Wszyscy, którzy rozglądali się za rajdem świętego Mikołaja mogą czuć się rozczarowani. Prezentów nie było, wzrostów również, a przykład rynków zachodnich dodatkowo potęguje wrażenie, że jednak na naszym parkiecie nie dzieje się dobrze. Wrażenie tym smutniejsze, że jeszcze trzy miesiące temu, w wrześniu, Wig20 wybił górą kanał, w którym poruszał się przez cały mijający rok, ustanawiając tegoroczne maksima. Grudzień z kolei przyniósł nam tegoroczne minima. Widzimy więc, że sytuacja nie rozwinęła się po myśli inwestorów poszukujących zysków na inwestowaniu w akcje.
Poniżej przedstawiam porównanie ostatnich miesięcy 2014 roku w wykonaniu dwóch indeksów - Wig20 oraz Sp500. Dla ułatwienia rozbiłem je na kilka podokresów, żebyście mogli dostrzec, o ile słabszy jest nasz rynek od amerykańskiego.
Ostatnie kilka tygodni z pewnością nie było pomyślne dla rynków akcji. Pękło wiele stop lossów, spaliło na panewce wiele obiecujących transakcji, a wiele prognoz okazało się niepomyślnych, w tym i moja sprzed dwóch tygodni. Akurat w moim przypadku mimo niedoszacowania zasięgu spadków i tak zarobiłem pieniądze na byczej pozycji, ale jest to temat na odrębny wpis, który ukaże się w najbliższym czasie. W każdym razie, korekta nie okazała się niczym fajnym.
Zawirowania okazały się tak duże, że nawet na głównej Gazeta.pl pojawił się artykuł, który dzisiaj można jeszcze znaleźć u nich na stronie.
źródło: wyborcza.biz
Aż przypominają się czasy 2008 roku, kiedy to większość wydań wiadomości zaczynała się od relacji z rynków finansowych, opisujących poziomy indeksów i ceny zagranicznych walut. Co więc się takiego stało, że niepokój znów rozlał się na rynkach?
Sytuacja wydaje się całkiem ciekawa, ale jednocześnie niekoniecznie optymistyczna dla giełdowych byków. Spójrzmy sobie na nasz rodzimy rynek:
Widzimy silny opór w okolicach 2400 pkt. Do tego rynek od dwóch miesięcy nie zdobył żadnych nowych poziomów i porusza się horyzontalnie. Na dokładkę mój ulubiony oscylator stochastyczny pokazuje wykupienie, co mogłoby oznaczać, że rynek już swój impet może zacząć tracić. Dwie ostatnie świece są spadkowe, lecz jeszcze to niczego nie przesądza.
Rzućmy więc okiem za wodę:
Jeśli popatrzymy sobie na panujący ostatnio rytm swingów, nie jest trudno dojść do wniosku, że znajdujemy się właśnie w okolicach wyczerpania. A zestawiając to z ruchem spadkowym panującym w ostatnich tygodniach, można pokusić się o tezę, że jest to korekta spadków, która może lada dzień zakończyć się kolejnym ruchem impulsowym w dół.
Oczywiście skierowanie się w stronę spadków to jedynie mój feel rynku, ale szczerze powiem, że z chęcią bym teraz kupił opcję put na SPX. Bo w korekcie niedrogo, a potencjał do zarobku wydaje się okazały.
Pamiętajcie tylko, że inwestujecie na własne ryzyko :)
Już od około miesiąca nasz rynek porusza się w stosunkowo wąskiej konsolidacji. Im dłużej sytuacja ta się utrzymuje, tym silniejsze może być wybicie, które jest w stanie wyznaczyć kierunek kolejnego swingu. Wiele nudnych sesji nie zapowiadało rozstrzygnięcia, ale sporo zmieniło się w piątek, kiedy to indeks Wig20 spadł o 2%, dając silny negatywny sygnał.
Póki co sytuację utrzymuje jeszcze wsparcie na poziomie 2350, ale jeśli poniedziałek i wtorek okażą się nieciekawe, możemy mieć wyjście dołem z całej formacji.
Skoro u nas sytuacja nie jest jeszcze całkiem rozstrzygnięta, warto rzucić okiem, co dzieje się za wielką wodą.
Indeks Sp500 porusza się w bok, lekko obniżając loty. W najbliższych dniach kluczowa będzie odpowiedź na pytanie, czy ten zarysowany kanał utrzyma swym dolnym ograniczeniem ceny, czy też nastąpi wyjście w stronę spadków.
Tego typu formacje są ciekawe w analizie, gdyż dają dwa alternatywne rozwiązania. Po pierwsze, możemy traktować sytuację, jako wyczerpanie się impetu wzrostowego. Mamy konsolidację po całkiem pokaźnym ruchu wzrostowym, a rynek nie jest w stanie zdobywać kolejnych poziomów.
Z drugiej strony, możemy to potraktować jako formację flagi w trendzie wzrostowym, a więc byłby to sygnał kontynuacji. W takiej sytuacji można by było oczekiwać zwiększonego popytu na dolnym ograniczeniu flagi oraz dużego wybuchu entuzjazmu kupujących po ewentualnym wybiciu się górą.
W podobnie kluczowym momencie znajduje się technologiczny Nasdaq. Tam korekta przebiega jeszcze gwałtowniej i zatrzymała się obecnie nie tylko na dolnym ograniczeniu kanału, ale też na okrągłym poziomie 3000 punktów. Co dalej? Kwestia otwarta.
Przy okazji analizowania Sp500 chciałbym zwrócić Waszą uwagę na pewną prawidłowość, która od jakiegoś czasu rysuje się na tym indeksie. Jeśli rozsuniecie trochę perspektywę, zobaczycie w miarę stały układ cenowy.
Przebiega on w następujący sposób:
1 - w miarę dynamiczna faza wzrostowa
2 - konsolidacja i niepewność na szczycie
3 - silne spadki
4 - konsolidacja
Kierując się tą analogią, istnieje spore ryzyko, że aktualnie znajdujemy się właśnie w punkcie 2, oznaczającym budowanie niepewności co do dalszych wzrostów i ryzyko potencjalnego przejścia do gwałtowniejszych spadków.
Oczywiście nie oznacza to, że jestem teraz przekonany o spadkach. Niemniej już w połowie tygodnia zakupiłem trochę opcji put 2200, gdyż właśnie wyjście dołem z ruchu bocznego na Wig20 wydało mi się bardziej prawdopodobne. Co rynek pokaże, zobaczymy. W końcu nie da się zaplanować wydarzeń takich jak flash crash lub silne spadki z sierpnia 2011.
W zasadzie nie można nie zabrać głosu na temat obecnej sytuacji na rynkach. Z jednej strony panika, strzelające stop lossy i ogólne zamieszanie, a z drugiej strony czające się gdzieś z tyłu głowy myśli, że przecież zbliżamy się do kluczowych wsparć, które być może się obronią. W tym ogólnym szaleństwie warto spojrzeć na wykresy okiem technika.
W USA dziś mieliśmy prawdziwy armageddon, -2,5% na S&P500. Tyle, że z technicznego punktu widzenia mamy indeks znajdujący się na wsparciu, a do tego siedem spadkowych sesji, które aż proszą się o odreagowanie, co najmniej do połowy konsolidacji.
Z kolei na naszym głównym indeksie widzimy małą konsolidację, która kusi do zagrania na krótkoterminową cofkę w górę. Obawiam się jednak, że wtorkowe wydarzenia w USA spowodują u nas całkiem okazałą lukę w dół. Paradoksalnie w ostatnich dniach takie luki budowane w panice często okazywały się najlepszą okazją do zajęcia pozycji sprzecznej z logiką, czyli kupuj wtedy, gdy wszyscy sprzedają. Podobnym podejściem zajął się kiedyś Tomasz Symonowicz w TYM, TYM i TYM wpisie.
W szerszym horyzoncie mamy oczywiście zaznaczone wsparcie w okolicach 2630-2640, które jest całkiem niebanalnym poziomem.
Nie sposób oczywiście nie odwołać się do pewnej sytuacji, która miała miejsce kilkanaście miesięcy temu. Flash crash, robienie po nogach i zapowiedzi apokalipsy w pewnym momencie ustały i rozpoczęliśmy solidny rajd w górę.
Czy da się więc zbudować jakiś jeden spójny obraz obecnej fazy rynku? Trudno powiedzieć. Słuchając wiadomości docierających do nas ze świata i rynków trudno jest założyć scenariusz, że od jutra nagle zapominamy o problemach i gramy na wzrosty w okolice 3300 na indeksie. Z drugiej strony mamy do czynienia z wieloma krótko, średnio i długoterminowymi wsparciami, które dają okazję do poczynienia rozmaitych zagrywek. Od założeń, że szaleństwo jest zbyt duże (strategia Oops na domknięcie luki), przez ruchy swing tradingowe (długa pozycja na S&P500), aż do całkiem okazałych zagrań trendowych. W końcu jeśli dobierzemy skalę czasu tak, aby widzieć całą hossę od 2009 roku, z pewnością dojdziemy do wniosku, że trend w chwili obecnej jeszcze nie jest zagrożony, co więcej, mamy do czynienia z okazałą korektą, dającą okazję do zajęcia pozycji (np. w ETFie) przy niskim ryzyku.
Polecam pójście w ślady jednego z amerykańskich inwestorów (nazwiska nie pomnę), który drukował wykres, po czym wieszał go na ścianie i analizował trend z drugiego końca pomieszczenia. Wtedy nasza ocena sytuacji może się diametralnie zmienić.
Nieco ponad miesiąc temu popełniłem wpis dotyczący wsparć na indeksach oraz na niektórych spółkach. Sprawdziło się w połowie, gdyż miałem rację co do Wig20 oraz Kopexu, a pomyliłem się co do S&P500 oraz BPH. Jednak nic złego się nie stało, gdyż na naszym indeksie zająłem całkiem fajną pozycję na opcjach, na BPH szybko uciekłem po przełamaniu wsparcia, a na Kopexie zwiększyłem zaangażowanie, dzięki czemu zaliczyłem ten kilkunastoprocentowy rajd w górę.
W chwili obecnej znów będę poszukiwał wsparć, gdyż w mojej ocenie, co często powtarzam, jest to najlepsza okazja do zajmowania pozycji w trendzie wzrostowym. I nie ma co mówić, że Grecja, że USA, technicznie wykresy nie wyglądają źle.
Zaczynając od indeksu S&P500 można stosunkowo łatwo stwierdzić, że znalazł się na dość kluczowym wsparciu. Trudno jest powiedzieć, czy odbicie nastąpi już jutro, czy też będziemy mieli jeszcze jeden mini-swing spadkowy przed wybiciem. W każdym razie "czuję", że trochę za długo już spadamy i przydałby się jakiś ruch w górę. Czy będzie to tylko przystanek przed dalszymi spadkami, czy też atak na nowe szczyty, zobaczymy.
Na naszym podwórku sytuacja jest jeszcze stosunkowo młoda. Mamy trochę miejsca do wsparcia, jak również oscylator stochastyczny nie zszedł jeszcze poniżej poziomu 20. Czy ewentualne odbicie w USA będzie w stanie pociągnąć nasz rynek w górę? Trudno powiedzieć, choć patrząc na siłę Wig20 w porównaniu do amerykańskiego odpowiednika, mam nadzieję, że tak.
I znów, żeby nie było, że tylko piszę mini-analizy, a nie gram pod nie, opiszę co dziś zrobiłem oraz co zrobię w najbliższych dniach. Przede wszystkim sprzedałem dwie kolejne opcje put ze strikiem 2800. Zrobiłem to licząc na siłę wsparcia, jak również mając na uwadze układ swingów. Poza tym, sprzedana opcja jest instrumentem, któremu sprzyja czas, więc nie ma dla mnie wielkiego znaczenia, czy wybicie nastąpi jutro, czy za tydzień. Ostatecznie może sobie trochę poszorować po wsparciu :) Pozycję traktuję na razie krótkoterminowo, czyli planuję zamknięcie na wyższych poziomach. Jeśli ten scenariusz się zrealizuje, ponownie przeprowadzę analizę pod kątem pozostawienia pozycji otwartej do wygaśnięcia.
Drugim krokiem jest kupno poprzez IKE jednostek ETF-a na S&P500 w oparciu o scenariusz odbicia od wsparcia. Zakładam, że będziemy mieli w najbliższym czasie podciągnięcie w górę, więc warto zaryzykować na ciasnym stopie, żeby wyjąć z rynku trochę forsy. Czy wejdę jutro, czy też poczekam na potwierdzenie zmiany kierunku, jeszcze nie wiem, prawdopodobnie przemyślę temat po 22, gdy będzie znana świeczka z dzisiaj.
Zachęcam Was do poszukiwania takich zwrotnych momentów na rynku. Swingi są dobrą okazją do poszukiwania krótkoterminowych przesileń. A gdy ma to miejsce w znaczącym technicznie rejonie - okazja do zarobku bardzo przyjemna.
Na marginesie dodaję, że powyżej przedstawiłem jedynie moje opinie. Każdy inwestuje za siebie, pamiętajcie o tym.
Wrzucam obrazki wczorajszego S&P500 do samodzielnej analizy. Osoby, które nie wiedzą o co chodzi zachęcam do poszukania w tagach po lewej na dole hasła "fibonacci" :)
Postanowiłem dziś nieco rzucić okiem na rynek, gdyż ostatnio nie miałem na to szczególnie dużo czasu i ograniczałem się tylko do odnotowania zmian na moich walorach. I co ujrzałem? Wsparcie wsparciem pogania...
Na pierwszy ogień wrzucam indeks S&P500, na którym trwa jeszcze sesja giełdowa. Po uformowaniu stosunkowo wyraźnej oRGR indeks znów wyszedł górą, co zrobiło z niej formację kontynuacji. W chwili obecnej wygląda na to, że mamy do czynienia z korektą wybicia i powrotem do silnego oporu, który po przełamaniu stał się wsparciem. Już raz udała się bykom obrona tego poziomu i po przebiegu dzisiejszej sesji można sądzić, że i tym razem utrzymamy się powyżej 1340 pkt. Tak więc wsparcie trzyma.
Przechodząc na nasze podwórko, analizę koncentruję na kontraktach na WIG20, które z racji aktywności na opcjach stały się dla mnie głównym punktem odniesienia. I co? I znów mamy do czynienia z wybiciem górą z ruchu bocznego, które to wybicie w chwili obecnej odnotowuje powrót do przełamanego poziomu. Myślę, że sytuacja jest bardzo czytelna.
Korelacja poziomów technicznych na naszym głównym indeksie oraz jego głównym punkcie odniesienia nie jest może czymś szczególnym. Ot, się złożyło. Jednak mój wpis był spowodowany jeszcze dwoma innymi wsparciami, które dostrzegłem nie gdzie indziej, ale w swoim portfelu. Oto wykresy:
Kopex, który posiadam od początku grudnia, przeżywa właśnie nieco gorszy okres. Po ustanowieniu całkiem niedawno maksimów z ostatnich miesięcy, notowania spółki spadają... do wsparcia. Wsparcie jest silne, wyraźne i szczerze powiem, że ta czerwona kreska leży na moim wykresie od ponad pół roku. Jeszcze nie jest przesądzone, czy wsparcie wytrzyma.
BPH jest to druga z moich długoterminowych spółek - trzymam ją od października, co w moim przypadku oznacza bardzo długi okres. Dzięki narysowanym poziomom można łatwo zauważyć, że po wyrównaniu lokalnych maksimów z lutego spółka wraca... [werble]... do wsparcia :)
Jeszcze tytułem komentarza warto zwrócić uwagę na świece z długimi dolnymi cieniami. Jest to typowa zagrywka na czesanie stop lossów ustawionych pod wsparciem. Inwestor przekonany, że spółka będzie dalej szła w górę chce wyleszczyć trochę planktonu, dzięki czemu będzie mógł powiększyć zaangażowanie w danej spółce po bardzo atrakcyjnych poziomach. Na marginesie przyznam, że nie mogąc na bieżąco obserwować notowań z powodu kwitnięcia w biurze, każdego dnia po południu z obawą sprawdzałem, czy przypadkiem nie miałem tam jakiegoś stop lossa ustawionego miesiące temu. Na szczęście zlecenia zostały na dużo niższych poziomach, co z kolei pozwoliło mi pozostać na ryku.
Wtrącając jeszcze dwa słowa od siebie powiem, że nie jest wykluczone, iż zaangażuję dodatkowe środki w obie spółki, korzystając właśnie z faktu, że znajdują się one na wsparciach. Kasa mi się nieco zwolniła, gdyż inne moje walory dostały mocno po tyłku. Srebro sprzedałem z dużym zyskiem, ale mimo wszystko oddałem kilkanaście procent od szczytu, a Bogdankę udało mi się opchnąć kilka dni temu w przeczuciu, że dzieje się tam coś złego oraz wobec straty na poziomie 5-6%. Poniżej załączam wykresy razem z poziomami wyjścia:
Srebro (RCSILA)
Bogdanka
Ale niniejszy wpis miał być o wsparciach, więc ad rem. Wyraźne wsparcie to dobra okazja do zajęcia lub powiększenia pozycji przy niskim ryzyku. Czy to oznacza, że w związku z aktualną sytuacją na indeksach jestem bykiem? Hmm, w sumie umiarkowanie tak, ale to tylko moje zdanie. Poniżej wrzucam kilka wideo, które bardzo fajnie tłumaczą techniki gry na wsparcia/opory oraz zajmowanie pozycji przy niskim ryzyku początkowym. Oglądałem je wielokrotnie i polecam je także Waszej uwadze, głównie ze względu na prostotę technik.
Kilka wpisów temu wrzuciłem na bloga analizę dotyczącą sytuacji na S&P i Wig20 w związku z oporem technicznym, do którego dobiły indeksy. Macko w komentarzu wywołał mnie do tablicy, więc muszę dzielnie stanąć i się bronić lub przynajmniej usprawiedliwić. Będzie trochę jednego i drugiego :)
Ale na początek warto zerknąć na indeks S&P, na którym zazwyczaj prezentuję analizy giełdowe:
S&P - daily
Opór w postaci przerywanej czerwonej kreski padł zdecydowanie, co oznacza iż ukonstytuował nam się trend wzrostowy. Mamy już swing low wyższe od poprzedniego (koniec sierpnia) oraz nowo utworzone wyższe swing high. Nie stało się to, czego oczekiwałem, czyli odbicie od oporu. Wnioski?
Nic się nie stało :) Po pierwsze dlatego, iż (bazując na S&P) nie otrzymaliśmy żadnego sygnału do zajęcia krótkiej pozycji. Mam więc czyste sumienie, że nikogo (mam nadzieję) nie namówiłem na natychmiastowe otwieranie shorta. Po to stosuje się filtry, aby uzyskać potwierdzenie, iż zakładany przez nas scenariusz się realizuje. W tym wypadku nie było takiego potwierdzenia, więc udało nam się uniknąć zajęcia stratnej pozycji.
Nieco inaczej może to wyglądać na indeksie Wig20, gdzie rynek troszkę cofnął się od oporu. Czy pojawił się sygnał do zajęcia pozycji, czy nie, decydowały bardzo indywidualne czynniki. Najpierw obrazek, później słówko komentarza:
FW20Z10 - hourly
Przyglądając się wykresowi serii grudniowej kontraktów terminowych widać wyraźnie, iż nastąpiło wybicie z prostokąta, które mogło zostać potraktowane, jako sygnał do zajęcia krótkiej pozycji. Sam nawet rozmawiałem o tym range'u w kilku prywatnych rozmowach. Warto jednak zwrócić uwagę, iż przebicie dokonało się w ostatniej godzinie notowań piątku trzech wiedźm. Nie wiem, czy z tego powodu ktoś zrezygnował z shorta, ale wiem, że niektórzy w dniu wygasania kontraktów nie handlują, właśnie z powodu takich kwiatków.
Ale wracając do S&P... Drugim powodem, dla którego nie czuję się szczególnie winny tego, że wbrew moim oczekiwaniom rynek przebił opór jest to, iż ciągle stoję na takim samym stanowisku - będą spadki. Może objawi się to chwilową korektą, może zjazdem do samej linii trendu wzrostowego, którą już możemy wyrysować, ale rynek IMHO powinien odreagować ostatnie wzrosty. Możliwy oczywiście jest scenariusz z lutego-kwietnia, kiedy to jednym ruchem pokonaliśmy ładny dystans, ale ja bym się raczej (zdecydowanie) skłaniał do wersji korekty. Niebieska górna kreska na pierwszym wykresie jest równoległa do linii trendu i pokazuje wyraźnie, jak wysoko jesteśmy. Do tego oscylator, który już nie rośnie, bo nie ma skali :)
Tak więc uparcie obstaję przy swoim i wcale nie czuję się źle z faktem, iż ten opór nie wytrzymał. Obecnie mamy trend wzrostowy, więc "święte reguły" nakazują zajmowanie tylko długich pozycji, ale myślę, że próba złapania krótkiej pozycji na kilka dni może nie być wcale takim złym pomysłem. Oczywiście przypominam o zasadach kontroli ryzyka, potwierdzaniu sygnałów i ciągłej czujności. Dzięki temu nawet jeśli się pomylimy, strata nie będzie wielka.
Jest jeszcze kwestia zajmowania długiej pozycji pod wybicie z prostokąta oraz przebicie linii szyi oRGR. Jeśli jesteście zawodnikami długoterminowymi, możecie tego próbować. Natomiast chcących złapać swing raczej ostrzegam przed zajmowaniem długiej pozycji. W mojej skromnej ocenie, ryzyko takiego zagrania jest stosunkowo wysokie.
Piszę tak i piszę i przychodzi mi do głowy kolejna rzecz, o której należy wspomnieć, przynajmniej słowem. Co, jeśli powstrzymamy się od zajęcia długiej pozycji (patrz akapit wyżej), a rynek zrobi "humaniście" numer i pójdzie zdecydowanie w górę? No cóż... Nie trzeba być na pozycji przez cały czas. Chodzi o to, żeby mieć plan i go realizować, a nie żeby łapać każdy ruch rynku. Osobiście preferuję wejścia o niskim ryzyku, czyli łapanie odwrócenia swingu wtedy, gdy takie odwrócenie jest wysoce prawdopodobne. Obecnie zajęcie długiej pozycji nie cechuje się (ciągle IMHO) niskim ryzykiem, więc jeśli nie jestem na pozycji, to już jej nie otwieram i czekam na kolejną okazję.
Myślę, że to tyle tytułem usprawiedliwienia za poprzednie oraz odnośnie tego, co jest i być może. Na rynku nie chodzi o to, żeby się nie mylić, ale żeby zarabiać więcej, gdy ma się rację niż się traci, gdy jest się w błędzie. Jeśli macie uwagi lub chcecie mi pojechać (kulturalnie) to proszę w komentarzach :)
... gdy sytuacja wydaje się tak idealna, że trudno w nią uwierzyć. Dokładnie takie wrażenie odniosłem patrząc dziś za zachowanie sesji w USA, jak również na nasze rodzime podwórko.
Poprzednio, gdy zajmowałem się sytuacją w USA postawiłem tezę, iż rynek będzie kontynuował swing wzrostowy aż do oporu, który jest wyznaczany przez poprzednie maksima. Dziś udało się dotrzeć do tych poziomów i najbliższe sesje mogą być bardzo interesujące, zarówno z punktu widzenia byków, jak i niedźwiedzi. Popatrzmy na kreski:
S&P opór
Wyraźnie widać, iż dotknęliśmy kluczowego poziomu i się od niego odbiliśmy. Nie muszę chyba mówić, że jest to cholernie silny opór. Nie tylko formacja prostokąta, ale również oRGR, które rysowałem ostatnio.
Kolejną sprawą jest długość swingu w górę. Poprzednie przykłady pokazują, iż możemy się już spodziewać odwrócenia, gdyż od dwóch tygodni podążamy zdecydowanie na północ i jakaś korekta nam się należy.
Idąc dalej... Świeca doji. Oznacza zwykle niezdecydowanie rynku, próbę podążenia "tu i tam" i jednoczesny brak przewagi którejś ze stron. Do tej pory przeważały byki, obecne niezdecydowanie może otworzyć drogę niedźwiedziom.
Poniżej widać wykres S&P z dołączonym oscylatorem stochastycznym. Niebieskie strzałki pokazują kluczowe momenty, myślę że obecna sytuacja nie wymaga komentarza:
S&P - okresy wykupienia oscylatora
Tak więc widzimy, iż w obecnej chwili mamy spełniony cały szereg przesłanek sprzyjających odwróceniu swingu. Silny opór, świeca niezdecydowania, wykupienie oscylatora oraz długość ruchu sprawiają, iż osoby posiadające długie pozycje powinny zacieśniać stopy, a zwolennicy shortów muszą wytężyć uwagę i ustawić zlecenia, aby rynek im nie uciekł.
Warto również zerknąć na warszawskie indeksy, gdyż pojawia się tam znamienny układ świec. Oto wykres Wig 20:
Wig20 - opór
Samo wyrównanie oporu jest również faktem, ale chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Pierwszą jest różnica między dwoma ostatnimi swingami wzrostowymi. Na S&P są one prawie takiej samej długości, natomiast na naszym indeksie widoczna jest zdecydowana różnica. Może to być oznaka, iż poprzednio byliśmy relatywnie silniejsi niż Amerykanie, teraz już nie jest to tak widoczne.
Kolejną sprawą jest formacja Oops!, o której kiedyś pisał Kathay. Mimo, iż indeksy rządzą się nieco innymi prawami, można odnieść wrażenie, iż gracze chcieli jeszcze popchnąć indeks w górę, zaczęli ambitnie, ale skończyło się klapą i ruchem na zamknięcie luki.
Dla dociekliwych mogę jeszcze zapodać skojarzenie ze strategią 2B, która również wydaje się ciekawym podejściem.
Podsumowując...
Przedstawiłem szereg argumentów przemawiających za spadkami, zarówno z USA, jak i u nas. Moim zdaniem kupowanie teraz wiąże się z wysokim ryzykiem, raczej bym widział zacieśnianie stopów w celu obrony przed spadkami.
Ale ale!!
Nie oznacza to wcale, iż należy się już teraz ubierać w krótkie pozycje. Radzę zaczekać na jakiś setup potwierdzający ruch w kierunku południowym. Fakt, mamy piękną okazję do ustawienia ciasnego stopa, ale to niczego nie przesądza, rynek może przecież podążyć na północ. Zatem warto ustawić zlecenie nieco poniżej ostatniej świecy, aby uzyskać więcej potwierdzenia.
Jest to doskonały przykład, gdzie wiele elementów współgra ze sobą w tak wysokim stopniu, iż wykres aż krzyczy do nas, aby sprzedawać. I tego się właśnie boję, że jest to zbyt idealne, by było prawdziwe...
Nadszedł niedzielny wieczór, tęgie głowy przeszukują indeksy w poszukiwaniu okazji do zajęcia pozycji oraz zastanawiają się, jak będzie wyglądał najbliższy tydzień. Poprzednia analiza okazała się trafna, S&P po kilkudniowym postoju na wsparciu odbił się od niego i pięknie szybuje w górę. Spójrzmy zatem, co przed nami:
Potencjalne opory na S&P
Wyrysowałem trzy kreski, jedną pokonaliśmy, na drugiej jesteśmy, trzecia przed nami. W zasadzie można uznać, iż sprawa ciągle jest otwarta, gdyż nawet penetracja oporu o kilka punktów może zakończyć się odwróceniem. Czy faktycznie jesteśmy na oporze? Nie sądzę.
Mówią nam o tym same świece. Trzy piękne zielone korpusy oraz luka pokazują wyraźnie, iż strona popytowa zdecydowanie przeważa. Nastawianie się teraz na krótką pozycję może się źle skończyć. Jesteśmy w fazie upswingu i nie ma co walczyć z wiatrakami.
Każdy ruch swingowy musi się kiedyś zakończyć, tak samo będzie i z tym. Jako najpoważniejszy poziom oporu widzę chyba oczywisty rejon 1125-1130. Jeśli on zostanie skutecznie przełamany, droga do wzrostów stanie się szersza i bardziej zachęcająca. Tak więc swing-tradingowo radzę trzymać długie pozycje, oznak słabości brak.
Z kolei interesujące rzeczy dzieją się w nieco dłuższej perspektywie. Po pierwsze, uformowało nam się swing low wyższe od poprzedniego. Ten fakt powinien nieco zastanowić osoby, które mają niedźwiedzie nastawienie do rynku, choć nic istotnego się jeszcze nie wydarzyło. Natomiast wydarzy się, gdy otrzymamy swing high wyższe od poprzedniego. Ukonstytuuje nam się (wg definicji) trend wzrostowy i ciężko będzie dyskutować z faktami. Ponadto, co pokazuje niniejszy wykres, najsilniejszy najbliższy poziom oporu jest również linią szyi dla formacji oRGR. A wszyscy wiemy, jakie znaczenie (zasadnie lub nie) przywiązywane jest do tej poziomej kreski.
S&P - oRGR oraz HL
Tak więc na razie jesteśmy w fazie trendu spadkowego, ale w swingu wzrostowym. Trzymamy długie pozycje, ale radzę zacieśnić stopa przed poziomem 1120. Z wielką niecierpliwością czekam na testowanie oporu...
Myślę, że termin "uklepywanie poziomów" najlepiej oddaje to, co dzieje się obecnie na S&P 500 i co miało też miejsce niecały miesiąc temu. Rynek dociera w obszar technicznego wsparcia lub oporu, po czym zatrzymuje się na nim przez kilka dni delikatnie ocierając się o niego. Później, następuje (lub nie) odbicie w przeciwnym kierunku. Cała sytuacja daje nam okazję do zajęcia pozycji przy bardzo korzystnym stosunku zysku do ryzyka. Nawet jeśli ten pierwszy nie jest niebotyczny, bardzo małe ryzyko i tak utrzymuje atrakcyjność takiej okazji. Pod warunkiem, że gramy na walorze, który tak się zachowuje.
Niestety, większość z nas nie posiada możliwości spekulowania na indeksach w USA, więc pozostaje nam opierania się na krajowych walorach, które wcale nie muszą rysować tak pięknych i czytelnych poziomów. Występujące luki mogą znacząco zniechęcić nas do gry w krótkim terminie. Mimo to sądzę, że opierając się w dużej mierze na tym, co dzieje się w USA można zaryzykować zagranie pod całą sytuację. W końcu do rzadkości należą zjawiska, gdy przez więcej niż kilka dni poruszamy się zupełnie "niezależnie" od tych zza wielkiej wody.
Czy to oznacza, że rekomenduję zajęcie długiej pozycji? Nie. Co nie znaczy, że ją odradzam. Też nie. Staram się zwrócić uwagę na pewne sytuacje na rynku, których może wszyscy nie dostrzegają. Decyzja o transakcji jest zawsze i wyłącznie Waszą decyzją (no, chyba że komornik zajmie Wam papiery wartościowe na poczet niezapłaconego długu i je sprzeda).
Myślę, że warto spróbować długiej pozycji. Ale trzeba mieć przy tym świadomość, że szersza perspektywa nie jest najbardziej optymistyczna. Nie podnieśliśmy maksimów, więc teoretycznie możemy nawet nie dotrzeć do górnej granicy kanału.
A tymczasem ciągle bujamy się na dolnej bandzie. Pytanie, czy to pociąg stojący na peronie i czekający na odjazd, czy też skoczek-samobójca balansujący na krawędzi urwiska...
Przy okazji poprzedniego posta, rene zapytał, czy moim zdaniem S&P zejdzie poniżej 1000 pkt. Nie wiem, czy ten poziom jest dla niego jakoś szczególnie istotny, ale ciężko mi będzie ocenić, czy indeks spadnie aż tak nisko, czy nie. Zwłaszcza, że AT nie służy przewidywaniu przyszłości, ale podejmowaniu decyzji na podstawie pewnych tendencji z przeszłości. Niemniej postaram się rzucić okiem na wykres w poszukiwaniu wskazówek, które może dawać nam amerykański indeks.
Analiza czystego wykresu może sugerować, że poziom 1000 pkt nie jest aż tak niemożliwy do osiągnięcia (z punktu widzenia AT). Po pierwsze, widzimy niższe swing high oraz niższe swing low, co już nam konstytuuje trend spadkowy. Zatem już są przesłanki do stwierdzenia, że mamy trend spadkowy, a wszyscy wiemy, że "trend ma większą tendencję do kontynuacji, niż do odwrócenia". Obie czerwone linie pokazują, że kierunek jest już raczej na południe.
Dalszą wskazówką może być odbicie od oporu, co zaznaczyłem niebieską poziomą kreską. Co to oznacza? Oczywiście słabość rynku, przynajmniej w chwili testowania i teraz, kiedy kierunek się potwierdza.
Kolejnym wyznacznikiem spadków może być formacja 1-2-3, która wyrysowała się na indeksie. Zgodnie z zaleceniami niektórych technik, powinniśmy zajmować krótką pozycję w chwili przebicia punktu 2. Poza tym, dogodnym momentem do wejścia na shorty było przebicie pierwszego wsparcia technicznego (najwyższa przerywana linia).
Czy S&P zejdzie do 1000 pkt? A musi? Jeśli ktoś ma strategię zbudowaną tak, że zarabia dopiero przy przebiciu tego poziomu, może to mieć znaczenie. Natomiast dla większości szaraczków nie liczy się poziom, ale ruch. A ten póki co jest w kierunku południowym. Do tego istotnego poziomu mamy jeszcze do pokonania dwa wsparcia, więc osiągnięcie go jest sprawą nie wcześniejszą niż tydzień lub dwa. Tak więc sądzę, że jest to dogodny moment do zajęcia krótkiej pozycji. Korekta w trendzie spadkowym, do tego potwierdzona formacją 1-2-3. Myślę, że warto spróbować, nawet jeśli okaże się, że wylecimy na stopie.
Jeśli jeszcze kogoś nie zakręciłem na spadki to wrzucam wideło "dyżurnego niedźwiedzia" :)
Przepraszam, że nie uwzględniłem wtorkowej, prawie kończącej się sesji, ale ciężko by było szybko dostać dane pasujące pod Amibrokera. Dodam, że na godzinę przed zamknięciem mamy 1% spadki, co potwierdza trend i ważność formacji 1-2-3.
Rynki doszły do ciekawego miejsca. Właściwie to indeksy w USA doszły do niego, a jeszcze konkretniej - S&P. O ile poprzednim razem zabrakło pary i rynek odbił się od poziomu oporu z 21 czerwca, o tyle po pięknym rajdzie z 2 sierpnia spodziewałem się kontynuacji i dalszych wzrostów. Tymczasem ceny już czwarty dzień poruszają się w bardzo wąskim range'u i nie bardzo okazują chęć do jego opuszczenia. Zerknijmy na wykresy (za freestockcharts.com):
I teraz nie wiadomo, co myśleć. Za spadkami przemawia fakt, że jesteśmy na oporze technicznym, z którego przełamaniem mamy widoczny problem. Pesymistycznie wygląda również struktura wykresu w ramach konsolidacji, gdzie podejścia w górę są raczej mozolne, a zjazdy gwałtowne. Można to odczytywać, jako koszyki wysypywane przez dużych zawodników.
Z drugiej strony jesteśmy w krótkoterminowym trendzie wzrostowym i na razie nie ma przesłanek do jego załamania. Ci, co byli na długich pozycjach z pewnością ciągle mogą na nich pozostać, przynajmniej dopóki nie będzie jakiegoś większego cofnięcia.
Ja w tym wypadku jestem otwarty na oba warianty, no może z lekkim nastawieniem na spadki, gdyż patrząc na strukturę ostatnich wzrostów widzimy gasnący impet przejawiający się w coraz słabszych ruchach na północ. Poza tym nie mieliśmy porządniejszej korekty, zatem bym jej oczekiwał.
Myślę, że na razie warto czekać, gdyż range ma to do siebie, że prędzej czy później zostaje przełamany. Dynamika ruchu po wybiciu może nam dać pewne wskazówki, co do siły obu stron, a co za tym idzie pozwoli nam to na narysowanie jakiegoś scenariusza na najbliższe dni. Myślę, że nawet samo złapanie wybicia może nie być głupim pomysłem z racji możliwości ustawienia ciasnego stopa. Ale niestety, ciężko u nas zagrać na indeksie S&P.
Pierwsze dwuczęściowe nagranie. Tym razem na prośbę jednego ze znajomych, który spytał o mój pogląd na krótkoterminową spekulację na kontraktach. Przepraszam za to, że się czasami powtarzam, ale trudno zapamiętać, co się w którym wideo (udanym czy nie) mówiło.
Jak każdy z aspektów gry na giełdzie, trailing stopy mają swoje smaczki oraz punkty, w których traderzy się spierają. Postanowiłem pomówić o jednym z nich, a mianowicie zacieśnianiu stopa w miarę, jak pozycja zarabia.
Celem jest oczywiście maksymalizacja zysku. Gdy zarobimy na pozycji już nn%, nie chcemy się z tymi pieniędzmi rozstawać, gdyż traktujemy je jak własne (może niektórzy zauważyli, że mamy tendencję do postrzegania zysku na otwartej pozycji jako "pewnego", natomiast straty wciąż uważamy za "wirtualne"). W związku z tym niektórzy gracze budują systemy zakładające stopniowe zacieśnianie stopów, aby w chwili odwrócenia kierunku cen, oddać rynkowi możliwie jak najmniej. Na takiej właśnie zasadzie działa system SAR, o którym pewnie słyszeliście.
Może się to wydawać logiczne, gdyż chronimy nasze zyski. Ale z drugiej strony, podejście to jest sprzeczne z zasadą "tnij straty, pozwól zyskom rosnąć". Zamiast próby "wyciśnięcia" ze wzrostów wszystkiego, co się da, my uciekamy z rynku przy pierwszej lepszej okazji. Trudno nie przyznać racji osobom twierdzącym, że jest to zabijanie kury znoszącej złote jajka.
Moje zdanie w tej kwestii jest w zasadzie podobne do tego, co mówię zawsze - to zależy. Musimy wprowadzić rozróżnienie na typy strategii, gdyż może to istotnie zmienić podejście do zagadnienia.
Trend following, jak sama nazwa wskazuje, zakłada podążanie za trendem i eksploatowanie go aż do samego odwrócenia. Oczywiście nie możemy liczyć na wejście na samym dołku, a wyjście na idealnej górce, ale celem jest skonstruowanie takiego systemu prowadzenia pozycji, aby w czasie korekt pozostawać na rynku. I tu właśnie napotykamy na konflikt między zacieśnianiem stopa a celami strategii. Gdy za mocno przybliżamy nasze zlecenie obronne do ceny, ryzykujemy wyrzucenie na zupełnie przypadkowym ruchu, który wcale nie musi oznaczać, że trend ma się ku końcowi.
Trzeba też pamiętać, że przy systemach podążających za trendem, zyskowne transakcje stanowią mniejszość (35-45%). Kolejna rzecz to relacja średnich zysków do średnich strat. Zyski są często znaczne, sięgając kilkuset %, podczas gdy nieudane wejścia to jedynie szerokość stopa początkowego (pamiętając, że przy trend followingu stop ten jest szerszy niż przy innych strategiach). Pomyślmy teraz, co stanie się po wprowadzeniu systemu stopów zacieśniających. Skuteczność raczej się nie zmieni, gdyż zakładamy, że stopy zawężamy dopiero po minięciu breakeven. Ale już znacznie zmienia się relacja zysków do strat. Oczywiście na niekorzyść tych pierwszych, gdyż zapewne często będzie się zdarzało, że utniemy ruch w połowie jego potencjału i zamiast osiągnąć 100%, osiągniemy tylko 40 lub 50%. Ten fakt może sprawić, że system nie będzie już zarabiał. Pomyślcie, jeden szczegół przesądza o wszystkim! A szczegółów tych jest cała masa...
Gdybym w tym momencie zakończył omawianie trend followingu, rozważania byłyby niepełne. Bo przecież jest jeszcze jeden szczegół, który również może sporo namieszać. Mam na myśli ewentualne odnawianie pozycji po wyrzuceniu na stopie. Powyższe rozważania opierały się na założeniu, że nie wchodzimy ponownie w ten sam walor (choć też nie uwzględniłem wszystkich elementów, ale nie czas teraz na to). W tym przypadku dopuszczamy możliwość ponownego otwarcia pozycji po wyrzuceniu na stopie. Niestety, trudno jest oszacować, jak by to wpłynęło na wyniki systemu. Wynika to z faktu, że mielibyśmy więcej transakcji, których wyniki trudno oszacować. Poza tym, za środki zwolnione z zamkniętych pozycji moglibyśmy kupić zupełnie inne, nowe walory, co czyni bezskutecznym wszelkie próby szacowania wyników, jak również znacząco utrudnia backtesty.
Podsumowując tę część, zdecydowanie zgodzę się z krytykami zacieśniania stopów w miarę zarabiania pozycji. Te pozycje to "wszystko co mamy", a ich zamknięcie pozbawia nas "złotych jaj" :)
Nieco inaczej mają się sprawy dla osób wykorzystujących strategie swing tradingowe oraz inne, w których wiemy, że zysk jest ograniczony. Mam tu na myśli ewentualne wsparcia i opory, oscylatory i tym podobne. Dla przykładu rozważmy sytuację występującą przy grze w prostokącie. Kupiliśmy na odbiciu od dolnej krawędzi, a w chwili obecnej ceny zbliżają się do górnego ograniczenia, które jest jednocześnie istotnym poziomem technicznym, zgrupowaniem zniesień Fibonacciego i co tam jeszcze chcecie. Oczekujemy, że ceny się odwrócą, gdyż na tym opieramy swoje działania na rynku. Zacieśnić stopa? Jak najbardziej tak! Czekając, aż ceny po odbiciu od oporu strzelą stopa, marnujemy tylko część ruchu, który, jak wiemy, przy takich strategiach jest ograniczony i szczególnie cenny. Czasem nawet zawahanie się o jedną sesję sprawia, że ceny dynamicznie spadają, niwelując nasze zyski.
Zdarzają się też sytuacje, gdy oczekujemy odwrócenia z nieco innych względów. Poniżej załączam wideo-analizę przygotowaną przez PSAadmin, który to kanał subskrybuję na YT i bardzo sobie cenię z racji podejścia opartego na price action i prostej logice analizy wykresu.
W prezentowanym wypadku (1:20) przesłanką do zacieśnienia stopa jest szereg świec spadkowych, nie przerwanych żadnym dniem wzrostów. Jest to sytuacja, która wykracza poza "średnią", a co za tym idzie, szanse na odwrócenie rosną z każdym kolejnym słupkiem. Wtedy też autor proponuje zawężenie zlecenia obronnego do wierzchołka ostatniej świecy, co wydaje się bardzo rozsądnym rozwiązaniem, zwłaszcza w świetle tego, co wiemy dzisiaj :)
Podobnie można analizować wczorajszą (wykres jest dzisiejszy, ale sam wpis powstawał rano, gdy jeszcze USA spało) sytuację na indeksach w USA. Szereg dni wzrostowych bez korekty, formacja ABCD (gdzie AB=CD), a także oscylatory pokazujące wykupienie mogą skłonić nas do podciągnięcia zlecenia obronnego bliżej ceny.
Myślę, że w kwestii zacieśniania stopa to tyle, co możemy powiedzieć na przyjętym poziomie ogólności. Pamiętajmy oczywiście, że na rynku mamy do czynienia z prawdopodobieństwami, więc niekiedy sytuacja może odbiegać od tego, co sobie zakładamy. Chodzi o to, aby w dłuższym terminie usprawniać nasze techniki inwestycyjne.
Część dotycząca swing tradingu stanowi rodzaj wprowadzenia do następnego wpisu, w którym będziemy się zajmowali zleceniami kasującymi zyski (take profit).