Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 kwietnia 2016

Recenzja - Aaron Brown - Pokerowe oblicze Wall Street

Lubicie pokera? Jeśli tak, książka Browna będzie dla Was prawdziwą gratką. W miarę czytania zastanawiałem się, czy książka ta jest pozycją traktującą bardziej o pokerze, czy też bardziej o inwestowaniu. Po dotarciu do ostatniej strony muszę przyznać, że jednak bardziej o pokerze.

Podchodząc do lektury spodziewałem się książki pokazującej, jak statystyczne przewagi i umiejętności wyniesione z pokerowego świata mogą zostać wykorzystane w profesjonalnym tradingu na rynkach finansowych. I do pewnego stopnia faktycznie tak jest. Ale z pewnością nie jest to podręcznik do inwestowania. O czym więc jest ta książka?

Jest to pozycja ukazująca powiązanie ryzyka podejmowanego w grach hazardowych z ryzykiem panującym na rynkach finansowych. Akcentowane są zarówno podobieństwa pomiędzy tymi dwoma środowiskami, jak również różnice, które bywają niekiedy dość istotne. Autor, stosując liczne pokerowe analogie, zwraca uwagę czytelników, że warunki rynkowe stanowią nieustanną walkę pomiędzy różnymi czynnikami popytowymi i podażowymi, z dużą ilością ryzyka w tle.

To właśnie to ryzyko jest czynnikiem, który trudno jest oszacować. W niektórych sytuacjach dysponujemy ku temu odpowiednimi danymi, ale niekiedy jest to ryzyko bardzo trudne do kalkulacji. W pokerze bywa inaczej, gdyż tam ilość kart jest zawsze znana, a co za tym idzie, można oszacować prawdopodobieństwo wyciągnięcia interesującej nas karty. Sęk w tym, że należy jeszcze brać pod uwagę strategie realizowane przez innych graczy przy stole, który mogą postępować w sposób agresywny lub defensywny. Na rynkach finansowych nie widzimy innych graczy, tam jest tylko rynek.

W książce bardzo często spotykamy się z obalaniem mitów dotyczących rynków finansowych. Siedząc w tym od lat sądzimy, że określone zagadnienia nie mają przed nami tajemnic, a tymczasem jest zupełnie inaczej. Okazuje się, że w bardzo łatwy sposób można znaleźć celne analogie pomiędzy hazardem, a takimi instrumentami jak kontrakty terminowe, opcje, czy kontrakty na różnice kursowe. Stąd też potrzebujemy odpowiednich narzędzi, aby sobie z tym ryzykiem radzić. Wiedza jest pierwszym z nich.

Trudno jest mi jednoznacznie podsumować tę pozycję. Pokazuje wiele interesujących zjawisk świata finansów w sposób, z którego dotychczas nie spoglądałem. Niewątpliwie rzuca nieco światła na aktywność, którą każdego dnia realizujemy w naszych transakcjach. Z drugiej strony jest to książka pisana przez pasjonata pokera, a co za tym idzie, bardzo duża jej część poświęcona jest tej właśnie grze, w różnych jej wariantach. Sięgając po nią musicie szykować się na dużą porcję wiedzy dotyczącą zarówno szacowania ryzyka w kartach, jak i na rynkach finansowych.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Recenzja - Thomas N. Bulkowski - Podstawy spekulacji

Podchodząc do tej lektury sądziłem, że jest to kolejna książka dla początkujących inwestorów, która skupia się na podstawach funkcjonowania w giełdowej rzeczywistości. Okazało się jednak zupełnie inaczej.

Thomas Bulkowski znany jest mi w pierwszej kolejności z Encyklopedii formacji cenowych, czyli przeszło 1000-stronicowej książki, w której omawia formacje znane z klasycznej analizy technicznej. Okazuje się jednak, że jest również autorem wielu wartościowych książek dotyczących innych aspektów inwestowania. 

Podstawy spekulacji to książka, jak sama nazwa wskazuje, omawiająca zagadnienia związane z podejściem spekulacyjnym. Autor nie przyjmuje tu jednak podejścia opartego na konkretnym horyzoncie czasowym. Omawia zarówno transakcje jednodniowe, jak i średnioterminowe czy długoterminowe. Dzięki takiemu właśnie ujęciu zagadnienia, coś dla siebie znajdą tu zarówno daytraderzy, jak i inwestorzy pozycyjni czy trendowi. Pamiętając oczywiście, że spekulacja nie ma wiele wspólnego z inwestowaniem w wartość.

Autor nie skupia się również na konkretnym aspekcie czy też jednej strategii. Omawia zarządzanie kapitałem, wybór momentu dla dokonania transakcji na równi ze stop lossami. Takie właśnie przekrojowe podejście pozwala na przyswojenie bardzo szerokiego wachlarza zagadnień związanych z rynkami finansowymi.

Co szczególnie charakterystyczne dla Bulkowskiego, większość zagadnień i wyciąganych na ich podstawie wniosków opiera o własne testy i przeprowadzone badania. Biegłość i lata doświadczeń w zakresie historycznego testowania poszczególnych rozwiązań sprawiają, że niemal każdy akapit okraszony jest konkretnymi danymi dotyczącymi skuteczności stosowania stop lossów czy też głębokości dopuszczalnej straty.

Nie bez znaczenia, z mojego punktu widzenia, pozostaje kwestia trendu, do której autor przykłada wiele wagi. Pokazuje, że analiza zachowania szerokiego rynku może wskazać nam kierunek inwestowania i pozwala uniknąć wielu nieprzyjemnych niespodzianek. Co więcej, rozszerza prowadzoną analizę o ocenę trendu panującego w sektorze, w którym znajduje się interesująca nas spółka. Okazuje się, że kierunek branży ma o wiele silniejsze oddziaływanie niż kierunek całego rynku.

Szeroki zakres tematyczny sprawia, że Bulkowski porusza bardzo wiele kwestii. Jednocześnie szczegółowość z jaką to robi sprawia, że największą korzyść z lektury odniosą ci inwestorzy, którzy posiadają już wiedzę z zakresu wielu aspektów inwestowania i spekulowania. Z kolei dla osób dopiero rozpoczynających swoją giełdową edukację, książka ta może być formą zbioru zagadnień, o których warto poczytać i poszerzyć swoją wiedzę. Na kartach tej pozycji nie da się bowiem powiedzieć wszystkiego, co warto wiedzieć o np. stopach żyrandolowych czy też podejściu trendowym.

Podsumowując, muszę stwierdzić, że nie spodziewałem się aż tak wielkiej wartości informacyjnej po tej książce. Ilość danych i testów sprawia, że nie jest raczej możliwe przeczytanie jej w ciągu jednego popołudnia. Niemniej poświęcenie jej odpowiedniej ilości czasu otwiera oczy na wiele zagadnień. I chyba taka właśnie powinna być rola książek giełdowych.

czwartek, 22 stycznia 2015

GPW dla bystrzaków - moja #1 książka dla początkujących

Często czytelnicy pytają mnie o literaturę, którą mógłbym polecić początkującemu inwestorowi. Szukają książki, która będzie w stanie wprowadzić ich w świat giełdy bez konieczności sięgania do wielu źródeł. Takie kompendium, którego lektura jest w stanie chociażby częściowo przygotować do inwestowania.

Do tej pory nie byłem w stanie wskazać takiej pozycji. Zwyczajnie nie czytam już książek dla początkujących. Staram się sięgnąć pamięcią do początków, ale wydaje mi się, że wtedy również nie czytałem litery omawiającej same podstawy inwestowania. Wiedzę tę czerpałem z blogów i serwisów finansowych, a książki czytałem już w kontekście poszczególnych rodzajów inwestycji, ewentualnie jakieś przeglądowe pozycje na temat inwestowania jako takiego. Dużą część tych książek spisałem w jednym z artykułów, który mogę teraz polecić.

Ciągle jednak nie było książki, do której mógłbym odesłać osobę, która jeszcze nie do końca wie, czym jest giełda, ale chciałaby dowiedzieć się więcej i spróbować swoich sił. Z drugiej strony wiem, że literatury takiej jest całkiem sporo, gdyż stosunkowo łatwo jest napisać ebooka liczącego 50 stron o tym, jak działa giełda i co to są akcje. A polecać niesprawdzonych rzeczy nie lubię.


Niedawno jednak sytuacja w tym obszarze literatury giełdowej uległa dość istotnej zmianie. Odezwał się do mnie Tobiasz Maliński, również prowadzący bloga o tematyce inwestycyjnej. Kiedyś współpracowaliśmy przy okazji jakichś drobnych projektów, więc nie musiał mi się szczególnie przedstawiać, zwłaszcza że jest od lat obecny w finansowej blogosferze. Tobiasz jeszcze przed oficjalną premierą podesłał mi książkę swojego autorstwa, żebym ją sobie przekartkował i jeśli mi się spodoba, być może Wam o tym napisał. Okazuje się jednak, że książka jest właśnie tym, czego mi przez ostatnie lata brakowało na rynku wydawniczym.

Giełda Papierów Wartościowych dla bystrzaków jest częścią znanej na całym świecie serii żółto-czarnych okładek z cyklu "for dummies". Wbrew temu, co mogła by sugerować nazwa, nie jest to pozycja dla osób po jakimkolwiek względem ułomnych, ale przewodnikiem dla początkujących w danej dziedzinie. Każdy kiedyś stawiał swoje pierwsze kroki i jeśli chodzi o inwestowanie, książka ta będzie dobrym wyborem.

Jak wcześniej wspomniałem, pozycje dla początkujących przyjmują najczęściej postać cienkich broszurek. W tym wypadku otrzymujecie ponad 360 stron literatury wysokiej jakości. Z książką zapoznałem się dość dokładnie i muszę powiedzieć, że znalazłem w niej chyba wszystko, czego bym oczekiwał od tego typu publikacji. Od podstaw, czym jest giełda, przez podstawowe rodzaje analizy, psychologię inwestowania, aż po instrumenty pochodne. W międzyczasie poruszane są takie tematy, jak gry wirtualne, tworzenie portfela, czy wybór domu maklerskiego.

Całość pisana jest z perspektywy inwestora posiadającego już doświadczenie na giełdzie. Tobiasz jest zwolennikiem analizy fundamentalnej i daje się to wyczuć w trakcie lektury. Podejście długoterminowe jest prezentowane jako stabilne, wyważone i pewne, a podejście techniczne jako spekulacyjne, pochopne i bardziej ryzykowne. Nie wpływa to jednak negatywnie na całościowe odczucie, które pozostaje po przeczytaniu tej książki, a już w żadnym stopniu na merytoryczny poziom prezentowanych treści.

Możecie mieć pewne wątpliwości, czy piszę tę recenzję bezinteresownie, czy jednak w jakiś sposób mój osąd jest ukierunkowany. Ale w tej kwestii musicie mi zaufać, bo wiem co piszę. Jest to bardzo dobra propozycja dla wszystkich rozpoczynających przygodę z inwestowaniem i jeśli będą się pojawiały pytania dotyczące pierwszej giełdowej lektury, będę odsyłał do tej książki. Mam nadzieję, że jeśli ktoś już ją przeczyta, podzieli się swoją opinią i potwierdzi moje dobre zdanie o tej publikacji.

Książka dostępna jest w wersji ebookowej oraz papierowej. Jeśli chcecie poczytać więcej na jej temat lub zajrzeć do spisu treści, kliknijcie w link lub zdjęcie w górnej części postu.

poniedziałek, 13 października 2014

Recenzja - Edwin Lefevre - Wspomnienia gracza giełdowego

Książka, którą dzisiaj opiszę powszechnie określana jest jako kultowa w tematyce literatury giełdowej. Jak tylko dałem znać, że zamierzam się z nią bliżej zapoznać, pojawiały się nawet głosy, że niektórzy chcieliby mieć przyjemność przeczytania tej książki ciągle przed sobą. Tak więc podszedłem do lektury z wielkimi oczekiwaniami i jak zacząłem czytanie w czerwcu ... tak zakończyłem dopiero w październiku... Ale od początku.

Książka opowiada fabularyzowaną historię jednego z wielkich traderów i spekulantów XX wieku, Jesse Livermoore'a. Nie jest to więc książka stricte historyczna. Nie jest to również podręcznik do nauki inwestowania, gdyż wiele z metod nie da się zastosować w obecnych czasach. Po co więc sięgać po tę książkę?

Po pierwsze, niesamowicie przyjemnie się ją czyta. Przyjęty sposób narracji sprawia, że można w nią dosłownie wpaść i zatracić kontakt z otoczeniem. Opisywane przygody jej bohatera, zazwyczaj związane z rynkami finansowymi, pozwalają nam poznać, jak wyglądało inwestowanie w czasach oddalonych od nas o całe stulecie. I nie jest to inwestowanie szarego Kowalskiego, którego obecność na rynku nie jest przez nikogo zauważana. Jest to opis sytuacji z perspektywy gracza, który często sam tworzył sobie rynek, przesuwał spółki o kilkadziesiąt procent w górę lub w dół, a niekiedy, jak sam przyznaje, manipulował ceną.

Jest to więc przykład metod inwestycyjnych, które dziś wielu inwestorom nie przychodzą nawet do głowy. Można powiedzieć, że wiele transakcji odbywało się na zasadzie kupna za wszystko, a następnie zwielokrotniania lub tracenia całego kapitału. Być może niektórzy z czytelników znają z autopsji takie właśnie podejście do rynku - tak niepopularne w czasach nie ryzykuj więcej niż 3% portfela w jednej transakcji

poniedziałek, 29 września 2014

Recenzja - Jacek Maliszewski - Zarządzanie ryzykiem kursu walutowego w przedsiębiorstwie

Książka, którą dzisiaj opiszę na pierwszy rzut oka nie wydaje się książką o inwestowaniu. Najczęściej interesują nas analiza techniczna lub fundamentalna, a sprawy kierowania przedsiębiorstwem wydają się zupełną pomyłką, jeśli chodzi o bloga inwestycyjnego. Ale to tylko pozory.

Sięgnąłem po tę książkę głównie ze względu na jej autora. Jacek Maliszewski jest osobą zajmującą się właśnie profesjonalnym wspieraniem przedsiębiorców w zakresie ryzyka walutowego, a poznałem go kiedyś na szkoleniu ze strategii opcyjnych. I właśnie tego szukałem w książce - strategii łączących opcje oraz instrument bazowy, czy to w postaci waluty, czy indeksu.

Patrząc na książkę z tej perspektywy, trzeba powiedzieć, że ma ona dwa oblicza. Z jednej strony jest to właśnie pozycja traktująca o ryzyku walutowym przedsiębiorców. Poświęca więc sporo miejsca takim zagadnieniom, jak chociażby sposoby fakturowania kontrahentów, czy też liczenie ekspozycji walutowej danego podmiotu w zależności od prowadzonej działalności. I bez wstydu powiem, że pomijałem tego typu rozdziały, nawet do nich nie zaglądając.

Z drugiej strony, może to być pozycja bardzo przydatna inwestorom. Nie tylko ze względu na zaznaczoną już wcześniej tematykę opcyjną, ale również na całość zagadnień finansowych w niej poruszanych. Wystarczy więc wyobrazić sobie przedsiębiorstwo jako nasz portfel. Nie jesteśmy przecież importerami lub eksporterami, ale przecież zajmujemy pozycję długą lub krótką na danej parze walutowej lub innym instrumencie bazowym. W rezultacie uświadomienie sobie tego podobieństwa pozwala nam na zastosowanie prostej analogii i czerpanie pełnymi garściami z książki Maliszewskiego.

Osoby początkujące uprzedzam, że pozycja może się wydawać nieco złożona. Wynika to z poruszanej tematyki i głębokości analizy. Dlatego polecam ją bardziej zaawansowanym inwestorom, którzy wiedzą, jak jest różnica między spot, forward a futures. Posiadanie pewnej wiedzy sprawi, że lektura tej książki będzie owocna i nie ograniczy się do próby zrozumienia skomplikowanych terminów i nieznanych dotychczas mechanizmów rynkowych.

Podejście zawarte w tej książce zakłada również, że ma się raczej portfel większy niż mniejszy. Dopiero duże kwoty pozwalają na efektywne zabezpieczanie się przy użyciu poszczególnych instrumentów finansowych. Mały portfel znajdzie tu dość sporą barierę do przeskoczenia, a niekiedy nie da się pewnych spraw zrobić i trzeba mieć tego świadomość.

Pozycję tę przeczytałem z przyjemnością. Może nie ma ona żadnej fabuły, ale w sposób profesjonalny pokazuje, jak można radzić sobie z ryzykami rynkowymi przy użyciu dostępnych instrumentów finansowych.

Oczywiście, jeśli jesteście przedsiębiorcami wymieniającymi walutę, tym bardziej polecam sięgnięcie do tej książki. Autor w licznych przykładach pokazuje, dlaczego warto jest zwracać uwagę na kurs po którym dokonuje się wymiany waluty oraz jak można robić to w sposób możliwie najbardziej korzystny. Te kilkadziesiąt złotych może być więc inwestycją, która zwróci się już przy pierwszej transakcji.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Linia i tam też można ją nabyć.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Recenzja - Bożena Horbaczewska - Wypłaty dla akcjonariuszy a wycena akcji na rynku kapitałowym

Jeśli ktoś ma kontakt z książkami trochę częstszy niż znikomy wie, że z tytułu można bardzo wiele wyczytać. Ponadto, jeśli ktoś ma jakieś powiązania z literaturą naukową lub też niedawno studiował, wie jak rozpoznać dzieło, które ma być rozprawą naukową, a nie książeczką dla ludu do poczytania w wolnej chwili. 

Pozycja, którą Wam dzisiaj prezentuję powstała właśnie jako praca naukowa. Bożena Horbaczewska stworzyła ją, jako swój (o ile się nie mylę) doktorat i po niewielkiej edycji wypuściła na rynek jako literaturę mogącą wspomagać inwestorów i innych uczestników rynku giełdowego w podejmowanych przez nich decyzjach.

Książka poświęcona jest w całości transferom finansowym ze spółki do jej akcjonariuszy. Zjawisko to przybiera postać wypłacanej dywidendy lub skupu akcji własnych. O ile ta pierwsza jest już całkiem rozpowszechniona na naszym rynku, skup akcji własnych ciągle jest czymś stosunkowo rzadkim i warto jest zapoznać się z tą pozycją chociażby dlatego, żeby poznać proces przeprowadzania tego rodzaju operacji.

Pierwsza część tej pozycji poświęcona jest rozważaniom teoretycznym. Opisuje, czym są poszczególne formy wypłat dla akcjonariuszy, jak oddziałują one na spółkę, ceny akcji i posiadaczy papierów danego podmiotu. Co chyba ważniejsze, dokładnie opisane są przesłanki przemawiające na rzecz wyboru sposobu dzielenia się zyskiem, zarówno te z perspektywy przedsiębiorstwa, jak też ze strony różnych interesariuszy, jak chociażby zarząd, czy posiadacze opcji pracowniczych. 

W drugiej części autorka koncentruje się na wypłatach dla akcjonariuszy na rynku polskim. Magluje dane zgromadzone na GPW i stara się wysnuć wnioski dotyczące zachowania akcji w zależności od przyjętych przez spółkę metod dzielenia się zyskiem. Ta część też jest obszerna w większości składa się z tabel, wykresów i zestawień.

Jak przystało na doktorat, książka posiada strukturę pracy akademickiej, a więc cechuje się spójnością wywodu. Nie jest też przegadana i nie jest to z pewnością opowieść, jak to się komu coś wydaje i podaje innym, żeby też w tę opowieść wierzyli. Świadczy o tym chociażby ilość i jakość przypisów, które zajmują niekiedy więcej objętości na stronie niż sam tekst podstawowy.

Podsumowując, trzeba powiedzieć, że jest to pierwsza pozycja dotycząca bezpośrednio dywidendy i skupu akcji własnych, jaką czytałem. Autorka do zagadnienia podeszła bardzo poważnie i rzetelnie przedstawiła tematykę, która staje się coraz istotniejsza na naszej GPW. Badania oparte na polskich spółkach są tutaj dodatkowym atutem, gdyż rozwiązania i zależności występujące w USA nie muszą się przekładać na rodzimy rynek.

Książka, do której z pewnością warto jest zajrzeć.

niedziela, 20 lipca 2014

Recenzja - Tomasz Prusek - K.I.S.S. - by Kamil Gemra

K.I.S.S. - czyli o wilczycy z Książęcej


Książka Tomasza Pruska pod tytułem K.I.S.S. to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów warszawskiego parkietu. Ci mniej zorientowani nie mają się co zrażać, książka jest napisana takim językiem, że nawet kompletni laicy mogą po nią sięgnąć.

Akcja K.I.S.S. toczy się wokół grupki młodych przyjaciół, którzy zarządzają funduszami inwestycyjnymi w Polsce. Samodzielnie niewiele znaczą na rynku, jednak łącząc siły są w stanie wiele namieszać na parkiecie. Główna bohaterka Olga Kirch to utalentowana zarządzająca, która nie godzi się na krzywdy wyrządzane akcjonariuszom mniejszościowym. Jej dewiza to zarabianie dla uczestników swojego funduszu, ale przy zachowaniu właściwych reguł prawnych i moralnych. Akcja książki przeplatana jest również z wątkami zza Oceanu dotyczącymi początków światowego kryzysu. Przyznam, że podczas czytania byłem zdziwiony dlaczego autor wplótł ten wątek do książki i przez większość czasu uważałem to za błąd. Jednak na końcu okazuje się, że było to sprytne dodanie tła do całej powieści.

Olga Kirsch walczy ze złem. Porzuca pasywną rolę zarządzającego funduszem, bierze udział w Walnych Zgromadzeniach, sama wchodzi do rad nadzorczych spółek tak aby je restrukturyzować. Niestety wielokrotnie przez to narusza interesy lokalnego oligarchy Gossa i jego współpracowników. Ci postanawiają się zemścić. Oczerniają główną bohaterkę w mediach. Jak cała historia się kończy? Tego można dowiedzieć się czytając książkę.

Autor zastrzega, że wszystkie zdarzenia są przypadkowe, ale polscy inwestorzy bez problemu będą mogli znaleźć analogie, co bardzo uatrakcyjnia książkę i pewnie dla wielu zdradza kulisy inwestorów instytucjonalnych. Co ważne, widać że autor wie o czym pisze. Cała akcja ma bardzo autentyczny charakter, przy jednoczesnym prostym języku bez skomplikowanej terminologii.

Po przeczytaniu książki naszła mnie refleksja dotycząca ludzi zawodowo związanych z giełdą. Można bowiem porównać swoje postępowanie do bohaterów książki. Po zakończeniu lektury każdy może zadać sobie pytanie czy bliżej mu do Olgi Kirsch czy ciemniejszej strony rynku. Obserwując nasza giełdę od ładnych kilku lat wydaje mi się, że niestety więcej znalazłoby się osób, które swoim zachowaniem można zaliczyć do tej drugiej grupy.

K.I.S.S. to naprawdę świetna książka napisana przez kogoś kto potrafi pisać, a jednocześnie merytorycznie podołał tematyce. Gorąco polecam w czasie wakacyjnych urlopów zapoznanie się ze wspomnianą pozycją!

Kamil Gemra

wtorek, 29 kwietnia 2014

Recenzja - Jack D. Schwager - Analiza techniczna rynków terminowych

Analiza techniczna rynków terminowych zwraca na siebie uwagę już od pierwszego rzutu oka. Opasłe tomiszcze liczące sobie przeszło 800 stron zdecydowanie wyróżnia się na półce i aż prosi, żeby po nie sięgnąć. Druga odsłona następuje w chwili, gdy uświadamiacie sobie, że jej autorem jest ta sama osoba, którą znacie z cyklu rozmów ze znanymi traderami i inwestorami zwanymi czarodziejami rynku. Już z tych względów warto jest sięgnąć po te pozycję, a poniżej przeczytacie jeszcze kilka dodatkowych szczegółów na ten temat.

Książkę tą czytałem dwukrotnie. Pierwszy raz miał miejsce kilka lat temu, kiedy to poznawałem ją jeszcze w wersji anglojęzycznej. Już wtedy uderzyło mnie w niej kilka rzeczy, których nie znajdziecie w innych pozycjach. Drugie czytanie miało miejsce niedawno, gdyż polskie wydanie ukazało się kilka miesięcy temu nakładem Wydawnictwa Linia. Z racji tego, że od pierwszego razu znacząco rozwinąłem się pod względem wiedzy w dziedzinie inwestowania i rynków finansowych, mogę pokusić się o pewne porównanie tej książki z innymi pozycjami traktującymi o interesującej nas dziedzinie.

Jak można wnosić z tytułu, jest to podręcznik do analizy technicznej. Ale to tylko pozory. Nie znajdziecie tutaj enumaratywnego zestawienia wszystkich narzędzi wykorzystywanych do analizowania wykresów, podstaw teorii Dowa, czy też zasad ustawiania zleceń obronnych. Autor wymienia jedynie podstawową, wąską gamę wskaźników. Z tego też względu dla inwestorów nie posiadających wiedzy w zakresie narzędzi AT o wiele bardziej przydatne będą inne pozycje, jak chociażby formacje cenowe Bulkowskiego.

Wartością, którą niesie ze sobą Schwager jest wszystko to, co nie zawsze można ująć jako materię dla początkujących. Mówię tutaj o wielu zasadach wyniesionych z praktycznych inwestycji, które zostaną docenione dopiero przez osoby posiadające już jakieś doświadczenie na rynkach. Czytając tę pozycję wielokrotnie miałem ochotę użyć zakreślacza dla podkreślenia szczególnie istotnych fragmentów tekstu, aby móc się nimi później przy różnych okazjach posłużyć. Powstrzymał mnie od tego jedynie wielki szacunek dla książek i fakt, że staram się ich nie niszczyć. Mówiąc w skrócie, książka jest wprost napakowana przydatną wiedzą.

Weźmy chociażby samą analizę techniczną. Myślicie, że znajdziecie tam przykłady działania poszczególnych wskaźników? Otóż nie, autor, jako jeden z niewielu, pokazuje realne zagrania zbudowane w oparciu o AT, lecz nie wszystkie z nich kończą się zyskiem. Pokazanie porażek poszczególnych układów cenowych daje czytelnikowi szansę na zapoznanie się z działaniem tego typu analizy w praktyce. A nie zawsze jest tak, że się zarabia, czasami trzeba też znieść i odpowiednio rozegrać porażkę, a dopiero suma pojedynczych zysków i strat składa się na cały wynik inwestycyjny. Jest to moim zdaniem wielki atut tej książki.

Kolejną kwestią wartą uwagi jest poruszenie przez autora zagadnień związanych z systemami inwestycyjnymi i zarządzaniem kapitałem. Jest to bardzo istotny element skutecznego inwestowania, a niestety niewielu autorów poświęca mu odpowiednio dużo uwagi, przez co cała uwaga początkujących graczy giełdowych koncentruje się na wyborze oscylatora, zupełnie pomijając kwestie ucinania strat, mierzenia skuteczności naszych działań przy użyciu przeznaczonych do tego parametrów.

Można by tak wymieniać jeszcze długo, ale zamiast tego, rzućcie sobie okiem do listy rozdziałów i będziecie wiedzieli, że lektura jest warta swojej ceny. Jeśli zdecydujecie się na zakup, będę wdzięczny za skorzystanie z mojego linku afiliacyjnego. A jeśli chcecie, możecie przeczytać więcej moich recenzji lub też spis literatury, którą mogę polecić inwestorom.


czwartek, 5 grudnia 2013

Recenzja - Brent Penfold - Uniwersalne zasady spekulacji

Nie będę owijał w bawełnę. Ta książka jest o spekulacji. Nie znajdziecie tu słowa o analizie fundamentalnej, wartości spółki i podobnych sprawach. Autor nawet się z tego nie tłumaczy, nie przeprasza. Od razu na wejściu wpadacie w systemy inwestycyjne, kontrakty terminowe i zarządzanie kapitałem. I dlatego właśnie uważam, że książka ta jest fantastyczna. Od dawna nie czytałem czegoś sfokusowanego typowo na spekulację i właśnie sobie uświadomiłem, że takiej lektury było mi trzeba.

Na początku autor może się wydawać trochę przemądrzały, przynajmniej takie wrażenie ja odniosłem. Opowiada o złudzeniach początkujących inwestorów, o popełnianych błędach etc. To znamy, przecież jesteśmy tymi inwestorami i sami te błędy popełniamy. Ale później już jest dobrze, jest fajnie. Liczenie oczekiwanej skuteczności naszego systemu, porównanie różnych stylów spekulacji, szacowanie ryzyka bankructwa oraz sposoby zarządzania kapitałem. Myślę że to są właśnie rzeczy ważne dla każdego inwestora. Dla każdego, kto działa na rynkach finansowych w sposób inny niż kupowanie akcji z zamiarem otrzymywania dywidend i przyglądania się publikowanym co kwartał wynikom finansowym.

Książkę kupiłem na konferencji Skuteczny Inwestor i kiedy dzieliłem się na facebooku entuzjastycznymi wrażeniami na temat wykładu Wima Lievensa, pojawił się głos, że nie powiedział on w zasadzie niczego nowego. Fakt, nie powiedział, ale w ciągu 40-minutowego wystąpienia połowę poświęcił prezentacji platformy transakcyjnej, a w pozostałych 20 minutach streścił kwintesencję skutecznej spekulacji: stosunek transakcji zyskownych do stratnych, stosunek średniego zysku do średniej straty. Nie było to niczym nowym, bo przez kilka lat oczytałem się dość książek i wykonałem dość transakcji, żeby utkwiło mi to w pamięci, ale pamiętam, jak wielkie wrażenie wywarło na mnie to wystąpienie, a w szczególności jego prostota. Zwłaszcza po dwóch dniach prelekcji dotyczących psychologii inwestowania, która jest materią diametralnie inną.

Rozwinięcie tej właśnie tematyki znajdziecie w książce Brenta Penfolda. I dlatego właśnie warto jest do niej zajrzeć. Ledwie 11 stron o psychologii inwestowania, mimo że jest ona wymieniana równorzędnie z metodą i zarządzaniem kapitałem. Fakt, koncepcja trzech M to zdaje się był Elder, ale można Penfoldowi wybaczyć, że zapomniał o tym wspomnieć.

Na końcu książki znajdziecie bonus. Są to krótkie wypowiedzi spekulantów znanych, a jeśli niekoniecznie znanych to takich, którzy odnieśli sukcesy. I jest to bardzo fajny pomysł, tyle że wypowiedzi te są trochę zbyt krótkie, żeby mogły zawierać jakąś wielką ilość przydatnych informacji. Coś w rodzaju mini Market Wizards (czytałem, czytałem), ale w nieco uboższej wersji. Niemniej zaopatrzone w komentarz autora czyta się je całkiem fajnie.

A więc, dlaczego warto przeczytać tę książkę? Dlatego, żeby pozbyć się złudzeń w kwestii tego, co jest ważne w inwestowaniu. Ważne jest to, jak często się zarabia i ile się zarabia, a ile traci. Ważne, ile się ryzykuje i jak szybko można tą drogą dojść do bankructwa. Ważne, ile w naszej metodzie dowolności, a ile prostych rozwiązań. Jak mawia klasyk, nie ma lipy.

Jeśli chcecie się w tą książkę zaopatrzyć, polecam kliknięcie zdjęcia na górze wpisu lub tego linku. A więcej moich recenzji znajdziecie na specjalnie temu poświęconej stronie.

czwartek, 21 listopada 2013

Recenzja - Jacek Walkiewicz - Pełna moc życia

Tym razem nadszedł czas na lekturę nieco inną niż dotychczas opisywane na blogu. Otóż obejrzeliście zapewne słynne już wystąpienie Jacka Walkiewicza na konferencji TEDx. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, podaję link, i radzę zabrać się za to w wolnej chwili, kiedy będziecie mogli na spokojnie się wsłuchać. 

Muszę powiedzieć, że ta krótka prelekcja została przeze mnie bardzo pozytywnie odebrana i kiedy spacerowałem pewnego razu Chmielną w Warszawie, postanowiłem poszukać księgarni pana Jacka i do niej zajrzeć. Tam natknąłem się na opisywaną właśnie książkę. Na półkach było zdecydowanie więcej interesujących pozycji, ale niestety trafiłem na zamknięcie sklepu i zdążyłem pochwycić tylko tę jedną.

Książka, jak się zapewne domyślacie, nie traktuje o jakimś konkretnym zagadnieniu, nie opisuje żadnego zjawiska, czy problemu. Jest to typowa lektura z dziedziny motywacji i rozwoju osobistego. Autor, w rozdziałach z których każdy poświęcony jest innemu aspektowi naszego życia (np. cele, szczęście, marzenia, odwaga etc.), stara się przekazać nam swoje doświadczenia i przemyślenia związane z danym zagadnieniem. Obudowuje to w liczne anegdoty, częściowo z własnego życia, częściowo z doświadczeń znajomych i dzięki temu stara się przystępniej wyjaśnić nam swój punkt widzenia na istotne aspekty naszych zachowań.

W zasadzie można powiedzieć, że jest to książka, jakiej można by się było spodziewać. Autor pisze, żeby się nie bać patrzeć życiu prosto w twarz, chwytać nadarzające się okazje, a najlepiej samemu pomagać w ich pojawianiu się oraz namawia do zastanowienia się nad sobą. Można powiedzieć, że nic wielkiego. Zwłaszcza, że tekst wymaga sporego dopracowania pod względem korektorskim, gdyż ten element rzuca się w oczy, nawet moje, wyrozumiałe dla różnych niedociągnięć. Ponadto są nawiązania do szkoleń, stanowiących zapewne pokaźne źródło dochodu autora książki, a także słyszałem głosy, że niektóre anegdoty Jacek Walkiewicz nie do końca słusznie przypisuje sobie. Czy to oznacza, że książki nie warto przeczytać?

Uważam, że jednak warto. Głównie dlatego, że faktycznie pozwala ona na przemyślenie pewnych spraw. Zwraca uwagę na istotne nieraz kwestie i jednocześnie sprawia, że zaczynamy je dostrzegać w swoim życiu. Widzę to po sobie, w podejmowanych decyzjach, w trakcie i po przeczytaniu tej książki. I dlatego sądzę, że jest ona warta tych, niemałych mimo wszystko, ponad 50 złotych. Jeśli czytaliście już dziesiątki takich książek i zawarte w niej rady znacie zapewne na pamięć. Wtedy być może uznacie czas i pieniądze poświęcone na jej przeczytanie za zmarnowane. Ale jeśli potrzebujecie czasem w życiu pozytywnego kopniaka, trochę świeżego spojrzenia i ukierunkowania w ważnych sprawach, ta lektura jest z pewnością dla Was.

Co do mnie, wiem że jeszcze zapewne nie raz będę do niej wracał. Koncepcja osobistego wywodu, którą przyjął Jacek Walkiewicz, bardzo do mnie trafia i cenię sobie wnioski i wskazówki, które we mnie pozostały po tej lekturze.

Jeśli chcecie przeczytać więcej moich recenzji, znajdziecie je na specjalnie temu poświęconej stronie, a więcej szczegółów o samych książkach znajdziecie na stronie programu partnerskiego.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Recenzja - Curtis M. Faith - Spekulacja intuicyjna

Spekulacja intuicyjna
Podchodziłem do tej książki trochę nieufnie. Kiedy przekartkowałem ją na stoisku Wydawnictwa Linia podczas konferencji Skuteczny Inwestor 2013 nie byłem do końca przekonany, czy faktycznie chcę kupić tą książkę. Wydawała się na początku nieco nijaka, traktująca o niczym. Ponadto jej autor, który był przez pewien czas członkiem grupy stosujących jedno z najsłynniejszych podejść mechanicznych na świecie, nagle tworzy publikację o spekulacji intuicyjnej.

Co więcej, przez pierwsze kilkadziesiąt stron odnosiłem bardzo podobne wrażenie. Że jest to takie bajanie o psychologii inwestowania, które mógłby napisać "z palca" każdy, kto funkcjonuje na rynku już jakiś czas. Przełom w moim odbiorze tej książki nastąpił na rozdziale nr 6 i został on jeszcze wzmocniony przez rozdział 7. Można powiedzieć, że dopiero wtedy przyssałem się do tej publikacji i zacząłem z dużo większą uwagą przyjmować to, o czym pisał autor. Dlaczego?

Nie będę tutaj zdradzał, o czym traktowały wspomniane rozdziały. Powiem tylko, że w tym momencie poczułem, jakbym czytał książkę o sobie. Opisując podejście intuicyjne w zastosowaniu do różnych sytuacji rynkowych, Curtis Faith, zdawać by się mogło, opisywał moje podejście do tych wykresów. Jego uwagi niemal pokrywały się z moimi spostrzeżeniami i regułami, których przestrzegam we własnych inwestycjach. I dlatego właśnie uważam, że ta książka jest ważna.

Moim zdaniem dużo bardziej skorzysta z niej osoba, która już jest obecna na rynku finansowym i inwestuje własne pieniądze. Nowicjusz, zajmujący się giełdą jeszcze teoretycznie, może mieć trudności z odniesieniem treści tej książki do własnej sytuacji, do własnych emocji i podejścia do rynku. Natomiast osoba posiadająca już pewne doświadczenie z inwestowaniem będzie w stanie doszukać się wielu podobieństw do własnych przeżyć podczas zajmowania pozycji, zamykania jej, czy też ogólnie do analizowania wykresów.

Dopiero kiedy skończyłem czytać Spekulację intuicyjną, przypomniałem sobie wstęp autorstwa Van Tharpa. On również zauważył, że były momenty, kiedy uznawał, że nie jest warto brnąć przez tą publikację do końca. Aż z ciekawości wróciłem do tego miejsca i sprawdziłem, które rozdziały były dla niego przełomem. Tak, zgadza się, były to rozdziały 6-7. Dlatego też wiem, że zapewne niebawem ponownie sięgnę po tą pozycję. Chociażby po to, ażeby z pełną uwagą przeczytać pierwszą jej część, którą do tej pory traktowałem z lekkim przymrużeniem oka. Być może zupełnie niesłusznie...

Więcej moich recenzji znajdziesz na dedykowanej temu stronie oraz w moim programie partnerskim.

czwartek, 24 października 2013

Relacja z konferencji Skuteczny Inwestor 2013


W miniony weekend miałem sposobność uczestniczyć w tegorocznej edycji konferencji Skuteczny Inwestor, organizowanej przez Strefę Inwestorów.  W 2013 roku tematem przewodnim była psychologia inwestowania, czyli działka, którą często lekceważymy koncentrując się na strategiach inwestycyjnych, a która jest niezmiernie ważna dla naszej zyskowności.

Sama konferencja trwała dwa dni, z których każdy podzielony był na 5 paneli. W ich trakcie poszczególni prelegenci rozkładali na czynniki pierwsze psychologiczne aspekty inwestowania na giełdzie. Muszę przyznać, że sam nie spodziewałem się, jak wielkie znaczenie mogą mieć nasze stany emocjonalne oraz procesy biochemiczne zachodzące w naszym mózgu. Jednak w miarę oglądania kolejnych wystąpień doszukiwałem się coraz większej ilości czynników, które mógłbym dostrzec również u siebie.

Doniosłość znaczenia naszej psychiki podczas inwestowania jest tym większa, im mniej w naszych decyzjach kierujemy się obiektywnymi zasadami zawierania transakcji. Jeśli nie posiadamy jasno określonego i szczelnego systemu inwestycyjnego zaczynamy kombinować z przesuwaniem zleceń stop loss, co niekiedy kończy się sprzedażą akcji po znacznie gorszej cenie, niż byśmy to zrobili trzymając się zaplanowanego scenariusza. Tendencja do czynienia odstępstw od założonego planu jest tym większa, im mniej pewnie czujemy się z naszą pozycją, a dzieje się tak najczęściej w chwili, kiedy jest ona zwyczajnie zbyt duża jak na wytrzymałość naszych nerwów. Wtedy zaczyna się kombinowanie.
Konferencje na temat psychologii inwestowania zazwyczaj mniej skupiają się na strategiach, zarządzaniu kapitałem, czy też metodach analizowania rynku, ale muszę powiedzieć, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony moim odbiorem takich prelekcji. Nie było jak za czasów studenckich, kiedy to ziewało się na wykładach z psychologii słuchając o heurystykach, ale faktycznie można było wiele z tych elementów odnieść do własnej sytuacji, co czyniło wykład o wiele ciekawszym i bardziej przydatnym.

Cała konferencja zorganizowana została bardzo profesjonalnie, co dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Dla wielu osób inne kwestie są równie istotne co wykłady, więc uspokajam - catering też stał na wysokim poziomie :)

Podobne wydarzenia są też okazją do poznania ciekawych osób oraz nawiązania bardzo przydatnych kontaktów. Oprócz kilku znajomych z Equity Magazine, czy też Alberta Rokickiego znanego szerzej jako Longterm, udało mi się poznać kilka osób, z którymi być może uda się w przyszłości nawiązać jakąś współpracę. Rozmowy kuluarowe, a także późniejsza wieczorna integracja są niemniej ważne. 

Kolejnym plusem z uczestniczenia w takich konferencjach jest ciągłe "przebywanie" w tematyce inwestycyjnej. Dostaje się o wiele więcej bodźców, dzięki czemu wpada się na dużo ciekawych pomysłów inwestycyjnych i nie tylko. Nie sprawdzałem dokładnie, ale zapisałem w telefonie chyba z dziesięć pomysłów na wpisy, które pewnie stopniowo będą się ukazywały. 

Wygląda to często bardzo banalnie. Pod wpływem jednej z prelekcji wpadłem na pomysł, aby przeprowadzić kolejny wykład, podobny do tego, który rok temu zrobiłem z Bartkiem Szymą z bloga Lazy Share. Na przerwie podpytałem znajomych, kogo by polecili i pół godziny później wysłałem maila. Jeszcze tego samego wieczora byłem już umówiony z moim rozmówcą. Tak to mniej więcej działa.

No i oczywiście bym nie był sobą, gdyby mi się przy okazji nie przykleiło coś do ręki. Korzystając z okazji, że na konferencji prezentowało się ze swoją ofertą Wydawnictwo Linia, nabyłem dwie poniższe pozycje (swoją drogą powiązane z psychologią inwestowania), których recenzje będziecie mogli z najbliższych tygodniach przeczytać na blogu.
Podsumowując, konferencję uważam za bardzo udaną. Zostało mi po niej wiele spostrzeżeń dotyczących własnego inwestowania, a także całkiem sporo pomysłów na przyszłość.

A Wy chodzicie na konferencje? Wiem że kilku czytelników bloga było obecnych, więc chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami.

EDIT: Książki się w tzw. międzyczasie przeczytały, a recenzje pojawiły. Dlatego sądzę, że warto rzucić okiem do Uniwersalnych zasad spekulacji oraz Spekulacji intuicyjnej.

piątek, 23 sierpnia 2013

Recenzja - J.M. Lempart, G. Zalewski - Leksykon formacji świecowych

Niewiele się w Polsce wydaje na temat inwestowania w oparciu o formacje świecowe. Trochę więcej na ten temat mówi i pisze się w Internecie, gdzie na różnego rodzaju forach użytkownicy wymieniają się opiniami na temat skuteczności formacji świecowych. Oczywiście jest też sektor analityczny, który ogranicza się do skomentowania, że na wykresie powstała taka to a taka formacja świecowa, która zapowiada wzrosty lub spadki. Ale tym się zajmować nie będziemy.

Niedawno wpadła w moje ręce wydana nakładem Wydawnictwa Linia książka dotycząca formacji świecowych. Nie jest to podejście, które stosuję we własnym inwestowaniu, ale trzeba poszerzać horyzonty, więc wnikliwie się z nią zapoznałem. Muszę powiedzieć, że moja dotychczasowa znajomość świec japońskich i budowanych na ich podstawie formacji okazała się wielce znikoma w porównaniu z tym, co przeczytałem w leksykonie.

Początkowe teoretyczno-historyczne wprowadzenie do tematyki świec japońskich pozwala każdemu, nawet początkującemu, dość sprawnie poruszać się po książce. Podkreślenia wymaga fakt, że jest to właśnie leksykon, czyli zebrane zestawienie poszczególnych formacji, pogrupowanych według odpowiednich kategorii. Możemy tu więc znaleźć zarówno formacje składające się z jednej, jak i dwóch lub trzech świec.

Tym, co wyróżnia tę pozycję i jest jej zdecydowanie silną stroną są testy poszczególnych formacji. Dzięki nim poznajemy nie tylko konstrukcję, ale też częstość występowania oraz skuteczność danego układu świecowego. Badania były prowadzone na dużej ilości danych oraz na różnych instrumentach, od spółek po indeksy i kontrakty. Pozwala nam to zorientować się, czy formacje, do których przywiązywaliśmy dotychczas wielką wagę, w istocie prognozują oczekiwany ruch na rynku.

Dodatkowym walorem tej książki jest forma, w jakiej się ukazało. Rzadko spotyka się literaturę giełdową wydaną z tak wielką starannością. Twarda okładka, papier bardzo dobrej jakości oraz ogólna staranność wykonania sprawiają, że czytanie tej książki jest prawdziwą przyjemnością.

Sądzę, że wszyscy, którzy interesują się formacjami świecowymi, powinni do niej zajrzeć.

A więcej recenzji na specjalnie do tego zbudowanej stronie.

piątek, 22 marca 2013

Recenzja - Glen Arnold - Inwestowanie w wartość

Dziś recenzja książki, którą męczyłem dość długi czas. I wcale nie dlatego, że była nudna lub trudna, lecz zwyczajnie nie składało się, żeby usiąść i ją poczytać.

Jak zapewne widzicie po tytule, książka traktuje o analizie fundamentalnej i inwestowaniu w to, co spółka sobą reprezentuje. Nie znajdziecie tu więc szczególnego sentymentu do analityków technicznych, wierzcie mi :)

Pierwsza część książki, stanowiąca dobrze 70-80% objętości to analiza stylów inwestycyjnych "wielkich" inwestorów, którzy inwestowali w wartość spółki i jej przepływy pieniężne. Co ważne, autor opiera się głównie na materiałach źródłowych. Nie znajdziemy tu więc wywiadów, a raczej przytoczenie koncepcji inwestycyjnych zawartych w publikacjach książkowych i przemowach osób, które stały się bohaterami tej publikacji. Nie oznacza to wcale, że książka jest nieciekawa. Wręcz przeciwnie, analiza różnych stylów inwestycyjnych, kryteriów doboru spółek do portfela jest całkiem interesująca. Zwłaszcza, że mówimy o osobach, które chyba na zawsze zapisały się w panteonie wielkich inwestorów.

Druga część książki to ogólny zbiór reguł dotyczących inwestowania w wartość. Znajdziemy tu więc analizę samego przedsiębiorstwa, jego otoczenia, przewag konkurencyjnych, rozmaitych ryzyk i tak dalej. W sumie nawet na końcówka wydawać się czasem może bardziej interesująca niż pierwsza część, gdyż nie operujemy na historycznych, najsłynniejszych przykładach inwestycji Grahama, czy też Buffetta, ale otrzymujemy zbiór przydatnych wskazówek, które można wykorzystać w praktyce.

Generalnie książka bardzo przyjemna dla osoby, która zaczyna interesować się analizą fundamentalną. Nie znajdziemy tu skomplikowanych pojęć i złożonych matematycznych wzorów, dzięki czemu humanista ma się czym pożywić :)

Inne interesujące recenzje znajdziecie na specjalnie temu poświęconej stronie oraz w moim programie partnerskim.

niedziela, 3 marca 2013

Refleksje po szkoleniu Michała Stopki

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w szkoleniu organizowanym i prowadzonym przez Michała Stopkę. Jeśli jeszcze nie zaglądaliście na jego bloga, zróbcie to koniecznie, a jeśli już tam byliście to z pewnością wiecie, że Michał jest inwestorem kierującym się zasadami analizy fundamentalnej. Przez kilka lat zarządzał częścią portfela akcyjnego w OFE Pocztylion, później w OFE ING, a obecnie prowadzi szkolenia i zajmuje się kilkoma innymi projektami.

Szkolenie dotyczyło właśnie inwestowania w oparciu o analizę fundamentalną. Zapytacie pewnie, co robiłem tam ja, jako osoba zdecydowanie skupiona na analizie technicznej. Otóż uznałem, że takie poszerzenie horyzontów będzie całkiem przydatne, zwłaszcza że w swoim koncie IKE zakładam podejście bardziej długoterminowe niż przy zwykłym rachunku maklerskim, a więc bardziej istotne są dywidendy, przepływy pieniężne i spółki o pewnej sytuacji.

Muszę powiedzieć, że podczas szkolenia było z tym wszystkim bardzo zabawnie, ponieważ na dziewięciu uczestników szkolenia byłem jedynym technikiem. Kiedy więc opadło z innych pierwsze zdziwienie moją obecnością, było trochę żartów z analityków technicznych. W końcu nie od dziś wiadomo, że fundamentalni uważają technicznych trochę za dzieci, które bawią się narzędziami nie mającymi prawa działać, lub też działającymi zdecydowanie słabiej od analizy fundamentalnej, która jest w zasadzie jedyną prawidłową formą podejścia do inwestowania. Niemniej było wesoło i nie przyjmowało to formy jakichkolwiek nieprzyjemności.

Ze swojej strony muszę powiedzieć, że inwestujący w wartość to bardzo ciekawy typ ludzi. Nazwisko Warrena Buffetta padało tam dziesiątki razy, odmieniane przez wszystkie przypadki. W przerwach, w trakcie szkolenia, w komentarzach... W co inwestował, jak zaczynał, jakie są szczegóły jego podejścia, co jada na śniadanie i jakie skarpetki nosi... No dobrze, z tym ostatnim trochę przesadziłem, niemniej oddaje to ogólną fascynację tą osobą. Wydawać by się mogło, że osoby zgromadzone na szkoleniu, w czasie gdy nie analizują spółek, analizują wszystkie wątki związane z wyrocznią z Omaha. Zabawna sprawa.

Ale przechodząc już do szkolenia. Odbywało się ono w weekend i trwało dwa dni, w 8-9 godzinnych sesjach. Już sam ten fakt pokazuje, że nie była to mała rzecz, ale porządna dawka wiedzy. Oprócz tego, organizator zapewnił wydrukowane prezentacje, ciacha i napoje, a w połowie dnia obiad. Tak więc paliwa dla intensywnie pracującego umysłu również nie brakowało.

O czym konkretnie było szkolenie? Przedstawię to w punktach:

  • wstęp do inwestowania
  • analiza techniczna vs. fundamentalna
  • metody wyceny spółek
  • bilans i jego konstrukcja
  • kapitał obrotowy
  • rachunek zysków i strat
  • wskaźniki rentowności
  • analiza przepływów pieniężnych
  • wycena metodą DCF
  • modelowanie DCF
  • metoda mnożnikowa
  • metoda odtworzeniowa
  • otocznie demograficzne spółki
  • otoczenie technologiczne, społeczne, polityczne, prawne i międzynarodowe
  • analiza sektorowa
  • pięć sił Portera
  • analiza sytuacji spółki
  • analiza makrootoczenia
  • wskaźniki makro
  • cykl dziesięcioletni
  • wpływ kursów walutowych
  • źródła informacji do analizy
  • jak czytać sprawozdania i rekomendacje 
Sami widzicie, że trochę tego jest. Specjalnie nie umieszczałem w powyższym zestawieniu analizy konkretnych przykładów spółek, gdyż w zasadzie większość szkolenia operowała na konkretnych spółkach. Zatem sami widzicie, że spektrum tematyczne jest szerokie.

Muszę przyznać, że przez te dwa dni Michał Stopka przekazuje ogrom treści. Sam nie miałem wcześniej wielkiego doświadczenia, a nawet wiedzy z zakresu analizy fundamentalnej, w związku z czym w pewnych momentach miewałem trudności z przyswojeniem sobie całego materiału. I to już jest pierwsza wskazówka dla Was, jeśli zdecydujecie się na udział w szkoleniu - solidnie się do niego przygotujcie. Nie dlatego, że trudno jest coś pojąć, ale dlatego, że otrzymujecie tam wartość dodaną w stosunku do tego, co znajdujecie w książkach czy na akademickich wykładach. W końcu nie doceni piękna literatury ten, kto nie umie czytać.

Tak wiec szkolenie jest obszerne i obfite w rozmaite przykłady. Nawet samemu nie będąc zwolennikiem analizy fundamentalnej, słuchałem go z wielkim zainteresowaniem. Dużo daje tu sama osoba prowadzącego. Michał przez lata pracował w instytucjach finansowych, w związku z czym zna ten świat od podszewki. Wie, jak pewne procesy zachodzą i potrafi niekiedy wyczytać z wykresu (tak, wykresu, mimo że jest analitykiem fundamentalnym) znacznie więcej niż analitycy techniczni. Ot, chociażby wspomnę takie prawidłowości, jak styczniowe zakupy dokonywane przez zarządzających mniejszymi funduszami, aby się "dobenchmarkować" do dużych graczy, gdyż w tym okresie publikowane są zawartości portfeli poszczególnych OFE.

A więc, co we mnie zostało po tym szkoleniu? Przede wszystkim niedosyt wynikający z faktu, że byłem do niego za słabo przygotowany, aby w pełni skorzystać z wiedzy w nim przekazywanej. Ale, co chyba ważniejsze, została we mnie ciekawość analizy fundamentalnej. Mimo, iż moim głównym podejściem nadal pozostaje analiza techniczna, bo w końcu trudno jest dokonać w ciągu dwóch tygodni pełnej konwersji, zacząłem się interesować nowymi kwestiami. Czytam książki o inwestowaniu w wartość, dodałem kilka nowych blogów do swojego czytnika RSS, a także, co mi się nie zdarzyło nigdy wcześniej, sięgnąłem po rekomendację jednej ze spółek, które posiadam. Nie po to, żeby się nią zasugerować, ale żeby poznać samą spółkę, jej wyniki w poszczególnych sektorach, a także żeby zapoznać się z założeniami przyjętymi do modelu wyceny DCF i porównawczej, a być może z czasem samemu taka wycenę przygotować.

Przed pierwszym dniem szkolenia Michał powiedział mi, że o ile analiza techniczna może dać zarobić na dom w Zakopanem, o tyle dzięki fundamentalnej można zarobić na posiadłość na Majorce. Ciągle wierzę w techniczną, gdyż bardzo dobrze mi się sprawdza, więc tematyka bloga pozostanie taka, jak dotychczas, ale zacząłem zwracać baczniejszą uwagę na fundamentalną. Co będzie za jakiś czas trudno powiedzieć.

A czy warto iść na szkolenie Michała Stopki? Powiem tyle, że przez te dwa tygodnie od szkolenia pogrzebałem trochę w analizie fundamentalnej i wszystkie zagadnienia, na które w tym czasie napotykałem, były przez Michała poruszane na szkoleniu w bardzo interesujący i pogłębiony sposób. Jeśli za jakiś czas dokształcę się wystarczająco z tej dziedziny, z pewnością wybiorę się raz jeszcze.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Recenzja - Vitaly N. Katsenelson - Jak zarabiać na rynku, który zmierza donikąd

Czy rynek znajduje się aktualnie w trendzie bocznym? Co do tego oczywiście zawsze można się spierać, ale jeśli spojrzeć w perspektywie szerokiego obrazka, faktycznie w ostatnich latach nie udało się ustanowić historycznych maksimów. Może jest to mniej widoczne z perspektywy naszego rodzimego WIGu, ale patrząc na SP500 trudno się nie zgodzić, że rynek od półtorej dekady znajduje się w trendzie horyzontalnym.

Właśnie o takiej sytuacji pisze Vitaly Katsenelson, którego książka ukazała się w ostatnich dniach nakładem Wydawnictwa Linia. Ostatnimi czasy postanowiłem się nieco doszkolić w zakresie analizy fundamentalnej i z perspektywy osoby początkującej w AF, ta pozycja może stanowić bardzo dobry pierwszy krok na tej drodze. 

Przede wszystkim jest przystępna. Nie stawia praktycznie żadnych barier wejścia w zakresie posiadanej wiedzy. Ponadto, czyta się ją bardzo łatwo - ja sam uporałem się z lekturą w dwa lub trzy popołudnia. A po trzecie, całość wyłożona jest w bardzo interesujący sposób, dzięki czemu nie odnosi się wrażenia obcowania z jakąś poważną pracą naukową.

A o czym jest ta książka? Autor stawia tezę, iż w czasie ruchu bocznego inwestorzy mogą mieć problem z osiąganiem zyskowności. Dotyczy to również inwestorów koncentrujących się na strategii "kup i trzymaj", gdyż długotrwałe posiadanie akcji wcale nie musi prowadzić do osiągania wyższej niż rynek zyskowności, a niekiedy wręcz przeciwnie, może powodować zaniżanie naszych wyników. Rozwiązaniem jest strategia "kup i sprzedaj", czyli wyszukiwanie spółek spełniających odpowiednie kryteria, a następnie sprzedawanie ich, gdy potencjał wzrostowy zacznie zdradzać oznaki wyczerpania. W końcu nie o to przecież chodzi, aby siedzieć na akcjach przez całą bessę, prawda?

Katsenelson omawia wiele czynników, które mogą wpływać na jakość spółki znajdującej się w polu naszego zainteresowania. Wiedząc, jak je interpretować, a także posiadając niezbędne informacje na temat zarządu, otoczenia spółki, a także branży, w jakiej działa, jesteśmy w stanie odsiać podmioty nierokujące wielkiej nadziei od tych, którymi faktycznie warto jest się zainteresować.

Muszę powiedzieć, że na mnie, jako techniku, książka wywarła bardzo pozytywne wrażenie. Przeczytałem ją z przyjemnością i nie wykluczam, że część z zawartych w niej wskazać zastosuję do swojego portfela IKE, gdzie gromadzę spółki z nastawieniem na nieco dłuższy termin. 

I na koniec pewna refleksja. Od razu po przeczytaniu tej książki zakładałem, że odstawię ją na półkę i zapewne na jednorazowej lekturze się zakończy. Ale kiedy teraz kartkowałem ją raz jeszcze na potrzeby niniejszej recenzji, doszedłem do wniosku, że jednak w najbliższym czasie do niej wrócę. Trochę dlatego, że pewne kwestie chciałbym przeczytać ponownie i może trochę lepiej zrozumieć. Myślę, że wiele osób zainteresowanych analizą fundamentalną może odnieść podobne wrażenie, czego Wam oczywiście życzę.

Więcej moich recenzji znajdziecie na specjalnie do tego zbudowanej podstronie. Warto również zajrzeć do strony programu partnerskiego.

sobota, 19 stycznia 2013

Recenzja - Jack Schwager - Hedge Fund Market Wizards

Pozycja, na którą czekaliśmy od dawna. Poprzednie książki z tej serii (czytałem dwie z trzech) postawiły poprzeczkę bardzo wysoko i przyznam szczerze, że i moje oczekiwania były tutaj wyśrubowane. Całą sytuację można porównać do niedawnej premiery Hobbita i odniesień do poprzednich filmów serii. Fajerwerków nie ma, ale rozczarowania też nie. Hedge Fund Market Wizards jest zwyczajnie trochę inna od swoich poprzedników.

Podobnie jak we wcześniejszych Market Wizards, książka składa się z wywiadów z jednymi z najlepszych, najbardziej zyskownych oraz posiadających najbardziej stabilne stopy zwrotu inwestorów. Tym razem jednak, nie są to inwestorzy indywidualni lub traderzy, ale zarządzający funduszami hedge. Sprawia to, że sam aspekt inwestycyjny zmienia nieco zabarwienie oraz oddaje część pola sferze organizacji samego funduszu.

Tak więc, podobnie jak w poprzednich częściach, mamy silnie rozwinięte wątki biograficzne rozmówców, które prowadzą nas do przesłanek, dla których założyli oni własne fundusze, a także późniejszego inwestowania w nowych ramach instytucjonalnych. Muszę przyznać, że ten aspekt, wbrew moim początkowym obawom, nie jest wcale nudny. Widzimy różne ścieżki życiowe, różne kariery w świecie inwestycji i różne podejścia, dzięki czemu jesteśmy w stanie usytuować tutaj również siebie jako inwestorów.

Odniosłem wrażenie, że w nowej odsłonie Czarodziejów Rynku nieco mniej dowiadujemy się na temat technik inwestycyjnych stosowanych przez poszczególnych zarządzających. Owszem, niektóre wywiady praktycznie w całości się wokół nic kręcą, ale niektóre wydają się być zupełnie ich pozbawione. 

Nie wiem, czy to skutek czytania książki na czytniku zamiast w papierze, ale odniosłem też wrażenie, że autor wywiadów poświęcił trochę więcej miejsca wprowadzeniu i podsumowaniu każdej rozmowy. Dzięki temu otrzymujemy przed jej rozpoczęciem kilka uwag na temat danego zarządzającego, a pod koniec możemy jeszcze raz w skrócie przeczytać główne punkty, na które położony został nacisk.

Na zakończenie wszystkich wywiadów Schwager zebrał w 40 punktach najważniejsze uwagi i wnioski płynące z rozmów z zarządzającymi. Kiedy się je czyta wydawać by się mogło, że są to banały, które każdy z nas widział w pierwszej z brzegu książce dotyczącej podstaw inwestowania. Ale chyba jest to cecha szczególna wszystkich Market Wizards, którzy dają sobą dowód, że to właśnie o przestrzeganie tych  oczywistych zasad chodzi.

I teraz pojawia się pytanie - jaka ta książka jest? Lepsza? Gorsza? Moim zdaniem, jest ona po prostu inna, ale zdecydowanie trzyma poziom, co z kolei czyni z niej pozycję, z którą każdy inwestor powinien się zapoznać. Jeśli czytaliście poprzednie części z grubsza wiecie, czego można się spodziewać i rezultat szczególnie od tego wyobrażenia odbiegać nie powinien.

Z pewnością czas poświęcony na przeczytanie Hedge Fund Market Wizards nie był czasem zmarnowanym. Co więcej, niektóre z wywiadów wciągnęły mnie w takim stopniu, że przeczytałem je praktycznie bez odrywania się od książki, a płynące z nich wnioski i pomysły inwestycyjne już w najbliższym czasie będę przekuwał we wpisy blogowe oraz własne działania inwestycyjne.

I to chyba powinno być najlepszą rekomendacją, że po tę książkę warto jest sięgnąć.

Więcej moich recenzji znajdziecie na poświęconej temu stronie oraz w programie partnerskim.

wtorek, 11 grudnia 2012

Recenzja - Peter i Andrew Schiff - Gospodarka, rozwój, krach. Na czym to polega?

Śmieszna sprawa z tą książką. Bo biorąc ją do ręki nie bardzo wiadomo, z czym ma się do czynienia. Obrazki, literki raczej też duże, więc odnosi się wrażenie, że lektura jest niepoważna. Całości obrazu dopełniają wszechobecne rysunki ludzi zajmujących się rybami. Pojawia się pytanie: o co tu chodzi?

Muszę przyznać, że już dawno czytanie książki ekonomicznej nie sprawiło mi tak wielkiej przyjemności. I mówię to całkiem serio. Idzie szybko, a dzięki szczególnie przystępnej formie podania wiedzy, wchodzi ona do głowy stosunkowo bezproblemowo.

Autorzy podeszli do tłumaczenia reguł rządzących gospodarką na przykładzie ryb. To one są podstawowym miernikiem wartości. Trzy osoby zaczynają w sytuacji gospodarki pierwotnej, a następnie, w wyniku innowacji, inwestycji i pojawienia się kredytu, stopniowo rozbudowują swoją wyspę w coraz bardziej złożone państwo. W pewnym momencie zaczynamy zauważać podobieństwo różnych sytuacji do wydarzeń z dziejów ekonomicznych USA. W drugiej części książki mamy wprost do czynienia z historią USA pisaną na przykładzie ryb. Końcówka to już wyjście poza czasy obecne i wizja upadku USA, który został zapoczątkowany przez błędy (dziś) rządzących, a także brzemienną w skutki sugestię pewnego chińskiego chłopa...

Bo trzeba sobie powiedzieć szczerze, że książka pisana jest z pozycji krytyków obecnie dominujących w USA nurtów ekonomicznych. Wszystkie osoby, którym znana jest sylwetka Petera Schiffa znają jego poglądy i trzeba przyznać, że przebijają się one dosyć wyraźnie w tej książce. Krytyka odejścia od parytetu złota, polityki wysokiej podaży papierowego pieniądza oraz nadmiernego zadłużania się. 

Starając się przygotować do pisania tej recenzji, zadałem sobie pytanie, czy fakt silnego ukierunkowania ekonomicznego tej książki stanowi element pomniejszający jej wartość. W końcu doszedłem do wniosku, że tak nie jest. Mając od początku świadomość, że autorzy piszą z pozycji konkretnego nurtu ekonomicznego, można śmiało uwzględnić ten czynnik i cieszyć się lekturą bez przeszkód. Z drugiej strony liczne z argumentów prezentowanych w książce trafiają do wyobraźni, w związku z czym budzą pewną refleksję na temat obecnego stanu rzeczy w polityce ekonomicznej USA, ale nie tylko.

Myślę, że warto jest w wolnej chwili sięgnąć po tę niewielką książkę. Znajdziemy w niej przystępnie zaprezentowany wykład z podstaw jednego z nurtów ekonomicznych, który pozwoli uzyskać szerszy obraz otaczającej nas rzeczywistości, co jest szczególnie cenne w dzisiejszych czasach.

Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco więcej o tej książce, rzućcie okiem do mojego programu partnerskiego. A jeśli ciekawią Was inne recenzje, które zrobiłem, sprawdźcie koniecznie stronę zawierającą je wszystkie.

środa, 28 listopada 2012

Recenzja - Ashraf Laidi - Międzyrynkowa analiza kursów walutowych

Książka wpadła mi w ręce w zasadzie przypadkiem, przy okazji zakupu innej pozycji, ale to właśnie od niej postanowiłem zacząć lekturę. Muszę przyznać, że pierwsze zderzenie z tekstem wywarło na mnie spore wrażenie. Masa danych, statystyk, relacji między różnymi klasami aktywów to zupełnie coś innego niż bajanie o giełdzie i rynkach, jakie czasami się spotyka.

Ale od początku. Książka, jak sam tytuł wskazuje, koncentruje się na relacjach, którymi rządzą się różne pary walutowe. Dodatkowo, całość wzbogacona jest o akcje, ropę, dolara oraz rynki obligacji. W efekcie otrzymujemy szeroką analizę międzynarodowego rynku finansowego, która ukazuje w pełni bogactwo powiązań pomiędzy różnymi klasami aktywów oraz ewolucję tychże powiązań w czasie.

Myślę, że pozytywną stroną książki jest właśnie ukazanie przeszłych zależności oraz czynników, które wpływały na występowanie lub wygasanie poszczególnych korelacji. Dzięki temu czytelnik ma możliwość przybliżenia sobie tak istotnych wydarzeń, jak kryzys naftowy, czy też odejście od parytetu złota, z szerokim opisem czynników ekonomicznych i politycznych, które się na te wydarzenia złożyły. Nie brak jest również bardziej współczesnych przykładów, jak bańka internetowa, czy też bessa na dolarze w połowie pierwszej dekady XXI wieku.

Książka czytana z perspektywy osoby mniej zorientowanej w zależnościach między poszczególnymi klasami aktywów może z początku sprawiać pewne problemy. Ułożenie sobie w głowie wpływu osłabiającego się dolara na obligacje i przychody państw OPEC lub zmiany stóp procentowych na siłę waluty wymaga chwili zastanowienia, a jest to niezbędne dla sprawnego przemieszczania się po dalszych rozdziałach. Dlatego też warto jest na początku się nie spieszyć i upewniać na bieżąco, że ma się opanowaną całość materiału z przeczytanych rozdziałów.

Nie da się ukryć, co wielokrotnie wychodzi podczas czytania, że materia ujmowana jest z perspektywy Stanów Zjednoczonych. Dotyczy to tak samej roli tego mocarstwa w kształtowaniu i oddziaływaniu na poszczególne rynki, jak i analizy rynków przez amerykańskiego inwestora. Z drugiej jednak strony, nie wydaje się to być wielkim problemem. Przecież każdy z nas ma świadomość roli odgrywanej przez USA w światowych przepływach kapitału, a więc jest to stosunkowo łatwe do przyjęcia.

Wydaje mi się, że książka ta jest szczególnie przydatna dla inwestorów zainteresowanych międzynarodowymi rynkami walutowymi i towarowymi. Może nie z perspektywy krótkoterminowego tradingu, ale bardziej z perspektywy ruchów rynków w średniej i dłuższej perspektywie. Z drugiej strony znajomość powiązań globalnych może być dobrym wyznacznikiem koniunktury ekonomicznej oraz nastrojów na rynkach akcji. Ponadto, w czasach, gdy zalecana jest dywersyfikacja oszczędności, a nawet za pośrednictwem IKE można uzyskać ekspozycję na towary, warto jest wiedzieć, co w trawie piszczy.

Z pewnością nie będą to zmarnowane pieniądze.

Jeśli chcecie dowiedzieć się o tej książce, rzućcie okiem do mojego programu partnerskiego. A więcej moich recenzji znajdziecie na specjalnie temu poświęconej stronie internetowej.

piątek, 26 października 2012

Recenzja - Michael Lewis - Wielki Szort. Mechanizm maszyny zagłady


Niedawno miałem okazję przeczytać książkę pt. Wielki Szort, omawiającą przyczyny kryzysu finansowego, który zaczął się w 2007 roku i przelał się na rynki finansowe, a także na realną gospodarkę. Przyznam szczerze, że nie do końca wiedziałem, jak tę pozycję zaklasyfikować. Zdarzają się bowiem opowieści snujące liczne teorie spiskowe na temat znaczących wydarzeń, jak choćby zamach na WTC. Podszedłem więc do tej pozycji z pewną ostrożnością, gdyż nie byłem pewien, czy będzie to dokument, jakaś fabuła oparta na faktach, czy też polowanie na czarownice. Książka wyszła z tej próby obronną ręką.

Wielki Szort jest opowieścią o grupie inwestorów, którzy dostrzegli nadchodzący krach oraz poczynili przygotowania, aby zarobić na nim pokaźne pieniądze. Tak więc mamy tu kilka wątków biograficznych, które przeplatają się z tłem finansowym.

Duży nacisk położony zostaje na sam mechanizm, który doprowadził do wybuchu kryzysu. Obligacje oparte na kredytach hipotecznych subprime, oparte na nich CDSy, a następnie kolejne konstrukcje finansowe będące wynikiem przepakowywania tego samego produktu w inne opakowania. W efekcie same kredyty hipoteczne przestają mieć znaczenie, gdyż są one jedynie ułamkiem tego, co zbudowano na ich podstawie. Cała ta nadbudowa zaczyna w pewnym momencie żyć własnym życiem, co w chwili kryzysu rozdmuchuje jego rozmiary do niespotykanej skali.

Książkę warto przeczytać z kilku względów. Po pierwsze, pokazuje ona, w jaki sposób funkcjonują wielkie instytucje finansowe w sektorze produktów "szytych na miarę". Fikcyjne przenoszenie ryzyka, brak kontroli nad traderami ze strony działów risk management oraz kierowanie się wysokością prowizji, a nie interesem podmiotów, których środkami się obraca. 

Kolejny aspekt to działanie agencji ratingowych, które przyznają wysokie noty produktom niskiej jakości. Ryzykowne aktywa o niskich ocenach, podzielone na kawałki a następnie połączone w innej konfiguracji dostają wyższe noty, gdyż ryzyko zostaje rzekomo rozproszone. Nikt jednak nie dostrzega, że w istocie wszystkie te instrumenty opierają się na tym samym scenariuszu i posiadają te same czynniki ryzyka. Dodatkowo podkreślone jest uzależnienie firm ratingowych od różnych "goldmanów". W sytuacji, gdy jedna z agencji chciałaby przyznać niższą notę nie zrobi tego, gdyż w takiej sytuacji klient pójdzie do konkurencji. W efekcie pojawiają się ratingi AAA, co umożliwia sprzedawanie tych produktów funduszom emerytalnym i innym podmiotom, które mogą inwestować tylko w bezpieczne aktywa.

Chyba największym atutem tej książki jest możliwość prześledzenia ryzyka na rynkach finansowych. Z jednej strony widzimy, jak ślepi są zarządzający na możliwość wystąpienia czarnego łabędzia. W końcu skoro ceny nieruchomości rosną od wielu lat, to niemożliwe wydaje się ich nagłe załamanie. Inną rzeczą jest samo przenoszenie ryzyka z jednego podmiotu na drugi, rozpraszanie go oraz w końcu problemy z wypłacalnością drugiej strony transakcji. Bo co z tego, że kupiliśmy kiedyś za grosze opcje call, które obecnie są warte fortunę, skoro ich wystawca stoi na skraju upadłości...

Myślę, że książka ta warta jest polecenia. Może nie dowiemy się z nich wiele na temat technik inwestycyjnych, lecz z pewnością warto jest po nią sięgnąć dla zapoznania się z mechanizmami dotyczącymi przenoszenia ryzyka na rynkach finansowych. Wszystko to okraszone zostaje ślepotą świata finansów na istotne kwestie oraz patologiami i wypaczeniami w grupie podmiotów obracających miliardami dolarów.
Bardzo przyjemna lektura na kilka wieczorów.

Więcej moich recenzji znajdziecie na specjalnie temu poświęconej stronie internetowej.