środa, 11 stycznia 2012

Czy z powodu ciasnego stop lossa może zabraknąć kapitału?

Oczywiście nie mam na myśli sytuacji, w której ciasny stop loss powoduje tak częste zamykanie transakcji, że całe nasze inwestowanie staje się nieefektywne.

W tym wpisie chciałbym pokazać znaczenie blisko ustawionego stop lossa dla naszego zarządzania kapitałem, a także odkłamać nieco lewarowanie portfela, które miewa niekiedy bardzo złą prasę.

Wyobraźmy sobie portfel inwestycyjny na rynku akcji o dowolnej wartości. Jego posiadacz opracował system inwestycyjny, który pozwala na ustawienie stopa średnio w odległości 2% od ceny wejścia. Jednocześnie, inwestor zakłada możliwość zaryzykowania 3% portfela w każdej z transakcji, jaką zawiera. Widzicie paradoks? Nawet kupując akcje za wszystkie środki zgromadzone w portfelu, nie jest możliwe, aby zaryzykować więcej niż te 2%, gdyż po prostu nasza strategia z samej swej konstrukcji zakłada postawienie na szali tyle i nie więcej.

W efekcie, inwestor może za każdym razem kupować akcje za wszystkie posiadane przez siebie środki lub też może sztucznie dzielić portfel na kilka części. W pierwszym przypadku, inwestowanie jest dużo bardziej powolne. Żyje się z tą jedną pozycją i tyle. Nawet, jeśli pojawia się wiele innych, potencjalnie bardziej atrakcyjnych okazji inwestycyjnych, inwestor z nich nie korzysta, gdyż nie ma na to środków. Drugie rozwiązanie jest równie nieciekawe. Owszem, jest dywersyfikacja, ale jest ona sztuczna, gdyż nie ma na celu rozkładania ryzyka, a jedynie sztuczne dzielenie środków. W efekcie, dzieląc kapitał na 4 części, inwestor w każdej transakcji stawia na szali nie 3% portfela, jak to wcześniej zakładał, ale jedynie 0,75%. Potencjalne straty są mniejsze, ale i zyski mają czterokrotnie mniejszą siłę oddziaływania na portfel.

Trzecim rozwiązaniem jest przeniesienie się na rynek oferujący możliwość skorzystania z dźwigni finansowej. Dzięki wykorzystywaniu kapitału jako depozytu, możliwe jest otwarcie pozycji wielokrotnie przekraczającej posiadane środki. Tak więc możliwe jest równoczesne otwarcie pięciu pozycji, lewarując portfel dziesięciokrotnie, wykorzystując przy tym jedynie 50% kapitału. I tu właśnie wielką zaletą jest ciasno ustawiony stop loss. Przyjmując wymienione wyżej założenie, każda z pozycji będzie miała wartość dwukrotności portfela. Jeśli inwestor ustawi stopa o szerokości 1,5%, zaryzykuje w jednej transakcji właśnie 3% portfela. Dzięki ciasnym stopom jesteśmy w stanie otwierać wiele pozycji na rynku, bez jednoczesnego zwiększania naszego ryzyka.

I tu właśnie kryje się klucz w korzystaniu z dźwigni finansowej. Jeśli kontroluje się ryzyko, można korzystać z lewara do woli. Na potrzeby tego wpisu dokonałem kilku punktowych obserwacji swojego portfela forexowego w sytuacji stosunkowo dużej dźwigni. Kilka razy trafiła się 18-krotność, a raz nawet 24-krotność wielkości otwartych pozycji w stosunku do posiadanego kapitału. Na pierwszy rzut oka, taka ekspozycja może sugerować, że "inwestor albo zaczyna, albo zaraz będzie kończył" swoją przygodę z giełdą. Ale przyglądając się bliżej, okazuje się, że jest to sześć pozycji, z których w każdej ryzyko nie przekracza 2% portfela.

Idąc tym tropem, można sobie wyobrazić jeszcze śmielszy scenariusz. Inwestor ma portfel zlewarowany 20-krotnie i jego całościowe ryzyko równe jest zeru. Jak? Każda z pozycji, które otworzył, przesunęła się w jego stronę o tyle, aby móc przesunąć zlecenia obronne w punkt wejścia. W efekcie, jego jedynym ryzykiem jest luka na otwarciu, która może wypaść poniżej zlecenia zamykającego. Będąc wolnym od ryzyka, kolejnym całkiem zasadnym krokiem może być otwarcie dalszych pozycji i jeszcze większe lewarowanie portfela. Bo i dlaczegóż by nie, jeśli okazje się nadarzają?

Przykład ten pokazuje, że lewar sam w sobie nie jest zły. Co więcej, lewar wykorzystywany bardzo intensywnie również nie musi być zły, pod warunkiem utrzymywania stałej kontroli ryzyka. Ciasne stop lossy dają szansę ograniczenia jednostkowego ryzyka w transakcjach, przy jednoczesnym otwarciu większej ich ilości. Dla aktywnych traderów, jest to idealne połączenie.

wtorek, 10 stycznia 2012

Humanista w radiu

Miło jest mi poinformować, że w najbliższy piątek (tak, w piątek trzynastego) będę gościem w internetowym Radiu WWW, gdzie w audycji Ma Tematyka będzie okazja trochę pogadać o giełdzie i inwestowaniu. Program prowadzony przez Dominika Selerskiego rozpoczyna się o godzinie 11.00, a sama rozmowa ze mną potrwa pewnie około 60 minut.

Jeśli jesteście zainteresowani i będziecie w tym czasie mieli dostęp do Internetu, zachęcam do słuchania.

niedziela, 8 stycznia 2012

Po co to wszystko? cz. 3

Uzupełniając nieco moje ostatnie nagranie, chciałbym wspomnieć jeszcze o dwóch ważnych kwestiach. 

Pierwszą z nich, jest skala czasowa, w jakiej sytuuję swoje zagrania. Podążanie drogą zacieśniania stop lossów może prowadzić do stopniowego zmniejszania skali czasowej, w której gramy. W efekcie, zamiast strategii swing tradingowej mamy liczne próby gry na interwale np. M5, gdzie faktycznie ustawiamy stop loss o szerokości kilku punktów, lecz jesteśmy systematycznie czyszczeni przypadkowymi ruchami rynku.

W tej sytuacji, mniej może odwołam się do samej techniki ustawiania stopów, ale do mojej metody wyszukiwania swingowego wyczerpania, gdyż dzięki temu złapiecie odpowiedni punkt odniesienia. Cała zabawa ma na celu złapanie swingu, czyli ruchu cenowego trwającego od tygodnia do kilku tygodni i przenoszącego rynek z jednego stanu impetu (np. wyprzedanie) do przeciwnego (np. wykupienie). Ruch ten nie odbywa się więc w ciągu kilku minut i rynkowi należy zostawić odpowiednią ilość miejsca, gdyż po prostu go potrzebuje. I tu pojawia się kwestia poszukiwania pewnego kompromisu, między ciasnym stopem, którego chcemy ustawić, a odpowiednią przestrzenią na szum rynkowy.

Każdy z inwestorów inaczej patrzy na rynek, jednak w mojej ocenie, chcąc złapać właśnie taki kilkutygodniowy ruch, nie można schodzić poniżej skali godzinowej (H1). Wszystko uzależnione jest oczywiście od rytmu każdego z rynków, lecz będąc analitykiem technicznym szukającym wierzchołków, swoiste mini-swingi wyznaczające siłę byków i niedźwiedzi w punktach wyczerpania impetu, widzę właśnie na skali H1. Czasami wystarczającą jest nawet skala H4, pokazująca to samo, ale w nieco szerszej perspektywie. Dlatego też, poszukując wyczerpania rynku, postawiłem sobie zasadę, że nigdy nie schodzę z moimi transakcjami poniżej skali H1. Pozwala mi to ustawiać ciasne stop lossy, ale z uniknięciem niepotrzebnych czyszczeń związanych z szumem, który poniżej tego poziomu jest już znaczny i może komplikować zyskowny trading.
Warto więc pamiętać, iż wszystko ma swoje granice. Próba łapania wierzchołków ze stopem o szerokości 5 punktów z pewnością poskutkuje dużą ilością przedwcześnie zamykanych pozycji i ponoszonych strat.

Druga uwaga, którą chciałbym dziś poczynić, dotyczy zarządzania kapitałem. W poprzednim nagraniu przyjąłem założenie, że w każdej transakcji nie ryzykujemy więcej niż 1-2% posiadanego kapitału. Są to wartości, które każdy może dobierać dowolnie, uwzględniając parametry własnego systemu, w szczególności jego skuteczność, implikującą potencjalne "ciągi strat", czyli ilość stratnych pozycji z rzędu. I mniej ryzykujemy w danej transakcji, tym większy szereg strat jesteśmy w stanie przetrzymać bez oddania dużej części naszego portfela.

Załóżmy więc, że w każdej transakcji ryzykujemy nie więcej, niż 2% portfela, co jest względnie bezpieczną wartością. Postawmy się teraz w sytuacji aktywnego gracza na rynku licznych towarów i surowców (ja sam obserwuję ich ok. 20). Zdarza się, że w tym samym momencie dostrzega on kilka okazji inwestycyjnych, np. na soi, kukurydzy i pszenicy. Otwiera trzy pozycje, w każdej ryzykując wspomniane 2% i okazuje się, że wszystkie trzy wykresy zachowują się bardzo podobnie, czyszcząc jego zlecenia obronne i pomniejszając portfel o 6%. Bolesne? Ale niestety bardzo realne. 

Grając na wielu aktywach, należy szczególną uwagę zwrócić na ich wzajemną korelację. Możemy się cieszyć, że ustawiliśmy kilka bardzo ciasnych stop lossów, ale w efekcie postawiliśmy te środki na jeden i ten sam scenariusz rynkowy, co zwiększa od razu naszą potencjalną stratę do sumy wszystkich tych pozycji. Nie mając tej świadomości, jesteśmy w takim samy stopniu narażeni na straty, jak w sytuacji otwarcia jednej pozycji z 6% ryzykiem. Czyniąc tak, zachowujemy się jak inwestor, który dywersyfikuje swoje ryzyko część środków angażując w kupno spółki PKO BP, a część w PEKAO.

Chcąc w sposób profesjonalny zarządzać tego typu ryzykiem, musielibyśmy zbudować model dynamicznego obliczania korelacji między poszczególnymi aktywami, a następnie podpiąć pod to nasz portfel, aby wiedzieć, jak dużą jego częścią stoimy za danym scenariuszem rynkowym. Jako, że jest to sposób dostępny dla nielicznych, trzeba mieć gdzieś z tyłu głowy mentalnego stopa, który aktywuje się w sytuacji, gdy chcemy zagrać pod ten sam układ, mając już otwarte dwie lub trzy podobne pozycje. Samodzielne radzenie sobie z korelacjami wymaga również stałego ich monitorowania. Dobrze oddaje to sytuacja na złocie, które z bezpiecznej przystani (rosło w czasie spadków na giełdach), stało się aktywem podwyższonego ryzyka (zachowuje się podobnie do indeksów giełdowych). Nie wspomnę już o ścisłych korelacjach między platyną i palladem, srebrem i złotem, pszenicą i kukurydzą, czy ropą i olejem opałowym. Chcąc zagrać pod jakikolwiek układ techniczny na powyższych aktywach, zazwyczaj lepiej jest to zrobić po prostu na tym z nich, na którym ma się lepsze warunki zawierania transakcji.

Przedstawione powyżej kwestie są zaledwie dwiema spośród wielu związanych z próbami ustawiania ciasnych zleceń stop loss. Kolejne poruszę w niedalekiej przyszłości :)