poniedziałek, 15 października 2018

Klasyk w nowym wydaniu - Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie.

Moją najnowszą giełdową lekturą jest nowe wydanie książki, która wpadła w ręce chyba każdemu, kto kiedykolwiek rozpoczął przygodę na rynkach finansowych. Nowa pozycja autorstwa Alexandra Eldera czerpie ze swojej poprzedniczki to, co dobre, dokładając jednocześnie wiele nowych treści.

Zawód inwestor giełdowy, czyli pierwowzór omawianej dziś książki, ukazał się w USA w 1993 roku i od tamtego czasu wychowały się na nim całe pokolenia inwestorów. Ja sam czytałem tę pozycję przynajmniej dwukrotnie, za każdym razem znajdując dla siebie coś nowego, co pozwalało mi zrobić kolejny krok w nauce inwestowania. Może również dlatego z przyjemnością przeczytałem książkę, która obecne trafiła w moje ręce, czyli Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie.

Jednym z podstawowych pytań, które się nasuwają, jest pytanie o to, czy mamy do czynienia z zupełnie nową książką, poruszającą nowe, nie omawiane dotychczas zagadnienia. I tu odpowiedź brzmi "nie". Najnowsza publikacja Eldera jest rozwinięciem, rozszerzeniem i aktualizacją wiedzy zawartej w swojej poprzedniczce. Jednocześnie nie stanowi to jakiejkolwiek wady, a zaletę, gdyż współczesnym inwestorom trudno jest niekiedy opierać się na przykładach sprzed czterdziestu lat, obrazowanych z użyciem wykresów, których od dawna się nie stosuje.


Książka podzielona została na jedenaście części, z których każda omawia inny aspekt inwestowania na giełdzie. Pierwsze części dotyczą psychologii procesu inwestycyjnego, kolejne omawiają narzędzia i systemy, a w trzeciej części książki znajdziemy zalecenia dotyczące zarządzania ryzykiem oraz praktyczne wskazówki dotyczące inwestowania. Osoby pamiętające poprzednie wydanie książki znajdą tu podobieństwo struktury rozdziałów, jednak ja sam dostrzegam większe zróżnicowanie poruszanej tematyki, niż miało to miejsce w pierwowzorze.

środa, 10 października 2018

Wystartowało Turbo Wyzwanie. Poznaj moją strategię na konkurs!

W poniedziałek wystartowało Turbo Wyzwanie, czyli gra inwestycyjna w trakcie której można sprawdzić swoje siły w wirtualnym handlu certyfikatami ING Turbo. W dzisiejszym tekście omawiam zasady gry, jak również podzielę się podstawami strategii, którą zamierzam wykorzystywać.

Gry i konkursy inwestycyjne mają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ja sam, mimo że nie uczestniczę w każdym wyzwaniu, uważam je za dobry sposób sprawdzenia swoich umiejętności w nieco intensywniejszym typie inwestycji. W tym wypadku, we współpracy z ING Turbo, zachęcam Was do przetestowanie tych instrumentów i sprawdzenia swoich umiejętności w posługiwaniu się nimi na parkiecie. Jest to świetny sposób na wypróbowanie certyfikatów Turbo, jeżeli jeszcze nie mieliście takiej sposobności.


Turbo Wyzwanie jest grą inwestycyjną rozgrywaną na platformie demo z wykorzystaniem wirtualnego kapitału. Nie trzeba angażować własnych środków, aby przystąpić do zmagań i powalczyć o nagrody. Sam konkurs ma dwie fazy. Pierwsza rozpoczęła się w poniedziałek, 8 października i potrwa cały tydzień. W tej fazie można poznać mechanikę platformy, sprawdzić egzekucję zleceń i przetestować strategię. Pod koniec tygodnia rachunki są czyszczone z instrumentów i przywracane do początkowego salda 100 000 zł. Faza główna rozegrana zostanie w dniach 15-24 października. To wtedy nasze wyniki przesądzą o pozycji w rankingu konkursowym i otrzymanej nagrodzie głównej.


Nagrodzonych zostanie dwadzieścia osób, które uzyskają najwyższą stopę zwrotu na zakończenie fazy głównej konkursu. Przewidziano również osiem nagród dziennych, po jednej na każdy dzień fazy głównej, które otrzymają osoby uzyskujące najwyższą stopę zwrotu w danym dniu. Można wygrać jedną nagrodę główną i jedną nagrodę dzienną, a co równie ważne, mamy możliwość wybrania naszej nagrody spośród dwóch propozycji.

środa, 3 października 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - październik 2018

Wrzesień przyniósł inwestorom sporo emocji, głównie tych negatywnych. Wiele spółek otrzymało potężny cios będący konsekwencją niepewnej sytuacji niektórych TFI, wśród których prym wiodą Altus i Trigon. Końcówka miesiąca upłynęła w nieco lepszych nastrojach, ale pytań o przyszłość jest coraz więcej.

Patrząc na indeks Wig20 można dojść do wniosku, że na polskim rynku nie dzieje się nic szczególnego. Niektóre spółki zyskują na wartości, niektóre tracą, ale średnia utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie, a za nią również sam indeks. Diabeł jednak tkwi w szczegółach.


W skład indeksu Wig20 wchodzą największe i najbardziej płynne spółki. Im dalej w indeksy, odpowiednio mWig40 i sWig80, tym spółki mniejsze i mniejsze. W okresach niepewności na rynku giełda przypomina często organizm człowieka w stanie zagrożenia. Krew z kończyn odpływa do głównych narządów, aby koncentrować się na potrzymaniu funkcji życiowych. Podobny proces wydaje się zachodzić na giełdzie, gdzie kapitał odpływa z podmiotów najmniejszych do największych. 


Dzięki temu indeks Wig20 jakoś się trzyma, podczas gdy indeks sWig80 zalicza coraz niższe poziomy. Notowania nie są w stanie nawet podnieść się po ostatnich spadkach i zrealizować porządnej korekty wzrostowej. Jedyne co widzimy na wykresie to pogłębianie dołków.

wtorek, 25 września 2018

Na co wydasz milion złotych?

Wyobraź sobie, że nagle dostajesz milion złotych. Bez podatku, bez żadnych obowiązków wobec kogokolwiek. Możesz wydać tę kwotę w dowolny sposób, nikt nie będzie tego oceniał ani nikt się nie dowie. Co zrobisz z taką sumą pieniędzy?

Milion złotych nie jest może kwotą małą, ale nie jest też kwotą szokująco dużą. Ciągle bardzo niewiele osób może powiedzieć, że dysponuje wolnym milionem złotych, który może zagospodarować wedle własnego uznania, ale mimo wszystko liczba takich osób z każdym rokiem rośnie. Widać to chociażby na rynku nieruchomości.

Jednocześnie kwota ta nie jest na tyle duża, żeby nie można było jej wydać. Z pewnością większym wyzwaniem byłaby konieczność wydania stu milionów złotych. A milion? Można za to kupić mieszkanie w dobrej lokalizacji dużego miasta lub dom na jego obrzeżach Można spłacić kredyt hipoteczny, wymienić samochód na nowy, jechać na wakacje i w zasadzie cała kwota się rozchodzi. Jak to mówią, nie ma tu większego szaleństwa.

Z pewnością czytaliście różnego rodzaju teksty w stylu "jak zainwestować kwotę X". Ja sam kilka miesięcy temu szukałem nietypowych sposobów na zainwestowanie kwoty 50 tysięcy złotych i sądzę, że z udzieloną w komentarzach pomocą czytelników udało się zidentyfikować kilka ciekawych pomysłów na pomnożenie tej kwoty.

Tu jednak mamy do czynienia z zupełnie innym zagadnieniem. Nie chodzi o zainwestowanie, ale o wydanie kwoty miliona złotych. Oznacza to, że równie dobrze możemy tę kwotę wydać na rozrywki i przyjemności. Możemy kupić sobie za to luksusowe auto lub przez całkiem długi czas podróżować po świecie. Mamy w tym względzie pełną swobodę, co z pewnością poszerza gamę naszych możliwości.


Zanim przejdziesz do czytania dalszej części tego tekstu, poświęć chwilę na zastanowienie się, na co Ty wydał(a)byś milion złotych. Co by to było? Zapisz odpowiedzi, a przynajmniej zapamiętaj je.

Na co ja bym wydał milion złotych?


Otrzymanie miliona złotych z pewnością poszerzyłoby moje możliwości finansowe, podobnie jak każdego z nas. W chwili obecnej nie mam żadnych długów, nie licząc na bieżąco spłacanej karty kredytowej. Nie muszę się więc od niczego uwalniać, żeby spać spokojniej. W końcu spłata kredytu hipotecznego niczego nam nie przysparza, gdyż zazwyczaj i tak jesteśmy w posiadaniu mieszkania lub domu, które ten kredyt finansuje. A więc spłacając kredyt uwalniamy się od ciążącego nad nami nawisu, jak również poprawiamy bieżącą płynność finansową. Nie musimy w końcu co miesiąc płacić raty.

piątek, 21 września 2018

Dlaczego skośne linie na wykresach nie działają?

Podstawowym pojęciem analizy technicznej jest trend, a podstawową formacją, linia trendu. Sęk w tym, że każdy inwestor rysuje tę linię trochę inaczej, przez co jej praktyczna użyteczność staje się znikoma. Podobnie dzieje się z wieloma innymi skośnymi liniami na wykresach.

Poznając krok po kroku analizę techniczną, inwestorzy spotykają się z szeregiem formacji i układów cenowych. Oprócz linii trendu, są to wsparcia i opory, głowy z ramionami, trójkąty, flagi, chorągiewki i wiele innych. Uczymy się, że wszystkie formacje są ważne i wszystkie formacje pozwalają zarabiać pieniądze. Tak przygotowani ruszamy następnie na rynek próbując samodzielnie rysować różne układy na wykresie i szybko okazuje się, że nie jest to takie proste.

W dzisiejszym tekście chcę podzielić się moimi doświadczeniami z ponad dziewięciu lat stosowania analizy technicznej na wykresach. Nie przedstawię żadnych danych statystycznych, ale napiszę dlaczego niemal zupełnie nie stosuję w swoich inwestycjach linii skośnych i formacji opartych o takie linie. Napiszę również, dlaczego moim zdaniem takie formacje są mniej skuteczne niż te oparte o klarowne poziomy wsparcia i oporu.

Dlaczego analiza techniczna działa? Niektórzy mówią, że jest to forma samospełniającej się prognozy. Inwestorzy zostali nauczeni, że w pewnych sytuacjach, definiowanych najczęściej przez formacje na wykresie, należy kupować akcje, a w pewnych okolicznościach należy je sprzedawać. I działając w ten sposób tworzą obszary zagęszczenia zleceń kupna i zleceń sprzedaży, kierunkując rynek raz w górę, raz w dół.

W rzeczywistości faktycznie tak jest. Spójrzmy na zaprezentowany poniżej wykres PZU:


Bardzo wyraźnie widać poziom wsparcia w okolicy 44 zł. Odkąd poziom ten został uformowany, za każdym razem, kiedy cena docierała w te okolice, pojawiała się fala zleceń kupna ze strony inwestorów, którzy nauczeni zostali, że warto kupować akcje, kiedy cena dotrze do wsparcia. I faktycznie, dzięki kreowanemu w ten sposób popytowi udawało się przez bardzo długi czas wsparcia
bronić.

Dopiero po pewnym czasie, kiedy kolejne próby przełamania poziomu 44 zł osłabiały stojące tam siły popytu, wsparcie zostało przełamane. Zgodnie z klasycznymi regułami analizy technicznej, przełamanie wsparcia stanowi negatywny sygnał, więc tuż poniżej tego poziomu umiejscowione były zlecenia sprzedaży, które stopniowo się aktywowały, generując falę podaży. To właśnie ta fala zepchnęła rynek w szybkim czasie o kolejne 10%, do poziomu 40 zł.

Dlaczego obrona wsparcia trwała tak długo, a przełamanie nastąpiło tak zdecydowanie? Bo był to bardzo wyraźny poziom cenowy wyznaczany przez poziomą linię. Wszyscy widzieli, że tam przebiega wsparcie i wydaje się, że zdecydowana większość inwestorów realizowała swoje transakcje z uwzględnieniem tego właśnie poziomu. Dopóki popyt miał siłę, koncentracja zleceń broniła wsparcia, a kiedy siły tej zabrakło, sprawa rozstrzygnęła się dość szybko. Kluczem jest tu właśnie jednoznaczny przebieg tego poziomu cenowego.

poniedziałek, 17 września 2018

Konferencja Książęca Street IV już za dwa tygodnie!

Już w pierwszy weekend października odbędzie się w Warszawie konferencja inwestycyjna Książęca Street IV organizowana przez Longterm.pl. Jest to już czwarte takie wydarzenie i doskonała okazja, żeby inwestorzy spotkali się nie tylko we własnym gronie, ale przede wszystkim z zaproszonymi przedstawicielami spółek oraz ekspertami.

Konferencja Książęca Street wpisuje się już na stałe w krajobraz polskiego rynku kapitałowego. Odbywa się ona dwa razy w roku, na wiosnę i na jesieni. Dwukrotnie gościła w Warszawie, w marcu tego roku byliśmy w Bydgoszczy w pięknych wnętrzach hotelu Focus Premium Pod Orłem, a za niecałe trzy tygodnie znów spotykamy się w Warszawie, tym razem w Airport Hotel Okęcie.

Czym jest Książęca Street? Przede wszystkim jest to spotkanie inwestorów z ekspertami. Przez dwa dni odbywa się wiele wykładów i spotkań z prezesami, członkami rad nadzorczych spółek, ekspertami oraz osobowościami rynku kapitałowego. Oprócz wystąpień, zaproszeni goście pozostają do dyspozycji uczestników konferencji również w przerwach, dzięki czemu jest to jedna z bardzo niewielu okazji aby podejść i porozmawiać na temat biznesu prowadzonego przez spółkę. Z doświadczenia wiem, że w kuluarowych okolicznościach można uzyskać znacznie szersze spojrzenie na wiele zagadnień.


W czwartej edycji konferencji gośćmi będą m.in. Jakub Baran, prezes Polskiego Banku Komórek Macierzystych, czy też Michał Kwaśnica, prezes Cherrypick Games. Obie spółki są w ostatnim czasie bardzo gorące i z pewnością prezesi nie będą mogli opędzić się od pytań. Branża gier reprezentowana będzie również przez Marcina Olejarza, prezesa BoomBit S.A. oraz Krzysztofa Kostowskiego, prezesa PlayWay S.A. Nie należy również pomijać Artura Chabowskiego, prezesa kolejnej gorącej spółki, jaką jest Mabion, opierający się rynkowej przecenie. Dla osób zainteresowanych technologią blockchain i Bitcoinem rarytasem z pewnością będzie obecność Lecha Wilczyńskiego, CEO InPay, pierwszego polskiego procesora płatności Bitcoin.

Nie zabraknie oczywiście członków ekipy Longterm.pl. Wykład otwierający konferencję jak zwykle poprowadzi Albert Rokicki, natomiast w niedzielę na scenie wystąpi Adrian Przybylski, który opowie o czynnikach wpływających na ceny akcji na giełdzie. 

Niedzielnym popołudniem będzie miał miejsce również mój wykład, podczas którego krótko omówię sytuację techniczną naszego rynku, a przede wszystkim skupię się na spółkach z raportu Top15 Poland, których lista będzie wtedy miała swoją premierę. 

Oczywiście ja sam będę obecny przez całą konferencję, zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Poprzednim razem w Bydgoszczy rozmowy z uczestnikami trwały tak długo i były tak gorące, że nie raz zdarzyło nam się nieco spóźnić na kolejne wykłady. Nie mówiąc już ponad godzinnej rozmowie na hotelowym korytarzu z kilkoma subskrybentami Longterm.pl. Mieliśmy zamienić tylko dwa słowa, a zeszło się zdecydowanie dłużej.

I to właśnie jest istota tej konferencji. Dzięki temu, że przez całe dwa dni przebywamy na tych samych salach i korytarzach, mamy możliwość spotkać bardzo ciekawych ludzi, posiadających szeroką wiedzę na temat poszczególnych spółek i branż. Rozmowy kuluarowe, zarówno z prelegentami, jak i innymi uczestnikami, pozwalają nam spojrzeć z innej perspektywy na swoje portfele oraz zainteresować się nowymi spółkami. Wystarczy wspomnieć, że pod wpływem ostatniej konferencji w Bydgoszczy, kupiłem papiery trzech spółek, z których każda przyniosła mi w ostatnich miesiącach zysk. Był to również impuls, żeby sprzedać papiery spółki Larq, która od tego czasu spadła o prawie 50%. Jak więc widzicie, z Książęcej Street płyną całkiem konkretne korzyści.



Warto również wspomnieć o wieczornej kolacji z open barem, kiedy to można w zdecydowanie swobodniejszej atmosferze pogadać o giełdzie. W dobie Internetu inwestorzy często nie mają z kim wymienić uwag lub skonfrontować wątpliwości, a Książęca Street jest do tego idealnym miejscem. Jeżeli będziecie pierwszy raz lub zagadywanie do innych nie jest Waszą najmocniejszą stroną, koniecznie podejdźcie pogadać do mnie. Wymienimy uwagi, ponarzekamy na spółki i pochwalimy się sukcesami :)

Konferencja odbędzie się w dniach 6-7 października (sobota-niedziela) w Warszawie w Airport Hotel Okęcie. Liczba miejsc jest ograniczona, a kolejne systematycznie znikają. Zostało już mniej niż 45 wolnych miejscówek, a liczba ta z każdym dniem maleje. Jeżeli byliście na poprzednich edycjach to wiecie, że warto się wybrać. A jeżeli jeszcze nie byliście, zachęcam Was do spróbowania. 

Dwa dni w temacie inwestycji, z daleka od innych tematów, które mogłyby nas rozpraszać i dekoncentrować. Zapisy na konferencję odbywają się przez stronę internetową, na której znajdziecie również program konferencji oraz krótkie notki na temat prelegentów. Jeżeli jesteście zainteresowani noclegiem, powołujcie się w hotelu na hasło Longterm.

piątek, 14 września 2018

Krajobraz po burzy. Jak przetrwaliśmy ostatnie zawirowania na GPW?

Minione sesje były bardzo trudne dla warszawskich inwestorów. Wiele walorów zaliczyło spektakularne spadki w bardzo krótkim czasie, wyznaczając niekiedy bardzo charakterystyczne punkty na wykresach. Warto w tym miejscu na krótko się zatrzymać i podsumować stan naszych portfeli.

Pierwsza połowa września była dla rynku fatalna. Wig20 stracił 5,47%, mWig40 spadł o 7,33%, a sWig80 zniżkował aż o 8,65%. Takiej przeceny na rynku nie widzieliśmy od dawna i raczej się jej nie spodziewaliśmy. Wiele spółek, głównie małych i średnich, spadło o kilkanaście lub więcej procent.


Generalnie znane są przyczyny takiego stanu rzeczy. Relatywna słabość rynków rozwijających się połączyła się z problemami polskiego podwórka. Afera GetBack rozlała się na rynek towarzystw funduszy inwestycyjnych, a ostatnie wydarzenia i perspektywy znacznych umorzeń jednostek skłoniły inwestorów do wyprzedawania akcji, zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw.

Nadeszła również, spodziewana od dawna, korekta na spółkach gamingowych. Wielu nowych inwestorów, zaczynających swoją przygodę od inwestycji w tę właśnie branżę, zaliczyło bolesną lekcję, obserwując CD Projekt spadający z 220 zł na 170 zł, czy też 11 bit studios lecące z 430 zł na 320 zł.


Również na wielu większych spółkach pojawiły się bardzo charakterystyczne sygnały. Pod presją znalazła się energetyka, gdzie na niekorzyść działa zarówno ogólna sytuacja rynkowa, jak i problemy właściwe tylko dla tej branży. Zarówno Tauron, jak i Enea znalazły się na historycznych minimach, w czym niektórzy upatrują okazji inwestycyjnej:

środa, 5 września 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - wrzesień 2018

Patrząc po poziomach indeksów można dojść do wniosku, że wakacje minęły inwestorom w zmiennych nastrojach. Początkowo, jeszcze w czerwcu, były to spadki oglądane na lekkim niedowierzaniu rynku. Natomiast końcówka wakacji to już wzrosty na dużych podmiotach i dramat maluchów.

Każdy kto śledzi rynki finansowe dostrzega z pewnością narastające rozwarstwienie. Duże spółki, reprezentowane przez indeks Wig20 zachowują relatywną siłę. Może nie rosną, ale przynajmniej nie tracą aż tak bardzo na wartości. Tymczasem spółki małe, skupione w indeksie sWig80 od wielu miesięcy znajdują się w trendzie spadkowym. Podczas ostatnich dwóch sesji ustanowione zostały nowe minima.


Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w ogólnej sytuacji, w jakiej znajduje się warszawski rynek. Odpływ kapitału związany ze zmniejszonym zaangażowaniem OFE oraz systematyczne umorzenia jednostek w TFI powodują, że rynek obkurcza się, koncentrując na najbardziej płynnych spółkach. Przypomina to trochę organizm człowieka w nietypowym stanie, kiedy krew z kończyn odpływa w okolice serca. 


Nic więc dziwnego, że sytuacja na najmniejszych spółkach wygląda bardzo słabo. Wiele z tych walorów znajduje się w długoterminowych trendach spadkowych, które w ostatnich dniach jeszcze pogłębiły minima. 

wtorek, 28 sierpnia 2018

Strategia inwestycyjna dla bardzo cierpliwych

Podobnie jak inwestorzy, strategie inwestycyjne bywają różne. Jedne opierają się na dużej liczbie transakcji w krótkim czasie, podczas gdy inne zakładają czekanie na odpowiedni moment i dopiero kiedy wszystkie okoliczności sprzyjają, sugerują inwestorowi zajęcie pozycji. 

Z pewnością każdy potrafi podzielić strategie pod względem częstotliwości zawierania transakcji. W niektórych pozycje otwiera się co chwila, podczas gdy inne wymagają spełnienia określonych warunków przed wejściem na rynek. Z pewnością do tych ostatnich można zaliczyć strategie dywidendowe.

Jestem zdania, że w inwestowaniu dywidendowym, oprócz samego faktu wypłacania przez spółkę dywidendy, najważniejsza jest cena, po jakiej kupujemy akcje. Kupując papiery za drogo ryzykujemy, że otrzymywana przez nas dywidenda będzie miała niską stopę, a sama inwestycja nie będzie szczególnie udana.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, jak ja podchodzę do dywidendy, polecam lekturę najdłuższego tekstu, który kiedykolwiek ukazał się na blogu, a poświęconego właśnie mojemu spojrzeniu na inwestowanie dywidendowe. Warto również rzucić okiem na podejście Alberta, który koncentruje się głównie na największych spółkach.

Mając już wytypowaną spółkę dywidendową czekamy, aż stanie się na tyle tania, żeby zdecydować się na akumulację akcji. Czasami, widząc potencjał waloru do dalszego wzrostu, można wchodzić w trakcie trwającego ruchu w górę, jednak ja sam preferuję kupowanie papierów w okresie pogorszenia nastrojów, kiedy są one tańsze.


Przykładem takiej spółki dywidendowej może być Sanok. Podmiot zyskami dzieli się z inwestorami od lat i wygląda na to, że w przyszłości zarząd również powinien taką politykę utrzymywać. Jednocześnie notowania są na poziomie z 2013 roku, co znaczy, że każdy kto kupił papiery spółki na przestrzeni ostatnich czterech lat i trzyma je do dzisiaj, jest pod kreską.

Oczywiście nie znaczy to, że kupując akcje już teraz zarobimy pieniądze. Główna idea jest jednak taka, żeby dobrej jakości aktywa kupować raczej w okolicach dołka niż raczej na górce.

środa, 22 sierpnia 2018

Świat widziany oczami inwestora

Czy inwestor giełdowy inaczej patrzy na otaczającą rzeczywistość niż osoba, niezwiązana z rynkami finansowymi? Czy posiadanie w portfelu różnych aktywów zmienia naszą perspektywę patrzenia na sprawy? Wydaje się, że tak i w dzisiejszym tekście przedstawiam na to kilka dowodów.

Jakie znaczenie dla "przeciętnego Kowalskiego" posiada fakt, czy obligo giełdowe dla spółek energetycznych wyniesie 30% czy 100%? Zapewne niewielkie, mimo że może to w jakimś stopniu wpłynąć na ceny energii elektrycznej. Jednak nie oszukujmy się, przeciętny członek społeczeństwa zupełnie się tym nie interesuje. Tymczasem dla mnie, jako inwestora giełdowego i posiadacza akcji spółki GPW, która dużą część przychodów otrzymuje właśnie z Towarowej Giełdy Energii, ma to wielkie znaczenie i co ważne, znaczenie praktyczne. Po wypowiedzi sygnalizującej podwyższenie obliga, akcje GPW w ciągu jednej sesji wzrosły o ponad 7%. A więc dla moich pieniędzy obligo ma znaczenie.

Wyobraźmy sobie osobę, która nie inwestuje. Chodzi do pracy, zarabia pieniądze, oszczędności gromadzi na lokatach w banku oraz posiada kredyt hipoteczny. Jak taka osoba patrzy na świat i gospodarkę? Z pewnością do pewnego stopnia interesuje się życiem publicznym, polityką czy ekonomią. Wie, że na rynku pracy raczej mamy rynek pracownika, że gospodarka się rozwija, a stopy procentowe są na rekordowo niskich poziomach, co oznacza niską ratę kredytu hipotecznego. Zapewne posiada również nieco głębszą wiedzę w poszczególnych obszarach życia gospodarczego, ale duża część tej wiedzy jest traktowana jako ciekawostka, zasłyszana tu czy tam. W zasadzie taka osoba często nie ma motywacji do wgryzania się w tajniki gospodarki, a tym bardziej poszczególnych branż. Granica zainteresowań przebiega często na regulacjach dotyczących emerytury i wieku emerytalnego.


Tymczasem świat z perspektywy inwestora giełdowego wygląda zupełnie inaczej.

Inwestor sprawdza, skąd wieje wiatr


Pierwszym poziomem, który dotyczy chyba wszystkich inwestorów giełdowych jest ogólna koniunktura w gospodarce, od niej zależą bowiem cykle hossy i bessy na giełdzie. Bieżące monitorowanie światowej i krajowej sytuacji ekonomicznej wchodzi w krew i robimy to na co dzień. Wiele tego rodzaju informacji spływa do nas dzięki śledzeniu serwisów ekonomicznych, blogów, czytaniu prasy i ogólnym zainteresowaniu tym, co dzieje się na świecie.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Analiza techniczna trzech blue chipów do gry na spadki

Ostatnie tygodnie na giełdzie sprawiły, że na wykresach uformowały się interesujące formacje cenowe sprzyjające szukaniu okazji do zajmowania krótkich pozycji. Dzisiaj przedstawiam Wam trzy wykresy, na które moim zdaniem warto zwrócić uwagę.

Analiza techniczna może być prowadzona na kilka sposobów. Jednym z nich, moim zdaniem niewłaściwym, jest próba usilnej analizy danego wykresu. Niezależnie od tego, że na walorze już na pierwszy rzut oka nie widać nic ciekawego, wpatrujemy się w niego tak długo, aż w pewnym momencie uznamy, że ten czy inny wskaźnik techniczny sugeruje kierunek wzrostowy lub spadkowy.

Jako bloger i analityk często otrzymuję prośby o spojrzenie na jakiś wykres. Niestety dla inwestora najważniejsze jest pytanie, czy będzie rosło czy spadało. Trudno jest przyjąć do wiadomości odpowiedź, że sytuacja jest niejednoznaczna lub że wszystko jest możliwe, bo na wykresie trudno jest się doszukać wskazówek przemawiających za ruchem w konkretnym kierunku. Moim zdaniem taka analiza na siłę to strata czasu.

Drugim podejściem do analizy technicznej jest wcześniejsze przygotowanie warsztatu. Na bazie giełdowej edukacji oraz własnych doświadczeń wyrabiamy sobie zdanie na temat pewnych powtarzalnych schematów, które realizuje rynek. Mając je z tyłu głowy, analizujemy wykresy w bardzo luźny sposób, najczęściej zwyczajnie je przeglądając. Jeżeli na danym walorze nie realizuje się żaden znany nam scenariusz, po kilku sekundach przechodzimy dalej i zapominamy o spółce. Dopiero kiedy na rynku dzieje się coś co znamy i rozumiemy, warto zatrzymać się na dłużej. Być może w danej sytuacji technicznej potrafimy wykorzystać jakąś naszą przewagę nad rynkiem i dzięki temu osiągniemy zysk.

Wygląda na to, że taka właśnie sytuacja uformowała się nam właśnie na kilku wykresach.


Zacznijmy od analizy indeksu Wig20, który od początku tego roku znajduje się w trendzie spadkowym. Notowania osiągnęły swój dołek na przełomie czerwca i lipca, kiedy to kurs zszedł w okolice 2100 pkt. Następnie w kolejnych tygodniach obserwowaliśmy odbicie, które dotarło do poziomu 2325 pkt, którego to pułapu kurs nie był w stanie pokonać przez dobre trzy tygodnie. Co więcej, w tym miejscu przebiega opór techniczny, uformowany przez dwa poprzednie wierzchołki cenowe. Całości obrazu dopełnia piątkowa świeca, której wymowa jest bardzo negatywna. Nadaje ona rynkowi kierunek zgodny z dotychczasowym trendem, czyli spadkowy.

W tym właśnie układzie cenowym rozpoznałem coś, co znam bardzo dobrze. Koniec korekty w trakcie trwającego trendu jest jednym z lepszych układów technicznych, jakie zna rynek. W tym wypadku wystąpiło to akurat w trakcie trendu spadkowego. W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy korektę wzrostową, czyli ruch przeciwko trendowi, a obecnie wygląda na to, że rynek ma szanse powrócić do dominującego ruchu, jakim jest ruch na południe.

W takich warunkach mamy kilka możliwości. Można oczywiście zająć pozycję z wykorzystaniem kontraktów terminowych, opcji lub certyfikatów strukturyzowanych, aby uzyskać swoją rynkową ekspozycję bezpośrednio na indeksie Wig20. Uznałem jednak, że pójdziemy o krok dalej i poszukamy spółek, które również utworzyły prospadkowe formacje cenowe, powielając niekiedy układ obserwowany na indeksie.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Cztery prawdy o inwestowaniu dywidendowym, które pokazał przykład BAH

Spółka British Automotive Holding szybko stała się obiektem zainteresowania inwestorów dywidendowych. Wysoka dywidenda za rok 2017, deklaracja hojnych dywidend w przyszłości oraz obietnica ich kwartalnego wypłacania skusiły bardzo wielu inwestorów do zakupu akcji. Tymczasem ostatnie wydarzenia pokazują jak wiele ryzyk drzemie w takim właśnie podejściu.

Sam proces wydzielenia spółki British Automotive Holding (BAH) z Marvipolu przyciągał dużą uwagę branżowych mediów, gdyż nieczęsto obserwujemy tego typu operacje na GPW. Chwilę później wszyscy zaczęli zwracać uwagę na inne zalety nowego podmiotu, którego główną działalnością jest serwis i sprzedaż na Polskę samochodów marek Jaguar, Land Rover i Aston Martin.

Po pierwsze były nimi dobre wyniki finansowe oraz zapowiedź wypłaty dość pokaźnej dywidendy w wysokości 92 grosze na akcję. W dniu ustalenia prawa do dywidendy kurs wynosił 7,30 zł, co daje jej stopę na poziomie 12,6%. Trzeba przyznać, że jest to bardzo kuszący wynik.

Kolejną kwestią była nowa polityka dywidendowa zgodnie z którą zarząd będzie rekomendował walnemu zgromadzeniu wypłatę dywidendy na poziomie 80% zysku. Co więcej, dywidenda miałaby być wypłacana kwartalnie, a zatem BAH byłby drugą spółką na GPW dzielącą się zyskiem w ten sposób.

Efektem tego dość ciekawego połączenia cech było duże zainteresowanie nabywaniem akcji tej spółki do portfeli dywidendowych. Po ilości pytań, które trafiały również do mnie widać było, że inwestorom walor ten bardzo przypadł do gustu.


Tymczasem w miniony poniedziałek spółka poinformowała, że otrzymała od Jaguar Land Rover Limited wypowiedzenie umowy importerskiej, która to umowa wygaśnie 1 sierpnia 2020 roku. Oznacza to gigantyczny cios w biznes spółki i podcięcie rdzenia jej działalności. W zasadzie można porównać to do wycięcia 50-70% firmy w jednym momencie. 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - sierpień 2018

Środek wakacji i upały to nie jest najlepszy czas na skupianie się na inwestowaniu. A mimo tego pod koniec lipca warszawski rynek doświadczył bardzo silnego ruchu wzrostowego, który wzbudził wiele pytań i nadziei dotyczących losów trendu spadkowego. Czy już się on zakończył? A jeżeli tak, na jakie spółki postawić?

Wakacje są co roku czasem mniejszej aktywności inwestorów. Jest to poniekąd naturalne, gdyż udajemy się w tym czasie na urlopy, korzystamy z pogody i mniej skupiamy się na tym, co dzieje się na rynkach. Jednak w minionym miesiącu silnych ruch wzrostowy spowodował, że wielu inwestorów powróciło do notowań.


Wzrost indeksu Wig20 o 200 punktów w ciągu niecałych dwóch tygodni jest zdarzeniem, którego dawno nie obserwowaliśmy. Ten nagły napływ kapitału w połączeniu z faktem, że wzrosty dotyczyły głównie największych spółek, sugeruje że do gry weszli tu głównie inwestorzy zagraniczni. Optymizm przelał się jednak na wiele innych sektorów rynku, zarówno na spółki małe, jak i na średnie. Niestety ten jeden zryw nie zmienia całościowego technicznego obrazu rynku.

wtorek, 31 lipca 2018

Inwestowanie długoterminowe z użyciem kontraktów terminowych

Kontrakty terminowe kojarzą się inwestorom z tradingiem, ewentualnie krótkoterminową spekulacją. Mało kto myśli o nich, jako o instrumentach możliwych do wykorzystania w długim horyzoncie czasowym. Tymczasem mogą one stanowić cenne uzupełnienie naszych strategii inwestycyjnych.

Wykorzystanie kontraktów terminowych już się w zasadzie upowszechniło. Inwestorzy kiedy tylko chcą, sięgają po te instrumenty w celu walki o wyższą stopę zwrotu. Sęk w tym, że kontrakty ciągle kojarzone są z krótkoterminowymi zyskami realizowanymi z wykorzystaniem wysokiej dźwigni finansowej. Jest to do pewnego stopnia konsekwencja ich konstrukcji. Wiedząc, że na ruchu cenowym dowolnego instrumentu jesteśmy w stanie zarobić kilkukrotnie więcej w tym samym czasie, staramy się wykorzystać te możliwości do maksimum.

W dzisiejszym tekście postanowiłem jednak podejść do tematyki kontraktów terminowych z nieco innej strony i zaprezentować ich potencjał w kontekście inwestowania długoterminowego. W końcu jest to równorzędna strategia inwestycyjna i nic nie stoi na przeszkodzie, aby z niej korzystać. Tym bardziej, że kontrakty na akcje, jako jedne z niewielu instrumentów, dają możliwość zarabiania na trendach spadkowych.

Kontrakty terminowe na GPW


Najpopularniejszym i najpłynniejszym kontraktem terminowym na warszawskiej giełdzie jest oczywiście ten oparty na indeksie Wig20. Jednak prawdziwa siła inwestowania długoterminowego tkwi w kontraktach na akcje.

Obecnie na GPW notowane są kontrakty oparte o akcje 34 spółek, głównie ze składu Wig20 i mWig40. Giełda w swojej najnowszej strategii deklaruje, że będzie dążyła do pokrycia kontraktami wszystkich spółek z mWig40, co oznacza, że celem jest niemal podwojenie liczby instrumentów bazowych. 


Wiedząc zatem, że rynek kontraktów będzie się rozwijał, przeanalizujmy ich przydatność do długoterminowego inwestowania.

Cechy kontraktów w kontekście inwestowania długoterminowego


Znając budowę kontraktów terminowych możemy wyróżnić kilka ich cech, które mają duże znaczenie w podejściach opartych o wielomiesięczne utrzymywanie pozycji.


Pierwszą z takich cech jest dźwignia finansowa. Otwierając pozycję długą angażujemy jedynie część niezbędnego kapitału. Resztę dokłada druga strona transakcji, czyli inwestor otwierający pozycję krótką. Dzięki temu dwa podmioty mogą wykreować dodatkowy kapitał, od którego liczone będą zyski i straty. Naturalną konsekwencją dźwigni jest wiążące się z jej używaniem ryzyko, czyli możliwość poniesienia strat, których wysokość będzie dość znaczna w odniesieniu do angażowanego kapitału. O tym aspekcie napiszę jeszcze kilka akapitów poniżej.

środa, 18 lipca 2018

Zaproszenie na webinar: 3 typy na long i 3 typy na short

Wyszukiwanie walorów oferujących wysoki potencjał zysku stało się w ostatnich tygodniach bardzo trudne. Wiele spółek zawodzi nasze oczekiwania i rozczarowuje stopą zwrotu. Czy należy zatem zaprzestać inwestowania, czy wręcz przeciwnie, poszukać lepszych okazji rynkowych? Przekonajmy się!

Już w najbliższy czwartek o godzinie 20.00 będę miał przyjemność poprowadzić wspólnie z Albertem Rokickim z Longterm.pl webinar poświęcony poszukiwaniu okazji inwestycyjnych. Zatytułowaliśmy go 3 typy na long i 3 typy na short, bo każdy z nas, oprócz bieżącej analizy rynku, omówi również swoje propozycje inwestycyjne.


Jutrzejszy webinar będzie kontynuacją wydarzenia, które miało miejsce miesiąc temu. Wtedy również wskazywaliśmy walory, które mogą ciekawie zachować się w kolejnych tygodniach. W trakcie jutrzejszego webinaru zweryfikujemy te wskazania i ocenimy, co zmieniło się na wykresach przez ten czas. Jeżeli jakieś spółki zanegowały scenariusze, które przed nimi postawiliśmy, zostaną one wymienione na nowe. Dodatkowo każdy z nas wskaże nowe spółki na long i short, które uważamy za perspektywiczne. 

Dla uczestników webinaru będzie to świetna okazja, żeby wspólnie przeprowadzić analizę kilkunastu wykresów spółek giełdowych oraz głównych indeksów na rynku. Pod koniec, jak zwykle, będzie można zadać pytania i zgłosić swoje walory do przeanalizowania, dzięki czemu wspólnie przepracujemy wybrane przypadki.

Pamiętajcie, że na webinar trzeba się zarejestrować, dobrze jest też zalogować się do pokoju nieco wcześniej, żeby nie dołączać na ostatnią chwilę.

wtorek, 10 lipca 2018

Budowanie pozycji metodą VCA - idealny sposób na bessę?

Uśrednianie ceny zakupu akcji jest bardzo subiektywną sprawa. Jedni je odradzają, podczas gdy inni stosują z sukcesami. Postanowiłem na swoim rachunku maklerskim przetestować metodę budowania pozycji z wykorzystaniem uśredniania metodą VCA. Wyniki poznamy zapewne za rok lub dwa.

Dyskutując na temat aktualnej sytuacji rynkowej, jak również czytając komentarze w tym zakresie, dostrzegamy powtarzające się spostrzeżenia, że wiele spółek spadło w ostatnich miesiącach dość mocno. Zdaniem niektórych zbyt mocno. Być może więc jest to okazja do poszukiwania długoterminowych okazji inwestycyjnych.

Dzisiejszy artykuł jest kontynuacją poprzedniego dużego tekstu poświęconego budowaniu portfela dywidendowego. Wiele wstępnych kwestii zostało tam omówionych, więc zalecam przeczytanie w pierwszej kolejności tamtego właśnie artykułu.

Jak pisałem w tekście dotyczącym budowy portfela dywidendowego, skuteczna inwestycja dywidendowa, oprócz wyboru odpowiedniej spółki, o czym napiszę w przyszłości, jest wypadkową ceny zakupu akcji i nominalnej wysokości dywidendy wypłacanej przez spółkę. O ile wysokość dywidend możemy determinować jedynie poprzez wybór konkretnego waloru, o tyle cena nabycia akcji jest uzależniona od naszego procesu decyzyjnego. Możemy mieć trochę więcej lub trochę mniej szczęścia, ale nie ma tu wiele miejsca na przypadek.

Podstawowym i najprostszym rozwiązaniem jest jednorazowe kupno akcji danej spółki. Posiadamy tym samym jedną konkretną cenę nabycia i w zasadzie pozostaje nam monitorowanie sytuacji. Sęk w tym, że uzyskana tym sposobem cena może być relatywnie nieatrakcyjna. Być może z perspektywy czasu uznamy, że za akcje przepłaciliśmy, co może skutkować zbyt słabą relacją wypłacanej dywidendy do zainwestowanego kapitału. Czy jest jakiś dobry sposób na kupowanie spółek dywidendowych, radzący sobie z opisanymi trudnościami?


Na marginesie jedynie dodam, że w długim horyzoncie czasowym jednorazowe kupno akcji sprawdza się lepiej niż kupno na raty. Kluczem jest tu założenie, że w długim horyzoncie rynki finansowe rosną. W efekcie kupując jednorazowo, korzystamy ze wzrostów od razu całym kapitałem, a kupując na raty, pozycję budujemy na rosnącym rynku, przez co nasza cena zakupu jest wyższa. Kluczem omawianej dzisiaj strategii nie jest kupowanie akcji w dowolnym momencie na rynku, ale w bardzo konkretnych warunkach, które można określić mianem dojrzałego rynku niedźwiedzia. Dzięki temu przechylamy szalę na naszą korzyść.

piątek, 6 lipca 2018

Inwestorze, przestałeś się opłacać! - biznes GPW kręci się gdzie indziej

Pod koniec czerwca warszawska Giełda Papierów Wartościowych ogłosiła strategię do roku 2022. Z wielu stron padły komentarze, że za mało miejsca poświęcono w niej inwestorom indywidualnym. To fakt, nie stanowią oni trzonu strategii, ale czy należy się dziwić GPW? Sprawa jest bardziej złożona, niż nam się to wydaje.

Długo zastanawiałem się, z jakiej perspektywy napisać ten tekst. Z jednej strony jestem blogerem, więc powinienem sprawę przedstawić rzetelnie i w miarę obiektywnie. Z drugiej strony jestem inwestorem indywidualnym i czasami chce mi się wylać wiadro pomyj na GPW za to, jak podchodzi do tych najdrobniejszych, aczkolwiek ciągle licznych, uczestników obrotu. Ale z trzeciej strony, jako akcjonariusz GPW jako spółki, powinienem nowe władze w sumie pochwalić za dalekowzroczność. Dlaczego?

Strategia #GPW2022


Czytając strategię widzimy, że GPW w bardzo ambitny sposób planuje wykorzystać najbliższe lata. Zachęcam Was do prześledzenia całej strategii, przynajmniej do jej przejrzenia, żebyście lepiej uzyskali obraz sytuacji.

O ambitnych planach niech świadczy o tym poniższy slajd, zaczerpnięty z prezentacji:



Zaprezentowane zostały na nim inicjatywy strategiczne giełdy na najbliższe lata. Spośród 14 wymienionych punktów tylko niewielka część wiąże się z aktywnością inwestorów indywidualnych na parkiecie. I jeżeli myślicie, że powiązanie to ma charakter bezpośredni, jesteście w błędzie.

Michał Masłowski, w artykule który ukazał się na stronie Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, wskazuje dwa takie obszary: rozwój rynku pierwotnego oraz system pożyczek papierów wartościowych. Moim zdaniem jedynie pożyczki papierów mogą być tak interpretowane i to dopiero w sposób pośredni.

Ile znaczy inwestor indywidualny dla GPW?


Odpowiedź na to pytanie znajdziemy częściowo w prezentacji, a częściowo w danych statystycznych udostępnianych przez samą GPW.


Jak widać, łączne przychody GPW z obrotu akcjami, obrotu instrumentami pochodnymi oraz obrotu obligacjami wynoszą łącznie 38% całości przychodów. 

środa, 4 lipca 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - lipiec 2018

Początek wakacji inwestorzy witają zapewne w bardzo kiepskich nastrojach. Ostatnie tygodnie na warszawskiej GPW nie tylko nie dawały wielu powodów do radości, ale skłaniały również do poważnej rewizji naszych oczekiwań w stosunku do przyszłych trendów panujących na rynkach akcji. Jak zwykle w takich sytuacjach, pojawiają się również inwestorzy widzący w tym niezłą okazję inwestycyjną.

Indeks Wig20 spadł w czerwcu stosunkowo niedużo, bo zaledwie o 1,02%. Jednak wynik procentowy jest tylko złudzeniem, ponieważ w międzyczasie rynek podszedł lekko do góry, po czym spadł osiągając nowe tegoroczne minima.


A więc ruch spadkowy jest cały czas kontynuowany, nie zwalnia tempa i nie zapowiada niczego pozytywnego w najbliższych tygodniach. Potwierdza się powiedzenie "sell in May", aczkolwiek w tym roku najlepszym czasem na sprzedaż był styczeń, bo później niestety tylko gorzej.

Najgorzej w czerwcu zachował się indeks najmniejszych spółek, sWig80, który spadł o 6,89%. 


Wiele spółek wchodzących w skład sWigu zaliczyło mocne przeceny, zupełnie zmieniające ich dotychczasową wymowę techniczną. 

W takich warunkach bardzo trudno jest poszukiwać walorów, których notowania nie poddają się przecenie. Grono takich podmiotów nieustannie się kurczy i są to najczęściej spółki, które specyfiką prowadzonego przez siebie biznesu bronią się przed problemami, na które napotyka gospodarka. Przykładem może być tu biotechnologia lub gamedev.

wtorek, 26 czerwca 2018

Portfel dywidendowy na lata - budowa krok po kroku

Budowa portfela dywidendowego wbrew pozorom wcale nie jest łatwym zadaniem. Większość inwestorów, podobnie jak większość autorów tekstów na ten temat, skupia się głównie na inwestowaniu dywidendowym, czyli raczej na dobrze spółek. W dzisiejszym tekście postanowiłem więc poruszyć równie ważną kwestię, czyli budowę samego portfela.

Na wstępie tylko zaznaczę, że dzisiejszy wpis należy do tych dłuższych, więc zachęcam abyście zarezerwowali sobie dobre 20 minut na jego przeczytanie.

Niewiele jest w słowniku inwestora słów o podobnie pozytywnej konotacji, jak słowo dywidenda. Od samego początku naszej inwestycyjnej drogi jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że dywidenda jest czymś dobrym, bo dostajemy "darmowe" pieniądze od spółki, której akcje posiadamy. W praktyce jednak ani nie jest ona darmowa, ani też inwestowanie dla dywidendy nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać.

W efekcie narażamy się na niemiłe rozczarowania. Kupujemy akcje kilka sesji przed odcięciem prawa do dywidendy, sprzedajemy tuż po dniu dywidendy i następnie dziwimy się, że inwestowanie dywidendowe nie działa. Bo przecież z każdych 100 zainwestowanych złotych mamy 90 zł w akcjach, 8,10 zł w dywidendzie, a pozostałe 1,90 zł oddajemy jako podatek. Zamieniliśmy więc każdą stówę na 98,10 zł i czujemy, że coś tu się jednak nie spina. Dlatego właśnie warto od samego początku myśleć o inwestowaniu dywidendowym, jak o projekcie zaplanowanym na dekady.

Jak wspomniałem na wstępie, nie będę się dzisiaj koncentrował na doborze spółek do dywidendowego portfela. Tą kwestią zajmę się za tydzień. Postanowiłem przybliżyć Wam same założenia leżące u podstaw inwestowania dywidendowego. Dlaczego inwestowanie dywidendowe ma sens? Dlaczego ma sens tylko w długim terminie? Czy jest ono odpowiednie dla nas? Jak przygotować się do budowy portfela dywidendowego i jak go praktycznie zbudować? Jak kupować spółki i czy uśrednianie ma sens? 

Pokażę również mój własny proces budowy portfela dywidendowego. Jest on na bardzo wczesnym etapie, a tak właśnie ma być. Bardzo często zapominamy, że kupno akcji dywidendowych "tu i teraz" jest w większości przypadków kiepską strategią inwestycyjną.

Mając wstęp już za sobą, możemy przejść do właściwej części tekstu.


Idea inwestowania dywidendowego


Dywidenda, jak wiemy, jest częścią zysku wypracowanego przez spółkę w poprzednim roku obrotowym, która jest wypłacana akcjonariuszom w formie gotówki. Jeżeli dany podmiot prowadzi dochodowy biznes, z którego regularnie generuje gotówkę, jest on w stanie dzielić się nią z inwestorami. 

czwartek, 21 czerwca 2018

Wiek miecza i topora, wiek wilczej zamieci na GPW

Powyższy cytat ze świata Wiedźmina bardzo dobrze oddaje to, co obecnie dzieje się na GPW. I mimo, że pesymistów na rynku nie brakuje, w ostatnich dniach sytuacja uległa kolejnemu pogorszeniu. Nie jest to okres gorących spadków i panicznej ucieczki inwestorów, ale powolne osuwanie się indeksów, czyniące zarabianie na GPW bardzo utrudnionym. Jak go przetrwać?

Każdy, kto obserwuje sytuację na polskim rynku dostrzega bardzo wyraźny podział na segment producentów gier, osiągający niemal z sesji na sesję nowe cenowe maksima, oraz pozostałą część rynku, która z tygodnia na tydzień spada coraz niżej. Stan ten trwa na szerokim rynku od stycznia, kiedy to podczas jednej sesji indeksowi WIG udało się osiągnąć nowe historyczne maksima, ale w innych segmentach spadki są o wiele dłuższe i bardziej dotkliwe.


Jak widać na powyższym wykresie Wig20 przełamał już wyraźnie poziom 2200 pkt, czyli ostatnie istotne wsparcie, jakie mieliśmy dostępne z 2017 roku. W tym momencie musimy odwoływać się do zdecydowanie niższych poziomów z roku 2016, co z pewnością nie działa korzystnie na zapatrywania inwestorów. Ostatnie kilka sesji, przypominających miejscami silną wyprzedaż, pokazało, że siła niedźwiedzi jest bardzo duża.


Szczególnie widoczne jest to na wykresie mWig40, który dotychczas osuwał się dość spokojnie, ale w ostatnich dniach nastąpiła wyraźna zmiana nastrojów, przekładająca się na przyspieszenie spadków.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Zaproszenie na webinar: 5 typów na long i 5 typów na short

Inwestorzy nieustannie poszukują okazji inwestycyjnych. Na rynku w każdym momencie wiele się dzieje, ale wytypowanie walorów, które w przyszłości mogą okazać się dochodowe wcale nie jest łatwe. Dlatego też dużym zainteresowaniem cieszą się różnego rodzaju podpowiedzi, zwracające uwagę na poszczególne rynkowe sytuacje.

Miło mi jest poinformować, że już w najbliższą środę, 20 czerwca o godzinie 20.00, wspólnie z Albertem Rokickim poprowadzimy otwarty webinar zatytułowany "5 typów na long i 5 na short - Humanista i Longterm". W trakcie webinaru przeanalizujemy aktualną sytuację na panującą na GPW oraz poszukamy scenariusza, który może się realizować przez najbliższe tygodnie. 

Równocześnie każdy z nas podzieli się swoimi 10 typami inwestycyjnymi, z których 5 będzie prezentowało walory mające szanse na wzrosty i 5 walory, na których jest możliwość gry na spadkach. W sumie będzie to więc 20 spółek mogących w najbliższym czasie przyciągnąć uwagę inwestorów - zarówno po stronie popytowej, jak i podażowej.


Oczywiście zaprezentowane przez nas spółki nie będą miały charakteru rekomendacji inwestycyjnych. Być może jednak będzie to ciekawą inspiracją dla widzów, jak można samodzielnie typować spółki do zajmowania pozycji, zarówno długich, jak i krótkich. Przyjęta przez nas perspektywa rynkowa to trzy miesiące, więc będzie to średni horyzont inwestycyjny.

W poprzednim webinarze, który miał miejsce w marcu, udział wzięło ponad 1000 uczestników, dlatego zachęcam, żeby zalogować się chwilę wcześniej i zaklepać sobie miejsce w pokoju. Spóźnialscy mogą mieć problemy z dostępem, a szkoda by było przegapić szkolenie, które trafia się tylko raz na kwartał.


piątek, 15 czerwca 2018

Dlaczego tak rzadko zaliczamy home run w inwestycjach?

Niewielu inwestorom udaje się wytypować spółkę, która w przyszłości przyniesie bardzo wysokie stopy zwrotu. Z tego nielicznego grona zaledwie wąskiej grupie osób udaje się utrzymać posiadane papiery na tyle długo, aby faktycznie przyniosły one fortunę. Dlaczego tak się dzieje i czy możemy jakoś poprawić nasze rezultaty?

Mianem home run określam w tym tekście uzyskanie bardzo wysokiej stopy zwrotu z inwestycji w jeden walor. Wzorcowym przykładem może być tutaj wczesne kupno akcji spółki, takiej jak CD Projekt. W 2009 roku za akcję płacono zaledwie 1 zł, podczas gdy w dniu dzisiejszym kosztuje ona już ponad 160 zł i nadal znajduje się w trendzie wzrostowym. Chyba każdy z nas chciałby przynajmniej raz zaliczyć tak udaną transakcję.


Kiedy podczas otwierającego tegoroczną konferencję WallStreet wywiadu Michał Masłowski zapytał salę, kto z inwestorów obecnych na sali posiada akcje 11 bit studios od dłuższego czasu, zaledwie jedna lub dwie osoby podniosły rękę. Tymczasem z pewnością duża część sali posiadała lub nadal posiada te papiery, tyle że od niedawna.


Przykładów spektakularnych giełdowych historii możemy wskazać znacznie więcej. Papiery 11 bit studios jeszcze 4,5 roku temu kosztowały poniżej 10 zł, podczas gdy niedawno kurs przekroczył 500 zł, co oznacza wzrost o 5000% w tak krótkim okresie. Patrząc w trochę dłuższej perspektywie można wskazać spółkę Amazon, której akcje od drugiej połowy lat 90 wzrosły o prawie 100 000%. Oznacza to, że każdy zainwestowany wtedy 1000 zł jest dzisiaj wart okrągły 1 000 000 zł. Podobną stopą zwrotu posiadają inwestorzy, którzy na początku lat 80 nabyli akcje spółki Berkshire Hathaway. 


Wracając na polskie podwórko warto wskazać, że mianem home run można określić nie tylko zarobienie miliona z każdego zainwestowanego tysiąca. Znacznie powszechniejszy jest dziesięciokrotny wzrost wartości pozycji. Przykłady? Kruk w latach 2011-2017, Benefit Systems w latach 2011-2017, Amica w latach 2011-2016, CCC w latach 2011-2018, czy Forte w latach 2011-2016r. A to tylko początek listy, dalej nie szukałem. Odpowiednio więcej jest spółek, które wzrosły 5-krotnie lub 3-krotnie. 

Dlaczego zatem tak rzadko w naszych portfelach tkwią pozycje z trzycyfrową stopą zwrotu?

wtorek, 12 czerwca 2018

Buduję moją pierwszą lokatę strukturyzowaną

Lokata strukturyzowana nie musi wcale być zagmatwaną konstrukcją składającą się z wielu komponentów. W dzisiejszym artykule opowiadam, jak krok po kroku zbudowałem własną lokatę strukturyzowaną, wykorzystując na jej podstawę oszczędności zgromadzone w poduszce finansowej. Zysk lub strata znana będzie dopiero w grudniu, kiedy wygaśnie kupiona opcja.

Produkty strukturyzowane wydają się skomplikowanymi instrumentami finansowymi. Tymczasem ich budowa może być banalnie prosta, a my możemy posiadać pełną kontrolę nad ich tworzeniem i późniejszym wykonaniem. W efekcie profil ryzyka kształtuje się tylko tak, jak my go zaplanujemy.


Przypomnę tylko, że moim celem jest zagospodarowanie środków, które "marnują się" na lokacie, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej gwarancji posiadanego kapitału.


Kapitał na lokatę strukturyzowaną


Do budowy strategii wykorzystałem kwotę 35 tys. zł, leżącą sobie aktualnie na lokacie oprocentowanej na 2,5%. Środki trzymam tam od jakiegoś czasu, ale dla naszego przykładu nie ma to większego znaczenia, bo ich zadaniem jest pełnienie roli poduszki bezpieczeństwa. Oznacza to, że o ile nie przydarzy się nic niespodziewanego, za rok również będą tam one leżały. 


Jak łatwo jest policzyć, po roku oszczędności te wygenerują zysk w wysokości 875 zł, oczywiście przed opodatkowaniem podatkiem od zysków kapitałowych (19%). Po podatku będzie to 708 zł. To właśnie tę kwotę przeznaczam na agresywną część strategii, czyli jestem gotów stracić ją w całości w imię walki o uzyskanie rezultatu lepszego niż na lokacie bankowej.

Idąc precyzyjnym scenariuszem, powinienem teraz przelać na mój rachunek maklerski wspomniane 708 zł, aby je agresywnie zainwestować. Uznałem jednak, że byłby to zbytni formalizm. Dlatego też wydzielę z mojego konta w domu maklerskim te 708 zł i potraktuję je jako część strategii. To, co ewentualnie stracę w ramach agresywnych transakcji, odrobię na lokacie.

Instrumenty wykorzystane do budowy strategii



Postanowiłem, że do stworzenia lokaty strukturyzowanej wykorzystam lokatę bankową w połączeniu z opcją na indeks Wig20. W poprzednim tekście prezentowałem kilka różnych możliwości konstrukcji takiej strategii, ale uznałem, że opcja sprawdzi mi się najlepiej. Dlaczego?

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - czerwiec 2018

Inwestorzy na GPW od dłuższego czasu nie mają wielu powodów do radości. Główne giełdowe indeksy systematycznie tracą na wartości i trzeba coraz uważniej selekcjonować spółki, żeby uniknąć kłopotliwej wpadki. Dobrze sprawdza się tu podejście trendowe, stawiające na spółki nie poddające się przecenie.

W minionym miesiącu indeks WIG, reprezentujący szeroki rynek, stracił na wartości 3,62%. Wpływ na ten stan w dużej mierze miał indeks Wig20, w którego składzie wiele spółek znajduje się na historycznych lub długookresowych minimach. Inwestorzy coraz częściej zadają sobie pytanie, czy nie jest to początek jakiegoś większego scenariusza spadkowego, który pociągnie nasze portfele mocno w dół.


Analizując indeksy można dojść do wniosku, że w ostatnim czasie wszystkie kategorie spółek tracą po równo. Spadają spółki duże, gdzie większościowym akcjonariuszem często bywa Skarb Państwa, realizujący interesy, którym bliżej do celów politycznych aniżeli ekonomicznych. Tracą również spółki średnie, mimo że jest to relatywnie najsilniejszy sektor rynku. Mają one problem z dowożeniem wyników porównywalnych z zeszłorocznymi. Wreszcie marnie zachowują się spółki małe, grupowane w indeksie sWig80, który znajduje się najniżej od 2016 roku. Wszystkim dają się we znaki koszty pracy i trudności ze znalezieniem pracowników, jak również inne problemy bardzo gorącej gospodarki. Najwidoczniej tylko nielicznym spółkom udaje się skutecznie przerzucać rosnące koszty na klientów.


Jak widać na powyższym wykresie, Wig20 przebił się przez poziom 2200 pkt i zasygnalizował kierunek południowy. Tym samym "domknął" całą koronę formacji, która tworzyła się od pierwszego kwartału 2017 roku. Obecnie pod nami nie ma już wyraźnych wsparć cenowych, pozostaje jedynie dynamiczny ruch wzrostowy obserwowany na przełomie 2016/2017.

środa, 30 maja 2018

Podsumowanie konferencji WallStreet 22

W miniony weekend miałem przyjemność uczestniczyć w 22 już wydaniu konferencji WallStreet organizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Jednocześnie był to mój pierwszy udział w tej konferencji, dlatego postanowiłem podzielić się z Wami moimi wrażeniami.

Konferencja WallStreet jest najstarszym i największym tego rodzaju wydarzeniem w Polsce. Stopniowo przybywa konkurencyjnych imprez organizowanych przez inne podmioty, ale ciągle, pomimo lat, WallStreet jest szlagierem. Również dlatego, że w uczestniczą w nim głównie inwestorzy z wieloletnim stażem, posiadający całkiem spore portfele. 

Całość miała miejsce w Karpaczu w Hotelu Gołębiewski, gdzie przez trzy dni odbyło się ok. 40 wykładów i debat gromadząc prawie 1000 uczestników. Oprócz walorów edukacyjnych, mieliśmy również walory integracyjne, gdyż po zakończeniu dnia uczestnicy nie opuszczali kompleksu, ale spotykali się na wspólnych kolacjach, gdzie, wymiana wiedzy i kontaktów toczyła się dalej.

Dzisiejszą relację postanowiłem podzielić na kilka bloków, w każdym omawiając inny aspekt konferencji.


Wiedza

Tej z pewnością na WallStreet nie brakowało. Podczas wykładów każdy inwestor mógł znaleźć coś dla siebie i niekiedy największym problemem był wybór jednego z dwóch lub trzech odbywających się równocześnie wykładów. Reprezentowane było inwestowanie zarówno długoterminowe, jak i krótkoterminowe, w akcje, instrumenty pochodne czy surowce. Prezentowana była analiza techniczna i fundamentalna. Można powiedzieć, że z każdego obszaru giełdowej edukacji było w czym wybierać, pojawiły się nawet kryptowaluty.

O tym, że nowe miesza się ze starym może świadczyć wykład Alberta Rokickiego z Longterm.pl, który omawiał przykłady spółek defensywnych na gorsze czasy. I nie są to spółki typu Orange, ale coś zupełnie nie oczywistego - spółki gamingowe.


Spółki

Ważnym elementem konferencji były targi Twoje Inwestycje, podczas których swoją ofertę prezentowało kilkadziesiąt spółek. Można było do każdego stoiska podejść, porozmawiać o biznesie, perspektywach, możliwościach inwestycyjnych i wielu innych kwestiach. Warto podkreślić, że wiele spółek reprezentowanych było przez prezesów lub członków zarządu, dzięki czemu uzyskiwaliśmy informacje z pierwszej ręki, niekiedy prosto od założycieli lub współzałożycieli danych podmiotów. 

Być może niektórzy nie widzą w takich spotkaniach wielkiej wartości dodanej, ale jest to jedna z niewielu okazji w ciągu roku, kiedy można spokojnie porozmawiać z władzami spółki, zadać swoje pytania i uzyskać na nie odpowiedzi. Wystarczy wspomnieć, że ja sam odbyłem kilka takich rozmów i dzięki nim czuję się znacznie lepiej poinformowany niż przed konferencją. 

środa, 16 maja 2018

Produkty strukturyzowane z ochroną kapitału - zbuduj je sam

Produkty strukturyzowane z ochroną kapitału są ciekawą propozycją dla tych osób, które chcą w bezpieczny sposób pomnażać swoje oszczędności. Nacisk kładziony jest tu na bezpieczeństwo zainwestowanych środków, a zyski, mimo że mogą być całkiem wysokie, mają jedynie charakter towarzyszący. Dzisiaj podpowiadam, jak samodzielnie zbudować takie produkty.

Struktury, bo tak nazywane są produkty strukturyzowane lub lokaty strukturyzowane, mają swoich zwolenników i zdecydowanych przeciwników. W tym artykule postanowiłem jednak pokazać, jak samodzielnie możemy budować tego rodzaju produkty, bez udziału podmiotów trzecich.

Zanim zaczniecie czytać ten tekst, zapoznajcie się koniecznie z poprzednim, w którym podpowiadam szereg sposobów na zainwestowanie kwoty 50 000 złotych. Zrozumiecie też, dlaczego produkty z ochroną kapitału są tak potrzebne.

Czym jest lokata strukturyzowana? 


Produkt strukturyzowany jest to instrument będący kompozycją kilku prostszych instrumentów finansowych. Można inwestować w kilka pojedyncze instrumenty z osobna, ale można również złożyć je w całość otrzymując w ten sposób nowy produkt, posiadający określoną charakterystykę.

Wzorcowym przykładem w tym tekście będzie lokata strukturyzowana z ochroną (lub inaczej gwarancją) kapitału. Produkt taki składa się z dwóch komponentów: bezpiecznego i agresywnego. 

Zadaniem komponentu bezpiecznego jest wypracowanie niewielkiego, ale pewnego zysku, który w negatywnym scenariuszu pozwoli na pokrycie strat z ekspozycji rynkowej. Ten komponent stanowi zazwyczaj zdecydowaną większość produktu strukturyzowanego. Drugi element posiada charakter bardzo agresywny. Ryzykujemy utratę znacznej części lub nawet całości środków zainwestowanych w ten komponent, ale w zamian otrzymujemy szansę na uzyskanie wysokiej stopy zwrotu. Najlepiej omówić to na przykładzie.



Przykład struktury z ochroną kapitału


Załóżmy, że chcemy bezpiecznie zainwestować kwotę 10 000 zł. Dzielimy ją na dwie części: 9800 zł i 200 zł. Kwota 9800 zł stanowi naszą kotwicę bezpieczeństwa. Wrzucamy ją na roczną lokatę oprocentowaną nieco powyżej 2% (dla uproszczenia pomijam podatek Belki). Po roku otrzymamy z tej części zysk na poziomie 200 zł. W efekcie wiemy, że wydzielone z naszej oryginalnej pozycji 200 zł możemy zaryzykować w całości, dopuszczając nawet utratę tej kwoty. W najgorszym scenariuszu, jeżeli stracimy te środki, ich równowartość zostanie pokryta z odsetek wygenerowanych przez lokatę. A więc po roku nasz stan posiadania z pewnością się nie zmniejszy, czyli nie spadnie poniżej 10 000 zł. Tak działa właśnie gwarancja kapitału.

czwartek, 10 maja 2018

Dlaczego nadal trzymam (i dokupuję) akcje iFirmy?

Jak zapewne wiecie, zainwestowałem część mojego portfela w akcje spółki iFirma. Kurs na przestrzeni ostatnich miesięcy spadł o ok. 40% i część z Was pyta, czy akcje nadal posiadam i co sądzę o spółce. Chcę więc wyrazić mój pogląd na tę sprawę i wskazać, dlaczego nadal posiadam akcje, a nawet je dokupuję.

Pierwszej inwestycji w akcje iFirmy dokonałem w sierpniu 2017 roku, czyli już ładne kilka miesięcy temu. Przesłanki do tej decyzji wyraziłem w wielokrotnie już przeze mnie przywoływanym wpisie. Sprawdziłem cenę zakupu pierwszego pakietu i oscylowała ona w okolicach 3,70 zł. Szczyt notowań w okolicach 4,30 zł miał miejsce w listopadzie i od tamtego czasu notowania się osuwają. Ostatnie odnotowane minimum cenowe to poziom nieco powyżej 2,30 zł. Obrazuje to dobrze poniższy wykres:



Czy wydarzyło się w ostatnim czasie w spółce coś, co uzasadniałoby aż tak wielki spadek notowań? Czy może są jakieś słabe dane, których powinniśmy się obawiać?

Dlaczego nie sprzedałem akcji?


Wydaje się, że dla wielu pewnego rodzaju szokiem może być fakt, że mimo tak dużego spadku ceny trzymam akcje. Przecież nie raz dawałem wyraz temu, że potrafię bez zmrużenia oka sprzedać papiery, jeżeli przekraczają one ustanowiony przeze mnie poziom dopuszczalnego ryzyka, który zazwyczaj wynosi 10% na pozycję. Co się więc stało, że tej pozycji pozwoliłem spaść aż o 40% i nie mam z tym problemu?

Jednym z powodów jest intensyfikacja zainteresowania analizą fundamentalną, którą przeżywam właśnie od drugiej połowy zeszłego roku. Istotne znaczenie ma tu zacieśnienie mojej współpracy z Longterm.pl, gdzie dominują inwestorzy koncentrujący się właśnie na tym podejściu. 

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails