poniedziałek, 14 marca 2016

Uśredniłem Wig20 o ponad 500 punktów i odrobiłem straty z 10 miesięcy

Dzisiaj opiszę historię mojego rachunku IKZE. Pokażę, jak zacząłem kupować blisko szczytu i w miarę upływu czasu uśredniałem coraz bardziej. W sumie uśredniłem indeks o ponad 500 punktów i dzisiaj moje konto wyszło mniej więcej na zero. Myślę, że jest to historia, którą warto przeczytać.

W maju 2015 otworzyłem swoje maklerskie konto IKZE i wpłaciłem tam połowę rocznego limitu, czyli kwotę ok. 2 375 zł. Nowo otwarty rachunek, będący przecież kontem emerytalnym, miał służyć do inwestycji o bardzo długim horyzoncie, przekraczającym dekadę. Dlatego też postanowiłem, że w ramach tego konta będę kupował jednostki ETF na indeks Wig20. Cechują się one niskimi kosztami zarządzania, co ma bardzo wielkie znaczenie dla długoterminowych inwestycji, a ponadto, ich cena jest powiększana o wartość dywidend wypłacanych przez spółki wchodzące w skład Wig20.

W dniu 29 maja kupiłem 8 jednostek ETFW20 za cenę 277,83 zł. Indeks w tym dniu zamknął się na poziomie 2437 pkt. Nie jest tajemnicą, że kupiłem bardzo blisko szczytu i, czego jeszcze wtedy nie wiedziałem, czeka mnie długa podróż w dół.

Kolejne jednostki ETF kupiłem w październiku. Ostatniego dnia tego miesiąca kupiłem 6 jednostek po cenie 237,74 zł, a nieco ponad miesiąc później, 8 grudnia, kupiłem 5 jednostek za cenę 210,80 zł. Transakcje te zaznaczyłem czerwonymi strzałkami na wykresie poniżej.



Wykorzystane środki obejmowały cały limit na 2015 rok i nie mogłem w starym roku dopłacić większej sumy. Jak łatwo jest policzyć, średnia cena moich zakupów wynosi 247,53 zł. Przeliczając to na indeks, daje nam to poziom ok. 2140 pkt.


Wiedząc, że obecnie indeks znajduje się na poziomie ok. 1910 pkt, czyli 230 punktów niżej, zastanawiacie się pewnie, jak udało mi się to uśrednianie, skoro do mojego średniego poziomu zakupu brakuje jeszcze całkiem sporo? Dodam, że w 2016 roku nie dopłaciłem jeszcze do IKZE ani złotówki.

Cała sztuczka polega na jeszcze jednej operacji, którą przeprowadziłem. Dokonałem jeszcze jednego uśrednienia, ale nie wykorzystałem do tego żadnego dodatkowego kapitału. Jak to zrobiłem?

Uważni czytelnicy zapewne to wiedzą, jeśli czytali mój tekst z 25 stycznia. Otóż w dniu 21 stycznia sprzedałem 10 z posiadanych 19 ETFów (czyli ok. połowę portfela), a za uwolnione w ten sposób pieniądze kupiłem 53 jednostki certyfikatów faktor RCFL3W20 po 37,19 zł za sztukę.

Jeśli czytaliście tekst o tych certyfikatach, wiecie że zamieniłem ETFy, działające bez dźwigni, na certyfikaty charakteryzujące się trzykrotną dźwignią finansową. Ta transakcja była ekwiwalentem dopłacenia do rachunku kwoty równej jego bieżącej wartości, a następnie zainwestowaniem wszystkich tych środków w kolejne jednostki ETFa.

Obecnie wartość kupionych przeze mnie certyfikatów wzrosła o 38,5%, a bieżąca wartość rachunku jest praktycznie równa środkom wpłaconym przeze mnie na IKZE w 2015 roku. Można więc powiedzieć, że już teraz wyszedłem na zero, a dalsze wzrosty będą dla mnie podwójnie korzystne, właśnie dzięki temu, że połowę rachunku posiadam w certyfikatach z trzykrotną dźwignią.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że tego kluczowego uśrednienia dokonałem w dniu 21 stycznia 2016, czyli na sesji, która była idealnym dołkiem, wyznaczając minima z ostatnich sześciu czy siedmiu lat. Można więc powiedzieć, że tym razem dopisało mi wyjątkowe szczęście.



Co więcej, w tym momencie mój portfel wyszedł już na zero, więc mogę zacząć rozważać kolejne inwestycyjne kroki, które podejmę.

Wiedząc, że w certyfikatach faktor, zwłaszcza w tych z dźwignią finansową, uwzględniony jest koszt kapitału wpływający na wartość inwestycji, można rozważać przeniesienie się na inny instrument oferujący możliwość korzystania z dalszych wzrostów, o ile te nastąpią. Przykładem takiego instrumentu jest chociażby certyfikat knock-out, którego zasady działania być może niebawem omówię. W każdym razie nie czuję już presji związanej ze stratami.

Jak widzicie, nawet na kontach emerytalnych można uzyskiwać dobre rezultaty w spadkowych okresach na rynku, a także z wykorzystaniem dźwigni finansowej. Wystarczy tylko trochę poszukać, poszerzyć swoją wiedzę i z pewnością znajdzie się instrument odpowiadający naszym oczekiwaniom rynkowym.

W omawianym powyżej przypadku udało mi się idealnie trafić w rynek z momentem otwarcia pozycji. Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat sposobu, w jaki kupuję akcje, pozwalającego na minimalizowanie ponoszonego ryzyka przy jednoczesnej maksymalizacji szans na uzyskanie dobrego wyniku, zapraszam na mój czwartkowy webinar pt. Timing przy kupnie akcji.

W jego trakcie pokażę:

  • jak sytuacja na wykresach wpływa na atrakcyjność inwestycyjną spółki,
  • czym się kieruję wybierając moment na zawarcie transakcji,
  • jak ustawiam stop lossa początkowego, aby nie został zbyt szybko aktywowany,
  • czym jest reguła stop lossa, dająca logiczne uzasadnienie dla otwarcia pozycji.
Ponadto w trakcie webinaru rozdam prezenty o wartości prawie 600 zł, więc warto skorzystać. Szczegóły pod poniższym bannerem.



6 komentarzy:

  1. słuchaj glupszych od siebie a lepiej na tym wyjdziesz jak pisali ze spadnie na 1680 to nikt nie wierzył i co wtedy znow podali korekcyjne odbicie glowa ramiona minimalny zasieg 1950 i co sprawdzilo sie i co sa same zyski romana zajac mysliwy

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję, to są naprawdę fajne momenty jak uda się kupić w dołku i odpowiednio sprzedać :) Dwa lata temu miałem duży zysk na spółce z newconnect kapitał początkowy pomnożony razy 4 sprzedałem a wartość akcji w ciągu kilku miesięcy wzrosła jeszcze dwukrotnie :/ radość i rozczarowanie jednocześnie po prostu giełda ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. E tam ... to równie dobrze mogło zakończyć się bardzo dużymi stratami i trzymaniem certyfikatów faktor wraz z kosztem ich utrzymania. Ja tu nie widzę, żadnej genialnej strategii. Fartownie złożyło się pompowanie miliardów euro przez ECB i wstrzymanie podwyżek stóp procentowych przez FED. Gdyby te decyzje były inne czego wcale nie można tak od razu wykluczyć to nie byłoby tego rajdu na giełdach światowych, a tym samym GPW. Rzut monetą tym razem był udany ... przy następnym razie może być inaczej i przy takiej dźwigni łapanie spadających noży może obciąć paluszki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie się zgadzam, że mogło być różnie. Tyle, że godziłem się na to ryzyko już na wstępie, a poza tym jednak miałem przekonanie, że dość już spadków.

      Tak jak teraz mam przekonanie, że przydała by się jakaś korekta :)

      Usuń
  4. To teraz czas na zarobek :)

    OdpowiedzUsuń