czwartek, 17 lipca 2014

Kontrakty na akcje - total porażka?

Kontrakty terminowe na akcje są segmentem rynku, o którym większość inwestorów zdaje się nie wiedzieć, że istnieje. Są one notowane już od jakiegoś czasu, pewne spółki pojawiają się w gronie instrumentów bazowych, inne znikają, a kontrakty jak stały w miejscu tak stoją. W tym wpisie postanowiłem przyjrzeć się temu rynkowi w poszukiwaniu drzemiącego w nim potencjału, jeśli takowy istnieje.

Kontrakty terminowe na akcje, podobnie jak kontrakty na Wig20, posiadają swój instrument bazowy, ale nie jest nim indeks, lecz akcje poszczególnych spółek. Ja nietrudno się domyślić, są to spółki największe i najpłynniejsze. W przypadku FW20 mamy mnożnik w wysokości 20 zł za punkt indeksowy, a przy kontraktach akcyjnych jest to ilość akcji przypadająca na kontrakt. Standardowo jest to 100 akcji, ale w przypadku tańszych spółek, GPW zdecydowała się na 1000 akcji.

Nie będę się w tym wpisie dalej rozwodził, czym są kontrakty terminowe na akcje, gdyż chcę zająć się nieco szerszym kontekstem tego segmentu rynku. Więcej o kontraktach na akcje dowiecie się czytając ich standard, a ogólne wprowadzenie o instrumentów pochodnych zrobił autor bloga AppFunds w swoim niedawnym wpisie na ten temat.

Rynek kontraktów - garść statystyk


O kontraktach na akcje można powiedzieć, że posiadają płynność, ale cechuje je brak obrotów. Płynność zapewniają animatorzy, ale inwestorzy raczej nie są zainteresowani tymi instrumentami. Dobrze oddaje to obraz poszczególnych sesji, który przedstawia się następująco:

źródło: stooq.pl
Zaledwie na kilku kontraktach można zauważyć jakikolwiek rozsądny obrót. W zasadzie wychodząc poza pięć najpopularniejszych spółek ryzykujemy, że zostaniemy sam na sam z animatorem, a to już nie jest komfortowa sytuacja z racji poślizgów (slippage).

Również oficjalnie publikowane statystyki pokazują, jak niewielkim zainteresowaniem cieszy się ten rynek. Szczególnie widać to po statystykach wartości obrotów na sesję, czy też średniej liczbie kontraktów na transakcję, która waha się od 1,5 do 1,7 sztuk (sic!).


Krótko mówiąc, smutne to jak nie wiem co. Wydawać by się mogło, że kontrakty na akcje powinny cieszyć się zainteresowaniem inwestorów, ale tak nie jest. Dlaczego?


Dlaczego kontrakty na akcje nie są popularne?


Pod pewnym kątem ciężko jest się dziwić, dlaczego kontrakty na akcje są tak mało popularne. Ze statystyk transakcji wiemy, że raczej handluje się pojedynczymi kontraktami, rzadziej dwoma lub większą ilością. W rezultacie możemy założyć, że są to operacje dokonywane przez małych inwestorów, dla których kupno tego kontraktu o wartości kilku tysięcy złotych ma znaczenie (np. 100 akcji po 20 zł -> 2000 zł). To właśnie te nano-konta używają dźwigni finansowej aby pohandlować na rynku trochę bardziej niż wielkością posiadanej gotówki.

Więksi inwestorzy zapewne handlują na kontraktach na Wig20, a jeśli mają oczekiwania co do konkretnych spółek, kupują ich akcje, ponieważ są one o wiele bardziej płynne. Owszem, na kontraktach jest animator, ale kwotuje on np. 5 kontraktów po każdej ze stron. W rezultacie kupno kilkudziesięciu kontraktów urasta do miana problemu, gdzie trzeba rozkładać całość na małe transze i klikać je jedna po drugiej, w miarę jak pojawia się jakaś oferta z drugiej strony. Liczenie na innych uczestników nie ma w zasadzie sensu, gdyż "rozbieranie" przez nich takiego zlecenia będzie trwało długie godziny, podczas których trzeba nieustannie przesuwać cenę, aby stale znajdować się z przodu jako najlepsza oferta. W rezultacie rynek wygląda, jak wygląda.

Kolejną przyczyną może być brak innych instrumentów posiadających akcje za instrument bazowy. W szczególności mam tu na myśli opcje na akcje. Kontrakty byłyby przydatne podczas budowania rozmaitych strategii opcyjnych, jako instrument odpowiadający profilowi wypłaty zwykłych akcji, w szczególności gdyby miały one podobna liczbę akcji na kontrakt (100 lub 1000). Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że opcje wyceniane są właśnie do kontraktu terminowego (jako naturalnego zabezpieczenia pozycji), a nie do papierów czy indeksu. Niestety na opcje na akcje musimy jeszcze trochę poczekać.

Co mogłoby pomóc w rozruszaniu rynku?


Jak zwykle, zaczynamy od promocji. O nowym mnożniku mówią wszyscy, a o opcjach czy kontraktach na akcje jak była cisza tak jest. Warto by było bardziej eksploatować tą tematykę, zwłaszcza że silną stroną kontraktów terminowych na akcje jest możliwość grania na spadki, co stanowi praktycznie jedyną taką możliwość, biorąc pod uwagę bardzo ograniczoną dostępność krótkiej sprzedaży.

Drugim sposobem jest poprawienie warunków transakcyjnych, co powinno przyciągnąć inwestorów. Mam tu na myśli oczywiście zawężenie spreadów, a konkretnie zawarcie takich zapisów w umowach z animatorami rynku. Tylko w ten sposób uda się przyciągnąć większych inwestorów, którzy dadzą szansę na zwiększenie płynności i liczby dokonywanych transakcji.

Trzecim elementem powinno być możliwie jak najszybsze wprowadzenie opcji na akcje, co w naturalny sposób powinno skierować zainteresowanie inwestorów na ten segment rynku.

Podsumowanie


Jak widać kontrakty terminowe na akcje nie cieszą się u nas szczególną popularnością. Wydawać by się mogło, że wielu inwestorów chciałby korzystać z posiadania ekspozycji na zmiany cen akcji bez konieczności kupowania samych akcji, ale niezadowalająca płynność stanowi (moim zdaniem) największą przeszkodę dla rozwoju tego rynku. Każdy, kto choć raz spróbował zająć na nim pozycję większą niż kilka sztuk kontraktów wie, co mam na myśli. Dopóki to się nie zmieni, nie mamy co liczyć na poprawę sytuacji.

A Wy? Handlujecie na tym rynku? Podzielicie się wrażeniami?

5 komentarzy:

  1. Jeśli komuś nie wystarczają kontrakty na wig20 i mwig40, to chyba lepiej jeszcze spróbować na walutowych, niż na akcjach, dużo lepsza płynność. Chociaż nie powiem, ja jestem aktywnym kontraktowcem i zdarzało mi się grać na kontraktach na akcje, ale bardzo rzadko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak przeczytać dobry artykuł, napisany z głową, przy kawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem - tak. W przypadku dużych spółek, gdzie te obroty są nieco większe, niskie koszty transakcyjne i niewielki depozyt (względem wielkości pozycji) sprawiają, że się opłaca.
    Natomiast, faktycznie, przy niższej płynności spread zżera cały profit i wówczas nie warto się tym bawić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kontrakty terminowe na GPW to jawna kpina z inwestorów indywidualnych, nie dość że nie można robić normalnej krótkiej sprzedaży, to są pokopane spready, obrót jest mizerny a do tego lewar jest wysoki.

    Moim zdaniem każda spółka notowana na wig30 powinna mieć obowiązkowo drugiego animatora na kontrakty i sprawa załatwiona ;-) bo na normalnym rynku człowiek powinien mieć okazję do szortowania.

    Przez to niedbalstwo przeleciało mi tyle fajnych okazji na szorty jak kernel, orange i paru innych. Udawało mi się to wyłącznie na JSW.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w wielu sektorach jest tak, że niby oferta jest, ale jej praktyczne wykorzystanie ma niewielkie szanse.

      Usuń