Z kodem WS26HUMANISTANAGIELDZIE masz 100 zł zniżki!!

poniedziałek, 18 marca 2019

Okazje inwestycyjne - polowanie dla doświadczonych

Okazje inwestycyjne, wbrew obiegowej opinii, że na rynku nie ma darmowych obiadów, trafiają się przynajmniej raz na kilka kwartałów. Doświadczeni inwestorzy są w stanie umiejętnie je wykorzystywać, aby zrobić transakcje, która w kolejnych latach przełożą się na duże zyski. Jak polować na takie okazje?

Im dłużej inwestuję na giełdzie tym bardziej doceniam rolę doświadczenia, którego bagaż pozwala podejmować lepsze decyzje o zakupie i sprzedaży poszczególnych instrumentów finansowych. Z pewnością nie jest to pocieszające dla osób, które stosunkowo niedawno rozpoczęły swoją przygodę z inwestowaniem, ale tak niestety jest w każdej branży. Dopiero z czasem uczymy się wielowymiarowo analizować poszczególne sytuacje na rynkach, również opierając się na własnych doświadczeniach.

Najlepszym przykładem jest tu stosowanie stop lossów. Początkującym zaleca się, aby kontrolowali swoje ryzyko na pozycji poprzez ustawianie zleceń obronnych. Jednak niektórzy, w tym ja, mówią wprost, że nie składają stop lossów. Jak w tej sytuacji ma się odnaleźć początkujący inwestor? Działa w szumie sprzecznych ze sobą informacji, które prowadzą do przypadkowych transakcji, realizowanych bez oparcia o konkretny plan.


Dopiero po czasie kształtuje nam się określony styl inwestowania, który również wpływa na kontrolę ryzyka. I okazuje się, że można zarządzać stratami bez ustawiania stop lossów w arkuszu, a posiadając je jedynie w głowie. Potrzeba do tego właśnie doświadczenia, które wskazuje, kiedy daną pozycję należy zamknąć. I co ważne, zamknięcie to dokonuje się w sposób pozbawiony emocji, w przeciwieństwie do początkujących inwestorów, dla których wynik jednej lub dwóch transakcji przesądza niekiedy o skuteczności danej strategii.

Okazje inwestycyjne - czym są?


Kilka tygodni temu pisałem, że rok 2019 będzie czasem prawdziwych inwestorów, czyli osób potrafiących podjąć odpowiednie decyzje w odpowiednim czasie. Dzisiejszy tekst stanowi rozwinięcie tego właśnie zagadnienia.


Poprzez pojęcie okazji inwestycyjnych rozumiem tu nieefektywności rynkowe, które przydarzają się raz na dłuższy czas. Sprawiają one, że ceny różnego typu aktywów finansowych bardzo odbiegają, w górę lub w dół, od swojej rzeczywistej wartości. Można powiedzieć, że jest to sytuacja, w której słynny Pan Rynek przybiega do nas oferując jakieś akcje w cenie bardzo niskiej lub bardzo wysokiej, każdorazowo generując dla nas okazję inwestycyjną.

Kiedy spojrzymy w przeszłość okażę się, że takich okazji mieliśmy całkiem sporo. Analizując wykres indeksu WIG za okres ostatnich 10 lat dostrzeżemy, że wzrósł on z poziomu ok. 22 800 pkt w marcu 2009 do poziomu 60 800 pkt obecnie. 


Oznacza to, że w analizowanym okresie indeks wygenerował średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 10,25%, czyli całkiem nieźle. Pamiętamy jednak, że w marcu 2009 roku zanotowaliśmy dołek bessy. Trudno jest więc przyjmować, że przeciętny inwestor kupił akcje idealnie w dołku.

A co, gdyby ktoś spóźnił się o rok i kupił akcje dopiero w marcu 2009 roku? Średnioroczna stopa zwrotu za te 9 lat spada do poziomu 4,26%. Ten przykład pokazuje bardzo wyraźnie, jak ważne jest poszukiwanie odpowiednich okazji inwestycyjnych oraz wykorzystywanie ich dokładnie w momencie, który jest do tego optymalny.

Patrząc na minione kilkanaście miesięcy można wymienić przynajmniej kilka podobnych okazji inwestycyjnych. Końcówka 2017 roku przebiegała pod znakiem końca bardzo gorącej hossy na bitcoinie. Dzisiaj nie mamy już wątpliwości, że był to świetny moment na sprzedaż kryptowalut, jeżeli ktoś je posiadał lub zajmowanie pozycji krótkich. Druga okazja inwestycyjna przypadła na lato 2018 roku i szczyt popularności spółek tworzących gry. Kto wtedy sprzedawał, z pewnością uzyskał dobrą cenę i uniknął późniejszego spadku kursów. Trzeci przypadek to wrześniowy krach będący pokłosiem afery GetBack i spadki spółek, których akcje znajdowały się w portfelach takich TFI, jak Altus bądź Trigon. Najświeższy przypadek to czwarty kwartał 2018 roku i kulminacja spadków na małych i średnich spółkach. Kto wykorzystał tę okazję, dzisiaj posiada papiery droższe o kilkadziesiąt procent. 

Jak więc widzicie, przynajmniej raz lub dwa razy w roku jesteśmy w stanie znaleźć "duże" okazje inwestycyjne. Nazwałem je dużymi, gdyż dotyczą one całych grup spółek (lub aktywów), a niekiedy nawet całych rynków. Pomniejsze okazje związane z pojedynczymi walorami pomijam, gdyż pojawiają się one znacznie częściej, ale mają inne źródło.

Małych okazji inwestycyjnych nie wyłapiemy inaczej niż analizując pojedynczy walor. Musimy znać przyczynę stojącą za faktem, że aktualna wycena waloru tak bardzo odbiega od tego, co wydaje nam się wartością godziwą. Oprócz tego istnieje również duże ryzyko tzw. trupa w szafie. Czyli być może istnieje czynnik, który uzasadnia duże przesunięcie w wycenie, ale nie jest on jeszcze znany szerokiej publiczności. Dlatego jeżeli nie jesteśmy przekonani, że posiadamy bardzo szeroką wiedzę na temat pojedynczego waloru, zdecydowanie bezpieczniej jest trzymać się "dużych" okazji inwestycyjnych.

Duża okazja inwestycyjna dotyczy najczęściej całej grupy aktywów. Tak wyglądała hossa na rynku kryptowalut czy spółek gamingowych. Podobnie wyglądały spadki rynków akcji w 2009 roku lub przecena małych spółek kilka miesięcy temu. Dzięki temu, że mocne odchylenie od historycznych średnich dotyka wielu walorów, możemy założyć, że przyczyny tego stanu rzeczy mają charakter zewnętrzny i nie dotyczą pojedynczej spółki. Głównym czynnikiem może tu być sentyment inwestorów, którzy przereagowują w jedną lub drugą stronę, czym przyczyniają się do ekstremalnych wycen. Rolą inwestora jest dostrzec ten stan rzeczy i odpowiednio wykorzystać.

Wykorzystywanie okazji inwestycyjnych


Przypadek 2009 roku, końca hossy gamingowej oraz szczyt kryptowalutowy pokazują wyraźnie, że czas na idealne wstrzelenie się w dołek lub górkę jest bardzo krótki. Liczenie stóp zwrotu od ekstremum cenowego jest interesujące i cieszy oko, ale w rzeczywistości kupno dokładnie na sesji, w której następuje odwrócenie jest niemal niemożliwe. Co więcej, nawet rozszerzając ten okres do miesiąca przed i po wystąpieniu dołka (lub górki) nie otrzymujemy zbyt wiele czasu do namysłu. A nawet w tak krótkim czasie rynek może przesunąć się bardzo mocno, powodując że okazja nie jest już okazją. Licznych przykładów potwierdzających ten fakt dostarczył nam ostatnio segment małych spółek.

Wobec powyższego konieczne jest przygotowanie się do całego procesu, abyśmy mogli wykorzystać kolejną nadarzającą się okazję. Oprócz wymienionych poniżej punktów należy wskazać rynkowe doświadczenie, ale w zasadzie to suma tych punktów składa się właśnie na umiejętność sprawnego przeprowadzenia całej inwestycji.

Dobra znajomość danego rynku

Znajomość rynku jest przydatna, kiedy chcemy wyłaniać ewentualne odstępstwa. Jeżeli nie wiemy, co jest normą, a co nie jest, trudno nam będzie wychwycić rodzącą się okazję. Im dłuższy staż inwestowania na danej grupie aktywów, np. na spółkach z GPW, tym bardziej przywykamy do pewnych prawidłowości, którymi rządzi się dany rynek. W miarę, jak zaczyna się dziać coś nietypowego, jesteśmy w stanie zwrócić na to uwagę i obserwować przez dłuższy czas. 

Umiejętność słuchania rynkowego szumu

Rynkowy szum jest tym, co mówi nam o temperaturze dyskusji wokół danego tematu. Warto więc obserwować strumień informacji i plotek, aby wyłonić te tematy, które nas interesują. Wbrew pozorom nie jest tak, że musimy sami wyłonić daną okazję inwestycyjną. Wręcz przeciwnie, bardzo często to inni zwracają na to uwagę wcześniej i dzieląc się swoimi przemyśleniami pomagają nam dostrzec daną kwestię. 

W czasach internetu i zalewu informacji na wszelkie tematy musimy umieć przesiać te wszystkie treści i zwrócić uwagę tylko na te, które mogą nas zainteresować. Przydaje tu się również przeglądanie forów internetowych oraz znajomość podejścia poszczególnych influencerów. Jeżeli osoba mająca dotychczas zachowawcze podejście w danej kwestii staje się nagle optymistą i entuzjastą jakiegoś obszaru rynku, warto zwrócić uwagę na ten fakt. Z jednej strony może to być wskaźnik, że podąża ona za tłumem, ale z drugiej, może to być jeden pierwszych sygnałów, że coś ciekawego zaczyna mieć miejsce.

Wyłonienie okazji jeszcze przed osiągnięciem wierzchołka

Kluczem do osiągnięcia sukcesu jest umiejętność dostrzeżenia rosnącej bańki zanim jeszcze nastąpi pęknięcie. Tylko w ten sposób będziemy w stanie efektywnie się do niej przygotować oraz zaplanować swoje działanie. Z drugiej strony po osiągnięciu punktu kulminacyjnego rynek potrafi poruszać się tak szybko, że nawet kilka dni zwłoki może powodować, że okazja inwestycyjna jest już za nami.

Świetnym przykładem takiego stanu rzeczy jest bessa małych spółek, które na warszawskiej giełdzie spadały od drugiego kwartału 2017 roku. Przez kilkanaście miesięcy sytuacja ta pęczniała z kwartału na kwartał, aż weszła w kulminacyjną fazę we wrześniu 2018, kiedy to po rynku rozlały się problemy kilku TFI borykających się z dużymi umorzeniami. Było więc bardzo dużo czasu na dostrzeżenie, że w tym sektorze dzieje się coś ciekawego i był również czas na zaplanowanie swoich posunięć.

Jest to szczególnie ważne w kontekście tego, co wydarzyło się w styczniu, kiedy to najmniejsze spółki zgodnie pociągnęły sWig80 w górę w mgnieniu oka. Omawiałem tę sytuację w jednym z ostatnich nagrań na YouTube:


Podsumowując, okazję inwestycyjną trzeba widzieć na długo przed tym, kiedy przyjdzie czas działania.

Dopasowanie strategii inwestycyjnej

Tak jak różne są rynki, tak różne są okazje inwestycyjne. Czasami rynek przereagowuje optymizmem co do aktywów, które już posiadamy w naszym portfelu. Wtedy możemy podjąć decyzję o sprzedaży, ale musimy wiedzieć, czy zmierzamy rozstać się ze spółką na dłużej, czy będziemy chcieli odkupić te akcje po niższej cenie. A może dodatkowo po sprzedaży chcemy zająć pozycję krótką na kilka tygodni?

Z kolei jeżeli interesujący nas walor zbliża się (w naszej ocenie) do dołka, musimy wiedzieć, czy zbudujemy całość pozycji za jedną transakcją, czy jednak będziemy postępowali stopniowo, budując ją w kilku transzach. W pierwszym wypadku ryzykujemy, że kupimy za wcześnie i będziemy doświadczali dalszych spadków, a w drugim oprócz tego, że możemy zacząć cykl zakupowy zbyt prędko, nie mamy również gwarancji, że zbudujemy całą docelową pozycję przed wystąpieniem dołka cenowego.

Omówieniu tej drugiej sytuacji poświęciłem jeden z najważniejszych wpisów, jakie ukazały się na moim blogu.


Diabeł tkwi w szczegółach


Jak wspomniałem na wstępie dzisiejszego tekstu, jest to podejście, które sprawdzi się najlepiej w rękach doświadczonych inwestorów. Warto bowiem zdawać sobie sprawę z emocji i okoliczności, które towarzyszą dużym okazjom inwestycyjnym. Dobrze jest również wiedzieć, kiedy sytuacja nam sprzyja, np, tworząc dodatkowe bufory bezpieczeństwa, a kiedy występujemy sami przeciwko całemu rynkowi.

Jednym z czynników, które płyną z giełdowego doświadczenia jest preferencja dla kupowania na dołkach w kontrze do sprzedawania szczytów. Jeżeli na rynku formuje się bańka cenowa, nigdy nie wiemy, kiedy i na jakim poziomie się ona zakończy. Oznacza to, że szaleństwo tłumu może trwać znacznie dłużej aniżeli nam się to wydaje. 

Pół biedy, jeżeli tylko sprzedajemy posiadane aktywa. Wtedy bierzemy duży zysk, a pozostaje nam jedynie myśl, że mogliśmy sprzedać jeszcze drożej. Gorzej, jeżeli decydujemy się na zajęcie pozycji krótkiej. Przedłużające się wzrosty są w stanie narazić nawet doświadczonych inwestorów na ryzyko bankructwa, o czym trzeba pamiętać.

Zdecydowanie łatwiej jest kupować walory, które silnie spadły. Myślę tu w szczególności o przecenionych spółkach, najlepiej dywidendowych. Rozpoczęcie cyklu zakupowego będzie tożsame z uznaniem, że już jest na tyle tanio, że warto zbierać akcje. A zatem im taniej, tym okazja inwestycyjna jest jeszcze lepsza, co ułatwia dokładnie kolejnych pakietów i uśrednianie pozycji. A jeżeli okres przeceny się przedłuża, oczekiwanie osładza wypłacana regularnie dywidenda. Jest to ten wąski obszar rynków, w którym łapanie dużych okazji inwestycyjnych jest najłatwiejsze, choć również nie pozbawione ryzyk.

Oczywiście w pozostałych okresach można stosować różne inne strategie inwestycyjne, pozwalające nam na generowanie dodatnich stóp zwrotu. A kiedy przydarzy się kolejna wyśmienita okazja, można przesunąć na nią część posiadanego kapitału.

Takie właśnie łączenie codziennego inwestowania z łapaniem wyjątkowych okazji rynkowych było przedmiotem mojego wystąpienia w ramach XTB Trading Club. Zapis całego szkolenia możecie obejrzeć poniżej:


Co aktualnie widać na horyzoncie?


Jak wspomniałem wcześniej, niektóre okazje inwestycyjne wymagają czasu, aby się w pełni wykształcić, co daje inwestorom możliwość przygotowania się do zawarcia transakcji. I muszę zupełnie szczerze powiedzieć, że w obecnej chwili nie widzę żadnej istotnej okazji formującej się na horyzoncie. 

Uważam, że najlepszy czas na na kupowanie akcji małych spółek mamy już za sobą, co wydaje się potwierdzać zmiana wskaźnika Cena/Zysk dla indeksu sWig80:


Ewentualnych okazji można jeszcze poszukiwać pośród spółek, których notowania nie doświadczyły wzrostowego odbicia, ale trzeba mieć na uwadze, że być może inwestorzy mają bardzo konkretny powód dla którego nie akumulują tych właśnie akcji.

Przeglądając poszczególne sektory na GPW trudno jest wskazać na taki, który byłby ewidentnie przeceniony, mimo iż jeszcze pół roku temu było ich wiele. Tak właśnie znikają okazje inwestycyjne. Z kolei nie widzę również okazji na rosnącą bańkę spekulacyjną, mimo że akcje wielu producentów gier zmierzają w kierunku nowych rekordów, a CD Projekt notowany jest w równowartości 160-krotności rocznych zysków. 

Na rynku tak czasem jest, że przez dłuższy czas nie rysuje się żadna większa okazja inwestycyjna. Pozostaje wtedy czekać i spokojnie realizować swoje "zwykłe" strategie inwestycyjne. Oraz cieszyć się rezultatami dobrze złapanych szczytów i dołków, jeżeli mamy je na koncie.

Przypominam, że w piątek i sobotę widzimy się w Krakowie na konferencji Invest Cuffs. Mam już umówione kilka spotkań, ale zachęcam do wzięcia udziału w wydarzeniu i do skorzystania z okazji, aby pogadać z praktykami rynku. O szczegółach pisałem w zeszłym tygodniu.

2 komentarze:

  1. Czy to co obserwujemy na Groclinie w marcu to może być akumulacja akcji? Dzisiaj ktoś z 3,06 od razu trochę większym wolumenem zebrał. Spodziewasz się czegoś nagłego przed wynikami, czy raczej będzie dryfować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że potrzebny jest jakiś impuls, który pozwoli spółce ruszyć w górę. Może to być informacja o jakimś dużym zamówieniu lub raport roczny, ale ten dopiero za miesiąc. W każdym razie czekam na większy ruch na wykresie.

      Usuń