Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stopy kroczące. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stopy kroczące. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 października 2010

Stopy kroczące X - podsumowanie

Na początek chciałem przeprosić, że kolejny wpis pojawia się dopiero po tygodniu od poprzedniego. Niestety, jest to wynikiem braku czasu na pewne sprawy. Praca, studia, zajęcia dodatkowe i inne pierdoły sprawiają, że jestem poza domem przez 10-12 godzin, co już jest wystarczającym utrudnieniem, a dochodzi do tego praca magisterska, która sama jakoś nie chce się napisać. W związku z powyższym, wpisy będą się teraz pojawiały nieco rzadziej i mniej regularnie. Mam nadzieję, że zrozumiecie. 

Na dowód, że czasu nie marnuję powiem, że mój portfel inwestycyjny (akcyjny prowadzę oddzielnie) zwiększył swoją wartość w październiku o ponad 23%. Głównie wynikało to z dopłat, ale niektóre instrumenty finansowe również dały zarobić. Tak więc mimo pewnych trudności, poruszamy się do przodu :)

Wpisem tym chcę głównie podsumować cykl dotyczący stopów kroczących. Zacząłem o nich pisać mniej więcej w połowie lipca, więc sprawa jest mocno rozciągnięta w czasie, mimo że powstało około 10 wpisów. Omówiłem podstawowe sposoby mechanicznego przesuwania zleceń obronnych, głównie dla technik podążania za trendem. Chcę, żebyście mieli świadomość, że były to jedynie wzorce, szablony które można i należy rozbudowywać, przerabiać i dostosowywać do własnych potrzeb. W końcu nie wszyscy mają identyczne podejście do rynku, tolerancję na straty czy też odpowiednie zasoby kapitałowe, aby zastosować metodę o dużym ryzyku początkowym i odległym zleceniu obronnym. Tak więc traktujcie to jako pewną wskazówkę, w jaką stronę można kombinować.

Drugą ważną uwagą, jest ta, że są to zazwyczaj stopy mechaniczne. Niektóre z nich pozostawiają nieco miejsca na ocenę sytuacji rynkowej, lecz jest to mniejszość. Wynika to głównie z faktu, że skoro już chcemy wykorzystywać jakąś technikę i wiemy, że ona działa, to lepiej jest się jej trzymać. Dopuszczenie elementów dyskrecjonalnych może, szczególnie u początkujących graczy, doprowadzić do rozregulowania całego systemu podejmowania decyzji, co znacząco zmniejsza szanse na powodzenie.

I trzecia uwaga, już prywatnie ode mnie. System prowadzenia stopów musi sprawdzać się głównie wtedy, gdy walory które kupujemy, nie rosną. W chwili, gdy rośnie wszystko, nie jest wcale potrzebny wyrafinowany system kontroli ryzyka. Natomiast gdy rynek się wypłaszcza, stabilnie rosnące spółki zaczynają zakrzywiać się niebezpiecznie, wtedy mają miejsce kluczowe decyzje. Czy jest już pora na wyjście, czy to tylko głębsza korekta... Mechanizmy oceny dyskrecjonalnej mogą zawodzić, a system mechaniczny zawsze udzieli nam odpowiedzi. Oczywiście nie zawsze będzie ona trafna, ale przecież w grze na giełdzie chodzi o to, żeby zyski przeważały nad stratami, a najlepiej żeby przebijały jeszcze to, co możemy zarobić inwestując pasywnie w lokaty i tego typu instrumenty.

Tak więc zachęcam Was do poszukiwania własnych systemów prowadzenia stopów, gdyż z pewnością przełoży się to na odpowiednią gratyfikację finansową. Choć z drugiej strony ostatnio postępuję zgodnie z zasadą KISS i opieram się prawie wyłącznie na price action. I wierzcie mi lub nie, ale analiza położenia szczytów i dołków daje całkiem niezłe wyniki :)

sobota, 23 października 2010

Stopy kroczące IX - stop żyrandolowy 2

Stop żyrandolowy oparty na sztywnym mnożniku jest... sztywny. Zawsze oddalony jest od maksimów o stałą wartość, czy to kwotową/punktową, czy też procentową. Oczywistym jest więc, że postanowiono nieco uelastycznić to połączenie poprzez zastosowanie zmiennej przyjmującej różne wartości w zależności od sytuacji na rynku. Najprostszym rozwiązaniem jest tutaj ATR lub SD, czyli odchylenie standardowe. Ja wykorzystam ten pierwszy wskaźnik, gdyż znajduje się on w większości ogólnodostępnych programów do analizy technicznej.

Nie zamierzam się w tym miejscu rozwodzić nad samym ATR, myślę że wyszukiwarka internetowa jest w stanie znaleźć całą masę literatury na jego temat. Rozważmy tylko sensowność zastosowania ATR w systemie stopów żyrandolowych. Przyjmę założenie, że stosujemy stały mnożnik np. maksimum - 3*ATR(14). ATR, jak wiemy, zmniejsza swoją wartość w chwili, gdy ruchy rynku są spokojniejsze, natomiast rośnie, gdy ceny poruszają się bardziej dynamicznie. Dzięki jego wykorzystaniu, ten sam stop możemy wykorzystać na spółce o dużej zmienności, jak i na spokojniejszym walorze. Zalecam tu jednak przemyślenie koncepcji, gdyż nie każda metoda działa na wszystkich rynkach.

Z kolei w przypadku jednej spółki, mamy dość sporą elastyczność. Jeśli ceny poruszają się spokojnie, stabilnie, wtedy ATR przyjmując niższe wartości przybliża nam zlecenie obronne. Z kolei w chwilach dużej zmienności, gdy rynek robi duże "przeloty" w górę i w dół, wysoka wartość ATR trzyma nam zlecenie obronne nieco dalej, aby przypadkowe wahnięcie nie doprowadziło do jego aktywowania.
Całą zależność widać doskonale na powyższym wykresie spółki Polnord. W okresie, kiedy zmienność jest mała, stop przebiega bardzo blisko cen, dzięki czemu zabezpiecza nas na wypadek spadków. Gdy rynek przyspiesza i wybija się w górę, gwałtownie rośnie zmienność (dolny wykres). Sprawia to, że odległość stopa od wierzchołków rośnie, co przejawia się tym, że stop rośnie wolniej niż cena. W takiej sytuacji rynek ma więcej miejsca na ewentualne korekty, dzięki czemu rosną nasze szanse na pozostanie w trendzie.

Niestety, jak zawsze mamy do czynienia z zależnością "coś za coś". Szerszy stop oznacza, iż w razie odwrócenia tracimy więcej, niż przy innych metodach. Może to być trudne z psychologicznego punktu widzenia dla graczy, którzy nieco słabiej znoszą stresy i pokusy posiadania dużego wirtualnego zysku. Widzimy, że zarobiliśmy już bardzo dużo, rynek nie idzie w górę, ale zaczyna się powoli osuwać, a stop jest daleko poniżej. W takiej sytuacji wiele osób chciałoby (i niektórzy tak robią) zabrać kasę z parkietu i cieszyć się skasowanym profitem. Tu oczywiście działa zasada kija, gdzie na jednym końcu mamy pewny i zrealizowany zysk, ale z drugiej strony tracimy szansę na dalsze uczestnictwo w trendzie. Niektórzy co prawda odnawiają pozycję, ale dla wielu wydaje się to kupowaniem na zbyt wysokich poziomach.

Stop żyrandolowy oparty na ATR ma jeszcze jedną, bardzo ciekawą właściwość. Często zdarza się tak, że ceny poszybują wysoko, po czym zwalniają, wytracając swój impet. Dzięki temu, że nasz stop oparty jest na zmienności, stygnący ATR przysuwa nam zlecenie obronne do ceny, mimo iż nie osiągamy już nowych maksimów. Jest to doskonale widoczne na powyższym wykresie, kiedy to na początku grudnia stopem nie rządzą nowe wierzchołki, ale właśnie spadający ATR. Dzięki temu, w razie nadejścia odwrócenia, ilość utraconego (niezrealizowanego) zysku będzie mniejsza.

Przedstawiona koncepcja jest całkiem zgrabnym rozwiązaniem. Jest na tyle interesująca, że niejaki Van Tharp wysunął tezę, iż zastosowanie tego stopa (o określonych parametrach) pozwoli w długim terminie zarabiać nawet przy zastosowaniu wejścia opartego o metody losowe. Wielu się sprzeczało, wiele danych historycznych zostało przemaglowanych aby dojść do prawdy, lecz z tego co pamiętam teza ta broni się jedynie przy zastosowaniu mnożnika 10*ATR. Dla porównania dodam, że standardowo piszę się o 3*ATR, natomiast na powyższym obrazku użyłem wartości 4.

Zanim zaczniecie stosować ten system stopów warto też przemyśleć, czy pasuje on do ogólnych założeń, na których oparliście swój system inwestycyjny. Oczywiście jest to metoda służąca łapaniu trendów. Kolejna rzecz to parametry, które należy ustawić. Nie tylko mnożnik ATR jest ważny, ale też ilość dni, dla których liczone jest nowe high. Przecież maksimum z 5 dni pojawi się znacznie wcześniej niż maks z 30 sesji. A wpłynie to znacząco na położenie stopa. Z kolei ważna jest też ilość dni, jakie stop przebywa na tym samym poziomie bez obniżania. Już wyjaśniam, o co chodzi.

Stopy kroczące oparte na zmiennych współczynnikach mają to do siebie, że w zależności od sytuacji, podchodzą w górę lub obniżają się. Tak więc, gdybyśmy nie dodali parametru utrzymującego stop na ostatnich maksimach, stałby się on zupełnie nieprzydatny. Ilość świec, jakie stop utrzymuje się na swoich maksach jest istotna w chwilach, gdy otwieramy transakcję. Może się zdarzyć tak, że chcemy wejść na rynek, ale nasz stop jest aktualnie znacznie powyżej cen, gdyż zajmujemy pozycję po gwałtownych spadkach. Poniższy obrazek wyjaśnia (mam nadzieję), co mam na myśli:
I na sam koniec wrzucam przebieg stopu z poprzedniego wykresu, z tym że w dwóch wersjach - poprawnej oraz pozbawionej warunku stanowiącego, że "stop przesuwa się tylko w kierunku trendu".

Mam nadzieję, że udało mi się nieco przybliżyć Wam koncepcję stopa żyrandolowego opartego na zmienności. Można się jeszcze długo rozwodzić nad detalami takich systemów, ale do tego potrzeba by było o wiele głębszego przeanalizowania zarówno samej konstrukcji, jak i założeń stopa. A nie chcę przecież pozbawiać Was zabawy :)

czwartek, 14 października 2010

Stopy kroczące VIII - stop żyrandolowy

Doszedłem do wniosku, że nie będę robił obiecanego wpisu dotyczącego modyfikacji systemu stopów opartego na średnich kroczących. Przemyślałem sprawę i w zasadzie system ten musiałby się składać z samych wyjątków, zastrzeżeń i warunków, co praktycznie wyeliminowałoby rolę średniej. Przejdziemy zatem do jednego z ostatnich stopów, które opiszę w tej, rozwlekłej nieco w czasie, serii postów.

Stop żyrandolowy jest niejako logiczną kontynuacją kierunku, w którym się poruszamy. Zaczynaliśmy od technik opartych o minima, czy to ze świec, czy też z jakiegoś zakresu ostatnich sesji. Później przeszliśmy na stopy oparte o jakąś formę średniej między maksimami i minimami. Obecnie będziemy bazowali na maksimach i to one będą decydowały o tym, kiedy podniesiemy naszego stopa i o ile. 

Stop podczepiony do maksimów jest bardzo logiczną konstrukcją, gdyż realizuje w praktyce zasadę "przesuwaj stopa tylko wtedy, gdy rynek idzie w Twoim kierunku". Oznacza to przede wszystkim względne bezpieczeństwo w konsolidacji (stop nie wchodzi nam w ceny, jak to było przy średnich) oraz stosunkowo sprawne poruszanie się za cenami.

Nazwa stopa pochodzi od żyrandola, czyli konstrukcji podwieszonej do najwyższego punktu w pomieszczeniu (na wykresie), ale znajdującej się nieco niżej z racji elastycznego połączenia. Dokładnie tak samo działa stop żyrandolowy. Podczepiany jest to aktualnych maksimów, a następnie dzięki połączeniu (o którym za chwilę) ustawiany pod wykresem, aby chronił naszą pozycję przed spadkami. Mam nadzieję, że nie muszę dodawać, iż stop porusza się jedynie w kierunku, w którym gramy, czyli licząc na wzrosty nigdy nie opuszczamy naszego zlecenia.

Sam punkt zaczepienia stopa można oczywiście w pewnych granicach modyfikować. Może to być maksymalna cena, jaką udało się zanotować w ciągu dnia. Można oczywiście opierać się wyłącznie na cenach close i wtedy liczymy zamknięcia sesji wyższe od najwyższych z ostatnich n sesji i to one wyznaczają nam punkt zaczepienia. Można również zmieniać ilość świec z których liczone jest maksimum. Czy będzie to 10 świec, czy też 35, zależy wyłącznie od nas, pamiętać jednak trzeba, aby było to logicznie wkomponowane w ruchy, które chcemy łapać. 

Poniżej przedstawiam wykres z zastosowanym stopem, który jest oddalony o sztywne 20% od maksimów z 21 sesji, czyli miesiąca giełdowego:
Stop podnoszony jest z opóźnieniem jednego dnia, co oznacza, iż jeśli dziś zrobiliśmy nowe maksima to po sesji przesuwamy zlecenie odpowiednio w górę. Łatwo zauważalna jest odległość stopa od ceny. W czasie korekt w trendzie stop znajduje się tuż tuż, natomiast podczas wypłaszczenia na szczycie dystans jest wręcz kosmiczny.

Przyczyną jest sztywna odległość od maksów - 20%. Można oczywiście nią manipulować, ale jak to zwykle bywa, przybliżenie spowoduje częstsze strzelanie stopa, a oddalenie sprawi, iż stracimy sporą część zysku w chwili zmiany trendu. 

W kolejnym wpisie pogrzebiemy trochę przy oddaleniu stopa od ceny tak, aby bardziej elastycznie reagował on na bieżące wydarzenia na rynku. Chcę jeszcze podkreślić, że nie jest to jakaś tajemna wiedza. Stop żyrandolowy jest konstrukcją bardzo popularną, zarówno w literaturze giełdowej, jak i w tematycznej blogosferze i osoby żądne wiedzy mogą spokojnie googlać pod hasłem "chandelier stop" lub "chandelier exit". Ja pragnę jedynie popularyzować pewne koncepcje, czasami dorzucając tu i tam swoje trzy grosze.

wtorek, 28 września 2010

Stopy kroczące VII - średnia krocząca

Średnia krocząca jest stosunkowo często podawana za przykład stopa kroczącego. Osoby, które przejrzały kilka najpopularniejszych książek traktujących o analizie technicznej z pewnością pamiętają wykresy, na których korekty zatrzymywały się idealnie na średniej z ostatnich n sesji. Trudno powiedzieć, z czego to wynika postrzeganie średniej jako atrakcyjnego stopa, gdyż w zasadzie jest to proste przetworzenie ceny. Być może jest to związane z faktem, iż niektórzy przypisują średnim się specyficzne (żeby nie powiedzieć magiczne) właściwości. Chyba wszyscy znają potęgę średniej z 200 okresów. Gdy tylko ceny zbliżają się do niej, komentatorzy oczekują, iż zadziała ona jak wsparcie i powstrzyma ewentualne korekty (podczas trendu wzrostowego). Stąd już prosta droga do postawienia stopa nieco poniżej takiej średniej i oczekiwanie, że wyjdziemy akurat w chwili, gdy trend zacznie się zmieniać.

Równie dobrze można uważać za odpowiednią średnią z 21 dni, gdyż tyle jest sesji giełdowych w miesiącu, jak również jest to liczba z ciągu Fibonacciego. Jeśli się sprawdza, czemu nie?

Nie chcę w tym wpisie twierdzić, iż średnia krocząca jest złym stopem. Moim zdaniem sprawdza się w niektórych okolicznościach, ale nie nadaje się jako samodzielny system stopów kroczących. W każdym razie zanim przejdę do wyciągania wniosków i generalizowania, chcę opisać kilka wad i zalet wykorzystywania średniej kroczącej jako stopa.
Średnie mają to do siebie, że są średnimi. Niby banalne stwierdzenie, ale z naszego punktu widzenia jest szalenie istotne. Podobnie jak w przypadku omawianym poprzednio, nasz stop będzie przebiegał "gdzieś pomiędzy" swingami cenowymi. Jeśli trend jest odpowiednio dynamiczny, rynek będzie w stanie uciekać średniej, co umożliwi wykorzystanie jej, jako potencjalnego stopa. Problem powstaje w sytuacji, gdy ceny robią sobie przerwę i przez jakiś czas idą bokiem. Co robi średnia? Oczywiście zbliża się do cen aż w końcu "włazi" na nie strzelając stopa. Oto przykład:
Tym samym potwierdza się fakt, iż średnie nie sprawdzają się w konsolidacji. Nie tylko jako samodzielny system (przecięcia), ale też w roli stopa. Jak temu zaradzić? Myślę, że najprostszym sposobem jest dodanie warunku, iż stop nie może znajdować się bliżej ceny niż n. Ale to sprawia, iż w zasadzie nasza średnia jest wykorzystywana jedynie w fazie dynamicznego trendu.

Kolejna sprawa to wspomniana już nieprzydatność średniej kroczącej podczas ustawiania stopa początkowego. Tutaj już będę bardziej ostrożny, gdyż systemy gry z trendem opierają się często na łapaniu wybicia, kiedy to ceny odjeżdżają zdecydowanie od dotychczasowych poziomów, co z kolei umożliwia takie potraktowanie średniej. Mimo wszystko kłóci się to z podejściem price action, które wskazuje, aby stopa stawiać pod poprzednim swing low. Tam średniej z pewnością nie zobaczycie :)

Jest jeszcze pytanie: jaka średnia i jaki parametr? Średnich jest cała masa, od prostych przez adaptacyjne, trójkątne i ważone wolumenem. Czy jest między nimi istotna różnica podczas wykorzystywania, jako stop kroczący? Nie sądzę, aczkolwiek znam osoby, dla których VAMA to zupełnie coś innego niż TMA.

Podobnie jest z okresem średniej. Skąd wiemy, który sprawdzi się najlepiej dla akcji, które właśnie kupujemy? Dokonaliśmy optymalizacji na całym rynku za ostatnie 20 lat i mamy "magiczną średnią"? A może każdy z walorów ma swój indywidualny rytm, do którego dopasowujemy średnią? Robi tak gość, którego kanał śledzę na YT:


Mimo kilku zalet sądzę, że średnia krocząca nie jest skutecznym stopem kroczącym. Sprawdza się w dynamicznym trendzie (co się wtedy nie sprawdza?), natomiast w konsolidacji daje zupełną plamę, zmuszając nas do kombinowania z warunkami dodatkowymi etc. W następnym wpisie postaram się trochę pokombinować ze średnimi, aby uczynić je bardziej strawnymi jako trailing stop.

czwartek, 9 września 2010

Stopy kroczące VI - prosty syntetyk

Temat trochę się zakurzył, ale w końcu czas dojrzał, aby dorzucić kolejną cegiełkę. Omówię koncepcję, z którą spotkałem się gdzieś w literaturze, ale wyleciał mi z głowy tytuł. Prowadzenie stopa również oparte jest na maksimach i minimach z danego zakresu (ilości świec), ale tym razem dokonujemy już operacji matematycznej, więc przechodzimy w sferę syntetyków.

Formuła na wyliczenie stopa jest prosta i w formie opisowej polega na wyliczeniu wartości środkowej dla ceny maksymalnej i minimalnej z ostatnich n sesji. Wzór jest prosty:

stop = (max z ostatnich n sesji + min z ostatnich n sesji) / 2

Czyli po prostu wyciągamy średnią z tych dwóch wartości i to jest nasz stop. Jak wygląda on na wykresie?

Donchian stop vs syntetyk
Ustawiłem go dla zakresu 30 świec, czyli (max 30 + min 30) / 2 i jak widzimy przebiega znacznie bliżej cen niż kanał Donchiana z 20 sesji. Oczywiście musicie mieć świadomość, iż jest to przykład specjalnie dobrany do ilustrowania tego konkretnego przypadku. System ten ma swoje wady, które postaram się pokrótce omówić.

Przede wszystkim, należy zwrócić uwagę, iż jest to jedna i ta sama linia stopa dla pozycji długich i krótkich. Mawia się, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego i w tym przypadku nie można odmówić słuszności temu stwierdzeniu. O ile w trendzie stop sprawuje się bardzo dobrze, o tyle w konsolidacji mogą z nim być problemy. Wynika to z faktu, iż jest to średnia, czyli stop z samej swej konstrukcji dąży do wniknięcia między swingi cenowe, co nas oczywiście wyrzuci z rynku. 

Gdy spojrzy się na ten stop w fazie ruchu bocznego, przebiega on praktycznie przez środek konsolidacji, co zupełnie eliminuje jego przydatność. Przekłada się to na stosowanie tego typu stopa w naszych transakcjach, a konkretnie w początkowej i końcowej fazie trendu. Początkowo, stop jest bardzo blisko cen, co może powodować konieczność opracowania dodatkowego warunku (np. "nie bliżej niż"). Większym problemem jest natomiast sytuacja, gdy ceny przestają pędzić w danym kierunku i na chwilę się zatrzymują, ciągle jeszcze rosnąc. Wtedy stop niejako wpycha nas na minę.

Czy można temu zaradzić? Można. W tym celu trzeba będzie nieco przebudować wzór, według którego wyznaczamy stopa. Dotychczas był on taki:

stop = (max n + min n) / 2

a teraz będzie on taki:

stop = max n - (max n - min n)  * 0.5.

Dla humanistów napiszę, że od maksa z ostatnich n sesji odejmujemy połowę różnicy między maksimum a minimum. W oryginalnej koncepcji otrzymujemy dokładnie tak samo prowadzonego stopa, ale teraz możemy w łatwy sposób modyfikować nasz stop i zróżnicować go dla pozycji długich i dla pozycji krótkich.

Zamiast liczby 0.5 postawmy 0.33. W ten sposób stop będzie przebiegał w odległości 1/3 rozpiętości cen z ostatnich n sesji, co dla pozycji długich oznaczało będzie, że przybliży się on do cen. Jeśli chcemy oddalić stop, dajemy mnożnik > 0.5 i sprawa załatwiona. W ten sposób otrzymujemy kolejny parametr (poza ilością świec, z jakiej liczymy stopa), którym możemy się bawić.

Moje wrażenie co do tego stopa? Raczej średnie, d*** nie urywa. Przede wszystkim jest to koncepcja opierająca się na zasadzie "gdzieś pomiędzy", czyli nawet niewielka konsolidacja jest zagrożeniem dla naszej pozycji. Stąd też można powiedzieć, iż wymagana jest odpowiednia dynamika trendu, gdyż w momentach spowolnienia, strategia załatwia nas na szaro. Podany wyżej sposób jej "podrasowania", w miarę oddalania się od wartości mnożnika 0.5 przybliża nas do tego, co zaproponował Donchian. I to bez liczenia, wzorów i tego typu zabaw. Ale może Wam uda się coś wykrzesać z tej koncepcji, więc podaję do przemyślenia.

P.S. Może ktoś pamięta, w której z książek była ona zaprezentowana? Kojarzy mi się z Elderem, ale przejrzałem "Come into my trading room" i jej nie dostrzegłem. Będę wdzięczny za wskazówki, chętnie sięgnę do źródłowego opisu.

Na koniec kilka wykresów dla osób, które nie mogą sobie tej strategii zapisać w formie kodu i się nią pobawić:
BRE - świeca tygodniowa, n = 30

BPH - świeca dzienna, n = 25

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Stopy kroczące V - Donchian

Tym razem pójdziemy krok dalej w porównaniu do poprzednio omawianej koncepcji, ale nie będzie to jakoś szczególnie złożona materia. Jestem pewien, że wiele osób zna ten sposób prowadzenia stopa, gdyż jest on jednocześnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych technik tradingowych.

Mam oczywiście na myśli kanał Donchiana, który posłużył Żółwiom do zarobienia sporych pieniędzy w latach 80. Jest to system działający na zasadzie Stop And Reverse (SAR), dzięki czemu jesteśmy przez cały czas obecni na rynku. Zamknięcie na stopie pozycji długiej oznacza odwrócenie i otwarcie pozycji krótkiej.

Pewnie niektórzy zauważyli, że ostatni system miał wiele wspólnego z kanałem Donchiana. Nasz stop loss usytuowany był kilka tików poniżej minimum z ostatnich 2 świec. Zazwyczaj była to świeca dalsza, ale zdarzało się, że stop stawał pod bliższą, gdy jej low znajdowało się niżej. Różnicą jest to, że przy kanale Donchiana nie interesuje nas nic poza najniższym punktem z ostatnich n świec. Zatem nie ma warunku, że do przesunięcia stopa potrzebne są nowe maksima.

Jak wygląda na wykresie stop oparty na kanale Donchiana? Jest to linia wyznaczająca minimum z ostatnich n świec (dla pozycji długich). W miarę, jak rynek porusza się w górę, minima te wypadają coraz wyżej, co pozwala nam podnosić stopa w kierunku ruchu cen. Dla pozycji krótkich jest to analogiczne - maksimum z ostatnich n świec. Naniesienie obu stopów na wykres rysuje nam właśnie kanał Donchiana.


Powyżej przedstawiłem system oparty na dwóch stopach (long i short) zastosowany na indeksie WIG w przeciągu ostatniej dekady (świeca miesięczna). Kupno (zielona strzałka) następuje w chwili przebicia przez indeks maksimów z ostatnich 6 świec (pół roku), natomiast stop wyznaczany jest przez minimum z ostatnich 6 miesięcy. Gdy wartość indeksu spada poniżej tego poziomu następuje sprzedaż (czerwona strzałka) lub zajęcie krótkiej pozycji.

I teraz czas na kilka uwag. Po pierwsze, nie ma się co zachwycać faktem, że udało się złapać całą hossę, wyjść względnie wcześnie i ominąć (lub wykorzystać) bessę. Wartość oddalenia (n = 6) dobrałem arbitralnie, tak żeby się to ładnie prezentowało. Przy n=5 już by nam stop strzelił w połowie ruchu, natomiast n > 6 to już są niepotrzebne straty przy odwróceniu. Zatem nie jest to jakiś magiczny współczynnik. Można oczywiście próbować optymalizować te wartości, ale nie wiem, czy ma to większy sens w przypadku gry na indeksie, gdyż w perspektywie 10 lat może się całkiem zmienić mechanika rynków, a do takiej próby trzeba by było wybrać co najmniej 30 lat danych.

Druga sprawa to fakt, że opieramy się tylko i wyłącznie na kanale Donchiana. Inny setup wejścia mógłby nieco zmodyfikować nasze wyniki. Postanowiłem jednak iść w tę stronę, gdyż obie linie (stop dla longów i shortów) opierają się na tej samej zasadzie, przez co są ze sobą kompatybilne.

Po trzecie, zauważmy, jak zachowuje się nasz stop. Nie łapie nigdy samego wierzchołka, jak również nie wchodzi na samym dołku. Odwrócenie pozycji następuje w chwili, gdy ceny cofną się już o pewien dystans. Taka jest specyfika stopów kroczących, więc nie wydaje mi się możliwe uniknięcie strat w fazie odwracania pozycji bez pogorszenia parametrów w innym miejscu.

Kolejna sprawa wynika ze specyfiki samego stopa, czyli powiązania go ze świecami. Tutaj, podobnie jak w innych systemach, szybszy rynek (wyższe świece, luki) powoduje większe oddalenie zleceń obronnych od ceny, natomiast okresy małej zmienności to przybliżenie stopa. Dzięki temu cena ma nieco więcej miejsca na wyszumienie się, a w konsolidacjach miejsce to jest ograniczane. Ma to swoje wady, ale sądzę, że jest to krok w dobrą stronę.

Proponuję jeszcze zerknąć na zachowanie czerwonej linii w II połowie 2007 roku i zielonej w I połowie 2009 roku. Ceny zaczynają już się odwracać, podczas gdy sam stop ciągle porusza się w dotychczasowym kierunku. Jest to oczywiście efektem powiązania zleceń obronnych z minimami i nie oglądania się na zdobywanie nowych poziomów. Dzięki temu w chwili odwrócenia nasze straty są zmniejszane przez ciągle przybliżający się stop. Oczywiście w chwili fałszywych odwróceń (korekt) może to nas przedwcześnie wyrzucić z rynku.

Wartości w kanale nie muszą być równe. Stop dla pozycji długich może być szerszy niż dla pozycji krótkich. Można się oprzeć na zaobserwowanym zjawisku, że spadki są zazwyczaj gwałtowniejsze niż wzrosty (widać to na wykresie wigu). Dzieki ciaśniejszemu stopowi na shortach możemy szybciej odwrócić pozycję na long w przypadku zakończenia spadków.

Jakkolwiek ilość świec, z których liczone sa minima może być dowolnie przez nas wybrana, należy pamiętać o dopasowaniu stopa do naszej strategii i do skali ruchów, które chcemy łapać. Niewątpliwie sytuacje podobne do zaprezentowanej na powyższym wykresie będą należały do rzadkości, częstsze będą strzały na stopie w połowie trendu oraz kosztowne odwrócenia kierunku cen. Niestety, ciężko jest tego uniknąć, aczkolwiek nasze starania nie są pozbawione szans. Trzeba się jednak przygotować na fakt, że kanał Donchiana wymaga opracowania mechanizmów odnawiania pozycji, gdyby wyjście (odwrócenie) okazało się przedwczesne. Najprostszym rozwiązaniem jest oczywiście czekanie na ponowne przebicie maksimów z n sesji.

Stopy oparte na kanale Donchiana oraz cały system SAR zbudowany na tej podstawie od początku przypada do gustu. Jest prosty, do jego wyrysowania wystarczy linijka lub też każda inna pozioma linia. Z drugiej strony opiera się wyłącznie na cenach, co nie wymaga stosowania złożonych formuł liczących, współczynników, jak również nie odwołuje się do tworów sztucznych, będących przetworzeniem wykresu w coś, co ma z nim niewiele wspólnego. Jest to realizacja w praktyce zasady KISS.

Wadą tego systemu jest jego fatalna skuteczność w ruchu bocznym. O ile trendy łapie stosunkowo dobrze, to jednak ceny poruszające się poziomo oznaczają serię stratnych transakcji (co widzimy w lewej części wykresu). W grze na giełdzie chodzi o to, żeby całościowo wychodzić na plus, tak więc złapanie jednego dobrego trendu rekompensowało kilka stratnych wejść wcześniej. Jeśli to udaje się zrobić na dłuższą metę, to znaczy, że system się sprawdza.

Myślę, że sama koncepcja jest na tyle szeroko rozpropagowana, że nie wymaga szerokiego omawiania. Wyszukiwarka z pewnością pozwoli na wykopanie ton ciekawych materiałów na ten temat, z których polecam wpisy Tomasza Symonowicza, który poświęcił Żółwiom wiele postów. Poniżej wrzucam jeszcze kilka wykresów, żeby ci, którzy spotykają się z tą techniką po raz pierwszy mogli lepiej dostrzec jej zachowanie w praktyce.


Wykres PKO przedstawiający kanał n = 10.


Wykres WIG przedstawiający kanały od n = 5 do n = 15 ze skokiem o 2. Można sobie obejrzeć, jak zmienia się punkt odpalenia stopa przy różnych wariantach kanału.


Wykres BRE przedstawiający kanał n = 10.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Stopy kroczące IV - świece

Ostatnim razem zajmowaliśmy się trochę już zmodyfikowaną techniką porwadzenia stopów po minimach ze świec. Mimo, iż całkiem dobrze może się ta metoda sprawdzać przy eksploatowaniu ruchów krótkoterminowych, bywa czasem tak, że odległość stopów od cen jest za mała lub za duża.

Proponuję zatem wprowadzić dodatkowy czynnik, czyli ograniczenia oddalenia stopów. Pierwszym problemem, który napotykamy jest punkt odniesienia, czyli od jakiego miejsca będziemy odmierzać. Myślę, że słuszne będzie liczenie dystansu względem ceny zamknięcia, co pozwoli nam trzymać się najbardziej aktualnej z danych nam wartości. Można oczywiście posługiwać się wartościami high i low, ale myślę, że to właśnie close będzie najodpowiedniejsze.

Drugą kwestią jest sama odległość stopa od ceny. Może to być stała wartość, ale jak pisałem tutaj, nie zawsze jest ona najlepszym rozwiązaniem, gdyż nie oddaje aktualnej sytuacji na walorze. W związku z tym proponuję oprzeć się na jakimś mierniku zmienności, na przykład ATR. Oczywiście musimy mieć do tego mnożnik, czyli wielokrotność ATR dla dwóch wariantów: "nie mniej niż n*ATR" oraz "nie więcej niż m*ATR". Kwestię wielokrotności pozostawiam bez rozstrzygnięcia, gdyż dla różnych systemów będzie to inna wartość.

Po trzecie, ingerujemy w ustawienia stopów jedynie podczas ich przesuwania. Tak więc jeśli robimy nowe maksima, przesuwamy stopa w miejsce zgodne z poprzednio omawianymi wytycznymi, chyba że przekroczone zostaną dopuszczalne widełki, wtedy ustawiamy stopa właśnie na odpowiedniej granicy.

Poniżej wprowadziłem korekty do wykresu, którego użyłem w poprzednim wpisie. Przyjąłem, że stop nie może być bliżej niż 1*ATR(15) oraz nie dalej niż 2*ATR(15), oba odmierzane od wartości close. Zatem zerknijmy na pierwszy, oryginalny wykres.


Tutaj wprowadziłem zmiany, czyli narzuciłem na wykres dwie linie oznaczające obszar, w którym powinien poruszać się nasz stop. Należy pamiętać, że nie każde wyjście poza linię ma dla nas znaczenie, gdyż modyfikacji dokonujemy jedynie w chwili przesuwania stopa.


Różowymi kreskami zaznaczyłem miejsca, gdzie wpłynęło by to na ustawienie stopa. Różowa strzałka oznacza dzień, w którym prawdopodobnie zbytnie przybliżenie zleceń do cen spowodowałoby zamknięcie transakcji.



I ostatni wykres, tym razem pokazałem oba warianty stopów, czerwone to dotychczasowe, niebieskie zmodyfikowane.


Przyglądając się powyższym wykresom można wysnuć pewne wnioski. Głównym z nich jest fakt, że osiągnęliśmy nasz cel, gdyż w chwili przesuwania stopa, nie jest on dalej lub bliżej naszego progu, który określiliśmy w oparciu o ATR. Po drugie widzimy, że stop został oddalony w chwili ruchu bocznego, natomiast przybliżony w okresie dynamicznych wzrostów. Wiąże się to z faktem, iż w ruchu bocznym stopy naturalnie przybliżają się do cen, natomiast przy wzrostach te drugie odjeżdżają stosunkowo szybko. Sprawiliśmy tym samym, iż nasze ryzyko (mierzone odległością stopa) stało się bardziej przewidywalne mieści się zazwyczaj w przyjętych granicach.

Trzeba też pamiętać, iż zacieśnianie stopa w okresie dynamicznych ruchów cen może poskutkować tym, co nam się przydarzyło, czyli wcześniejszym wyrzuceniem przy gwałtowniejszej korekcie. Podnosi to nieco ryzyko w tym aspekcie, ale być może korzyści w innym miejscu to rekompensują.

Modyfikacja ta może nie wszystkim pasować. Nie do końca jestem też w stanie powiedzieć, czy polepszy to nasze wyniki. Trzeba wszystko samemu dokładnie wypróbować w teorii, przerobić paper trading, ewentualnie przetestować na danych historycznych i dopiero można stosować w grze na rynku. W następnym wpisie odejdziemy już od rozbudowywania tej techniki, ale wciąż będziemy się opierali na cenie.

środa, 11 sierpnia 2010

Stopy kroczące III - świece

Nadszedł czas na wzbogacenie naszej poprzedniej techniki o kolejny warunek. Stop podnosimy tylko wtedy, gdy tworzone jest wyższe high, lecz ustawiamy go nie pod świecą robiącą nowe maksimum, ale pod poprzednią.

Trzeba jeszcze doprecyzować trzy sprawy. Po pierwsze, jeśli nie ma przesłanek do przesunięcia stopa, pozostaje on na dotychczasowym miejscu. I po drugie, jeśli low ze świecy podnoszącej maksy byłoby niższe od poprzedniego, obowiązuje nas nowsze, czyli to, które jest położone niżej (stawiamy na bardziej oddalony stop). W takim wypadku, jeśli następnego dnia będzie sygnał do przesunięcia zlecenia, ignorujemy go, gdyż zlecenie jest już w miejscu, w które mielibyśmy je przesunąć. Po trzecie, wyższe high może być tworzone względem najwyższego high w ruchu, który łapiemy lub względem wczorajszego high. Ja preferuję pierwsze rozwiązanie, gdyż daje cenom więcej miejsca i to właśnie je będę wykorzystywał.

Może się pojawić problem techniczny dotyczący przesuwania stopa, gdyż nie zawsze jest to takie czytelne i łatwe do zrozumienia. Proponuję zatem patrzeć na wszystko w układzie dwóch świec, a nie trzech. Myślmy o tym tak, jak byśmy przesuwali zlecenie stop po południu sesji, która robi nowe maksima. Mamy więc świecę dzisiejszą i świecę wczorajszą. Jeśli dziś zrobiliśmy wyższe high, przesuwamy stopa pod wczorajsze low (chyba, że dzisiejsze low jest niżej, wtedy pod dzisiejsze). Oczywiście stop obowiązuje na sesję jutrzejszą.





Celem wprowadzonej modyfikacji jest oddalenie stopa od cen, dzięki czemu łatwiej jest złapać większy ruch bez wyrzucenia przez przypadkowe wahnięcie rynku. Dwie świece to już jest bufor, który może pozwolić ładnie poprowadzić pozycję. Z tym, że należy mieć na uwadze kilka szczegółów wiążących się ze stosowaniem tej techniki.

Biorąc pod uwagę dwie świece, mamy spore szanse, że co najmniej jedna z nich będzie dłuższa. Dzięki temu unikniemy niebezpiecznego przybliżenia stopa do cen, co miało miejsce w przypadku jednej krótkiej świeczki. Niestety, kij ma dwa końce. Nastawiamy się na łapanie dynamicznych ruchów, więc będzie się zdarzało, że trafimy na dwie świece znacznie powyżej średniej pod względem długości, a do tego możemy się jeszcze natknąć na lukę między nimi. Sprawia to, że odległość stopa od cen zwiększa się, narażając nas na ryzyko oddania dużej części zysku.

Można na to patrzeć z dwóch stron. Faktycznie, zwiększa to odległość stopa przez co w razie odwrócenia tracimy sporo z wirtualnego zysku. Ale z drugiej strony jest to zgodne z szeroko stosowaną praktyką uzależniania szerokości stopa od zmienności. Gdy ta jest duża, stosujemy szerokie stopy dla uniknięcia wyrzucenia podczas wahnięcia w kierunku przeciwnym, natomiast zacieśniamy zlecenia, gdy zmienność maleje (małe świece, brak luk).

Czy zostawianie więcej miejsca na ruch podczas wysokiej zmienności jest dobrym rozwiązaniem? Można z łatwością przytoczyć argumenty pro i kontra, ale osobiście sądzę, że wszystko zależy od założeń naszego systemu i ruchów, które planujemy eksploatować. Przy poruszaniu się w ramach pojedynczych swingów, zwlekanie z szybkim zabezpieczaniem zysków może się kończyć stratami w długim terminie, gdyż z dobrych transakcji wyciągamy za mało z powodu opóźnionego wyjścia, co w efekcie nie pozwoli na pokrycie strat z nieudanych transakcji.

Tak więc, prowadzenie stopów staje się coraz bardziej złożone, dochodzi nam coraz więcej aspektów do uwzględnienia oraz coraz więcej problemów do zbadania. W następnym wpisie dorzucimy jeszcze jeden warunek :)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Stopy kroczące II - świece

Tym razem wprowadzimy drobną modyfikację do techniki prezentowanej wcześniej, co jednocześnie przyda nam się w następnym wpisie, gdzie zmienimy kolejny szczegół. Ale po kolei.

Ostatnio pisałem o ustawianiu stopa tuż pod low z poprzedniego słupka. Technika ta ma wiele wad, jednak część z nich da się wyeliminować lub nieco ograniczyć. Myślę, że największym problemem jest ryzyko przypadkowego odpalenia stopa. Małe wahnięcie może sprawić, że pozycja ulegnie zamknięciu, mimo iż nic istotnego się nie wydarzy. Wprowadzimy zatem warunek dodatkowy, który dla pozycji długiej brzmi: przenosimy stopa pod low tylko tego słupka, który tworzy nowe high. Może nie być to do końca jasne na podstawie samego opisu, ale myślę, że poniższy wykres i komentarz wideo nieco rozjaśnią sprawę.






Możliwa i spotykana jest sytuacja, kiedy to maksima podnoszone są zaledwie o kilka tików, a świeczka jest malutka. W takich wypadkach system zakłada podciągnięcie stopa pod tę małą świeczkę, co znów przybliża nam zlecenie obronne do cen. Może to być zbawienne, gdy jesteśmy na szczycie swingu, ale zgubne gdzieś w jego trakcie. Niestety, jest to ograniczenie wynikające z samej konstrukcji techniki. Możemy próbować mu przeciwdziałać warunkiem dotyczącym wysokości świecy, o którym wspominałem poprzednio.

Widzimy więc, że dyscyplina została nieco poluzowana, teraz już low może być niższe od poprzedniego low, ale jedynie w szczególnej sytuacji. W następnych wpisach będziemy się posuwali dalej w tym kierunku, czyli do coraz szerszych stopów, zdolnych do łapania większych ruchów, a zarazem mających parametry, których modyfikacja pozwoli uelastycznić całą metodę.

Pamiętajcie też, że pokazałem przykład, gdzie omawiana modyfikacja dała lepsze rezultaty, niż osiągnięte bez jej wprowadzenia. Zdarza się, że rezultaty bywają gorsze, ale niestety do oszacowania co się lepiej sprawdza w długiej perspektywie, należy przeprowadzić dokładne testy całego systemu.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Stopy kroczące I - świece

Czas w końcu zabrać się za omawianie różnych koncepcji stopów kroczących. Nie będzie to jakaś rewolucja, przybliżę najbardziej popularne techniki ich prowadzenia. Myślę, że w zasadzie jest wiele dobrych rozwiązań, o ile ma się dobrze dopracowane warunki dodatkowe, czyli ewentualne ponowne otwieranie transakcji po wyrzuceniu, czy też specjalne warunki do stopów. Zatem zaczynamy.

Pierwsza z technik jest stosunkowo prosta, polega mianowicie na ustawianiu stopa 1 tik poniżej low z poprzedniego dnia (słupka intraday). W miarę, jak kolejne dni mają swoje low coraz wyżej, nasz stop przesuwa się razem z cenami. Kiedy rynek spada poniżej minimum z poprzedniego dnia, zamykamy pozycję. Oczywiście jest to wariant dla pozycji długich, dla krótkich jest to analogiczne. Omawiał już tę technikę Kathay w tym miejscu i w następnych postach.

Na wykresie wygląda to mniej więcej tak (bez setupu wejścia):


Przedstawiłem powyżej dwa (idealne) przykłady, gdzie sprawdziła się ta metoda prowadzenia stopów. Trzeba jednak wyjaśnić kilka wątpliwości, gdyż bez tego z pewnością bym Was władował na minę.

Po pierwsze, nie ma tutaj żadnego setupu wejścia, robiłem strzałki w idealnym dołku, żeby możliwie ładnie poprowadzić stopa. Normalnie nie zdarzają się takie wejścia.

Po drugie, jest to technika służąca to łapania krótkich i dynamicznych ruchów. W przypadku nieco wolniejszych swingów jesteśmy narażeni na częste strzelanie stopa, mimo iż ceny będą ciągle szły w naszym kierunku. Niestety, taka jest specyfika tej metody.

Po trzecie, należy zauważyć, że skoro łapiemy krótkie ruchy, będziemy ponosili duże koszty z racji luk, spreadów i prowizji. W pierwszym z omawianych przypadków mieliśmy właśnie wyjście na luce. Trzeba zdawać sobie sprawę, że wtedy nasz stop nie jest strzelany po cenie minimum z poprzedniego dnia (- 1 tik), ale po cenie otwarcia. Może to mieć niebagatelne znaczenie dla wyniku systemu. Kolejna rzecz to wymóg bardzo płynnego rynku. Duży spread również wygeneruje znaczne poślizgi przy wykonywaniu zleceń.

Po czwarte, jest spory problem z ustawieniem stopa dla pierwszego dnia transakcji. Wchodzimy na rynek, i co? Przecież nie znamy dzisiejszego minimum, żeby pod nim postawić stopa. Musimy więc opracować metodę stopa początkowego i koniecznie należy pamiętać o tym, że nie może on być za szeroki (bo łapiemy małe ruchy). Można próbować go ustawiać w oparciu o low z poprzedniego dnia, ale to musi być kompatybilne z naszym setupem wejścia. Ewentualnie można wprowadzić jakąś sztywną wartość opartą np. o ATR.

Po piąte, świece mają to do siebie, że nie są równej długości. Tak więc odległość cen od naszego stopa może się diametralnie zmienić z dnia na dzień. Widać to dokładnie na powyższym obrazku. Ryzyko nie jest więc w miarę równe, ale waha się dość mocno. Trzeba to mieć na uwadze przy korzystaniu z powyższej metody. Można próbować dodawać warunek oparty na cenach zamknięcia lub długości świec, czyli "stop 1 tik poniżej low z poprzedniego dnia, o ile świeca nie jest dłuższa/krótsza niż X, wtedy stop w odległości Y od ceny zamknięcia". Jest tu pewne pole do modyfikacji.

Myślę, że te kilka uwag wystarczy, żebyście poznali zarys koncepcji. Nie łudźcie się, że technika jest banalnie prosta i daje się łatwo stosować. Żeby dobrać ten przykład musiałem chwilę poprzeglądać wykresy. Mam wrażenie, że ładniej da się zastosować na rynku forex w perspektywie intraday.

Radzę Wam zatem, jeśli macie setup wejścia, wybrać kilka wykresów i poprzeglądać, jak by się odbywał trading przy użyciu tego stopa. Z pewnością nie jest to takie proste na danych dziennych. Ale jeśli łapie się krótkie i intensywne ruchy, może to być dobre rozwiązanie.

wtorek, 27 lipca 2010

Czas na finisz

Dochodzimy do końcowego etapu cyklu o stopach. Po omówieniu rozmaitych aspektów związanych ze zleceniami obronnymi, czas przejść do konkretnych technik ich ustawiania. W kolejnych wpisach postaram się zaprezentować najpopularniejsze typy stopów kroczących wraz z ich zaletami i wadami.

Dlaczego tylko stopy kroczące? Dlatego, że stopy początkowe mają stosunkowo niewiele odmian - są oparte o poziomy techniczne lub współczynniki preferowane przez gracza. Natomiast w przypadku trailing stopów mamy cała gamę narzędzi dających się zastosować i właśnie najciekawsze z nich postaram się wspomnieć.

Raczej nie będę przeprowadzał testów, gdyż na wyniki systemu wpływa o wiele więcej czynników niż tylko stopy, zatem ciężko bo było wychwycić, czy zmiany zyskowności są efektem takiego, a nie innego stopa.

Tytułem wprowadzenia chciałbym zaprezentować dwie zasady, kluczowe z punktu widzenia stopów kroczących.

Stopy przesuwają się tylko w jedną stronę

Zasada ta dotyczy wszystkich stopów, nie tylko kroczących, ale w przypadku tych drugich jest szczególnie ważna. Może nas czasami kusić, żeby obniżyć stopa, dać cenom jeszcze trochę miejsca do poruszania się. Uważam, że lepiej jest mieć mechaniczny system prowadzenia stopów i jego się trzymać. Obniżanie stopa pod wpływem chwilowego "widzimisię" może nam rozsypać cały system.

Stopy przesuwają się tylko wtedy, gdy przesuwa się cena

To również bardzo ważna zasada. Stop kroczący ma to do siebie, że podąża za ceną. Z tym, że niektórzy zacieśniają stopa mimo, iż cena ciągle porusza się w tym samym obszarze. Spotkałem się z argumentacją odwołującą się do czasu - stop już tak długo przebywa w tym samym miejscu, że trzeba go ruszyć. Tym sposobem krótki ruch przeciwko nam może doprowadzić do przedwczesnego zamknięcia pozycji.

Jedyny wyjątek od tej zasady dopuszczam w przypadku analogicznym do zacieśniania stopów oraz zamykania części pozycji, czyli przy strategiach grających w oparciu i poziomy techniczne (szerzej tutaj).

Kolejna sprawa, o której warto wspomnieć to rodzaje stopów kroczących. Klasyfikacji i typologii można robić wiele, ja chciałbym jedynie wspomnieć o stopach prowadzonych na różnego rodzaju współczynnikach oraz opartych na układach świecowych. Te pierwsze są wynikiem matematycznego przetworzenia cen, natomiast drugie opierają się wyłącznie na tym, co widać na wykresie.

Można jeszcze wyszczególnić stopy żyrandolowe, czyli "podczepione" pod szczyty wykresu oraz inne, zazwyczaj oparte o minima z jakiegoś zakresu. Stop żyrandolowy jest liczony w oparciu o maksima cenowe, czyli ostatnie ekstrema osiągnięte przez rynek. W efekcie o stopie decyduje (głównie) to, jak wysoko zawędrowała cena.

Odwrotną koncepcją jest opieranie stopa o minima z jakiegoś zakresu. Wtedy nie interesują nas szczyty, ale raczej to, jak szybko przesuwają się dołki i to one wyznaczają nam poziomy obronne.

Wiem, że opisałem to wszystko stosunkowo pobieżnie, ale nie chcę wdawać się w zbyt szerokie dywagacje, gdyż będzie jeszcze na to czas podczas omawiania konkretnych technik. Postaram się je opisać zaczynając od tych najciaśniejszych (2-3 dni, swing trading) i zmierzać do szerokich (trend following), ale nie wykluczam, że w trakcie cyklu przypomni mi się coś, co szkoda by było pominąć.