Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dywidenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dywidenda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lipca 2015

Inwestowanie dywidendowe - robisz to źle!

Wielu inwestorów przywykło do myśli, że inwestowanie dywidendowe musi być pasywne. Że jedyna jego forma tu kupno akcji danej spółki z zamiarem trzymania ich przez przynajmniej dekadę, żeby cieszyć się z dobrodziejstw wypłacanej dywidendy. W tym wpisie postanowiłem zerwać z takim myśleniem i zaproponować nowe, dostosowane nieco bardziej do rynkowych realiów.

Inwestowanie dywidendowe kojarzymy zazwyczaj z podejściem długoterminowym, sięgającym kilku lub kilkunastu lat. Najlepszymi przykładami takiego myślenia są spółki amerykańskie, notowane od kilku już dekad. Okazuje się, że nic prostszego niż kupić akcje takiej Coca-Coli czy innego McDonaldsa i zaczekać jedno lub dwa pokolenia aby żyć z wypłacanych dywidend. Jednak kupno takich spółek jest niemal tak samo trudne, jak kupno akcji kolejnego Facebooka, który z pewnością jest już gdzieś notowany, lecz o tym nie wiemy. Nie jest to prosta zabawa i nic dziwnego, że wydaje się mocno abstrakcyjna inwestorom na rodzimej GPW.

źródło: benzinga.com

piątek, 19 czerwca 2015

Dywidenda w pytaniach i odpowiedziach

Pod ostatnim wpisem dotyczącym podejścia dywidendowego oraz w mailach, które do mnie kierujecie, pojawiło się wiele kwestii budzących wątpliwości. Postanowiłem więc zebrać w jednym miejscu odpowiedzi na najważniejsze pytania związane z dywidendami. Jeśli jest jakaś kwestia, która ciągle sprawia Wam problemy, piszcie w komentarzach, będę rozszerzał ten artykuł o kolejne odpowiedzi.

Czym jest dywidenda?


Dywidenda jest częścią zysku wypracowanego przez spółkę w minionym roku, który decyzją walnego zgromadzenia akcjonariuszy (WZA) przeznaczony zostaje do podziału między posiadaczy akcji.

Dlaczego spółki wypłacają zysk w formie dywidendy zamiast go inwestować w rozwój?


Dywidendę wypłacają najczęściej spółki, które posiadają ugruntowaną już pozycję na rynku. Są to spółki duże, mające wyrobione już miejsce, grupę klientów i zdolność do generowania zysków. W rezultacie lepszym rozwiązaniem z punktu widzenia inwestorów-akcjonariuszy jest wypłacenie części zysku ze spółki. Potencjalnie może to przynieść lepszy rezultat niż "przepalanie" pieniędzy na delikatną poprawę pozycji rynkowej. Nie zapominajmy też, że prawo do dywidendy jest jednym z najważniejszych praw udziałowych wynikających z posiadania akcji.

źródło: kiplinger.com

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Czy inwestowanie dywidendowe w Polsce to fikcja?

Warszawska giełda jest stosunkowo młodym rynkiem. Do niedawna brakowało spółek o kilkunastoletniej historii notowań, posiadających w miarę stabilną politykę dywidendową. Na pierwszym planie była niezawodna TPSA (dziś Orange), ale jak pamiętamy, dwie luki cenowe zakończyły przynajmniej na jakiś czas byt tej spółki jako podmiotu o niezawodnych dywidendach.

Od kilku jednak lat przybywa spółek regularnie dzielących się zyskiem z inwestorami. Co więcej, pojawiły się długoterminowe planywpłacania dywidendy, w których zarządy deklarują minimalną część zysku, jaka będzie przeznaczana do wypłaty akcjonariuszom. Również wysokość wypłacalnych w ten sposób kwot staje się bardzo atrakcyjna, zwłaszcza w środowisku niskich stóp procentowych, z którym mamy do czynienia obecnie.

Wielu publicystów i komentatorów rynku, w tym również blogerów i inwestorów promuje podejście dywidendowe. Pokazuje się czytelnikom, że regularne reinwestowanie dywidendy ma sens, bowiem kolejna wypłata będzie liczona już od wyższej liczby akcji. Jednocześnie prezentowane są symulacje pokazujące długoterminowe wyniki takiego podejścia.

źródło: ridgewooddividendgrowth.com

sobota, 5 stycznia 2013

Nie ma hossy bez KGHM

KGHM jest największą spółką na naszym rynku. Według informacji zawartych na stronie GPW, wartość rynkowa pakietu akcji znajdujących się w wolnym obrocie zbliża się do 26 miliardów złotych. Co więcej, jego udział w indeksie Wig20 wynosi 14,92%, co oznacza, że zbliża się on już do apogeum swojego wpływu na ten indeks, gdyż żadna ze spółek wchodzących w jego skład nie może przekroczyć 15% wagi indeksu.

Indeks Wig20 w 2012 roku wzrósł o 20,45 %. W tym samym czasie cena akcji KGHM wzrosła o 71,79%, bez uwzględnienia dywidendy (z którą byłoby to ponad 113%).

Przyjmując dzisiejsze wagi indeksu oznaczałoby to, że sam KGHM zapewnił wzrost o 10,71%.

Aby dokładnie prześledzić wpływ KGHM na wzrost indeksu Wig20 należałoby odtworzyć indeks z końca 2011 roku, a następnie uwzględnić wszystkie dokonywane w 2012 roku korekty jego składu. Sam tego zadania się nie podejmuję, lecz i bez tego widać, że KGHM w dużej mierze potrafi wpłynąć na notowania indeksu Wig20.

A na deser wykres z notowaniami spółki za ostatnie 12 miesięcy już z uwzględnieniem dywidendy:

poniedziałek, 17 grudnia 2012

TPSA umarła

Wygląda na to, że okręt flagowy polskich miłośników dywidendy właśnie osiadł na mieliźnie. Cena ustabilizowała się na poziomie 12 zł i ani myśli się ruszyć. Wygląda to, jakby Szwajcarzy zapowiedzieli, że tego właśnie kursu będą bronili siłami całych swoich finansów.

Z drugiej jednak strony, złotówka dywidendy na 12 zł ceny daje ciągle stopę 8,3%, podczas gdy lokaty takich poziomów nie gwarantują. 

A od kwietnia covered call, covered call, covered call... I można spać spokojnie :)

sobota, 15 grudnia 2012

Kłamstwo Wig20 zdemaskowane

Na początku trzeba sobie powiedzieć, jak wygląda odcięcie prawa do dywidendy w spółce, chociaż zapewne wiele osób już zna to na pamięć. Wyznaczana jest data, w której po sesji trzeba posiadać akcje na swoim rachunku w KDPW. Tego dnia papiery notowane są jeszcze z prawem do dywidendy, a kolejnego dnia prawo to jest odcinane. Cena akcji zazwyczaj spada, gdyż obniżana jest cena odniesienia, czyli wczorajsze zamknięcie.

W praktyce, posiadając akcje spółki o wartości 10 000 zł, wypłacające dywidendę na poziomie 10%, notowane po cenie 10 zł za sztukę, w pierwszym dniu notowań bez prawa do dywidendy cena odniesienia obniżana jest do 9 złotych za sztukę. Brakującą złotówkę, co w przypadku naszego przykładu składa się na sumę 1 000 zł, otrzymujemy w postaci dywidendy, a nasz stan posiadania się nie zmniejsza. Oczywiście trzeba pamiętać o podatku.

Wig20 jest indeksem cenowym, w związku z czym jego notowania opierają się wyłącznie na cenach akcji wchodzących w jego skład. Gdybyśmy taką samą miarę zastosowali do zaprezentowanego wyżej przykładu, nasz stan posiadania z dnia na dzień spadłby o 1 000 zł, właśnie z powodu odcięcia prawa do dywidendy. Wiemy jednak, że tak nie jest i przyjęcie podobnego stanu liczenia naszego portfela fałszowałoby jego wartość.

Każdego więc dnia, patrząc na notowania Wig20 jesteśmy oszukiwani. Mówi nam się, że z chwilą odcinania praw do dywidendy, wartość koszyka akcji wchodzącego w skład indeksu zmniejsza się, co nie jest prawdą. Przecież dywidenda i prawa poboru nie znikają, posiadacze akcji otrzymują te korzyści, ale indeks już tego nie pokazuje. W takiej sytuacji opieramy bardzo wiele wskaźników na wyliczeniu, które każdego roku mija się z prawdą o kilka procent.

Wyobraźmy sobie teraz benchmarkowanie się do Wig20. Fundusz inwestycyjny mówi nam, że będzie inwestował w spółki wchodzące w skład tego indeksu, w związku z czym odnoszenie wyników inwestycyjnych do tego najpopularniejszego indeksu wydaje się czymś oczywistym. Tyle, że w porównaniu do portfela akcji, Wig20 zawsze będzie o kilka procent niżej. Oznacza to, że kupując dokładny odpowiednik indeksu i dbając o dostosowywanie zmian adekwatnie do zmian w indeksie, uzyskujemy pewność, że pobijemy benchmark. Co więcej, jesteśmy w stanie ukryć w tym zestawieniu opłatę za zarządzanie i nadal wyjdziemy nieźle. A że Wig20 wykorzystywany jest czasem jako benchmark, możemy się przekonać chociażby TU, TU i TU.

Obecnie sytuacja jest już nieco przyjaźniejsza dla inwestorów, gdyż powstał indeks Wig20TR, którego dwie ostatnie litery oznaczają Total Return, a sam indeks uwzględnia w sobie dywidendy oraz prawa poboru. Fajna rzecz.

sobota, 17 listopada 2012

W temacie dywidend

Nasza najbardziej rozpoznawalna spółka dywidendowa - TPSA - ma ostatnio kiepski czas. Pogorszenie prognoz finansowych i zapowiedź obniżenia dywidendy sprawiły, że cena akcji spadła z ponad 16 zł do zaledwie 12. Osoby, które posiadały niezabezpieczone pozycje, poniosły dotkliwą stratę. Wszyscy z kolei ucierpią na zapowiadanym spadku dywidendy do 1 zł na akcję. Spójrzmy na wykres:
Dopiero po oddaleniu perspektywy widać, jak wielkie były ostatnie spadki. Pytanie, jak wygląda teraz TPSA jako spółka dywidendowa. Zapowiadana złotówka na akcję daje przy cenie 12 zł stopę dywidendy na poziomie 8,3%. A więc ciągle jest to powyżej oprocentowania depozytów, co może skłonić inwestorów do pozostania przy akacjach tego podmiotu.

Dodatkową zachętą może być fakt, że na akcje TPSA notowanych jest wiele dodatkowych instrumentów, od kontraktów terminowych po liczne certyfikaty i warranty. Kolejną kwestią jest zapowiadane wprowadzenie opcji na akcje, a nie sądzę, aby pominięto tutaj nasz telekom. Da to okazję do konstruowania zaawansowanych strategii na tej spółce, a dla długoterminowych posiadaczy, wariant covered call może również być interesujący. Dlatego też jeszcze bym tej spółki nie skreślał.

Drugą sprawą dotyczącą długoterminowego inwestowania dla dywidendy jest niedawne podpisanie umowy konsolidacyjnej przez Azoty Tarnów oraz Puławy. Powstanie z tego wielki chemiczny moloch, co skłoniło mnie do zadania sobie pytania o dywidendę. 

Po połączeniu, będzie to największa polska firma chemiczna oraz jeden z liczących się graczy w Europie. Warto zatem sprawdzić, jak wygląda branża chemiczna na tle całego rynku. Poniżej przedstawiam porównanie wykresów indeksów WIG oraz WIGChemia za ostatnie trzy lata i ostatni rok:
Widzimy, że w każdym z tych okresów, spółki chemiczne zachowują się zdecydowanie lepiej niż szeroki rynek. Zatem można zakładać, że wybór spółki z tej branży może być dobrym rozwiązaniem, gdyż jest szansa zarobić na wzroście ceny akcji.

To teraz czas na dywidendy. Azoty Tarnów nie podzieliły się jeszcze zyskiem z inwestorami, natomiast dywidendy Puław prezentuje poniższa tabelka:
Dywidenda może nie jest szczególnie stabilna, ale jednak jest wypłacana. Pytanie, jak będzie się to prezentowało w przyszłości, gdyż połączenie obu firm może znacząco tu namieszać. Z informacji prasowych wynika, że planowana jest wypłata dywidendy na poziomie 40-60% zysku jednostkowego netto Azotów Tarnów, co ma przyciągnąć do akcjonariatu inwestorów długoterminowych. Widać tu wolę realizacji postanowień zawartych w strategii Azotów na lata 2012-2020. 

Okazuje się więc, mimo że żadna z łączących się spółek nie znajduje się obecnie w indeksie WigDiv, że możemy być właśnie świadkami narodzin kolejnego dywidendowego podmiotu. Czy ten scenariusz się potwierdzi, a co ważniejsze, czy jest to dobry moment na kupowanie akcji, pokaże dopiero przyszłość. Faktem jest, że obie spółki znajdują się aktualnie na swoich historycznych maksimach.

Dla porządku i rzetelności trzeba poczynić dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, nie prowadziłem analizy finansowej obu spółek, jak i analizy samej branży. Dla pełniejszego obrazu, warto jest ten wątek rozwinąć, co mam nadzieję zrobi któryś z blogerów o podejściu bardziej fundamentalnym.

Druga kwestia to fakt, że posiadam obecnie akcje TPSA oraz Azotów Tarnów. Stąd moje szczególne zainteresowanie losami obu spółek. 

Inwestujcie świadomie.

niedziela, 22 lipca 2012

Ile waży dywidenda?

Mieliśmy niedawno na GPW dość znaczne wydarzenie, jakim było odcięcie prawa do dywidendy w KGHM. Pomniejszenie kursu odniesienia o około 20% spowodowało, że cały indeks stracił nominalnie ok. 2% swojej wartości tylko poprzez tę "techniczną" operację.

Wynika to z faktu, że WIG20 jest indeksem cenowym, a więc jego wartość nie jest korygowana o wypłacone dywidendy. W efekcie, pomniejszenie wartości spółki wypłacającej dywidendę powoduje odpowiednie pomniejszenie wartości całego indeksu. Sezon wypłaty dywidend już powoli się kończy, pozostaje jednak nieco spółek, które nie podzieliły się jeszcze zyskami z akcjonariuszami. Postanowiłem więc sprawdzić, jak wygląda sytuacja dla indeksu WIG20.

Podkreślenia wymaga fakt, że instrumenty pochodne już znacznie wcześniej dyskontują wypłaty dywidendy. Tak więc jeśli przed trzecim piątkiem września planowana jest jakaś znacząca wypłata, kontrakty terminowe i opcje wygasające we wrześniu notowane są odpowiednio niżej. Gdyby tak nie było, możliwe byłoby kupno instrumentu bazowego i jednoczesna sprzedaż pochodnego w celu dokonania arbitrażu na dywidendzie. Rynek jednak robi swoje i zadanie to jest prawie niemożliwe, co było widać w wycenie instrumentów pochodnych przed wypłatą dywidendy z KGHM.

Jak sprawdzić, ile dywidendy drzemie jeszcze w indeksie WIG20? Szukamy spółek, które jeszcze jej nie wypłaciły, sprawdzamy stopę uchwalonej dywidendy, a następnie sprawdzamy udział danej spółki w indeksie. W efekcie powinniśmy otrzymać informację, ile "powinny" zdyskontować wrześniowe kontrakty terminowe i opcje.

Pojawia się tu jednak pewien problem. Dywidenda znana jest kwotowo, lecz jej stopa możliwa będzie do ustalenia dopiero w dniu odcięcia prawa, czyli w dniu w którym będziemy znali cenę, od jakiej będzie liczona. Dlatego też, aby umożliwić przeprowadzenie tej operacji, do obliczeń wezmę dzisiejsze ceny akcji spółek, dzisiejszą wartość WIG20 oraz obecne wagi spółek w indeksie. 

Spośród spółek naszego najpopularniejszego indeksu, tylko dwie (spośród dzielących się zyskiem) nie wypłaciły dywidendy:
  • PGE - 1,83 zł odcinane w dniu 22 sierpnia 2012
  • PZU - 22.43 zł odcinane w dniu 30 sierpnia 2012
Robimy więc proste obliczenia i otrzymujemy taki oto efekt:
W indeksie WIG20, na dzień dzisiejszy i przy dzisiejszych cenach, pozostaje jeszcze ok. 1,79% dywidendy. Dla indeksu na poziomie 2172 pkt jest to około 39 punktów, a więc "właściwą" wartością jest 2133 pkt. 

Kontrakt terminowy w piątek na zamknięciu zatrzymał się na poziomie 2147 pkt, a więc daje nam to 14 punktów do arbitrażu. Czy to dużo, czy mało i jak można tego dokonać, to już opowieść na inny wpis...

A tak na poparcie tezy o tym, że instrumenty pochodne dyskontują wcześniej wartość dywidendy, polecam rzucić okiem na poniższe zestawienie cen akcji pomniejszonych o dywidendę oraz wrześniowych kontraktów terminowych na te spółki:

czwartek, 12 lipca 2012

poniedziałek, 9 lipca 2012

Paradoksy dywidendy cz. 2

Czy samo wypłacanie dywidendy przez spółkę daje jakąś przewagę na rynku? Policzmy dla wariantu stałej ceny akcji przez kilka lat. W obliczeniach pominę dla ułatwienia podatek oraz założę, że dywidenda wpływa nam na konto już pierwszego dnia, gdy akcje są notowane bez prawa do jej otrzymania.

Posiadamy 100 akcji spółki X, kosztujących 100 zł za sztukę, która to spółka płaci co roku 10% dywidendy. Po pierwszej wypłacie mamy 9 000 zł w akcjach (100 szt. po 90 zł) oraz 1 000 zł gotówki. Otrzymaną dywidendę w całości reinwestujemy w akcje spółki, kupując 11 sztuk po cenie 90 zł (990 zł). W efekcie mamy w portfelu 111 sztuk akcji oraz luźne 10 zł resztki dywidendy.

Mija rok.

Cena akcji, zgodnie z naszym założeniem, nie zmieniła się i stoi w miejscu na poziomie 90 zł. Spółka płaci 9 zł dywidendy na akcję, co stanowi zaplanowaną stopę 10%. Posiadając 111 akcji, otrzymujemy 999 zł dywidendy. Mamy więc 111 akcji (81 zł/szt. = 8 991 zł) oraz 999 zł w gotówce. Dywidendę reinwestujemy w całości, kupując 12 akcji po cenie 81 zł, co kosztuje nas 972 zł. Po drugiej wypłacie dywidendy, nasz portfel to 123 akcje po 81 zł (9 963 zł) oraz 37 zł w gotówce (10 zł z zeszłego roku i 27 zł z tego). Łącznie, nasz portfel wart jest 10 000 zł, a więc jego wartość nie zmieniła się.

Powyższe wyliczenie pokazuje, że otrzymywanie dywidendy, przy stałej jej stopie i niezmiennej cenie akcji, nie daje żadnej przewagi na rynku. Co więcej, od otrzymanej dywidendy musimy zapłacić podatek, który sprawia, że strategia ta nie posiada wartości dodanej.

Przyjmijmy jednak założenie, że cena akcji każdego roku wraca do poziomu 100 zł.

Pierwszego roku otrzymujemy 1 000 zł dywidendy, którą w całości reinwestujemy w akcje. Kupujemy więc 11 sztuk po cenie 90 zł i po tej operacji mamy 111 akcji po cenie 90 zł (9 990 zł) oraz 10 zł w gotówce. Portfel wart jest 10 000 zł.

Mija rok. 

Cena akcji powróciła do poziomu 100 zł za sztukę, a więc nasz portfel wart jest już 11 110 zł (111 akcji po 100 zł oraz 10 zł w gotówce). Spółka płaci 10% dywidendy, czyli znów 10 zł na akcję. Z racji tego, że mamy 111 akcji, otrzymujemy 1 110 zł, które reinwestujemy, kupując 12 akcji po 90 zł, co kosztuje nas 1 080 zł. W efekcie, posiadamy już 123 akcje po 90 zł (11 070 zł) oraz 40 zł w gotówce. Portfel wart jest 11 110 zł.

Mija kolejny rok.

Cena akcji powróciła do poziomu 100 zł za sztukę, a więc nasz portfel wart jest już 12 340 zł (123 akcje po 100 zł oraz 40 zł w gotówce). Spółka płaci 10% dywidendy, czyli znów 10 zł na akcję. Z racji tego, że mamy 123 akcje, otrzymujemy 1 230 zł, które reinwestujemy, kupując 14 akcji po 90 zł, co kosztuje nas 1 260 zł. Przewyższa to naszą dywidendę, ale mieliśmy też przecież 40 zł w gotówce. W efekcie posiadamy teraz 137 akcji po 90 zł (12 330 zł) oraz 10 zł w gotówce. Portfel wart jest 12 340 zł.

Robię te wszystkie wyliczenia po to, żeby pokazać Wam, że strategia dywidendowa nie uzyskuje przewagi dzięki dywidendzie. Wystarczy porównać wartość portfela przed i po dywidendzie, aby zauważyć, że są one takie same. To dopiero wzrost ceny akcji z 90 zł na 100 zł pozwala nam zarabiać. Widać to przy porównaniu wartości portfela przed sformułowaniem "mija rok" i już po nim.

Żeby uzmysłowić Wam, jak to przebiega, przeprowadźmy liczenie klasyczną metodą. 

Posiadamy portfel o wartości 10 000 zł. Tyle, że zamiast korzystać z dywidendy, kupujemy akcje po 90 zł za sztukę (po odcięciu prawa do dywidendy), co daje nam 111 akcji (9 990 zł) oraz 10 zł w gotówce.

Mija rok. 

Akcje warte są 11 100 zł oraz mamy te 10 zł, a więc portfel wart jest 11 110 zł. Pamiętamy skądś tą wartość? Nadchodzi dzień ustalenia prawa do dywidendy. Spieniężamy nasze akcje przed zamknięciem, a następnie kolejnego dnia rano, kiedy cena akcji uległa obniżeniu, kupujemy je po 90 zł za sztukę. Dysponując kwotą 11 110 zł, możemy ich kupić 123 sztuki, co kosztuje nas 11 070 zł, a dodatkowo zostaje nam 40 zł w gotówce.

Mija rok.

Nasze 123 akcje znów kosztują 100 zł, a więc portfel wart jest 12 340 zł. Myślę, że bez problemu odnajdziecie tę wartość kilka akapitów wyżej.

Uzyskanie identycznego rezultatu z pominięciem dywidendy pokazuje, że to nie dywidenda jest tu źródłem przewagi. Zysk powstaje w chwili, gdy cena akcji rośnie z 90 zł na 100 zł, czyli o 11,11% rocznie. Powtórzę raz jeszcze - to nie dywidenda daje przewagę tej strategii, ale wzrost ceny akcji.

W rezultacie, jeśli cena akcji nie rośnie, Wy nie zarabiacie. I dywidenda może sobie wynosić nawet 30% rocznie, nie ma to znaczenia.

Mity bogatego emeryta żyjącego z dywidendy może i są prawdziwe, ale nie dlatego, że sprawiła to dywidenda. To "zwykła" magia procentu składanego. Jak się ma przez 40 lat stopę zwrotu na poziomie 11,11%, każda zainwestowana złotówka przemienia się w 68 zł. A wtedy można już przestać reinwestować dywidendę, tylko zacząć ją konsumować :)

czwartek, 5 lipca 2012

R u ready?

Już za kilka miesięcy wchodzi na GPW system UTP, a z nim opcje na akcje. Sporo ostatnimi czasy piszę na temat opcji, dużo też o strategiach dywidendowych. W przypadku opcji na akcje, oba te elementy łączą się w strategie opcyjne z wykorzystaniem instrumentu bazowego.

Posiadamy akcje oraz kupujemy lub wystawiamy opcje w taki sposób, żeby uzyskać premię, zabezpieczyć ryzyko lub zbudować coś bardziej złożonego. Z drugiej strony, możliwe jest wykorzystywanie opcji do kupowania lub sprzedawania akcji, gdyż zastosowany zostanie amerykański styl wykonania, wiążący się z dostawą instrumentu bazowego.

Pytanie, czy zdajemy sobie sprawę, co się z tym wiąże. Opcje będą najprawdopodobniej posiadały taki sam standard, jak dziś już notowane kontrakty terminowe na akcje, a mianowicie liczbę akcji na kontrakt. Obecnie jest to 100 lub 1000 akcji. Wystawiając opcję, będziemy się więc zobowiązywali do przygotowania równowartości 100 sztuk instrumentu bazowego, niezależnie czy będziemy kupującym, czy sprzedającym. I tu pojawia się problem.

100 akcji spółki TPSA raczej nie będzie kłopotliwe, zważywszy na fakt, że jedna sztuka kosztuje ok 15 zł. Pozycja o wielkości 1500 zł nie powinna stanowić szczególnego wyzwania dla portfela inwestora. Co jednak, gdy będziemy chcieli grać na opcjach na KGHM? Tam, przy cenie akcji rzędu 140-150 zł, pakiecik będzie opiewał na 15 000 zł. Idąc dalej tym tropem, 100 akcji PZU to już wydatek rzędu 32 000 zł, a więc przewyższa to kontrakt na nasz główny indeks giełdowy. 

Wiedząc, że nie wkłada się wszystkich jajek do jednego koszyka, na pewno nasz portfel nie będzie składał się z jednej spółki, ale kilku. Niech będą to chociażby cztery spółki. Przy cenie 100 zł za akcję i standardzie 100 akcji na kontrakt, trzeba przygotować 40 000 złotych, żeby tak się bawić.

Oczywiście możliwe jest granie tylko na długich pozycjach (na opcjach) lub też bardzo rygorystyczne przestrzeganie zasad zarządzania kapitałem, lecz jednak do tego też trzeba dysponować odpowiednimi środkami.

Pozostało nam jeszcze około pół roku do wprowadzenia opcji na akcje. Warto jednak już teraz zadać sobie pytanie, czy nasze portfele są na tyle zasobne, aby stosować zaplanowane strategie. Jeśli nie, mamy czas na zgromadzenie odpowiednich środków, żeby nie być skazanym na covered call wyłącznie na akcjach TPSA.

Skądinąd, to ostatnie również może być bardzo dochodowe :)

wtorek, 26 czerwca 2012

Paradoksy dywidendy

Zastanawialiście się kiedyś nad paradoksem inwestowania dla dywidendy? Policzmy to sobie. Posiadamy akcje o wartości 10 000 złotych. Spółka płaci 10% dywidendy, co oznacza, że powinniśmy dostać tysiąc złotych na konto. Tyle tylko, że cena akcji jest obniżana o wartość dywidendy, a więc mamy 1 000 zł w gotówce i 9 000 w akcjach. Zero przewagi.

Ale...

Od otrzymanej dywidendy zmuszeni jesteśmy zapłacić podatek. Tak wiec zamiast 1 000 zł otrzymamy 19% mniej, czyli 810 zł. Fajnie co?

Po operacji wypłaty dywidendy mamy więc 9 810 zł zamiast początkowych 10 000. Co więcej, podatek odprowadzany jest z chwilą wpływu dywidendy na nasze konto. Tak więc płaci go nawet ten, kto kupił akcje w dniu ustalenia prawa i nie osiągnął żadnego zysku. Gdzie tu sens, gdzie tu logika?

Lecimy dalej. Spółki, które regularnie płacą dywidendę, zazwyczaj robią to dlatego, że nie potrafią tej gotówki sensownie zainwestować w rozwój. Kurs spółki, która się nie rozwija, nie rośnie.

Co otrzymujemy w efekcie?

Spółkę idącą bokiem, wypłacającą dywidendę, od której musimy zapłacić podatek. Plusem jest otrzymywany przez nas przepływ pieniężny. Ten sam efekt uzyskamy posiadając 10 000 zł na lokacie, z czego będziemy co roku 10% zamykali i sobie wypłacali.

Ponownie więc zapytuję: gdzie tu sens, gdzie tu logika?

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Pieniądz nie śpi, czyli budzimy depozyt zabezpieczający

Koszt kapitału jest niezerowy, zwłaszcza w dłuższym czasie. Dlatego też trzeba starać się maksymalnie wykorzystywać środki, którymi dysponujemy, aby inflacja nie osłabiała naszej siły nabywczej. W praktyce oznacza to inwestowanie naszych pieniędzy. Ale niekiedy zdarza się, że posiadanie gotówki (lub środków na koncie) służy przede wszystkim zachowaniu płynności. Środki te gdzieś sobie leżą, ale w taki sposób, że zabezpieczają dokonywane przez nas transakcje oraz są na tyle płynne, że możemy po nie w każdej chwili sięgnąć.

Podobną rolę pełni depozyt zabezpieczający w przypadku kontraktów terminowych i opcji. Instrumenty te cechują się dźwignią finansową, a więc obracamy pozycjami większymi niż posiadane przez nas środki. W efekcie depozyt służy zagwarantowaniu przez nas wypłacalności, jeśli inwestycja nie pójdzie zgodnie z naszym początkowym planem.

Najczęściej na poczet depozytu zabezpieczającego pobierana jest gotówka. Kupujemy kontrakt terminowy lub wystawiamy opcję i część środków pieniężnych na naszym koncie maklerskim jest blokowana. Nie są one zabierane, lecz po prostu nie mamy do nich dostępu. Owszem, stanowią one zabezpieczenie (w końcu jesteśmy odpowiedzialni i ze swoich zobowiązań się wywiązujemy), ale jednak faktem jest, że te środki nie pracują. Nie są oprocentowane, a co za tym idzie, tracą na wartości tak samo, jak gotówka trzymana w skarpecie.

Nie ma jednak co się martwić, gdyż jest alternatywa. Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW) umożliwia zaliczanie na poczet depozytu zabezpieczającego również niektóre papiery wartościowe. Są nimi np. obligacje. Jeśli posiadamy w naszym portfelu obligacje, możemy złożyć dyspozycję zaliczenia ich na poczet depozytu zabezpieczającego. W efekcie nie musimy mieć zablokowanej gotówki (dzięki temu możemy ją wykorzystać gdzie indziej), a ponadto, nasz kapitał jest lepiej wykorzystywany, gdyż otrzymujemy kupony od posiadanych papierów.

Wiążą się z tym dwie ważne kwestie. Po pierwsze, musimy zakładać posiadanie tychże obligacji w naszym portfelu. Z racji ograniczonej płynności, trudno jest zakładać, że będziemy je wielokrotnie kupowali i sprzedawali w celu elastycznego zarządzania depozytem. Ponadto, na poczet depozytu zaliczyć można tylko te papiery, które posiadamy w KDPW, a więc musimy wziąć pod uwagę czas ich rozliczenia, który w przypadku obligacji wynosi T+2, a więc nie jak przy akcjach T+3. Wiąże się też z tym wymagana stabilność naszych strategii opcyjnych. Posiadając np. 30% portfela w obligacjach zaliczonych na depozyt, nie uda nam się w pełni zrównoważyć potrzeb depozytowych. Czasami będziemy trzymali obligacje "zbędne", a innym razem będzie trzeba dorzucić gotówki do depozytu, jeśli zagramy agresywniej na instrumentach pochodnych.

Drugą ważną kwestią jest tzw. stopa uznania. Trzeba mieć świadomość, że nie cała wartość obligacji zostanie zaliczona na poczet depozytu, ale tylko jego część. W przypadku obligacji sprawa jest względnie prosta, gdyż stopa uznania wynosi zazwyczaj 95, co oznacza, że przy papierze na kwotę 1000 zł, na depozyt przeznaczone zostanie 950 zł. Najniższa stopa uznania dla obligacji wynosi 85.

W chwili obecnej na poczet depozytu zaliczyć możemy obligacje różnych serii, typów: DS, IS, WS, PS, TZ i OK.

Tak więc widzicie, że sytuacja nie jest tak zła, jak by się mogło wydawać. Gotówka utrzymywana jako depozyt też może pracować, w tym wypadku może nie tak szczególnie, gdyż oprocentowanie obligacji nie rozpieszcza, ale jednak zawsze.

Ale, ale!!

Jest jeszcze lepszy sposób. Jeśli spojrzycie w tabelę stóp uznania, dostrzeżecie tam również akcje niektórych spółek. Oznacza to, że również posiadane przez Was akcje możecie zadysponować do przeznaczenia na poczet depozytu zabezpieczającego. 

Omawiając technikalia już wyżej wspomniane, papier trzeba posiadać w KDPW, a więc obowiązuje rozliczenie T+3. Ostatnio właśnie taki sposób zaliczania uniemożliwił mi dokonanie planowanej transakcji, gdyż kupiłem pakiet akcji, chcąc jednocześnie od razu zaliczyć je na depozyt i dokonać transakcję za uwolnioną z depozytu gotówkę. Niestety otrzymałem odmowę, stąd i Was przestrzegam. 

Kolejna kwestia to stopa uznania, która na dzień dzisiejszy zawiera się w przedziale od 40 do 80. Tak więc w przypadku niektórych spółek, tylko 40% ich wartości może wspomóc nasz depozyt. Trzeba o tym pamiętać.

Inna rzecz to zmienność ceny. Jak powszechnie wiadomo, ceny akcji zmieniają się w czasie, a więc w przypadku spadków, wartość naszego depozytu w papierach wartościowych maleje, gdyż sama wartość akcji spada. I przeciwnie, jeśli akcje zyskują na wartości, nasz depozyt też na tym korzysta.

No dobrze, ale po co robić taki zabieg? W przypadku obligacji otrzymujemy stały przepływ pieniężny w postaci wypłacanych odsetek. Dlatego też depozyt przynosi nam wymierne korzyści, czego nie było w przypadku utrzymywania go w formie gotówkowej. Dla akcji, skorzystanie z tego rozwiązania ma dwojakie zalety.

Po pierwsze jest wielu inwestorów, którzy kupują akcje z zamiarem trzymania ich przez długi termin. Skoro ktoś posiada papiery przez miesiące lub lata to czemu ma dodatkowo blokować sobie gotówkę na depozyt? W ten sposób efektywniej wykorzystuje się posiadany kapitał. Trzeba tylko pamiętać, że jeśli złożymy taką dyspozycję, nie możemy złożyć zlecenia stop loss. Możliwość obracania tymi akcjami odzyskujemy dopiero z chwilą realizacji dyspozycji przeciwnej, czyli gdy papiery zostaną odblokowane.

Drugą dużą zaletą zaliczania akcji na poczet depozytu zabezpieczającego jest otrzymywany z nich przepływ pieniężny w postaci dywidendy. Taka TPSA wydaje się być dobrym substytutem obligacji. Spółka od kilku lat porusza się w trendzie bocznym, a do tego posiada stabilną politykę dywidendową, która średnio z ostatnich lat dawała ponad 7%, co zdecydowanie przewyższa ofertę obligacji. W przypadku jednak tego sposobu zabezpieczania depozytu, trzeba pamiętać, że wartość akcji jest pomniejszana o wypłacaną dywidendę, a co za tym idzie, nasz depozyt topnieje (bo wypłacona dywidenda wraca w formie gotówki). Nie mniej ponownie, jeśli ktoś trzyma spółkę latami aby otrzymywać z niej przepływ pieniężny, nic nie stoi na przeszkodzie zaliczeniu tych akcji na poczet depozytu, gdyż zwolnioną w ten sposób gotówkę mogą wykorzystać w innym miejscu.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie łączeniu obu podejść, czyli inwestowania w akcje oraz otrzymywania z nich dywidendy. Taką spółką był do niedawna lub jeszcze jest (pisząc był mam na myśli podatek miedziowy) KGHM, który podąża za koniunkturą, a jednocześnie wypłaca całkiem znaczną dywidendę. 

Z wykorzystywaniem akcji na poczet depozytu wiążą się dwie kwestie szczególne. Wróćmy do podstaw - depozyt ma gwarantować naszą wypłacalność. Tak więc w sytuacji, w której ekstremalny ruch rynku spowoduje margin call, a my nie dopłacimy gotówki do konta i jednocześnie posiadamy akcje zaliczone na depozyt, wydaje się możliwe, że nasze biuro maklerskie samo złoży w naszym imieniu zlecenie sprzedaży akcji, aby z pozyskanych w ten sposób środków zamknąć nasze pozycje w instrumentach pochodnych. Co prawda nie udało mi się dotrzeć do bliższych informacji na ten temat, ale wydaje się, że sytuacja taka nie jest niemożliwa. Warto zasięgnąć informacji na ten temat w Waszych biurach maklerskich.

Druga sytuacja zaistnieje dopiero w listopadzie, gdy zostanie wprowadzony na GPW system UTP, który znacznie zmieni oblicze naszej giełdy. Dla nas istotne będzie prowadzenie opcji na akcje, co w efekcie pozwoli nam zabezpieczać pozycje w opcjach na akcje tymi właśnie akcjami. Skomplikuje to system depozytów dla instrumentów pochodnych, lecz na razie ciężko jest jeszcze powiedzieć, w jaki sposób zostanie do dokładnie uregulowane.

Kapitał powinien pracować. Zaliczanie posiadanych akcji i obligacji na poczet depozytu zabezpieczającego z pewnością daje nam możliwość lepszego wykorzystywania posiadanych środków. A biorąc pod uwagę fakt, iż KDPW uznaje głownie spółki duże, na które są notowane kontrakty terminowe, możemy za ich pomocą chronić się przed spadkiem ceny akcji, jednocześnie cały czas posiadając prawo do otrzymywania dywidendy.

Jak więc widzicie, każdy z Was może i powinien zostać inżynierem finansowym.

niedziela, 11 marca 2012

Kontrakty terminowe a dywidenda

Dzisiejszy wpis robię w charakterze pytania do osób, które mogą mi w jakiś sposób pomóc. Posiadam kilka spółek, które planują wypłacić dywidendę. Na razie oczywiście nie jest znana jeszcze jej stopa, ale założenie jest takie, aby nie było to mniej niż 5%. Co więcej, na niektóre z tych spółek notowane są kontrakty terminowe. 

Wiedząc, że przy odcięciu praw do dywidendy, cena akcji obniżana jest o jej wartość, pozostaje kwestia tej dywidendy. Kontrakt oczywiście nie zmienia się tak skokowo, jak instrument bazowy, ale nieco wcześniej stopniowo obniża swoją wartość, aby w chwili odcięcia praw spotkać się mniej więcej z bazowym.

Moje pytanie jest następujące: jak wcześnie oba te instrumenty zaczynają się "rozjeżdżać"? W końcu jeśli planowana jest dywidenda rzędu 8-10%, warto jest zabezpieczyć sobie w pochodnym spadek instrumentu bazowego, dzięki czemu kasując dywidendę, praktycznie nic się nie traci na spadku ceny akcji, gdyż różnicę zarabia kontrakt terminowy.

Jakieś pomysły? A może popełniam gdzieś błąd? Notkę robię na gorąco, bez badania tematu, więc jak się czegoś dowiem to postaram się podzielić rezultatami, ale być może ktoś jest w stanie coś podpowiedzieć.

Ruszcie głowami, pieniądz nie śpi :)

wtorek, 7 lutego 2012

Się porobiło...

Sprawcą całego zamieszania jest Bartek Szyma, autor bloga Lazy Share, który w ostatnim numerze Equity Magazine popełnił artykuł na temat inwestowania w akcje dla strumienia finansowego, jakim są wypłacane przez spółki dywidendy.

Od chwili przeczytania tego artykułu, nie robię praktycznie nic innego oprócz czesania internetu wszelkimi odmianami hasła "inwestowanie w spółki dywidendowe". Okazuje się, że mi, zadeklarowanemu zwolennikowi analizy technicznej, poszukiwaczowi dołków do kupna i górek do sprzedaży, przyjdzie cierpliwie przeanalizować sprawozdania finansowe, przejrzeć indeks WIGdiv i trzymać cierpliwie spółki w portfelu w oczekiwaniu, że raz w roku nadejdzie nagroda w postaci tych kilku procent dywidendy. Ale od początku...

Szukam pomysłu na swoje IKE. Mam kilka innych subkont maklerskich, które dają mi możliwość realizowania różnych strategii inwestycyjnych, w szczególności tych bardziej ryzykownych z wykorzystaniem derywatów. Któregoś razu przemyślałem poważnie temat i doszedłem do wniosku, że IKE jest jednak rachunkiem, na którym w pierwszej kolejności powinienem chronić kapitał i pozwolić mu spokojnie rosnąć, a dopiero później ewentualnie szukać zysków większych niż na lokatach. 

W ostatnich dniach skreśliłem z emerytalnego menu obligacje korporacyjne. Stało się to w związku z problemami, jakie pojawiły się przy wypłacie odsetek oraz wykupie papierów przez niektóre spółki. Stwierdziłem, że kilka dodatkowych punktów procentowych nie jest warte ryzykowania całości środków zainwestowanych w dług jakiegoś przedsiębiorstwa.

Bartek trafił ze swoim artykułem akurat w punkt. Również dlatego, że jeszcze nie znamy wyników finansowych przedsiębiorstw za rok 2011, a co za tym idzie wszelkie rajdy pod wyniki raczej się nie zaczęły. Dodatkowo, sam układ rynku pozwala sądzić, że właśnie zaczynamy jakiś ładniejszy ruch wzrostowy (temat luźny, na inny wpis), dlatego też ewentualna korekta, która teraz nastąpi może być dobrą okazją do kupna papierów spółek oferujących sowite dywidendy.

Nasz rynek kapitałowy jest jeszcze bardzo młody, a co za tym idzie, niewiele spółek wypracowało stabilną politykę wypłacania dywidendy. Niektóre z nich jednak mogą poszczycić się kilkuletnią dywidendą rzędu 5-6% wartości akcji. Z drugiej strony, spółki te reprezentują różne sektory, tak są to spółki defensywne (TPSA, PZU), jak i te bardziej aktywne (KGHM, BHW). Pośród podmiotów z krótką historią, są też takie, które otwarcie deklarują politykę dzielenia się zyskami z inwestorami (GPW). Dlatego też możliwe jest takie skonstruowanie portfela, aby znalazły się w nim zarówno podmioty mocno zyskujące w trakcie hossy, jak i te mniej tracące w trakcie bessy.

Inwestowanie w dywidendy poprzez IKE wiąże się z dwoma ważnymi aspektami. Z jednej strony, otrzymywane dywidendy nie są obciążone podatkiem Belki, dzięki czemu otrzymujemy je w pełnej wysokości. Ale niestety, kij ma dwa końce, a więc środków tych nie możemy wypłacić, dopóki nie uzyskamy uprawnień emerytalnych (możemy, ale wtedy zapłacimy podatek). Dlatego też uzyskanie strumienia pieniędzy z tytułu dywidend nie jest w ten sposób możliwe, chyba że zgodzimy się na oddanie fiskusowi jego części.

Kupiłem już akcje spółki TPSA, korzystając z wczorajszego dość atrakcyjnego poziomu. Teraz, czekam na korektę, aby dobrać nieco inaczej skorelowane walory, które również charakteryzują się wysoką stopą dywidendy.

Jeśli jesteście zainteresowani tą tematyką, polecam pomęczyć trochę wyszukiwarkę internetową. W ten sposób, w ciągu 2-3 minut, jesteście w stanie wydobyć 20-30 artykułów, które z pewnością poszerzą Waszą wiedzę na ten temat.

Technik kupuje dla dywidendy... Się porobiło...