czwartek, 13 sierpnia 2015

Czy na giełdzie można się zadłużyć? Niestety tak

Inwestowanie wydaje się zajęciem właściwym dla ludzi z kapitałem. Dla tych, którzy mają już zbudowaną odpowiednią poduszkę finansową, posiadają zgromadzone oszczędności i dopiero nadwyżkę decydują się zaryzykować na rynkach finansowych. W końcu nie bez powodu jedną z najważniejszych zasad jest inwestowanie wyłącznie tych środków, które możemy stracić.

Zazwyczaj nie zakładamy, że na giełdzie poniesiemy straty. Przecież jesteśmy tam, żeby generować zyski, a nie tracić pieniądze. Jeśli już dopuszczamy możliwość utraty kapitału, najczęściej myślimy o jakiejś jego części. O 20-30 procentach które jesteśmy gotowi poświęcić, żeby nauczyć się inwestowania. Nie znam osób, które zakładają, że są gotowe stracić wszystkie inwestowane środki.

Ale okazuje się, że niekiedy na giełdzie, a szerzej na rynkach finansowych, można stracić więcej niż się posiada. Myślimy, że ryzykujemy kwotą X, podczas gdy finalnie okazuje się, że straciliśmy więcej. Jak to możliwe? O tym będzie dzisiejszy tekst.

źródło: techcrunch.com

Czy na giełdzie można się zadłużyć?


W przypadku kupna akcji, stajemy się posiadaczami papieru wartościowego. Oznacza to, że o wartości kupionych papierów decyduje najczęściej kondycja podmiotu, którego staliśmy się współwłaścicielem. O ile więc spółka może mieć swoje gorsze, a nawet tragiczne dni, trudno jest stracić więcej niż się w dane papiery zainwestowało, bowiem wartość przedsiębiorstwa raczej nie stanie się ujemna (a przynajmniej my nie będziemy, jako akcjonariusze, odpowiedzialni za długi).

Podobnie wygląda sytuacja z obligacjami. Kupujemy obligacje i tym samym pożyczamy emitentowi pieniądze. I to ten podmiot jest nam winien określone środki, a nie my jemu. Stąd też nie jest możliwe zadłużenie się w wypadku inwestowania na rynku obligacji.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w wypadku instrumentów pochodnych, gdzie mamy do czynienia z dźwignią finansową. Oznacza to, że, jeśli się na to zdecydujemy, obracamy pozycją większą niż posiadane przez nas środki. I wtedy faktycznie istnieje możliwość, że szybki ruch rynkowy spowoduje utratę wszystkich posiadanych środków plus części z tych, których nie posiadamy. Ochronie przed takim scenariuszem służy system depozytów zabezpieczających, zmuszający nas do zamknięcia stratnej pozycji w sytuacji, gdyby ryzyko przekraczało nasze finansowe możliwości.

Przypadki wzięte z życia pokazują jednak, że na giełdzie możliwe jest poniesienie straty większej niż posiadany kapitał. Niekiedy dzieje się to w sytuacji, w której byśmy się takiego rozwiązania nie spodziewali.

Silne wydarzenie na rynku lewarowanym


Jak wcześniej zaznaczyłem, na rynku z dźwignią finansową korzystamy z kapitału większego niż ten przez nas posiadamy. Możliwe jest posiadanie otwartego kontraktu terminowego na Wig20 o wartości 44 tys. zł przy dysponowaniu zaledwie 4 tys. zł środków własnych. Jak łatwo obliczyć, jest to 11-krotna dźwignia finansowa. Aktualna wysokość depozytu zabezpieczającego wynosi ok. 3300 zł.

Depozyt jest to część naszych środków na rachunku maklerskich, które zostają zablokowane dla zabezpieczenia posiadanej pozycji. Nie są nam one zabierane, ale nie możemy z nich korzystać. Stanowią swojego rodzaju bufor przewidziany dla sytuacji, w których rynek przesunie się przeciwko nam. Celem takiego rozwiązania jest nie tyle ochrona nas, jako inwestorów, przed utratą większej ilości środków niż posiadamy, ale ochrona drugiej strony transakcji przed ryzykiem naszej niewypłacalności. 

Jeden punkt na kontrakcie terminowym na Wig20 wart jest 20 zł. Jak więc łatwo policzyć, obecny poziom depozytu zabezpiecza ruch cenowy o rozpiętości ok. 165 pkt.

Jeśli rynek przesunie się przeciwko naszej pozycji, przez co na rachunku będzie znajdowało się mniej środków niż wymagana wysokość depozytu zabezpieczającego, zostaniemy wezwani do jego uzupełnienia (tzw. margin call). Weryfikacja tego poziomu następuje po zamknięciu giełdowej sesji, a czas na uzupełnienie mamy do kolejnej sesji, najczęściej do godzin porannych. Jeśli nie dopłacimy środków w odpowiednim czasie i wysokości, dom maklerski zamknie naszą pozycję. W ten sposób zniknie ryzyko, że kolejny ruch rynkowy pozbawi nas wszystkich środków, wpędzając w niewypłacalność. Muszę przyznać, że raz w życiu doświadczyłem margin calla.

Co natomiast, jeśli w ciągu jednej sesji przydarzy się ruch większy niż wartość depozytu zabezpieczającego i przewyższających depozyt środków? Wtedy mamy do czynienia ze stratą przekraczającą posiadane przez nas środki. Dopiero od szczegółowych regulacji domów maklerskich zależy, czy system monitoruje w ciągu sesji relację posiadanych środków do aktualnej ceny kontraktu terminowego. W każdym razie możliwa jest sytuacja, w której broker nie zdąży zlikwidować pozycji, przez co stracimy więcej niż wynosi nasze saldo na rachunku.

Podobnie wygląda sytuacja na rynku walutowym, gdzie można korzystać z jeszcze większych dźwigni, sięgających 50-krotności posiadanego kapitału. W efekcie już ruch rzędu 2% jest w stanie wyczyścić depozyt zabezpieczający. A co w sytuacji ruchów na franku szwajcarskim, gdzie decyzje banku centralnego potrafią przesuwać go o 5% i więcej? Wtedy, jeśli broker szybko nie zamknie naszej pozycji, może ona przynieść gigantyczne straty.

Widzimy więc, że szybki rynek w połączeniu z nie dość szybką reakcją naszego brokera, może doprowadzić do sytuacji, w której poniesiemy straty przewyższające saldo naszego rachunku.

Kupno PKC w połączeniu z niepłynnym rynkiem


W tym miejscu trzeba przytoczyć historię, którą opisałem na moim blogu OpcjeNaAkcje.pl. Pierwszą jej część znajdziecie w tym miejscu, a kontynuację tutaj.

Rzecz sprowadza się do tego, że inwestor posiadał na swoim rachunku maklerskim kwotę ok. 400 złotych. Chciał za nią kupić 10 opcji, które w dniu poprzednim kosztowały ok. 1 punkt, czyli 10 zł za sztukę. W rezultacie łączna wartość transakcji nie powinna przekroczyć kwoty 150 zł, uwzględniając poślizg i prowizję.

Problem w tym, że inwestor, czytelnik mojego bloga, złożył zlecenie PKC, czyli po każdej cenie. A że arkusz w danej chwili był pusty, nie było w nim ofert sprzedaży, zlecenie wylądowało na górnym ograniczeniu wahań cenowych, czyli na poziomie 230 punktów, co stanowi 2300 zł za jedną opcję. Tam dopiero znaleźli się sprzedający i tam zawarte zostały transakcje. Ostatecznie więc, chcąc kupić opcje za kwotę 100-150 zł, inwestor kupił je za kwotę przekraczającą 21 tys. zł. Jak to możliwe?

Tutaj niestety nie posiadamy pewnych informacji, ale najprawdopodobniej biuro maklerskie nie zweryfikowało, czy na rachunku inwestora znajdują się środki zabezpieczające najgorszy możliwy scenariusz. A ten swoją wartością przekraczał 50-krotnie saldo rachunku naszego inwestora. Gdyby taka weryfikacja nastąpiła zlecenie nie trafiłoby na giełdę.

Co więcej, jako że transakcja została zawarta, przyjąć należy, że w znaczącej części zapłacił za nią dom maklerski. Wystąpił on do swojego klienta z żądaniem zwrotu brakującej kwoty. Dopiero nagłośnienie tematu przez media finansowe spowodowało zmianę stanowiska i przywrócenie salda inwestora do początkowego stanu oraz usunięcie skutków pechowej transakcji.

Trudno jest powiedzieć, na ile w tej sprawie naruszone zostały zasady zdrowego rozsądku i finansowe regulacje. Faktem jest, że gdyby inwestor ugiął się i zapłacił tę sumę na rzecz domu maklerskiego, byłaby to jego gigantyczna strata. Na szczęście tej sytuacji udało się uniknąć.

Inwestowanie pożyczonymi pieniędzmi


Trzecia forma straty na giełdzie większej niż posiadana sumy wiąże się z pożyczaniem od innych pieniędzy na inwestowanie. Czasami zdarza się, że dobra passa na giełdzie, nie będąca zawsze zasługą dobrej metody, skutkuje chęcią zarobienia więcej i więcej. A jeśli mamy nasz portfel zaangażowany w stu procentach, rozglądamy się za dodatkowymi środkami. Najczęściej ich źródłem jest są rodzina i przyjaciele, którzy kilka już razy mieli okazję słyszeć o naszych inwestycyjnych sukcesach.

Skutek tego jest taki, że lewarujemy nasze pozycje podobnie do tego, jak dzieje się na kontraktach terminowych. Tyle, że przy dużo większej pozycji, straty również bywają większe. W efekcie, kiedy już rynek przegryzie się przez nasze środki, zaczyna trawić powierzone nam oszczędności kuzyna czy teścia. Oczywiście zobowiązujemy się do naprawienia szkód, przez co musimy wyłuskać skądś dodatkową gotówkę na dokonanie zwrotu. W efekcie straciliśmy więcej niż sami zaryzykowaliśmy.

Myślę, że część inwestorów zna to z autopsji. Pół biedy jeśli straty powstaną na rynku akcji, który porusza się względnie powoli. Wtedy jest dość czasu, żeby oprzytomnieć i w porę przestać inwestować. Gorzej, gdy dzieje się tak na rynku lewarowanym, gdzie w krótkiej chwili wyparowują oszczędności zarówno nasze własne, jak i nam powierzone. Dlatego, w obawie o poważne konflikty w gronie rodziny i znajomych, najlepiej nie przyjmować cudzych oszczędności do zarządzania, chociażby były nam wciskane siłą. Niech sobie kupią mieszkanie pod wynajem.

Podsumowanie


Widzicie więc, że można na giełdzie stracić więcej niż się przelewa na nasz inwestycyjny rachunek. Oczywiście wszystkie te przypadki łączy jeden wspólny mianownik - niedostateczna kontrola ryzyka na jednym z etapów inwestowania. Gdzieś musieliśmy popełnić błąd, że sytuacja obróciła się tak niekorzystnie przeciwko nam. 

Macie takie doświadczenia na swoim koncie? Pod poprzednim tekstem pisaliście, ile przydarzyło Wam się stracić, a ile z giełdy wycofaliście. A może ktoś musiał dopłacić do tego interesu?

9 komentarzy:

  1. Czy jest możliwe na kontraktach na WIG20/mWIG40 wystawienie zlecenia stop loss z limitem w celu braku realizacji zlecenia jeśli np. rynek otworzy się luką i przeleci mojego stop loss'a?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli stop loss wypadnie na luce, to transakcja nie powinna się otworzyć

    OdpowiedzUsuń
  3. margin call - tak to chyba sie nazywa. Jest też film pod tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Humanisto, kiedy było to margin call u Ciebie? Na czym grałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sierpień 2011, short put OW20. Kiedyś opiszę, na razie sprawa zbyt świeża i bolesna :)

      Usuń
    2. Nie opisałeś skumulowanego przypadku braku środków na depozyt na niepłynnych instrumentach (np. opcjach). Np. sprzedaż opcji daleko OTM, nagły ruch instrumentu bazowego przeciwko opcji (ale opcja nadal pozostaje OTM) powoduje wzrost wymagań depozytowych. Depozyt nie uzupełniony prowadzi do zamknięcia opcji PKC na niepłynnym rynku - czyli może to wejść po widełkach... Kolejnym przemilczanym ryzykiem jest zmiana parametrów ryzyka w depozytach przez regulatora co może prowadzić do powyższego.

      Usuń
  5. Ponawiam pytanie :) . Czy jest możliwe na kontraktach na WIG20 ustawienie stop loss'a , który jeśli zostanie przeskoczony o przykładowo 5 punktów nie będzie realizowany. Odpowiednikiem tego jest sprzedaż akcji z Limitem Aktywacji i Limitem Ceny, czyli takie widełki wykonania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytaj o zleceniach PEG: http://www.gpw.pl/Nowe_typy_zlecen_w_utp

      Usuń
  6. Czy ETF lewarowany 3x działa na tej samej zasadzie?

    OdpowiedzUsuń