Początek maja dał się inwestorom giełdowym mocno we znaki. Zaostrzenie wojny celnej pomiędzy USA i Chinami mocno podkopało optymizm na światowych rynkach. Dotyczy to również GPW i warto zastanowić się, co to oznacza.
Podsumujmy najpierw fakty. Sp500 spadł w ciągu ostatnich dwóch tygodni o 5%. Indeks MSCI Emerging Markets stracił na wartości 7%. Wig20 stracił 9,2%, mWig40 7,1%, a sWig80 relatywnie najmniej, bo zaledwie 3,3%. O tyle też spadł indeks cenowy szerokiego rynku, najlepiej odzwierciedlający sytuację najmniejszych spółek.
Analitycy i komentatorzy rynkowi są generalnie zgodni, że głównym powodem ostatnich spadków jest zaostrzenie retoryki na osi USA-Chiny, czyli kolejna odsłona konfliktu, o którym nieco w ostatnich tygodniach zapomnieliśmy
Wyraźnie widać, jak wielkie piętno odbiły te spadki na indeksie Wig20. Wydawało się już, że rozpoczynamy ambitny rajd na rejony 2500 i 2600 pkt, tymczasem przyszło nam przełknąć gorzką pigułkę i szukać dna w odniesieniu do najgorszych momentów minionego roku.
Dodatkowo niepokoi dynamika spadków. Rynek w bardzo szybkim tempie spadł o ponad 200 punktów, co w przeszłości nie zdarzało się często. Tym bardziej warto zastanowić się, co oznacza to dla inwestorów na krajowym podwórku.
Kiedy na początku maja opublikowałem comiesięczne zestawienie Spółek Ciekawych Technicznie stwierdziłem, że rynkowi brakuje paliwa do dalszych wzrostów, a z czynników mogących wpływać na warszawską giełdę w kolejnych miesiącach przeważają te o zabarwieniu spadkowym. Nie trzeba było długo czekać, żeby ten pesymizm udzielił się rynkom, mimo że został on spowodowany głównie aktywnością prezydenta USA.
Po kilku dniach spadków, 8 maja, opublikowałem nagranie, z którym Subskrybenci mojego kanału na YouTube zapoznali się już tydzień temu, a które nadrobić możecie poniżej:
Jedną z głównych tez mojego wystąpienia było stwierdzenie, że spadki dotykają przede wszystkim największych spółek, a mniejsze podmioty są na nie mniej podatne. Czas sprawdzić, jak sytuacja wygląda obecnie.