niedziela, 6 marca 2022

Inwestycyjne konsekwencje wojny w Ukrainie

Wojna w Ukrainie trwa kolejny tydzień i wiele wskazuje, że konflikt ten jest daleki od zakończenia. Warto więc sprawdzić, jakie konsekwencje niesie on dla portfeli polskich inwestorów indywidualnych.

Konflikt w Ukrainie jest przede wszystkim tragedią ludzi, którzy tracą zdrowie, życie, majątek i miejsce zamieszkania. Zmuszeni do ucieczki przed wojną potrzebują naszej pomocy, dlatego nie powinniśmy o tym zapominać. Zachęcam wszystkich, którzy mają taką możliwość, aby wsparli naszych sąsiadów, którym świat zawalił się na głowę.

Jeżeli możecie pomagać osobiście, pomagajcie osobiście. Jeżeli możecie dokonać wpłaty, zróbcie to chociażby poprzez internetową zbiórkę. Ja sam wsparłem zrzutkę organizowaną przez Tomka Jaroszka z bloga Doradca.tv (link) oraz pomagam teściom, którzy przyjęli pod swój dach dwie rodziny z Ukrainy. Każda pomoc, nawet niewielka ma znaczenie.

W dzisiejszym tekście chcę skupić się jednak na inwestycyjnych skutkach toczącego się za naszą wschodnią granicą konfliktu. Wiele na to wskazuje, że oprócz skutków krótkoterminowych, które widzimy chociażby w wycenie naszych portfeli, odczujemy również konsekwencje długoterminowe. A te mogą być znacznie bardziej doniosłe niż strata kilkunastu procent w ciągu tygodnia.

Scenariusz, którego nikt nie zakładał

Zbrojna napaść Rosji na Ukrainę była zaskoczeniem dla całego świata. Niby wszyscy widzieliśmy zdjęcia gromadzących się wojsk i wznoszonych przy granicy szpitali polowych, ale ewidentnie wieść o przekroczeniu granicy przez wojska rosyjskie była zaskoczeniem. Chyba nikt nie dopuszczał myśli, że po trudnych doświadczeniach sprzed 80 lat w XXI wielu może dojść do sytuacji, że jedno duże państwo napada zbrojnie na inne. A jednak stało się.

Pierwsza  reakcja rynków była oczywiście paniczna, wyprzedaż wszystkich aktywów poskutkowała spadkami indeksów przekraczającymi 10%. Ale już kolejnego dnia nadeszło odbicie i indeks Wig20 zanotował jedną z najlepszych sesji w ostatnich latach. 

Klasyczną decyzją, jaką musiał podjąć w takiej sytuacji inwestor indywidualny jest odpowiedź na pytanie, czy sprzedawać akcje w panice, aby być pierwszym korzystającym z dostępnej płynności, czy trzymać się długoterminowych strategii (np. dywidendowych) i pozostawić papiery w portfelu. A może nawet zwiększyć zaangażowanie, jeżeli pojawi się taka okazja.

Mając w pamięci doświadczenia z roku 2020, gdzie panika była krótkotrwała, a odbicie szybkie i spektakularne, wielu inwestorów przetrzymało spadki do dnia dzisiejszego.  Z pewnością ich portfele straciły na wartości, ale nadal wiele spółek utrzymuje się na dość przyzwoitych poziomach. Można więc powiedzieć, że ciągle jest czas na reakcję i ewentualne modyfikacje strategii.

Dywersyfikacja - finansowe słowo 2022 roku

Polscy inwestorzy są przywiązani do warszawskiego parkietu i ja sam nie jestem pod tym względem wyjątkiem. Inwestowanie głównie na GPW, przez konta IKE i IKZE, a więc długoterminowo. W końcu wszystkie podręczniki i kursy inwestowania każą celować w horyzont sięgający przynajmniej kilku dekad.

Tymczasem w ostatnim czasie bardzo mocno doświadczamy negatywnych skutków braku dywersyfikacji. Zarówno na przykładzie własnym, jak i na przykładzie inwestorów z Rosji i Ukrainy.

Przede wszystkim Ukraina. Kraj napadnięty i częściowo już zrujnowany. Gdyby istniała giełda w Kijowie z pewnością spadki notowań przekroczyłyby 50%. Utrata terytorium, zniszczenia wojenne, spodziewana długotrwała recesja może pogrążyć każdy portfel inwestycyjny.

Drugą kwestią jest osłabienie hrywny. Wszelkie aktywa wyceniane w tej walucie spadły równie mocno, tracąc swoją siłę nabywczą w odniesieniu do aktywów państw zachodnich, np. Polski. Mówimy tu zwłaszcza o aspekcie inwestycyjnym, ale ma to również odniesienie bardzo praktyczne. Pojawiają się komunikaty, że hrywna staje się powoli niewymienialna, a polskie kantory odmawiają jej wymiany na złotówki, niezależnie od kursu. To pokazuje, w jak trudnej sytuacji materialnej znaleźli się uchodźcy z Ukrainy, nawet jeżeli zabrali ze sobą pewien zapas gotówki.

Drugim przykładem jest Rosja, która doświadcza takiego samego procesu, ale nie na skutek napaści, ale na skutek wprowadzonych sankcji. Notowania na giełdzie w Moskwie są zamrożone od wybuchu wojny, więc nie można powiedzieć ile dokładnie straciły indeksy. Można natomiast rzucić okiem na wykresy spółek, które notowane są równolegle w Londynie.

Jednym z reprezentantów rosyjskiego sektora paliwowego jest Lukoil, którego kurs spadł o 99%. Inne walory z Rosji również mocno zniżkowały, niekiedy o 70% i więcej.

Trzeba pamiętać również, że od kilku dni panuje na światowych rynkach zdecydowany odwrót od wszystkiego, co jest powiązane z rosyjskim rynkiem kapitałowym. Spółki są wyrzucane z koszyków, ETFów i indeksów, a wszystkie płynne aktywa masowo wyprzedawane. Jeżeli więc w końcu giełda w Moskwie zostanie otwarta, fala podaży, która się przez nią przetoczy zbije notowania na historycznie niskie poziomy.

Również notowania rubla spadły w ostatnim czasie o ok. 30%. 

Widać więc, że osobom, które dotychczas trzymały większość swoich oszczędności i inwestycji w rublu lub hrywnie siła nabywcza zdecydowanie zmalała, a część inwestycji jest zamrożona i niemożliwa do sprzedaży. Lub warta tak niewiele, że sprzedaż niczego nie zmienia.

Sytuacja polskich inwestorów

U nas sytuacja wygląda nieco lepiej, chociaż każdego dnia ulega pogorszeniu. I nie piszę tu w alarmistycznym tonie, aby siać panikę, ale jedynie opisuję to, co widzimy na wykresach.

Indeksowi WIG udało się co prawda domknąć lukę cenową powstałą w dniu ataku wojsk rosyjskich na Ukrainę, ale po tej chwili odreagowania, spowodowanej w dużej mierze notowaniami spółek surowcowych, znów obierany jest kurs na południe.

Podobnie wygląda sytuacja na indeksie PLWS, obrazującym szeroki rynek i lepiej oddającym zachowanie małych spółek. Widać, że mieliśmy kilka sesji odreagowania i ponownych wzrostów, ale znów pojawia się niepewność i zwiększona podaż akcji.

Na wartości traci również złoty, który od połowy lutego stracił ponad 10% do dolara i przekracza już poziom 4,40 zł. Euro kosztuje obecnie 4,85 zł i jest najdroższe od 2009 roku. Niepokojem napawa również fakt, że codziennie na rynku interweniuje NBP, zarówno słownie, jak i poprzez sprzedaż walut obcych, ale póki co nie widać pozytywnych rezultatów takiego działania.

Podsumowując więc sytuację w chwili obecnej, prawie wszystko co polskie traci obecnie na wartości. Jeżeli całość naszych oszczędności posiadamy na giełdzie, tracimy zarówno na spadających kursach, jak i na słabnącym złotym. Jeżeli trzymamy oszczędności w banku, tracimy tylko na osłabieniu złotego, ale i tak jest to mocna zmiana.

Co robić teraz z naszymi akcjami?

Z pewnością jesteśmy teraz pod dużą presją. Z pewnością milion myśli biega nam po głowie i zastanawiamy się, czy podejmować w takich warunkach jakieś decyzje, czy siedzieć z założonymi rękami i czekać. 

Jedno jest pewne - funkcjonujemy teraz w warunkach, które można określić mianem historycznych. Zależnie od tego, jakie decyzje dziś podejmiemy, albo zarobimy albo stracimy dużo pieniędzy. Sęk w tym, że nie wiadomo, czy lepiej obecnie stawiać na trzymanie się swojej długoterminowej strategii (i np. trzymać akcje dywidendowe), czy spieniężać papiery w pośpiechu, póki wyceny są jeszcze w miarę przyzwoite. 

Ja sam oczywiście nie znam odpowiedzi na te pytania, gdyż jest ona uzależniona od rozwoju wydarzeń na polu geopolityki. A spektrum scenariuszy jest dziś bardzo szerokie. Ja sam w każdym razie trzymam moje długoterminowe pozycje i nie dokonuję na razie zmian. Ani nie sprzedaję, ani nie kupuję. Jestem otwarty na kupno, ale jeszcze nie teraz, jeszcze jest za drogo. Dla precyzji dodam, że posiadam ponad 95% w akcjach i poniżej 5% w gotówce.

Krótkoterminowo będzie bardzo bolało

Jak pisałem wcześniej, mamy obecnie historyczne czasy - pierwsza w tej skali wojna w ostatnich dekadach. Zarówno sam fakt działań militarnych jest wyjątkowy, jak i wyjątkowe są sankcje, które zachód nałożył na Rosję. 

Duże znaczenie ma tu fakt naszego geopolitycznego położenia. Bezpośrednio sąsiadujemy z Białorusią, która de facto umożliwiła i wsparła rosyjski atak oraz z Ukrainą, która znajduje się w dramatycznej sytuacji i której losy ciągle się ważą. Można więc powiedzieć, że Polska jako kraj przyjmie na siebie największą część negatywnych konsekwencji obecnych wydarzeń, poza oczywiście Ukrainą i Rosją.

Niezależnie od tego, czy spodziewamy się scenariusza pozytywnego czy obawiamy, że ziści się negatywny, pewny jest fakt, że na początku będzie źle.

Zniszczenie Ukrainy i skala sankcji nałożonych na Rosję to duży czynnik negatywny. Wzrost cen zbóż, wzrost cen surowców energetycznych i recesja w obu tych krajach to niemal pewne konsekwencje krótkoterminowe. To, jak długo się one utrzymają, zależy już od polityki, ale kilka kwartałów to raczej minimum. 

Czynnikiem krótkoterminowym są również straty w wymianie handlowej. Rosja, Ukraina i Białoruś w najbliższym czasie ani nie będą od nas w najbliższym czasie niczego kupowały, ani nam wiele nie sprzedadzą. Polskie spółki w tych krajach albo znacznie ograniczyły, albo zawiesiły działalność, co zdecydowanie wpłynie na ich wyniki i ogólnie wzrost gospodarczy.

Drugą krótkoterminową kwestią jest sytuacja krajowa. Wzrost inflacji, pogorszenie nastrojów konsumenckich, zwiększone wydatki na zbrojenia, wzrost kosztu towarów importowanych oraz odpływ pracowników z Ukrainy to tylko kilka skutków, które już obserwujemy. 

Poważną kwestią są uchodźcy, którym trzeba pomóc i którymi trzeba się zaopiekować. Mówimy głównie o kobietach i dzieciach, którzy w większości nie są gotowi do szybkiego podjęcia pracy i nie znają języka. Jest to więc zupełnie inny krąg osób niż te, które przyjeżdżały do nas dotychczas. Branża budowlana i transportowa mówią z kolei o odpływie 20-30% pracowników którzy wrócili do Ukrainy walczyć, co z pewnością przełoży się na spowolnienie w niektórych sektorach.

Musimy się więc przygotować, że kolejne dwa lata mogą być trudne.

Scenariusze długoterminowe kluczowe dla Polski

Dla kondycji polskiej gospodarki i instrumentów finansowych bardzo znaczące są długoterminowe konsekwencje wydarzeń na wschodzie. Jeżeli zrealizuje się scenariusz pozytywny, mamy szansę wyjść na prostą, a jeżeli będzie to wariant negatywny, konsekwencje będą bardzo doniosłe.

Tym, co już się stało jest otwarcie oczu na działania Rosji. Niby świat wiedział, że nie jest to demokratyczne państwo. Widzieliśmy napaść na Gruzję, widzieliśmy napaść na Krym, widzieliśmy napaś na wschodnie regiony Ukrainy, ale dopiero otwarta wojna pokazała, jak dużym czynnikiem ryzyka jest Rosja.

W scenariuszu najbardziej optymistycznym Ukrainie udaje się odeprzeć atak, a Rosja zostaje osamotniona z kryzysem ekonomicznym. Być może następuje jakaś zmiana na szczytach władzy, która przekłada się na stopniową westernizację Rosji i Ukrainy. 

W scenariuszu pośrednim Rosja zajmuje część Ukrainy, ale jej zachodnie krańce, graniczące z Polską pozostają niepodległe.

W najgorszym scenariuszu Rosja uzyskuje pełną kontrolę nad terytorium Ukrainy. Skutkiem tego graniczymy na wschodzie z Obwodem Kaliningradzkim, zwasalizowaną Białorusią i kontrolowanym przez Rosję terytorium Ukrainy. Będziemy mieli więc tu obok Rosję, która właśnie spaliła mosty dyplomatyczne, której niebawem załamie się gospodarka i której jedyną kartą przetargową w relacjach z zachodem pozostanie groźba użycia siły. I wiadomo, jaki kraj będzie tu pierwszym buforem.

Trzeba te scenariusze traktować bardzo poważnie, co z pewnością właśnie robią inwestorzy zagraniczni wyprzedający polskie aktywa i złotego. Już teraz widzimy zachodnie skutki konfliktu w Ukrainie. Aktywa na wschód od polskiej granicy mocno ucierpiały. Zerwały się łańcuchy dostaw, przez co niektórzy producenci samochodów zmuszeni byli wstrzymać produkcję. Z każdym dniem podobne przykłady będą się mnożyły. 

A to może wpłynąć na przyszłe decyzje światowych koncernów o lokalizowaniu swoich inwestycji. Tak samo, jak produkcja powraca z Chin do Europy po utrudnieniach logistycznych na przestrzeni ostatnich lat, tak atrakcyjność inwestycyjna Polski maleje wraz z narastaniem zagrożenia geopolitycznego na wschodzie. 

Przez ostatnie lata dziwiliśmy się, że obecne na warszawskiej giełdzie spółki notowane są na tak niskich mnożnikach, np. cena/zysk, w relacji do swoich zachodnich konkurentów. Obecnie obserwujemy jedno z możliwych uzasadnień takiego stanu rzeczy i w przyszłości z pewnością trudniej będzie ściągnąć na na polski rynek kapitał międzynarodowy.

Co zmieni się w naszym myśleniu o inwestycjach?

Jak wspomniałem kilka akapitów wyżej, spodziewam się, że polscy inwestorzy szerzej otworzą się na dywersyfikację portfela i posiadanie aktywów poza granicami kraju.

Groźba konfliktu militarnego na terenie Polski jest bardzo odległa, ale jeszcze dwa tygodnie temu zmasowany atak na Ukrainę również wydawał się abstrakcją. A dzisiaj widzimy nie tylko bezwartościową hrywnę, nie tylko dołujące aktywa finansowe, ale również mieszkania, które legły w gruzach i grunty, po których jeżdżą dziś czołgi. 

A więc mimo, że Polska jest członkiem UE i NATO, z pewnością będziemy chcieli posiadać znacznie więcej aktywów zagranicznych. Wpłynie to nie tylko na płynne aktywa, ale również na inwestycję w nieruchomości. Bo dolary czy złoto można zabrać ze sobą, a mieszkanie na wynajem można co najwyżej porzucić. 

I znów podkreślam, że Polska posiada znacznie większe gwarancje bezpieczeństwa niż Ukraina. Mimo tego widać panikę, ludzie masowo składają wnioski o paszport, kupują waluty obce, złoto i szukają bezpieczeństwa w "twardych aktywach". To, co się obecnie dzieje na wschodzie z pewnością zapadnie nam w pamięci i znajdzie odzwierciedlenie w przyszłych decyzjach inwestycyjnych.

Co ja sam zrobię z moimi inwestycjami?

Jak napisałem wyżej, na razie nie robię nic. Nie sprzedaję, bo wiem, że posiadam akcje bezpiecznych i rentownych spółek. Oczywiście istnieją całkiem konkretne negatywne skutki, których się spodziewam. Amica prowadzi biznes na wschodzie i zapewne ten segment pójdzie na straty. Spółki takie jak Pekabex ucierpią na odpływie pracowników, wzroście kosztów stali i cementu. Branże energochłonne (u mnie Alumetal czy Rokita) ucierpią na wzroście cen nośników energii, co swoją drogą dotknie całą gospodarkę. A więc straty będą i jestem na nie przygotowany.

Z drugiej strony uważam, że jeszcze za wcześnie jest na kupowanie przecenionych aktywów. Rynek, nawet w trudnych warunkach, potrzebuje czasu na pełne zdyskontowanie złych scenariuszy. Może spaść o 10% w jedną sesję podczas paniki, ale jak mu się da trochę czasu to w rok spadnie o kolejne 40%. I takiego właśnie scenariusza się spodziewam, więc trzymam oszczędności i spływające dywidendy na zdecydowanie lepsze okazje, które moim zdaniem dopiero nadejdą.

Największą zmianą, która nastąpi w moich inwestycjach to otwarcie się na rynki zagraniczne. Zapewne będzie to w dużej mierze rynek amerykański, ale chcę zrobić to w sposób maksymalizujący bezpieczeństwo. Czyli nie polski dom maklerski, gdzie ochronę aktywów zapewniają polskie instytucje finansowe. Myślę o całkowitym przewalutowaniu części portfela i inwestowaniu środków przez jakiegoś renomowanego zagranicznego brokera.

Co ważne, nie zamierzam robić tego teraz. Czyli nie kupuję teraz w panice dolarów ani euro, nie kupuję złota, kryptowalut ani innych aktywów. Uważam, że obecnie obserwujemy sporą dozę paniki na złotym, a nie chcę sam do niej dołączać. Dopiero jak się sytuacja uspokoi, rozważę powolną rozbudowę portfela, co potrwa zapewne dobre dwa lata.

Idź na spacer, myśl samodzielnie, weryfikuj informacje

Scenariusze, które dziś opisałem są odzwierciedleniem tego, co kołacze mi się aktualnie w inwestycyjnej głowie. Raczej pewne jest, że w najbliższym czasie będziemy mieli turbulencje w wielu obszarach gospodarki i rynków finansowych. O ile objęta sankcjami Rosja jest i pozostanie na jakiś czas istotnym źródłem zagrożeń, jestem optymistą.

Dlatego nawet mimo tego stresującej sytuacji na rynku, trzymam się obranej strategii. Wiem, że posiadam sprawdzone spółki, prowadzące realne, dochodowe, a niekiedy również globalne biznesy i tego chcę się trzymać. Spadające ceny akcji bolą i skłaniają do nerwowych ruchów, ale po spokojnym namyśle widzę to bardziej jako długoterminową okazję inwestycyjną, a nie zagrożenie.

Jeżeli więc zamierzasz podjąć jakąś szybką decyzję dotyczącą długoterminowych inwestycji, nie rób tego. Idź na spacer, spotkaj się z ludźmi, a najlepiej pomyśl o tym z dzień lub dwa. Rynek w tak krótkim czasie mocno nie odjedzie, a jeżeli wykonasz jakieś paniczne ruchy, może być trudno je odwrócić.

Myśl długoterminowo i nie poddawaj się emocjom - to podstawa skutecznego inwestowania i źródło sukcesu na rynkach.

6 komentarzy:

  1. Jakie wady widzisz w inwestowaniu w amerykańskie akcje przez polskie XTB w stosunku do zagranicznego brokera np. IB, mógłbyś to doprecyzować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba oczywiste dzisiaj. Bomby.

      Usuń
    2. Chodzi o ogólny koncept. W razie jakiegoś negatywnego scenariusza w PL masz run na taką instytucję jak XTB. Sprzedaże, umorzenia, wypłaty, głównie w PLN, który może szybko stracić na wartości. A w takim IB aktywa i klienci z PL stanowią jakieś promile w całości, więc nie będzie takiej sytuacji. Plus cała obsługa, gwarancje zgromadzonych środków itp. Myślisz, że dodzwonisz się na infolinię XTB, gdyby Rosja napadła na Polskę?

      Od razu mówię, że nie zakładam takiego scenariusza. Ale jeżeli wychodzić za granicę z powiedzmy 1/3 swojego majątku to wolę mieć pewność, że nic mu się nie stanie. A i tak nie ma gwarancji, o czym przekonali się ostatnio zamożni Rosjanie mający oszczędności w Szwajcarii :)

      Usuń
  2. IB to interactive brokers?

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że jedną z konsekwencji wojny na Ukrainie był wyjazd młodych Ukraińców, którzy pracowali w Polsce. Wielu przedsiębiorców bardzo to odczuło.

    OdpowiedzUsuń