Weź udział w Ogólnopolskim Badaniu Inwestorów i wygraj nagrody!

wtorek, 10 lipca 2018

Budowanie pozycji metodą VCA - idealny sposób na bessę?

Uśrednianie ceny zakupu akcji jest bardzo subiektywną sprawa. Jedni je odradzają, podczas gdy inni stosują z sukcesami. Postanowiłem na swoim rachunku maklerskim przetestować metodę budowania pozycji z wykorzystaniem uśredniania metodą VCA. Wyniki poznamy zapewne za rok lub dwa.

Dyskutując na temat aktualnej sytuacji rynkowej, jak również czytając komentarze w tym zakresie, dostrzegamy powtarzające się spostrzeżenia, że wiele spółek spadło w ostatnich miesiącach dość mocno. Zdaniem niektórych zbyt mocno. Być może więc jest to okazja do poszukiwania długoterminowych okazji inwestycyjnych.

Dzisiejszy artykuł jest kontynuacją poprzedniego dużego tekstu poświęconego budowaniu portfela dywidendowego. Wiele wstępnych kwestii zostało tam omówionych, więc zalecam przeczytanie w pierwszej kolejności tamtego właśnie artykułu.

Jak pisałem w tekście dotyczącym budowy portfela dywidendowego, skuteczna inwestycja dywidendowa, oprócz wyboru odpowiedniej spółki, o czym napiszę w przyszłości, jest wypadkową ceny zakupu akcji i nominalnej wysokości dywidendy wypłacanej przez spółkę. O ile wysokość dywidend możemy determinować jedynie poprzez wybór konkretnego waloru, o tyle cena nabycia akcji jest uzależniona od naszego procesu decyzyjnego. Możemy mieć trochę więcej lub trochę mniej szczęścia, ale nie ma tu wiele miejsca na przypadek.

Podstawowym i najprostszym rozwiązaniem jest jednorazowe kupno akcji danej spółki. Posiadamy tym samym jedną konkretną cenę nabycia i w zasadzie pozostaje nam monitorowanie sytuacji. Sęk w tym, że uzyskana tym sposobem cena może być relatywnie nieatrakcyjna. Być może z perspektywy czasu uznamy, że za akcje przepłaciliśmy, co może skutkować zbyt słabą relacją wypłacanej dywidendy do zainwestowanego kapitału. Czy jest jakiś dobry sposób na kupowanie spółek dywidendowych, radzący sobie z opisanymi trudnościami?


Na marginesie jedynie dodam, że w długim horyzoncie czasowym jednorazowe kupno akcji sprawdza się lepiej niż kupno na raty. Kluczem jest tu założenie, że w długim horyzoncie rynki finansowe rosną. W efekcie kupując jednorazowo, korzystamy ze wzrostów od razu całym kapitałem, a kupując na raty, pozycję budujemy na rosnącym rynku, przez co nasza cena zakupu jest wyższa. Kluczem omawianej dzisiaj strategii nie jest kupowanie akcji w dowolnym momencie na rynku, ale w bardzo konkretnych warunkach, które można określić mianem dojrzałego rynku niedźwiedzia. Dzięki temu przechylamy szalę na naszą korzyść.

Poznaj profil spółki dywidendowej


Na moje potrzeby dzielę spółki dwojako: na dywidendowo-wzrostowe i dywidendowo-defensywne. Spółka dywidendowo-wzrostowa jest podmiotem, który już wypłaca część zysku o stopie na tyle wysokiej, aby rozpatrywać walor w kontekście inwestowania dywidendowego, ale przede wszystkim jest spółką wzrostową, czyli posiadającą możliwość zwielokrotnienia swojej wartości.


Przykładem takiej inwestycji jest opisywana w poprzednim wpisie iFirma. Spółka już teraz wypłaca dość istotną dywidendę (ok. 4% w stosunku do ostatnich notowań), ale posiada ciągle bardzo duży potencjał wzrostowy.


Na przeciwnym biegunie sytuuje się PGNiG, czyli defensywny podmiot, który raczej nie ma szans na powiększanie swojej wartości w szybkim tempie. Niemniej dywidendę wypłaca bardzo stabilnie.

Oprócz zaprezentowanych powyżej spółek, należałoby wymienić jeszcze trzeci rodzaj spółki. Można ją roboczo określić mianem dywidendowo-cyklicznej. Idealnie wpasowują się w tą kategorię spółki przemysłowe, których wyniki finansowe i notowania uzależnione są w dużej mierze od koniunktury makroekonomicznej.

Przykładami takich spółek dywidendowych są chociażby Budimex, Kęty czy Stomil Sanok. Potrafią one w czasie hossy zwiększyć swoją wartość kilkukrotnie, dając inwestorom możliwość zarobienia kilkuset procent, ale w okresie dekoniunktury straty mogą przekroczyć 50%, sięgając niekiedy nawet 80%. Jednocześnie spółki te są podmiotami dywidendowymi, a więc znajdują się na liście kandydatów do naszych portfeli długoterminowych.

Kupno spółki cyklicznej - polowanie na dołek


W przypadku spółek cyklicznych co do zasady są dwa dobre momenty na ich kupno. Pierwszym jest zakup papierów w obliczu rodzącego się dopiero trendu wzrostowego. Jeżeli dopisze nam szczęście, przez szereg lat spółka będzie poprawiała swoje wyniki, co pozwoli również na wzrost nominalnej dywidendy otrzymywanej z naszych papierów.

Drugim momentem jest obserwowanie rozwijających się spadków i próba kupna akcji w sytuacji, kiedy uznamy, że cena jest już do tego odpowiednio niska. Oczywiście musimy mieć cały czas pozytywne przekonanie co do przyszłych losów spółki, gdyż pozbawione sensu byłoby angażowanie się w walor zagrożony upadłością lub nawet brakiem możliwości kontynuowania polityki dywidendowej.

W niniejszym artykule zajmiemy się właśnie kupnem spadających walorów w oczekiwaniu, że w niedalekiej przyszłości nastąpi odbicie.

Spójrzmy na notowania Budimexu:


Widzimy, że kurs zaliczył już bardzo znaczącą korektę, spadając z 280 zł do 125 zł - jest to ponad 50%. Odnosząc się jednak do notowań z 2012 roku, kiedy to akcje Budimexu wyceniano poniżej 50 zł, widzimy, że potencjał spadkowy w dalszym ciągu występuje. Tym bardziej, że przed branżą budowlaną rysują się dość trudne perspektywy.

Z drugiej strony wiemy, że Budimex jest dużą spółką, zasobną w gotówkę, a przede wszystkim konsekwentnie i od lat dzielącą się zyskiem z inwestorami. Jest to więc dla nas przesłanka, aby nadal postrzegać spółkę jako ciekawy walor dywidendowy.

Problem z kupnem akcji już teraz wiąże się z ryzykiem dalszych spadków. Co zrobić, jeżeli kurs zawędruje na 100 zł lub nawet na 70 zł? A co, jeżeli zejdzie jeszcze niżej? W takim układzie, kupując od razu cały docelowy pakiet akcji Budimexu, możemy popełnić bardzo poważny błąd, którego konsekwencje będziemy ponosili przez lata.

Z drugiej strony, jeżeli kupimy zaledwie ułamek docelowego pakietu akcji, a kurs ruszy do góry, nasze zyski będą liczone od bardzo niewielkiej kwoty. Czy warto zatem ryzykować?

Uśredniać, czy nie uśredniać?


W przypadku kupowania spadającego rynku, czyli uśredniania w dół, główną obawą jest właśnie relacja pierwszego kupionego pakietu akcji do docelowej wielkości pozycji. Co jeżeli rynek ruszy w górę zanim kupimy całość papierów?

W tym wypadku musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, co w inwestowaniu jest dla nas ważniejsze. Czy wolimy mieć zaangażowany w daną spółkę niewielki pakiet akcji, ale za to cenę bardzo zbliżoną do długookresowego dołka, czy może chcemy budować od razu większą pozycję, ryzykując że kurs będzie spadał dalej, a nasza pozycja będzie traciła na wartości.

Moim zdaniem odpowiedź jest ewidentna. Zdecydowanie lepiej jest kupić blisko dołka akcje, które ruszają do nowego trendu wzrostowego, bo na takiej transakcji można tylko wygrać. Fakt, posiadamy niewielki pakiet akcji, ale jest to ewidentny zwycięzca.

Kupując natomiast duży pakiet z ryzykiem kontynuacji spadków mamy już na wstępie dwa argumenty na nie. Po pierwsze, rynek może dalej spadać, a po drugie, będziemy na tym tracili zdecydowanie więcej, bez możliwości uśrednienia ceny zakupu.

Wybór jest tu prosty, aczkolwiek należy podkreślić, że mówimy o specyficznej sytuacji kupowania spadającego waloru. W innych sytuacjach rynkowych, analiza ta będzie wyglądała inaczej.

Budowanie pozycji a uśrednianie - istotna różnica


W celu uzyskania lepszej ceny zakupu akcji interesującej nas spółki, możemy budować pozycję transzami. Wykorzystujemy tutaj bardzo przydatną matematyczną właściwość, zgodnie z którą im tańsze akcje, tym więcej możemy ich kupić za tę samą sumę pieniędzy. Proces taki nazywany jest uśrednianiem ceny zakupu w dół i wspominałem już o nim w poprzednim tekście, do którego linkowałem na wstępie.

Warto w tym miejscu dokonać bardzo istotnego rozróżnienia na uśrednianie i budowanie pozycji transzami. Myśląc o uśrednianiu, mamy często na myśli już zbudowaną pozycję, której wartość spada wraz ze spadkami na rynku. Ratując się przed tym scenariuszem inwestorzy decydują się niekiedy właśnie na uśrednienie, czyli dokupienie kolejnego pakietu akcji, aby średnia cena zakupu połączonego pakietu była niższa, mimo że pakiet jest dwukrotnie większy.

W przeciwieństwie do powyższego, proces budowania pozycji od samego początku opiera się na transzach. Nie jest więc tak, że plasujemy coś na rynku, a później uśredniamy cenę zakupu. Już na wstępie wiemy, że zakup rozbity będzie na kilka pakietów i dopiero po umieszczeniu na rynku wszystkich z nich możemy mówić o cenie zakupu dla danej pozycji. Wszystko wcześniejsze jest tylko pozycją w trakcie budowy, której cena będzie ulegała zmianom.

Nie chodzi tu o jakąś próbę wykręcania się z kupna akcji po zbyt wysokiej cenie. Celem jest wyraźne rozróżnienie dwóch typów zachowań inwestorów, z których budowanie pozycji jest procesem w pełni zaplanowanym, podczas gdy uśrednianie niekoniecznie.

W niniejszym tekście posługuję się terminem uśrednianie w kontekście zaplanowanego procesu budowania pozycji. Nie mam więc na myśli dokupowania akcji, jak sposobu na ratowanie się z opresji.

Zanim zaczniesz, pomyśl!


Przymierzając się do budowania pozycji poprzez kupno spadającego waloru, musimy poczynić dwa istotne założenia.

Po pierwsze, musimy posiadać przekonanie graniczące z pewnością, że interesująca nas spółka nie upadnie. Niby banalna rzecz, ale przecież spadek notowań o 50% może wiązać się nie tylko z okresowym cyklicznym pogorszeniem wyników finansowych, ale powody takiego stanu rzeczy mogą być bardziej złożone. W końcu nie każda spółka spadająca w szybkim tempie podnosi się i wraca do wzrostów. Trzeba o tym pamiętać.

Po drugie, musimy zakładać, że po okresie gorszych wyników, notowania powrócą do wzrostów. Budowanie pozycji na spadającym walorze o tyle ma sens, o ile walor ten po jakimś czasie znów rośnie. W przeciwnym wypadku może okazać się, że ostateczną cenę zakupu będziemy mieli faktycznie dobrą, ale nie będzie z niej wielkich korzyści, jeżeli kurs nie da zarobić. Jeżeli będzie to również wiązało się z zagrożeniem dla dywidendy, może okazać się, że nasza sytuacja nie będzie wesoła.

Po trzecie, trzeba pamiętać, że nawet mimo najlepszej analizy i podejmowania decyzji w oparciu o maksimum informacji, którymi w danej chwili dysponuje rynek, i tak możemy zaliczyć wpadkę. Tak się czasem na rynku dzieje, że dobrze zapowiadająca się spółka kończy jako bankrut, zwłaszcza jeżeli smutny koniec poprzedzany jest okresem silnych spadków.

Mając powyższe na uwadze musimy być podwójnie rygorystyczni w przestrzeganiu maksymalnej wielkości pozycji, którą decydujemy się zbudować. Jeżeli stracimy całą pozycję odpowiadającą za 10% wielkości naszego portfela, raczej nic się nie stanie. Problem pojawi się, jeżeli na skutek nieodpowiedzialnego uśredniania pozycja ta będzie stanowiła 30% lub nawet więcej portfela. Wtedy zarówno aspekt finansowy, jak i emocjonalny takiej sytuacji mogą uniemożliwić nam dalsze inwestowanie.

Wiedząc, że ryzyko inwestycji w pojedynczy walor jest zdecydowanie większe inż inwestycja w szeroki rynek, być może warto stosować uśrednianie tylko w wypadku indeksów, ETFów i walorów, które nie mogą spaść do zera. Świetnym przykładem i okazją do wykazania się w uśrednianiu była ropa naftowa w 2016 roku, kiedy cena baryłki zeszła poniżej 30 dolarów. Dzisiaj są to już okolice 80 USD.


Jaki model uśredniania jest najlepszy?


Istnieje wiele podejść do uśredniania, z których każde ma swoje plusy i minusy. Aby podjąć odpowiednią decyzję, należy odpowiednio przekalkulować wszystkie aspekty konkretnego modelu uśredniania. Najważniejszym z tych aspektów jest coś, co roboczo możemy nazwać "haczykiem".

Świetnym przykładem takiego haczyka, identyfikującym jednocześnie jedną z istotnych słabości uśredniania ceny zakupu, jest konieczność posiadania dużych, niekiedy graniczących z nieskończonymi, zasobów pieniężnych. Jeżeli wraz ze spadkiem ceny nasz model uśredniania nakazuje kupować akcje za coraz większą kwotę, bardzo prawdopodobne jest, że przed zakończeniem spadków skończą nam się pieniądze. Będę jeszcze poruszał tę kwestię w dalszej części tekstu.

Warto również pamiętać, że prezentowane w literaturze modele uśredniania ceny zakupu są niekiedy prezentowane w postaci pasywnych podejść do inwestowania. W końcu każdy z nas spotkał się ze strategią inwestycyjną, którą można streścić w zdaniu "kupuj w regularnych odstępach czasu, zawsze za tę samą kwotę". Tak, to również jest uśrednianie. W końcu uśredniać można zarówno w górę, jak i w dół, a kupowany z comiesięczną regularnością walor po dekadzie jest już rzeczywiście tak mocno uśredniony, że bardziej się nie da.

Ja sam stawiam na podejście bardziej dynamiczne. Wolę brać z uśredniania to co dobre i zastosować je w okresie rynku, w którym sprawdzi się to najlepiej. Dlatego też w moim podejściu uśrednianie ma swój wyraźnie określony początek i powinno mieć wyraźnie określony koniec. Z chwilą, kiedy nasza pozycja jest już ostatecznie zbudowana, za jej prowadzenie powinien być odpowiedzialny inny proces decyzyjny.

Pierwszym i najbardziej klasycznym modelem uśredniania spadających akcji jest kupno zawsze tej samej ich ilości.


W miarę spadków na rynku powiększamy naszą pozycję kupując zawsze stały pakiet akcji. Bardzo przyjemną cechą tego modelu uśredniania jest fakt, że im niżej kupujemy, tym mniejszą kwotę musimy wydać na zakup. Można więc powiedzieć, że im tańsze akcje, tym nasza siła nabywcza jest większa.

W efekcie wydaliśmy 4500 zł kupując w sumie 60 akcji, co daje nam średnią cenę na poziomie 75 zł. Kurs musi wzrosnąć o 50%, abyśmy w tej pozycji wyszli na zero i zaczęli zarabiać. Nie jest to szczególnie optymalne rozwiązanie, dlatego też rozpatrzymy inny przykład.

Uśrednianie metodą Dollar Cost Averaging (DCA), rozumiane literalnie, nie oddaje istoty rzeczy. Mówiąc wprost, kupujemy zawsze za tę samą kwotę, nawet jeżeli notowania spadają coraz niżej. Poniżej mamy przykład:


Dla precyzji obliczeń uznałem, że możliwe jest kupno ułamkowych części akcji.

Jak widać w każdej transakcji zakupu starałem się nabyć papiery w taki sposób, aby nie przekroczyć zakładanego 1000 zł. W efekcie wzrosła liczba akcji, które kupiliśmy (z 60 do 84,56), a średnia cena zakupu spadła z 75 zł do 70,95 zł. W rezultacie rynek musi wzrosnąć "tylko" o 42%, żebyśmy zaczęli zyskiwać, a same zyski realizowane będą na istotnie większej pozycji.

I tu pojawia się pierwszy haczyk. Jak zapewne zauważyliście, we wcześniejszym przykładzie zainwestowałem kwotę 4500 zł, podczas gdy w drugim była to już kwota o 1/3 większa, czyli 6000 zł. Mimo, że rozpoczynamy od tego samego, niewinnie wyglądającego tysiąca złotych, w jednym wariancie z czasem się on zmniejsza, podczas gdy w drugim wariancie utrzymuje się on na tym samym poziomie. Jeżeli więc nasz proces budowania się "przeciągnie", wydamy być może zdecydowanie więcej pieniędzy niż początkowo planowaliśmy.

Czy można się jakoś przed tym zabezpieczyć? Spróbujmy udać, że znamy przyszłość i wiemy, że nasze uśrednianie zakończy się na sześciu transzach. Dzięki temu będziemy mogli zmniejszyć wielkość pojedynczej transzy do 750 zł.


Jak widać, rezultaty są bardzo interesujące. Po pierwsze, udało nam się zmieścić w przewidzianym budżecie - wydaliśmy 4500 zł. Po drugie, kupiliśmy co prawda nieco mniej akcji (63,42 szt.), ale ciągle więcej niż w pierwszym przykładzie (60 szt.). Cena zakupu nie uległa zmianie, gdyż kupowaliśmy akcje na tych samych poziomach i w tych samych proporcjach, tyle że za mniejszą kwotę.

W pierwszym przykładzie wydawana przez nas kwota stopniowo malała, spadając z 1000 zł do 500 zł. W drugim przykładzie kwota ta była zawsze taka sama i wynosiła 750 zł. Nie pozostaje nam nic innego, jak przetestować trzeci wariant uśredniania.


Strzał w dziesiątkę! Wydaliśmy dokładnie tyle samo, a kupiliśmy aż 72 akcje uzyskując średnią cenę 62,47 zł. Można więc powiedzieć, że pod tym względem uśrednianie wyszło nam naprawdę rewelacyjnie i najlepiej z omawianych trzech przypadków. Potrzebujemy wzrostu zaledwie o 25%, aby zacząć zarabiać i zarabiali będziemy od razu całkiem dużą pozycją.

Odkryliśmy tym samym bardzo ważną właściwość uśredniania cen. Im mniejsze zakupy akcji po wysokich cenach, a większe po niskich, tym lepszy uzyskujemy wynik z całego procesu uśredniania. Lepsza cena i większa liczba akcji wydaje się być mokrym snem wszystkich inwestorów - kupić jak najwięcej i jak najtaniej.

Skoro wiemy już, jak to się dzieje, że uśrednianie jest takie cudowne, zastanówmy się teraz, w jaki sposób może nas ono zabić.

Załóżmy, że bessa się pogłębia i notowania spadają nie tylko do 50 zł, ale do 20 zł. Od szczytu to 80%, ale przecież wiemy, że nawet dobre spółki zaliczają podobne korekty, z których się podnoszą. Jak to wygląda od strony wymogów kapitałowych?

W wariancie malejącej kwoty kupujemy jeszcze po 10 akcji odpowiednio za 40 zł, 30 zł i 20 zł. Wydana przez nas kwota zwiększa się o 900 zł i wynosi 5400 zł. W wariancie równej kwoty wydajemy już 3x750 zł, a więc z 4500 zł robi się 6750 zł. A w trzecim, najbardziej korzystnym wariancie rosnącej kwoty zakupu?


Widzimy już więc, gdzie tkwi sedno problemu i całe ryzyko długotrwałego uśredniania ceny zakupu.

Wielkość zajętej pozycji, liczonej w akcjach, wzrosła pięciokrotnie, z 72 do 355 sztuk. Średnia cena zakupu wskazuje, że rynek musi wzrosnąć aż o 69%, żebyśmy zaczęli zarabiać. Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak na kapitale, który musieliśmy zaangażować, żeby kontynuować uśrednianie. Z 4500 zł zrobiło się 12000 zł, a więc ponad 2,5-krotnie więcej niż planowaliśmy.

Wiele portfeli małych inwestorów nie byłoby w stanie przetrwać tak wysoko postawionych wymogów kapitałowych. A przecież zaczynaliśmy od kwoty 200 zł. Można tu zauważyć bardzo duże podobieństwo do gier hazardowych, głównie ruletki, gdzie gracz po każdej przegranej podwaja stawkę, licząc że tym razem wypadnie inny kolor.

Jak chronić się przed ryzykami związanymi z uśrednianiem?


Najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji jest rozsądek. Wiemy, już mniej więcej, gdzie leży ryzyko, więc teraz czas pomyśleć, jak możemy się przed nim ustrzec.

Pierwszym podstawowym rozwiązaniem jest postawienie sobie wyraźnej granicy kapitałowej. Rozpoczynamy uśrednianie ze schematem, w którym na docelową pozycję wydamy nie więcej niż 4500 zł. Jeżeli dojdziemy do tego miejsca pod względem zaangażowanych środków, przestajemy dalej kupować i tyle. Zablokujemy się tym samym na konkretnej cenie zakupu bez możliwości dalszego uśredniania, ale uzyskamy gwarancję, że nie zaangażujemy się kapitałowo bardziej niż planowaliśmy to na początku.

Dodatkowym atutem takiego rozwiązania jest fakt, że nasza cena i tak jest niezła. W końcu pierwszy pakiet akcji kupiliśmy w chwili, kiedy uznaliśmy, że cena jest już na tyle atrakcyjna, żeby zdecydować się na wejście. W rezultacie rynek zaoferował nam możliwość kilkukrotnego poprawienia tej ceny, co samo w sobie jest dużą korzyścią.

Na marginesie jedynie wspomnę, że spadki przeciągające się zdecydowanie bardziej niż oczekiwania doświadczonych inwestorów mogą wskazywać nie na lepszą okazję inwestycyjną, ale na czające się za horyzontem problemy spółki. W efekcie z okazji staje się ona ryzykiem i powstrzymując się od dalszych dopłat redukujemy straty na wypadek ewentualnej wpadki. 

Drugim rozwiązaniem jest rozłożenie naszej docelowej pozycji na większą liczbę transz. W powyższym przykładzie rozpocząłem od sześciu, ale uśrednianie może być rozłożone i na dwie lub trzy transze. Z tego układu można wychodzić do pięciu, sześciu czy siedmiu pakietów kupowanych w ramach jednej pozycji. Co prawda wydłużenie tego ciągu spowoduje, że rzadziej uda nam się zbudować całą docelową wielkość pozycji. Ale, jak wspomniałem wyżej, lepiej żeby rynek zabrał nas w górę na małym pakiecie akcji niż miałby spadać w dół z większym pakietem.

Trzecie rozwiązanie nie jest już takie jednoznaczne. Polega ono na powiązaniu zakupów kolejnych transza akcji nie ze spadającym kursem, ale z upływającymi jednostkami czasu. Jeżeli tak jak w omawianych wcześniej przykładach, kurs będzie spadał szybko i w ciągu dwóch miesięcy przebędzie dystans ze 100 zł do 60 zł, w tym krótkim czasie ulokujemy aż pięć z docelowych sześciu pakietów akcji. Jeżeli natomiast uznamy, że zakupów dokonywali będziemy np. raz na kwartał to pierwszą transzę ulokujemy po 100 zł, a drugą dopiero, jak kurs spadnie np, do 60 zł. Tym sposobem unikamy "dociążania" droższej części pakietu, umożliwiając sobie przesunięcie środków na okres, kiedy akcje będą tańsze. Odcinamy się również od chaotycznego kupowania na szybkim rynku, gdyż nasze pozycje są zaplanowane zgodnie z upływem kolejnych trzymiesięcznych okresów.

W końcu czwarte rozwiązanie, czyli bardziej restrykcyjne podejście do momentu rozpoczęcia budowy pozycji. Załóżmy, że widzimy dobry fundamentalnie walor, który spadł o np. 20%, ale wiemy, że branżę czekają jeszcze strukturalne trudności w kolejnych kwartałach. Spodziewając się spadku notowań możemy zaczekać z pierwszym pakietem aż rynek faktycznie będzie tańszy. Może to z jednej strony znacząco "skrócić" naszą drogę do cenowego dołka. Z drugiej strony, jeżeli okaże się, że trudności są przejściowe, rynek może odjechać w górę a my nie zdążymy kupić żadnych akcji.

Uśrednianie metodą VCA


Value Cost Averaging lub Value Averaging jest jedną z metod uśredniania ceny zakupu akcji. Metoda ta łączy ze sobą elementy nabywania akcji w regularnych odstępach czasu z nabywaniem większej ilości papierów w okresach, kiedy akcje są tańsze.


Jeżeli przeczytaliście już artykuł Tomasza, przypomnijmy krótko główne założenia strategii. Inwestujemy w równych okresach czasu. Czy będą to miesiące, kwartały czy inne jednostki, zależy już od naszej decyzji. Zakładamy, że wartość naszego portfela będzie co okres zwiększała się do konkretnej ustalonej wartości rozumianej jako iloczyn kroku podstawowego i liczby kupionych pakietów akcji. Jeżeli na skutek spadku cen akcji, wartość naszego portfela spada, kupujemy więcej akcji po niższej cenie, aby podciągnąć wartość inwestycji do założonego progu.

Przekładając zaprezentowane powyżej założenia na naszą testową strategię, wyglądałoby to następująco:


Jak widać przed każdym zakupem musimy ustalić sobie wartość pożądaną naszego portfela, czyli stan, do którego musimy uzupełnić akcje. Przyjąłem, że krok wynosił będzie 750 zł, tak, aby wartość pożądana na koniec zaplanowanego okresu wynosiła 4500 zł. W miarę, jak kurs akcji spadał, spadała również wartość środków, które w portfelu się znajdowały. I tak przy drugim zakupie, akcje, które początkowo kosztowały 750 zł, obecnie są warte 675 zł. Aby stan po transakcji się zgadzał i wynosił 1500 zł musimy wydać już nie 750, ale 825 zł. W miarę spadków kolejne transze są coraz większe.

W podsumowaniu widzimy, że znów wydaliśmy ok. 6000 zł, czyli więcej niż planowaliśmy. Wzrost koniecznych dopłat związany ze spadkami na rynku jest stałą prawidłowością tej strategii. Możemy więc zmniejszyć wartość początkową, dopasowując ją do innych naszych przykładów. Znów udajemy, że znamy przyszłość i wiemy, że idealna będzie kwota 550 zł.


Wydając 4500 zł kupiliśmy 66 akcji ze średnią ceną 67,52 zł. Jest to więc wynik gorszy od przedstawionego wcześniej przykładu z narastającą kwotą wydawaną na zakup. 

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że wzrost kwoty wydawanej na zakup akcji przebiega w sposób bardziej wypłaszczony, zaczynając od 550 zł kończąc na 1008 zł. W poprzednim przykładzie był to zakres 200-1500 zł. Poprawiło to wyniki w dobrym okresie, ale znacząco pogorszyło w sytuacji przedłużających się spadków.

W czym model ten jest lepszy od poprzedniego? Jest to jeden z modeli zakładających zwiększanie kwoty zakupów w miarę spadku cen akcji. O ile w poprzednich przykładach tempo wzrostu kolejnych transz musieliśmy przyjąć nieco arbitralnie, o tyle w tym wypadku jest ono znane i zdecydowanie bardziej stabilne. Dzięki temu, że kolejne zakupy nie rosną w sposób wykładniczy, zmniejszamy ponoszone przez siebie ryzyko.

Value averaging na realnych przykładach


Skoro znamy już model VCA w teorii, czas przetestować go na realnych przykładach. Przeprowadziłem kilka takich testów, uwzględniając następujące założenia:
- wysokość pierwszej transzy: 1000 zł
- krok wzrostu kapitału: 1000 zł
- częstotliwość dokonywania zakupów: na pierwszej sesji każdego kwartału

Koniec procesu uśredniania ceny następuje w sytuacji, kiedy przez dwa kolejne kwartały wartość naszej pozycji przekracza poziom wynikający z kolejnych kroków uśredniania. Jeżeli przez dwa kwartały system nie każe nam kupować akcji, jest to sygnał, że spadki się zakończyły. 

Przeanalizujmy to na przykładzie PZU w latach 2015-2016:


Dla podniesienia poprzeczki przyjąłem, że pierwszego zakupu dokonujemy prawie na szczycie, czyli w okolicach 50 zł, podczas gdy dołek na wykresie wypadł poniżej 25 zł. Obserwujemy więc spadki w wysokości 50%, podczas których zaczęliśmy kupowanie na samym szczycie.

Jak prezentuje się nasz kapitał?


Jak widać kupowaliśmy akcje za 1000 zł i co kwartał, począwszy od 1.04.2015 r. nasza docelowa wartość kapitału rosła o 1000 zł. Okazuje się, że PZU spadało przez prawie dwa lata, co oznacza, że dopiero przy ósmej transzy, kiedy trend się odwrócił, wartość naszego portfela i zgromadzonych w nim akcji przekroczyła wartość pożądaną po raz pierwszy. Drugi taki odczyt nastąpił kwartał później, wobec czego uśrednianie się zakończyło, a pozycja została uznana za zbudowaną.

Trzeba było aż siedmiu transz zakupowych i dziewięciu kwartałów, żeby zbudować tę pozycję. Planowaliśmy wydawać 1000 zł kwartalnie, ale w dwóch kwartałach kwota ta została zwiększona niemal dwukrotnie. Średnia cena, którą uzyskaliśmy tym sposobem wyniosła 32,53 zł za jedną akcję. Wiedząc, że najdroższy pakiet kupiliśmy za 49,30 zł, a najtańszy za 24,39 zł, nasza średnia cena znajduje się na poziomie 30,6% od dolnej granicy zakresu cenowego. Licząc od drugiej strony, nasza pierwsza transza zakupowa została uśredniona aż o 34%.

Ostatnią transzę kupiliśmy przy cenie 24,39 zł, w październiku 2016. Zaledwie rok później cena akcji PZU wynosiła 46,22 zł, co oznacza, że wydając 8000 zł osiągnęli byśmy zysk na poziomie 66%. A przecież kupowaliśmy od samego szczytu, ze skrajnie niekorzystnych poziomów cenowych. Dodatkowo nie uwzględniam w tym wyliczeniu dywidend wypłaconych przez PZU, których wysokość obniżyłaby jeszcze naszą cenę nabycia akcji i podniosła zysk.

Spójrzmy teraz na nieco bardziej ekstremalny przykład. Co powiecie na spadek o 90%? Jak uśrednić taki ruch cenowy i jaką średnią cenę się w ten sposób uzyska?

Przedstawiam Wam Asbis:


Asbis spadał długo i mocno. Pierwszą transzę kupiliśmy w styczniu 2014 roku po cenie 7,28 zł. Najniższy poziom zanotowany w okresie budowania pozycji wyniósł zaledwie 0,65 zł, co oznacza spadek rzędu 91%. Czy takie spadki, kupując od samego szczytu, da się jakoś rozsądnie uśrednić?


Jak widzicie trzeba było aż ośmiu transz zakupowych i dwóch kolejnych kwartałów na potwierdzenie, żeby zbudować pozycję na akcjach Asbisu. W gorszych momentach trzeba było kupować akcje za prawie 3000 zł, zamiast planowanego tysiąca. Ostatecznie jednak spółka osiągnęła swój dołek cenowy i rosnąca wartość akcji zrekompensowała nam poniesione wydatki. 

W kwietniu 2015 roku strategia na jeden kwartał przekroczyła swoją wartością planowaną przez nas kwotę. W tym czasie nie dokupowaliśmy akcji, czekając na kolejny kwartał potwierdzenia. Jak widać ciąg dwóch kwartałów bez dopłat się wtedy nie zdarzył, należało więc dalej realizować plan.

Uśredniając 90% spadek kursu uzyskaliśmy średnią cenę akcji na poziomie 1,65 zł. Wiedząc, że w tym czasie rynek przebył drogę z 7,28 zł na 0,65 zł, nasza średnia cena akcji znajduje się w dolnych 15% obserwowanego w tym czasie zakresu cenowego. Pierwsza transza została uśredniona aż o 77%!

Te fenomenalne wyniki stanowią efekt testu w skrajnie niekorzystnych okolicznościach, kiedy to rozpoczęliśmy akumulację akcji jeszcze na rynkowym szczycie, a następnie przeżyliśmy ze spółką 90% spadek cen akcji. Zobaczmy teraz, jak prezentuje się strategia, gdybyśmy pierwszego zakupu dokonali dopiero po istotnym spadku notowań.


Jest to dokładnie ta sama symulacja, z tym że pierwszą transzę kupiliśmy dopiero po cenie 3,11 zł, czyli po spadku o ponad 60% od szczytu z listopada 2013. Mimo tego kurs zaliczył bardzo silne spadki, bo z 3,11 zł do 0,65 zł ciągle jest 80% zjazdu.

Jak widać w powyższej tabeli, opóźnienie zakupów o dwa kwartały pozwoliło nam uzyskać istotnie lepszą średnią cenę zakupu. Wynosi ona aż 1,36 zł, co w ruchu z 7,28 zł na 0,65 zł stanowi dolne 11% rozpiętości cenowej.

Jako ciekawostkę warto wskazać, że doszło do transakcji w styczniu 2016 r. Poprzednia symulacja w tym okresie już nie dokonywała zakupów. Jednak z ceną zakupu na poziomie 1,30 zł był to ciągle zakup poniżej średniej.

I teraz czas na nagrodę:


Asbis spadał z wysokiego konia. Pod koniec 2013 roku notowany był po 8 zł, a w połowie 2015 roku notowania zapaliły poziom 0,65 zł. Rozpoczęte w połowie 2014 roku mądre budowanie pozycji (aż siedmioma transzami) pozwoliło na uzyskanie średniej ceny zakupu na poziomie 1,36 zł.

Do dziś Asbis nie odrobił nawet połowy spadków, notowany jest po 3,09 zł. Mimo tego nasza hipotetyczna pozycja osiąga 127% zysku, a wypłacona ostatnio w maju dywidenda o wartości 0,22 zł na akcję, miała dla nas stopę przekraczającą 16%.

Jednocześnie widzimy, że ten system uśredniania, mimo że rozłożony aż na 2 lata, nie przełożył się na bankructwo inwestora. Łącznie wydano 7200 zł. Czy wydając taką kwotę jednorazowo na zakup akcji Asbisu uzyskalibyśmy lepszy wynik? Przecież już przy cenie 3,11 zł uznaliśmy że to okazja, po spadku o 60% od szczytu. Moim zdaniem widać tu zdecydowaną przewagę budowania pozycji metodą uśredniania VCA nad kupnem jednorazowym.

Rozpoczynam budowanie pozycji - kupiony pakiet akcji Amiki


Sądzę, że obecnie mamy korzystne warunki rynkowe do rozpoczynania stopniowej akumulacji papierów metodą uśredniania wartości. Wiele fajnych spółek dywidendowych zalicza głębokie korekty, dzięki czemu ich papiery stają się dość tanie, przynajmniej w relacji do wycen sprzed kilku kwartałów.

Zdecydowałem się wykorzystać sprzyjający moment i rozpocząć eksperyment w czasie rzeczywistym, prezentując Wam transakcje zakupu akcji spółki Amica.


Jak widzicie Amica od pewnego czasu spada. Od szczytu z września 2016 roku jest to spadek aż o 50%. Jednocześnie wskaźnik C/Z wynosi zaledwie 6, co dla spółki przemysłowej oznacza dość atrakcyjną wartość. Bazując na kilku kryteriach, których w tym miejscu nie będę przytaczał, postanowiłem rozpocząć akumulację tych papierów do mojego portfela dywidendowego.


W powyższej tabeli odnotowałem pierwszy zakup akcji, który dokonany został w dniu 2 lipca po cenie 112 zł. Co ciekawe, załapałem się jeszcze na odcinaną 5 lipca dywidendę w wysokości 3 zł na akcję. W kolejnej transzy zakupowej moje potrzeby kapitałowe zostaną pomniejszone o wysokość tej dywidendy, więc w kolejnych kwartałach będzie ona już ujęta w średniej cenie zakupu.

Strategia jest bardzo podobna do prezentowanych powyżej strategii teoretycznych. Na pierwszej sesji każdego kwartału kupuję akcje w takiej ilości, aby uzupełnić stan portfela do wartości pożądanej. Jeżeli przez dwa kolejne kwartały z rzędu strategia nie będzie nakazywała zakupu papierów, pozycję uznam za zbudowaną. Jeżeli natomiast w międzyczasie wydarzy się coś, co drastycznie zagrozi przyszłości spółki, gotów jestem przerwać zakupy. W końcu w perspektywie kilku kwartałów na rynek spływa wiele informacji.

Wielkość pozycji prezentuję w taki sposób, aby korespondowała ona z zaprezentowanymi powyżej przykładami, więc rozpocząłem od 1000 zł pierwszej wpłaty i krok kolejnych wpłat również wynosi 1000 zł. Zaprezentowane wartości nie odnoszą się do dokonywanych przeze mnie zakupów, niemniej zarówno ceny, jak i terminy nabycia będą się pokrywały.

Ważną informacją jest relacja kroku notowań do docelowej preferowanej wielkości pozycji. Przyjąłem, na podstawie mojej strategii portfela dywidendowego, że chcę zbudować pozycję, która po przeliczeniu na powyższe wartości opiewała będzie na 5000 zł. Czyli pierwsza transakcja dokonana została za 1/5 docelowej wartości. Jednocześnie liczę się z tym, że zakupy mogą się przedłużyć, zarówno w czasie, jak i pod względem niezbędnej gotówki. Dlatego też kwota 5000 zł nie jest żelaznym limitem i dopuszczam jej zwiększenie.

Uśredniaj z głową to się uda


Zaprezentowany powyżej przykład budowania pozycji modelem VCA wydaje się idealnie sprawdzać w warunkach spadających spółek o cyklicznym charakterze. Z jednej strony zakłada dość agresywne uśrednianie, czyli zwiększanie inwestowanych transz w miarę spadku cen akcji, ale z drugiej strony wielkość pozycji ciągle jest pod kontrolą. Przykład spadku cen akcji o 90% pokazał, że nie doprowadziło to do bankructwa inwestora. Nawet jeżeli w jednym kwartale trzeba było wydać trzykrotnie więcej niż planowano, to w innych kwartałach zakupy bywały mniejsze. Jednocześnie strategia uzyskała na tyle niską średnią cenę zakupu, że uzyskujemy zysk przekraczający 100%, nawet w sytuacji, gdy spadki nie zostały odrobione choćby w 50%.

Uśredniając musimy mieć zaplanowane wszystkie kroki i ewentualności. Trzeba myśleć tak samo poważnie o scenariuszu zbyt wysokich potrzeb kapitałowych, jak i o scenariuszu poniesienia porażki, w sytuacji gdy spadek cen akcji oznacza problemy zagrażające egzystencji spółki. Jeżeli będziemy inwestowali odpowiednio długo, takie przypadki z pewnością nam się przydarzą.

Ja sam realizuję strategię VCA na spółce Amica. Ale wiele innych walorów dywidendowych znajduje się w głębokich korektach. Kęty, Budimex, Sanok czy GPW to tylko nieliczne przykłady.

Znaliście ten model uśredniania? Będziecie go stosowali w swoich portfelach? Jeżeli tak, zachęcam do samodzielnego przeprowadzenia różnych symulacji zakupowych, żebyście dobrze poznali wady i zalety VCA.


17 komentarzy:

  1. Dywidenda na Amice Za 2017 to było 3 PLN a nie 5,80 ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ryszard, masz rację! Spojrzałem na zeszłoroczną :) Już poprawione w tekście.

      Usuń
  2. pytanie z innej beczki. Co z Rainbow? pytam się jako prezes ubranych w tą spółkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No słabo to wygląda po dzisiejszej sesji, bardzo słabo.

      Usuń
  3. na jednym z webinarów z Logtermem polecaliście spółkę, jakoś pod koniec czerwca. I co teraz robić? zacisnąć zęby i dalej w bólu akcje trzymać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezależnie od tego, o jakiej spółce mowa, zawsze trzeba mieć wdrożoną kontrolę ryzyka. Nie ma na żadnej giełdzie spółek, których akcje należy trzymać "mimo wszystko". Wszędzie powinien być jakiś stop loss i punkt wyjścia z inwestycji. Ich miejsce jest zależne do preferencji inwestora i założeń, jakie postawił sobie przed transakcją.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy wpis, mam jednak wątpliwość... Czy pozycję w tej metodzie uznaje się za zbudowaną w momencie uśrednienia (tzn zrównoważenia kursu akcji i średniej ceny zakupu), czy w momencie wystąpienia "podwójnego zera"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W momencie podwójnego zera, czyli jeżeli przez dwa kwartały nie trzeba już kupować akcji. Musiałbym dokładnie przeliczyć, czy wystąpienie zera jest tożsame ze zrównoważeniem kursu ze średnią ceną. Raczej nie, bo mamy jeszcze dodatkowy tysiąc, który chcemy dołożyć do inwestycji. Więc dopiero wtedy, kiedy przez dwa kwartały system nie każe kupować akcji.

      Usuń
    2. I tu właśnie jest problem. Zrobiłem symulację dla akcji pzu zaczynając od aktualnej ceny (39). Przyjąłem że cena spada co kwartał o 2 zł do poziomu 29 a później co kwartał wzrasta o 2 zł. O ile nie popełniłem błędu w arkuszu usrednienie nastąpiło po 1 kwartale 2020 zaś podwójne zero dopiero w 3 kwartale 2032 przy cenie 131 zł za akcję �� i wręcz niemożliwym do spelnienia założeniu ze kurs akcji będzie cały czas rósł w tym okresie. Podsumowując mamy sytuację w której pozycja od dawna zarabia na siebie a my wciąż dokładamy środki czekając na podwójne zero, które może nigdy nie nadejść jeśli kurs znowu zacznie spadać. Wydaje mi się że podwójne zero w Twoich przykładach jest anomalią tzn. w pewnym momencie kurs akcji skoczył tak wysoko że wywindowal wartość pozycji powyżej wartości oczekiwanej a dalszy tend wzrostowy na kursie utrzymał ten stan. Mój przykład pokazuje że kurs akcji może rosnąć w kolejnych kwartałach,natomiast nie na tyle żeby przeskoczyć poziom wartości oczekiwanej...

      Usuń
    3. Jeżeli chodzi o samą matematykę to zapewne masz rację, aczkolwiek tego nie weryfikowałem. Tyle tylko, że przyjąłeś scenariusz rynku idealnego, który rusza się niemal liniowo. W rzeczywistości takie rzeczy są rzadko spotykane. Spójrz na ten wykres:

      http://humanistanagieldzie.pl/wp-content/uploads/2018/07/PZU-ATR.png

      Jednomiesięczny ATR dla PZU historycznie nigdy nie spadł poniżej 3 zł. Oznacza to, że w skali miesiąca notowania PZU zmieniają się przeciętnie o więcej niż 3 zł, a ostatnio ponad 4 zł. W skali kwartału będzie to istotnie więcej. A więc matematyka matematyką, a życie życiem.

      Po drugie pamiętaj, w jakim kontekście chciałbym stosować tę strategię - podczas spadków (czyli kiedy spółka fundamentalnie tanieje). Zazwyczaj po okresie gwałtownych spadków odwrócenie przyjmuje postać formacji V. Co prawda nie mam statystycznych dowodów na poparcie tej tezy, ale z moich obserwacji i doświadczenia wynika, że rynek bardzo szybko podnosi się z rynkowego pesymizmu i paniki, o ile walor jest fundamentalnie zdrowy. To właśnie ten mechanizm przekłada się na wystąpienie układu OO w tej strategii.

      Usuń
  5. Sorki że nie w temacie, ale jak tam wyniki za I półrocze na Fw20F? U mnie końcówka czerwca kiepsciutka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w drugim kwartale system stracił wszystkie zyski wypracowane w I kwartale i wynik wrócił w okolice zera. Po stronie teoretycznej system zaliczył bardzo kiepski kwartał (czyli sama strategia tak się zachowała). Po stronie praktycznej, na wynik przełożyło się również kilka moich błędów i ograniczeń systemu.

      W każdym razie po pół roku tradingu jestem na zero :)

      Usuń
  6. Hej Radek,

    Wielkie dzięki. VCA jest chyba tym, czego szukałem. Mam pytanie, bo nie jestem pewien, czy dobrze rozumuję. Przy VCA jak mam "do wydania" 1000 na pierwszą transzę i kupię 10 akcji po 100PLN jakiegoś waloru. Walor drożeje i za kwartał kosztuje 110 za akcję. Wtedy dalej kupuję, tyle że 9 akcji tak, by wartość była równa 2000 (w zasadzie to będzie 1990) tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W omawianym przeze mnie wariancie zakładam, że kupujemy kolejną transzę tylko wtedy, jeżeli cena zakupu będzie niższa od ceny, po której otwieraliśmy pierwszą transzę. Bo idąc tropem kupna po wyższych cenach, budujemy naszą pozycję uśredniając cenę w górę, a nie o to przecież chodzi.

      Dlatego jeżeli kurs nadal spada, , kupujemy zgodnie ze strategią. A jeżeli kurs nie spada a rośnie, ja postanowiłem nie kupować wcale, zostając na rynku tylko z pierwszą transzą, ale za to kupioną po odpowiednio niskiej cenie.

      Usuń
    2. Dzięki wielkie za odpowiedź. Chciałbym rozwinąć swoją poprzednią myśl i znowu poprosić Cię o komentarz. Rozumiem, że jeżeli po pierwszej transzy kurs podskoczy, to nie kupisz. A w sytuacji następującej? Kupujemy walor za 100pln. Po kwartale walor kosztuje 110, po dwóch kwartałach 90pln, po trzech 70pln (w końcu dalej jesteśmy w okresie bessy, gdzie VCA jest przydatne). Dokupujesz wtedy? Oczywiście zakładając, że dalej "wierzysz" w walor.
      Podobną sytuację widać na podanym przez Ciebie przykładzie PZU, tyle że nie druga transza była wyższa od poprzedniej, ale piąta (choć nadal niższa niż pierwsza) i zamiast planowanego 1000+ w kolumnie "wydano" jest 765pln. Mam nadzieję, że to, co wyżej napisałem jest zrozumiałe ;).

      Usuń
    3. W takiej sytuacji mamy dwa scenariusze. Albo podchodzić mechanicznie i czekać na dwa kwartały, w których nie padnie sygnał zakupu. Czyli jeżeli w pierwszym sygnał nie padnie, ale w kolejnym padnie to kupujemy dalej akcje zgodnie z założeniami, do czasu aż pojawią nam się dwa kwartały bez sygnału.

      Drugim podejściem jest rewizja swojego stanowiska. Jeżeli za trzy miesiące sygnał nie padnie, a za pół roku padnie, jesteśmy o 6 miesięcy mądrzejsi na temat sytuacji spółki. Być może taki walor przestanie być dla nas atrakcyjny albo wydarzy się coś, co podkopie naszą ocenę spółki na tyle, że nawet mimo wystąpienia sygnału nie zdecydujemy się na dalszą akumulację.

      To, co przedstawiłem w tekście to tylko rama strategii, dalsze precyzowanie jej założeń to już rola inwestora.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails