czwartek, 10 stycznia 2019

Rok 2019 będzie czasem prawdziwych inwestorów

Inwestowanie rządzi się swoimi prawami i po każdym okresie silnych zmian na rynku są zwycięzcy i przegrani. Wiele wskazuje na to, że ten rok będzie kluczowy dla długoterminowych stóp zwrotu z naszych portfeli. Jedni odejdą z rynku jako przegrani, podczas gdy inni zrobią interes życia. Kim Ty będziesz w tym zestawieniu?

Wspominając 2009 rok pamiętamy, że wtedy zakończyła się największa bessa ostatnich dekad. Patrząc na historyczne wykresy zauważamy, że od tego jednego momentu w czasie wiele spółek zwiększyło swoją wartość kilkadziesiąt razy lub nawet bardziej. Z tyłu głowy kołacze nam myśl, że gdybyśmy wtedy kupili akcje, dziś bylibyśmy bardzo zamożni.


Problemem jest fakt, że trudno jest nam mentalnie wrócić do atmosfery tamtych czasów. Ja sam inwestowanie na giełdzie rozpocząłem już po wystąpieniu dołka, ale śledziłem rynki przez cały 2008 rok i pamiętam, że optymizm przyszedł z czasem, w miarę jak notowania szybowały coraz wyżej. Pierwsze wzrosty przyjmowane były z bardzo dużą dozą ostrożności i sceptycyzmem. W końcu inwestorzy przez poprzednie miesiące nie raz obserwowali dynamiczne korekty wzrostowe, które okazywały się jedynie cofnięciami. Następujące po nich często jeszcze silniejsze spadki skutecznie wyleczyły wiele osób z prób łapania dołka.

Spójrzmy na wykres indeksu WIG za ostatnią dekadę.


Przez ten czas poziom indeksu wzrósł o 187%. Można powiedzieć, że jest to umiarkowanie dobry wynik. Tym, na co chcę dzisiaj zwrócić uwagę jest fakt, że z powyższej wartości pierwsze 100% wzrostu zrealizowane zostało w ciągu niecałego roku od wystąpienia dołka. Oczywiście w późniejszych okresach mieliśmy wzrosty i spadki indeksu, umożliwiające korzystne otwieranie i zamykanie pozycji, ale faktem jest bardzo szybkie odbicie, które zaobserwowaliśmy po wystąpieniu dołka.

Postawmy się teraz w sytuacji inwestora indywidualnego w marcu 2009 roku. Notowania zaczynają rosnąć, ale przez pierwsze miesiące inwestor bagatelizuje ten stan rzeczy, gdyż niejedną już podbitkę widział i na niejednej się sparzył. Kiedy jednak rynek rośnie dalej, inwestor dostrzega, że zaszła jakaś fundamentalna zmiana nastrojów. Tym razem jednak inwestor czeka na wystąpienie korekty, która pozwoli kupić akcje nieco taniej, gdyż nikt nie lubi kupować po wzroście o 50%. Skutkiem tego mija rok, a inwestor nie zajmuje pozycji i omija najbardziej dochodowy moment inwestycyjny ostatniej dekady.

Można różnie mówić o inwestowaniu, ale faktem jest, że niekiedy sprowadza się ono do jednej kluczowej decyzji. Dla niektórych taką decyzją było kupno akcji CD Projektu po cenie 1 zł, a dla innych rezygnacja ze sprzedaży akcji Petrolinvestu w założeniu, że "kiedyś tę ropę znajdą". Czym innym jest jednak trafny zakup jednego waloru spośród kilkuset notowanych na warszawskiej giełdzie, a czym innym pominięcie strategicznego sygnału generowanego przez sytuację na szerokim rynku. Sygnału, który może się nie powtórzyć przez kolejną dekadę.

Wydaje mi się, że z podobną sytuacją mamy do czynienia obecnie. Nie wiem, czy punkt przełomowy wystąpi za kilka kwartałów, czy właśnie go minęliśmy, ale sądzę, że rok 2019 na długo zapadnie w naszej pamięci. Od działań, które podejmiemy będzie bardzo wiele zależało.

Jest tanio, ale co z tego wynika?


Dobrze wiemy, że warszawski rynek to w zasadzie dwa światy. Z jednej strony mamy spółki zgrupowane w indeksie Wig20, które radzą sobie całkiem nieźle. Co prawda indeks jako taki w minionym roku zanotował stratę, ale nie jest ona żadnym powodem do obaw.

Coś zupełnie innego dzieje się natomiast w spółkach małych, których notowania spadają od kilku kwartałów. Przyczyny takiego stanu rzeczy były przedmiotem wielu analiz i są mniej więcej znane. Głównie wskazuje się tu na negatywny sentyment rynku, odpływy z TFI będące pokłosiem afery GetBack oraz pogarszające się wyniki samych spółek.


Skutkiem tego jest stan, który obserwujemy obecnie. Z rynku głównego GPW, z grona 313 spółek które wykazują zysk (dodatni C/Z) aż 158 walorów posiada C/Z w przedziale 0-10. Z kolei po drugiej stronie tylko 30 spółek posiada C/Z wyższy od 30. Już sam ten fakt wyraźnie świadczy, że wyceny na naszym rynku są niskie.


Dobrym odzwierciedleniem wycen na GPW jest wskaźnik C/Z dla całego indeksu WIG, który spadł ostatnio do wartości 10, czyli do poziomu najniższego od sześciu lat.

A więc bez dwóch zdań jest już tanio. Pozostaje pytanie, co zamierzamy z tym faktem zrobić.

Już kupować, czy jeszcze zaczekać?


Pośród inwestorów dostrzegam obecnie podział na dwa obozy. Jedni twierdzą, że jest już tanio i zaczynają akumulować akcje, podczas gdy inni wolą jeszcze zaczekać, gdyż będzie taniej. Co więcej, obie strony posiadają argumenty na poparcie swojej tezy.

Zdaniem inwestorów oczekujących na jeszcze niższe poziomy cenowe, możemy się ich spodziewać dzięki sytuacji na rynkach zagranicznych. Dane makroekonomiczne wskazują, że wchodzimy w fazę spowolnienia gospodarczego, które odbije się nie tylko na kondycji spółek, ale i na giełdowych indeksach. Co więcej, źródłem niepokoju jest również bardzo dojrzała faza hossy w USA, która obecnie znajduje się pod naporem silnych spadków oraz bliższy nam Brexit. Coraz większa liczba powodów do obaw sprawia, że możemy spodziewać się jeszcze tańszych spółek na GPW, a zatem warto się na razie wstrzymać z zakupami. Zwolennikiem takiego podejścia jest m.in. Zbyszek Papiński z bloga AppFunds, który zarysował je w tekście omawiającym jego strategię na 2019 rok.

Tezę o kupowaniu akcji już teraz przedstawiają inwestorzy, którzy odnoszą aktualne wyceny do kondycji poszczególnych spółek. Wychodzą oni z założenia, że skoro już dzisiaj obserwujemy walory notowane ze wskaźnikiem C/Z = 5, a ich podstawowy biznes jest zdrowy, to warto już teraz kupić akcje. Co więcej, na poparcie kupna akcji znajdziemy również kolejne argumenty.

W ostatnim kwartale 2018 roku indeks Sp500 spadł o 14%, tyleż samo stracił DAX, a indeks WIG stracił zaledwie 2%. Nawet nasz najsłabszy sWig80 spadł "tylko" o 8%. Wielu interpretuje ten fakt jako wskaźnik relatywnej siły naszego rynku. W końcu wyceny spadły już tak bardzo, że co wrażliwsi inwestorzy dawno temu zamknęli swoje pozycje, a ci którzy zostali, zdecydowani są trzymać papiery długoterminowo.

Kolejnym argumentem przemawiającym na rzecz zwolenników rychłego dołka jest wejście w życie ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych. Zgodnie z regulacjami już w sierpniu pierwsze pieniądze mogą popłynąć na GPW, pompując notowania i pomagając odbić się od dna, nawet mimo presji rynków zagranicznych.

Do przedstawicieli drugiego podejścia zaliczam się ja sam. Akumuluję spółki, które wydają mi się atrakcyjne, a jeżeli ceny spadną jeszcze bardziej, kupię tylko więcej akcji. Wyraz temu dawałem na blogu już nie raz.


Oczywiście ile osób tyle opinii, więc na rynku znajdziemy również inwestorów twierdzących zupełnie coś innego. Niemniej w kontekście tych spadków panuje generalna zgoda, że jest tanio, a spieramy się tylko, czy to już odpowiedni moment, czy należy jeszcze zaczekać.

Prawdziwi inwestorzy wykuwają się teraz


Nie wiemy, co przyniesie przyszłość i kto będzie miał rację. Przyjmując jednak dość bezpieczne założenie, że jakaś katastrofa nie zniszczy rynków finansowych na dekady, można z dużą dozą pewności stwierdzić, że za kilka lat ceny akcji będą wyższe niż dzisiaj. Być może niektóre spółki się nie podniosą, jak to ma miejsce po każdym kryzysie czy spowolnieniu, jednak zdecydowana większość będzie droższa. Można zakładać, że dołek wypadnie w ciągu najbliższych kilku kwartałów. Niezależnie od tego, czy będzie to jutro czy za rok, stawiam tezę, że czas poważnych decyzji właśnie nadszedł.

Nie przesądzam, jaki scenariusz się wydarzy, gdyż tego nie wiem. Być może dołek wystąpi pod koniec 2019 roku i rację mają ci, którzy czekają z zakupami. A może dołek jest już za nami i z każdym miesiącem notowania będą coraz wyżej? Co wtedy powiedzą inwestorzy mający dzisiaj puste portfele?

Dlatego podkreślam raz jeszcze przesłanie dzisiejszego tekstu: rok 2019 będzie rokiem prawdziwych inwestorów. Nie wiemy jeszcze, kto zalicza się do tego grona. Wieloletnie doświadczenie giełdowe z pewnością pomaga, ale nie gwarantuje sukcesu. Wystarczy, że będziemy trochę za mocno trzymali się wersji "będzie jeszcze taniej", a przegapimy odpowiedni moment i zostaniemy z pustymi rękami. Wystarczy, że będziemy trochę za mocno kupowali teraz, a zabraknie nam kapitału na uśrednienie lub siądzie nam psychika i sprzedamy akcje ze stratą w okolicy prawdziwego dołka.

Z pewnością warto jest analizować sygnały, które wysyła nam rynek. Jednym z takich sygnałów jest rosnąca liczba spółek, które mają ochotę na powrót do wzrostów. W poniższym nagraniu prezentuję dziewięć z nich:



Niezależnie pd tego, co myślicie obecnie o rynku, czy jesteście zwolennikami czekania, czy już kupujecie, pewne jest jedno: nasze inwestycyjne posunięcia będą miały w najbliższych kwartałach bardzo duże znaczenie dla losów posiadanych przez nas portfeli.

Przygotujcie swoją strategię!

7 komentarzy:

  1. Cześć Radek,

    Dzięki za link do mojego wpisu.

    Co do meritum, mam nadzieję, że indeks cenowy spółek z GPW przestanie w tym roku lecieć jak kamień w dół.

    Cały czas raczej widzę relatywnie większą siłę spółek z WIG20 - dlatego w tym tygodniu za nieduże pieniądze kupiłem na próbę 70 sztuk nowego ETF-u z GPW, czyli BETAW20TR. W perspektywie wielu lat WIG20TR wygląda w miarę nieźle, znacznie lepiej niż WIG20 bez dywidend.

    A co do PPK - jeśli dokładniej przyjrzymy się aktualnym planom, to okazuje się, że realnie kasa zacznie płynąć dopiero późną jesienią.

    Generalnie nie jestem wielkim optymistą, co do zachowania giełd w tym roku. Obym nie miał racji.

    Pozdrawiam

    Zbyszek Papiński

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację co do tych ryzyk, faktycznie są one widoczne. Ale odnoszę wrażenie, że jest jakieś dziwne napięcie w powietrzu. Tak, jakby duża część inwestorów czekała tylko na pierwszy sygnał do zmiany kierunku. Może to subiektywne wrażenie. W każdym razie obiektywny czynnik w postaci dopływu gotówki to faktycznie jesień. Będziemy już więcej wiedzieli na temat Brexitu.

      Usuń
  2. czekaac na ostateczne pierdykniecie i dopiero kupowac

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry artykuł Radku. Też myślę że coś "wisi w powietrzu" (ostatnie zachowania polskiego rynku, relatywnie tanio, zagraniczni inwestorzy którzy zaczynają się bać giełdy w USA i Niemiczech, PPK) i warto kupić ETF-y na WIG20. Co do większego transferu środków czekam jeszcze na przebicie 2400 na WIG20.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja myślę, że się jeszcze trochę pobujamy, za szybko by to szło. Co nie znaczy, że nie należy kupować co jakiś czas w lokalnych dołkach

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails