wpłacamy żadnych środków i nie jest to czynność otwarcia rachunku maklerskiego. Kapitał startowy wynosi 100 000 zł i możemy go inwestować według kilku najważniejszych zasad.

Do wyboru mamy kilka typów instrumentów. Są to certyfikaty Turbo, certyfikaty Tracker, wybrane fundusze ETF oraz akcje wybranych spółek (tych, na które notowane są certyfikaty). Możemy zainwestować 100% dostępnego kapitału w certyfikaty Tracker, ETFy oraz akcje. Natomiast jedynie 50 000 zł w certyfikaty Turbo. W porównaniu z poprzednią edycją, usunięty został zapis zgodnie z którym przy spadku salda rachunku poniżej poziomu 75 000 zł, uczestnik jest wykluczany z rywalizacji.

Widzimy więc pewną zmianę umożliwiającą bardziej agresywne podejście do inwestowania.

Nagrody

Dla uczestników rywalizacji przewidziano łącznie 100 nagród. Nagrodzonych zostanie 50 uczestników o najlepszej stopie zwrotu w pierwszym tygodniu fazy głównej (Faza I) oraz 50 najlepszych uczestników z drugiego tygodnia (Faza II). Jeżeli ktoś będzie na tyle dobry, że znajdzie się w czołówce w obu tygodniach fazy głównej, otrzyma lepszą z nagród.

Zajęcie pierwszego miejsca w danym tygodniu premiowane będzie uncjową sztabką złota, za drugie miejsce otrzymamy amerykańskiego orła o masie pół uncji, a za trzecie miejsce będzie to 20 uncjowych filharmoników wiedeńskich. Osoby z miejsc od 4 do 50 otrzymają karty podarunkowe Allegro.

Przypomnijmy, że w konkursie można wygrać tylko jedną nagrodę (jeżeli punktowaliśmy w dwóch tygodniach to lepszą z dwóch), a więc nagrodzonych zostanie łącznie 100 osób.

Widzimy więc, że nie ma już w bieżącej edycji nagrody głównej za zdobycie pierwszego miejsca w całej grze. Wynika to oczywiście z faktu podzielenia części głównej rywalizacji na dwie oddzielne fazy.

O czym warto pamiętać podczas Turbo Wyzwania

Czas spojrzeć na konkurs od strony inwestora i zastanowić się, jak można do niego podejść. Pamiętajcie jednak, że nie są to jakiekolwiek porady inwestycyjne.

Po pierwsze, czy warto wziąć w nim udział. I tu odpowiedź jest ewidentna - warto. Możemy poćwiczyć inwestowanie w krótkim horyzoncie czasowym, nawet jeżeli nie jest to nasze podstawowe lub nawet bliskie nam podejście. Możemy zmierzyć się z innymi, a efekt rywalizacji zawsze dodaje trochę pikanterii. Możemy lepiej poznać praktyczną stronę korzystania z certyfikatów Turbo, jeżeli wcześniej nie mieliśmy ku temu sposobności. I na końcu, można wygrać bardzo atrakcyjne nagrody. Wartościowo oczywiście miejsce pierwsze jest warte wyróżnienia, ale nie ukrywam, że bardzo podoba mi się miejsce trzecie. 20 monet o masie jednej uncji każda to ponad pół kilo srebra. 

I teraz czas spojrzeć na uwarunkowania konkursu, a te uległy zmianie w odniesieniu do poprzednich kwartałów. Nie mamy już jednej dwutygodniowej fazy głównej, ale podzielona została ona na dwie mniejsze części: Fazę I i Fazę II, między którymi portfele są resetowane. Dodatkowo zniesione zostało ograniczenie, że przy spadku wartości portfela o 25% względem poziomu startowego (czyli poniżej 75 000 zł) uczestnik będzie wykluczony z konkursu. Pozostało jedynie obostrzenie w postaci kwoty 50 000 zł, jaką maksymalnie można przeznaczyć za inwestycję w certyfikaty Turbo.

Oba powyższe ruchy interpretuję jako otwarcie uczestnikom możliwości realizowania znacznie bardziej agresywnych strategii. Oczywiście wymiar edukacyjny takiego podejścia będzie zdecydowanie mniejszy, próba replikowania go na prawdziwym kapitale byłaby moim zdaniem skazana na porażkę, ale w warunkach konkursowych może się to sprawdzić. 

Jakie kombinacje będą więc możliwe? Ot, chociażby zainwestowanie 50 000 zł w certyfikat Turbo long na jakąś spółkę oraz 50 000 zł w tę samą spółkę. Jeżeli będziemy mieli rację (lub szczęście) dzięki takiej koncentracji pozycji wartość portfela może znacznie wzrosnąć. Jeżeli jednak się pomylimy, scenariusz przeciwny może nas pozbawić połowy (lub więcej) portfela.

Doświadczenia poprzednich edycji podpowiadają, że nie wystarczy jedna udana transakcja do znalezienia się w czołówce, musi być ich kilka. A więc samo szczęście to za mało, potrzebne są jednak umiejętności. I w sumie o to chodzi w tego typu wydarzeniach. Aby poprawiać nasze umiejętności, rywalizować z innymi, poznać instrumenty finansowe i powalczyć o atrakcyjne nagrody.

Podsumowanie

Dobrze, że Turbo Wyzwanie powraca na GPW. Można będzie przetestować swoje umiejętności maksymalizowania stopy zwrotu w krótkim horyzoncie czasowym, powalczyć o nagrody oraz wyciągnąć cenne wnioski, które będą nam służyły przez wiele kolejnych miesięcy inwestowania realnymi środkami na naszych rachunkach.

Dlatego też warto zarejestrować się na platformie jak najwcześniej, ewentualnie odświeżyć wiedzę dotyczącą certyfikatów Turbo oraz dobrze wykorzystać fazę testową rywalizacji. 

wtorek, 3 czerwca 2025

Trzy części mojego portfela akcyjnego

Portfele inwestycyjne nie zawsze są jednorodne. Niekiedy inwestorzy w ramach jednego portfela realizują kilka strategii inwestycyjnych. Dzisiaj opiszę, jak aspekt ten wygląda w wypadku mojego portfela na GPW.

Pod koniec maja odbyła się w Karpaczu konferencja WallStreet, która jak co roku zgromadziła inwestorów, ekspertów, spółki i przedstawicieli branży. W agendzie konferencji znalazło się również moje wystąpienie zatytułowane: Sztuka odwracania kamieni, czyli o poszukiwaniu perełek na GPW.

Po wystąpieniu podeszło do mnie kilka osób i pojawiły się zdziwienia, gdyż czytelnicy bloga nie mieli świadomości, że inwestuję w podobny sposób i poruszam się po tak małych i niekiedy egzotycznych podmiotach. Dlatego w dzisiejszym tekście chciałbym pokazać, jak kształtuje się u mnie podział portfela i dlaczego tak, a nie inaczej.


W trakcie mojego wykładu skupiłem się na poszukiwaniu ciekawych spółek. W końcu pytanie "co kupić" jest najczęstszym pytaniem zadawanym przez początkujących inwestorów, nie tylko w internecie, ale również w bezpośrednich rozmowach. Postanowiłem więc pokazać trochę mojego warsztatu, adresując ten aspekt.

Zamiast jednak pokazywać podejście teoretycznie, przeszedłem z uczestnikami wykładu przez ok. 20 spółek, wybranych spośród tych, które przeszły w minionym roku przez moje biurko. Pokazywałem w jaki sposób znalazłem te spółki, dlaczego niektóre z nich trafiły do mojego portfela, a niektóre nie, dlaczego je sprzedałem itp. Pokazałem więc część mojego warsztatu, w tym kilka spółek będących aktualnie w portfelu.

I właśnie krąg spółek zdziwił część odbiorców. Fakt, że były to małe podmioty, często z New Connect, których kapitalizacja była niekiedy mniejsza niż 20 mln zł. Inwestorzy dziwili się, że schylam się po tak małe walory.

A odpowiedź jest bardzo prosta: prawie wszystko, co dziś jest duże, kiedyś było małe. 11bit dekadę temu miał kapitalizację 20 mln zł. CD Projekt, dziś wielomiliardowa spółka, kiedyś również był notowany poniżej 50 milionów, podobnie jak Elektrotim, jeden z liderów ostatniej hossy.

Poszukując pośród podmiotów małych, inwestor indywidualny ma całkiem konkretne przewagi. Główną z nich jest brak zainteresowania szerokiej publiczności. Spółki są zbyt małe, żeby znajdować się w spektrum zainteresowania instytucji finansowych. Również więksi inwestorzy indywidualni, chcący mieć płynność na wejściu i wyjściu, omijają takie podmioty. A więc wnikliwy inwestor, potrafiący dobrze przeanalizować biznes i odpowiednio wcześnie zająć pozycję, ma szansę na zajęcie jednego z pierwszych miejsc w pociągu. Czy ten pociąg okaże się następnie multibaggerem to już zupełnie inna historia.

Część pierwsza - spółki długoterminowe


Pierwszą część portfela stanowią spółki, które trzymam jako inwestycje długoterminowe. Mowa tu zarówno o tym mitycznym "na zawsze", jak i o scenariuszach "na kilka lat". Często są to spółki dywidendowe, które chciałbym mieć w moim portfelu tak długo, jak to możliwe. Dywidenda w ich wypadku jest tylko jednym z elementów całej układanki, gdyż najczęściej są to spółki dobrze zarządzane, zyskowne, do których zarządów mam zaufanie. Oczywiście ważne jest, aby miały przed sobą dobre perspektywy biznesowe na długie lata.