piątek, 28 grudnia 2018

To był zły rok - podsumowanie 2018

Podsumowanie każdego roku na giełdzie zazwyczaj oscyluje wokół giełdowej koniunktury, która wpływa na uzyskiwane przez inwestorów stopy zwrotu. Jednak mijający rok zapamiętany zostanie inaczej, głównie z powodu negatywnych wydarzeń, które miały miejsce wokół rynku. Warto je sobie przypomnieć, aby móc wyciągnąć lepsze wnioski na przyszłość.

Dzisiejsze podsumowanie zostało rozbite na główne wątki, koncentrujące uwagę inwestorów w 2018 roku. Były to zarówno zdarzenia negatywne, jak i pozytywne, lecz niestety tych drugich było zdecydowanie mniej. Nie szeregowałem ich według wagi, lecz kilka pierwszych punktów wybija się na czołówkę.


Plany na rok 2019 oraz analizę czynników, które mogą kształtować warunki rynkowe przez kolejne kilkanaście miesięcy omówię przy okazji najbliższych Spółek Ciekawych Technicznie. Zapewne jak zwykle rzeczywistość nas zaskoczy, ale jakiś bazowy scenariusz należy mieć przygotowany.

Historyczne maksimum indeksu WIG


Zapewne niewiele osób to jeszcze pamięta, ale początek 2018 roku upływał nam w dość dobrych nastrojach. Podczas sesji 23 stycznia indeks WIG zanotował nowe historyczne maksima, pokonując tym samym szczyt z 2007 roku.

źródło: TopStock.pl
Oprócz tego, że na nowe rekordy hossy musieliśmy czekać ponad dekadę, smaczku dodaje fakt, że sesja, na której odnotowany został szczyt, była jednocześnie najwyższą sesją tego roku. Maksima osiągnięto zaledwie intraday i od tego momentu rynek zaczął zniżkować. Można więc powiedzieć, że zwycięstwo było słabe, nietrwałe i w dniu dzisiejszym jest to raczej gorzkie wspomnienie utraconej szansy, zwłaszcza w porównaniu wyniku indeksu WIG do rynków zagranicznych.

Afera GetBack i jej konsekwencje na różnych polach


Z pewnością wydarzeniem, które w upływającym roku przyciągało najwięcej uwagi była afera związana ze spółką GetBack. Szczególnie dotkliwy jest jej finansowy wymiar, gdyż swoje oszczędności straciły tysiące osób, a suma strat liczona jest w miliardach złotych. Konsekwencją powyższego jest fakt, że afera nabrała wagi politycznej i być może za kilka lat zajmie się nią jakaś komisja śledcza. Z pewnością jest to jedna z największych afer finansowych w ostatnich dziesięcioleciach.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Risk Reward Ratio - ważna miara dla sukcesu w spekulacji

Risk reward ratio pozwala lepiej inwestować. Wiele osób o tym współczynniku słyszało, ale nie każdy docenia jego pozytywny wkład w proces inwestowania i spekulacji. W dzisiejszym tekście pokażę, dlaczego warto przyjrzeć mu się bliżej.

Już z samej nazwy można wywnioskować, że jej celem jest mierzenie relacji pomiędzy zyskiem i ryzykiem. I dokładnie tak jest. Zadaniem tego współczynnika jest wspomaganie systemu inwestycyjnego o możliwą do analizy relacji pomiędzy ryzykiem, jakie na siebie bierzemy w danej transakcji a potencjalnym zyskiem, który możemy uzyskać.

Żeby prawidłowo skonstruować takie ratio musimy posiadać trzy wartości: poziom otwarcia naszej pozycji, poziom wyjścia w wariancie straty (stop loss) oraz poziom wyjścia dla wariantu zyskownego (take profit). Dla uproszczenia pominiemy prowizje maklerskie.

Dysponując powyższymi danymi możemy ocenić potencjalny zysk na transakcji, potencjalną stratę oraz wzajemną relację tych dwóch wartości. Może się więc okazać, że oba te parametry są równe, ale częściej dąży się do sytuacji, w której zysk będzie dwukrotnie lub trzykrotnie wyższy od możliwej straty. Wartość współczynnika wynosi wtedy odpowiednio 2:1 lub 3:1.


Jaką przewagę daje nam takie ratio? Aby ją ocenić musimy znać drugi istotny parametr, jakim jest relacja liczby transakcji zyskownych do transakcji stratnych. Jeżeli założymy, że wynosi ona 50:50, możemy przystępować do oceny naszego systemu. Wiemy bowiem, że w przypadku transakcji stratnej, ubywa nam 1 zł, natomiast transakcja zyskowna przynosi 2 zł lub 3 zł. Oczywiście wartości te mogą być wielokrotnie większe, ale istotna jest ich relacja i fakt, że z transakcji zyskownej otrzymujemy 2 lub 3-krotnie więcej pieniędzy. W efekcie w długim ciągu transakcji uruchamiają się prawa statystyki i zarabiamy pieniądze.

Co więcej, możemy pozwolić sobie na skuteczność nieco mniejszą niż 50%. Jeżeli ratio wynosi 2:1, a nasza skuteczność to zaledwie 40%, również zyskujemy. Dlaczego? Załóżmy, że każda zyskowna transakcja przynosi nam 20 zł, podczas gdy stratna zabiera 10 zł. Przy 10 transakcjach, statystycznie 4 będą zyskowne, a 6 stratnych. Oznacza to przychód 80 zł z udanych zagrań (4x20 zł) i stratę 60 zł z nieudanych (6x10). Sumarycznie kończymy z zyskiem na poziomie 20 zł, a to oznacza, że system posiada dodatnią wartość oczekiwaną.

czwartek, 13 grudnia 2018

Giełdy żyją z pieniędzy naiwnych - hossy prędko nie będzie

Giełdy żyją dzięki pieniądzom naiwnych. Jeżeli tych pieniędzy nie będzie, nie możemy spodziewać się wzrostów w rozsądnej perspektywie czasowej. Dzisiejsi inwestorzy muszą pogodzić się z tym faktem i odpowiednio dopasować swoje działania, bo inaczej mogą się srogo rozczarować.

Dlaczego mieliśmy hossę lat 2003-2007? Pamiętacie te czasy? W telewizji leciały reklamy towarzystw funduszy inwestycyjnych, rodzinne spotkania zdominowane były przechwałkami kto ile na giełdzie zarobił i ile jeszcze zarobi. Każdy, kto miał jakieś oszczędności lokował je w TFI lub na giełdzie, gdyż to ona oferowała bardzo atrakcyjne stopy zwrotu.

Później przyszedł rok 2007, a następnie 2008 i 2009 i większość inwestorów straciła pieniądze. Stracili zarówno amatorzy, jak i inwestorzy obecni na parkiecie od lat. Stracili posiadacze akcji, posiadacze jednostek TFI i oszczędzający w OFE. Amatorzy stracili dużo, czasami oszczędności życia, czasami tylko te odłożone na czarną godzinę.

Tych amatorów nazywam w dzisiejszym tekście naiwnymi. Są to ludzie, którzy na co dzień nie mają wiele wspólnego z rynkami finansowymi. Inwestowaniem interesują się wtedy, kiedy ktoś sprzeda im jakiś produkt inwestycyjny (często uwypuklając możliwe zyski i przemilczając ryzyka) albo gdy szum wokół rynku jest na tyle duży, że wydaje się to łatwym sposobem na pomnożenie pieniędzy.


I teraz przenosimy się w czasie o dekadę, jest przełom roku 2018 i 2019. Na giełdzie została tylko garstka inwestorów, tych najwytrwalszych, którzy się jeszcze nie zniechęcili. Nie odpuścili mimo tego, że od dekady nie było hossy, mimo afery GetBacku, afery KNF i coraz gorszego sentymentu inwestycyjnego. Nie zrezygnowali, mimo że kolejne spółki są zdejmowane z giełdy, a nowe nie debiutują. Śledzą notowania wspominając stare dobre czasy i oczekując, że kolejny rok będzie lepszy. Nie będzie, musimy się z tym pogodzić.


Zaprezentowany powyżej wykres cenowego indeksu warszawskiej giełdy pokazuje, jakim fenomenem była hossa lat 2003-2007. Ta hossa była pompowana kapitałem naiwnych. Pieniędzmi, które na giełdę już raczej nie popłyną.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Główny błąd, który doprowadza inwestorów do porażki

Czy wiesz, jaki jest główny błąd popełniany przez inwestorów? Z pewnością wiesz, bo wiele razy na ten temat było mówione i pisane. Ale im dłużej inwestuję na rynku tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że cały czas zapominamy o pewnej fundamentalnej sprawie, przez co ponosimy bolesne porażki.

Zasad i wskazówek dotyczących inwestowania jest całe mnóstwo. Niektóre są ze sobą sprzeczne, podczas gdy co do innych na ogół wszyscy się zgadzają. Dzisiaj zaprezentuję na kilku przykładach błąd, który popełniany jest zarówno przez początkujących, jak i bardziej doświadczonych inwestorów. 

Jaki jest to błąd? Sprowadza się on do niezadania sobie przed transakcją pytania: A co jeżeli spadnie?

Proste pytanie, prawda? Przecież każda transakcja na rynku akcji lub kontraktów terminowych może zakończyć się zyskiem lub stratą. Dokonując transakcji zakładamy, że będzie ona zyskowna, gdyż tylko w ten sposób warto jest ponosić koszty jej zawarcia i ogólne koszty funkcjonowania na rynku finansowym. Aby jednak być odpowiedzialnym, musimy uwzględnić również drugi, niepożądany scenariusz. Praktyka pokazuje jednak, że niewielu inwestorów na poważnie analizuje możliwość jego wystąpienia oraz swoje działania w tym wypadku.

Wyjście z transakcji jako konsekwencja stosowanego podejścia


Każdy z nas stosuje nieco inny system inwestycyjny, który do pewnego stopnia implikuje strategię wyjścia z pozycji. Inwestorzy grający w krótkim horyzoncie czasowym będą preferowali szybsze ucinanie strat, zarówno z wykorzystaniem zleceń stop loss, jak i likwidując pozycje "z ręki". Z kolei inwestorzy długoterminowi stoją przed trudniejszym zadaniem, ponieważ jednorazowo ryzykują znacznie szerszym marginesem straty, a dodatkowo muszą się niejako przyznać do błędu lub uznać fakt, że sytuacja spółki zmieniła się na gorsze od chwili, gdy otwierali swoje pozycje.

Inwestor krótkoterminowy, jeżeli wchodzi na rynek w oparciu o kryteria wywodzące się z analizy technicznej, najczęściej również na niej opiera swoją strategię wyjścia. Grając na obronę wsparcia można zamykać pozycję, gdy wsparcie zostanie przełamane. To samo z obroną jakiejkolwiek średniej kroczącej czy formacji cenowej. Z chwilą, kiedy dochodzimy do wniosku, że zakładany przez nas scenariusz się nie sprawdził, wychodzimy z rynku.


Warto w tym miejscu stosować maksymalny poziom ryzyka, jaki jesteśmy w stanie dopuścić na jednej transakcji. Jeżeli uda nam się respektować swoje zasady i pilnować, aby te poziomy nie zostały przekroczone, nie powinniśmy mieć większych problemów. W moich inwestycjach trendowych zakładam maksymalnie 10-12% ryzyka na jedną transakcję. Dzięki temu, ze konsekwentnie trzymam się tej zasady, nie muszę zadawać sobie pytania: a co jeżeli spadnie do 20%? Pozwala mi to od wielu lat unikać głębokich strat ponoszonych na pozycjach trendowych.

wtorek, 4 grudnia 2018

Czy obserwujemy początek rajdu św. Mikołaja - SCT grudzień 2018

Początek grudnia tradycyjnie rodzi pytania o kondycję rynków w końcówce roku, kiedy to większość instytucji finansowych chce pokazać swoim klientom dobre wyniki. W tym roku sytuacja jest wyjątkowo ciekawa, gdyż mamy konkretny powód do wzrostów.

Powodem tym jest porozumienie pomiędzy USA i Chinami zmierzające do unikania zaogniania wojen celnych, których świat od pewnego czasu się obawiał. Można więc powiedzieć, że z początkiem grudnia ograniczeniu uległ istotny czynnik wywierający spadkową presję na rynki finansowe. Wiele wskazuje, że może to zostać wykorzystane przez inwestorów jako pretekst do wzrostów. O tym, czy tak ostatecznie się stanie, przekonamy się w najbliższych dniach.


Druga połowa 2018 roku upływa inwestorom nad dobrze znanymi rozważaniami. Wiemy, że średnie i małe spółki radzą sobie relatywnie gorzej od dużych. Tendencja ta we wrześniu i październiku jeszcze przybrała na sile. Wiemy również, że spółki duże są podatne na napływy i odpływy kapitału od podmiotów zagranicznych, dzięki czemu trzymają się relatywnie lepiej. W grze do niedawna był gaming jako branża, ostatnio w jest to energetyka. Pokuszę się o stwierdzenie, że kontynuujemy pewne tendencje, które ujawniły się już w poprzednich kwartałach.

źródło: Topstock.pl


Powyższe widać chociażby na indeksie Wig20, który po styczniowym szczycie spadł poniżej poziomu 2350 pkt i przebywa pod nim aż do dnia dzisiejszego. Co więcej, na przełomie października i listopada zanotowany został poziom indeksu najniższy od 1,5 roku, co również jest stosunkowo niedźwiedzim sygnałem. A zatem od marca 2018, poza jednym wyjątkiem, nie udało się wyjść poza 2330 pkt.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails