Wystartowało Turbo Wyzwanie - weź udział, sprawdź się i wygraj atrakcyjne nagrody!

wtorek, 20 października 2026

Wystartowało Turbo Wyzwanie - sprawdź swoje umiejętności i wygraj nagrody!

Jak co roku jesień przynosi okazję do sprawdzenia swoich umiejętności w handlu z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Nie inaczej jest tym razem, gdyż w dniu wczorajszym wystartowało Turbo Wyzwanie, czyli gra inwestycyjna mająca na celu promowanie certyfikatów Turbo.

Aby wziąć udział w Turbo Wyzwaniu należy zarejestrować się na stronie wydarzenia i zaakceptować regulamin. Następnie warto odświeżyć swoją wiedzę o funkcjonowaniu certyfikatów, gdyż pewne elementy uległy zmianie w związku z wprowadzeniem systemu WATS. Kolejne kroki to dobre wykorzystanie fazy testowej oraz zaplanowanie strategii rynkowej, którą będziemy realizowali. Faza główna, w której będziemy rywalizowali o nagrody, startuje w dniu 26 października 2026r.

Materiał stanowi treść marketingową i został przygotowany w ramach płatnej współpracy realizowanej na rzecz ING Bank N.V., zleceniodawcy konkursu „Turbo Wyzwanie” i emitenta certyfikatów Turbo. ING Bank N.V. odpowiada za treść materiałów dotyczących certyfikatów.

Regulamin konkursu jest dostępny na www.grainwestycyjna.pl/article/terms. Kompletne i wiążące informacje dotyczące certyfikatów Turbo znajdują się w prospekcie na stronie internetowej ING Bank N.V. Inwestorzy powinni zapoznać się z prospektem znajdującym się na powyżej stronie internetowej przed podjęciem decyzji inwestycyjnej, w celu zrozumienia ryzyka i korzyści związanych z inwestycją.

Niniejszy materiał nie jest rekomendacją inwestycyjną. Żadne treści uwzględnione w materiale nie mogą być interpretowane jako sugerowanie inwestorom strategii inwestycyjnej dotyczącej certyfikatów Turbo.

Gra inwestycyjna łączy w sobie kilka elementów, które sprawiają, że jest tak ciekawym wydarzeniem w inwestycyjnym kalendarzu. Po pierwsze, jest to świetna okazja, żeby poćwiczyć inwestowanie z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Z pewnością duża część uczestników rynku na co dzień korzysta z tych instrumentów i nie mają one przed nimi tajemnic, ale nadal pozostaje szerokie grono inwestorów, którzy rozważają rozpoczęcie tej przygody, ale z różnych względów jeszcze się wahają. Bieżące wydarzenie jest okazją, żeby plany w końcu stały się rzeczywistością.

Drugi aspekt wiąże się z możliwością sprawdzenia się w intensywnym, krótkoterminowym inwestowaniu, bez ryzykowania własnego kapitału. Nie oszukujmy się, warunki konkursowe wiążą się z braniem na siebie większego niż zazwyczaj ryzyka. Sytuacja, kiedy możemy to zrobić na wirtualnym kapitale, ale z motywacją, aby w danym okresie dać z siebie maksymalnie dużo, może pozwolić nam usprawnić własny warsztat.

Trzecia sprawa to oczywiście nagrody, które można wygrać za zajęcie czołowych miejsc w konkursie. W przeciwieństwie do inwestowanych środków, nagrody są całkiem realne i stanowią dobrą motywację, aby powalczyć z innymi o zajęcie punktowanego miejsca. 

Zasady Turbo Wyzwania

Konkurs trwa od 19 października 2026r. do 6 listopada 2026r. Składa się on z fazy testowej oraz dwóch tygodni właściwej rywalizacji. tj. Fazy I i Fazy II.

W trakcie fazy testowej trwającej do 23 października 2026r. uczestnicy mogą zawierać transakcje w celach edukacyjnych, ale ich wynik nie będzie liczył się w rywalizacji i nie będzie podstawą do uzyskania nagród.

Faza główna składa się z dwóch oddzielnych tygodni, startujących 26 października i 2 listopada 2026r. Obowiązują w nich te same zasady, ale są to dwie oddzielne rywalizacje konkursowe, co jest istotne dla osób walczących o nagrody. Przed rozpoczęciem Fazy I i Fazy II, portfele są zerowane, zlecenia usuwane, a wartość konta przywracana do stanu początkowego.

W każdym z tygodni fazy głównej startujemy z wirtualnym kapitałem 100 000 złotych. Możemy je zainwestować w różne typy instrumentów na następujących zasadach:

  • maksymalnie 50 000 zł w certyfikaty Turbo
  • maksymalnie 100% kapitału w certyfikaty Tracker
  • maksymalnie 100% kapitału w certyfikaty inwestycyjne wybranych funduszy ETF
  • maksymalnie 100% kapitału w akcje spółek stanowiących instrument bazowy dla certyfikatów Turbo.
Widzimy więc, że główne ograniczenie dotyczy inwestowania z wykorzystaniem certyfikatów Turbo, które są instrumentami wykorzystującymi dźwignię finansową. Organizatorzy zapewne chcieli ograniczyć przypadki angażowania pełnego kapitału w jeden instrument, co mogłoby w pewnych okolicznościach dać najwyższe stopy zwrotu, ale równocześnie promowałoby mało rozsądne posunięcia rynkowe, mające niewiele wspólnego z inwestowaniem na realnych rachunkach.

Nie wprowadzono jednak żadnego progu wartości salda, które skutkowałoby wykluczeniem z rywalizacji. Oznacza to, że uczestnicy, którym na początku rywalizacji nie dopisało szczęście i którzy stracili znaczną część środków, będą mieli możliwość dalszej gry w celu poprawy swojego wyniku. Należy cały czas mieć świadomość, że każda z faz głównych trwa zaledwie 5 giełdowych sesji, więc w celu znalezienia się w czołówce warto unikać wszelkich obsunięć kapitału.

Nagrody

Łącznie w konkursie przewidziano 100 nagród, z czego 50 przypada na pierwszy tydzień fazy głównej, a 50 na tydzień drugi. Nagrody uzyska 50 uczestników, którzy według stanu na koniec tygodnia wypracowali najwyższą stopę zwrotu.

Warto jednak pamiętać, że jeden uczestnik może uzyskać maksymalnie jedną nagrodę. A więc jeżeli znajdziemy się w Top50 zarówno w pierwszym, jak i drugim tygodniu fazy głównej, uzyskujemy prawo tylko do jednej, wyższej wartościowo nagrody.

Jak widać na powyższej grafice, pula nagród jest całkiem atrakcyjna. Czołówka najlepszych uczestników otrzyma złote monety Amerykański Orzeł, odpowiednio 1 uncję, 1/2 uncji i 1/4 uncji, a dalsze miejsca nagrodzone zostaną kartami podarunkowymi Allegro o różnej wartości. Warto jest więc walczyć o znalezienie się wśród 50 najlepszych uczestników, nie tylko dla samej satysfakcji.

O czym jeszcze warto pamiętać

Podstawą sukcesu w rywalizacji jest oczywiście umiejętność optymalnego wykorzystania nadarzających się warunków rynkowych. W każdej z faz mamy pięć dni na uzyskanie najlepszego możliwego wyniku. Nie będę tu zachęcał nikogo do korzystania z maksymalnej dostępnej dźwigni finansowej (w końcu dla niektórych celem rywalizacji może być tylko przetestowanie swoich umiejętności), ale patrząc na doświadczenia minionych edycji, trudno było znaleźć się w czołówce bez posiłkowania się dźwignią.

Oczywiście certyfikaty Turbo, wokół których obraca się całe wydarzenie, charakteryzują się mechanizmem dźwigni finansowej, ale możliwe jest wykorzystywanie ich w bardziej konserwatywny sposób, tak aby nasza rynkowa ekspozycja nie była zbyt wysoka.

Warto również rzucić okiem na rynki surowcowe. Uwaga ta dotyczy w szczególności inwestorów koncentrujących się głównie na rynku akcji. Nie raz zdarzało się, że rynki akcyjne w okresie rywalizacji konkursowej charakteryzowały się niewielką zmiennością, a cała akcja rozgrywała się na rynkach surowcowych, np. na srebrze, gazie czy na platynie. Jeżeli na co dzień nie jest to nasze główne pole działania, warto wykorzystać Turbo Wyzwanie i spróbować poszerzyć zarówno horyzonty, jak i paletę instrumentów.

Nie bez znaczenia pozostają certyfikaty Tracker, które być może nie są jeszcze znane szerokiemu gronu uczestników. Co prawda nie oferują one dźwigni finansowej, więc w warunkach konkursowych ich znaczenie będzie mniejsze, ale za to świetnie mogą sprawdzić się w długoterminowej części naszych portfeli inwestycyjnych.

Na koniec warto pamiętać, że wprowadzenie giełdowego systemu WATS zmieniło pewne aspekty inwestowania z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Dotyczy to m. in. rodzajów zleceń, które możemy wykorzystywać przy handlu tymi instrumentami. Warto więc upewnić się, że jesteśmy na bieżąco z nowymi regulacjami, żeby w trakcie rywalizacji skupić się już wyłącznie na walce o najlepszy wynik.

Podsumowanie

Turbo Wyzwanie powraca w dobrym stylu, przynosząc nam jak zwykle nie tylko okazję do powalczenia o atrakcyjne nagrody, ale przede wszystkim do bliższego zapoznania się z certyfikatami Turbo. 

Faza testowa już trwa, więc warto już teraz zarejestrować się na platformie, odświeżyć wiedzę i zaplanować inwestycyjne ruchy na oba tygodnie fazy głównej. Nagrody czekają!

czwartek, 23 lipca 2026

Jaki benchmark dla inwestora indywidualnego?

Aktywne inwestowanie ma na celu pokonywanie rynku. Czym dokładnie jest jednak ten rynek i jak dobrać odpowiedni benchmark dla naszego stylu inwestowania?

Inwestowanie wiąże się z szeregiem dylematów. Nawet kupując ETFa, czyli podchodząc do rynku w sposób najprostszy z możliwych, musimy podjąć decyzję, na co będzie to ETF i dlaczego akurat taki, a nie inny. Czyli musimy mieć jakieś spojrzenie na rynek oceniając, czy idziemy maksymalnie szeroko, czy może stawiamy na określone grupy spółek. A jeżeli tak, na jakie i dlaczego.

W inwestowaniu aktywnym jest jeszcze trudniej, gdyż zazwyczaj nie udaje nam się zamknąć stylu inwestowania ściśle w ramach danego indeksu, który mógłby być dla nas benchmarkiem. Można oczywiście stosować mieszankę różnych wskaźników, ale wówczas znów, powinna być ona stała w czasie, żeby wagi dla benchmarków również nie musiały się zmieniać.

Z drugiej strony posiadanie benchmarku jest istotne, gdyż pozwala nam ocenić, czy przeznaczony na tę aktywność czas jest uzasadniony. W końcu alternatywą jest kupienie ETFa i poświęcenie naszej uwagi innym sprawom, być może ważniejszym. Jest to tym istotniejsze, że za ostatnią dekadę indeks WIG przekroczył 12% średniorocznej stopy zwrotu. Jeżeli samodzielnym inwestowaniem uzyskaliśmy gorsze wyniki, być może warto zwrócić nasz wzrok w kierunku innych zajęć.

TR czy nie TR

Pierwszą rzeczą, która niektórym umyka jest fakt, że spółki wypłacają dywidendy, a główne indeksy posiadają swoje dywidendowe odpowiedniki. Indeksy cenowe (bez TR) łatwiej jest pokonać, gdyż przy odcięciu dywidendy znika ona z pola widzenia, a cena akcji, i wraz z nią poziom indeksu, są obniżane. W efekcie indeks cenowy pokonać jest łatwiej.

W kalkulacji indeksu dochodowego przyjmowane jest założenie, że wypłacona ze spółek dywidenda jest natychmiast reinwestowana w te same akcje. Nie znika ona w czarnej dziurze, ale i nie leży bezczynnie. Jest tu natomiast pewna fikcja, gdyż w indeksach TR dywidenda "reinwestowana" jest od razu, podczas gdy w spółkach mija zazwyczaj pewien czas pomiędzy odcięciem prawa do dywidendy a jej faktyczną wypłatą inwestorowi. Np. w Grupie Kęty dywidendę odcina się w sierpniu, a wypłaca dopiero w listopadzie.

Z perspektywy inwestora indywidualnego za benchmark warto przyjąć sobie oczywiście indeks dochodowy, czyli TR. W końcu środki z dywidend trafiają na nasz rachunek i są do naszej dyspozycji. Nie ma tu znaczenia, czy zainwestujemy je w akcje tej samej spółki, akcje innych spółek czy wypłacimy sobie z rachunku w celu pokrycia kosztów życia. Dywidendy z naszego portfela nie znikają, stąd też przyjęcie za benchmark indeksu cenowego jest tworzeniem fikcji w celu ułatwienia sobie zadania, jakim jest pokonanie rynku. 

Tak jakbyśmy przy liczeniu opłacalności inwestycji w mieszkanie na wynajem uwzględniali tylko wzrost jego wartości, pomijając czynsze od najemcy.

Indeks indeksowi nierówny

Na polskim rynku do wyboru mamy kilka głównych benchmarków. A dokładnie 4 lub 5. Są one świetnie znane inwestorom, więc ich omówieniu nie warto poświęcać dużo uwagi. Niemniej o kilku rzeczach warto wspomnieć.

Indeks WIG jest to indeks szerokiego rynku, grupujący ponad 330 spółek z głównego parkietu. Jest to indeks dochodowy, a więc zakłada on reinwestowanie dywidend. WIG przeważony jest mocno w kierunku blue chipów, gdyż 20 największych podmiotów posiada ponad 75% udziału w indeksie. Z perspektywy inwestora może to być dużą wadą, gdyż rzadko nasze portfele odpowiadają tym największym spółkom. Chociaż z drugiej strony mogę się mylić, gdyż rankingi popularności spółek publikowane przez niektóre domy maklerskie pokazują, że w portfelach inwestorów indywidualnych dominują jednak blue chipy.

Indeksy Wig20, mWig40 i sWig80 grupują spółki kolejności ich płynności i kapitalizacji. Są one jak wiemy indeksami cenowymi, ale posiadają swoje dochodowe odpowiedniki z dopiskiem TR. Ich cechą wspólną jest to, że grupują spółki relatywnie duże, gdyż mówimy o 140 największych spółkach na rynku. Oznacza to, że raczej są to biznesy prowadzące realną działalność lub przynajmniej takie, od których rynek oczekuje dobrych wyników. 

Najmniejsza spółka z indeksu sWig80 posiada kapitalizację 130 mln zł, więc można powiedzieć, że wspólną ich cechą jest to, że są one inwestowalne dla funduszy i instytucji finansowych. Oczywiście nie wszystkie i nie dla wszystkich funduszy, ale generalnie można oczekiwać, że spotkamy te podmioty w akcjonariacie.

Indeksy te posiadają pożądaną przez inwestorów pasywnych cechę samooczyszczania. Jeżeli jakaś spółka ma gorsze wyniki finansowe i traci kapitalizację, to jej wpływ na dany indeks będzie stopniowo malał, aż w pewnym momencie zostanie z tego indeksu usunięta i zastąpiona przez inny, potencjalnie lepszy podmiot. W praktyce oczywiście nie musi być to podmiot lepszy, a jedynie bardziej płynny, o większej kapitalizacji.

Ale często zapominamy, że powyższa cecha samooczyszczenia posiada również negatywne oblicze, które ujawnia się w indeksach mWig40 i sWig80. Jeżeli jakaś spółka rozwija się i poprawia wyniki finansowe, co pociąga za sobą wzrost kapitalizacji, w pewnym momencie zdarza się, że "wyrasta" ona ze swojego dotychczasowego indeksu i przechodzi poziom wyżej. A więc spółki zaczynające jako mniejsze podmioty i rosnące z biegiem lat przechodzą po drabince indeksów w górę i z czasem przestają do nich kontrybuować. Zastępowane są przez walory, które być może podążają w kierunku przeciwnym.

Ciekawym przypadkiem jest Mercator, który w ciągu kilku lat zdążył przebyć ścieżkę zarówno w górę, jak i w dół. Bez wchodzenia w szczegóły warto zauważyć, że dla samego indeksu Wig20 kontrybucja była negatywna, gdyż w okresie rocznej obecności spółki w indeksie spadła ona o ponad 75%.

Oprócz głównych i dobrze znanych indeksów warto wspomnieć jeszcze o publikowanym przez serwis Stooq.pl indeksie PLWS, grupującym 412 spółek z głównego rynku GPW. Jest on znacząco różny od innych indeksów, gdyż każda spółka wchodząca w jego skład posiada taką samą wagę. Nie jest on więc skrzywiony w kierunku większych walorów i nie można powiedzieć w jego wypadku, że kilkadziesiąt największych spółek de facto kontroluje indeks, a cała reszta jest bez znaczenia.

czwartek, 2 lipca 2026

52 spółki rocznie - czy warto?

Na 2026 rok postawiłem sobie cel w postaci przeanalizowania 52 nowych spółek. Jest to bardzo ambitne zadanie, ale jeżeli się powiedzie, owoce mogą być bardzo atrakcyjne. Jaki stoi za tym koszt i czy warto się tak męczyć?

Jak pewnie pamiętacie, jestem inwestorem aktywnym, czyli takim, który samodzielnie dobiera spółki do swojego portfela. Celem jest oczywiście pokonanie rynku w długim horyzoncie czasowym, co dla mnie oznacza uzyskiwanie stopy zwrotu wyższej niż indeks sWig80TR. Dotychczas się to udaje, ale nie można spoczywać na laurach. Dlatego korzystając z faktu, że w moim portfelu inwestycyjnym zrobiło się nieco luźniej, od początku tego roku wyruszyłem na poszukiwania.

Na początek warto doprecyzować, na czym dokładnie polega zadanie. Chodzi o przeprowadzenie analizy fundamentalnej 52 nowych spółek. Nowych, czyli takich, których dotychczas nie miałem na radarze i których biznes nie jest mi znany. W praktyce oznacza to, że nie zaglądałem do tych spółek na przestrzeni przynajmniej dwóch ostatnich lat. 

52 nowe analizy to z jednej strony mało, a z drugiej dużo. Mało, gdyż na rynku mamy obecnie notowanych ok. 800 spółek, licząc zarówno rynek główny, rynek NewConnect, jak i spółki handlowane na fixingach (tak, tam też zaglądam). Można więc powiedzieć, że potrzebowałbym szesnastu lat, żeby przeanalizować wszystkie spółki na rynku, co biorąc pod uwagę debiuty oraz systematycznie zmieniającą się sytuację spółek, w żaden sposób nie pozwala na osiągnięcie celu w postaci pokrycia całego rynku.

Ale te 52 spółki to również bardzo dużo. Sekret tkwi w sztuce selekcji walorów, które znajdują się w naszym spektrum zainteresowań. Raczej nie interesują mnie spółki duże i dobrze rozpoznane. Nie patrzę więc na wszystko, co kręci się w Wig20 lub bliskich okolicach tego indeksu. Nie interesuje mnie również kilka istotnych segmentów rynku. Windykatorzy, energetyka, biotech, gaming - są to obszary, w które się nie zapuszczam i każdy z nich ma nieco powód, dlaczego tak jest.

Na samym dole giełdowej tabeli znajduje się również "muł", którego unikam. Spółki z NewConnect, które są w permanentnym przeglądzie opcji, które regularnie pivotują na chwytliwe tematy, które nie prowadzą żadnego realnego biznesu. Moim zdaniem inwestor nie ma tam czego szukać. Na marginesie, notowania wielu z tych spółek są od dawna zawieszone za nieskładanie sprawozdań finansowych.

Tak więc można powiedzieć, że w obszarze moich potencjalnych zainteresowań znajduje się nie więcej niż 300-400 spółek z warszawskiej giełdy. Jeżeli odejmiemy od tego walory, które już przeanalizowałem lub znam oraz walory które działają w ciężkich lub schyłkowych branżach, potencjalnych kandydatów zostaje jeszcze mniej. Przy takim założeniu, te 52 spółki to już jest całkiem spory kawałek tortu.

Żeby dać przykład, przez mój warsztat w tym roku przeszły m.in. takie walory, jak CStore, Trex, Excellence, 7FIT czy Proacta, a więc spółki rozgrzewające emocje inwestorów w ostatnich tygodniach. Z kolei na liście spółek, które planowałem przeanalizować, ale jeszcze tego nie zrobiłem są m. in. Opteam, czy APS Energia. Myślę, że ta grupa spółek daje dobry pogląd, po jakich obszarach rynku się poruszam z moimi poszukiwaniami. Nie zdradzam, czy i które z tych spółek mam obecnie w portfelu, bo to oddzielna historia, która wiele nie wnosi.

Ale lista ta pokazuje również, że odpowiednie przeszukiwanie rynku pozwala relatywnie wcześnie wyszukać spółki, na których może dziać się w przyszłości coś ciekawego. Zarówno fundamentalnie, jak i kursowo.

Ile czasu potrzeba na przeanalizowanie spółki?

Wytyczne są proste, analizujemy jedną spółkę tygodniowo. W praktyce trzeba będzie przeanalizować nieco więcej, gdyż będą urlopy, będą święta i inne okoliczności, które sprawią, że nie będziemy w stanie przeprowadzić analizy w danym tygodniu. A więc trzeba wcześniej zrobić bufor, żeby później nie upraszczać analizy pod presją czasu.

Czy tydzień na przeprowadzenie analizy fundamentalnej spółki to dużo? I tak i nie. Jeżeli zajmujemy się tym profesjonalnie, jest to więcej niż wystarczająca ilość czasu. Ale jeżeli mamy w życiu inne zajęcia, a inwestowanie nie jest naszą podstawową działalnością, jest to już wyzwanie. Zwłaszcza, że na bieżąco spływają nam raporty okresowe od spółek, które posiadamy już w portfelu lub na liście obserwacyjnej. 

W moim przypadku całość analizy oscyluje w okolicy 10-15 godzin. Oczywiście jest to wartość średnia, gdyż w wypadku niektórych spółek dość wcześnie okazuje się, że nie będą one dla mnie interesujące. Wówczas nie pogłębiam analizy, nie szukam szczegółowych informacji tylko wyrabiam sobie zdanie na podstawie mniejszej ilości danych i tak opracowana spółka trafia na listę przeanalizowanych. Z kolei jeżeli walor wygląda interesująco, pełna analiza potrafi zająć znacznie więcej czasu, obejmując dane sprzed kilku lat i np. analizę wywiadów z prezesem z przeszłych okresów.

W każdym razie nawet te 10 godzin oznacza średnio 2 godziny dziennie. A przecież mamy jeszcze raporty pokrywanych na bieżąco spółek, co może dołożyć kolejne 2 godziny dziennie lub nawet więcej. O obecności na callach wynikowych czy walnych zgromadzeniach nie wspominając. Więc widzimy już, że takie podejście do inwestowania już na wstępie odsiewa znaczny odsetek inwestorów lub potencjalnych inwestorów.

Czy warto?

Bilans kosztów i korzyści można zacząć od strony czasowej. Jeżeli dysponujemy kapitałem rzędu 100 tysięcy złotych i z każdych 5 przeanalizowanych spółek uda nam się wyłapać jedną, której akcje kupimy to przy mamy koszt czasowy na poziomie 50 godzin na kupiony walor. Jeżeli nasz ticket na spółkę to 10 tys. zł, a godzina naszego czasu kosztuje 50 zł wychodzi nam koszt znalezienia spółki na poziomie 500 zł. Przy stopie zwrotu 10% rocznie potrzebujemy 6 miesięcy, żeby ten koszt odzyskać w postaci stopy zwrotu.

Oczywiście im większe pozycje zajmujemy tym lepiej rozkłada się relacja potencjalnego zysku do nakładu czasowego na znalezienie spółki. Przy 100 tys. do przeznaczenia na jeden walor jest to zaledwie 0,5% wartości pozycji.

Ale pamiętać musimy o jeszcze jednej rzeczy. Poszukiwanie i analizowanie nowych spółek jest stałą działalnością inwestora. Jeżeli nie będziemy robili tego metodą jednej spółki tygodniowo, prawdopodobnie będziemy wykorzystywali inne podejście, które również pochłonie nasz czas. Oczywiście można powiedzieć, że wystarczy wykorzystać skaner fundamentalny i znajdzie się ciekawe spółki, ale nie jest to nawet zbliżone do przeprowadzenia rzetelnej analizy danego waloru.

Stan na półmetek roku

W niniejszym tekście opisałem dość ambitny plan analizy 52 spółek rocznie. Korzystając z faktu, że mamy połowę roku, warto spojrzeć krytycznie na stopień realizacji planu. Z zaplanowanych 26 spółek, w pierwszym półroczu 2026 roku udało mi się przeanalizować 16 walorów. Jestem więc ok, 2,5 miesiąca do tyłu, co oznacza wykonanie planu na poziomie zaledwie 61%.

Oczywiście znajdę szereg powodów, dlaczego postęp jest tak słaby. Można powiedzieć, że zabrakło czasu, organizacji lub analizę przykryły inne, bardziej pilne tematy. W każdym razie spółek przeanalizowałem mniej. Jednak patrząc na walory, które przez warsztat się przewinęły oraz na efekty tych analiz mogę śmiało powiedzieć, że było warto. Kilka kupionych spółek z nawiązką zrekompensowało czas poświęcony na ich poszukiwanie, a dzięki temu, że ich perspektywy na przyszłość są dobre, w kolejnych latach procent składany może jeszcze bardziej kontrybuować do wartości portfela.

Podsumowując, można powiedzieć, że narzucenie sobie analizy 1 spółki tygodniowo nie jest jakimś szczególnym rodzajem analizy. Jest jedynie określeniem intensywności tempa. Z tym, że w inwestowaniu osoba, która odwróci więcej kamieni i sprawdzi, co kryje się pod każdym z nich uzyskuje naturalną przewagę nad tymi, którzy pracują mniej. W inwestowaniu nie ma dróg na skróty, zwłaszcza jeżeli chcemy być inwestorem aktywnym.

W kolejnych tekstach postaram się rozwinąć niektóre wątki poruszone dzisiaj.