środa, 22 sierpnia 2018

Świat widziany oczami inwestora

Czy inwestor giełdowy inaczej patrzy na otaczającą rzeczywistość niż osoba, niezwiązana z rynkami finansowymi? Czy posiadanie w portfelu różnych aktywów zmienia naszą perspektywę patrzenia na sprawy? Wydaje się, że tak i w dzisiejszym tekście przedstawiam na to kilka dowodów.

Jakie znaczenie dla "przeciętnego Kowalskiego" posiada fakt, czy obligo giełdowe dla spółek energetycznych wyniesie 30% czy 100%? Zapewne niewielkie, mimo że może to w jakimś stopniu wpłynąć na ceny energii elektrycznej. Jednak nie oszukujmy się, przeciętny członek społeczeństwa zupełnie się tym nie interesuje. Tymczasem dla mnie, jako inwestora giełdowego i posiadacza akcji spółki GPW, która dużą część przychodów otrzymuje właśnie z Towarowej Giełdy Energii, ma to wielkie znaczenie i co ważne, znaczenie praktyczne. Po wypowiedzi sygnalizującej podwyższenie obliga, akcje GPW w ciągu jednej sesji wzrosły o ponad 7%. A więc dla moich pieniędzy obligo ma znaczenie.

Wyobraźmy sobie osobę, która nie inwestuje. Chodzi do pracy, zarabia pieniądze, oszczędności gromadzi na lokatach w banku oraz posiada kredyt hipoteczny. Jak taka osoba patrzy na świat i gospodarkę? Z pewnością do pewnego stopnia interesuje się życiem publicznym, polityką czy ekonomią. Wie, że na rynku pracy raczej mamy rynek pracownika, że gospodarka się rozwija, a stopy procentowe są na rekordowo niskich poziomach, co oznacza niską ratę kredytu hipotecznego. Zapewne posiada również nieco głębszą wiedzę w poszczególnych obszarach życia gospodarczego, ale duża część tej wiedzy jest traktowana jako ciekawostka, zasłyszana tu czy tam. W zasadzie taka osoba często nie ma motywacji do wgryzania się w tajniki gospodarki, a tym bardziej poszczególnych branż. Granica zainteresowań przebiega często na regulacjach dotyczących emerytury i wieku emerytalnego.


Tymczasem świat z perspektywy inwestora giełdowego wygląda zupełnie inaczej.

Inwestor sprawdza, skąd wieje wiatr


Pierwszym poziomem, który dotyczy chyba wszystkich inwestorów giełdowych jest ogólna koniunktura w gospodarce, od niej zależą bowiem cykle hossy i bessy na giełdzie. Bieżące monitorowanie światowej i krajowej sytuacji ekonomicznej wchodzi w krew i robimy to na co dzień. Wiele tego rodzaju informacji spływa do nas dzięki śledzeniu serwisów ekonomicznych, blogów, czytaniu prasy i ogólnym zainteresowaniu tym, co dzieje się na świecie.

Po drugie, w grę wchodzą ogólne tendencje w poszczególnych branżach. Oczywiście głównie tych, które wpływają na wartość spółek posiadanych przez nas w portfelu. Jeżeli mamy spółki z branży deweloperskiej, interesuje nas sytuacja na rynku mieszkaniowym. Ceny gruntów, koszty robocizny i materiałów budowlanych stają się dla nas istotnymi parametrami, które należy śledzić. W przypadku spółek energetycznych, istotne jest zaangażowanie państwa, roszady kadrowe, podatki oraz perspektywy finansowania dla planowanej elektrowni atomowej. Każda branża ma swoje obszary, które dla inwestora powinny być istotne.

Jednak w dzisiejszym artykule chciałbym zwrócić uwagę na inny aspekt bycia inwestorem.

Spółka jako "mój" biznes


Dla inwestora krótkoterminowego, zainteresowanego wzrostem lub spadkiem notowań danej spółki w krótkim czasie, biznes danego podmiotu ma wtórne znaczenie. Jeżeli jednak jest to walor dywidendowy, z którym zdecydowaliśmy się związać na dłuższy czas, patrzymy na jego kondycję z punktu widzenia właściciela. Oceniamy otaczającą spółkę rzeczywistość dużo wnikliwiej niż osoba, dla której jest to zupełnie obcy podmiot.

Weźmy przykład Budimexu, którego akcje posiadam w portfelu dywidendowym. Oceniając kondycję spółki patrzę na wiele czynników wpływających na jej sytuację. Istotnym czynnikiem są również zmiany legislacyjne, które mogą wpłynąć na wyniki spółki. Świetnym przykładem jest tu ostatnia inicjatywa Ministerstwa Sprawiedliwości mająca zapobiegać nadużyciom w inwestycjach drogowych. Celem ustawy jest jeszcze ściślejsze uregulowanie kwestii generalnego wykonawstwa i lepsza ochrona podwykonawców. Projekt przedstawiany jest jako element walki z (zagranicznymi) koncernami wykorzystującymi słabszą sytuację (krajowych) podwykonawców. Być może osoba niezwiązana z rynkiem budowlanym zobaczy w tym projekcie ruch w dobrą stronę, chroniący "nasze" przed "obcym". Tu jednak wychodzi na jaw pewien paradoks. 

Patrząc w strukturę akcjonariatu Budimexu dostrzeżemy, że istotnie 55% akcji posiada hiszpańska spółka dominująca. Zapominamy jednak, że miejsca od 2 do 30 w akcjonariacie zajmują polskie OFE oraz TFI, natomiast w pozostałych 11% free floatu obecnych jest wielu inwestorów indywidualnych. Co więcej, Budimex płaci w Polsce całkiem spore podatki. A zatem pod populistycznym pretekstem strzelamy w stopę polskiej spółce, polskim inwestorom, polskiemu fiskusowi oraz oszczędnościom milionów Polaków zgromadzonym w OFE i TFI. Dodatkowo pogłębiamy tym samym dołek, w jakim znajduje się obecnie cała polska budowlanka. Z zewnątrz takich rzeczy nie widać, ujawniają się one dopiero wtedy, gdy jest się dość blisko związanym ze spółką, np. poprzez bycie jej akcjonariuszem.

Podobnie ma się sytuacja w bankach. Można mówić, że złe zachodnie banki panoszą się w Polsce. Oczywiście część społeczeństwa kupi taki argument i poprze wprowadzanie podatków bankowych i innych obciążeń, bo przecież banki są tylko po to, żeby je doić. I tu znów wracamy do kwestii, że ten zły bank to także po części mój bank, Twój bank lub bank nas wszystkich, jeżeli w akcjonariacie znajduje się dużo OFE i TFI. W rezultacie wszystkie te obciążenia spadają na nas jako akcjonariuszy i na nas, jako klientów banków.

Bardziej inwestor niż pracownik


Im więcej kapitału posiadamy ulokowane na GPW lub uzależnione od sytuacji na GPW, tym bardziej dotykają nas wszelkie zmiany w tym obszarze. Wiele spółek, wiele różnych branż i z każdej strony możemy spodziewać się impulsów i bodźców, które wpłyną na nasz stan posiadania. Bazując na powyższych przykładach mogę powiedzieć, że już po części myślę jak właściciel spółki budowlanej lub jak właściciel banku. Głównie dlatego, że mój dobrobyt uzależniony jest po części od wyników i kondycji Budimexu czy Banku Handlowego.

A co jeżeli ilość naszych środków ulokowanych na GPW jest znacząca w porównaniu do bieżących dochodów? Cóż, wtedy myślimy jak inwestor. I patrząc z tej perspektywy wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych ma mniejsze znaczenie dla nas, jako pracowników, a większe dla nas, jako inwestorów. Ja sam jestem tego najlepszym przykładem, tym bardziej, że jestem przedsiębiorcą a nie pracownikiem, więc PPK będzie dla mnie oznaczało większy limit wpłat na IKZE. 


Patrząc na zaprezentowany powyżej wykres cenowy warszawskiego rynku widzimy, że kapitał z giełdy raczej odpływa. Z tej perspektywy PPK jest raczej dużą nadzieją dla moich oszczędności, gdyż może przełożyć się na napływ kapitału na GPW. 

Można się domyślać, że stosunkowo niewielki odsetek społeczeństwa patrzy na reformę emerytalną w ten sposób. Jest to jednak najlepszy przykład ilustrujący, jak bardzo różni się świat widziany oczami inwestora od świata oglądanego oczami osoby nie posiadającej powiązań z rynkiem finansowym.

Świat inny, ale nie zawsze lepszy


Na koniec chciałbym poczynić istotne zastrzeżenie. Być może wielu czytelników odniesie wrażenie, że bycie inwestorem jest lepsze, bo ma się wiedzę w znacznie szerszym obszarze niż osoba, która nie posiada doświadczenia z rynkami finansowymi. Absolutnie nie jest tak, że pracownik etatowy jest pod tym względem gorszy. Różnimy się jedynie zakresami wiedzy. Dla kogoś, kto codziennie śledzi rynek, staje się on pasją i naturalnym obszarem zainteresowań. Jeżeli ktoś inny pasjonuje się dronami lub samochodami wyścigowymi, jego obszar zainteresowań jest tak samo ważny.

Być może warto podkreślić tylko, że tematyka inwestycyjna, tak bardzo związana z biznesem, środowiskiem podatkowym i prawnym, skupia się dość istotnie na życiu publicznym. Dzięki temu inwestor znacznie częściej wyposażony jest w wiedzę, która pozwala samodzielnie zweryfikować kłamstwa czy demagogię, zarówno w życiu publicznym, jak i biznesowym.

Chciałbym mieć nadzieję, że profesjonalni inwestorzy posiadają na tyle świadomości, że nie uwierzą w łatwy zysk bez ryzyka. Afery podobne do Amber Gold czy GetBack nadal będą miały miejsce w przyszłości, ale miejmy nadzieję, że dzięki szerszej wiedzy finansowej, będziemy się w stanie przed nimi uchronić.


6 komentarzy:

  1. Troche pokrętne to twoje rozumowanie to moze ja bede inwestorem w kartelu narkotykowym niech rząd pozwoli na wszystko czy inwestorem w fabryce dipalaczy niech sprzedaja a rzad przymyka oczy jezeli banki kantuja klientow a firmy budowlane kantują podwykonawców to powinnismy to popierać bo jesteśmy udzialowcami i to chce mi przekazać humanista?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Humanista chce Ci przekazać, że jeżeli masz pieniądze ulokowane w danej branży to interesują Cię problemy tej branży. A jeżeli firmy budowlane kantują podwykonawców to będąc akcjonariuszem zależy Ci na mądrych rozwiązaniach, które walczą z problemem nie zarzynając branży, a nie demagogicznych regulacjach, od których co prawda publika się cieszy, ale które robią więcej złego niż dobrego. Nie będąc akcjonariuszem rzadko zagląda się w drugie dno takich problemów i o tym głównie jest mój tekst.

      Usuń
  2. Wiadomo że niektóre rozwiazania rządu są po prostu do dupy niby chcą dobrze ale są mało profesjonalni jak nasza reprezentacja piłkarska na mundialu trzeba brać przykład z lepszych ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak rozumiem główne przesłanie to w lekkim uproszczeniu "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia", ale chciałbym zwrócić uwagę na jeden fragment, mianowicie końcówkę wpisu traktującą o świadomości finansowej społeczeństwa, która miałaby nas uchronić przed aferami typu Amber Gold - pełna zgoda, i GetBack - no i tu ciężko mi się zgodzić. W przypadku GetBack oszustwo (bo tak trzeba określić zachowanie zarządu) nie było takie oczywiste i żadna wiedza finansowa nie uchroni ludzi od zarządzających, którzy działają z premedytacją na ich niekorzyść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, natomiast chodziło mi w tym przykładzie o klientów detalicznych obejmujących obligacje spółki. Wydaje mi się, że można już dziś pokusić się o stwierdzenie, że ludzie nie wiedzieli, czym są obligacje korporacyjne, z jakim ryzykiem się wiążą oraz że im wyższe oprocentowanie tym trudniej spółce zarobić na odsetki. Mechanizm podobny do Amber Gold - ludzie widzieli tylko wysokie oprocentowanie, nie myśląc o wiążącym się z nim ryzykiem.

      Usuń
  4. No tak ale to nieusprawiedliwia oszustów którzy powinni beknąć za ten wałek i tyle

    OdpowiedzUsuń