poniedziałek, 21 czerwca 2010

Stopy na giełdzie, czy w głowie?

Ostatnio na jednym z forów giełdowych toczyła się krótka wymiana zdań dotycząca ustawiania stopów, a mianowicie czy zlecenie powinno się cały czas znajdować w arkuszu (nawet jako nieaktywne), czy też lepiej jest egzekwować wszystko w czasie rzeczywistym. Oczywiście kij ma dwa końce, więc nie zamierzam docierać do jedynej słusznej prawdy, ale chcę zabrać głos prezentując przy tym kilka argumentów.

Najprościej rzecz ujmując, można powiedzieć, że "to zależy". Przede wszystkim od:

- naszych technik inwestycyjnych
- ilości czasu, który możemy poświęcić na obserwację notowań
- dostępnych narzędzi (rodzaje zleceń, software etc.)
- szczęścia

Techniki inwestycyjne

Inwestorzy posługują się różnymi metodami w swoich działaniach na giełdzie. Z naszego punktu widzenia, najważniejszą rolę odgrywa perspektywa czasowa oraz relacja średniego zysku do średniej straty.

Osoba zakładająca podążanie za trendem oraz kupująca siłę rynku (czyli zajmująca pozycję na nowych szczytach) z pewnością może nie ustawiać od razu zlecenia stop loss, gdyż przy tej strategii jest ono zazwyczaj dość daleko od ceny. Jednak w chwili, gdy rynek zbliża się już do poziomów, w których planujemy kasować stratę (lub realizować zysk), ustawienie zlecenia wydaje mi się konieczne.

Nieco inaczej ma się sprawa przy technikach krótkoterminowych, czyli swing tradingu. Tego typu metody charakteryzują się stosunkowo niedużym zyskiem z transakcji, gdyż eksploatujemy znacznie krótsze ruchy. W typ wypadku, nieustawienie stopa może sprawić, iż trading przestanie być opłacalny. Jakiś szybszy ruch rynku może sprawić, że wykonamy nasze zlecenie o 10-20 tików później, niż planowaliśmy, co może mieć dramatyczne skutki dla portfela i zaburzyć relację średniego zysku do średniej straty.

Odmiennym podejściem jest analiza fundamentalna, w której podstawą do wejścia i wyjścia z rynku są przesłanki nieco odmiennej natury. Jeśli cały czas uważamy, że spółka jest w dobrej kondycji, możemy trzymać akcje mimo spadków, gdyż jesteśmy pewni, że fakty są po naszej stronie. Czy fundamentaliści stosują stopy? Nie wiem, zapewne niektórzy tak. Ale z racji tego, że jest to podejście długoterminowe, nie wydaje mi się konieczne utrzymywanie zleceń na rynku.


Czas

Pewnie kilka osób zauważyło, że nie odniosłem się w powyższej części do daytradingu. Postanowiłem przenieść go do tego punktu, gdyż w przypadku gry intraday, czas jest kluczową zmienną. Osoby zajmujące pozycje kilka lub więcej razy w ciągu dnia z pewnością muszą obserwować notowania z wielką uwagą, ponieważ chwila nieuwagi może wpędzić je w straty przewyższające zyski z kilku poprzednich transakcji. Wydaje mi się więc, że nawet w przypadku obserwowania rynku przez cały dzień, dobrze jest mieć stopa ustawionego w gotowości. Przełączenie okna, chwila zamyślenia lub odejście od komputera mogą być bardzo kosztowne. Więc sądzę, że warto nawet co kilkanaście minut przesuwać to zlecenie, niż być zupełnie odsłoniętym i uzależnionym od swojego refleksu.

Oczywiście czas jest ważny również przy innych metodach. Jeśli mamy możliwość zerknięcia w notowania 3-4 razy dziennie, możemy już poruszać się po interwałach H4 i H1, więc w zasadzie od nas zależy, czy utrzymujemy zlecenia na rynku, czy nie. Ale osoby grające dłużej niż kilka dni wiedzą, że przez godzinę ceny potrafią przebyć niebywały dystans...


Narzędzia

Głównie znaczenie mają tutaj dostępne typy zleceń oraz platformy, z których korzystamy. Zlecenia składane na GPW są stosunkowo skromne, więc w zasadzie możemy decydować jedynie, kiedy wychodzimy. Brokerzy forexowi dają szersze spektrum, od różnych typów zleceń począwszy, aż po możliwość tworzenia automatycznych strategii, które pozwalają zapisać szereg złożonych warunków naszego opuszczenia rynku. Jeśli system jest dokładnie zaprojektowany, może z dużą dokładnością oddać nasze oczekiwania co do zleceń stop. Jest to duży atut i jednocześnie miejsce na elastyczność.


Szczęście

Jak wiadomo, szczęście (lub przypadkowość, losowość) jest czynnikiem, którego wpływ należy minimalizować. Strategia ma zarabiać dlatego, że jest dobrze zaprojektowana i daje przewagę nad rynkiem, a nie dlatego, że "czasem się uda". Mimo to, w zależności od stosowanych technik, szczęście może zadecydować o naszym wyniku. Wejdziemy na rynek w oczekiwaniu, że będzie duże odbicie, a tu następuje cofnięcie i wyczesanie naszego stopa, po czym przewidywany ruch następuje, ale już bez nas na pokładzie. Jest to jeden z silniejszych argumentów przemawiających za niestosowaniem sztywnych zleceń stop, ale opieraniem się na własnych działaniach. Niestety, do tego potrzebny jest czas (na ręczne złożenie zlecenia) oraz duży portfel (gdyż po czesaniu stopów może być zwała jeszcze większa, tym razem z nami na pozycji).


Podsumowanie

Jestem gorącym zwolennikiem trzymania zleceń stop na rynku. Wynika to z respektowania podstawowej zasady, jaką jest ochrona kapitału. Zyski to już jest rzecz na kiedy indziej, grunt to się nie wyżyłować. Nawet, jeśli czasem wylecimy na stopie w najgorszym możliwym momencie, musimy mieć świadomość, że takie rzeczy się zdarzają i tyle. Lekarstwem na ten problem jest odnawianie pozycji, które przy sprzyjających wiatrach pozwoli na odrobienie strat po strzelonych stopach i jeszcze wyjście na plus.

Dochodzi jeszcze czynnik ludzki. Pozycja jedzie na czerwone, a my się zastanawiamy, czy to czesanie stopów, czy faktyczne odwrócenie. Spada dalej, my analizujemy sytuację. Gdy dochodzimy do wniosku, że trzeba uciekać, rynek może być już daleko na drodze do całkowitego wykrwawienia naszego rachunku.

Stop loss na rynku jest naszą tarczą. Bez niego dupa zbita...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz