piątek, 7 października 2016

Jak czytać media finansowe, żeby nie zwariować?

Każdy z inwestorów prędzej czy później staje przed problemem śledzenia informacji na temat sytuacji rynkowej oraz interesujących go spółek. Natłok różnych komunikatów i artykułów sprawia, że jesteśmy nimi bombardowani z każdej strony. Ogarnięcie tego chaosu jest bardzo ważnym zagadnieniem, ułatwiającym codzienne funkcjonowanie na giełdzie.

Największy problem mają jak zwykle początkujący. Niektórym wydaje się, że każda informacja napływająca na temat danej spółki jest ważna. Czy jest to komunikat wyemitowany przez sam podmiot, rekomendacja biura maklerskiego, czy nawet plotka rzucona na giełdowym forum. Skutkiem tego bierzemy na siebie szeroki strumień informacji, z którego bardzo trudno jest się wydobyć. Najczęstszym rezultatem jest przeciążenie i puszczenie tych informacji na boczny tor.

Jak więc poradzić sobie z szumem informacyjnym, jednocześnie wyłaniając te najważniejsze wiadomości, które mogą nas zainteresować? Myślę, że znam na to dobry sposób.

Każdy inwestor jest nieco inny


Na początek muszę poczynić zastrzeżenie, że opisana przeze mnie poniżej metoda nie musi się sprawdzać u wszystkich. Każdy posiada inny styl inwestowania, wymagający dostępu do zupełnie innych danych. Jedni muszą być powiadamiani natychmiast o każdej wiadomości mogącej mieć wpływ na zachowanie akcji, podczas gdy inni mogą się obyć bez jakichkolwiek danych, analizując sam wykres.

Dlatego też trzeba samodzielnie próbować różnych rozwiązań, testując co jest najlepsze dla nas. Tylko w ten sposób uda się dopasować konsumpcję informacji do stylu inwestowania.



Nie szukam informacji


Podstawowe pytanie wielu osób dotyczy portali i forów, które warto śledzić. Ja sam nie śledzę żadnych.

Fora giełdowe nie są miejscem, w którym można uzyskać wartościowe informacje na temat jakiejś spółki. Nie siedzą na nich prezesi, nie siedzą na nich działy IR, nie ma tam również dziennikarzy ekonomicznych ani analityków. Na forach obecni są ci wszyscy, którzy bardzo ekscytują się kursem danych walorów. Ekscytacja ta wynika zazwyczaj albo z bardzo głębokiej straty ponoszonej na danej transakcji, albo też z zajętej pozycji spekulacyjnej.

Nie czytam też serwisów typowo ekonomicznych, jak chociażby Bankier.pl, czy Money.pl, nie mówiąc już o mediach ogólnych, gdzie informacje giełdowe i ekonomiczne stanowią niewielki ułamek publikowanych treści. Powody są dwa.

Po pierwsze, w takim serwisie trudno jest się dokopać do interesujących mnie treści. Szukam tylko określonych tekstów, więc nie chcę zagłębiać się w komunikaty ze spółek, raporty dotyczące wydobycia węgla czy też zmiany wysokości wypłacanych dywidend. Żeby trafić na jeden lub dwa teksty, które mogą mnie zaciekawić, musiałbym przejrzeć kilkadziesiąt nagłówków, na co zwyczajnie nie mam czasu.

Po drugie, wędrowanie po dużych serwisach ma tę wadę, że bardzo często zbacza się w inne rejony, np. rozrywkę lub motoryzację. Nie jest trudno wychwycić jakąś ciekawostkę, która zajmie nas na kilka minut. Chcąc uniknąć rozpraszania uwagi, wolę odciąć się od podobnych miejsc.

Omijam również prasę papierową, jak chociażby Parkiet. Wiem, że jest to cenna literatura branżowa, ale szczerze mówiąc dawno temu minęły już czasy, kiedy informacje publikowane rano w prasie drukowanej wpływały na notowania cenowe. Obecnie funkcję tę doskonale spełnia internet.

Czy to znaczy, że niczego nie czytam? Oczywiście czytam i to całkiem sporo!

To informacje znajdują mnie


Zamiast samodzielnie szukać informacji, pozwalam aby to informacje dotarły do mnie. Dzieje się tak za zasługą innych osób, które rekomendują określone teksty i polecają je innym. Dzięki temu nie muszę samodzielnie przebijać się przez szum informacyjny, opierając się na innych osobach. To ich decyzja o udostępnieniu danego artykułu jest dla mnie potwierdzeniem, że warto się z nim zapoznać. Im częściej dany tekst jest udostępniany, tym większe prawdopodobieństwo, że na niego kliknę.

Pierwszym medium, które służy mi do takiego filtrowania dobrych materiałów jest Twitter. Obserwuję aktualnie 50 profili osób i mediów, które uważam za warte obserwowania (możecie je podejrzeć pod powyższym linkiem) i sądzę, że jest to wartość graniczna, przy której jestem w stanie konsumować Twittera. Śledzenie większej ilości profili wymaga w mojej ocenie bardzo częstego odwiedzania serwisu lub wręcz posiadania go otwartego przez cały czas. A to przypomina już bardziej czytanie kodów Matrixa.



Drugim ważnym medium jest Facebook, gdzie również śledzę profile wybranych osób i stron. Dzięki temu otrzymuję strumień wartościowych informacji, które przeglądam po nagłówkach, dodatkowo klikając w niektóre od czasu do czasu.

To właśnie poprzez Facebooka i Twittera śledzę blogi giełdowe i finansowe. Swojego czasu próbowałem różnych czytników RSS, ale nic na dłuższą metę nie zdało egzaminu, dlatego też przerzuciłem się na social media, gdzie w zasadzie każdy jest dzisiaj obecny.

Z mojego punktu widzenia duże znaczenie ma również czas, jaki poświęcam na czytanie takich newsów, Zazwyczaj robię to 2-3 razy dziennie, poświęcając na to ok. 10 minut. Nie jestem więc ciągle podłączony do strumienia informacji, ale mogę skupić się na innych ważnych rzeczach, śledząc newsy tylko wtedy, kiedy mam na to czas. 

Z tego też względu staram się bardzo selekcjonować ilość osób i stron, które obserwuję. Niekiedy nie loguję się na Twittera przez 2-3 dni, a mimo to jestem w stanie przekopać się przez wszystkie zaległe informacje w ciągu 15-20 minut, nadrabiając za jednym razem zaległości z całego weekendu.

Śledź osoby, nie firmy


Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem zdecydowanie silniej przywiązany do konkretnych osób niż firm i redakcji, które reprezentują. Dzięki ich obecności w social media mamy taką możliwość. W konsekwencji nie czytam np. całego serwisu Bankier.pl, ale często zaglądam do tekstów Adama Torchały lub Krzysztofa Kolanego. Czy do każdego ich tekstu? Oczywiście, że nie. Podobnie działa to w przypadku innych osób i serwisów.

Myślę, że postępuje tak coraz więcej osób, ceniąc raczej dociekliwość i pióro konkretnych osób, aniżeli czytając dany serwis jako taki. Stąd też migracje czytelników, które zdarzają w sytuacji, kiedy dany redaktor lub publicysta zmienia pracodawcę.


Napisz mi, jak Ty czytasz media finansowe


Każdy śledzi informacje na swój sposób. Ja przekazałem powyżej moją metodę na ogarnianie szumu informacyjnego. Jeśli masz inną, napiszą ją w komentarzu. Z pewnością pomoże to początkującym inwestorom w opanowaniu lawiny treści, którymi każdego dnia zasypuje nas Internet.



3 komentarze:

  1. Czytnik RSS - nie wyobrażam funkcjonowania bez niego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytnik RSS dla blogów. No i bankier.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie jakoś nie mogłem ogarnąć się z czytnikiem. Próbowałem różnych czytników, ale ostatecznie wiele z nich nie wyszło.

      Usuń