Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system inwestycyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system inwestycyjny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Czy inwestowanie dywidendowe w Polsce to fikcja?

Warszawska giełda jest stosunkowo młodym rynkiem. Do niedawna brakowało spółek o kilkunastoletniej historii notowań, posiadających w miarę stabilną politykę dywidendową. Na pierwszym planie była niezawodna TPSA (dziś Orange), ale jak pamiętamy, dwie luki cenowe zakończyły przynajmniej na jakiś czas byt tej spółki jako podmiotu o niezawodnych dywidendach.

Od kilku jednak lat przybywa spółek regularnie dzielących się zyskiem z inwestorami. Co więcej, pojawiły się długoterminowe planywpłacania dywidendy, w których zarządy deklarują minimalną część zysku, jaka będzie przeznaczana do wypłaty akcjonariuszom. Również wysokość wypłacalnych w ten sposób kwot staje się bardzo atrakcyjna, zwłaszcza w środowisku niskich stóp procentowych, z którym mamy do czynienia obecnie.

Wielu publicystów i komentatorów rynku, w tym również blogerów i inwestorów promuje podejście dywidendowe. Pokazuje się czytelnikom, że regularne reinwestowanie dywidendy ma sens, bowiem kolejna wypłata będzie liczona już od wyższej liczby akcji. Jednocześnie prezentowane są symulacje pokazujące długoterminowe wyniki takiego podejścia.

źródło: ridgewooddividendgrowth.com

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Ile zarobisz na moich sygnałach? [KONKURS]

Jakiś czas temu postanowiłem sprawdzić moje transakcje na opcjach. Nie pod kątem zysku lub straty, gdyż te tematy mam już opanowane i rozliczone, ale pod kątem momentu zawierania transakcji. Postanowiłem więc nanieść na wykres indeksu Wig20 moje transakcje opcyjne za ostatnie kilka miesięcy.

Jeśli kliknęliście w powyższy link lub znacie trochę tematykę opcyjną wiecie, że transakcje te nie są dokonywane na podobnej zasadzie, jak ma to miejsce w przypadku akcji lub kontraktów. Zazwyczaj gram spreadami, co oznacza, że poziom cenowy, od którego liczony jest mój zysk lub strata nie znajduje się dokładnie w miejscu zawarcia transakcji. 

Bywa więc tak, że transakcji dokonuję przy poziomie 2300 pkt na Wig20, a stratę ponoszę tylko wtedy, jeśli w ciągu kilku tygodni indeks spadnie poniżej 2200 pkt. A więc nie muszę się dokładnie wstrzeliwać w wierzchołek lub dołek, aby uzyskiwać odpowiednią przestrzeń bezpieczeństwa. Osoby zainteresowane tym tematem odsyłam do drugiego bloga, a tutaj zajmiemy się jedynie timingiem.

Poniżej prezentuję wykres indeksu Wig20 z naniesionymi na niego strzałkami wskazującymi sesje, w których dokonywałem transakcji oraz kierunek zagrań. Zielona strzałka oznacza grę na wzrosty (lub przeciwko spadkom), czerwona grę na spadki, a niebieska zrolowanie pozycji, czyli przesunięcie zagrożonego spreadu. W tym wypadku rolowałem w przyszłość i w dół, ale to mniej ważne.

poniedziałek, 27 października 2014

Koszty prowizji i poślizgów dla systemu inwestycyjnego

Rozmawialiśmy niedawno ze znajomym na temat tworzenia dla niego systemu inwestycyjnego. Lubi handlować często i do tego z dość dużą dźwignią (5-10 krotną). Oczywiście wszystkie pomysły trzeba najpierw przemyśleć i przedyskutować, żeby nie władować się na minę, która ujawni się dopiero podczas inwestowania.

Pomysł zakładał wchodzenie na rynek od razu na otwarciu sesji, a następnie zamykanie pozycji jeszcze przed południem, kasując w ten sposób zysk lub stratę. Nie będę wchodził w szczegółowe założenia, jakie zostały przyjęte dla zarabiania na rynku, gdyż nie są one w tej chwili istotne. Poważnym problemem wydała mi się jednak relacja skuteczności tego systemu w odniesieniu do kosztów, które były generowane.

Założeniem wyjściowym był rachunek o wielkości 50 tysięcy złotych oraz prowizje w wysokości 5 zł od kontraktu. Pojawił się jednak problem z oszacowaniem poślizgów związanych z wykonywaniem zleceń. Skoro jednak w grę wchodziło handlowanie nie więcej niż 10 kontraktami za jednym razem, przyjęliśmy, że będzie to 1 punkt indeksowy, czyli minimalny krok notowań, zwany też tickiem. 


A zatem, wiedząc że pozycje będą zamykane tego samego dnia, mamy 5 zł prowizji i 1 punkt poślizgu za otwarcie oraz 5 zł prowizji i 1 punkt poślizgu za zamknięcie każdego kontraktu. Wiedząc, że punkt kosztuje 20 zł, daje nam to dzienne koszty handlowania tym systemem na poziomie 50 zł.

wtorek, 23 września 2014

Czy jest tu jakiś doświadczony inwestor?

Kilka dni temu, w minioną środę na jednym z czatów giełdowych, padło podobne pytanie, gdzie wirtualny inwestor (być może inwestujący też realne pieniądze) poszukiwał kogoś z większym doświadczeniem. Pytanie, na jakie poszukiwał odpowiedzi brzmiało mniej więcej tak: będzie teraz rosło, czy spadało?

Trudno jest się nie uśmiechnąć, widząc takie podejście do rynku i inwestowania, ale z drugiej strony każdy z nas kiedyś przez to przechodził i znamy to z własnych doświadczeń. Wiele osób pozostaje właśnie na tym etapie inwestowania, kiedy to za każdym razem należy się zastanawiać, co zrobi rynek. Zbiera się opinie innych, dokłada własne, rysuje kilka kresek i w oparciu o to próbuje zarabiać pieniądze. Z wynikiem najczęściej negatywnym.

Z doświadczenia wiem, że czasem trudno jest wydobyć się z takiego właśnie podejścia. Nie zawsze trafi się na odpowiednią osobę, książkę lub szkolenie, pozwalające na otwarcie oczu na zagadnienie długoterminowego sukcesu inwestycyjnego. Wiele osób zastanawia się więc każdego dnia, co zrobi rynek. Czyta, pyta, głowi się i kombinuje. I tak każdego dnia, od transakcji do transakcji.

Poszukiwanie długoterminowej przewagi powinno być procesem logicznym. Przecież intuicyjnie wiemy, że nikt nie otwiera budki z hamburgerami na pustyni, czy też punktu serwisującego drukarki w małej wiosce gdzieś pod lasem. Dlatego właśnie, że logika podpowiada nam, że taki biznes raczej nie będzie dochodowy. I, co ważne, nie jest to intuicja, ale przeważnie możemy wymienić kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Dlaczego więc w przypadku inwestowania takie zdroworozsądkowe podejście zawodzi?

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Mini Market Wizards

Kilka miesięcy w jednym z wpisów podzieliłem się trzema elementami, które w mojej ocenie pozwalają mi lepiej inwestować na rynku. Tym razem sądzę, że nadszedł czas na kolejne trzy rady, które są dla mnie niezmiernie ważne.

Uświadomienie sobie ich zajęło mi całkiem dużo czasu i oczywiście było konsekwencją ponoszonych na rynku porażek. Jako człowiek myślący starałem się znaleźć błędy, które popełniam oraz wyrobić w sobie prawidłowe nawyki, które konsekwentnie stosowane pozwolą na odniesienie długofalowego sukcesu. Przedstawione poniżej trzy rady są ze sobą powiązane, dzięki czemu można je potraktować jako części jednej całości.

Tytuł wpisu pochodzi oczywiście od książek powstałych w rezultacie rozmów z inwestorami, którzy odnieśli na rynku sukcesy. Ich dobre rady oraz recepty na zarabianie w znacznym stopniu pomogły mi w zmianie podejścia do rynku, dzięki czemu poprawie uległy również moje wyniki. Każdego, kto jeszcze nie miał okazji przeczytać Market Wizards, odsyłam do recenzji.



czwartek, 8 maja 2014

Trzy porady, by lepiej inwestować

Zagadka:

Ilu transakcji potrzeba, żeby być lepszym na giełdzie od dużej części inwestorów?

Odpowiedź:

Żadnej. Mój portfel na jednej z gier giełdowych, mimo że nieaktywny od wielu miesięcy, ciągle utrzymuje zbliżone miejsce w rankingu.

Bardzo często rady udzielane inwestorom dotyczą "dużych" kwestii - podstawowych zasad inwestowania, które mają za zadanie pomóc w stawianiu pierwszych kroków w skutecznym funkcjonowaniu na giełdzie. Okazuje się jednak, że oprócz tych zasad istnieje wiele praktycznych porad, które potrafią często przesądzić o sukcesie bądź też porażce danego podejścia.

W tym tekście napiszę o trzech zasadach, które uważam za charakterystyczne dla mojego stylu inwestycji. W rezultacie nie wszyscy mogą się zgodzić w tymi regułami i nie wszyscy muszą. Ale sądzę, że są one przynajmniej warte rozważenia, gdyż zdecydowanie poprawiają one moje wyniki, jednocześnie podnosząc psychiczny komfort inwestowania. Z pewnością podchodząc inaczej do tych zagadnień, miałbym dużo większe problemy w codziennym radzeniu sobie z rynkiem. Z drugiej strony, z rozmów z innymi inwestorami wiem, że nie wszyscy tak do tego podchodzą, stąd też uważam, że warto jest zaproponować takie właśnie zasady.



wtorek, 19 listopada 2013

Mechaniczny system inwestycyjny - czy każdy musi go mieć?

Inwestorzy podejmują decyzje dotyczące transakcji w oparciu o bardzo różne przesłanki. Sporą rzeszę zwolenników ma analiza techniczna, wiele też osób kieruje się wskazaniami analizy fundamentalnej. Niezależnie od tego, w oparciu o jakie przesłanki budujemy nasz plan inwestycyjny, niewiele osób może o sobie powiedzieć, że posiadają metodę opartą o zobiektywizowane i przetestowane kryteria.

Z drugiej strony liczni autorzy publikacji związanych z inwestowaniem często podkreślają wielką wagę systemu w pełni mechanicznego. Takiego, w którym czynnik ludzki zostaje wyeliminowany, jako potencjalne zagrożenie dla całej konstrukcji, a decyzje inwestycyjne podejmowane są tylko i wyłącznie w oparciu o kryteria z góry ustalone i poddane wcześniejszym testom.

Mechaniczny system inwestycyjny
żródło: www.digitaltrends.com

Mechaniczny system inwestycyjny

Istnieje wiele definicji starających się opisać system mechaniczny. Większość z nich akcentuje zamknięty zestaw reguł, które zostają stworzone na początku, przetestowane w symulacjach komputerowych na danych historycznych, a następnie dopiero dopuszczone od funkcjonowania w realnym otoczeniu rynkowym. 

Zastosowanie symulacji komputerowej zakłada, że system ten będzie pracował w oparciu o wykresy, a co za tym idzie, jego podstawą będą najczęściej wskazania płynące z analizy technicznej. Jeden wskaźnik wygeneruje sygnał, oscylator go potwierdzi, średnia krocząca wykaże zgodność z dominującym trendem i można zajmować pozycję. Tak też w rzeczywistości najczęściej bywa. Wynika to z naturalnej podatności ciągu danych, jakimi są notowania giełdowe, na różnego rodzaju matematyczne przekształcenia.

Skoro jednak system mechaniczny to zamknięty zestaw reguł, możliwe jest zbudowanie go przy wykorzystaniu innych kryteriów niż te bazujące na wykresie. Tyle tylko, że w tym przypadku ciężej jest zobiektywizować zasady takiego systemu. Regułami mogą być dobre wyniki kwartalne, wskaźnik C/Z wyższy od określonego poziomu, czy też sprawny odpowiedzialny zarząd. Jednak tutaj trudno jest w zupełności odciąć się od indywidualnej oceny poszczególnych elementów, co sprawia, że system nie jest w pełni mechaniczny. Można podejmować próby przekładania danych opisowych na liczby, co skutecznie robi Albert Rokicki w swoich analizach spółek.

Mechaniczny system inwestycyjny ma niewątpliwie wiele zalet. Pierwszą z nich jest faktycznie wyeliminowanie czynnika ludzkiego. Wyłączamy więc możliwość subiektywnego postrzegania poszczególnych sytuacji rynkowych, a w konsekwencji wpływania na wyniki systemu. W rezultacie, jeśli tworząc system wzięliśmy poprawki na wszystkie istotne dla jego rezultatów czynniki (prowizje, poślizgi, luki cenowe etc.), powinniśmy w efekcie uzyskać mniej więcej to, co pokazały komputerowe symulacje.

Druga wielka zaleta posiadania takiego systemu to możliwość zweryfikowania, czy dane techniki inwestycyjne rzeczywiście mają sens. Czy nie porywamy się z motyką na słońce próbując stosować oscylatory w sposób, jaki zalecają podręczniki liczące sobie kilka dekad, a często jest to sposób od dawna nie działający. Możliwość przetestowania koncepcji daje nam właśnie odpowiedź na takie pytanie - czy udało nam się uzyskać obiektywną przewagę nad rynkiem. Nie błądzimy więc na ślepo, ale jeśli faktycznie wszystkie przygotowania odbyły się w sposób prawidłowy, mamy bardzo duże szanse na odniesienie sukcesu.

Trzecim wartym podkreślenia atutem, jaki dają systemy mechaniczne jest powtarzalność wyników. Z góry wiemy, jakie mniej więcej otrzymamy rezultaty, jaki będzie stosunek średniego zysku do średniej straty, czy też jaką skuteczność uzyskają nasze transakcje. W efekcie możliwe staje się zastosowanie matematycznych i statystycznych narzędzi pozwalających poprawiać wyniki systemu, zmniejszyć ryzyko bankructwa, czy też dobrać optymalną wielkość pozycji i dywersyfikację portfela. 

Przedstawione powyżej zalety, choć z pewnością nie jedyne, kuszą, aby mechanizować swój system.

System inwestycyjny z elementem ocennym

Pokaźna część inwestorów korzysta z systemu półmechanicznego. Posiadają oni pewien zbiór reguł, zarówno w zakresie doboru spółek do portfela, wyboru momentu otwarcia pozycji, czy podejmowanego ryzyka, ale reguły te nie tworzą zamkniętej całości. W rezultacie inwestor poszukuje okazji na rynku poprzez pewne konkretne kryteria, ale na podjęcie ostatecznej decyzji wpływ ma też każdorazowo opinia inwestora na temat danego przypadku. Czy wykres spełnia warunki, w jak wielkim stopniu je spełnia, czy są jakieś inne elementy, które mogłyby stawiać transakcję pod znakiem zapytania. A może wręcz przeciwnie, pojawiły się dwa sygnały jednocześnie, ale jeden z nich jest o wiele bardziej atrakcyjny od drugiego? Może wygląda ładniej, inwestor już kiedyś kilkukrotnie skutecznie w oparciu o daną formację spekulował i jest przekonany, że będzie ona sukcesem? A co jeśli ten "gorszy" sygnał pojawi się o dzień wcześniej i w rezultacie "przechwyci" on transakcję? Tu właśnie decydujący może okazać się osąd ludzki.

Oczywiście nie dotyczy to tylko i wyłącznie chwili otwarcia pozycji. Również zarządzanie nią poprzez system zleceń stop loss i take profit może przyjmować zupełnie inną postać w podejściu mechanicznym i dyskrecjonalnym. Pisałem już o tym przeszło trzy lata temu.

Od razu należy poczynić zastrzeżenie, że nie są to systemy w zupełności labilne, gdzie wiele rzeczy jest pozostawione przypadkowi bądź gorszemu samopoczuciu inwestora. Są to określone z góry techniki i metody inwestycyjne, restrykcyjne przestrzeganie zarządzania kapitałem, ale jednocześnie jest pewien element dyskrecjonalny, który przed ostatecznym rozstrzygnięciem pozostawia inwestorowi pewien zakres swobody. Coś jak zbiór zasad, którymi kieruję się w przypadku spółek ciekawych technicznie, ale jeszcze bardziej dopracowany.

Zderzenie dwóch podejść

Wyobraźmy sobie, że w pewnym momencie inwestor od lat skutecznie zarabiający na giełdzie przy wykorzystaniu swoich narzędzi w połączeniu z intuicją, postanawia przejść na system w pełni mechaniczny. Co robi? Oczywiście stara się przełożyć wszystko to, co ma w głowie na komendy zrozumiałe dla komputera. Ocenia "urodę" wykresu, którą do tej pory bardziej wyczuwał niż rozumiał i stara się wyłuskać z niej te elementy, które pozwolą odróżnić wykresy wyjątkowe od tych przeciętnych. Myślicie, że to łatwa sprawa?

Powiem teraz przez chwilę z własnego doświadczenia. Jak wiecie, co miesiąc publikuję Spółki Ciekawe Technicznie w formie nagrania na YouTube. Za każdym razem przez ok 30 minut opowiadam o tym, dlaczego dane spółki zyskują moje uznanie, a dlaczego inne mi się nie podobają. Jestem właśnie takim inwestorem, który ma pewien zestaw reguł, ale też korzystam z intuicji i doświadczenia. Z nagrań zapewne wynika więcej tej intuicji niż stosuję w rzeczywistości, ale też nie ujawniam całego warsztatu dokonywania transakcji. I po takim nagraniu dostaję zazwyczaj od widzów kilka propozycji spółek, które mogą spełniać moje kryteria. Niektóre faktycznie wyglądają atrakcyjnie, ale niestety duża część odpada z bardzo podstawowych powodów.

Wtedy własnie dociera do mnie, jaka jest różnica między moim spojrzeniem na dany wykres, a spojrzeniem drugiej osoby. I nie mówię tutaj, że mój punkt widzenia jest lepszy, one są zwyczajnie inne. I w takiej sytuacji wytłumaczenie komputerowi, aby był w stanie skutecznie replikować moje decyzje podejmowane z wykorzystaniem doświadczenia i intuicji, staje się zadaniem niewykonalnym.

Co jeśli inwestor usilnie próbuje zaprząc algorytmy do opisania czegoś, czego opisać się nie da? Angażując się w mechanizację swojego systemu odchodzi od pierwotnego podejścia na rzecz rozwiązań sztucznych. Nie widzi już intrygująco ładnego wykresu, ale wykres, w którym oscylator przebija pewien poziom, a wolumen zwiększa się lub zmniejsza. W swoich decyzjach na rynku stara się testować różne rozwiązania, aby wyłuskać zmienną odpowiadającą za sukces, a w rezultacie być może sukces wymyka mu się z rąk, gdyż saldo jego rachunku nie przyrasta już tak szybko, albo nawet się zmniejsza.

Podsumowanie

Przełożenie doświadczenia i intuicji na język programowania nie zawsze jest możliwe. Czasami może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Czy więc warto jest starać się o zbudowanie systemu mechanicznego?

Przede wszystkim trzeba się zastanowić, jaki jest udział elementów uznaniowych w naszych decyzjach inwestycyjnych. Czy mamy jakiś rdzeń ścisłych zasad, które przestrzegamy i jak jest on duży?

Po drugie, czy nasze działania na giełdzie są zyskowne. Jeśli tak, nie zawsze trzeba coś zmieniać, wystarczy kontynuować dobrą praktykę i wystrzegać się potknięć. Jeżeli natomiast nie zarabiamy na giełdzie lub też chcielibyśmy poeksperymentować z czymś nowym, warto jest popracować nad systemem mechanicznym.

Niekiedy decydujące znaczenie ma rynek, na którym działamy. Zupełnie inaczej wygląda to na rynku forex, gdzie często posiadanie systemu samodzielnie składającego zlecenia jest koniecznością, bo nie zawsze można operować wsparciami i oporami, a inaczej na rynku opcji, gdzie systemy w pełni mechaniczne nie są bardzo popularne.

Dlatego też nie powinno się ulegać presji, że jeśli dana metoda nie jest w stanie wygenerować komputerowego raportu podsumowującego jej wyniki to jest ona z gruntu podejrzana. Być może podejście w połowie intuicyjne to jest właśnie to, w czym odnajdujemy się najlepiej jako inwestor. I jeśli coś działa dobrze, nie trzeba przy tym grzebać.

A jakie jest Wasze podejście? Proszę Was, abyście postarali się w komentarzu określić procentowy udział czynników obiektywnych (analiza techniczna, sygnały ze wskaźników, precyzyjne ryzyko na transakcję) oraz czynników subiektywnych, gdzie pozwalacie sobie na dopuszczenie do głosu elementów trudnych do precyzyjnego zdefiniowania.

Bardzo jestem ciekaw, jak wygląda to u Was.

sobota, 12 października 2013

Testowanie pomysłu na system inwestycyjny cz.6

Budowanie własnego systemu inwestycyjnego nie jest łatwym zadaniem. W poprzednich częściach tego cyklu starałem się Was zainspirować do rozpoczęcia własnych prób, ponieważ na rynku są ciągle pewne prawidłowości, które można zyskownie wykorzystywać. 
Dzisiaj prezentuję ostatnią część cyklu nagranego rok temu. Przechodzimy w nim ze zwykłego systemu opartego na akcjach (mimo że zajmującego pozycję na indeksie Wig20), na kontrakty terminowe. Zobaczycie w nim, że zwiększenie dźwigni finansowej podnosi zyski, ale też zwiększa ryzyko bankructwa. Wszystko jest uzależnione od obsunięć kapitału, jakie nasz system dopuszcza. Uświadamia to też konieczność pracowania właśnie nad tym jego elementem, aby inwestowanie nie skończyło się w przykry dla nas sposób.

W nagraniu tym pokazuję również graficzną wersję naszego pomysłu na system. Zobaczycie, w którą stronę można go jeszcze rozwijać, aby osiągać interesujące rezultaty. Takie nałożenie transakcji giełdowych na wykres bardzo dobrze oddaje obraz samego systemu, zarówno jego słabe, jak i mocne strony.

Na razie jest to ostatnie nagranie z cyklu testowania pomysłu na system inwestycyjny. Zachęcam do obejrzenia wszystkich części, a następnie wypowiedzenia się, co o tym myślicie.

sobota, 14 września 2013

Testowanie pomysłu na system inwestycyjny cz. 5

Dostałem sygnały, że domagacie się kolejnej części. I słusznie, bo już dawno powinna się ukazać. Zatem wedle życzenia:

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Testowanie pomysłu na system inwestycyjny cz.4

W kolejnym nagraniu rozwijamy kodowanie oraz sięgamy po pierwsze wnioski. Poznacie również kilka szczegółów na temat zasad budowania systemów inwestycyjnych.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Testowanie pomysłu na system inwestycyjny cz. 3

I nadszedł czas na kolejną część testowania pomysłu na system inwestycyjny. Tym razem zaczynamy bawić się kodem :)

środa, 7 sierpnia 2013

Testowanie pomysłu na system inwestycyjny cz. 2

Może nie wszyscy zauważyli, ale na kanale Humanisty na YouTube ukazało się już drugie nagranie z cyklu o testowaniu systemu inwestycyjnego. Omawiam w nim źródła inspiracji do tworzenia własnych systemów inwestycyjnych, a także wyjaśniam, jak ja wpadłem na testowaną koncepcję.

Co ważne, omawiam też zasady otwierania pozycji, co jest szczególnie istotne w kontekście prowadzenia późniejszych testów.

Zgodnie z zapowiedziami, kolejne nagranie ukaże się, gdy uzyskamy 430 subskrybentów :)

poniedziałek, 29 lipca 2013

Jak testować pomysł na system inwestycyjny - cykl wideo

Na kanale Humanisty na YouTube pojawiło się już ponad 400 subskrybentów, wiec zgodnie z obietnicą udostępniam pierwsze z cyklu 6 (lub więcej) szkoleń na temat testowania systemu inwestycyjnego.

Wideo zostały nagrane już dawno temu, bo pod koniec października 2012 roku, a więc przeszło 9 miesięcy temu. Początkowo miałem je udostępniać razem z innymi nagraniami, ale jako że tworzą one zwarty cykl, postanowiłem zostawić je na jakąś szczególną okazję. I tak się zeszło...

W nagraniach tych omawiam początkowe etapy tworzenia systemu inwestycyjnego. Pierwsze koncentruje się na narzędziach służących do testowania systemu, czyli na programie, dzięki któremu będziemy mogli sprawdzić, czy cała koncepcja ma sens i czy warto jest rozwijać ją dalej. W drugim nagraniu omawiam, skąd można czerpać inspiracje do stworzenia własnej metody inwestycyjnej, a także omawiam założenia wyjściowe systemu, na którym będę przeprowadzał testy podczas kolejnych nagrań. Dalej pisana jest formuła umożliwiająca sprawdzenie siły sygnału wejścia oraz stopniowo dodawane są kolejne elementy, które pozwolą na oszacowanie wyników i sprawdzenie, czy cała koncepcja warta jest dalszego rozwijania,

Podczas oglądania pierwszego odcinka i wszystkich kolejnych pamiętajcie proszę, że nie jest to test kompletnego systemu inwestycyjnego. Moim celem jest jedynie pokazanie, w jaki sposób można zbadać siłę sygnału, który będzie nam wskazywał moment otwarcia pozycji. Oprócz tego konieczne jest jeszcze obudowanie go systemem stopów zapobiegających utracie pieniędzy oraz kasujących zysk osiągany przez nasze pozycje. Oprócz tego trzeba się też skupić na zarządzaniu wielkością pozycji, czyli decydowaniem jak wiele postawić na szali, żeby nasz portfel nie wyleciał w powietrze w pierwszych kilku transakcjach.

Kiedy ukażą się już wszystkie z przygotowanych przeze mnie nagrań, opublikuję kolejne, pokazujące zachowanie się napisanej części systemu w okresie po październiku 2012r., czyli na danych, które nie wchodziły w zakres wcześniejszych testów. Zobaczymy w ten sposób, czy prezentowana przeze mnie metoda broni się również do dnia dzisiejszego.

Zachęcam do uważnego zapoznania się z przedstawionym materiałem i aktywnego komentowania, gdyż w ten sposób możemy wyjaśniać nieścisłości oraz wprowadzać dodatkowe uwagi.

Tak wiec poniżej przedstawiam pierwszą część nagrania, a każde kolejne będzie się ukazywało co 15 kolejnych subskrybentów przybywających na kanale YouTube.