poniedziałek, 15 października 2018

Klasyk w nowym wydaniu - Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie.

Moją najnowszą giełdową lekturą jest nowe wydanie książki, która wpadła w ręce chyba każdemu, kto kiedykolwiek rozpoczął przygodę na rynkach finansowych. Nowa pozycja autorstwa Alexandra Eldera czerpie ze swojej poprzedniczki to, co dobre, dokładając jednocześnie wiele nowych treści.

Zawód inwestor giełdowy, czyli pierwowzór omawianej dziś książki, ukazał się w USA w 1993 roku i od tamtego czasu wychowały się na nim całe pokolenia inwestorów. Ja sam czytałem tę pozycję przynajmniej dwukrotnie, za każdym razem znajdując dla siebie coś nowego, co pozwalało mi zrobić kolejny krok w nauce inwestowania. Może również dlatego z przyjemnością przeczytałem książkę, która obecne trafiła w moje ręce, czyli Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie.

Jednym z podstawowych pytań, które się nasuwają, jest pytanie o to, czy mamy do czynienia z zupełnie nową książką, poruszającą nowe, nie omawiane dotychczas zagadnienia. I tu odpowiedź brzmi "nie". Najnowsza publikacja Eldera jest rozwinięciem, rozszerzeniem i aktualizacją wiedzy zawartej w swojej poprzedniczce. Jednocześnie nie stanowi to jakiejkolwiek wady, a zaletę, gdyż współczesnym inwestorom trudno jest niekiedy opierać się na przykładach sprzed czterdziestu lat, obrazowanych z użyciem wykresów, których od dawna się nie stosuje.


Książka podzielona została na jedenaście części, z których każda omawia inny aspekt inwestowania na giełdzie. Pierwsze części dotyczą psychologii procesu inwestycyjnego, kolejne omawiają narzędzia i systemy, a w trzeciej części książki znajdziemy zalecenia dotyczące zarządzania ryzykiem oraz praktyczne wskazówki dotyczące inwestowania. Osoby pamiętające poprzednie wydanie książki znajdą tu podobieństwo struktury rozdziałów, jednak ja sam dostrzegam większe zróżnicowanie poruszanej tematyki, niż miało to miejsce w pierwowzorze.

środa, 10 października 2018

Wystartowało Turbo Wyzwanie. Poznaj moją strategię na konkurs!

W poniedziałek wystartowało Turbo Wyzwanie, czyli gra inwestycyjna w trakcie której można sprawdzić swoje siły w wirtualnym handlu certyfikatami ING Turbo. W dzisiejszym tekście omawiam zasady gry, jak również podzielę się podstawami strategii, którą zamierzam wykorzystywać.

Gry i konkursy inwestycyjne mają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ja sam, mimo że nie uczestniczę w każdym wyzwaniu, uważam je za dobry sposób sprawdzenia swoich umiejętności w nieco intensywniejszym typie inwestycji. W tym wypadku, we współpracy z ING Turbo, zachęcam Was do przetestowanie tych instrumentów i sprawdzenia swoich umiejętności w posługiwaniu się nimi na parkiecie. Jest to świetny sposób na wypróbowanie certyfikatów Turbo, jeżeli jeszcze nie mieliście takiej sposobności.


Turbo Wyzwanie jest grą inwestycyjną rozgrywaną na platformie demo z wykorzystaniem wirtualnego kapitału. Nie trzeba angażować własnych środków, aby przystąpić do zmagań i powalczyć o nagrody. Sam konkurs ma dwie fazy. Pierwsza rozpoczęła się w poniedziałek, 8 października i potrwa cały tydzień. W tej fazie można poznać mechanikę platformy, sprawdzić egzekucję zleceń i przetestować strategię. Pod koniec tygodnia rachunki są czyszczone z instrumentów i przywracane do początkowego salda 100 000 zł. Faza główna rozegrana zostanie w dniach 15-24 października. To wtedy nasze wyniki przesądzą o pozycji w rankingu konkursowym i otrzymanej nagrodzie głównej.


Nagrodzonych zostanie dwadzieścia osób, które uzyskają najwyższą stopę zwrotu na zakończenie fazy głównej konkursu. Przewidziano również osiem nagród dziennych, po jednej na każdy dzień fazy głównej, które otrzymają osoby uzyskujące najwyższą stopę zwrotu w danym dniu. Można wygrać jedną nagrodę główną i jedną nagrodę dzienną, a co równie ważne, mamy możliwość wybrania naszej nagrody spośród dwóch propozycji.

środa, 3 października 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - październik 2018

Wrzesień przyniósł inwestorom sporo emocji, głównie tych negatywnych. Wiele spółek otrzymało potężny cios będący konsekwencją niepewnej sytuacji niektórych TFI, wśród których prym wiodą Altus i Trigon. Końcówka miesiąca upłynęła w nieco lepszych nastrojach, ale pytań o przyszłość jest coraz więcej.

Patrząc na indeks Wig20 można dojść do wniosku, że na polskim rynku nie dzieje się nic szczególnego. Niektóre spółki zyskują na wartości, niektóre tracą, ale średnia utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie, a za nią również sam indeks. Diabeł jednak tkwi w szczegółach.


W skład indeksu Wig20 wchodzą największe i najbardziej płynne spółki. Im dalej w indeksy, odpowiednio mWig40 i sWig80, tym spółki mniejsze i mniejsze. W okresach niepewności na rynku giełda przypomina często organizm człowieka w stanie zagrożenia. Krew z kończyn odpływa do głównych narządów, aby koncentrować się na potrzymaniu funkcji życiowych. Podobny proces wydaje się zachodzić na giełdzie, gdzie kapitał odpływa z podmiotów najmniejszych do największych. 


Dzięki temu indeks Wig20 jakoś się trzyma, podczas gdy indeks sWig80 zalicza coraz niższe poziomy. Notowania nie są w stanie nawet podnieść się po ostatnich spadkach i zrealizować porządnej korekty wzrostowej. Jedyne co widzimy na wykresie to pogłębianie dołków.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails