środa, 1 lipca 2020

Skuteczny układ dla cierpliwych inwestorów

Odgadywanie kierunku, w którym podąży rynek jest od lat codziennością inwestorów. Analitycy techniczni przekonują, że ocena wykresu może być w tym bardzo pomocna. Dzisiaj prezentuję jeden ze schematów, który nie trafia się może często, ale zazwyczaj pozwala trafnie wskazać kierunek wybicia.

Od czasu do czasu pojawiają się komentarze sugerujące, że każde podejście do rynku inne niż oparte na matematycznych i statystycznych formułach jest błędne. Od lat jednak inwestorom udaje się w ten sposób wygrywać z rynkiem, więc nie zawsze warto być purystą i poszukiwać matematycznego Świętego Graala.

Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Podejście, które dzisiaj zaprezentuję wynika w istocie z samych podstaw analizy technicznej: trendów oraz wsparć i oporów. Przez lata nauczyłem się, że w AT lepiej sprawdza się upraszczanie formacji i poszukiwanie wspólnych mechanizmów leżących u ich podłoża, aniżeli klasyfikowanie kolejnych rodzajów flag czy trójkątów, które różnią się zaledwie detalami. Przecież u podstaw i tak leżą zawsze emocje i zachowania inwestorów, a więc im coś jest wyraźniejsze, tym zachowania te są łatwiejsze do przewidzenia.

Podstawą formacji, o której dziś mówię jest wsparcie lub opór cenowy, utrzymujące się na rynku przez czas na tyle długi, aby inwestorzy zaczęli go zauważać. Warunkiem koniecznym jest również niemożność rynku do oderwania się od tego poziomu, co może sugerować, że zostanie on przełamany.


Na powyższym wykresie widzimy notowania Orlenu na przełomie 2017 i 2018 roku. Kurs znajdował się wówczas w trendzie wzrostowym, gdzie ustanowił lokalny wierzchołek (A), który został relatywnie szybko pokonany. W późniejszych tygodniach rynek zatrzymał się w przedziale 102-114 zł, potwierdzając przy okazji rolę poziomu 102 zł jako wsparcia (B). 

Wydawało się, że trend będzie kontynuowany, gdyż notowania ruszyły do góry (C), ale po kilku tygodniach nie były w stanie dalej się wznosić i cena szybko powróciła do poprzedniego zakresu (D), przy okazji testując nawet, i potwierdzając tym samym, dotychczasowe wsparcie (E).

Kluczowe jest dla nas w tym momencie zachowanie ceny w następnych dniach, kiedy to na początku 2018 roku Orlen wyraźnie nie był w stanie oderwać się od wyraźnego i potwierdzonego wsparcia (F), wielokrotnie je przy okazji testując. To wtedy ziścił się kluczowy dla formacji warunek, który doprowadził ostatecznie do przełamania (G).

Próbując ubrać tę sytuację w łatwy do przekazania schemat można powiedzieć, że jeżeli cena przez określony czas nie jest w stanie "odkleić" się od wyraźnego technicznego poziomu, a zamiast tego nieustannie do niego wraca i go testuje, można spodziewać się, że poziom ten zostanie w niedalekiej przyszłości przełamany.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Spółki Ciekawe Technicznie - czerwiec 2020

Ostatnie trzy miesiące na giełdzie to okres intensywnych wzrostów. Dokładniejsza analiza pokazuje jednak, że nie były one równe i nie dotknęły wszystkich spółek i sektorów w podobnym stopniu. Jak zwiększyć szanse na przyszłość, aby wyłowić lepsze walory?

Jako inwestorzy z pewnością nie mamy powodów do narzekania w ostatnich tygodniach. Indeksy giełdowe rosną niemal każdego dnia, windowane rosnącymi wycenami spółek. Na pierwszy rzut oka można pokusić się o stwierdzenie, że nadszedł w końcu wyczekiwany przypływ, który unosi wszystkie łodzie. Dowodem poprawy nastrojów może być fakt, że zyskuje na wartości nawet energetyka, czyli sektor który tradycyjnie zamyka wszystkie zestawienia stóp zwrotu.




















Ten piękny obrazek psuje jednak świadomość, że w wielu wypadkach jest to zaledwie odreagowanie części spadków wywołanych epidemią koronawirusa. I o ile jednoznacznie pozytywne jest to, że w ogóle udało wydźwignąć notowania z dołka, to jednak do euforii na warszawskim parkiecie droga daleka.


Klasycznym przykładem jest tu Wig20, który co prawda przełamał niedawno istotny techniczny opór, to jednak wzrosty zatrzymały się i nie jest wykluczony powrót do wsparcia. Poza tym do poziomów ze stycznia jeszcze niemało brakuje, a przecież na początku roku nie ocenialiśmy rynku jako przebywającego w jakimś imponującym miejscu. 


Nieco więcej światła na sytuacje rzuca indeks mWig40, który po spektakularnym rajdzie dobił w końcu do poziomu 3600 pkt będącego jeszcze do niedawna kilkuletnim minimum notowań. Ostatnie spadki i odbicie które po nich nastąpiło nieco zmieniły tę perspektywę, ale nietrudno dostrzec, że średnie spółki cały czas tkwią w trendzie spadkowym.


Powodem do optymizmu może być jedynie indeks sWig80, który pokazuje więcej siły. Na wykresie tygodniowym widzimy, że nie tylko udało się w pełni odrobić poniesione w związku z epidemią straty, ale jest to równocześnie powrót do bardzo dobrej sytuacji z początku roku, kiedy to małe spółki wybijały się na poziomy najwyższe od kilku kwartałów. Potwierdza się to, na co zwracałem uwagę przez wiele ostatnich miesięcy - najlepsze perspektywy mają mniejsze walory.

czwartek, 28 maja 2020

Czy warto korzystać ze zleceń stop loss?

Sensowność korzystania ze stop lossów jest jedną z pierwszych spraw, które musi przepracować początkujący inwestor. Czy obniżają one ponoszone przez nas ryzyko, czy wręcz przeciwnie, odcinają nam szansę na odrobienie strat? Tym tematem zajmę się w dniu dzisiejszym.

Kwestia stosowania stop lossów w inwestowaniu stanowi od lat lemat dyskusyjny w inwestorskich gronach. Jedni z nich korzystają i je sobie chwalą, podczas gdy inni traktują zlecenia obronne jako mechanizm komplikujący inwestowanie oraz obniżający ogólną stopę zwrotu. I mimo że dyskusja bywa żarliwa, nie da się jej jednoznacznie rozstrzygnąć, gdyż odpowiedzi nie należy szukać na rynku, ale w podejściu i uwarunkowaniach samego inwestora.


Z pewnością każdy korzystający ze stop lossów doświadczył sytuacji podobnej do zaprezentowanej powyżej. Notowania otwierają się luką spadkową poniżej ustawionego przez nas zlecenia, przez co system automatycznie sprzedaje akcje. Po kilku chwilach zamieszania inwestorzy odzyskują jednak optymizm i pod koniec sesji lub kolejnego dnia cena akcji znów znajduje się w bezpiecznym dla nas obszarze. Niestety nie posiadamy już akcji w portfelu, gdyż zostały one sprzedane po istotnie niższej cenie. Gdyby nie to, nie mielibyśmy straty, której odrobienie wymaga zawarcia nowej, zyskownej transakcji.

Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Jest to w zasadzie główny zarzut i główna negatywna cecha stawiania stop lossów: jeżeli rynek zawróci, a wybicie okaże się fałszywe, nie mamy możliwości odrobienia strat. I od razu należy powiedzieć, że nie istnieje sposób pozwalający na wyeliminowanie tego mankamentu. Musielibyśmy znać przyszłość, aby przewidzieć, które przełamania wsparć są prawdziwe, a które fałszywe.

środa, 13 maja 2020

Czekając na korektę - SCT maj 2020

Inwestorzy na światowych rynkach z pewnością zaliczają ostatnie tygodnie do udanych. Nie inaczej jest na GPW, gdzie indeks Wig20 wzrósł od dołka o 22%, a indeks sWig80 aż o 27%. Tak dobre wyniki cieszą, ale rodzi się pytanie o poważniejszą korektę na rynku.

Myślę, że koronawirusowe zamieszanie pozwoliło już nam ocenić, ile na ostatnich wydarzeniach zyskaliśmy, a ile straciliśmy. Co cieszy, słyszę raczej głosy optymistyczne, że znaczną część strat udało się odrobić, a niekiedy portfele są dziś warte więcej niż w połowie lutego.

Podobnie ma się sytuacja w moich inwestycjach. Od początku nastawiłem się, że raczej nie będę sprzedającym, a w miarę pojawiających się okazji dołączę do grona kupujących. I faktycznie udało mi się dokupić akcje kilku spółek, dzięki czemu ostatnie wzrosty wywindowały wartość portfela na poziomy zbliżone do tych z lutego. Nowych rekordów jeszcze nie ma, ale jestem bardzo blisko.

W dużej mierze wynika to z faktu, że znaczną część portfela stanowią u mnie obecnie spółki dywidendowe, których losy potoczyły się bardzo różnie. Po jednej stronie barykady mamy Amicę i Bank Handlowy, których notowania mocno się ostatnio osunęły. Środek okupuje m.in GPW, której kurs odrobił całe straty i ma całkiem niedaleko do tegorocznych maksimów, a jednym z prymusów jest chociażby Budimex, którego notowania znajdują się 35% powyżej dołka i 13% wyżej od tegorocznych maksimów. A więc sytuacja jest zróżnicowana, lecz portfel jako cały przechował się lepiej niż dobrze.


Przechodząc do analizy sytuacji rynkowej muszę przyznać, że dość mocno nastawiam się na wystąpienie korekty. Rynek odbił mocno, wzrosty były i są bardzo przyjemne, lecz niestety nie jest to tempo do utrzymania na dłuższą metę. Ten brak sił do ruchu na północ widać znakomicie na indeksie Wig20:


Po zniesieniu ok. 40% spadków notowania zatrzymały się w dość wyraźnej konsolidacji, w której przebywają od ponad miesiąca. Kierunek wybicia nie został jeszcze wskazany, ale spodziewam się, że będzie to raczej wyjście dołem. Głównie widać to na poszczególnych spółkach, które jeżeli rosną, robią to z wyraźnym trudem. Działa tu klasyczna psychologia inwestowania, gdyż im wyżej wspinają się notowania w krótkoterminowym ujęciu, tym mniejsze grono inwestorów jest skłonne kupować po bieżących cenach.


Widać to również na przykładzie indeksu sWig80, który wspina się bardzo spektakularnie. Jednak trwające od dwóch miesięcy wzrosty prędzej czy później napotkają swój kres.

piątek, 24 kwietnia 2020

Wsparcia i opory - zapomniany klasyk analizy technicznej

Wsparcia i opory są jednymi z najbardziej klasycznych pojęć analizy technicznej. Są jednocześnie jednymi z najłatwiejszych do rozpoznania formacji. Dlaczego zatem tak mało się o nich mówi?

Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio przeczytałem artykuł lub obejrzałem nagranie dotyczące wsparć i oporów w analizie technicznej. Odnoszę wrażenie, że większość analityków i twórców uznaje, że temat jest już tak mocno oklepany, że nic nowego nie można już o nim powiedzieć. Tymczasem wykresy rysują się każdego dnia, dając okazję do coraz to nowych spostrzeżeń oraz nowych transakcji.

Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Dzisiejszym wpisem chcę nieco odkopać to zagadnienie i pobudzić inwestorów do samodzielnych prób na tym polu analizy technicznej.


Być może niektórzy próbowali już podejścia opartego na analizie wsparć i oporów i ponieśli w tym porażkę. Nic dziwnego, gdyż każdego dnia wiele instrumentów dociera do charakterystycznych poziomów cenowych i trzeba nieustannie podejmować decyzję, którym zaufać, a które odpuścić. Być może problemem jest nie sama analiza techniczna, ale samo rozegranie transakcji, tak aby pod koniec miesiąca czy kwartału na koncie było jednak więcej środków niż mniej. W każdym razie mam nadzieję, że ten wpis będzie dobrą okazją do cennych przemyśleń.


Czym są wsparcia i opory?


Wsparcia i opory są jednymi z najprostszych do wyszukania formacji w analizie technicznej. Najczęściej powstają gdy na wykresie tworzy się wierzchołek cenowy, który może być punktem odniesienia dla przyszłych wahań cenowych. Oznaczamy je przy użyciu poziomej linii, a doświadczeni gracze giełdowi obywają się i bez tego.


Jeżeli dane wsparcie lub opór zatrzymały ruch rynku, uznaje się je za potwierdzone i przypisuje mu nieco większą wagę.

piątek, 17 kwietnia 2020

Odważne odbicie w niepewnych czasach - SCT kwiecień 2020

Rynki finansowe od miesiąca znajdują się w fazie odbicia dyskontując perspektywę powrotu gospodarki na normalne tory oraz liczne programy pomocowe płynące od rządów i banków centralnych. Czy można uznać, że najgorsze już za nami?

Przez minione kilka tygodni inwestorzy nieustannie wysuwali scenariusze rynkowe, które mogą się zrealizować. Mówiło się o bardzo gwałtownym załamaniu, po którym rynki nie będą w stanie się podnieść. Mówiło się również o formacji V i bardzo szybkim powrocie do poziomów cenowych sprzed epidemii.

W powyższym kontekście padały również różne sugestie odnośnie posunięć inwestycyjnych. Po jednej stronie byli inwestorzy twierdzący żeby wykorzystać dołek do zwiększonych zakupów, a po drugiej sceptycy twierdzący, że rynki finansowe stoczą się na samo dno o jedyną rozsądną pozycją w tej perspektywie jest gotówka lub inne bezpieczne aktywa, jak chociażby złoto. Gdzieś po środku sytuowali się inwestorzy doradzający wstrzymanie się z wszelkimi działaniami, zarówno sprzedażą akcji, jak ich zakupem.


Warto podkreślić aktualny stan rozwoju epidemii, gdyż nie pozostaje on bez znaczenia. Na przestrzeni minionego miesiąca w zasadzie wszystkie kraje wprowadziły różnego rodzaju środki ostrożności i obostrzenia. Oczywiście odbija się to negatywnie na gospodarce, ale widać już pozytywne rezultaty tych działań. W niektórych państwach liczba wykrywanych przypadków się stabilizuje, a nawet zaczyna spadać. W innych, np. w Polsce, statystyki ciągle rosną, ale jednocześnie przebieg epidemii wydaje się być pod kontrolą. Nie bez znaczenia pozostaje również rosnąca dostępność materiałów medycznych i ochronnych. Po pierwszym szoku podaż zaczyna zaspokajać w coraz większym stopniu zapotrzebowanie, co dodatkowo poprawia perspektywy rozwoju epidemii.

Wydaje się, że właśnie te optymistyczne sygnały stanowią częściową odpowiedź na pytanie o przyczynę ostatnich wzrostów na światowych giełdach. Kolejne państwa zapowiadają stopniowe ograniczanie restrykcji i uruchamianie kolejnych sektorów gospodarki. Z jednej strony pozwoli to firmom zarabiać, a ludziom utrzymać pracę, ale z drugiej rodzi obawy o możliwą drugą falę. Epidemiolodzy apelują, aby z tym procesem się nie spieszyć.

Wielkim znakiem zapytania jest tempo powrotu gospodarki do w miarę zadowalającego poziomu wzrostu. Będziemy to w kolejnych miesiącach obserwowali na bazie licznych wskaźników ekonomicznych. Wydaje się jednak, że rok 2020 będzie bardzo trudny dla wielu branż. Głównym czynnikiem jest ciągle wysoka niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji ekonomicznej. W jej wyniku zarówno przedsiębiorstwa, jak i osoby fizyczne będą utrzymywały swoje wydatki na bardzo niskim poziomie, dokonując jedynie podstawowych zakupów. Odczują to firmy, którym przychody będą bardzo powoli wracały do poziomów, które pamiętamy z lepszych czasów. Zapewne wiele branż będzie musiało przejść gruntowną zmianę, gdyż kryzys na stałe zmieni pewne nawyki zakupowe.

piątek, 27 marca 2020

Rynek nieruchomości - zderzenie ze ścianą

Tematyka nieruchomościowa jeszcze niedawno rozpalała emocje inwestorów. Zarówno tych profesjonalnych, jak i zwykłych obywateli posiadających do ulokowania większe oszczędności. Koronawirus zmienił wszystko i wygląda na to, że na przynajmniej rok możemy zapomnieć o wzrostach cen.

Zagadnień, które chcę poruszyć w dzisiejszym tekście jest tak wiele, że trudno będzie je wszystkie uporządkować w spójną całość. Jeszcze do niedawna wydawało się, że wszystkie możliwe czynniki sprzyjają dalszym wzrostom cen nieruchomości. Obecnie, kiedy się poważniej zastanowić, można znaleźć tylko jeden taki czynnik, podczas gdy wszystko inne przemawia za spadkiem cen.

Ja sam zaliczałem się do grona rynkowych optymistów. Pracując na co dzień z rynkiem nieruchomości obserwowałem niemal z każdej strony przejawy coraz silniejszej pogoni za mieszkaniami. Swoim zapatrywaniom dałem wyraz podczas mojego wystąpienia na Forum Finansów i Inwestycji. Zapis wideo z tego wydarzenia oraz krótki komentarz możecie nadrobić w moim styczniowym tekście.

W dniu dzisiejszym podzielę się moimi zaktualizowanymi spostrzeżeniami na ten temat. Nie będę opierał się na danych statystycznych, gdyż rzetelne opracowania poznamy dopiero za kilka miesięcy. Opiszę jedynie to, co obserwuję w mojej pracy każdego dnia, co mówią moi klienci oraz jaki mam pogląd na dalszy rozwój rynku nieruchomości w Polsce.


Podsumowując czynniki przemawiające dotychczas za wzrostem cen, można je zgrupować w kilka punktów. Pierwszym z nich była rosnąca zamożność społeczeństwa. Mimo coraz wyższych cen mieszkań wynagrodzenia rosły jeszcze szybciej, dzięki czemu siła nabywcza w obszarze nieruchomości z każdym kwartałem się poprawiała. Przekładało się to również na zdolność kredytową, która była wysoka i wspinała się co kwartał na nowe poziomy. W ostatnich miesiącach szybki wzrost cen nieco osłabił tę tendencję, ale jej nie zanegował.

Drugim czynnikiem były niskie stopy procentowe. Z jednej strony kalkulacja raty kredytowej do przeciętnego dochodu gospodarstwa domowego wypadała korzystnie, a z drugiej, atrakcyjność lokowania pieniędzy w bankach była bardzo niska.

Trzecim czynnikiem był brak alternatywnych sposobów na ulokowanie większych sum pieniędzy. Słabość rynku kapitałowego była tu kluczowa, gdyż w zasadzie, oprócz lokat, giełda i fundusze inwestycyjne to jedyna realna alternatywa dla większych sum.

I w końcu czwarty czynnik, chyba najistotniejszy, to przekonanie społeczeństwa, że ceny nieruchomości będą w dalszym ciągu rosły. Ten optymizm był bardzo widoczny i w zasadzie większym zmartwieniem niż przyszłe zachowanie cen (czy rentowność najmu) było to, aby kupić zanim ceny pójdą jeszcze wyżej.

To wszystko właśnie się skończyło.

Obecny kryzys wywołany walką z koronawirusem uderzy w rynek nieruchomości ze wszystkich stron. Odbije się zarówno na chęci kupujących do kupowania, na chęci najemców do wynajmowania, jak i na chęci banków do kredytowania. Postaram się omówić te wszystkie elementy po kolei.

poniedziałek, 23 marca 2020

Trading w czasach zarazy

Mamy za sobą miesiąc intensywnych spadków na światowych giełdach. Okres ten z pewnością przejdzie do historii, ale myślę, że najgorsze mamy już za sobą. Warto więc pomyśleć, jak mają wyglądać nasze działania tradingowe w kolejnych tygodniach.

W ciągu ostatnich czterech tygodni rynki finansowe straciły na wartości ok. 30%, a w międzyczasie ustanowiły minima na poziomie jeszcze o 10% niższym. Wydaje się, że ten szok cenowy wynikał z faktu uświadomienia sobie przez inwestorów, że koronawirus nie pozostanie lokalną kwestią na terenie Chin, lecz rozprzestrzeni się na cały świat, uderzając w znacznej mierze w gospodarki krajów rozwiniętych.

Wiele wskazuje na to, że ten przeskok w myśleniu już się dokonał. Dzisiaj już wiemy, że wirus jest w stanie rozprzestrzeniać się w szybkim tempie, pociągając za sobą liczne ofiary. Znany jest już przypadek włoski i hiszpański, a liczba zarażonych rośnie również w USA - stolicy światowego kapitalizmu. Można więc powiedzieć, że inwestorzy znają już powagę sytuacji i mogą ją adekwatnie wyceniać.


Zakładam więc, że w nadchodzących dniach nie doświadczymy już szoku podobnego do tego z pierwszej połowy marca. Aby coś takiego miało zaistnieć, musiałby zdarzyć się kolejny negatywny przełom. Trudno jest dzisiaj wskazać co by to miało być. Być może istotny wzrost śmiertelności, być może wykładniczy wzrost liczby zakażeń. Nawet jeżeli będą się pojawiały kolejne negatywne wiadomości (np. brak spodziewanego wyhamowania w statystykach), dane na ten temat będą spływały na przestrzeni dni i tygodni. Nie będzie to już więc szok, który spadnie na rynek w ciągu jednego weekendu, a inwestorzy będą mieli czas i płynność do tego, aby to ryzyko wycenić.

Nie wieszczę więc końca spadków, gdyż być może rynki będą osuwały się dalej. Uważam jednak, że pierwszy i najsilniejszy szok mamy za sobą. A to oznacza, że zmienność powinna trochę wyhamować, pozwalając inwestować w nieco bardziej stabilnych warunkach. 

Inwestowanie w czasie krachu


Obserwując rynek w ostatnich dniach z pewnością zauważyliśmy kilka cech charakterystycznych.

Po pierwsze zmienność. W zasadzie można było zapomnieć o konwencjonalnym ustawianiu zleceń stop loss, gdyż szybkie wahnięcia rynku aktywowały je w mgnieniu oka. W takich warunkach jedyną rozsądną strategią było obserwowanie notowań na bieżąco i dynamiczne reagowanie na zmiany sytuacji, a to w naturalny sposób wyłączyło dużą część inwestorów.

poniedziałek, 16 marca 2020

Połamane trendy wzrostowe - SCT marzec 2020

Ostatnie zawirowania na rynkach nie sprzyjają inwestowaniu trendowemu. Większość spółek zaliczyła spadek przekraczający 20% i uznanie ich za spółki trendowe wymaga wyjątkowego zmrużenia oczu. Ale mimo tego kilka walorów nadal rośnie.

W ostatnim wpisie na blogu, który ukazał się w zeszłym tygodniu, wskazywałem, że obecne zawirowania gospodarcze przyniosą konkretne przetasowania w wielu branżach. Jedne spółki ugną się pod ciężarem sytuacji, podczas gdy inne zareagują elastycznie i wykroją dla siebie jeszcze większą część rynku.


Nasze życie w pewnych obszarach zmieni się zupełnie. Firmy przećwiczą pracę zdalną na skalę, jakiej dotychczas nie obserwowaliśmy. Być może powstaną na tym polu nowe biznesy i nowe nisze, z których skorzystają przedsiębiorcy. Niestety wiele firm upadnie, gdyż nie przetrzymają one braku klientów. Pewne jest, że świat po wirusie będzie nieco inny i trzeba tylko mieć nadzieję, że nasz punkt startowy nie wypadnie zbyt nisko i nie trzeba będzie podnosić się z gruzów.

Na ten ostatni scenariusz wskazuje zachowanie rynków finansowych. Spadki głównych indeksów o 40% w ciągu miesiąca oznaczają, że inwestorzy dyskontują bardzo pesymistyczny scenariusz i decydują się zamieniać akcje na gotówkę po każdej niemal cenie. Przy takiej skali spadków spółki trendowe niemal nie mają szans utrzymać swojej wartości.


Przykładem takiej spółki jest Lena. Przez kilkanaście miesięcy na walorze uformował się przyjemny trend wzrostowy, który można już było podkreślić dość wyraźną linią trendu. Ostatnie spadki zrobiły tak wielką wyrwę na wykresie, że na chwilę obecną o trendzie wzrostowym nie może być mowy. Co więcej, potrzeba będzie kolejnych kilkunastu miesięcy wzrostów, aby ponownie dostrzec tam jakikolwiek trend.

Ten właśnie dylemat mają obecnie inwestorzy podążający za trendem. W zasadzie wszystkie spółki, poza kilkoma wyjątkami, przerwały swoje trendy wzrostowe. Idąc zgodnie z logiką, należałoby opróżnić portfel i cierpliwie oczekiwać aż uformują się nowe trendy, którym będzie można zaufać na tyle, aby zaangażować w poszczególne walory swoje środki.

środa, 11 marca 2020

Wirusowy zawrót głowy - kto na nim zyska?

Od kilku tygodni obserwujemy na światowych rynkach spadki, jakich nie widziało całe pokolenie inwestorów. Czy w takim środowisku da się racjonalnie postępować i realizować strategie skonstruowane w lepszych czasach? Tym zajmę się w dzisiejszym artykule.

Niemal każdego dnia z rynków płyną do nas niepokojące komunikaty. Zazwyczaj odwołują się one w swojej pesymistycznej wymowie do przeszłości i są pod jakimś względem "naj". W środę indeks Wig20 spadł poniżej 1500 pkt, czyli do najniższego poziomu od 2009 roku. Z kolei w poniedziałek ropa naftowa zanotowała najgorszą spadkową sesję od początku lat 90. Przykłady te można by mnożyć, a nadal nie wiemy, co przed nami.

Przyczyną tego stanu rzeczy jest oczywiście koronawirus i jego ekonomiczne konsekwencje. W połączeniu z dużym nasyceniem akcjami na rynku amerykańskim, przełożyło się to na wodospad wyprzedaży. Co więcej, nie jest to już tylko problem chiński, ale globalny, co pokazują przypadki europejskie, zwłaszcza z północnych Włoch.


W tym otoczeniu trudno jest wskazać branże, których to nie dotknie. Można się tylko zastanawiać, jak silny będzie realny wpływ epidemii na wyniki posiadanych przez nas spółek i rynku jako takiego. Z pewnością w pierwszej kolejności trudności dostrzegą podmioty powiązane w jakiś sposób z gospodarką Chińską. Mogą to być przerwane lub osłabione łańcuchy dostaw, może to być problem z popytem na produkowane dobra lub świadczone usługi. Klasykiem jest również branża turystyczna, która w mocnym stopniu ucierpi na ograniczeniach w podróżowaniu. 


Typowo polską specjalnością jest produkcja komponentów motoryzacyjnych, głównie na potrzeby zachodnich koncernów. Spływające dane wskazują na 80% spadek sprzedaży samochodów na rynku Chińskim w lutym. Z pewnością odbije się to na zamówieniach kierowanych do polskich firm.

W drugiej fali oberwie już szersze grono podmiotów. Będą to firmy powiązane bardziej lub mniej z podmiotami, które ucierpią w fali pierwszej. A to oznacza zmniejszone zapotrzebowanie na produkty i usługi oraz ogólne spowolnienie tempa rozwoju.

Oddzielną kwestią jest konsumpcja i jej spadek związany z faktem, że częściej niż kiedyś pozostajemy w domu. Odwoływane są imprezy masowe i konferencje, pustoszeją kina i stadiony, a my wychodzimy z domu tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. Mniejszy optymizm to mniejsze zakupy i tu zależność jest prosta.

wtorek, 18 lutego 2020

Swing trading sposobem na odczarowanie Wig20

Indeks Wig20 nie ma w ostatnich latach dobrej prasy. Nie należy jednak zapominać, że jest on największym indeksem oprócz WIG oraz gromadzi najbardziej płynne walory naszej giełdy. Można ten fakt wykorzystać na naszą korzyść.

Analizując zachowanie warszawskiego rynku nie raz zwracałem uwagę, że dużym winowajcą tak niskich poziomów indeksu WIG są największe spółki naszej giełdy. Ich słaba kondycja wynika z szeregu czynników.

Pierwszym jest istotne powiązanie z ruchami kapitału instytucjonalnego operującego na szczeblu globalnym. Nie ma obecnie mody na rynki wschodzące, środki płyną głównie do rynków rozwiniętych z USA na czele. Obserwujemy więc hossę za oceanem, a u nas od lat panują stonowane nastroje.


Świetnym przykładem obrazującym tę zależność jest porównanie indeksu Wig20 z indeksem MSCI Emerging Markets. Jak widać powyżej, na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat ich przebieg jest zbliżony, a do początku 2016 roku notowania pokrywają się prawie idealnie. Dopiero w ostatnich czterech latach następuje rozjazd na niekorzyść Wig20.

I tu przechodzimy do kolejnej bolączki Wig20 - jego składu. Dużą wagę w indeksie posiadają spółki z udziałem Skarbu Państwa, gdzie cele polityczne mają prymat nad generowaniem wartości dla wszystkich akcjonariuszy. Przykłady takich działań obserwujemy niemal każdego dnia, zwłaszcza w branżach powiązanych z energetyką i jest to czynnik wpływający negatywnie na wyceny spółek i sam indeks.

Swoje problemy przechodzi również sektor bankowy. Dotknięty niskimi stopami procentowymi, składkami na BFG i podatkiem bankowym, w ostatnim czasie został jeszcze obarczony ryzykiem związanym z kredytami frankowymi. Konieczność zawiązania rezerw dodatkowo obniżyła notowania spółek z tego sektora. Jak to prezentowałem w poprzedniej analizie, w Wig20 prawie połowa spółek z indeksu oscyluje w okolicach rocznych minimów.


Słabość Wig20 jest szczególnie widoczna w ostatnich dwóch miesiącach, kiedy to małe i średnie spółki dynamicznie zyskują na wartości, podczas gdy indeks największych walorów zbliża się do kluczowego wsparcia, którego przełamanie będzie bardzo negatywnym sygnałem dla całego rynku.

wtorek, 4 lutego 2020

Wig20 ciąży giełdzie - SCT luty 2020

Patrząc na warszawską giełdę przez pryzmat indeksu WIG lub Wig20 z pewnością nie można być optymistą. Jednak głębsza analiza rynku pokazuje, że z naszym parkietem nie jest wcale tak źle i można dostrzec liczne powody do optymizmu.

Regularnie przeglądam warszawski rynek w rozbiciu na poszczególne spółki i w ostatnich dniach wyjątkowo rzuca mi się w oczy rozbieżność pomiędzy notowaniami spółek dużych i mniejszych. Od dawna nie jest tajemnicą, że mamy de facto dwa światy na naszej giełdzie: obszar blue chipów, gdzie dominują napływy i odpływy kapitału instytucjonalnego oraz obszar mniejszych spółek, gdzie co prawda fundusze są obecne, ale prym wiedzie krajowe podwórko w połączeniu z inwestorami indywidualnymi.


Mieliśmy w przeszłości okresy, kiedy stabilność spółek z Wig20 utrzymywała na przyzwoitym poziomie rynek, podczas gdy małe i średnie spółki spadały. Z racji ich mniejszej wagi w indeksie WIG, nie było to na pierwszy rzut oka widoczne, dzięki czemu okres 2016-2018 nie widnieje jako ponura spadkowa seria na indeksie WIG.

Obecnie mamy do czynienia z odwróceniem tej relacji. Małe i średnie spółki rosną, podczas gdy elementem ciążącym ku dołowi są spółki największe. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy jest wykres obrazujący siłę relatywną indeksu sWig80 do Wig20.


Jak widać zmiana trendu nastąpiła na przełomie 2018 i 2019 roku, kiedy to sWig80 odnalazł swój dołek. Jeżeli dobrze pamiętacie pesymizm tamtych dni to dziś możecie śmiało podpisać się pod stwierdzeniem, że kupować należy wtedy, gdy na giełdzie leje się krew. Obecnie sytuacja jest zupełnie inna, wiele z małych spółek wzrosło już o 50% i więcej, a trendy wzrostowe nabierają rozpędu. Jeżeli macie zapamiętać z tego tekstu jedną jedyną rzecz, niech nią będzie powyższy wykres. Małe spółki się przebudziły i nie da się tego zignorować.


Tym co mocno zaskakuje w powyższym kontekście jest wielka słabość spółek z obszaru Wig20. Patrząc na indeks widzimy, że ociera się on o kilkuletnie minima i niewiele brakuje, żeby zostały one pokonane.

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Cykle sektorowe nadzieją dla inwestorów

Perspektywa nadchodzącego spowolnienia gospodarczego może zniechęcać niektórych inwestorów do zwiększania zaangażowania w akcje. W końcu dla większości spółek oznacza to mniejsze zamówienia i spadek przychodów. Jednak są branże na GPW, gdzie cykl makroekonomiczny układa się inaczej i jako inwestorzy powinniśmy o tym pamiętać.

Mówi się, że giełda wyprzedza realną gospodarkę o kilka kwartałów. Mówiąc o realnej gospodarce mamy zazwyczaj na myśli tempo wzrostu PKB, gdyż to ono jest najbardziej rozpowszechnionym wyznacznikiem rozwoju gospodarczego. Jednak podchodząc w taki całościowy sposób do wszystkich giełdowych spółek tracimy z oczu wiele okazji inwestycyjnych. Zapominamy bowiem, że każda branża ma swoje uwarunkowania makroekonomiczne, gdzie bardzo często cykl koniunkturalny kształtuje się zupełnie inaczej.

Pierwszym przykładem niech będzie branża producentów gier, tak licznie reprezentowana na polskim parkiecie. Można pokusić się o stwierdzenie, że popyt na produkty tych spółek jest zupełnie oderwany od wzrostu gospodarczego, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Być może w sytuacji ekstremalnego załamania koniunktury zainteresowanie grami nieco spadnie, ale poza tym wydaje się, że ten typ rozrywki, o ile dany tytuł ma dobre recenzje, będzie się cieszył wysoką popularnością.

Innym przykładem spółek o nieco inaczej ukształtowanych cyklach koniunkturalnych jest branża budowlana. W powszechnym mniemaniu, im produkcja budowlano-montażowa wyższa tym lepiej powinny kształtować się zyski spółek z tego sektora. W praktyce okazuje się, że nic bardziej mylnego. Wysyp przetargów organizowanych głównie przez agendy rządowe i samorządy sprawia, że liczne spółki walczą o kawałek tortu nawet kosztem obniżania marż. Skutkiem tego wszystkie podmioty działają na niższych rentownościach i tracą, zamiast korzystać na budowlanej hossie.



Patrząc na wykres Budimexu widzimy, że dołek cenowy został osiągnięty półtora roku temu, a kurs wzrósł od tego czasu o 100%. A więc w sytuacji, kiedy w gospodarce dopiero mówi się o spowolnieniu, branża budowlana właśnie z niego wychodzi.

piątek, 17 stycznia 2020

Nieruchomości będą droższe i ma to swoje uzasadnienie

W miniony weekend miałem przyjemność poprowadzić wykład dotyczący nieruchomości w ramach Forum Finansów i Inwestycji, organizowanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tytułem wykładu była atrakcyjność inwestycyjna nieruchomości w kontekście aktualnej sytuacji na rynku.

W Forum wzięło udział ponad 3000 inwestorów i osób zainteresowanych oszczędzaniem i pomnażaniem pieniędzy. Wielkie słowa uznania należą się tu Stowarzyszeniu Inwestorów Indywidualnych za organizację całego przedsięwzięcia na bardzo wysokim poziomie. Mam nadzieję, że była to pierwsza z wielu edycji Forum.

Przygotowując się do wystąpienia postanowiłem omówić dwa zagadnienia. Po pierwsze chciałem odpowiedzieć na pytanie, jakie czynniki wpływają na kondycję rynku nieruchomości oraz czy ostatnie wzrosty cen są uzasadnione. Po drugie chciałem zaprezentować uczestnikom wykładu sposoby zarabiania na nieruchomościach oraz wyzwania i trudności się z tym wiążące. Na obecnym gorącym rynku nietrudno jest popaść w nadmierny entuzjazm i pochopnie postawić zbyt wiele na jedną kartę.

Poniżej zamieściłem nagranie z mojego wystąpienia, więc zachęcam do zapoznania się z nim na spokojnie. Nie chcę dublować treści zawartych w prezentacji, więc w tym miejscu zawrę tylko trzy główne punkty mojego wystąpienia.


Dlaczego ceny mieszkań tak rosną?


Obecna sytuacja cenowa na rynku nieruchomości ma bardzo duże uzasadnienie w czynnikach, które na ten rynek wpływają. Podstawowym czynnikiem są dochody społeczeństwa, rosnące zarówno dzięki wzrostom wynagrodzeń, jak i programom socjalnym. Sprawiają one, że odważniej się zadłużamy i stać nas na zakup nieruchomości nie tylko na kredyt, ale i częściowo za gotówkę. 

Drugim istotnym czynnikiem są stopy procentowe, znajdujące się od dłuższego czasu na bardzo niskim poziomie. Sprawia to, że początkowe raty kredytów są atrakcyjne, nawet jeżeli w dłuższym horyzoncie mogą wzrosnąć. Jeszcze większy wpływ stopy procentowe mają na atrakcyjność innych form inwestowania, czyli głównie lokat bankowych. W obliczu rosnącej inflacji pieniądze zgromadzone na depozytach bankowych realnie tracą na wartości, co oznacza, że szukamy sposobów za podniesienie swojej stopy zwrotu przy zachowaniu podobnego bezpieczeństwa. Własne mieszkanie na wynajem jest tu bardzo atrakcyjną formą, co znajduje swoje odzwierciedlenie w cenach.

czwartek, 9 stycznia 2020

Podsumowanie 2019 i plany na 2020 - SCT styczeń 2020

Mimo wielu swoich wad, inwestycyjnie rok 2019 okazał się całkiem niezły. Tym, czego można sobie życzyć na rok 2020 jest niewątpliwie przełom na GPW, który pozwoli wyrwać się naszej giełdzie z trwającego od dekady marazmu.

Słaba kondycja warszawskiego parkietu już tak bardzo spowszedniała, że nawet i narzekać bardzo się nie chce. Indeksy nie chcą rosnąć, kapitał odpływa, spółki są wycofywane przy śmiesznie niskich wycenach, a nowe nie chcą debiutować. Takie właśnie otoczenie mieliśmy przez cały miniony rok i wydawać by się mogło, że trudno będzie uznać go za udany. Jednak z mojego punktu widzenia było zupełnie przeciwnie.

Postanowiłem ująć dzisiejszy wpis w bardziej osobistej formie. Zamiast pisać ogólnie jak zachowywał się rynek, skupiam się na moich działaniach w kontekście tego, co działo się na rynku. Myślę, że nie ma potrzeby relacjonowania poszczególnych zachowań rynku, o ile nie miały one kluczowego znaczenia dla naszego portfela.


Marazm dużych spółek i ożywienie mniejszych


Rok 2019 nie przyniósł przełomu, jeżeli chodzi o panującą na GPW od kilku lat sytuację. Jak zwykle na początku roku mieliśmy wiele oczekiwań i spodziewaliśmy się zmiany nastrojów, ale ta nie nastąpiła. Myślę, że z podobnym oczekiwaniem można wejść w rok 2020.

Indeks Wig20, który w minionym roku nie zachwycił, odpuściłem już dawno temu. Problemem nie jest oczywiście sam indeks, ale spółki z udziałem Skarbu Państwa wchodzące w jego skład. Już dawno doszedłem do wniosku, że nie mają one przed sobą wielkich perspektyw rozwoju, a jednocześnie są podatne na ryzyko cięcia dywidend i kosztowne projekty uwarunkowane politycznie. 

Dlatego też pod koniec 2018 roku skupiłem się na mniejszych spółkach i strategia ta się opłaciła. W 2019 roku to właśnie małe walory charakteryzowały się relatywnie większą siłą, mimo że nie o każdej spółce można to powiedzieć. Widać tę siłę w zachowaniu indeksu sWig80, który zakończył trend spadkowy i zanotował dobry wzrostowy rok.


"Przejechanie" dołka na wielu walorach


Analiza wykresów spółek z głównego rynku, zwłaszcza tych mniejszych, pokazuje że dołek cenowy wystąpił na nich pod koniec 2018 lub w 2019 roku. Dzisiaj są to już często dynamiczne trendy wzrostowe, które zaczynają przyciągać uwagę inwestorów. Wydarzyło się więc coś znamiennego w tym okresie - trendy spadkowe zmieniły się w trendy wzrostowe.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails