wtorek, 19 listopada 2013

Mechaniczny system inwestycyjny - czy każdy musi go mieć?

Inwestorzy podejmują decyzje dotyczące transakcji w oparciu o bardzo różne przesłanki. Sporą rzeszę zwolenników ma analiza techniczna, wiele też osób kieruje się wskazaniami analizy fundamentalnej. Niezależnie od tego, w oparciu o jakie przesłanki budujemy nasz plan inwestycyjny, niewiele osób może o sobie powiedzieć, że posiadają metodę opartą o zobiektywizowane i przetestowane kryteria.

Z drugiej strony liczni autorzy publikacji związanych z inwestowaniem często podkreślają wielką wagę systemu w pełni mechanicznego. Takiego, w którym czynnik ludzki zostaje wyeliminowany, jako potencjalne zagrożenie dla całej konstrukcji, a decyzje inwestycyjne podejmowane są tylko i wyłącznie w oparciu o kryteria z góry ustalone i poddane wcześniejszym testom.

Mechaniczny system inwestycyjny
żródło: www.digitaltrends.com

Mechaniczny system inwestycyjny

Istnieje wiele definicji starających się opisać system mechaniczny. Większość z nich akcentuje zamknięty zestaw reguł, które zostają stworzone na początku, przetestowane w symulacjach komputerowych na danych historycznych, a następnie dopiero dopuszczone od funkcjonowania w realnym otoczeniu rynkowym. 

Zastosowanie symulacji komputerowej zakłada, że system ten będzie pracował w oparciu o wykresy, a co za tym idzie, jego podstawą będą najczęściej wskazania płynące z analizy technicznej. Jeden wskaźnik wygeneruje sygnał, oscylator go potwierdzi, średnia krocząca wykaże zgodność z dominującym trendem i można zajmować pozycję. Tak też w rzeczywistości najczęściej bywa. Wynika to z naturalnej podatności ciągu danych, jakimi są notowania giełdowe, na różnego rodzaju matematyczne przekształcenia.

Skoro jednak system mechaniczny to zamknięty zestaw reguł, możliwe jest zbudowanie go przy wykorzystaniu innych kryteriów niż te bazujące na wykresie. Tyle tylko, że w tym przypadku ciężej jest zobiektywizować zasady takiego systemu. Regułami mogą być dobre wyniki kwartalne, wskaźnik C/Z wyższy od określonego poziomu, czy też sprawny odpowiedzialny zarząd. Jednak tutaj trudno jest w zupełności odciąć się od indywidualnej oceny poszczególnych elementów, co sprawia, że system nie jest w pełni mechaniczny. Można podejmować próby przekładania danych opisowych na liczby, co skutecznie robi Albert Rokicki w swoich analizach spółek.

Mechaniczny system inwestycyjny ma niewątpliwie wiele zalet. Pierwszą z nich jest faktycznie wyeliminowanie czynnika ludzkiego. Wyłączamy więc możliwość subiektywnego postrzegania poszczególnych sytuacji rynkowych, a w konsekwencji wpływania na wyniki systemu. W rezultacie, jeśli tworząc system wzięliśmy poprawki na wszystkie istotne dla jego rezultatów czynniki (prowizje, poślizgi, luki cenowe etc.), powinniśmy w efekcie uzyskać mniej więcej to, co pokazały komputerowe symulacje.

Druga wielka zaleta posiadania takiego systemu to możliwość zweryfikowania, czy dane techniki inwestycyjne rzeczywiście mają sens. Czy nie porywamy się z motyką na słońce próbując stosować oscylatory w sposób, jaki zalecają podręczniki liczące sobie kilka dekad, a często jest to sposób od dawna nie działający. Możliwość przetestowania koncepcji daje nam właśnie odpowiedź na takie pytanie - czy udało nam się uzyskać obiektywną przewagę nad rynkiem. Nie błądzimy więc na ślepo, ale jeśli faktycznie wszystkie przygotowania odbyły się w sposób prawidłowy, mamy bardzo duże szanse na odniesienie sukcesu.

Trzecim wartym podkreślenia atutem, jaki dają systemy mechaniczne jest powtarzalność wyników. Z góry wiemy, jakie mniej więcej otrzymamy rezultaty, jaki będzie stosunek średniego zysku do średniej straty, czy też jaką skuteczność uzyskają nasze transakcje. W efekcie możliwe staje się zastosowanie matematycznych i statystycznych narzędzi pozwalających poprawiać wyniki systemu, zmniejszyć ryzyko bankructwa, czy też dobrać optymalną wielkość pozycji i dywersyfikację portfela. 

Przedstawione powyżej zalety, choć z pewnością nie jedyne, kuszą, aby mechanizować swój system.

System inwestycyjny z elementem ocennym

Pokaźna część inwestorów korzysta z systemu półmechanicznego. Posiadają oni pewien zbiór reguł, zarówno w zakresie doboru spółek do portfela, wyboru momentu otwarcia pozycji, czy podejmowanego ryzyka, ale reguły te nie tworzą zamkniętej całości. W rezultacie inwestor poszukuje okazji na rynku poprzez pewne konkretne kryteria, ale na podjęcie ostatecznej decyzji wpływ ma też każdorazowo opinia inwestora na temat danego przypadku. Czy wykres spełnia warunki, w jak wielkim stopniu je spełnia, czy są jakieś inne elementy, które mogłyby stawiać transakcję pod znakiem zapytania. A może wręcz przeciwnie, pojawiły się dwa sygnały jednocześnie, ale jeden z nich jest o wiele bardziej atrakcyjny od drugiego? Może wygląda ładniej, inwestor już kiedyś kilkukrotnie skutecznie w oparciu o daną formację spekulował i jest przekonany, że będzie ona sukcesem? A co jeśli ten "gorszy" sygnał pojawi się o dzień wcześniej i w rezultacie "przechwyci" on transakcję? Tu właśnie decydujący może okazać się osąd ludzki.

Oczywiście nie dotyczy to tylko i wyłącznie chwili otwarcia pozycji. Również zarządzanie nią poprzez system zleceń stop loss i take profit może przyjmować zupełnie inną postać w podejściu mechanicznym i dyskrecjonalnym. Pisałem już o tym przeszło trzy lata temu.

Od razu należy poczynić zastrzeżenie, że nie są to systemy w zupełności labilne, gdzie wiele rzeczy jest pozostawione przypadkowi bądź gorszemu samopoczuciu inwestora. Są to określone z góry techniki i metody inwestycyjne, restrykcyjne przestrzeganie zarządzania kapitałem, ale jednocześnie jest pewien element dyskrecjonalny, który przed ostatecznym rozstrzygnięciem pozostawia inwestorowi pewien zakres swobody. Coś jak zbiór zasad, którymi kieruję się w przypadku spółek ciekawych technicznie, ale jeszcze bardziej dopracowany.

Zderzenie dwóch podejść

Wyobraźmy sobie, że w pewnym momencie inwestor od lat skutecznie zarabiający na giełdzie przy wykorzystaniu swoich narzędzi w połączeniu z intuicją, postanawia przejść na system w pełni mechaniczny. Co robi? Oczywiście stara się przełożyć wszystko to, co ma w głowie na komendy zrozumiałe dla komputera. Ocenia "urodę" wykresu, którą do tej pory bardziej wyczuwał niż rozumiał i stara się wyłuskać z niej te elementy, które pozwolą odróżnić wykresy wyjątkowe od tych przeciętnych. Myślicie, że to łatwa sprawa?

Powiem teraz przez chwilę z własnego doświadczenia. Jak wiecie, co miesiąc publikuję Spółki Ciekawe Technicznie w formie nagrania na YouTube. Za każdym razem przez ok 30 minut opowiadam o tym, dlaczego dane spółki zyskują moje uznanie, a dlaczego inne mi się nie podobają. Jestem właśnie takim inwestorem, który ma pewien zestaw reguł, ale też korzystam z intuicji i doświadczenia. Z nagrań zapewne wynika więcej tej intuicji niż stosuję w rzeczywistości, ale też nie ujawniam całego warsztatu dokonywania transakcji. I po takim nagraniu dostaję zazwyczaj od widzów kilka propozycji spółek, które mogą spełniać moje kryteria. Niektóre faktycznie wyglądają atrakcyjnie, ale niestety duża część odpada z bardzo podstawowych powodów.

Wtedy własnie dociera do mnie, jaka jest różnica między moim spojrzeniem na dany wykres, a spojrzeniem drugiej osoby. I nie mówię tutaj, że mój punkt widzenia jest lepszy, one są zwyczajnie inne. I w takiej sytuacji wytłumaczenie komputerowi, aby był w stanie skutecznie replikować moje decyzje podejmowane z wykorzystaniem doświadczenia i intuicji, staje się zadaniem niewykonalnym.

Co jeśli inwestor usilnie próbuje zaprząc algorytmy do opisania czegoś, czego opisać się nie da? Angażując się w mechanizację swojego systemu odchodzi od pierwotnego podejścia na rzecz rozwiązań sztucznych. Nie widzi już intrygująco ładnego wykresu, ale wykres, w którym oscylator przebija pewien poziom, a wolumen zwiększa się lub zmniejsza. W swoich decyzjach na rynku stara się testować różne rozwiązania, aby wyłuskać zmienną odpowiadającą za sukces, a w rezultacie być może sukces wymyka mu się z rąk, gdyż saldo jego rachunku nie przyrasta już tak szybko, albo nawet się zmniejsza.

Podsumowanie

Przełożenie doświadczenia i intuicji na język programowania nie zawsze jest możliwe. Czasami może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Czy więc warto jest starać się o zbudowanie systemu mechanicznego?

Przede wszystkim trzeba się zastanowić, jaki jest udział elementów uznaniowych w naszych decyzjach inwestycyjnych. Czy mamy jakiś rdzeń ścisłych zasad, które przestrzegamy i jak jest on duży?

Po drugie, czy nasze działania na giełdzie są zyskowne. Jeśli tak, nie zawsze trzeba coś zmieniać, wystarczy kontynuować dobrą praktykę i wystrzegać się potknięć. Jeżeli natomiast nie zarabiamy na giełdzie lub też chcielibyśmy poeksperymentować z czymś nowym, warto jest popracować nad systemem mechanicznym.

Niekiedy decydujące znaczenie ma rynek, na którym działamy. Zupełnie inaczej wygląda to na rynku forex, gdzie często posiadanie systemu samodzielnie składającego zlecenia jest koniecznością, bo nie zawsze można operować wsparciami i oporami, a inaczej na rynku opcji, gdzie systemy w pełni mechaniczne nie są bardzo popularne.

Dlatego też nie powinno się ulegać presji, że jeśli dana metoda nie jest w stanie wygenerować komputerowego raportu podsumowującego jej wyniki to jest ona z gruntu podejrzana. Być może podejście w połowie intuicyjne to jest właśnie to, w czym odnajdujemy się najlepiej jako inwestor. I jeśli coś działa dobrze, nie trzeba przy tym grzebać.

A jakie jest Wasze podejście? Proszę Was, abyście postarali się w komentarzu określić procentowy udział czynników obiektywnych (analiza techniczna, sygnały ze wskaźników, precyzyjne ryzyko na transakcję) oraz czynników subiektywnych, gdzie pozwalacie sobie na dopuszczenie do głosu elementów trudnych do precyzyjnego zdefiniowania.

Bardzo jestem ciekaw, jak wygląda to u Was.

3 komentarze:

  1. Kurde no pisałem elaborat i zniknął mi(nie opublikował się). To może w skrócie napiszę, że jestem za tym by ułatwiać sobie życie maksymalnie jak się da. System transakcyjny, czyli pewną mechanikę postępowania każdy musi mieć opracowaną, bo nic z tego na dłuższą metę nie będzie.

    Natomiast intuicja i doświadczenie to czynniki, które trudne są do zaadoptowania w systemie mechanicznym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę że automatyzacja jest celem do którego trzeba zmierzać a interwał czasowy uzależniony jest od wielkości kapitału a ten z kolei uzależniony jest od doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Procentowy udział , kilka kilkanaście automatów i ocena ich skuteczności.

    OdpowiedzUsuń