Wystartowało Turbo Wyzwanie - weź udział, sprawdź się i wygraj atrakcyjne nagrody!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie moje luźne gadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie moje luźne gadanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 września 2015

Kwartał bycia przedsiębiorcą - doświadczenia i bilans

W tym tygodniu mijają równo trzy miesiące od dnia, w którym założyłem moją działalność gospodarczą. Zdecydowałem się na ten krok, gdyż był on naturalny jeśli chodzi o rozwój bloga, a i moi partnerzy coraz częściej pytali o możliwość rozliczania się za pomocą faktury VAT. Moje doświadczenia związane z zakładaniem firmy opisałem w tekście sprzed kilku tygodni, do którego odsyłam wszystkich, którzy go jeszcze nie czytali. Dzisiejszy tekst będzie kontynuacją poprzednich rozważań.

Tekst ten jest drugim z cyklu dotyczącego prowadzenia własnej firmy. W artykułach tych dzielę się moimi doświadczeniami związanymi z blogowym biznesem. Polecam również konkretne rozwiązania, które sprawdziły się w moim przypadku, jak również poruszam praktyczne aspekty funkcjonowania firmy. Do tej pory w cyklu ukazały się:
  • Kwartał bycia przedsiębiorcą - doświadczenia i bilans 
Jeśli interesuje Cię temat zakładania i prowadzenia własnej działalności, polecam przeczytać również wcześniejsze wpisy.

Jak oceniam minione trzy miesiące


Okres prowadzenia firmy to w zdecydowanej większości pozytywne doświadczenia. Formalności i koszty, które się w związku z tym pojawiły okazały się nie takie straszne i stosunkowo łatwe do udźwignięcia, a korzyści przekroczyły moje oczekiwania. Mam tu na myśli nie tylko korzyści finansowe, gdyż te są efektem kilku lat blogowania, ale również zmiany w moim nastawieniu do tworzenia obu serwisów i ogólnej aktywności w sieci. Ponosząc określone koszty, musiałem podjąć kilka ważnych decyzji i, mówiąc kolokwialnie, wziąć się za siebie. Z pewnością przełożyło się to na wiele nowych doświadczeń.

Możliwość odliczania kosztów - największa zaleta


Dotychczas w mojej blogerskiej działalności miałem bardzo ograniczone możliwości odliczania kosztów od uzyskiwanych przychodów, W rezultacie opierałem się na sztywnym, 20-procentowym koszcie uzyskania przychodów. Koszty były oczywiście zdecydowanie wyższe, ale nie miałem możliwości ich odliczenia.

Prowadzenie działalności daje mi taką możliwość. W efekcie wszystkie stałe koszty, takie jak utrzymanie serwera i domen, reklama na facebooku, koszty dojazdów na spotkania z klientami i partnerami mogły w końcu zostać uwzględnione w rozliczeniach. Oprócz tego, mogłem przekazać na działalność gospodarczą ruchomości, które służą mi w większości do firmowych działań. Mam tu na myśli chociażby komputer czy też samochód.

Kolejnym krokiem jest czynienie inwestycji na potrzeby rozwoju blogów. Z tym też założeniem zakupiłem kamerę HD, którą niebawem wykorzystam do tworzenia nowych nagrań. Mam nadzieję, że ta forma przypadnie Wam do gustu. Podobna inwestycja być może nie doszłaby do skutku, gdybym nie mógł ująć tego wydatku w kosztach.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Power Grid - planszowy wymiar inwestowania

Zazwyczaj gry planszowe kojarzą nam się z dzieciństwem, kiedy to układaliśmy puzzle i właśnie rzucaliśmy kostką. Początki to niezawodny Chińczyk, gdzie nasze zwycięstwo jest niemal w 100% uzależnione od czynników losowych. Z kolei na drugim końcu znajduje się najprawdopodobniej gra Monopoly, na której zatrzymała się planszowa przygoda większości z moich czytelników.

Trzeba jednak pamiętać, że gry planszowe mają też swój profesjonalny wymiar. Nie ograniczają się one bowiem do zabawek dla dzieci, ale są przewidziane również dla dorosłych, preferujących ten rodzaj rozrywki. I są to gry, które stanowią nie lada majstersztyk i nie lada wyzwanie dla graczy. Jedna rozgrywka może trwać od godziny do nawet 4-5 godzin. 

Niedawno miałem okazję grać w planszówkę o nazwie Power Grid, co przetłumaczono na język polski jako Wysokie napięcie. Możecie kojarzyć ten tytuł, gdyż gra znajduje się w czołówce gier planszowych w Polsce i na świecie. Rdzeniem gry jest elektryfikacja możliwie największej ilości miast na terenie danej mapy. Mając określoną pulę początkowej gotówki musimy kupić elektrownie, zakupić do nich surowce, następnie wykupić prawa do zasilania konkretnych miast oraz zdecydować, jakich mocy przerobowych użyjemy, żeby zaopatrzyć ludzi w energię elektryczną. Odpowiednio do podjętych działań, jesteśmy nagradzani w formie gotówkowej, po czym następuje kolejna runda, nieco trudniejsza niż poprzednia.


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Jak założyć firmę nic za to nie płacąc - moje doświadczenia

Dzisiejszy wpis będzie wyjątkowy, bo poświęcam go zakładaniu działalności gospodarczej. A nie można chyba opisać tego lepiej niż na bazie własnych doświadczeń i przemyśleń z tym związanych. W czerwcu założyłem swoją firmę i od tego czasu jestem już przedsiębiorcą. Postanowiłem więc podzielić się z Wami uwagami i spostrzeżeniami z tego procesu, bo wiem, że prędzej czy później część z moich czytelników również będzie przechodziło tą samą ścieżkę. Chcę Wam pokazać, co zrobiłem dobrze, co nie do końca oraz które rozwiązania mogę polecić jako sprawdzone na własnej skórze.

Musicie pamiętać, że opisuję jedynie swoje doświadczenia. Mogą one być nieco inne od pozostałych ze względu na specyfikę prowadzonej działalności, jaką jest blogowanie. Inni muszą wynajmować lokal, kupować wyposażenie i zaciągać kredyty. Ja tego wszystkiego robić nie musiałem. Powiem Wam, dlaczego uznałem że warto w końcu zdecydować się na ten krok oraz jakie były moje uwarunkowania przed założeniem własnej działalności.

Tekst ten jest pierwszym z cyklu dotyczącego prowadzenia własnej firmy. W artykułach tych dzielę się moimi doświadczeniami związanymi z blogowym biznesem. Polecam również konkretne rozwiązania, które sprawdziły się w moim przypadku, jak również poruszam praktyczne aspekty funkcjonowania firmy. Do tej pory w cyklu ukazały się:
  • Jak założyć firmę nic za to nie płacąc - moje doświadczenia  
Jeśli interesuje Cię temat zakładania i prowadzenia własnej działalności, polecam przeczytać również wcześniejsze wpisy.

Wpis będzie długi, więc radzę zaklepać sobie na niego dłuższą chwilę. Jeśli uznacie, że warto się nim podzielić ze swoimi znajomymi, będę bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że tekst obroni się sam.

poniedziałek, 11 maja 2015

Wyjątkowi ludzie, którzy zmienili moje życie

Podejmując w życiu różne działania spotykamy wielu ludzi. Zdecydowana większość z nich nie wyróżnia się na tyle, abyśmy uznali ich za wyjątkowych. Często nawet ich nie zapamiętujemy. Jednak niektórzy wydają nam się inni, wybijają się ponad przeciętność na tyle, że zwracają tym naszą uwagę. Tych zapamiętujemy na długo, czasami na zawsze, i dobrze jest jeśli staramy się od nich czegoś nauczyć lub przynajmniej przewartościować swoje podejście do jakiegoś zagadnienia.

Przygotowując się do tego tekstu starałem się zebrać w pamięci te najważniejsze osoby, które sprawiły, że zatrzymałem się na chwilę i przemyślałem to i owo. Dzięki temu byłem w stanie zmienić coś w sobie, pojawiła się chwila refleksji na temat całościowego podejścia do życia lub nawet do jakiegoś drobiazgu w życiu, który w danej chwili był istotny.

Stryj


Pierwszą taką osobą w moim życiu był mój stryj, czyli brat mojego ojca. Najmłodszy z czterech braci, zawsze przejawiał nieco inne podejście do wielu spraw. Pasjonowały go łamigłówki i zagadki logiczne. Niemal każda jego wizyta lub spotkanie w rodzinnym gronie oznaczało dla dzieciaków nową zagadkę, którą trzeba było rozwiązać. 

Odkąd pamiętam, otaczały go książki. Na pierwszą komunię otrzymałem od niego 20 000 mil podmorskiej żeglugi oraz W 80 dni dookoła świata. Obie te książki przeczytałem z wielkim zainteresowaniem i to chyba one rozbudziły we mnie zainteresowanie literaturą, mimo że bardzo wiele w tym zakresie zawdzięczam moim rodzicom. W latach gimnazjum i liceum odbyłem dużą ilość rowerowych kursów do stryja, którym towarzyszył plecak wypełniony książkami. Jedne były odwożone, drugie przywożone, a nie przeczytałem nawet niewielkiej części księgozbioru. Nawet dziś, kiedy się go odwiedzi, w różnych dziwnych miejscach znajduje się aktualnie czytane książki.

Stryj stworzył i rozwinął firmę medyczną. Po kilkunastu latach sprzedał ją szwajcarom za kwotę z sześcioma zerami, a sam nadal pozostaje jej prezesem.

źródło: knowledgeformen.com

poniedziałek, 16 marca 2015

Na giełdzie nie zostaniesz milionerem, pozbądź się złudzeń

Wiele osób przychodzi na giełdę pod wpływem uzyskania informacji o jakiejś spektakularnej stopie zwrotu. A to znajomy zarobił na mieszkanie, ktoś inny w miesiąc podwoił kapitał lub w jakimś konkursie inwestycyjnym udało się uzyskać bardzo wysoką stopę zwrotu. Wtedy też rozpoczyna się inwestowanie z bardzo wysokimi oczekiwaniami co do uzyskiwanych rezultatów.

Oczekiwania te przekładają się na nasze wyobrażenia o przyszłości. Emerytura w wieku 40 lat, wakacje na jachcie, fajne samochody i duża rezydencja. Tak właśnie widzimy swoją przyszłość po określonym czasie na rynkach finansowych. A później przychodzi otrzeźwienie...

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z inwestowaniem, zakładałem że w pierwszym roku zarobię ok. 50%, a kolejne lata będą jeszcze lepsze. W tej sytuacji faktycznie przyszłość wyglądałaby bardzo atrakcyjnie. Dzisiaj już wiem, że tak różowo nie jest i mogę podzielić się kilkoma przemyśleniami z czytelnikami, którzy są dopiero na początku drogi.

Droga do Oscara


Pytanie o zarobienie milionów na giełdzie jest podobne do szans na otrzymanie Oscara. Setki tysięcy ludzi idą do szkół filmowych i aktorskich, ale kończy je nieco mniej osób. Zawód związany z filmem wybiera jeszcze mniej ludzi, podobnie jak jeszcze węższe grono ma na koncie jakieś filmy. Tylko część z tych filmów zdobywa większy rozgłos, niewielka liczba światowej skali, a zaledwie kilka z nich otrzymuje Oscara.

I tak samo jest z inwestycjami. Tylko niewielka część z inwestorów rozpoczynających grę na giełdzie (i innych rynkach) uzyskuje dodatnią stopę zwrotu. Niewielu udaje się utrzymać ten wynik przez kilka lat, a zaledwie garstka utrzymuje się na powierzchni przez dekadę lub dłużej. Z tych nielicznych, większość nie uzyskuje stopy zwrotu powyżej 10% rocznie. Stopa przekraczająca średniorocznie poziom 20% to już prawdziwa elita i zdobywcy inwestycyjnych Oscarów.

Zakładanie na samym początku tej drogi, że zajmie się miejsce na samym szczycie, jest z pewnością nadmiernie optymistycznym podejściem. Trzeba zdawać sobie sprawę, że szanse niepowodzenia są duże. Co jednak nie znaczy, że nam się nie uda.

czwartek, 26 lutego 2015

Bycie inwestorem bywa potwornie nudne - jak nie przesadzić

W chwili, gdy piszę ten wpis, mam dzień wolny. Odpaliłem więc rano komputer i nadganiam różne blogowe sprawy, podpinam to i owo, a także kątem oka obserwuję rynek. Aktualnie mam otwarte kilka pozycji, część na akcjach, a część na opcjach. Strategia akcyjna jest opiera się na filozofii Spółek Ciekawych Technicznie, czyli kup akcje w trendzie, a później pozwól trendowi robić swoje. Z kolei strategia opcyjna zakłada wystawianie opcji, zgodnie z zasadami które stosuję w Grubym portfelu, czyli mniej więcej polega to na wystawieniu opcji i nicnierobieniu, jeśli rynek nie zagraża pozycji.

Można powiedzieć, że jako inwestor głównie czekam. Obserwuję, czy nie dzieje się nic niepokojącego, a rzadko trafiają się sytuacje, w których dzień zwłoki może mnie kosztować jakieś większe pieniądze. Siedzę, czekam, czasem rzucę okiem na notowania.

A dzisiaj, mając trochę czasu, chciałoby się zarobić jakieś dodatkowe pieniądze. Sęk w tym, że zazwyczaj nie gram na rynku forex, kontrakty wykorzystuję sporadycznie, a inne instrumenty wykorzystuję w równie "leniwy" sposób, jak akcje i opcje. Aż mnie korci, żeby dokonać jakiejś transakcji, ale na szczęście udaje mi się powstrzymać. W rezultacie mój dzisiejszy dzień w kontekście inwestowania można określić prostym sformułowaniem - niczego nie popsuć.

źródło: talkingtrading.com,au

czwartek, 5 lutego 2015

Kredyt jak garnki za 8 tysięcy - jak to się robi

Trochę na bazie ostatnich perturbacji z kredytami we frankach szwajcarskich, a trochę na bazie mojego życiowego doświadczenia i przemyśleń, postanowiłem Wam opisać pewien stały i powtarzalny mechanizm, jaki realizowany jest na świecie. Nie będzie to może szczególne odkrycie, gdyż część osób zapewne już to wie, a inna część się tego domyśla. Ale uznałem, że raz na jakiś czas warto jest napisać coś, co trafi do świadomości moich czytelników, jak pamiętny wpis na temat Amber Gold.

Pozornie kredyt hipoteczny do zagadnienie dotyczące tylko części społeczeństwa. Ale w rzeczywistości jest tak, że mechanizm obowiązujący przy dystrybucji i promocji tych kredytów jest dokładnie taki sam, jak przy innych produktach i usługach. Spotkamy się z tym nie raz, więc chcę uświadomić, zwłaszcza młodszym czytelnikom, model działania takich właśnie promocji.

Produkt


Tutaj praktycznie nie ma znaczenia, jaki to jest produkt. Najczęściej oczywiście jest to produkt z wysoką marżą, z którego tylko część końcowej ceny płaconej przez kupującego trafia do producenta. Dzięki temu jest jeszcze duży margines na wynagradzanie pośredników. A im wyższa nagroda tym większa motywacja do aktywnej sprzedaży.

Jeśli produktem jest kredyt hipoteczny, krąg podmiotów mogących go udzielić jest z mocy prawa ograniczony. Ale jeśli są to np. garnki, każdy może być producentem. Mogą to być różnego rodzaju dobra lub usługi, z którymi spotykamy się na co dzień. Dlatego jest tak ważne, żebyśmy zdawali sobie sprawę, że może nas to spotkać w różnych dziedzinach życia.

czwartek, 8 stycznia 2015

Gromadź dane by odnieść sukces

Lubicie gromadzić dane? Pieczołowicie zapisywać różne sprawy, żmudnie zbierać szczątkowe strzępki danych, starając się je utrwalać, żeby nie zaginęły? Z pewnością nie jest to ciekawe zajęcie.

Jak większość osób, nie przepadam za gromadzeniem danych. Wymaga do dużej pieczołowitości, gdyż chwila nieuwagi, tygodniowa nieobecność lub kilka niechlujnie przeprowadzonych czynności i cała, często wielomiesięczna praca idzie na marne.

Czym właściwie są te dane?


Dane to bardzo enigmatyczne pojęcie, pod którym może się kryć wiele rzeczy. Nawet samo zapamiętywanie i zgromadzone w ten sposób wspomnienia są już pewnego rodzaju danymi. Ja jednak mam na myśli dane związane z naszą aktywnością w życiu, a konkretnie z pewnymi obszarami, które dotyczą naszych finansów, ale nie tylko.

Nie będziemy przecież gromadzili danych dotyczących naszego jedzenia, bo po co. A może jednak warto się nad tym chwilę zastanowić? Jestem przekonany, że osoba, która opracuje urządzenie pozwalające mierzyć przyswajane z jedzeniem kalorie oraz te spalane w ciągu dnia, stanie się bardzo bogatą osobą. Bo przecież całe odchudzanie polega na tym, żeby utrzymywać ujemny bilans kaloryczny. A leniwemu Kowalskiemu wystarczy spojrzeć na licznik lub apkę w smartfonie, żeby wiedzieć, czy powinien jeszcze trochę pobiegać, czy wręcz przeciwnie, może zjeść ciastko i nadal utrzyma limit -200 kcal dziennie. Widzicie potęgę danych? A dane nas otaczają, a często sami te dane tworzymy.


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Prowadzenie notatek pozwala rozwinąć skrzydła

W jednej z książek, które czytałem w młodości, bodajże był to Szatan z siódmej klasy, jeden z głównych bohaterów posiadał silne zacięcie matematyczne. Żeby nie umknął mu żaden pomysł, na który mógłby wpaść w ciągu dnia, zawsze nosił przy sobie kawałek kredy, którą mógł na dowolnej powierzchni zapisać pomysł w formie notatki i w ten właśnie sposób go utrwalić.

Uciekające pomysły


Codziennie stajemy przed tego typu problemami. Wpadamy na jakiś fajny pomysł i chcemy go wdrożyć w życie, ale nie mamy pod ręką niczego, aby go zapisać. Dochodzimy do wniosku, że będziemy pamiętali, przecież głowa nie jest dziurawa. Oczywiście z takimi pomysłami najczęściej bywa jak o poranku ze snami - po otwarciu oczu jeszcze je pamiętamy, ale już przy śniadaniu trudno jest nam je sobie przypomnieć. Najczęściej przepadają na zawsze.

Problem zapominania ciekawych pomysłów dotyczy w szczególności ludzi kreatywnych. Tworzą oni nowe idee i rozwiązania, więc jest szczególnie ważne, aby byli oni w stanie zarządzać swoimi pomysłami bez tracenia ich już na starcie. 

Przykładem mogę być ja sam. Jak wiecie, piszę dwa blogi, co wymaga dość dużych pokładów kreatywności. W rezultacie praktycznie bez przerwy gdzieś z tyłu głowy biegają mi różne myśli związane z blogowaniem i powraca pytanie, czym mógłbym w nadchodzącym tygodniu uraczyć moich czytelników. Dlatego z mojej perspektywy niezmiernie ważne jest, żeby w każdej chwili mieć możliwość zanotowania myśli, która być może przekuje się w ciekawy pomysł na wpis.

Dotyczy to oczywiście nie tylko samych wpisów. Rozwijanie blogów wiąże się z koniecznością opanowania umiejętności z wielu dziedzin i ciągłego poszukiwania nowych kierunków, To wszystko również przekłada się na rozmaite myśli, które trzeba gdzieś gromadzić i zapisywać.

I w końcu trzeba powiedzieć o inwestowaniu, które również jest pracą kreatywną. Oczywiście można grać systemem mechanicznym, gdzie pozostaje nam tylko składanie zleceń, ale przecież system sam się nie tworzy. Trzeba obserwować rynek, czytać, analizować i następnie próbować syntetyzować zgromadzoną w ten sposób wiedzę w coś będącego nową jakością, dzięki czemu zaczniemy na giełdzie zarabiać.

źródło: performing-musician.com

czwartek, 11 grudnia 2014

Czy rynek posiada pamięć?

Zastanawialiście się kiedyś, czy rynek posiada pamięć? Czy uświadamia sobie sytuację i kontekst w którym się znajduje i czy ten kontekst wpływa na obecne i przyszłe notowania cenowe? Czy może jest zupełnie inaczej i każda chwila jest nowym otwarciem, w którym wszystkie warianty są możliwe?

Od pewnego czasu nurtuje mnie właśnie opisany wyżej problem. Z jednej strony można go bagatelizować i stwierdzić, że mi się najwidoczniej nudzi, skoro rozważam takie pseudo-filozoficzne kwestie. Ale zastanówmy się, czy w rzeczywistości nie warto chwilę o tym pomyśleć.

Pod pojęciem rynek rozumiem głównie indeksy, gdyż to one wskazują nam, co myśli i robi szeroka rzesza inwestorów. W przypadku spółek sytuacja jest niestety nieco bardziej złożona i trudno byłoby ją omówić w sposób syntetyczny.

źródło: futuremarketsinc.com

wtorek, 25 listopada 2014

Znaczenie komputera we współczesnym inwestowaniu

Tydzień temu, w niedzielę, przytrafiła mi się bardzo niemiła sytuacja. Laptop, będący moim centrum dowodzenia i koncentrujący wszystkie moje najważniejsze dane, odmówił posłuszeństwa. Ekran zwyczajnie zgasł, mimo że reszta komputera wydawała się pracować normalnie. Zostałem bez komputera.

Niestety należę do osób, które są bardzo wrażliwe na złośliwość przedmiotów martwych, a szczególną rolę pełnią to właśnie komputery. Jak tylko coś się na chwilę zawiesi, otwiera się kilka sekund dłużej niż tego oczekuję, potrafię wpaść w prawdziwą wściekłość. Tamtego wieczoru sytuacja wyglądała bardzo kiepsko. 

Podstawą było ustalenie, co się stało, a także jak szybko i jakim kosztem można taką usterkę usunąć. Mam szczęście znać odpowiednią osobę, więc już w poniedziałkowe popołudnie wiedziałem, że najprawdopodobniej padła mi karta graficzna. Jako że była zintegrowana na płycie głównej, trzeba by było wymienić cały element. Koszty szacowane na ok 1000 zł, ale czas potrzebny na sprowadzenie kompatybilnej płyty głównej byłby zbyt długi, jak na moje możliwości. Poza tym komputer liczył sobie już 4 lata, a więc ryzyko że posypią się kolejne części było wysokie. Uznałem, że trzeba wymienić komputer na nowy.



Jeszcze w poniedziałek wieczorem zakupiłem sprzęt w popularnym serwisie aukcyjnym, a komputer dotarł do mnie w czwartek i po kilku godzinach konfiguracji i instalacji niezbędnego oprogramowania, mogłem dalej działać. 

Opisany powyżej przykład pokazuje jedno z ryzyk, na jakie narażają się osoby pracujące zdalnie oraz robiące dużo rzeczy za pośrednictwem komputera. Awaria sprzętu, utrata połączenia internetowego lub utrata danych mogą wyłączyć nas z obiegu na dłuższy lub krótszy czas. Dla niektórych, inwestujących w dłuższym terminie, może to być tylko mała niedogodność w postaci braku możliwości sprawdzenia poczty, czy poklikania w internecie. Z kolei dla osób, które pracują na komputerze (jak chociażby ja), albo dokonują wielu transakcji na dość dużej dźwigni, już kilkanaście minut bez dostępu do internetu może być powodem do poważnego niepokoju. Zwłaszcza, jeśli akurat ma się otwartą dość dużą pozycję, która akurat zmierza przeciwko nam. Kiedyś podobny przykład opowiadał Grzegorz Zalewski na jednym ze szkoleń.

Z pewnością potraficie przypomnieć sobie takie przypadki z własnego doświadczenia lub doświadczenia znajomych. I tutaj trzeba powiedzieć, że nie trzeba dużo szukać. Poniżej przytaczam rozmowę na czacie jednego z portali giełdowych z dnia, kiedy zaczynałem pisać ten tekst:


Bardzo życiowe, niezależnie od tego, czy dotyczy inwestowania, czy innego typu dokumentów zgromadzonych na naszych komputerach.

I teraz każdy niech zada sobie pytanie, czy jest odpowiednio przygotowany na takie przypadki. Myślicie, że robiłem kopie zapasowe? Ostatnia wykonana była ponad rok temu. Mimo, że mam kilka dysków zewnętrznych, które traktuję właśnie jako takie bazy danych, Zapewne niezliczona ilość prac magisterskich czy licencjackich zakończyła swój żywot w wyniku awarii sprzętu lub innego nieprzewidzianego zdarzenia. Chociażby moja kuzynka, której bawiący się komputerem syn (bodajże 3-letni) skutecznie skasował pracę prawie gotowy licencjat. Pisała od nowa.

W moim przypadku udało się odzyskać wszystkie dane, ponieważ dysk nie był uszkodzony, a po jego demontażu udało się go podpiąć do nowego sprzętu i zgrać niezbędne pliki. Ale co, gdyby padł sam dysk, jak to miało miejsce w prezentowanej wyżej rozmowie? Wtedy mogiła lub kosztowne odzyskiwanie danych, bez gwarancji sukcesu.

Wiem, że wpis ten nie dotyczy bezpośrednio inwestowania. Ale trzymamy na naszych komputerach, oprócz rzeczy zbędnych i dużych ilości śmieci, również dane bardzo dla nas ważne. I nie ma znaczenia, czy jest to tylko (lub aż) rodzinnych zdjęć, czy też historia naszych inwestycji z ostatniej dekady, wraz z kodami naszych zarabiających systemów inwestycyjnych. To wszystko może zniknąć, jeśli nie zajmiemy się tymi danymi w odpowiedni sposób,

Robię ten wpis, żebyście mogli się zastanowić, czy nie ma na tym polu obszaru, w którym można coś poprawić. Chociażby spakować najważniejsze excele i przesłać je sobie mailem na drugą skrzynkę, bo zazwyczaj posiadamy po kilka. W ten sposób, mimo że w chmurze, nasze dane nie zginą.

Przypadki chodzą po ludziach. Mi udało się wyjść z tego wszystkiego obronną ręką, kosztem kilku dni bez komputera i kilku tysięcy wydanych na nowy sprzęt. Warto wyciągnąć wnioski.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Czas dorosłości i poważnych zmian w życiu

Dzisiejszy wpis nie będzie o giełdzie i inwestowaniu. Z góry więc uprzedzam, że jeśli szukacie zagadnień związanych z rynkiem, dzisiaj ich u mnie nie znajdziecie. Mimo tego, zdecydowanie zachęcam wszystkich do lektury, zwłaszcza osoby młodsze życiem i doświadczeniem.

Nieczęsto zdarza mi się odchodzić od tematów typowo giełdowych i pisać o polityce, świętach, czy innych wydarzeniach. A jeśli już zdarza mi się, to staram się poruszyć temat, który jest dla mnie ważny i sądzę, że może być ważny dla moich czytelników. Czasem jest to frustracja związana z aferą Amber Gold, innym razem garść przykładów, że każdy ma szanse na osiągnięcie sukcesu, czasem kilka uwag na temat zawodowych wyborów, a jeszcze kiedy indziej przykład fantastycznego gestu jednego z czytelników.

Dzisiaj napiszę o dorosłości. Może się wydawać, że temat zdecydowanie za poważny na poniedziałkowe popołudnie, ale sądzę, że na tematy poważne zawsze jest odpowiednia pora. Co może napisać o dorosłości 27-latek? Cóż, może napisać, że właśnie dorósł i chce się podzielić tym wrażeniem z całym światem :) Tutaj od razu pojawią się pytania, że jak, dlaczego, co się stało etc. Odpowiedź jest oczywista, ponieważ osiem miesięcy temu spotkałem pewną osobę, która zupełnie zmieniła moje myślenie.

Nie będzie to jednak love story, ponieważ nawet w mojej ocenie przekraczałoby to ramy bloga, którego czytacie. Chce jednak podzielić się pewnymi wrażeniami i spostrzeżeniami, które w pewnym momencie dotykają zapewne każdego z nas. 

czwartek, 6 listopada 2014

Największy błąd początkujących inwestorów

Tworzony przeze mnie blog, którego właśnie czytacie oraz publikowane w serwisie YouTube filmy na temat inwestowania, sprawiają, że wiele osób zwraca się do mnie z prośbą o poradę dotyczącą posiadanych przez siebie pozycji na rynku. Najczęściej piszą maila, chociaż dużo głębszą analizę przeprowadzamy w ramach hangoutów, kiedy rozmawiamy przez skype i zajmujemy się konkretnym problemem. Wtedy też mam możliwość dokładnie zapoznać się z kwestiami, które martwią początkujących graczy na giełdzie. Oprócz tego, że służę radą, rozmowy te pozwalają mi, jako inwestorowi z kilkuletnim stażem, poznać błędy w inwestycyjnym podejściu, popełniane przez innych graczy, najczęściej dopiero zaczynających przygodę z giełdą.

Od razu na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem żadną wyrocznią. Zwyczajnie konfrontuję moje rynkowe doświadczenie z zachowaniami i analizami przeprowadzanymi przez moich rozmówców. Dlatego też opinie, które tu przedstawiam nie stanowią uniwersalnych zasad, których trzeba przestrzegać. Podobnie jak w rozmowie z osobami, które proszą o opinię, jedynie wypowiadam swoje zdanie, nigdy kategorycznie nie zalecając żadnego z rozwiązań.

Mając już przeanalizowanych kilka przypadków, mogę pokusić się o postawienie tezy, że początkujący inwestorzy robią źle to, co wielu doświadczonych graczy wskazuje jako przyczynę swojego sukcesu - łączenie analizy technicznej i fundamentalnej.

Jak wiadomo, na giełdzie dominują dwa główne podejścia, ale jako najlepsze rozwiązanie podaje się często połączenie wskazań wykresu oraz informacji o samej spółce. Dzięki temu możliwe jest wybieranie takich walorów, które nie tylko posiadają atrakcyjny wykres, ale również stojący za wykresem biznes przynoszący odpowiednie zyski.

czwartek, 30 października 2014

Inwestowanie nie jest dla każdego - powiedzmy to szczerze

Zastanawiałem się ostatnio, czy inwestowanie jest aktywnością, którą każdy jest w stanie opanować. Nie mam oczywiście na myśli samego wykonywania zleceń, ale osiąganie długoterminowej dodatniej stopy zwrotu, dodatkowo przekraczającej stopę zwrotu z indeksu. Czy możliwe jest stwierdzenie, że każdy, kto ma chęci, prędzej czy później stanie się inwestorem odnoszącym sukcesy.

Przy inwestowaniu, jak w przypadku wielu innych godzin, mówi się o zasadzie 10 000 godzin. Tyle czasu potrzeba (teoretycznie) poświęcić, aby stać się ekspertem w jakiejś dziedzinie. Czy działa to też w naszym przypadku? Czy możemy ten czas zapakować w określoną ilość tekstów, filmów i szkoleń, przekuć w określone gigabajty danych, których przetworzenie da nam np. 95% prawdopodobieństwo, że dołączymy do grona skutecznych inwestorów?

Sądzę, że niestety, nie jest to możliwe. Każdy z nas posiada nieco inną pozycję wyjściową. Inne wychowanie, mentalność, wpojone wzorce kulturowe i zachowania. Inaczej kojarzymy fakty, syntetyzujemy dane i tworzymy nowe rozwiązania. Jesteśmy po prostu różni. Dlatego przeczytanie określonej książki, np. Mistrzów rynków finansowych, może u jednej osoby stanowić brakujący element w układance, a komuś innemu nie przyniesie niczego poza kilkoma faktami, które spoczną gdzieś w zakątkach pamięci.

Być może inwestowania można się nauczyć patrząc na wykresy? I tu znów możemy posadzić kilka osób, każąc im każdego dnia przez określony czas (np. rok) analizować notowania cenowe i dokonywać na tej podstawie własnych transakcji. Jednym uda się wychwycić prawidłowości pozwalające na pobicie indeksu, podczas gdy inni stracą pieniądze. Dostarczyliśmy tych samych bodźców, a jednocześnie otrzymaliśmy inny wynik. Czyja wina? Niczyja.


środa, 10 września 2014

Na giełdzie nigdy nie zarobisz tyle, ile byś mógł

Wyobrażacie sobie, jak mogłoby wyglądać inwestowanie gdybyście znali przyszłość? Gdybyście mogli określić przyszłe zachowanie dowolnego instrumentu w dowolnej perspektywie czasowej? Co byście wybrali?

Jedni z pewnością wybraliby forex, gdzie korzystając z maksymalnego możliwego lewara, pomnażaliby swoje oszczędności w oszałamiającym tempie. Inni z kolei postawiliby na kontrakty terminowe, jako instrumenty rynku regulowanego. Może mniejsza dźwignia, ale depozyty intraday, zwiększenie mnożnika i odpowiednia zmienność pozwalają na uzyskanie zadowalającej stopy zwrotu. A może opcje? Na blogu pokazywałem już przykład opcji, która w stosunkowo krótkim czasie zwiększyła swoją wartość 50-krotnie.

A teraz wyobraźcie sobie coś podobnego, ale nieco innego. Znacie nie przyszłość, a przeszłość, tę najnowszą, powiedzmy z ostatniego miesiąca. I macie teraz określić, jak można było na tych ruchach zarobić. Już nie w tak oczywisty sposób, posługując się gigantyczną dźwignią, ale zwyczajnie, na świecach dziennych. Większość osób zapewne zasugeruje kupno w dołku i sprzedaż na górce, ewentualnie odwrotnie. 

Problem w tym, że dopiero po zaistnieniu określonych zdarzeń, a konkretnie po narysowaniu wykresu przez rynek, wiemy że notowania przebiegły tak, a nie inaczej. Podejmując decyzje inwestycyjne w trakcie tworzenia się wykresu, dodawania do niego kolejnych świec, czy to dziennych, czy godzinowych, działamy w warunkach niepewności. I wtedy jest dużo trudniej z wyborem najlepszej strategii do wykorzystania danego ruchu cenowego.

wtorek, 13 maja 2014

poniedziałek, 3 lutego 2014

Czym jest głęboka korekta?

Pod wpływem komentarza jednego z czytelników spod najnowszych Spółek Ciekawych Technicznie, postanowiłem nagrać krótki film na temat tego jak ja postrzegam korektę na wykresie. Być może się ze mną nie zgodzicie, ale ja tak na to patrzę:

piątek, 27 grudnia 2013

Bajka o internetowych mędrcach

Rzecz działa się nie tak dawno temu, za górami, za lasami, pewnej nadwiślańskiej krainie... Młody człowiek zapragnął wyswobodzić się w końcu z codziennych obowiązków, konieczności mozolnego zdobywania środków na utrzymanie. Zapragnął odnieść spektakularny sukces, tak wielki, żeby później już nie musieć pracować. Doszedł do wniosku, że zostanie inwestorem, dołączy do starożytnej profesji, która nawet dziś owiana jest wielką tajemnicą i nie do końca wiadomo, co jest prawdą, a co mitem.

Młody człowiek nie szukał nauczyciela, kogoś kto wprowadzi go w świat inwestycji. Nieszczególnie też pociągały go manuskrypty, zawierające porady niezliczonych pokoleń giełdowych graczy. Wolał spróbować samodzielnie i osiągnięty sukces zawdzięczać tylko sobie.

Nie wiemy dziś dokładnie, czym się kierował wybierając obiekt swojego inwestycyjnego zainteresowania. Zapewne chęć zysku skłoniła go do zaufania Midasowi, legendarnemu królowi, który wszystko czego dotknął, zamieniał w złoto. Pomyślał sobie młody człowiek: skoro potrafi on zdziałać takie cuda, z pewnością pomnoży i moje pieniądze, zapewniając dostatnie życie. Nasz bohater zebrał więc cały swój majątek, ponad dwadzieścia tysięcy talarów, i wszystko to powierzył Midasowi. Związał z nim swój los na dobre i na złe.

Nie myślcie jednak sobie drodzy czytelnicy, że wybór ten dokonany został na ślepo. Ów młody człowiek zasięgnął też nieco wiedzy na temat Midasa. Dowiedział się, że przychody skokowo rosną. Internetowe ptaszki ćwierkały też o rewolucji, jaką jest tajemnicza transmisja LTE, mająca zmienić świat. Mówiło się, że Midasa czeka świetlana przyszłość i nasz bohater chciał być jej częścią, a nawet samemu ją tworzyć.

sobota, 23 listopada 2013

Radosław Chodkowski to już nie tylko Humanista na giełdzie

Temat wpisu może Wam się wydać nieco intrygujący, więc od razu wyjaśnię, że chcę w nim wskazać miejsca w których możecie mnie w internecie znaleźć, jak również podzielić się kilkoma planami na przyszłość, z których część znajduje się już na dość zaawansowanym etapie realizacji. 

Ale na początku chcę Wam podziękować za obecność i słowa wsparcia oraz pozytywne opinie, które otrzymuję. Praktycznie nie spotykam się ze złymi reakcjami, z komentarzami które musiałbym kasować lub też użytkownikami, których bym musiał blokować. Jednocześnie zauważam powstanie pewnej społeczności użytkowników, którzy udzielają się w komentarzach, piszą do mnie maile podpowiadając to i owo. Jesteście fantastyczni i dlatego zaplanowałem kilka ciekawostek, z którymi możecie zapoznać się w dalszej części tego wpisu.

źródło: www.marcinosiak.pl

Radosław Chodkowski w Internecie


Przede wszystkim jest oczywiście blog, którego czytacie. Istnieje on od kwietnia 2010 roku, a więc ponad 3,5 roku. To długo i szczerze powiem, że nie sądziłem, iż będzie to tak długotrwała aktywność. Niemniej to właśnie dzięki wsparciu, które otrzymywałem i otrzymuję każdego dnia od moich czytelników, mam siłę do dalszego pisania i poruszania kolejnych tematów.

Jak pewnie wiecie, na bloga możecie dotrzeć w różny sposób. Jednym z nich jest kanał RSS bloga, dzięki czemu dostajecie informację o każdym nowym wpisie. Jeśli chcecie być na bieżąco, z pewnością jest dobre rozwiązanie, zwłaszcza w obecnych czasach, gdy mamy dużą ilość aplikacji obsługujących kanały RSS.

Nie wiem, czy wiecie, ale bloga możecie też czytać poprzez urządzenia mobilne. Strona ma swoją wersję na telefony komórkowe, a zatem nie powinno być problemem czytanie w autobusach, pociągach, czy innych miejscach, gdy dysponujecie chwilą wolnego czasu. Na razie ruch mobilny nie jest jeszcze wielki, ale zachęcam Was do optymalnego wykorzystywania czasu. Mimo, że wyglądanie przez okno lub patrzenie w sufit ma swoje zalety, ja wolę w wolnych chwilach nauczyć się czegoś nowego. Zachęcam do tego i Was.

Kolejnym miejscem, w którym możecie mnie spotkać jest Facebook, a dokładnie fanpage Humanisty na giełdzie. Polubienie tej strony, do czego bardzo zachęcam, sprawi że będziecie mieli nie tylko dostęp do wpisów, ale również moich nagrań na YouTube oraz innych wiadomości, które publikuję. Czasami są to luźne informacje rynkowe, ale zdarzają się też dość pilne informacje, jak chociażby spontanicznie organizowane Hangouty, które przypadły Wam do gustu. Również na facebooku publikuję co jakiś czas ciekawie wyglądające wykresy, stanowiące moim zdaniem interesujące okazje inwestycyjne.

Polubienie strony na facebooku może być o tyle istotne, że postanowiłem wprowadzić pewną zmianę na blogu. Od dziś będę się starał publikować treści o wyższej jakości. Rozumiem przez to wpisy dużo dłuższe, omawiające w miarę kompleksowo dane zagadnienie. Dlatego też wszystkie krótsze notki zostaną przekierowane właśnie na facebooka. Jeśli nie chcecie ich pominąć, zachęcam do polubienia strony.

Jak dobrze wiecie, prowadzę również kanał w serwisie YouTube. Wszystkie osoby, które posiadają tam konto i w miarę regularnie zaglądają, zachęcam do jego zasubskrybowania. Niektóre zagadnienia, zwłaszcza związane z analizą techniczną, są trudne do poruszenia w formie pisemnej, dlatego też zajmuję się nimi właśnie w formie wideo. Oznacza to dla Was sporo dodatkowych wiadomości oraz komentarza z mojej strony, co jak sądzę jest właśnie tym, po co do mnie wracacie. Bardzo się cieszę, że przypadła Wam do gustu seria nagrań pt. Spółki Ciekawe Technicznie. Pomysł powstał spontanicznie, ale teraz jest już jak najbardziej poważny, a to właśnie dzięki Waszemu wsparciu. 

Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z Waszej aktywności w serwisie YouTube na moim kanale. Pojawia się coraz więcej komentarzy, coraz więcej polubień i udostępnień filmów. Liczba subskrybentów rośnie w tempie przekraczającym 10% miesięcznie, a to oznacza już całkiem niezłą dynamikę. W porównaniu z innymi dziedzinami może nie jest to tempo zawrotne, ale w dość zamkniętej branży, jaką jest edukacja giełdowa, jest to rzadko spotykane tempo. Warto podkreślić, że według mojego rozeznania kanał znajduje się już w czołówce polskiego giełdowego YouTube'a. Przed nami jest, z tego co wiem Bankier.tv mający ponad 3300 subskrybentów, ale jego robią profesjonaliści i na razie nie mogę się z nim ścigać.

Jest jeszcze mój Twitter. Szczerze mówiąc nie bardzo czuję to medium, dlatego też nie jestem na nim szczególnie aktywny. Wynika to z faktu, że moja aktywność ma charakter bardziej analityczny, a nie newsowy, więc publikuję tam rzadko. Wiedząc, że czas "życia" tweeta nie jest szczególnie długi, raczej nie będę rozwijał tego kierunku mojej działalności.

Nowe projekty w fazie realizacji


Być może niektórzy bardziej dociekliwi czytelnicy zauważyli pewne subtelne zmiany, które zaszły w mojej internetowej działalności. Nie publikuję już wpisów jako Humanista, ale jako Radosław Chodkowski. Również mój kanał w YouTube prowadzony jest pod nazwiskiem. Wynika to z jednej strony z chęci połączenia w całość blogowej działalności, aby coraz więcej treści było brandowanych moim nazwiskiem. Z drugiej strony jest to rezultat kwestii technicznych związanych z algorytmami wyszukiwarki google. Podpięcie pod moje nazwisko wszystkich serwisów sprawia, że zamiast rozdrobnienia, algorytm google traktuje mnie jako jedną osobę o pewnym poziomie autorytetu w dziedzinie inwestowania, a co za tym idzie, pozycjonuje mnie wyżej w wynikach wyszukiwania. Takie szczegóły techniczne, ale dzięki nim mogę dotrzeć do szerszego grona inwestorów.

Konsekwencją powyższych zmian jest mój profil w serwisie Google+. Wiem, że dla dużej części z Was to jeszcze egzotyka, ale przyjrzałem się trochę mechanizmom, dzięki którym ten serwis ma się rozwijać i wiem, że będzie się on stawał coraz ważniejszy. Informacją istotną dla moich czytelników jest to, że Google+ spina wszystkie podejmowane przeze mnie aktywności w sieci, dlatego też będzie to chyba jedyne miejsce, w którym będziecie mogli śledzić wszystkie treści mojego autorstwa pojawiające się w sieci. Zachęcam, abyście dodali mnie do swoich kręgów.

Powyższe jest o tyle istotne, że jeszcze w tym roku ruszam z nową stroną internetową. Będzie to część mojej ogólnej blogowej działalności, ale wyodrębniona i przeniesiona w całości na nową domenę. A co za tym idzie, będzie nowy kanał RSS i nowy fanpage. Jako wspólne pozostanie konto w serwisie YouTube, ponieważ i tak działa już ono pod nazwiskiem, a nie brandem blogowym, a także strona w Google+. Przygotowania są już na finiszu, dlatego zachęcam Was do podpięcia się pod wszystkie moje social media, aby nie stracić wartościowych materiałów.

Kolejnym z planów na przyszłość, który jest już na zaawansowanym poziomie realizacji jest mały, ale niezmiernie ważny ebook. Nie jest to projekt, nad którym pracowałem kiedyś, ale coś zupełnie nowego i będzie on sprzedawany, a nie udostępniany za darmo. Sądzę, że może on pomóc wielu osobom w poprawieniu własnych inwestycji na tyle, że jego cena nie będzie znacząca w perspektywie możliwych do osiągnięcia korzyści.

W dalszych planach mam również zbudowanie trzeciej strony internetowej, poświęconej tylko i wyłącznie jednemu zagadnieniu. Ale to prawdopodobnie nie wcześniej niż w 3Q2014.

Jak sami widzicie, jest wiele nowych rzeczy, które się za jakiś czas pojawią. Dlatego też zachęcam do bycia na bieżąco z aktualnościami, póki co Humanisty na giełdzie, ale już niebawem szeroko pojętego Radka Chodkowskiego.

Kontakt ze mną i prywatne konsultacje


Kilka osób pokusiło się o odszukanie mojego prywatnego profilu na facebooku i zaprosiło mnie do znajomych. Niestety, w przeciwieństwie do innych osób prowadzących blogi, mój profil osobisty na FB pozostanie prywatny. Oznacza to, że nie będę akceptował zaproszeń do znajomych od osób, z którymi nie zawarłem bliższej znajomości. Wynika to z faktu, że nie publikuję na swoim prywatnym podwórku treści finansowych, więc nie znajdziecie tam wielu przydatnych informacji.

Jeśli chcecie się ze mną skontaktować, zawsze możecie napisać wiadomość przez któryś z serwisów, czy też tradycyjnego maila na adres humanista.na.gieldzie (małpa) gmail.com

Z racji tego, że maili spływa coraz więcej, a także z coraz poważniejszych problemów, które w nich poruszacie, postanowiłem wyjść z pewną propozycją. Jej szczegóły możecie znaleźć w poświęconej temu podstronie bloga. To rozwiązanie pozwoli Wam zadać swoje pytania w sposób dużo pełniejszy niż pozwala na to forma pisemna, jednocześnie szanując swój i mój czas, gdyż gruntowne poruszenie jakiegoś zagadnienia wymaga wymiany wielu maili. A tak załatwimy sprawę od razu.

Dziękuję za to, że jesteście ze mną. Wasze wsparcie, poprzez komentarze, polubienia i udostępnienia moich treści, bardzo wiele dla mnie znaczy. Jeśli macie jakieś uwagi, prośby lub propozycje, dajcie mi znać w komentarzach.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Piękny gest jednego z czytelników

Piszę tego bloga już od dawna, bo od ponad 3,5 roku. Zacząłem go tworzyć w dużej mierze dla siebie, ale później coraz więcej myślałem o osobach, które tego bloga czytają. Starałem się i do dzisiaj się staram prezentować przydatne materiały i w interesujący a jednocześnie przystępny sposób omawiać inwestycje giełdowe.

W związku z tworzeniem tego bloga otrzymuję często informację zwrotną od Was, czy to w komentarzach, czy też prywatnych wiadomościach przesyłanych mailem, czy poprzez facebooka. Muszę powiedzieć, że dużo mi to wsparcie daje, ponieważ wiem, że tworzone przeze mnie treści są dla Was przydatne.

Niecałe 2 tygodnie temu otrzymałem zaskakującą wiadomość od jednego z czytelników. Otóż wypowiedział się on pozytywnie na temat bloga, którego macie okazję czytać i wyraził wolę przekazania mi kilku książek ze swojej inwestorskiej biblioteczki. Zdziwiłem się nieco, ponieważ sam bardzo sobie cenię literaturę giełdową i rozstaję się z nią w zasadzie tylko na potrzeby blogowych konkursów. Kiedy rozmówca podtrzymał wolę przesłania książek, podziękowałem i przesłałem dane adresowe. Dzisiaj rano, kiedy odebrałem przesyłkę, zupełnie mnie zamurowało. Zobaczcie sami:


Samo rozpakowywanie tej przesyłki zajęło mi dobre pół godziny. Wszystko bardzo dokładnie owinięte w folię bąbelkową i zabezpieczone tak, że największy kataklizm nic złego by tym książkom nie zrobił. Co najbardziej mnie zszokowało to ilość. Sądziłem, że otrzymam ze trzy książki, co i tak byłoby niesamowite, a tu proszę, cały karton ważący prawie 20 kg, wypełniony literaturą giełdową. 

Pewnie ciekawi jesteście, co znajdowało się w poszczególnych opakowaniach, prawda? No to rzućcie okiem, bo ja sam do tej pory nie bardzo wierzę w to, co widzę:
32 książki. Trzydzieści dwie publikacje giełdowe stanowiące pokaźną kolekcję giełdowej literatury. Nie liczyłem swoich zasobów, ale ta przesyłka chyba podwoiła ilość książek o inwestowaniu znajdujących się na moich półkach.

Muszę powiedzieć, że jeszcze mnie coś takiego nie spotkało. Otrzymuję od Was liczne sygnały, że moja praca przypada Wam do gustu, a nawet są osoby wspierające rozwój bloga niedużymi sumami, ale jeszcze nigdy nie otrzymałem tego rodzaju przesyłki. Dla kogoś mogą to być tylko książki, ale jako inwestor i bloger potrafię docenić wartość takiej literatury.

Nigdy nie sądziłem, że mój blog będzie kiedyś na tyle ważny dla niektórych czytelników, że zdecydują się na taki gest. Okazuje się, że jednak takie rzeczy się zdarzają i to nie tylko u mnie. Dlatego dziękuję Wam serdecznie za te wyrazy wsparcia, które otrzymuję. W szczególności dziękuję A.W. za powyższą przesyłkę oraz J.G. za stałe wsparcie. Coś takiego dodaje siły do kontynuowania tej działalności, którą prowadzę i myślę, że jeszcze w tym roku będę miał dla Was pewną niespodziankę w tym zakresie.

Książki już się pięknie prezentują na półce i zapewne część z nich będzie stanowiła nagrody w najbliższych konkursach. Bo literatura powinna przechodzić z rąk do rąk, a nie bezczynnie zalegać na regale, mimo że już się do niej nie zawsze wraca.