Z kodem WS26HUMANISTANAGIELDZIE masz 100 zł zniżki!!

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Dlaczego i jak od 15 miesięcy kupuję i uśredniam akcje CD Projektu?

Od stycznia 2021 co kwartał kupuję akcje CD Projektu. Jeżeli spada bardziej, kupuję więcej, jeżeli spada mniej, kupuję mniej. Dzisiaj podzielę się założeniami tej strategii akumulowania akcji oraz opiszę, jak przebiega ona w moim wypadku.

Osoby, które śledzą mój profil na Twitterze z pewnością wiedzą, że co trzy miesiące, na początku każdego kwartału, informuję o dokonanych zakupach kolejnej transzy akcji CD Projektu. Papiery kupuję zgodnie z systemem budowania pozycji w transzach przez uśrednianie ceny nabycia. I właśnie wokół tego systemu koncentruje się najwięcej komentarzy.

Jedni twierdzą, że uśrednianie jako takie jest złe i ryzykowne. Inni, że zbyt wcześnie zacząłem kupować i ogólnie, że cena akcji CD Projektu spadnie do rozmaitych poziomów. Osobna część komentarzy sugeruje lub radzi, co powinienem zmienić w swoim podejściu. Dlatego w dzisiejszym wpisie postaram się pokazać, co o jak robię, abym w przyszłości mógł do niego linkować. Nie będę podawał konkretnych kwot, za jakie kupuję akcje, ale myślę, że dzięki odniesieniu do procentowego udziału w portfelu, każdy inwestor będzie mógł porównać strategię do swojego portfela.

Założenia waloru do zastosowania strategii

Zanim zacznę mówić o strategii VCA warto nieco wcześniej zaznaczyć kontekst, w jakim ją stosuję, gdyż odbiega on nieco od modelowego ujęcia, o którym możecie poczytać.

Strategię tę wykorzystuję do otwierania nowej pozycji na walorze, który jest w ruchu spadkowym, a co do którego spodziewam się, że po zaliczeniu dołka powróci do wzrostów. Rozbijmy to na kilka aspektów poruszonych w powyższym zdaniu.

Po pierwsze, jest to otwieranie pozycji. Czyli nie uśredniam, aby ratować jakiś zły trade z przeszłości, ale otwieram nową pozycję na walorze. Od początku występuje założenie, że pozycja będzie budowana w transzach, z których kolejne transze powinny, przy sprzyjających okolicznościach, być plasowane po niższej cenie.

Po drugie mamy więc spadający rynek. Spodziewam się, że interesujący mnie walor lub instrument będzie spadał jeszcze przez jakiś czas (domyślnie klika kwartałów) i mam również przeświadczenie, że spadki mogą być głębokie. Określenie głębokie jest podejściem bardzo subiektywnym, ale doprecyzowują je na podstawie punktu, w którym zaczynam kupowanie oraz przeszłego zachowania cen. Może to więc być 50%, może to być 80% spadku i więcej.

Po trzecie, stosuję to podejście, jeżeli zakładam, że po zrobieniu dołka dany walor się podniesie. W końcu kupowanie akcji ma sens głównie wtedy, kiedy spodziewamy się, że w jakiejś perspektywie ich cena wzrośnie, przynosząc nam zarobek. Musi to więc być walor z jakąś konkretną specyfiką, najlepiej z doświadczeniami przeszłych spadków. Wtedy mniej więcej wiemy, co wpływa wzrostowo i spadkowo na dane aktywo.

niedziela, 6 marca 2022

Inwestycyjne konsekwencje wojny w Ukrainie

Wojna w Ukrainie trwa kolejny tydzień i wiele wskazuje, że konflikt ten jest daleki od zakończenia. Warto więc sprawdzić, jakie konsekwencje niesie on dla portfeli polskich inwestorów indywidualnych.

Konflikt w Ukrainie jest przede wszystkim tragedią ludzi, którzy tracą zdrowie, życie, majątek i miejsce zamieszkania. Zmuszeni do ucieczki przed wojną potrzebują naszej pomocy, dlatego nie powinniśmy o tym zapominać. Zachęcam wszystkich, którzy mają taką możliwość, aby wsparli naszych sąsiadów, którym świat zawalił się na głowę.

Jeżeli możecie pomagać osobiście, pomagajcie osobiście. Jeżeli możecie dokonać wpłaty, zróbcie to chociażby poprzez internetową zbiórkę. Ja sam wsparłem zrzutkę organizowaną przez Tomka Jaroszka z bloga Doradca.tv (link) oraz pomagam teściom, którzy przyjęli pod swój dach dwie rodziny z Ukrainy. Każda pomoc, nawet niewielka ma znaczenie.

W dzisiejszym tekście chcę skupić się jednak na inwestycyjnych skutkach toczącego się za naszą wschodnią granicą konfliktu. Wiele na to wskazuje, że oprócz skutków krótkoterminowych, które widzimy chociażby w wycenie naszych portfeli, odczujemy również konsekwencje długoterminowe. A te mogą być znacznie bardziej doniosłe niż strata kilkunastu procent w ciągu tygodnia.

Scenariusz, którego nikt nie zakładał

Zbrojna napaść Rosji na Ukrainę była zaskoczeniem dla całego świata. Niby wszyscy widzieliśmy zdjęcia gromadzących się wojsk i wznoszonych przy granicy szpitali polowych, ale ewidentnie wieść o przekroczeniu granicy przez wojska rosyjskie była zaskoczeniem. Chyba nikt nie dopuszczał myśli, że po trudnych doświadczeniach sprzed 80 lat w XXI wielu może dojść do sytuacji, że jedno duże państwo napada zbrojnie na inne. A jednak stało się.

Pierwsza  reakcja rynków była oczywiście paniczna, wyprzedaż wszystkich aktywów poskutkowała spadkami indeksów przekraczającymi 10%. Ale już kolejnego dnia nadeszło odbicie i indeks Wig20 zanotował jedną z najlepszych sesji w ostatnich latach. 

Klasyczną decyzją, jaką musiał podjąć w takiej sytuacji inwestor indywidualny jest odpowiedź na pytanie, czy sprzedawać akcje w panice, aby być pierwszym korzystającym z dostępnej płynności, czy trzymać się długoterminowych strategii (np. dywidendowych) i pozostawić papiery w portfelu. A może nawet zwiększyć zaangażowanie, jeżeli pojawi się taka okazja.

Mając w pamięci doświadczenia z roku 2020, gdzie panika była krótkotrwała, a odbicie szybkie i spektakularne, wielu inwestorów przetrzymało spadki do dnia dzisiejszego.  Z pewnością ich portfele straciły na wartości, ale nadal wiele spółek utrzymuje się na dość przyzwoitych poziomach. Można więc powiedzieć, że ciągle jest czas na reakcję i ewentualne modyfikacje strategii.

Dywersyfikacja - finansowe słowo 2022 roku

Polscy inwestorzy są przywiązani do warszawskiego parkietu i ja sam nie jestem pod tym względem wyjątkiem. Inwestowanie głównie na GPW, przez konta IKE i IKZE, a więc długoterminowo. W końcu wszystkie podręczniki i kursy inwestowania każą celować w horyzont sięgający przynajmniej kilku dekad.

Tymczasem w ostatnim czasie bardzo mocno doświadczamy negatywnych skutków braku dywersyfikacji. Zarówno na przykładzie własnym, jak i na przykładzie inwestorów z Rosji i Ukrainy.

Przede wszystkim Ukraina. Kraj napadnięty i częściowo już zrujnowany. Gdyby istniała giełda w Kijowie z pewnością spadki notowań przekroczyłyby 50%. Utrata terytorium, zniszczenia wojenne, spodziewana długotrwała recesja może pogrążyć każdy portfel inwestycyjny.

środa, 2 lutego 2022

Analiza fundamentalna i podejście dywidendowe nie zawsze idą w parze

Analiza fundamentalna i podejście dywidendowe są dla wielu inwestorów dość zbieżne, a niekiedy tożsame. Tymczasem są to bardzo różne podejścia, zakładające zupełnie inne zachowania na rynku. Ostatnie miesiące i sygnały płynące ze spółek pokazują, jak wielkie są te różnice.

Podstawowe rozróżnienie spotykane na rynku to podział na analizę techniczną i analizę fundamentalną. Wiadomo, jedna opiera się na wykresach, druga na analizie biznesu spółki, jej wyników finansowych i perspektyw.

Próbując dodać do tej układanki inwestowanie dywidendowe, naturalnie wrzuca się je do jednego worka z analiza fundamentalną. W końcu w obu przypadkach patrzy się na fundamenty spółki i perspektywy poprawy wyników. Różnicą zdaje się być tylko fakt, że podejście dywidendowe szuka dodatkowo dywidend, odrzucając spółki, które ich nie płacą. Pokażę dzisiaj, dlaczego są to tak różne strategie inwestycyjne.

Czego szuka inwestor fundamentalny

Skupmy się w pierwszej kolejności na analizie fundamentalnej. Wiemy, że bada ona biznes spółki, wyniki finansowe, perspektywy, otoczenie rynkowe itp. Posługuje się tu analizą raportów okresowych oraz wszystkimi informacjami, które płyną ze spółki i jej otoczenia. Co jest celem takiej analizy? Oczywiście wzrost wartości akcji. 

Analiza fundamentalna jest zbieżna z analizą techniczną w tym aspekcie, że szuka okazji, aby akcje danej spółki kupić taniej i sprzedać drożej. Inne są tylko narzędzia i horyzont czasowy, w jakich inwestorzy chcą kupować i sprzedawać akcje.

Kluczowym aspektem jest tu zamiar sprzedaży akcji. Czyli kupujemy spółki, które są w naszej ocenie niedowartościowane i spodziewamy się, że rynek je dostrzeże i wyceni wyżej. Ewentualnie szukamy spółek, dla których pojawia się jakiś czynnik wzrostowy, który w założeniu ma przełożyć się na skok wyceny w górę. Kiedy zaś spółka jest już wysoko wyceniona i spodziewamy się spadku wyników finansowych, sprzedajemy akcje i realizujemy zyski. 

Co ważne, fakt czy spółka wypłaca dywidendę, czy też nie, nie jest kluczowy dla takiej analizy. Można wyobrazić sobie inwestycję fundamentalną w spółkę na krawędzi wypłacalności, w której dostrzeżemy czynniki pozwalające jej wyjść na prostą. Zysk z takiej transakcji może być bardzo spektakularny, mimo że ryzyko również jest wyższe.

Podejście dywidendowe stawia na cash flow 

Inwestorzy preferujący podejście dywidendowe skupiają się wyłącznie na spółkach regularnie dzielących się zyskiem z inwestorami. Między bajki na polskim rynku możemy włożyć porównania do amerykańskich dywidendowych arystokratów, gdzie z łatwością można znaleźć spółki od kilku dekad wypłacające i podwyższające regularnie wypłaty. Na GPW chodzi przede wszystkim o to, aby spółka dzieliła się zyskiem regularnie. Co to w praktyce znaczy to już każdy definiuje inaczej na własne potrzeby.

Aby jednak regularne wypłaty były możliwe, potrzebny jest zdrowy biznes. Siłą rzeczy skupiamy się więc na spółkach o bardziej lub mniej ustabilizowanych biznesach, ale posiadających tę cechę wspólną, że regularnie generują nadwyżki gotówkowe. Podejście dywidendowe odrzuca więc spółki, które być może są perspektywiczne, ale dodatnich przepływów pieniężnych nie posiadają. Odpada więc znaczna część notowanych na GPW producentów gier czy firm biotechnologicznych.