poniedziałek, 26 kwietnia 2010

O szkoleniach giełdowych słów kilka

Planowałem na dziś nieco inny wpis, ale z uwagi na fakt, że byłem na kolejnym szkoleniu organizowanym przez FERK, postanowiłem sobie na krótką refleksję.

FERK, czyli Fundacja Edukacji Rynku Kapitałowego od dłuższego czasu organizuje szereg wykładów dotyczących nieco bardziej zaawansowanych instrumentów niż akcje. Początek to zazwyczaj prezentacja samego instrumentu, czy to kontraktu terminowego, opcji czy też instrumentu strukturyzowanego (od czerwca mają dojść ETF-y). Szkolenia odbywają się we współpracy z domami maklerskimi, które zazwyczaj odpowiadają za drugą - praktyczną część spotkania. W zależności od tematyki, są tam prezentowane różne sposoby wykorzystania omawianych instrumentów, techniki gry, czasem analiza techniczna, czy też systemy mechaniczne (na kontrakty), jak to było na dzisiejszym szkoleniu. Czas na kilka pytań kontrolnych.

Czy warto chodzić na szkolenia?

Zdecydowanie tak. Nie tylko dlatego, że mamy możliwość zapoznać się dokładnie z omawianym instrumentem finansowym, prezentowanym zazwyczaj przez przedstawiciela giełdy, który zna się na tym, o czym gada. Dlatego, że najlepsza jest druga część szkolenia, gdzie poznajemy praktyczne aspekty zabawy danym instrumentem. Raz mówią o tym przedstawiciele domów maklerskich, innym razem osoby z tymi DM jedynie współpracujące. Dzięki temu osoby te mogą aktywnie grać na giełdzie, więc kopalnią informacji i do tego na wyciągnięcie ręki. Mamy więc obraz nie tylko ze strony teoretyka, ale też od osoby, która na co dzień walczy na rynku.

A może lepiej szkolenia oglądać na Infoengine?

Radzę bywać osobiście. Głównym argumentem jest ten, że przy nagraniach praktycznie nie widać tego, co jest prezentowane na ekranie. Kamera nie wyłapuje cienkiej linii wykresu na białym tle, przez co jesteśmy skazani na domysły. Druga rzecz to teczki, które dostają uczestnicy. Znajdują się tam nie tylko wydrukowane prezentacje, broszurki, jakieś smycze lub często badziewiaste długopisy reklamowe, ale trafiają się też perełki, jak dzisiejszy gratis w postaci 125-stronicowej książki Krzysztofa Mejszutowicza "Podstawy inwestowania w kontrakty terminowe i opcje". Po trzecie w końcu, dzięki osobistej obecności mamy możliwość zadawać pytania prowadzącym, wyjaśniać pewne kwestie lub nawet podejść w przerwie i zamienić kilka słów. Zatem szkolenia oglądane w necie radzę traktować, jako dodatek do szkoleń w realu.

Gdzie siadać na szkoleniu?

Tutaj są dwie strategie. Pierwsza to przyjść na samym początku rejestracji uczestników i zająć jeden z trzech pierwszych rzędów. Mamy wtedy dobry widok na ekran, przez co nie musimy grzebać w wydrukowanych slajdach i próbować odczytać mały druczek. Druga opcja to siadać na końcu, żeby po ogłoszeniu przerwy mieć pierwsze miejsce przy bufecie. Z doświadczenia wiem, że startując z pierwszych rzędów, przy stoliku z kawą i ciachami jest się ostatnim, więc wybór miejsca na sali należy bardzo dokładnie przemyśleć. Albo dobry widok i możliwość podejścia jako pierwszy z pytaniem w czasie przerwy, albo dobry start na coffee break. Przyznać też trzeba, że jak widzę ludzi rzucających się na bufet to mam poważne wątpliwości co do przyczyn ich obecności na spotkaniu...

Reasumując...

... szkolenia to bardzo fajna sprawa. Są bezpłatne, odbywają się w różnych miastach Polski, zazwyczaj prowadzone są przez ludzi bardzo kompetentnych, choć czasem zdarzają się wpadki (jak z DM przyjdzie gówniarz, który skupia się na rozdawaniu wizytówek i autopromocji). Sam uczestniczyłem już w kilku szkoleniach, drugie kilka oglądałem w necie (wszystkie dostępne), a raz nawet zdarzyło mi się zarwać cały dzień na uczelni i jechać za Grzegorzem Zalewskim na szkolenie do Wrocławia (z Warszawy). I nie żałowałem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz