Zapisz się na newsletter, otrzymuj informacje o nowych wpisach i odbierz szkolenie!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Mikołaj przywiózł rózgę - trzeci kwartał wypada kiepsko

Wszyscy, którzy rozglądali się za rajdem świętego Mikołaja mogą czuć się rozczarowani. Prezentów nie było, wzrostów również, a przykład rynków zachodnich dodatkowo potęguje wrażenie, że jednak na naszym parkiecie nie dzieje się dobrze. Wrażenie tym smutniejsze, że jeszcze trzy miesiące temu, w wrześniu, Wig20 wybił górą kanał, w którym poruszał się przez cały mijający rok, ustanawiając tegoroczne maksima. Grudzień z kolei przyniósł nam tegoroczne minima. Widzimy więc, że sytuacja nie rozwinęła się po myśli inwestorów poszukujących zysków na inwestowaniu w akcje.

Poniżej przedstawiam porównanie ostatnich miesięcy 2014 roku w wykonaniu dwóch indeksów - Wig20 oraz Sp500. Dla ułatwienia rozbiłem je na kilka podokresów, żebyście mogli dostrzec, o ile słabszy jest nasz rynek od amerykańskiego.


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Moje koszty utrzymania samochodu

Ponad rok temu napisałem wpis dotyczący kupna mojego pierwszego samochodu. Jakoś tak się złożyło, że posiadam go do dzisiaj, a więc mam już domknięte dwa lata doświadczeń związanych z kosztami utrzymania takiego pojazdu, Korzystając z okazji, że Michał Szafrański podzielił się swoimi obliczeniami dla posiadanego przez niego od nowości samochodu, ja pokażę wersję auta używanego.

Każdy używa auta inaczej


Jeśli jeszcze nie czytaliście mojego poprzedniego wpisu, zachęcam żebyście to zrobili. Pozostaje on bardzo aktualny, prezentując jednocześnie sposób, w jaki korzystam z samochodu.

O ile więc niektórzy przebywają miesięcznie duże dystanse i potrzebują auta jako narzędzia do pracy, u mnie samochód nie jest wymogiem koniecznym. Gdybym się uparł mógłbym funkcjonować bez niego, ale wiązałoby się to z podróżowaniem trwającym o wiele dłużej oraz w gorszych warunkach, co chociażby przy obecnej pogodzie można uznać za ważny czynnik.

Podróżuję najczęściej na bardzo krótkich trasach. W związku z tym silnik jest zimny, jadę przez miasto, a to wszystko przekłada się na stosunkowo wysokie spalanie, jak na benzynową jednostkę 1.1. Niemniej na razie jestem z niej bardzo zadowolony, mimo że trochę brakuje mocy pod nogą, gdy czasami potrzeba bardziej dynamicznego przyspieszenia.

Oprócz tego, użytkuję auto normalnie. Większość tras (nie licząc krótkich dojazdów do pracy) nie przekracza w obie strony dystansu 50 km, sporadycznie przekraczając 100 km. Jeśli używacie samochodu w inny sposób, faktyczne koszty utrzymania pojazdu będą inne.

źródło: blog.credit.com

piątek, 19 grudnia 2014

Co kryzys rosyjski znaczy dla inwestorów?

Mamy za sobą kilka ciężkich dni na rynkach. Osłabianie się rubla sprawiło, że indeksy w Polsce zanurkowały dość gwałtownie, narażając pozycje wielu inwestorów. Na chwilę obecną nie wiemy, czy jest już po wszystkim, czy też czeka nas jeszcze kolejna fala spadków. W każdym razie, warto przyjrzeć się tej sytuacji z nieco szerszej perspektywy.


Jak łatwo zauważyć, rynek w ciągu 7 sesji przebył odległość 200 punktów. Jest to bardzo silny i stosunkowo rzadki ruch, mimo że w przeszłości zdarzały się nawet większe przesunięcia. Co może on oznaczać dla portfeli inwestorów?

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Prowadzenie notatek pozwala rozwinąć skrzydła

W jednej z książek, które czytałem w młodości, bodajże był to Szatan z siódmej klasy, jeden z głównych bohaterów posiadał silne zacięcie matematyczne. Żeby nie umknął mu żaden pomysł, na który mógłby wpaść w ciągu dnia, zawsze nosił przy sobie kawałek kredy, którą mógł na dowolnej powierzchni zapisać pomysł w formie notatki i w ten właśnie sposób go utrwalić.

Uciekające pomysły


Codziennie stajemy przed tego typu problemami. Wpadamy na jakiś fajny pomysł i chcemy go wdrożyć w życie, ale nie mamy pod ręką niczego, aby go zapisać. Dochodzimy do wniosku, że będziemy pamiętali, przecież głowa nie jest dziurawa. Oczywiście z takimi pomysłami najczęściej bywa jak o poranku ze snami - po otwarciu oczu jeszcze je pamiętamy, ale już przy śniadaniu trudno jest nam je sobie przypomnieć. Najczęściej przepadają na zawsze.

Problem zapominania ciekawych pomysłów dotyczy w szczególności ludzi kreatywnych. Tworzą oni nowe idee i rozwiązania, więc jest szczególnie ważne, aby byli oni w stanie zarządzać swoimi pomysłami bez tracenia ich już na starcie. 

Przykładem mogę być ja sam. Jak wiecie, piszę dwa blogi, co wymaga dość dużych pokładów kreatywności. W rezultacie praktycznie bez przerwy gdzieś z tyłu głowy biegają mi różne myśli związane z blogowaniem i powraca pytanie, czym mógłbym w nadchodzącym tygodniu uraczyć moich czytelników. Dlatego z mojej perspektywy niezmiernie ważne jest, żeby w każdej chwili mieć możliwość zanotowania myśli, która być może przekuje się w ciekawy pomysł na wpis.

Dotyczy to oczywiście nie tylko samych wpisów. Rozwijanie blogów wiąże się z koniecznością opanowania umiejętności z wielu dziedzin i ciągłego poszukiwania nowych kierunków, To wszystko również przekłada się na rozmaite myśli, które trzeba gdzieś gromadzić i zapisywać.

I w końcu trzeba powiedzieć o inwestowaniu, które również jest pracą kreatywną. Oczywiście można grać systemem mechanicznym, gdzie pozostaje nam tylko składanie zleceń, ale przecież system sam się nie tworzy. Trzeba obserwować rynek, czytać, analizować i następnie próbować syntetyzować zgromadzoną w ten sposób wiedzę w coś będącego nową jakością, dzięki czemu zaczniemy na giełdzie zarabiać.

źródło: performing-musician.com

czwartek, 11 grudnia 2014

Czy rynek posiada pamięć?

Zastanawialiście się kiedyś, czy rynek posiada pamięć? Czy uświadamia sobie sytuację i kontekst w którym się znajduje i czy ten kontekst wpływa na obecne i przyszłe notowania cenowe? Czy może jest zupełnie inaczej i każda chwila jest nowym otwarciem, w którym wszystkie warianty są możliwe?

Od pewnego czasu nurtuje mnie właśnie opisany wyżej problem. Z jednej strony można go bagatelizować i stwierdzić, że mi się najwidoczniej nudzi, skoro rozważam takie pseudo-filozoficzne kwestie. Ale zastanówmy się, czy w rzeczywistości nie warto chwilę o tym pomyśleć.

Pod pojęciem rynek rozumiem głównie indeksy, gdyż to one wskazują nam, co myśli i robi szeroka rzesza inwestorów. W przypadku spółek sytuacja jest niestety nieco bardziej złożona i trudno byłoby ją omówić w sposób syntetyczny.

źródło: futuremarketsinc.com

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Naiwna analiza fundamentalna - wszyscy to robimy

Czy można przeprowadzić analizę fundamentalną spółki w ciągu kilku sekund? Czy można po jednym rzucie oka wiedzieć, czy się dobrze rozwija i czy przynosi zyski? Owszem, można, a my jako inwestorzy robimy to bardzo często, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Bardzo często analiza techniczna postrzegana jest jako przeciwieństwo analizy fundamentalnej. Są niczym ogień i woda, nie mając wielu punktów wspólnych. Wydawać by się mogło, że są to zupełnie odrębne analizy, a zadaniem początkującego inwestora jest zdecydowanie, czy będzie technikiem czy fundamentalnym.

W rzeczywistości oba typy analizy są ze sobą bardziej połączone niż nam się wydaje. Przecież wychodzą one z tego samego źródła: od aktywa, które analizujemy. Niezależnie od tego, czy są to akcje spółek, surowce, czy pary walutowe, zawsze pod wykresem coś się kryje. A więc zapis ceny w czasie nie jest zupełnie wirtualnym tworem, który porusza się w górę lub w dół niezależnie od czynników fundamentalnych wpływających na dane aktywo.

źródło:prettygoodatlife.com

czwartek, 4 grudnia 2014

Zaryzykowanie całego portfela jest marzeniem inwestora

Czas po raz kolejny zabrać głos w sprawie działań KNF zmierzających do ograniczenia dopuszczalnej dźwigni na rynku forex do poziomu 1:50. Już raz poświęciłem temu zagadnieniu miejsce na blogu, ale temat ten nie został wyczerpany. Również inni autorzy, nie tylko związani z konkretnymi domami maklerskimi, wyrażają swoje niezadowolenie z takiej ingerencji w regulacje dotyczące inwestowania.

Żeby nie było to jednak zwykłe wylewanie hejtu na KNF, postanowiłem zaprezentować możliwości, jakie daje dźwignia finansowa.

Najczęściej dźwignia kojarzona jest z zagrożeniem, jakie stwarza. Nawet podstawowe teksty opisujące jej mechanizm podkreślają obowiązkowo, że niewłaściwie użyta może prowadzić do utraty całości posiadanego kapitału, a nawet trochę większej jego ilości niż posiadamy na rachunku.

Czym więc jest w istocie dźwignia finansowa? Jest to możliwość stwarzana przez brokera lub twórcę standardu instrumentu pochodnego, by handlować pozycją o określonej wielkości, posiadając jedynie jej ułamek. Nie musimy więc posiadać miliona w portfelu, żeby mieć milionową ekspozycję na zyski i straty, wystarczy odpowiednio określona część tego kapitału. Czasami jest to 2% (dźwignia 1:50), a czasami 0,5% (dźwignia 1:200). Stosując tę drugą dźwignię, już 5 tys. złotych pozwoli nam (teoretycznie) otworzyć tak dużą pozycję.

I w tym momencie pomijam wszystkie ryzyka związane z nieodpowiedzialnym używaniem udostępnianego inwestorom lewara, gdyż napisano na ten temat bardzo wiele i nie ma sensu się powtarzać. Teraz spojrzymy z perspektywy osoby, która wie już, co się z czym je i jak wykorzystać dźwignię finansową.

źródło; flatworldknowledge.com

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Spółki Ciekawe Technicznie - grudzień 2014

Po raz pierwszy w jakości 1080p prezentuję spółki, które wydają mi się interesujące na najbliższy czas. Sytuacja techniczna nie jest jednoznaczna, ale niektóre podmioty pokazują się z dobrej strony.

sobota, 29 listopada 2014

Trudna sztuka nicnierobienia kluczem do sukcesu

Nie jest łatwo być inwestorem zarabiającym na giełdzie. Jednym z problemów, które często przytrafiają się początkującym, ale nie tylko, jest poczucie, że trzeba dokonywać transakcji. Dotyczy to zwłaszcza rynku instrumentów pochodnych, ale nie tylko. Czasami rynek nam nie sprzyja, ale mimo tego zajmujemy pozycję. W tej chwili mam do czynienia właśnie z taką pokusą.


Jak widzimy na powyższym wykresie z PowerTradera, indeks Wig20 znajduje się aktualnie blisko szczytu trójkąta symetrycznego, będącego niejako punktem decyzyjnym dla tej formacji. Z drugiej strony, nie mam absolutnie żadnych oczekiwań kierunkowych co do dalszych ruchów tego indeksu. Zazwyczaj jest tak, że potrafię stosunkowo łatwo ocenić, czy rynek znajduje się w okresie wyczerpania czy wykupienia lub czy się do takiego stanu zbliża. Wykorzystuję to chociażby przy moich transakcjach na opcjach i podejście to bardzo dobrze mi się sprawdza. Teraz jednak nie mam żadnego określonego planu. Decyzja może być tylko jedna - nie handluję.

wtorek, 25 listopada 2014

Znaczenie komputera we współczesnym inwestowaniu

Tydzień temu, w niedzielę, przytrafiła mi się bardzo niemiła sytuacja. Laptop, będący moim centrum dowodzenia i koncentrujący wszystkie moje najważniejsze dane, odmówił posłuszeństwa. Ekran zwyczajnie zgasł, mimo że reszta komputera wydawała się pracować normalnie. Zostałem bez komputera.

Niestety należę do osób, które są bardzo wrażliwe na złośliwość przedmiotów martwych, a szczególną rolę pełnią to właśnie komputery. Jak tylko coś się na chwilę zawiesi, otwiera się kilka sekund dłużej niż tego oczekuję, potrafię wpaść w prawdziwą wściekłość. Tamtego wieczoru sytuacja wyglądała bardzo kiepsko. 

Podstawą było ustalenie, co się stało, a także jak szybko i jakim kosztem można taką usterkę usunąć. Mam szczęście znać odpowiednią osobę, więc już w poniedziałkowe popołudnie wiedziałem, że najprawdopodobniej padła mi karta graficzna. Jako że była zintegrowana na płycie głównej, trzeba by było wymienić cały element. Koszty szacowane na ok 1000 zł, ale czas potrzebny na sprowadzenie kompatybilnej płyty głównej byłby zbyt długi, jak na moje możliwości. Poza tym komputer liczył sobie już 4 lata, a więc ryzyko że posypią się kolejne części było wysokie. Uznałem, że trzeba wymienić komputer na nowy.



Jeszcze w poniedziałek wieczorem zakupiłem sprzęt w popularnym serwisie aukcyjnym, a komputer dotarł do mnie w czwartek i po kilku godzinach konfiguracji i instalacji niezbędnego oprogramowania, mogłem dalej działać. 

Opisany powyżej przykład pokazuje jedno z ryzyk, na jakie narażają się osoby pracujące zdalnie oraz robiące dużo rzeczy za pośrednictwem komputera. Awaria sprzętu, utrata połączenia internetowego lub utrata danych mogą wyłączyć nas z obiegu na dłuższy lub krótszy czas. Dla niektórych, inwestujących w dłuższym terminie, może to być tylko mała niedogodność w postaci braku możliwości sprawdzenia poczty, czy poklikania w internecie. Z kolei dla osób, które pracują na komputerze (jak chociażby ja), albo dokonują wielu transakcji na dość dużej dźwigni, już kilkanaście minut bez dostępu do internetu może być powodem do poważnego niepokoju. Zwłaszcza, jeśli akurat ma się otwartą dość dużą pozycję, która akurat zmierza przeciwko nam. Kiedyś podobny przykład opowiadał Grzegorz Zalewski na jednym ze szkoleń.

Z pewnością potraficie przypomnieć sobie takie przypadki z własnego doświadczenia lub doświadczenia znajomych. I tutaj trzeba powiedzieć, że nie trzeba dużo szukać. Poniżej przytaczam rozmowę na czacie jednego z portali giełdowych z dnia, kiedy zaczynałem pisać ten tekst:


Bardzo życiowe, niezależnie od tego, czy dotyczy inwestowania, czy innego typu dokumentów zgromadzonych na naszych komputerach.

I teraz każdy niech zada sobie pytanie, czy jest odpowiednio przygotowany na takie przypadki. Myślicie, że robiłem kopie zapasowe? Ostatnia wykonana była ponad rok temu. Mimo, że mam kilka dysków zewnętrznych, które traktuję właśnie jako takie bazy danych, Zapewne niezliczona ilość prac magisterskich czy licencjackich zakończyła swój żywot w wyniku awarii sprzętu lub innego nieprzewidzianego zdarzenia. Chociażby moja kuzynka, której bawiący się komputerem syn (bodajże 3-letni) skutecznie skasował pracę prawie gotowy licencjat. Pisała od nowa.

W moim przypadku udało się odzyskać wszystkie dane, ponieważ dysk nie był uszkodzony, a po jego demontażu udało się go podpiąć do nowego sprzętu i zgrać niezbędne pliki. Ale co, gdyby padł sam dysk, jak to miało miejsce w prezentowanej wyżej rozmowie? Wtedy mogiła lub kosztowne odzyskiwanie danych, bez gwarancji sukcesu.

Wiem, że wpis ten nie dotyczy bezpośrednio inwestowania. Ale trzymamy na naszych komputerach, oprócz rzeczy zbędnych i dużych ilości śmieci, również dane bardzo dla nas ważne. I nie ma znaczenia, czy jest to tylko (lub aż) rodzinnych zdjęć, czy też historia naszych inwestycji z ostatniej dekady, wraz z kodami naszych zarabiających systemów inwestycyjnych. To wszystko może zniknąć, jeśli nie zajmiemy się tymi danymi w odpowiedni sposób,

Robię ten wpis, żebyście mogli się zastanowić, czy nie ma na tym polu obszaru, w którym można coś poprawić. Chociażby spakować najważniejsze excele i przesłać je sobie mailem na drugą skrzynkę, bo zazwyczaj posiadamy po kilka. W ten sposób, mimo że w chmurze, nasze dane nie zginą.

Przypadki chodzą po ludziach. Mi udało się wyjść z tego wszystkiego obronną ręką, kosztem kilku dni bez komputera i kilku tysięcy wydanych na nowy sprzęt. Warto wyciągnąć wnioski.

sobota, 22 listopada 2014

Urodzinowa promocja członkostwa w SII - to się opłaca

W trym roku, podobnie jak w zeszłym, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych przygotowało promocję członkostwa. Jest ona skierowana nie tylko do wszystkich osób zainteresowanych przystąpieniem do stowarzyszenia, ale również do tych z nas, którzy dołączyli w poprzedniej edycji i teraz tylko przedłużają ważność swojego konta.

Krótko i w żołnierskich słowach przypomnę, o co biega. Członkostwo w SII to wiele wymiernych korzyści. Nie mówię tutaj tylko o ofercie edukacyjnej stowarzyszenia, ale również o tak ważnym elemencie, jakim są zniżki na różnego typu eventy inwestorskie, czy też usługi oferowane przez związane z rynkiem podmioty. Dla nas najważniejszy może być fakt, że bycie członkiem uprawnia do zniżek w domach maklerskich, zarówno w zakresie kosztów prowadzenia rachunków, ale również co do bieżących prowizji od dokonywanych transakcji. Wystarczy powiedzieć, że składka członkowska uiszczona w zeszłym roku z nawiązką zwróciła mi się na obniżonych prowizjach.

Ale co jeszcze? W tym roku dla osób, które skorzystają z promocji, przygotowano prenumeraty Forbesa, ebooki, zniżki do restauracji oraz serwisów analitycznych. Sami możecie ocenić, czy warto, klikając poniższy banner.


Ile to kosztuje? Normalnie za roczne członkostwo zapłacicie 90 zł. Jeśli przejdziecie na stronę promocji, a następnie w miejscu na kod promocyjny wpiszecie hasło PROMOCJA, Wasza składka spadnie do 79 zł. Co więcej, czas trwania tej promocji jest ograniczony, gdyż od 8 grudnia cena rośnie do 199 zł. Dlatego też skorzystanie z kodu promocyjnego w najbliższych dniach wydaje się najbardziej optymalnym rozwiązaniem.

Osoby, które nie są zdecydowane, zachęcam do spróbowania. Weźmy przykład Domu Maklerskiego BZ WBK. Standardowa oferta to 55 zł rocznie za prowadzenie rachunku, 0,39% prowizji od obrotu akcjami i 8,50 zł za kupno lub sprzedaż kontraktu terminowego, Opierając się na informacjach ze strony SII i wiedząc, że członkowie nie płacą nic za prowadzenie rachunku i prowizje mają zmniejszone do 0,30% na akcjach i 7 zł na kontraktach, łatwo jest wyliczyć progi opłacalności. Wystarczy zrobić na rynku kasowym obroty rzędu 27 tysięcy zł lub obrócić 16 kontraktami, żeby zwrócił nam się koszt uiszczonej składki członkowskiej. Z pewnością zdecydowana większość z nas dokonuje o wiele większych obrotów, tak na rynku kasowym, jak i terminowym.

Myślę, że kalkulacja jest bardzo prosta. Ja sam do SII przystąpiłem dopiero niedawno i teraz tylko przedłużam członkostwo na promocyjnych warunkach. Po zeszłorocznej edycji otrzymywałem komunikaty, że była część osób, która nie zdążyła skorzystać z promocyjnej oferty, a chciałaby dołączyć do SII na atrakcyjnych warunkach. Dlatego też puśćcie wieści w świat, ponieważ 7 grudnia jest ostatnim dniem, którego możecie skorzystać ze zniżki. Później, jak to mówią, dupa blada :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

KNF ogranicza dźwignię na foreksie - czy słusznie?

W ostatnich dniach zrobiło się sporo szumu na temat działań Komisji Nadzoru Finansowego zmierzających do ograniczenia maksymalnej dźwigni na rynku forex do poziomu 50:1. Aktualnie można trafić na brokerów, którzy dopuszczają dźwignię rzędu nawet 500:1, co oznacza, że mając 2 tysiące złotych można handlować pozycjami o wielkości 1 miliona zł. Oczywiście dźwignia taka jest tylko teoretyczną możliwością, a to, czy z niej skorzystamy, zależy tylko i wyłącznie od woli inwestora.

Rozważając sensowność takiej zmiany warto jest sprawdzić, jak wygląda to na rynku regulowanym, przy depozytach dla kontraktów terminowych. Tam dźwignia oscyluje w okolicach 14:1 i uczestnicy rynku wydają się z takiego stanu rzeczy zadowoleni. Pytanie więc, czy faktycznie są inwestorzy korzystający z dźwigni przewyższającej poziom 50:1? Czy korzystanie z tak dużego lewara jest bezpieczne i czy można uzasadnić potrzebę posiadania w swoim asortymencie dźwigni 100:1?

środa, 12 listopada 2014

Co zrobisz, jeśli jutro skończy się hossa?

Wyobraź sobie, że jutro mamy ostatni dzień hossy. Nie ważne, skąd to wiesz, niech będzie że mówią Ci to wszystkie wskaźniki i cały warsztat analityczny, z którego korzystasz. To silne przekonanie stawia Cię w sytuacji, w której musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: co będę robił przez 2 lata nadchodzącej bessy.

Dla wielu inwestorów opisana wyżej sytuacja jest trudna do wyobrażenia. Bo jak to, akcje nie będą już rosły? Oczywiście, że będą, ale dopiero wraz z początkiem kolejnej hossy. Dzisiaj takie rozważania są jeszcze teoretycznymi dywagacjami, ale, jak pisałem to kilka tygodni temu, najbliższe pół roku może pokazać, że trend wzrostowy faktycznie jest już w dojrzałej fazie, co obrazuje przywoływany już wykres:


Niezależnie od tego, jak oceniamy przyszłą koniunkturę, aktualnie panuje trend wzrostowy. Lecz on w pewnym momencie się skończy i przyjdzie nam zmierzyć się z koniecznością podjęcia kilku ważnych decyzji.

Które akcje sprzedać?


Odpowiedź na to pytanie powinniśmy znać już dzisiaj. Kiedy kupowaliśmy dane spółki musieliśmy mieć co do nich określone plany. Jeśli były to spółki spekulacyjne, których głównym zadaniem było wzrosnąć, abyśmy mogli sprzedać je drożej, trzeba je będzie najpewniej usunąć z portfela. Zrobi to zapewne kroczący stop loss lub inna metoda, którą stosujemy dla ochrony zysków.

Inne spółki kupowaliśmy być może dla dywidendy. Wtedy musimy ocenić, czy podmioty te są na tyle silne, aby warto było czekać z nimi przez cały okres gorszej koniunktury. Być może zaszła w ich kondycji jakaś zmiana, która może przesądzić o tym, że jednak zdecydujemy się je sprzedać? A może posiadamy na tyle regularne pakiety akcji, że warto jest postawić na zabezpieczenie ich cen kontraktem terminowym, jeśli ten jest dostępny? Wtedy owszem, poniesiemy koszty rolowania zabezpieczenia, ale w ten sposób mniej więcej utrzymamy cenę, przy której zdecydowaliśmy się na zastosowanie kontraktów.

Co umiem innego?


Jest to podstawowe pytanie, przed którym staniemy, a odpowiedź na nie musimy znać już dzisiaj. Bo przecież ciągle duża część inwestorów ogranicza się do rynku akcji lub papiery te stanowią rdzeń ich portfeli. Jeśli ta część naszych aktywów będzie się zachowywała dużo słabiej, musimy znaleźć dla nich alternatywę, jeżeli nie jesteśmy gotowi do przeczekania trudnego czasu.

W sytuacji, jeśli już dzisiaj inwestor dywersyfikuje swoje działania między kilka klas aktywów, najczęściej wybór jest prosty. Zwyczajnie zintensyfikuje swoje działania na tym polu, zwiększy pozycje i w ten sposób zrekompensuje sobie straty. A co, jeśli opieramy się tylko na akcjach?

Wtedy niezbędne jest przygotowanie się do nowych instrumentów, do tej pory niewykorzystywanych. I nie jest oczywiście tak, że zaczynamy swoją działalność na nowej dla nas części parkietu i od razu stajemy się w tym dobrzy. Uzyskanie długotrwałej przewagi w czymś, czym się do tej pory nie zajmowaliśmy, wymaga prawie tak wiele pracy, jak nauka inwestowania w akcje. Owszem, znamy podstawy funkcjonowania rynku, ale zarabianie na nim to już zupełnie inna sprawa.

I dlatego należy już dziś rozglądać się za nowymi polami, na których możemy się za jakiś czas odnaleźć.

Jakie instrumenty wybrać?


Być może część z inwestorów przesiądzie się na obligacje, zwłaszcza korporacyjne. W końcu papiery te kojarzą się z bezpieczną przystanią, więc wydaje się to dobrym wyborem. Trzeba jednak pamiętać, że w czasie spowolnienia gospodarczego duża część przedsiębiorstw odczuje większe lub mniejsze problemy. Zapewne część z nich okaże się niewypłacalna i nie wykupi papierów, przez co my stracimy całość lub zdecydowaną większość zainwestowanych środków. Nie powinno nas to jednak odstraszać od rynku obligacji, gdyż oferowane przez nie oprocentowanie w połączeniu z odpowiednią selekcją spółek i monitorowaniem sytuacji w czasie posiadania papierów pozwala na uzyskanie bardzo dobrych wyników.

Kontrakty terminowe są z pewnością dobrą alternatywą dla rynku akcji. Możliwość grania zarówno na wzrosty, jak i na spadki sprawia, że nie musimy czekać poza parkietem w chwilach gorszej koniunktury. Co więcej, jeśli uda nam się sprawnie posługiwać tymi instrumentami i zbudować zarabiający system, możemy po pewnym czasie zrezygnować zupełnie z akcji. Skoro bowiem osiągamy wysokie stopy zwrotu niezależnie od koniunktury, to czemu mielibyśmy poświęcać dodatkowy czas na analizowanie spółek.

Podobnie wygląda sytuacja z opcjami, tyle tylko, że one tworzą zupełnie inny wymiar inwestowania. Można powiedzieć, że dopiero w okresie spadków na giełdzie niektóre strategie nabierają rumieńców, pozwalając na uzyskiwanie bardzo wysokich stóp zwrotu. Co więcej, można z powodzeniem używać opcji do zabezpieczenia posiadanego portfela akcji, uzyskując w ten sposób ochronę przed spadkami.

Oddzielną historią jest rynek forex. Tutaj również możemy handlować niezależnie od panującej koniunktury. Zaletą forexu jest szybki, łatwy i przede wszystkim tani dostęp do nie tylko walut, ale również surowców i innych produktów będących przedmiotem obrotu na międzynarodowych rynkach. Dzięki temu nie jesteśmy zależni od jednego cyklu hossa-bessa lub jego odwrotności na walutach, ale otrzymujemy ekspozycję na aktywa trendujące zupełnie inaczej, bo uzależnione od właściwych sobie czynników.

Kolejnym i chyba ostatnim już pomysłem są różnego typu dobra kolekcjonerskie. Sam mam doświadczenie ze srebrnymi monetami emitowanymi przez NBP w celach kolekcjonerskich i mogę powiedzieć, że jest to całkiem niezły pomysł, o ile faktycznie wiemy co robimy. W tym wypadku rynek jest niepłynny (sporadyczne transakcje) oraz niestandaryzowany. Oznacza to, że nie ma dwóch takich samych dzieł sztuki, numizmatów czy skrzynek whisky. Dlatego trzeba być ekspertem, żeby umieć się poruszać w tym świecie i samodzielnie oceniać, czy posiadamy niezbędne umiejętności, czy też nie. A jeśli popełnimy błąd, nie ma mowy o ciasnym stop lossie. Sprzedaż, jeśli ma być szybka, będzie też tania.

Podsumowanie


Co łączy wszystkie powyższe sposoby inwestowania? Nie tylko fakt, że mogą one być atrakcyjne w czasie bessy na giełdach, ale właśnie przeciwieństwo myślenia w ten sposób: mogą one dać nam zarobić niezależnie od rynków akcji. Możemy nabywać doświadczenie, zarabiać oraz dywersyfikować swój portfel również w czasie hossy, a z jej końcem tylko przenieść aktywa na inny rynek.

Oczywiście nie twierdzę, że trzeba równocześnie eksplorować wszystkie te obszary. Wystarczająco trudno jest opanować zarabianie na jednym z instrumentów, żeby rozdrabniać swój czas między kontrolowanie bardzo złożonego portfela w tym samym czasie. Jednak myśląc o przyszłych spadkach, niezależnie od tego, czy nastąpią za rok, czy za miesiąc, warto mieć w zapasie plan B. A o tym trzeba decydować już teraz.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Czas dorosłości i poważnych zmian w życiu

Dzisiejszy wpis nie będzie o giełdzie i inwestowaniu. Z góry więc uprzedzam, że jeśli szukacie zagadnień związanych z rynkiem, dzisiaj ich u mnie nie znajdziecie. Mimo tego, zdecydowanie zachęcam wszystkich do lektury, zwłaszcza osoby młodsze życiem i doświadczeniem.

Nieczęsto zdarza mi się odchodzić od tematów typowo giełdowych i pisać o polityce, świętach, czy innych wydarzeniach. A jeśli już zdarza mi się, to staram się poruszyć temat, który jest dla mnie ważny i sądzę, że może być ważny dla moich czytelników. Czasem jest to frustracja związana z aferą Amber Gold, innym razem garść przykładów, że każdy ma szanse na osiągnięcie sukcesu, czasem kilka uwag na temat zawodowych wyborów, a jeszcze kiedy indziej przykład fantastycznego gestu jednego z czytelników.

Dzisiaj napiszę o dorosłości. Może się wydawać, że temat zdecydowanie za poważny na poniedziałkowe popołudnie, ale sądzę, że na tematy poważne zawsze jest odpowiednia pora. Co może napisać o dorosłości 27-latek? Cóż, może napisać, że właśnie dorósł i chce się podzielić tym wrażeniem z całym światem :) Tutaj od razu pojawią się pytania, że jak, dlaczego, co się stało etc. Odpowiedź jest oczywista, ponieważ osiem miesięcy temu spotkałem pewną osobę, która zupełnie zmieniła moje myślenie.

Nie będzie to jednak love story, ponieważ nawet w mojej ocenie przekraczałoby to ramy bloga, którego czytacie. Chce jednak podzielić się pewnymi wrażeniami i spostrzeżeniami, które w pewnym momencie dotykają zapewne każdego z nas. 

czwartek, 6 listopada 2014

Największy błąd początkujących inwestorów

Tworzony przeze mnie blog, którego właśnie czytacie oraz publikowane w serwisie YouTube filmy na temat inwestowania, sprawiają, że wiele osób zwraca się do mnie z prośbą o poradę dotyczącą posiadanych przez siebie pozycji na rynku. Najczęściej piszą maila, chociaż dużo głębszą analizę przeprowadzamy w ramach hangoutów, kiedy rozmawiamy przez skype i zajmujemy się konkretnym problemem. Wtedy też mam możliwość dokładnie zapoznać się z kwestiami, które martwią początkujących graczy na giełdzie. Oprócz tego, że służę radą, rozmowy te pozwalają mi, jako inwestorowi z kilkuletnim stażem, poznać błędy w inwestycyjnym podejściu, popełniane przez innych graczy, najczęściej dopiero zaczynających przygodę z giełdą.

Od razu na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem żadną wyrocznią. Zwyczajnie konfrontuję moje rynkowe doświadczenie z zachowaniami i analizami przeprowadzanymi przez moich rozmówców. Dlatego też opinie, które tu przedstawiam nie stanowią uniwersalnych zasad, których trzeba przestrzegać. Podobnie jak w rozmowie z osobami, które proszą o opinię, jedynie wypowiadam swoje zdanie, nigdy kategorycznie nie zalecając żadnego z rozwiązań.

Mając już przeanalizowanych kilka przypadków, mogę pokusić się o postawienie tezy, że początkujący inwestorzy robią źle to, co wielu doświadczonych graczy wskazuje jako przyczynę swojego sukcesu - łączenie analizy technicznej i fundamentalnej.

Jak wiadomo, na giełdzie dominują dwa główne podejścia, ale jako najlepsze rozwiązanie podaje się często połączenie wskazań wykresu oraz informacji o samej spółce. Dzięki temu możliwe jest wybieranie takich walorów, które nie tylko posiadają atrakcyjny wykres, ale również stojący za wykresem biznes przynoszący odpowiednie zyski.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Spółki Ciekawe Technicznie - listopad 2014

W dzisiejszym nagraniu prezentuję spółki, które przykuły moją uwagę. Wszystkie one znajdują się w trendzie wzrostowym, przez co mamy spore szanse na to, że trendy te się utrzymają. Niezależnie od tego, że nasze indeksy zaliczyły już dwa tygodnie wzrostów, postanowiłem wybrać się na zakupy i dołożyć dwie pozycje do mojego portfela długoterminowego.


czwartek, 30 października 2014

Inwestowanie nie jest dla każdego - powiedzmy to szczerze

Zastanawiałem się ostatnio, czy inwestowanie jest aktywnością, którą każdy jest w stanie opanować. Nie mam oczywiście na myśli samego wykonywania zleceń, ale osiąganie długoterminowej dodatniej stopy zwrotu, dodatkowo przekraczającej stopę zwrotu z indeksu. Czy możliwe jest stwierdzenie, że każdy, kto ma chęci, prędzej czy później stanie się inwestorem odnoszącym sukcesy.

Przy inwestowaniu, jak w przypadku wielu innych godzin, mówi się o zasadzie 10 000 godzin. Tyle czasu potrzeba (teoretycznie) poświęcić, aby stać się ekspertem w jakiejś dziedzinie. Czy działa to też w naszym przypadku? Czy możemy ten czas zapakować w określoną ilość tekstów, filmów i szkoleń, przekuć w określone gigabajty danych, których przetworzenie da nam np. 95% prawdopodobieństwo, że dołączymy do grona skutecznych inwestorów?

Sądzę, że niestety, nie jest to możliwe. Każdy z nas posiada nieco inną pozycję wyjściową. Inne wychowanie, mentalność, wpojone wzorce kulturowe i zachowania. Inaczej kojarzymy fakty, syntetyzujemy dane i tworzymy nowe rozwiązania. Jesteśmy po prostu różni. Dlatego przeczytanie określonej książki, np. Mistrzów rynków finansowych, może u jednej osoby stanowić brakujący element w układance, a komuś innemu nie przyniesie niczego poza kilkoma faktami, które spoczną gdzieś w zakątkach pamięci.

Być może inwestowania można się nauczyć patrząc na wykresy? I tu znów możemy posadzić kilka osób, każąc im każdego dnia przez określony czas (np. rok) analizować notowania cenowe i dokonywać na tej podstawie własnych transakcji. Jednym uda się wychwycić prawidłowości pozwalające na pobicie indeksu, podczas gdy inni stracą pieniądze. Dostarczyliśmy tych samych bodźców, a jednocześnie otrzymaliśmy inny wynik. Czyja wina? Niczyja.


poniedziałek, 27 października 2014

Koszty prowizji i poślizgów dla systemu inwestycyjnego

Rozmawialiśmy niedawno ze znajomym na temat tworzenia dla niego systemu inwestycyjnego. Lubi handlować często i do tego z dość dużą dźwignią (5-10 krotną). Oczywiście wszystkie pomysły trzeba najpierw przemyśleć i przedyskutować, żeby nie władować się na minę, która ujawni się dopiero podczas inwestowania.

Pomysł zakładał wchodzenie na rynek od razu na otwarciu sesji, a następnie zamykanie pozycji jeszcze przed południem, kasując w ten sposób zysk lub stratę. Nie będę wchodził w szczegółowe założenia, jakie zostały przyjęte dla zarabiania na rynku, gdyż nie są one w tej chwili istotne. Poważnym problemem wydała mi się jednak relacja skuteczności tego systemu w odniesieniu do kosztów, które były generowane.

Założeniem wyjściowym był rachunek o wielkości 50 tysięcy złotych oraz prowizje w wysokości 5 zł od kontraktu. Pojawił się jednak problem z oszacowaniem poślizgów związanych z wykonywaniem zleceń. Skoro jednak w grę wchodziło handlowanie nie więcej niż 10 kontraktami za jednym razem, przyjęliśmy, że będzie to 1 punkt indeksowy, czyli minimalny krok notowań, zwany też tickiem. 


A zatem, wiedząc że pozycje będą zamykane tego samego dnia, mamy 5 zł prowizji i 1 punkt poślizgu za otwarcie oraz 5 zł prowizji i 1 punkt poślizgu za zamknięcie każdego kontraktu. Wiedząc, że punkt kosztuje 20 zł, daje nam to dzienne koszty handlowania tym systemem na poziomie 50 zł.

czwartek, 23 października 2014

Wykres Admiral Boats pogonił z portfela IKE ich obligacje

Macie już może konto IKE? Jeśli nie, zdecydowanie powinniście się zastanowić nad założeniem rachunku w ramach trzeciego filaru. Niezależnie od tego, czy wierzycie w ZUS czy nie, maklerskie konto IKE jest dobrym rozwiązaniem do dokonywania codziennych transakcji na GPW, jeśli nie będą one dotyczyły instrumentów pochodnych.

W moim portfelu IKE nastąpiło ostatnio małe przetasowanie. Posiadałem od pewnego czasu obligacje Admiral Boats zapadające w kwietniu 2015 roku. Można powiedzieć, że w zasadzie o nich na kilka miesięcy zapomniałem. Ostatnio jednak rzuciłem okiem na wykres tej spółki, która szczęśliwie jest notowana na GPW i zobaczyłem coś takiego:


Jak widzicie spółka, która przed rokiem kosztowała ok. 1 zł za akcję, dziś notowana jest w cenie 1/4 tej wartości. Wykres znajduje się w zdecydowanym trendzie spadkowym i nic nie zapowiada jakiejś bardziej optymistycznej zmiany na tym walorze.

wtorek, 21 października 2014

Coś pękło na rynkach - czy to już czas na zmianę perspektywy?

Ostatnie kilka tygodni z pewnością nie było pomyślne dla rynków akcji. Pękło wiele stop lossów, spaliło na panewce wiele obiecujących transakcji, a wiele prognoz okazało się niepomyślnych, w tym i moja sprzed dwóch tygodni. Akurat w moim przypadku mimo niedoszacowania zasięgu spadków i tak zarobiłem pieniądze na byczej pozycji, ale jest to temat na odrębny wpis, który ukaże się w najbliższym czasie. W każdym razie, korekta nie okazała się niczym fajnym.

Zawirowania okazały się tak duże, że nawet na głównej Gazeta.pl pojawił się artykuł, który dzisiaj można jeszcze znaleźć u nich na stronie.
źródło: wyborcza.biz
Aż przypominają się czasy 2008 roku, kiedy to większość wydań wiadomości zaczynała się od relacji z rynków finansowych, opisujących poziomy indeksów i ceny zagranicznych walut. Co więc się takiego stało, że niepokój znów rozlał się na rynkach?

sobota, 18 października 2014

Rabat 200 zł na konferencję Profesjonalny Inwestor 2014 w Zakopanem

Wiedza nie bierze się z niczego. Najczęściej bierze się z własnego życiowego doświadczenia, ale pamiętając, że mamy do dyspozycji jedynie ograniczony czas, warto jest sięgać do wiedzy zgromadzonej przez innych. W ten sposób uzyskujemy dostęp do doświadczeń, spostrzeżeń i wartościowych pomysłów, które są udziałem innych inwestorów i ekspertów. Obserwujemy tutaj wartość dodaną dla wszystkich, ponieważ my możemy skorzystać z tej wiedzy, a oni mogą zarobić na dzieleniu się nią z innymi.

Zawsze byłem zwolennikiem udziału w rozmaitych szkoleniach z dziedziny inwestowania (przykłady chociażby tutu i tu). Nie raz zdarzało się, że jeszcze jako student, ale już jako inwestor, podróżowałem przez pół kraju, aby uczestniczyć w kilkugodzinnym szkoleniu, z którego najczęściej wynosiłem wartościową wiedzę. Jako że mieszkam w najbliższych okolicach Warszawy, dostęp do szkoleń organizowanych w siedzibie GPW miałem również ułatwiony.

Z upływem czasu, w miarę jak byłem coraz bardziej zauważany jako bloger, byłem zapraszany na rozmaite płatne szkolenia w ramach gościa-słuchacza. Korzyść dla mnie - udział w wartościowych wykładach, za które w innym wariancie musiałbym zapłacić. Korzyść dla organizatora? Relacja ze szkolenia na moim blogu, dzięki czemu całe wydarzenie nabiera rozgłosu i kolejna jego edycja ma szanse zgromadzić jeszcze większą grupę inwestorów (przykłady tu i tu). Korzyść dla czytelników i widzów? Wiedza, że takie wydarzenie ma miejsce oraz niekiedy możliwość zaproponowania jakichś zniżek.

W pewnym momencie zacząłem nawet być zapraszany do poprowadzenia poszczególnych paneli czy szkoleń. Dla mnie ciągle jest to nowe doświadczenie oraz wyzwanie, z którym muszę się mierzyć, ale zazwyczaj chętnie odpowiadam na takie propozycje, tak te płatne, jak i tylko za zwrotem kosztów (przykłady tu i tu). Korzyść dla mnie - honorarium i rozgłos. Korzyść dla organizatora - wartościowy prelegent i trochę rozgłosu. Korzyść dla czytelników i widzów - moja wiedza i doświadczenie przekazane w skróconej formie. Coś, co wielu osobom może zaoszczędzić miesiące nauki i tysiące złotych stracone na inwestycjach.

Dzisiaj mam dla Was propozycję jednego z dwóch dużych wydarzeń, które odbywają się cyklicznie w polskim świecie inwestorów. Jednym z nich jest konferencja Wall Street organizowana przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tym razem jednak mam przyjemność zaprosić Was na drugie z tych wydarzeń, Konferencję Profesjonalny Inwestor 2014, która odbędzie się w dniach 21-23 listopada w Zakopanem. I na tę właśnie konferencję mam dla czytelników mojego bloga miłą niespodziankę.

Każda osoba, która przy rejestracji na konferencję skorzysta z kodu promocyjnego o treści HUMANISTASII otrzyma rabat w wysokości 200 zł na udział w wydarzeniu.

poniedziałek, 13 października 2014

Recenzja - Edwin Lefevre - Wspomnienia gracza giełdowego

Książka, którą dzisiaj opiszę powszechnie określana jest jako kultowa w tematyce literatury giełdowej. Jak tylko dałem znać, że zamierzam się z nią bliżej zapoznać, pojawiały się nawet głosy, że niektórzy chcieliby mieć przyjemność przeczytania tej książki ciągle przed sobą. Tak więc podszedłem do lektury z wielkimi oczekiwaniami i jak zacząłem czytanie w czerwcu ... tak zakończyłem dopiero w październiku... Ale od początku.

Książka opowiada fabularyzowaną historię jednego z wielkich traderów i spekulantów XX wieku, Jesse Livermoore'a. Nie jest to więc książka stricte historyczna. Nie jest to również podręcznik do nauki inwestowania, gdyż wiele z metod nie da się zastosować w obecnych czasach. Po co więc sięgać po tę książkę?

Po pierwsze, niesamowicie przyjemnie się ją czyta. Przyjęty sposób narracji sprawia, że można w nią dosłownie wpaść i zatracić kontakt z otoczeniem. Opisywane przygody jej bohatera, zazwyczaj związane z rynkami finansowymi, pozwalają nam poznać, jak wyglądało inwestowanie w czasach oddalonych od nas o całe stulecie. I nie jest to inwestowanie szarego Kowalskiego, którego obecność na rynku nie jest przez nikogo zauważana. Jest to opis sytuacji z perspektywy gracza, który często sam tworzył sobie rynek, przesuwał spółki o kilkadziesiąt procent w górę lub w dół, a niekiedy, jak sam przyznaje, manipulował ceną.

Jest to więc przykład metod inwestycyjnych, które dziś wielu inwestorom nie przychodzą nawet do głowy. Można powiedzieć, że wiele transakcji odbywało się na zasadzie kupna za wszystko, a następnie zwielokrotniania lub tracenia całego kapitału. Być może niektórzy z czytelników znają z autopsji takie właśnie podejście do rynku - tak niepopularne w czasach nie ryzykuj więcej niż 3% portfela w jednej transakcji

poniedziałek, 6 października 2014

Analiza indeksowa i co z niej wynika

Ze względu na zachowanie naszego indeksu Wig20 oraz innych indeksów światowych postanowiłem pokazać Wam, jak patrzę na aktualną sytuację rynkową. Zbieżność techniczna, z którą aktualnie mamy do czynienia może być wskaźnikiem do zajmowania długich pozycji na rynku, z czego zamierzam skorzystać już w tym tygodniu. 

czwartek, 2 października 2014

Spółki Ciekawe Technicznie - październik 2014

Nadszedł kolejny już miesiąc i jego początek nie jest za wesoły dla posiadaczy akcji. Spadki mogły niektórych zaniepokoić, ale z szerszej perspektywy ciągle jesteśmy w kanale bocznym. A na rynku z kolei nie brakuje spółek, które znajdują się w trendach wzrostowych. Z pewnością da się z tego uskładać ciekawy portfel.

poniedziałek, 29 września 2014

Recenzja - Jacek Maliszewski - Zarządzanie ryzykiem kursu walutowego w przedsiębiorstwie

Książka, którą dzisiaj opiszę na pierwszy rzut oka nie wydaje się książką o inwestowaniu. Najczęściej interesują nas analiza techniczna lub fundamentalna, a sprawy kierowania przedsiębiorstwem wydają się zupełną pomyłką, jeśli chodzi o bloga inwestycyjnego. Ale to tylko pozory.

Sięgnąłem po tę książkę głównie ze względu na jej autora. Jacek Maliszewski jest osobą zajmującą się właśnie profesjonalnym wspieraniem przedsiębiorców w zakresie ryzyka walutowego, a poznałem go kiedyś na szkoleniu ze strategii opcyjnych. I właśnie tego szukałem w książce - strategii łączących opcje oraz instrument bazowy, czy to w postaci waluty, czy indeksu.

Patrząc na książkę z tej perspektywy, trzeba powiedzieć, że ma ona dwa oblicza. Z jednej strony jest to właśnie pozycja traktująca o ryzyku walutowym przedsiębiorców. Poświęca więc sporo miejsca takim zagadnieniom, jak chociażby sposoby fakturowania kontrahentów, czy też liczenie ekspozycji walutowej danego podmiotu w zależności od prowadzonej działalności. I bez wstydu powiem, że pomijałem tego typu rozdziały, nawet do nich nie zaglądając.

Z drugiej strony, może to być pozycja bardzo przydatna inwestorom. Nie tylko ze względu na zaznaczoną już wcześniej tematykę opcyjną, ale również na całość zagadnień finansowych w niej poruszanych. Wystarczy więc wyobrazić sobie przedsiębiorstwo jako nasz portfel. Nie jesteśmy przecież importerami lub eksporterami, ale przecież zajmujemy pozycję długą lub krótką na danej parze walutowej lub innym instrumencie bazowym. W rezultacie uświadomienie sobie tego podobieństwa pozwala nam na zastosowanie prostej analogii i czerpanie pełnymi garściami z książki Maliszewskiego.

Osoby początkujące uprzedzam, że pozycja może się wydawać nieco złożona. Wynika to z poruszanej tematyki i głębokości analizy. Dlatego polecam ją bardziej zaawansowanym inwestorom, którzy wiedzą, jak jest różnica między spot, forward a futures. Posiadanie pewnej wiedzy sprawi, że lektura tej książki będzie owocna i nie ograniczy się do próby zrozumienia skomplikowanych terminów i nieznanych dotychczas mechanizmów rynkowych.

Podejście zawarte w tej książce zakłada również, że ma się raczej portfel większy niż mniejszy. Dopiero duże kwoty pozwalają na efektywne zabezpieczanie się przy użyciu poszczególnych instrumentów finansowych. Mały portfel znajdzie tu dość sporą barierę do przeskoczenia, a niekiedy nie da się pewnych spraw zrobić i trzeba mieć tego świadomość.

Pozycję tę przeczytałem z przyjemnością. Może nie ma ona żadnej fabuły, ale w sposób profesjonalny pokazuje, jak można radzić sobie z ryzykami rynkowymi przy użyciu dostępnych instrumentów finansowych.

Oczywiście, jeśli jesteście przedsiębiorcami wymieniającymi walutę, tym bardziej polecam sięgnięcie do tej książki. Autor w licznych przykładach pokazuje, dlaczego warto jest zwracać uwagę na kurs po którym dokonuje się wymiany waluty oraz jak można robić to w sposób możliwie najbardziej korzystny. Te kilkadziesiąt złotych może być więc inwestycją, która zwróci się już przy pierwszej transakcji.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Linia i tam też można ją nabyć.

wtorek, 23 września 2014

Czy jest tu jakiś doświadczony inwestor?

Kilka dni temu, w minioną środę na jednym z czatów giełdowych, padło podobne pytanie, gdzie wirtualny inwestor (być może inwestujący też realne pieniądze) poszukiwał kogoś z większym doświadczeniem. Pytanie, na jakie poszukiwał odpowiedzi brzmiało mniej więcej tak: będzie teraz rosło, czy spadało?

Trudno jest się nie uśmiechnąć, widząc takie podejście do rynku i inwestowania, ale z drugiej strony każdy z nas kiedyś przez to przechodził i znamy to z własnych doświadczeń. Wiele osób pozostaje właśnie na tym etapie inwestowania, kiedy to za każdym razem należy się zastanawiać, co zrobi rynek. Zbiera się opinie innych, dokłada własne, rysuje kilka kresek i w oparciu o to próbuje zarabiać pieniądze. Z wynikiem najczęściej negatywnym.

Z doświadczenia wiem, że czasem trudno jest wydobyć się z takiego właśnie podejścia. Nie zawsze trafi się na odpowiednią osobę, książkę lub szkolenie, pozwalające na otwarcie oczu na zagadnienie długoterminowego sukcesu inwestycyjnego. Wiele osób zastanawia się więc każdego dnia, co zrobi rynek. Czyta, pyta, głowi się i kombinuje. I tak każdego dnia, od transakcji do transakcji.

Poszukiwanie długoterminowej przewagi powinno być procesem logicznym. Przecież intuicyjnie wiemy, że nikt nie otwiera budki z hamburgerami na pustyni, czy też punktu serwisującego drukarki w małej wiosce gdzieś pod lasem. Dlatego właśnie, że logika podpowiada nam, że taki biznes raczej nie będzie dochodowy. I, co ważne, nie jest to intuicja, ale przeważnie możemy wymienić kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Dlaczego więc w przypadku inwestowania takie zdroworozsądkowe podejście zawodzi?

poniedziałek, 15 września 2014

Putin na giełdzie - jak z nim żyć?

Macie określony scenariusz rynkowy dotyczący zachowania indeksu Wig20 w ciągu najbliższych kilku tygodni. Spokojnie dzień po dniu obserwujecie notowania i widzicie, że rynek porusza się zgodnie z oczekiwaniami. Po długim namyśle stwierdzacie, że wszystkie elementy układanki są już na miejscu i decydujecie się na otwarcie pozycji, która zapewne będzie bardzo udaną transakcją. Wchodzicie na rynek i przez pierwsze kilka dni faktycznie wydaje się, że mieliście doskonałe wyczucie i przeprowadziliście prawidłową analizę. A później wydarza się coś, co porusza wszystkimi rynkami, łącznie z naszym, i pozycja wylatuje na zleceniu stop loss. Wszystko układało się tak pięknie, a jednak straciliście pieniądze.



Tego typu wydarzenia zawsze towarzyszyły inwestorom. Ostatnio modne są na giełdzie w Warszawie działania Władimira Putina. To on sponsoruje nam wstrząsy i niespodzianki, które wielu osobom psują inwestycyjne plany.

środa, 10 września 2014

Na giełdzie nigdy nie zarobisz tyle, ile byś mógł

Wyobrażacie sobie, jak mogłoby wyglądać inwestowanie gdybyście znali przyszłość? Gdybyście mogli określić przyszłe zachowanie dowolnego instrumentu w dowolnej perspektywie czasowej? Co byście wybrali?

Jedni z pewnością wybraliby forex, gdzie korzystając z maksymalnego możliwego lewara, pomnażaliby swoje oszczędności w oszałamiającym tempie. Inni z kolei postawiliby na kontrakty terminowe, jako instrumenty rynku regulowanego. Może mniejsza dźwignia, ale depozyty intraday, zwiększenie mnożnika i odpowiednia zmienność pozwalają na uzyskanie zadowalającej stopy zwrotu. A może opcje? Na blogu pokazywałem już przykład opcji, która w stosunkowo krótkim czasie zwiększyła swoją wartość 50-krotnie.

A teraz wyobraźcie sobie coś podobnego, ale nieco innego. Znacie nie przyszłość, a przeszłość, tę najnowszą, powiedzmy z ostatniego miesiąca. I macie teraz określić, jak można było na tych ruchach zarobić. Już nie w tak oczywisty sposób, posługując się gigantyczną dźwignią, ale zwyczajnie, na świecach dziennych. Większość osób zapewne zasugeruje kupno w dołku i sprzedaż na górce, ewentualnie odwrotnie. 

Problem w tym, że dopiero po zaistnieniu określonych zdarzeń, a konkretnie po narysowaniu wykresu przez rynek, wiemy że notowania przebiegły tak, a nie inaczej. Podejmując decyzje inwestycyjne w trakcie tworzenia się wykresu, dodawania do niego kolejnych świec, czy to dziennych, czy godzinowych, działamy w warunkach niepewności. I wtedy jest dużo trudniej z wyborem najlepszej strategii do wykorzystania danego ruchu cenowego.

czwartek, 4 września 2014

Indeksy dotarły w ciekawe miejsca, bardzo ciekawe

Dzisiaj będzie wpis o indeksach. Szukając ewentualnych wskazówek co do dalszego ruchu dla Wig20, rzuciłem okiem na zagraniczne indeksy, aby ocenić, jak kształtuje się sytuacja na rynkach zachodnich. Co ciekawe, duża część z nich jest aktualnie w momencie, w którym można oczekiwać ważnych decyzji co do dalszego ruchu cen.

Skąd pytanie o dalszy ruch Wigu20? Oczywiście ze środowego znacznego ruchu cenowego, który wyniósł notowania tego indeksu na lokalne maksima. Co więcej, poziom 2500 pkt może być uważany za dość istotny opór, a więc jego przełamanie będzie całkiem ważnym wydarzeniem, mogącym w konsekwencji doprowadzić do wyłamania się z trwającego już dość długo ruchu bocznego.


Jak widzimy sierpień był jednym z lepszych miesięcy dla naszego głównego indeksu. Ruch z samego dołu kanału bocznego (2300 pkt) do jego górnego ograniczenia (2500) odbył się w dość szybkim czasie, przez co może rodzić się pewne pytanie o korektę i powrót do środka zakresu. Sądząc z ilości dotychczasowych prób oraz siły tego poziomu, opór jest silny. Ale jego przełamanie będzie tym bardziej znaczące.

Wychodząc poza ocean do USA, gdzie notowany jest indeks SP500, widzimy rynek również borykający się ze sporym problemem. Indeks po raz pierwszy w historii dotarł do poziomu 2000 pkt i nawet nieco go przekroczył. Tyle tylko, że znajduje się w mocno zaawansowanej już fazie swingu wzrostowego i popyt stał się bardzo ostrożny. Wszelkie próby znaczącego wzniesienia się ponad 2000 pkt są dość szybko torpedowane. W rezultacie od kilku już sesji inwestorzy borykają się z dylematem - przebije czy nie przebije.


To nerwowe poruszanie się w pobliżu ważnego poziomu pozwala na postawienie tezy, że nie mieliśmy jeszcze do czynienia z ważnym przebiciem. Gdyby teraz rynek przeszedł do spadków, cała ta sytuacja byłaby określona jednym sformułowaniem: wsparcie wytrzymało opór wytrzymał.

poniedziałek, 1 września 2014

Spółki Ciekawe Technicznie - wrzesień 2014

Zaczyna się nowy miesiąc, więc oprócz rozmaitych związanych z tym obowiązków i przywilejów, otrzymujecie ode mnie comiesięczne zestawienie spółek ciekawych technicznie. W tym miesiącu do zestawienia dostało się całkiem dużo spółek znajdujących się w trendach wzrostowych, ale niekoniecznie w idealnych momentach transakcyjnych. Nacisk został więc położony na ogólne wsparcie ze strony trendu, a dokładne miejsce do zajęcia pozycji musi wynikać już z Waszej pracy.

Szeroki rynek trochę wysoko, ale wykres pokazuje szanse na ruch spadkowy, więc być może będzie okazja to tańszego nabycia interesujących nas papierów.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Spadki we wrześniu okazją do zarobku

Postanowiłem podzielić się z moimi czytelnikami analizą, którą sporządziłem na początku tygodnia na własne potrzeby. Doszedłem do wniosku, że rynek jest już dość wysoko, aby się zatrzymać i powoli myśleć o uformowaniu szczytu cenowego, po którym nastąpią spadki. Czy one faktycznie nastąpią i jak będą głębokie - nie wiem. Ale sądzę, że warto jest spojrzeć na rynek w ten właśnie sposób i przemyśleć sprawę.



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Mini Market Wizards

Kilka miesięcy w jednym z wpisów podzieliłem się trzema elementami, które w mojej ocenie pozwalają mi lepiej inwestować na rynku. Tym razem sądzę, że nadszedł czas na kolejne trzy rady, które są dla mnie niezmiernie ważne.

Uświadomienie sobie ich zajęło mi całkiem dużo czasu i oczywiście było konsekwencją ponoszonych na rynku porażek. Jako człowiek myślący starałem się znaleźć błędy, które popełniam oraz wyrobić w sobie prawidłowe nawyki, które konsekwentnie stosowane pozwolą na odniesienie długofalowego sukcesu. Przedstawione poniżej trzy rady są ze sobą powiązane, dzięki czemu można je potraktować jako części jednej całości.

Tytuł wpisu pochodzi oczywiście od książek powstałych w rezultacie rozmów z inwestorami, którzy odnieśli na rynku sukcesy. Ich dobre rady oraz recepty na zarabianie w znacznym stopniu pomogły mi w zmianie podejścia do rynku, dzięki czemu poprawie uległy również moje wyniki. Każdego, kto jeszcze nie miał okazji przeczytać Market Wizards, odsyłam do recenzji.



czwartek, 14 sierpnia 2014

A tymczasem trzy lata temu...

Pamiętacie, co działo się w sierpniu 2011 roku? Wykres obrazujący Wig20 w tamtym okresie wisi zalaminowany nad biurkiem przy którym inwestuję i bloguję i każdego dnia przypomina mi o czarnych łabędziach i innych gwałtownych i niespodziewanych wydarzeniach, które miały miejsce trzy lata temu.


Już w ciągu pierwszych 10 dni sierpnia zakres ruchów od maksimum do minimum przekroczył 600 punktów indeksowych, a później cofnął się w górę o kolejne 300. Taka fala zmienności nie była wcześniej sygnalizowana w żaden sposób przez rynek. Co się więc stało?

Jak zapewne część z czytelników pamięta, problemy kryzysu nie skończyły się na początku 2009 roku, kiedy to indeksy giełdowe zaliczyły dno, ale ciągnęły się jeszcze przez dłuższy czas. Problemy banków i instytucji finansowych, a w końcu problemy USA z podniesieniem limitu długu i obniżeniem ratingu do AA+.

W rezultacie powstał bardzo silny ruch spadkowy, któremu towarzyszył znaczący wzrost zmienności rynkowej. Warto jest jednak spojrzeć na atmosferę, jaka panowała w tym czasie. Bardzo dobrze oddaje to zamieszczona na Wyborcza.biz relacja z przebiegu jednej z giełdowych sesji, tej o największej rozpiętości. Podczas gdy rano było tak:


po lunchu już tak...

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Jak rozpoznać odwrócenie trendu?

Wig20 oscyluje w okolicach 2300 pkt, gdzie według wielu znajduje się bardzo istotne wsparcie. Indeks WIG zamknął się w zeszłym tygodniu poniżej 50 000 punktów i wszyscy zastanawiają się, co będzie dalej.

Oba te poziomy uznawane są przez wsparcia, które stanowią podstawę dla trwającego trendu bocznego. Wobec istotnych obaw o jego dalszy ciąg, często zadawane jest pytanie o przejście do trendu spadkowego. Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja na indeksie szerokiego rynku, który przeszedł z ruchu wzrostowego do ruchu bocznego i jest ryzyko, że podzieli los spółek, które zachowały się w podobny sposób.

Warto jest więc przyjrzeć się kryteriom, według których możemy ocenić, czy trend uległ już zmianie, czy też ciągle pozostajemy w fazie dotychczasowego ruchu cenowego.

Po co oceniamy trend?


Jest to podstawowe pytanie, które musimy sobie zadać. Główna odpowiedź najczęściej dotyczy inwestowania zgodnie z kierunkiem dominującego trendu, w myśl zasady, że trend jest przyjacielem inwestora. Jeśli trend jest wzrostowy lub boczny, nie powinniśmy obawiać się rynku akcji. Gorzej, jeśli trend zmienia się na spadkowy. Trzymając się opisanej wyżej zasady, powinniśmy odejść z rynku akcji w sytuacji, gdy panująca tendencja nam nie sprzyja. 

Wielu inwestorów handluje tylko akcjami, więc odejście z tego rynku jest równoznaczne odejściu od inwestowania. Na jak długo? Czasami na miesiące, a niekiedy na rok, dwa lub nawet więcej. Nie chcemy odpuszczać i rezygnować z zawierania transakcji, więc jest to jedna z częściej łamanych zasad. Jednak konsekwentne trzymanie się jej może w znaczący sposób poprawić stan naszego portfela. Jeśli rynek spada o 30% rocznie, pozostanie poza nim może być najlepszym rozwiązaniem, jeśli nie korzystamy z instrumentów pochodnych.


Drugie znaczenie dla oceny trendu, będące konsekwencją opisanej powyżej zasady, ma znaczenie w systemach mechanicznych. Zawierają one bardzo często filtr trendu, którego zadaniem jest decydowanie o kierunku zagrań i dopuszczanie transakcji tylko zgodnych z ogólną tendencją. W tej sytuacji do oceny trendu wykorzystywane jest najczęściej jakieś narzędzie spośród oferowanych przez analizę techniczną, posiadające dokładnie określone parametry swojego działania. Taki wskaźnik nie ma wątpliwości co do panującej tendencji, zawsze określa, czy można inwestować i ewentualnie w którym kierunku.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Powtarzająca się formacja na Wig20

Ostatnie miesiące z pewnością nie rozpieszczają inwestorów. Na rynku trwa trend boczny, który ma niezłe zadatki na zmianę w trend spadkowy, więc z pewnością wiele osób ograniczy swoje działania na rynku akcji i spróbuje rynku instrumentów pochodnych. Wprowadzenie do takiego sposobu inwestowania możecie przeczytać u Zbyszka z AppFunds, a jeśli nie boicie się opcji, zapraszam na mojego bloga OpcjeNaAkcje.pl.

Moim oczom rzuciła się już jakiś czas temu formacja, którą można wykorzystać na dwa sposoby. Jeden jest to dogodna okazja do zajęcia krótkiej pozycji na rynku, czy to sprzedając kontrakt terminowy, czy też zawierając transakcję na opcjach. Drugi sposób, znacznie bardziej ryzykowny, jest to wyjście ze stratnej pozycji z nieco lepszym wynikiem, jeśli się przegapiło wcześniejszy sygnał dawany nam przez rynek.

Układ ten nie ma wielkiej historii, więc nawet nie pokuszę się o przetestowanie jego historycznej skuteczności. Z drugiej jednak strony w ciągu ostatnich sześciu miesięcy sytuacja taka formuje się już czwarty raz, więc faktycznie warto jest się jej przyjrzeć, a być może uda się wykorzystać ją po raz kolejny. Wygląda to następująco:

  • rynek wykonuje swing wzrostowy, znajdując się mniej więcej w górnych 20% rozpiętości cenowej z ostatnich kilkunastu, do dwudziestu sesji,
  • ruch wzrostowy budzi oczekiwania na korektę wzrostów,
  • pojawia się sygnał, na który rynek reaguje bardzo gwałtownie, rysując kilka spadkowych sesji,
  • po silnym spadku, następuje gwałtowny ruch wzrostowy, ale nie przebija on poprzedniego wierzchołka,
  • popyt słabnie i rynek znów się osuwa, ale już wolniej, rysując kolejny trwający kilkanaście sesji swing, tyle że spadkowy.

A tak swoją drogą, powyższy wykres wykonałem w programie PowerTrader, do którego możecie uzyskać promocyjny dostęp w najnowszym konkursie.

W różowych prostokątach widzicie tę formację, która właśnie się tworzy. Już podczas wtorkowej sesji widać było, że popyt słabnie i szykuje się korekta. Co możemy wywnioskować z poprzednich trzech przypadków?

Najważniejszy jest wniosek, że zawsze działo się to w początkowych sesjach ruchu spadkowego. Dla naszej aktualnej sytuacji oznacza to poważne zagrożenie dla poziomu 2300 na indeksie Wig20, a co za tym idzie, zapewne pierwsze przebąkiwania o trendzie spadkowym na indeksie WIG.

Wszystkich zasępionych sytuacją trendu, odsyłam do mojego nagrania liczącego sobie kilkanaście miesięcy, ale ciągle bardzo aktualnego, bo zawierającego prostą, ale i uniwersalną wiedzę na temat trendu.


Jakie jest Wasze zdanie? Ciekaw jestem, jak sobie radzicie w takich warunkach rynkowych. Czy jest trudniej, czy może korzystacie z instrumentów pochodnych? Dajcie znać.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Konkurs PowerTrader i Humanisty - wygraj darmowy dostęp do programu

Mam dzisiaj dla Was miłą wiadomość. Od pewnego czasu zauważacie zapewne współpracę Humanisty oraz twórców programu do analizy technicznej PowerTrader. M. in. własnie w ramach tej współpracy macie możliwość skorzystania z promocji w postaci 10% zniżki na program.

Tym razem mamy dla Was coś jeszcze lepszego. Deal jest prosty:
  • pobieracie program, instalujecie go i zakładacie konto lub korzystacie z już założonego konta,
  • w ramach 14 dniowego darmowego dostępu bawicie się programem i patrzycie, co by tu można było ulepszyć, żebyście Wy i kolejni użytkownicy mogli robić za jego pomocą więcej rzeczy,
  • do 31 sierpnia zgłaszacie wasze uwagi i propozycje.


Celem jest, jak łatwo się domyślić, ulepszenie programu. Więc proszę, żeby były to odpowiedzi szczere i faktycznie praktyczne, a nie napisanie byle czego. Bo nagrody też są fajne:

  • wśród uczestników konkursu rozlosujemy 50 kodów aktywacyjnych na wersję Standard Edition  (to ta najbardziej wypasiona) umożliwiających korzystanie z programu przez okres 90 dni,
  • najlepsze 3 propozycję zostaną nagrodzone kodami aktywacyjnymi na wersję Standard Edition umożliwiającymi korzystanie z programu przez okres 180 dni,
  • dodatkowo pierwszych 50 nowych użytkowników programu otrzyma kod aktywacyjny na wersję Standard Edition umożliwiających korzystanie z programu przez okres 60 dni.
Macie więc okazję nie tylko dostać fajną nagrodę, ale też pomóc w rozwoju programu, z którego korzystam ja sam, jak również wielu innych inwestorów. Kluczowa jest dla Was strona konkursowa, zawierająca najważniejsze zasady, ale przede wszystkim formularz, za pomocą którego możecie zgłaszać swoje spostrzeżenia co do ulepszeń PowerTradera. 

Pamiętajcie, że konkurs trwa do 31 sierpnia 2014r., a później nastąpi rozstrzygnięcie i rozlosowanie lub przyznanie kodów aktywacyjnych na program. 

czwartek, 31 lipca 2014

Spółki Ciekawe Technicznie - sierpień 2014

Sytuacja na GPW uległa dość istotnej zmianie w ciągu dwóch ostatnich sesji, a sądzę, że to jeszcze nie koniec. Warto sprawdzić, czy spółki mogą dać zarobić, czy też lepiej trzymać się od nich z daleka.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Recenzja - Bożena Horbaczewska - Wypłaty dla akcjonariuszy a wycena akcji na rynku kapitałowym

Jeśli ktoś ma kontakt z książkami trochę częstszy niż znikomy wie, że z tytułu można bardzo wiele wyczytać. Ponadto, jeśli ktoś ma jakieś powiązania z literaturą naukową lub też niedawno studiował, wie jak rozpoznać dzieło, które ma być rozprawą naukową, a nie książeczką dla ludu do poczytania w wolnej chwili. 

Pozycja, którą Wam dzisiaj prezentuję powstała właśnie jako praca naukowa. Bożena Horbaczewska stworzyła ją, jako swój (o ile się nie mylę) doktorat i po niewielkiej edycji wypuściła na rynek jako literaturę mogącą wspomagać inwestorów i innych uczestników rynku giełdowego w podejmowanych przez nich decyzjach.

Książka poświęcona jest w całości transferom finansowym ze spółki do jej akcjonariuszy. Zjawisko to przybiera postać wypłacanej dywidendy lub skupu akcji własnych. O ile ta pierwsza jest już całkiem rozpowszechniona na naszym rynku, skup akcji własnych ciągle jest czymś stosunkowo rzadkim i warto jest zapoznać się z tą pozycją chociażby dlatego, żeby poznać proces przeprowadzania tego rodzaju operacji.

Pierwsza część tej pozycji poświęcona jest rozważaniom teoretycznym. Opisuje, czym są poszczególne formy wypłat dla akcjonariuszy, jak oddziałują one na spółkę, ceny akcji i posiadaczy papierów danego podmiotu. Co chyba ważniejsze, dokładnie opisane są przesłanki przemawiające na rzecz wyboru sposobu dzielenia się zyskiem, zarówno te z perspektywy przedsiębiorstwa, jak też ze strony różnych interesariuszy, jak chociażby zarząd, czy posiadacze opcji pracowniczych. 

W drugiej części autorka koncentruje się na wypłatach dla akcjonariuszy na rynku polskim. Magluje dane zgromadzone na GPW i stara się wysnuć wnioski dotyczące zachowania akcji w zależności od przyjętych przez spółkę metod dzielenia się zyskiem. Ta część też jest obszerna w większości składa się z tabel, wykresów i zestawień.

Jak przystało na doktorat, książka posiada strukturę pracy akademickiej, a więc cechuje się spójnością wywodu. Nie jest też przegadana i nie jest to z pewnością opowieść, jak to się komu coś wydaje i podaje innym, żeby też w tę opowieść wierzyli. Świadczy o tym chociażby ilość i jakość przypisów, które zajmują niekiedy więcej objętości na stronie niż sam tekst podstawowy.

Podsumowując, trzeba powiedzieć, że jest to pierwsza pozycja dotycząca bezpośrednio dywidendy i skupu akcji własnych, jaką czytałem. Autorka do zagadnienia podeszła bardzo poważnie i rzetelnie przedstawiła tematykę, która staje się coraz istotniejsza na naszej GPW. Badania oparte na polskich spółkach są tutaj dodatkowym atutem, gdyż rozwiązania i zależności występujące w USA nie muszą się przekładać na rodzimy rynek.

Książka, do której z pewnością warto jest zajrzeć.

czwartek, 24 lipca 2014

Krótka sprzedaż na GPW okiem inwestora

Krótka sprzedaż jest zagadnieniem intrygującym wielu inwestorów. Zapewne wszyscy o niej słyszeli, ale zaledwie nieliczni przerabiali w praktyce. W tym wpisie postaram się zagłębić w to zagadnienie oraz opisać funkcjonowanie krótkiej sprzedaży na rynku polskim rynku. Będzie długo, więc zapinajcie pasy i nie zapomnijcie podzielić się tym tekstem po jego przeczytaniu, jeśli oczywiście uznacie, że warto.

Wprowadzenie do krótkiej sprzedaży


Myśl, że można sprzedawać akcje, których się nie posiada może według niektórych wymykać się logice. Niemniej takie podejście jest faktem, a co więcej, przynosi wiele korzyści wszystkim stronom takiej transakcji, w tym i samemu rynkowi.

Podczas zwykłego inwestowania w akcje, inwestor dysponujący gotówką kupuje papiery licząc na ich wzrost, a następnie sprzedaje je (po wyższej cenie), zamieniając znów na gotówkę, tyle że w większej ilości. W ten sposób osiąga on zysk.

Założeniem krótkiej sprzedaży jest odwrócenie tego procesu w chwili, kiedy oczekuje się spadków na rynku, a dokładnie na akcjach konkretnej spółki. Celem jest sprzedanie akcji wyżej, a następnie odkupienie ich po niższej cenie, aby zainkasować zysk w postaci różnicy między tymi dwoma poziomami cenowymi, pomnożonej przez liczbę akcji. Tylko skąd wziąć akcje, aby je następnie sprzedać?

Wyobraźmy sobie dwóch inwestorów, A i B. Inwestor A jest krótkoterminowym spekulantem, który inwestuje w horyzoncie kilku tygodni i w takiej właśnie skali patrzy na rynek, nie bojąc się spadków i uważając je za okazję do pomnożenia swoich środków. Z kolei inwestor B preferuje podejście długoterminowe. Kupił akcje dwa lata temu, a że spółka jest w dobrej kondycji, nie zamierza pozbywać się papierów jeszcze przez długi czas. Nie boi się też krótkoterminowych korekt, bo wie że są one czymś naturalnym i zamierza je zwyczajnie przeczekać.

W takiej sytuacji pojawia się pole do współpracy w postaci właśnie krótkiej sprzedaży. Inwestor B pożycza posiadane przez siebie akcje inwestorowi A. W tym czasie nie może nimi dysponować, tzn. sam nie może ich sprzedać, nie może również uczestniczyć w WZA czy też uzyskiwać prawa do dywidendy. Otrzymuje za to wynagrodzenie. Inwestor A, skoro posiada już pożyczone akcje, może je sprzedać na rynku np. za cenę 10 zł za sztukę, oczekując spadku. Jeśli jego scenariusz rynkowy się zrealizuje, odkupi akcje za 9 zł/sztuka, dzięki czemu osiągnie zysk w wysokości 1 zł na jednej akcji. Po odkupieniu papierów odda je inwestorowi B, aby ten mógł dalej nimi dysponować lub pożyczyć komuś innemu. 

Tak wygląda krótka sprzedaż w ujęciu teoretycznym. W praktyce jest to proces o wiele bardziej złożony, o czym przeczytacie w dalszej części tego wpisu.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails