Wystartowało Turbo Wyzwanie - weź udział, sprawdź się i wygraj atrakcyjne nagrody!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Recenzja - Curtis M. Faith - Spekulacja intuicyjna

Spekulacja intuicyjna
Podchodziłem do tej książki trochę nieufnie. Kiedy przekartkowałem ją na stoisku Wydawnictwa Linia podczas konferencji Skuteczny Inwestor 2013 nie byłem do końca przekonany, czy faktycznie chcę kupić tą książkę. Wydawała się na początku nieco nijaka, traktująca o niczym. Ponadto jej autor, który był przez pewien czas członkiem grupy stosujących jedno z najsłynniejszych podejść mechanicznych na świecie, nagle tworzy publikację o spekulacji intuicyjnej.

Co więcej, przez pierwsze kilkadziesiąt stron odnosiłem bardzo podobne wrażenie. Że jest to takie bajanie o psychologii inwestowania, które mógłby napisać "z palca" każdy, kto funkcjonuje na rynku już jakiś czas. Przełom w moim odbiorze tej książki nastąpił na rozdziale nr 6 i został on jeszcze wzmocniony przez rozdział 7. Można powiedzieć, że dopiero wtedy przyssałem się do tej publikacji i zacząłem z dużo większą uwagą przyjmować to, o czym pisał autor. Dlaczego?

Nie będę tutaj zdradzał, o czym traktowały wspomniane rozdziały. Powiem tylko, że w tym momencie poczułem, jakbym czytał książkę o sobie. Opisując podejście intuicyjne w zastosowaniu do różnych sytuacji rynkowych, Curtis Faith, zdawać by się mogło, opisywał moje podejście do tych wykresów. Jego uwagi niemal pokrywały się z moimi spostrzeżeniami i regułami, których przestrzegam we własnych inwestycjach. I dlatego właśnie uważam, że ta książka jest ważna.

Moim zdaniem dużo bardziej skorzysta z niej osoba, która już jest obecna na rynku finansowym i inwestuje własne pieniądze. Nowicjusz, zajmujący się giełdą jeszcze teoretycznie, może mieć trudności z odniesieniem treści tej książki do własnej sytuacji, do własnych emocji i podejścia do rynku. Natomiast osoba posiadająca już pewne doświadczenie z inwestowaniem będzie w stanie doszukać się wielu podobieństw do własnych przeżyć podczas zajmowania pozycji, zamykania jej, czy też ogólnie do analizowania wykresów.

Dopiero kiedy skończyłem czytać Spekulację intuicyjną, przypomniałem sobie wstęp autorstwa Van Tharpa. On również zauważył, że były momenty, kiedy uznawał, że nie jest warto brnąć przez tą publikację do końca. Aż z ciekawości wróciłem do tego miejsca i sprawdziłem, które rozdziały były dla niego przełomem. Tak, zgadza się, były to rozdziały 6-7. Dlatego też wiem, że zapewne niebawem ponownie sięgnę po tą pozycję. Chociażby po to, ażeby z pełną uwagą przeczytać pierwszą jej część, którą do tej pory traktowałem z lekkim przymrużeniem oka. Być może zupełnie niesłusznie...

Więcej moich recenzji znajdziesz na dedykowanej temu stronie oraz w moim programie partnerskim.

środa, 6 listopada 2013

AFL - tworzymy własny wskaźnik w programie Amibroker

Po opublikowaniu serii wpisów na temat testowania pomysłu na system inwestycyjny, odezwało się do mnie kilka osób z prośbą o poradę dotyczącą programowania w języku AFL, czyli Amibroker Formula Language. 

Oczywiście w miarę swoich możliwości staram się pomagać tym, którzy zgłaszają się do mnie z podobnymi kwestiami, ale nie zawsze jest to możliwe. Z drugiej jednak strony, profesjonalne oprogramowanie do analizy wykresów i testowania systemów inwestycyjnych na danych historycznych to na tyle fantastyczna sprawa, że postanowiłem pokazać Wam, do czego można je wykorzystać.

W poniższym nagraniu pokazuję sposób, w jaki piszę sobie w Amibrokerze różne rzeczy. Nie będzie to system inwestycyjny, a jedynie wskaźnik, który posłuży mi do sprawdzenia jednego z zachowań rynku. Zapewniam Was, że żaden z ogólnodostępnych programów do analizy technicznej nie posiada takiego właśnie wskaźnika. Nic zresztą dziwnego, skoro posłuży on tylko mi i to do zbadania jednej, konkretnej rzeczy.

To jest właśnie wielka zaleta tego oprogramowania, że sami możecie stworzyć sobie narzędzia, których potrzebujecie. Do tego potrzebna jest wiedza na temat posługiwania się językiem AFL. Czy łatwo jest ją zdobyć? Jak wszystko, wymaga to pracy, nakładu sił i czasu. Trzeba nie tylko nauczyć się tego języka, ale też orientować się w tematyce inwestycyjnej, gdyż bez tego cała nauka nie ma sensu.

Z tego co wiem, nie ma żadnego tutoriala dotyczącego nauki tego języka. Ja sam uczyłem się przy użyciu modułu "help", który zawiera opis wszystkich formuł oraz podstawową składnię. Wszystko powyżej tego poziomu to często metoda prób i błędów. A że nie jesteśmy w tym trudzie osamotnieni, prawdopodobnie gdzieś w internecie funkcjonuje forum skupiające osoby zainteresowane nauką AFL.

Zachęcam do obejrzenia poniższego nagrania. Nie obawiajcie się, nie jest to suchy wykład na temat kodu, ale pokazuję w nim od początku do końca proces tworzenia własnego wskaźnika. Od samej koncepcji, aż po wykonanie oraz próbę modyfikacji, z kiepskim niestety skutkiem.

Nagranie liczy sobie przeszło miesiąc, ale tak to już czasami jest, że w przypływie weny stworzę materiał, którego później nie ma jak wepchnąć w grafik na blogu :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Piękny gest jednego z czytelników

Piszę tego bloga już od dawna, bo od ponad 3,5 roku. Zacząłem go tworzyć w dużej mierze dla siebie, ale później coraz więcej myślałem o osobach, które tego bloga czytają. Starałem się i do dzisiaj się staram prezentować przydatne materiały i w interesujący a jednocześnie przystępny sposób omawiać inwestycje giełdowe.

W związku z tworzeniem tego bloga otrzymuję często informację zwrotną od Was, czy to w komentarzach, czy też prywatnych wiadomościach przesyłanych mailem, czy poprzez facebooka. Muszę powiedzieć, że dużo mi to wsparcie daje, ponieważ wiem, że tworzone przeze mnie treści są dla Was przydatne.

Niecałe 2 tygodnie temu otrzymałem zaskakującą wiadomość od jednego z czytelników. Otóż wypowiedział się on pozytywnie na temat bloga, którego macie okazję czytać i wyraził wolę przekazania mi kilku książek ze swojej inwestorskiej biblioteczki. Zdziwiłem się nieco, ponieważ sam bardzo sobie cenię literaturę giełdową i rozstaję się z nią w zasadzie tylko na potrzeby blogowych konkursów. Kiedy rozmówca podtrzymał wolę przesłania książek, podziękowałem i przesłałem dane adresowe. Dzisiaj rano, kiedy odebrałem przesyłkę, zupełnie mnie zamurowało. Zobaczcie sami:


Samo rozpakowywanie tej przesyłki zajęło mi dobre pół godziny. Wszystko bardzo dokładnie owinięte w folię bąbelkową i zabezpieczone tak, że największy kataklizm nic złego by tym książkom nie zrobił. Co najbardziej mnie zszokowało to ilość. Sądziłem, że otrzymam ze trzy książki, co i tak byłoby niesamowite, a tu proszę, cały karton ważący prawie 20 kg, wypełniony literaturą giełdową. 

Pewnie ciekawi jesteście, co znajdowało się w poszczególnych opakowaniach, prawda? No to rzućcie okiem, bo ja sam do tej pory nie bardzo wierzę w to, co widzę:
32 książki. Trzydzieści dwie publikacje giełdowe stanowiące pokaźną kolekcję giełdowej literatury. Nie liczyłem swoich zasobów, ale ta przesyłka chyba podwoiła ilość książek o inwestowaniu znajdujących się na moich półkach.

Muszę powiedzieć, że jeszcze mnie coś takiego nie spotkało. Otrzymuję od Was liczne sygnały, że moja praca przypada Wam do gustu, a nawet są osoby wspierające rozwój bloga niedużymi sumami, ale jeszcze nigdy nie otrzymałem tego rodzaju przesyłki. Dla kogoś mogą to być tylko książki, ale jako inwestor i bloger potrafię docenić wartość takiej literatury.

Nigdy nie sądziłem, że mój blog będzie kiedyś na tyle ważny dla niektórych czytelników, że zdecydują się na taki gest. Okazuje się, że jednak takie rzeczy się zdarzają i to nie tylko u mnie. Dlatego dziękuję Wam serdecznie za te wyrazy wsparcia, które otrzymuję. W szczególności dziękuję A.W. za powyższą przesyłkę oraz J.G. za stałe wsparcie. Coś takiego dodaje siły do kontynuowania tej działalności, którą prowadzę i myślę, że jeszcze w tym roku będę miał dla Was pewną niespodziankę w tym zakresie.

Książki już się pięknie prezentują na półce i zapewne część z nich będzie stanowiła nagrody w najbliższych konkursach. Bo literatura powinna przechodzić z rąk do rąk, a nie bezczynnie zalegać na regale, mimo że już się do niej nie zawsze wraca.