wtorek, 29 czerwca 2021

Uśrednianie cen niejedno ma imię. Część 1.

Uśrednianie cen akcji budzi wiele emocji pośród inwestorów. I słusznie, gdyż jest to podejście ryzykowne, ale stosowane z wprawą i odrobiną szczęścia, może dać bardzo dobre rezultaty. Dzisiaj spojrzę na różne uwarunkowania związane ze strategią uśredniania ceny.

Jak pamiętacie, swojego czasu dość mocno akumulowałem akcje poprzez uśrednianie ceny nabycia. Zbudowałem tak pozycje na kilku spółkach i idealnie wpasowało się to w rynkowe okoliczności i dało całkiem przyzwoicie zarobić. Całość opisałem w dość rozległym tekście na blogu.

Przeczytaj: Budowanie pozycji metodą VCA

Niedawno temat powrócił za sprawą Tomasza Symonowicza, który na blogach Bossa ponownie poruszył kwestię strategii VCA w długoterminowym inwestowaniu. Wykonał on test na indeksie WIG, porównując skuteczność uśredniania ceny z jednorazowym kupnem akcji i okazało się, że kupno za całość na raz dało lepsze rezultaty. Ze wspomnianymi tekstami zapoznasz się w tym miejscu.

W dzisiejszym artykule i kolejnych chcę nieco poszerzyć tę tematykę oraz doprecyzować dwa różne podejścia do strategii VCA, które prezentujemy ja i Tomasz Symonowicz. Dla szerszego obrazu polecam zapoznanie się zarówno z moim artykułem, jak i linkowanymi tekstami na blogach Bossa.

Główna różnica tkwi w fakcie, że Kathay traktuje i omawia strategię uśredniania VCA jako podejście służące do regularnego kupowania danego instrumentu finansowego. Coś na zasadzie: kupuj raz na kwartał i powtarzaj to przez 20 lat. Tym sposobem VCA staje się pewnym stałym podejściem mającym odciążyć inwestora w procesie analitycznym na rzecz mechanicznego nabywania określonego instrumentu. 

Absolutnie nie czynię z tego zarzutu, gdyż zapewne do tego VCA zostało stworzone, jako alternatywa dla podejścia DCA, czyli dollar cost averaging. 

Natomiast w moim ujęciu (zarówno opisywanym na blogu, jak i realizowanym na rynku) VCA jest tylko określoną techniką budowania pozycji. Nie zakładam stosowania jej przez cały czas, a jedynie w określonych warunkach rynkowych i przez określony czas. Można streścić to następującymi wskazówkami: zaczekaj na odpowiednie warunki rynkowe, kupuj w regularnych odstępach tak długo, jak długo udaje ci się uzyskać coraz lepszą cenę, a następnie zakończ kupowanie, kiedy rynek zaczyna rosnąć.

Te dwa bardzo różne podejścia sprawiają, że trudno jest je porównywać. Inne są założenia, inna jest również realizacja, która wpływa nie tylko na ilość transz, ale również na ich wielkość. Tym samym, mimo że oba ujęcia opierają się na mechanizmie VCA (uzupełniania wielkości pozycji do ustalonej i rosnącej wartości), są one zasadniczo różne.

W dzisiejszym tekście chcę pokazać kilka specyfik strategii VCA, łącząc niejako podejście prezentowane przez Kathaya, jak i przeze mnie. Postaram się pokazać, jak zachowuje się wynik finansowy, ale przede wszystkim profil ryzyka oraz kapitałochłonność takiego uśredniania, w zależności od warunków rynkowych, które się trafią oraz tego, czy trafią się one na początku akumulacji, czy też na jej zaawansowanym etapie.

Uśrednianie cen techniką VCA kontra DCA

Przypomnę tylko, że poprzez uśrednianie techniką VCA rozumiemy kupowanie instrumentu finansowego (akcji, indeksu, ETFa, funduszu) w równych odstępach czasowych, aby uzupełniać jego wartość do założonego pułapu. 

W moich przykładach, które będę dalej pokazywał w kilku wariantach przyjmuję następujące parametry:

- okres inwestycji: 40 kwartałów

- interwał zakupów: raz na kwartał

- krok: 3000 zł

Przykładowo będzie to wyglądało następująco. Kupuję 1 stycznia instrument finansowy za kwotę 3000 zł. Następnie co kwartał będę dokupował tyle jednostek, aby wyrównać do pułapu o 3000 zł wyższego. czyli jeżeli 1 kwietnia mój pakiet jest wart 2500 zł, dokupuję jednostki za 3500 zł, aby wyrównać do 6000 zł. Jeżeli do 1 lipca instrument wzrośnie i mój pakiet będzie wart 7500 zł, dokupuję zaledwie za 1500 zł, aby wyrównać do poziomu 9000 zł. 

Tym sposobem mamy pewne założenie bazowe, że chcemy, aby wartość naszej inwestycji zwiększała się o 3 tys. zł na kwartał, co daje nam średniorocznie pułap 12 000 zł. Mam jednak pewne przeczucie, że w zależności od warunków, kapitałochłonność może pod koniec inwestycji okazać się zupełnie inna.

Zanim przejdziemy jednak do samej strategii VCA, posłużmy się zdecydowanie prostszym DCA. 

Na przestrzeni ostatniej dekady, od 2011 roku (40 kwartałów) indeks WIG wzrósł z poziomu 38 200 pkt do 67 900 pkt. Jak widać na wykresie, zakup indeksu WIG za pełną kwotę 120 tys. zł na początku inwestycji dał lepszy wynik aniżeli systematyczne nabywanie po 3000 zł co kwartał. 

Jest to skutkiem przebiegu samego indeksu WIG, który w tym czasie zachowywał się rosnąco i nie spadł na tyle, aby umożliwić tańsze zakupy w znacznej części tego okresu.

Mimo, że zakup za całą kwotę na początku dał lepszy wynik finansowy, nie należy się do tego przywiązywać. Po pierwsze dlatego, że większość z nas generuje dochody na bieżąco, więc łatwiej jest odkładać po 1000 zł miesięcznie niż od razu wysupłać kwotę 120 tys. zł. Po drugie, sama kwota 120 tys. jest przyjęta w tej wysokości głównie dlatego, że na wstępie znamy już okres inwestycji, czyli 10 lat. Przy innym okresie kwota ta byłaby inna, ale co do zasady, szukamy tu różnicy, czy lepiej kupić na raz, czy transzami. Na tym wycinku indeksu WIG lepiej sprawdziło się jednorazowe kupno.

Na korzyść strategii DCA, oprócz możliwości regularnego inwestowania nadwyżek finansowych, przemawia fakt, że zawsze inwestujemy stałą kwotę 3000 zł na kwartał. Strategia nie wymaga od nas różnicowania dopłat, w zależności od warunków rynkowych. Warto to zapamiętać, gdyż w wypadku strategii VCA będzie to miało znaczenie.

Dla podsumowania tego przykładu, podam końcowe wartości. Inwestując 120 tys. w indeks w 2011 roku, do dnia dzisiejszego kwota ta zwiększyłaby się do 213 tys. zł. Z kolei inwestując te same 120 tys. w kwartalnych ratach po 3000 zł, uzyskujemy kwotę 156 700 zł. Jak widać różnica jest znacząca, ale zapamiętajmy tę ostatnią wartość, gdyż to ona posłuży nam do porównań ze strategią VCA.

Uśrednianie techniką VCA bez wypłat

Jak przedstawiłem to wcześniej, przyjrzymy się teraz uśrednianiu strategią VCA w wariancie bez wypłat. Czyli kupujemy taką część indeksu WIG, aby wyrównać jego wartość do ustalonego, rosnącego o 3000 zł na kwartał planu.

Zakładając uzupełnianie wartości pozycji do rosnącego kroku notowań (o 3000 zł co kwartał), może się zdarzyć, że aktualna wartość posiadanych aktywów będzie przewyższała nasz docelowy poziom. Mamy wtedy dwie opcje: sprzedać nadwyżkową część papierów (skasować zysk) i zredukować ją do pożądanego poziomu lub jedynie zrezygnować z zakupów, ale niczego nie sprzedawać. W tym punkcie przyjrzymy się właśnie temu ostatniemu wariantowi, ustawiając strategię w wariant "buy only".

Jak widać na wykresie, strategia VCA w wariancie "buy only" okazała się w omawianym okresie lepsza niż strategia DCA. Kapitał wzrósł z poziomu 156 700 zł do poziomu 171 400 zł, a dodatkowo w strategii VCA niższa była suma zakupów, gdyż wyniosła ona ok. 117 900 zł. Oznacza to, że mniejszym kapitałem udało się uzyskać lepszy wynik.

Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę na drugą stronę medalu, jaką jest wysokość poszczególnych transz. W strategii DCA są one równe i zawsze wynoszą 3000 zł na kwartał. W strategii VCA są one zmienne i uzależnione od aktualnej wyceny posiadanej pozycji w relacji do założonego planu. 

Jak widać w latach 2016-2018 system przez sześć kwartałów nie generował sygnału kupna, gdyż wzrosty indeksu wyprzedzały harmonogram. Z kolei podczas pandemicznej przeceny w marcu 2020 roku, indeks WIG spadł tak mocno, że aby uzupełnić wartość pozycji do założonego poziomu, należało dokonać zakupów za kwotę ponad 31 tys. zł.  A przecież planowaliśmy wzrost o 3000 zł na kwartał.

W tym kontekście widzimy, że strategia VCA jest ewidentnie mniej przyjazna regularnemu lokowaniu oszczędności, nawet jeżeli generuje wyższą stopę zwrotu. W zaprezentowanym okresie mieliśmy tylko jeden tak drastyczny epizod, gdyż po marcowej słabości indeks WIG w 2020 roku dość szybko się podniósł. Gdyby przecena trwała dłużej lub była głębsza, zapotrzebowanie kapitałowe byłoby jeszcze większe. W tym kontekście zbieżność zainwestowanej kwoty z założonym planem (117,9 tys. vs 120 tys.) jest raczej przypadkowa.

Uśrednianie techniką VCA z wypłatami

Warto jeszcze przyjrzeć się wariantowi, w którym znacznie ściślej dopasowujemy się do założonego planu, czyli nie tylko kupujemy indeks, gdy jest on poniżej naszego rozpisanego schematu, ale również sprzedajemy nadwyżkę, gdy notowania znajdują się powyżej celu. Jest to forma realizacji zysków, pozwalająca z drugiej strony odzyskiwać część kapitału na potrzeby ewentualnych zwiększonych zakupów.

Na pozór pomiędzy zaprezentowanymi wykresami nie widać wielkiej różnicy. Strategia DCA kończy się wynikiem 156 700 zł, podczas gdy strategia VCA z wypłatami finiszuje z wynikiem 136 800 zł. 

Może się więc wydawać, że DCA wychodzi z tego pojedynku zwycięsko, lecz pod uwagę musimy wziąć również zaangażowanie kapitałowe. Przy DCA nie zmieniło się i wynosi 120 tys. zł, ale w wypadku VCA z wypłatami jest ono istotnie niższe i wynosi zaledwie 74 800 zł. Analizując zielone słupki widzimy tu znaczący wpływ wypłat mających miejsce w ostatnich kwartałach, kiedy to sięgały one kilkunastu tysięcy złotych. Dopłata z marca 2020 nie zmieniła się i nadal wynosi ona ok. 31 500 zł.

Jak więc widać drugi wariant strategii VCA okazał się nawet lepszy od poprzednika, gdyż zbliżony wynik uzyskany został ze znacznie mniejszym zaangażowaniem kapitału. Jednak wzmocnieniu uległa również główna wada tego podejścia, czyli brak równych dopłat. W tym wypadku mieliśmy zarówno konieczność dopłacenia ponad 30 tys. zł, jak i wypłaty sięgające 17 tys. zł. 

Rozstrzał cokwartalnych operacji sięga więc niemal 50 000 zł i można zakładać, że będzie się on jeszcze zwiększał, w miarę wzrostu naszego portfela. W końcu gdybyśmy posiadali portfel o wartości 300 tys. zł, a rynek zaliczyłby kwartalne załamanie na poziomie 30%, konieczna byłaby dopłata rzędu 90 tys. zł. 

Pamiętając bessę lat 2007-2009, kiedy to indeks WIG stracił niemal 70%, łatwo sobie wyobrazić, że traktowanie strategii VCA jako sposobu na długoterminowe kupowanie akcji, jednostek funduszy lub ETF może okazać się zadaniem dla inwestorów o mocnych nerwach i głębokich kieszeniach. I to niezależnie od tego, że strategia ta generuje zapewne lepsze końcowe wyniki niż proste DCA.

Podsumowanie

Dzisiejsze porównanie strategii DCA i VCA pokazało ryzyka wiążące się z uśrednieniem cen. Inwestując na indeksie spychamy na margines ryzyko bankructwa spółki, ale ciągle mocne pozostaje ryzyko zapotrzebowania kapitałowego. Strategia VCA, mimo że pod wieloma względami daje lepsze wyniki finansowe, ma również bardzo specyficzne wymagania. Są one wspólne z innymi podejściami opartymi na uśrednianiu - im bardziej chcesz uśrednić tym większej kwoty potrzebujesz i tym większą pozycję finalnie budujesz.

Na dzień dzisiejszy to wszystko, ale w kolejnym wpisie pogłębię porównanie strategii DCA i VCA oraz postaram się poszukać takich zastosowań, aby korzystać z przewag strategii VCA przy jednoczesnym pominięciu lub zminimalizowaniu jej wad.

Jeżeli nie chcecie pominąć tego wpisu, zachęcam do zapisania się na blogowy newsletter.

5 komentarzy:

  1. Radku, wielkie dzięki za ciekawy artykuł. Jedna uwaga do metodologii - jeśli chcemy porównywać efektywność różnych strategii to powinniśmy porównywać nie tylko wynik końcowy i dość ogólnie opisane "zaangażowanie kapitałowe" ale wyliczyć dokładne roczne stopy zwrotu uwzględniające przepływy oraz czas ich wykonania. Tak jakbyśmy chcieli wyliczyć oprocentowanie rachunku ROR, na którym robimy wpłaty i wypłaty, a który jest oprocentowany x w skali roku i na koniec badanego okresu 40 kwartałów przynosi nam wynik końcowy kapitału. W ten sposób mamy obiektywne ROA, które możemy porównywać pomiędzy strategiami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga. Z tym, że pamiętajmy, że testujemy to na wybranym historycznie wycinku indeksu WIG, więc nawet jeżeli jakieś dane coś pokażą, musimy pamiętać, że nie są one do końca miarodajne. Na razie chcę pokazać różnice pomiędzy DCA i VCA, a w kolejnych etapach będę pogłębiał temat VCA i pokazywał jego zachowanie w różnych sytuacjach na rynku.

      Usuń
  2. Cześć Radku
    Mam pytanie dla czego akurat wybrałeś CD projekt do uśredniania? czy mógłbyś napisać co Cię akurat skłania do tej spółki a nie do innej. Z podziekowaniem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na spółce skupiły się wszystkie złe wiadomości i spotyka je zasłużona przecena. Zakładam jednak, że długoterminowo zarówno posiadane kompetencje, jak i posiadana gotówka pozwolą na powrót do wzrostowej ścieżki pod względem biznesowym. Założyłem zatem, że w konkretnej przyszłości, może w 2021, może w 2022, wystąpi na walorze dołek, po którym kurs zacznie się podnosić. Wystarczy mi powyżej 300 zł, nie musi to być od razu 500.

      I zaznaczam, że nie posiadam w małym palcu każdego biznesowego aspektu CD Projektu. Nie jestem ani psychofanem waloru ani ślepo nie wierzę, że to zawsze będzie lider. Zwyczajnie zakładam, że w perspektywie 2-3 lat kurs się podniesie, a dołek, który w międzyczasie chcę wyłapać, po czasie okaże się dobrym momentem na kupno.

      Usuń
  3. Uśrednianie ma sens tylko wtedy, kiedy inwestor nie ma zielonego pojęcia gdzie kupuje i gdzie powinien wychodzić. Nie widzę żadnego logicznego uzasadnienia dla czegoś takiego. Wyobraźmy sobie, że ktoś uśredniał w roku 2008 indeks WIG20. Dzisiaj, pomimo upływu 13 lat (!) wciąż ma stratę i nie wiadomo, czy kiedykolwiek WIG20 wróci do tych poziomów. 13 lat to cała masa zmarnowanych okazji, gdzie można by ten zamrożony kapitał wielokrotnie pomnożyć. Zatem zamiast uśredniać trzeba zamykać póki strata jest mała. Prosta, skuteczna i bardzo trudna emocjonalnie strategia.

    OdpowiedzUsuń