Zapisz się na newsletter i odbierz bezpłatne szkolenie!

czwartek, 31 października 2013

Spółki Ciekawe Technicznie - listopad 2013

Tym razem prezentuję Wam nagranie, z którego jestem szczególnie zadowolony, ponieważ udało się znaleźć wiele spółek oferujących dobrej jakości okazje do zajęcia pozycji. Zobaczycie też, co ja sam kupiłem i czym się kierowałem podejmując tą decyzję.

niedziela, 27 października 2013

Hangout z Humanistą na giełdzie #2 [edytowany - dołącz do Hangoutu]

Zgodnie z zapowiedzią ogłoszoną na facebooku, w najbliższy wtorek o godzinie 19.00 będzie miał miejsce drugi hangout Humanisty na giełdzie. Pierwszy odbył się kilka tygodni temu i przypadł Wam do gustu. Możecie go obejrzeć poniżej:


Tak jak poprzednim razem, będzie to hangout otwarty dla wszystkich. Oznacza to, że będziecie mogli śledzić go na żywo poprzez mój kanał na YouTube, gdzie na około pół godziny przed rozpoczęciem transmisji pojawi się okno sygnalizujące, że wydarzenie to będzie miało miejsce. Ponadto, postaram się umieścić odtwarzacz wideo w tym wpisie, abyście mogli oglądać hangout z poziomu bloga. 

Humanista na giełdzie - hangout
Kolejną istotną ciekawostką jest możliwość uczestniczenia w hangoucie. Przed rozpoczęciem transmisji udostępnię, również w tym wpisie, link poprzez który będziecie mogli się przyłączyć do rozmowy. Jest tutaj jednak kilka zastrzeżeń. Po pierwsze, limit miejsc jest ograniczony. W pokoju zmieści się tylko 10 osób, a zatem możecie mieć na pewnym etapie problemy dołączeniem do transmisji. Niestety, wtedy musicie spróbować ponownie, choć oczywiście też nie będzie gwarancji, że uda się Wam dostać do środka. Pamiętajcie, że uczestnicząc w hangoucie udostępniacie również swój obraz wideo, a więc nie bądźcie zaskoczeni, gdy na głównym ekranie pojawi się Wasza twarz :) Na szczęście tę opcję można wyłączyć.

Kolejną ważną rzeczą są komentarze. Z racji tego, że nie wszyscy chcą udzielać się w formie audio-wideo lub też nie każdy dysponuje mikrofonem i słuchawkami, pod niniejszym wpisem będzie można pisać w komentarzach swoje uwagi lub też zgłaszać spółki, które możemy w trakcie hangoutu poddać analizie.

Również w komentarzach możecie zgłaszać Wasze propozycje tematyczne na ten wtorek, gdyż w zasadzie nie mam jakiegoś motywu przewodniego dla naszego spotkania. Proponuję swobodnie pogadać na tematy giełdowe z tymi, którzy będą zainteresowani wzięciem udziału w dyskusji.

Za każdym razem dla hangoutu będę tworzył wydarzenie w serwisie Google+. Dla wtorkowego, szczegóły możecie znaleźć klikając w ten link. Jeśli nie macie mnie jeszcze w swoich kręgach, a wiem, że nie macie, zachęcam abyście mnie dodali. W ten sposób będziecie otrzymywali powiadomienia o nadchodzących hangoutach. Oczywiście będę Was też zawiadamiał przez profil Humanisty na facebooku oraz poprzez kanał Humanisty na YouTube. Dlatego zachęcam Was do przyłączenia się do mnie w powyższych serwisach społecznościowych, a wtedy z pewnością nic Wam nie umknie.

Pamiętajcie, że przed wydarzeniem ten wpis będzie rozbudowywany i modyfikowany, a wszelkie propozyje możecie zgłaszać w komentarzach poniżej.

EDIT

Zgodnie z zapowiedzią, możecie oglądać ten Hangout w oknie poniżej. Jeśli chcecie dołączyć i pogadać, zapraszam do kliknięcia w ten LINK (limit 10 osób).

czwartek, 24 października 2013

Relacja z konferencji Skuteczny Inwestor 2013


W miniony weekend miałem sposobność uczestniczyć w tegorocznej edycji konferencji Skuteczny Inwestor, organizowanej przez Strefę Inwestorów.  W 2013 roku tematem przewodnim była psychologia inwestowania, czyli działka, którą często lekceważymy koncentrując się na strategiach inwestycyjnych, a która jest niezmiernie ważna dla naszej zyskowności.

Sama konferencja trwała dwa dni, z których każdy podzielony był na 5 paneli. W ich trakcie poszczególni prelegenci rozkładali na czynniki pierwsze psychologiczne aspekty inwestowania na giełdzie. Muszę przyznać, że sam nie spodziewałem się, jak wielkie znaczenie mogą mieć nasze stany emocjonalne oraz procesy biochemiczne zachodzące w naszym mózgu. Jednak w miarę oglądania kolejnych wystąpień doszukiwałem się coraz większej ilości czynników, które mógłbym dostrzec również u siebie.

Doniosłość znaczenia naszej psychiki podczas inwestowania jest tym większa, im mniej w naszych decyzjach kierujemy się obiektywnymi zasadami zawierania transakcji. Jeśli nie posiadamy jasno określonego i szczelnego systemu inwestycyjnego zaczynamy kombinować z przesuwaniem zleceń stop loss, co niekiedy kończy się sprzedażą akcji po znacznie gorszej cenie, niż byśmy to zrobili trzymając się zaplanowanego scenariusza. Tendencja do czynienia odstępstw od założonego planu jest tym większa, im mniej pewnie czujemy się z naszą pozycją, a dzieje się tak najczęściej w chwili, kiedy jest ona zwyczajnie zbyt duża jak na wytrzymałość naszych nerwów. Wtedy zaczyna się kombinowanie.
Konferencje na temat psychologii inwestowania zazwyczaj mniej skupiają się na strategiach, zarządzaniu kapitałem, czy też metodach analizowania rynku, ale muszę powiedzieć, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony moim odbiorem takich prelekcji. Nie było jak za czasów studenckich, kiedy to ziewało się na wykładach z psychologii słuchając o heurystykach, ale faktycznie można było wiele z tych elementów odnieść do własnej sytuacji, co czyniło wykład o wiele ciekawszym i bardziej przydatnym.

Cała konferencja zorganizowana została bardzo profesjonalnie, co dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Dla wielu osób inne kwestie są równie istotne co wykłady, więc uspokajam - catering też stał na wysokim poziomie :)

Podobne wydarzenia są też okazją do poznania ciekawych osób oraz nawiązania bardzo przydatnych kontaktów. Oprócz kilku znajomych z Equity Magazine, czy też Alberta Rokickiego znanego szerzej jako Longterm, udało mi się poznać kilka osób, z którymi być może uda się w przyszłości nawiązać jakąś współpracę. Rozmowy kuluarowe, a także późniejsza wieczorna integracja są niemniej ważne. 

Kolejnym plusem z uczestniczenia w takich konferencjach jest ciągłe "przebywanie" w tematyce inwestycyjnej. Dostaje się o wiele więcej bodźców, dzięki czemu wpada się na dużo ciekawych pomysłów inwestycyjnych i nie tylko. Nie sprawdzałem dokładnie, ale zapisałem w telefonie chyba z dziesięć pomysłów na wpisy, które pewnie stopniowo będą się ukazywały. 

Wygląda to często bardzo banalnie. Pod wpływem jednej z prelekcji wpadłem na pomysł, aby przeprowadzić kolejny wykład, podobny do tego, który rok temu zrobiłem z Bartkiem Szymą z bloga Lazy Share. Na przerwie podpytałem znajomych, kogo by polecili i pół godziny później wysłałem maila. Jeszcze tego samego wieczora byłem już umówiony z moim rozmówcą. Tak to mniej więcej działa.

No i oczywiście bym nie był sobą, gdyby mi się przy okazji nie przykleiło coś do ręki. Korzystając z okazji, że na konferencji prezentowało się ze swoją ofertą Wydawnictwo Linia, nabyłem dwie poniższe pozycje (swoją drogą powiązane z psychologią inwestowania), których recenzje będziecie mogli z najbliższych tygodniach przeczytać na blogu.
Podsumowując, konferencję uważam za bardzo udaną. Zostało mi po niej wiele spostrzeżeń dotyczących własnego inwestowania, a także całkiem sporo pomysłów na przyszłość.

A Wy chodzicie na konferencje? Wiem że kilku czytelników bloga było obecnych, więc chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami.

EDIT: Książki się w tzw. międzyczasie przeczytały, a recenzje pojawiły. Dlatego sądzę, że warto rzucić okiem do Uniwersalnych zasad spekulacji oraz Spekulacji intuicyjnej.

niedziela, 20 października 2013

Obligacje korporacyjne i analiza techniczna to dobre połączenie

Obligacje korporacyjne nie zawsze kojarzą się z analizą techniczną. O ile inwestowanie w akcje może nie skupiać się na spółce, ale na jej wykresie to przecież nabywanie papierów dłużnych w większości opinii wymaga zapoznania się z danymi fundamentalnymi, zdolnością spółki do generowania gotówki i regulowania zobowiązań. Okazuje się jednak, że również analiza techniczna może być tu bardzo przydatna.

Kupno obligacji korporacyjnych - co radzą specjaliści


źródło: www.etftrends.com
Czytając poradniki dotyczące inwestowania w obligacje korporacyjne dowiadujemy się przede wszystkim, że musimy poznać kondycję podmiotu, którego papiery chcemy kupić, aby podczas wykupu był on w stanie wypłacić nam kapitał wraz z należnymi odsetkami. Przydatne są tutaj różnego rodzaju analizy, których szczegółów nie będę w tym wpisie omawiał, znajdziecie je gdzie indziej.

Niektórzy specjaliści wskazują, że dobrze jest, gdy spółka jest notowana na giełdzie. Oznacza to, że jej sprawozdania finansowe posiadają odpowiednią historię oraz zostały sporządzone z wysokimi wymogami stawianymi przez GPW. Ale dla mnie liczy się co innego...

Analiza techniczna podczas inwestowania w obligacje korporacyjne


Dla mnie podstawową zaletą tego, że spółka jest notowana na giełdzie jest jedna rzecz - posiada wykres. A jeśli mamy już wykres, możemy przeprowadzić analizę techniczną. Wynika to z jednego z fundamentalnych założeń, którymi kieruje się ten rodzaj podejścia do rynku, czyli przyjęcie, że cena dyskontuje wszystkie dostępne inwestorom informacje na temat danej spółki. Jeśli więc u naszego emitenta obligacji sprawy mają się dobrze, cena akcji rośnie lub nie zmienia się. Z kolei jeśli kondycja spółki jest zagrożona, również i ten stan znajdzie swoje odzwierciedlenie na wykresie.

Dlatego też w swoich działaniach na polu obligacji korporacyjnych koncentruję się głównie na podmiotach notowanych na GPW. W ten sposób niekiedy wystarcza jeden rzut oka, aby ocenić daną spółkę. Przykładem tego typu inwestycji z mojego portfela IKE niech będą Zakłady Mięsne Kania, których obligacje posiadam:
Widząc taki, a nie inny przebieg notowań mogę spać spokojnie wiedząc, że jeśli będzie się ze spółką działo coś niepokojącego, dostrzegę to na jej wykresie.

Obligacje Ganta i wykres tej spółki


Dzisiejszy wpis prawdopodobnie by nie powstał, gdyby nie Marek, autor bloga Droga do wolności, który kilka dni temu wywołał do tablicy autora, który pisał jakiś czas temu o Gancie. Przeprowadził on bardzo prosty test, w którym zweryfikował zachowanie cen spółek, które nie wykupiły swoich obligacji w terminie. Okazało się, jak można się łatwo domyślić, że ceny spadały na długo przed problemami z wypłacalnością.

Czytając wpis Marka przypomniałem sobie, że ja też jakiś czas temu stałem przed dylematem, czy kupić Ganta, ale się od tego powstrzymałem, gdyż wykres znajdował się w trendzie spadkowym. Jakiś czas później okazało się, że była to słuszna decyzja, gdyż Gant przekazał złe dane, po czym kurs gwałtownie spadł. Dzisiaj wykres wygląda tak:
Z perspektywy dzisiejszej sytuacji w spółce, przyjmuję te wydarzenia na chłodno. W zasadzie potwierdziła się zasada, którą kieruję się od początku przygody z inwestycjami, że jeśli coś ważnego będzie się działo z podmiotem, którego papiery posiadam, powie mi o tym wykres, gdyż w nim zawierają się niezbędne dane. 

A czym Wy kierujecie się kupując obligacje korporacyjne? Macie jakieś własne preferencje, może odbiegające od tych najbardziej popularnych zaleceń?

środa, 16 października 2013

Opcje giełdowe - współpraca Humanisty i yourOPTIONS

Opcje na Wig20 są instrumentem, który z pewnością większość inwestorów zna, nawet jeśli sami nie wykorzystywali ich w praktyce. Według informacji uzyskanych przeze mnie w KDPW, z początkiem grudnia będzie miał miejsce długo oczekiwany przełom na rynku instrumentów pochodnych na giełdzie w Warszawie. Zadebiutują bowiem opcje na akcje oraz zostaną wprowadzone do obrotu nowe serie opcji na indeks Wig20 tak, aby każdego miesiąca inwestorzy mieli do dyspozycji jakąś wygasającą serię. Uznałem, że trzeba się do tego wydarzenia odpowiednio przygotować.


Dlatego we współpracy z serwisem yourOPTIONS rozpoczynam nowy cykl materiałów, artykułów i nagrań wideo właśnie na temat opcji. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić również początkujących inwestorów oraz tych, którzy na razie ograniczają się tylko do inwestowania w akcje, aby poszerzyli horyzonty i spróbowali tych nowych instrumentów, gdyż pozwoli to na znaczne urozmaicenie portfela inwestycyjnego oraz wykorzystanie drzemiących na rynku sytuacji w sposób, którego nie dają akcje, czy kontrakty terminowe.


Co zmienia się na rynku opcji?


W dniu dzisiejszym na giełdzie w Warszawie możemy obracać tylko opcjami na Wig20. Co więcej, niestety, notowane są tylko cztery serie, a więc i wygasanie opcji ma miejsce cztery razy w roku - w marcu, czerwcu, wrześniu i grudniu. Oznacza to, że tuż po rozliczeniu poprzedniej serii, najwcześniej wygasająca seria ma przed sobą jeszcze trzy miesiące "życia". Dla wielu inwestorów natomiast, utrata wartości czasowej opcji, jest jedną z podstaw wykorzystania tego instrumentu. Co więcej, chcąc trzymać strategie opcyjne do rozliczenia danej serii opcji, istotne jest, czy będzie to miało miejsce za miesiąc, czy za trzy miesiące. Dlatego też sądzę, że wiele osób ciepło przyjmie te długo oczekiwane zmiany na GPW.

Drugim od dawna zapowiadanym krokiem będzie wprowadzenie opcji na akcje. Już teraz mamy notowane kontrakty terminowe na najbardziej popularne spółki, a w grudniu dołączą do nich opcje. Będą się one różniły od opcji na indeks tym, że wprowadzony zostanie tzw. amerykański styl wykonania. Oznacza to, że zamiast rozliczenia pieniężnego, posiadacze pozycji opcyjnych będą się rozliczali dostawą instrumentu bazowego. Będziecie więc przekazywali nie środki z konta, ale oznaczoną ilość papierów, z czego oczywiście będzie można się zwolnić poprzez zamknięcie pozycji przed rozliczeniem.

Katalizatorem popularności opcji na akcje powinna być możliwość ich połączenia z dotychczas stosowanymi przez inwestorów podejściami. Szczególnie kusząca wydaje się strategia covered call, w której rezygnując z części potencjału do wzrostów, uzyskujemy jednocześnie większy zysk spowodowany otrzymaną premią z wystawionej opcji. Jeśli dla kogoś nie jest to jasne, nie martwcie się, będziemy się tym zajmowali w najbliższych tygodniach.

Współpraca z yourOPTIONS


Moja współpraca na tym polu z serwisem yourOPTIONS nie jest przypadkowa. Uważam, że tam właśnie można znaleźć odpowiednie narzędzia do tego, aby w sposób przystępny budować swoją wiedzę o opcjach giełdowych. W każdym razie ja w moich materiałach na tematy opcyjne będę używał właśnie tego oprogramowania i nie raz będziecie mieli okazję oglądać je we wpisach czy moich filmach na YouTube

Z drugiej strony wiem, że oprogramowanie to będzie rozwijane i dostosowywane do bieżących potrzeb rynku, a przede wszystkim korzystających z niego inwestorów. Dlatego też na nie padł mój wybór i mam nadzieję, że współpraca będzie nam się układała bez żadnych problemów.

Nie będę dzisiaj omawiał strony technicznej oprogramowania, gdyż zajmę się nią przy innej okazji, abyście mogli poznać w praktyce, co jak działa i do czego można to wykorzystać.


Zostało nam półtora miesiąca. To dość czasu, aby rozpocząć przygodę z tematyką opcyjną, ale będzie to jedynie początek. Strategie straddle, czy strangle, kupowanie lub wystawianie opcji, wycena i czynniki wpływające na cenę opcji - to wszystko zostanie przez nas poruszone. Mam nadzieję, że za jakiś czas chociaż kilka osób zainteresuje się tymi nowymi inwestycyjnymi możliwościami.

Może niektórzy z Was już o tym myśleli, ale do tej pory jeszcze się nie przełamali? Dajcie znać w komentarzach, co myślicie o tematyce opcyjnej u Humanisty!

sobota, 12 października 2013

Testowanie pomysłu na system inwestycyjny cz.6

Budowanie własnego systemu inwestycyjnego nie jest łatwym zadaniem. W poprzednich częściach tego cyklu starałem się Was zainspirować do rozpoczęcia własnych prób, ponieważ na rynku są ciągle pewne prawidłowości, które można zyskownie wykorzystywać. 
Dzisiaj prezentuję ostatnią część cyklu nagranego rok temu. Przechodzimy w nim ze zwykłego systemu opartego na akcjach (mimo że zajmującego pozycję na indeksie Wig20), na kontrakty terminowe. Zobaczycie w nim, że zwiększenie dźwigni finansowej podnosi zyski, ale też zwiększa ryzyko bankructwa. Wszystko jest uzależnione od obsunięć kapitału, jakie nasz system dopuszcza. Uświadamia to też konieczność pracowania właśnie nad tym jego elementem, aby inwestowanie nie skończyło się w przykry dla nas sposób.

W nagraniu tym pokazuję również graficzną wersję naszego pomysłu na system. Zobaczycie, w którą stronę można go jeszcze rozwijać, aby osiągać interesujące rezultaty. Takie nałożenie transakcji giełdowych na wykres bardzo dobrze oddaje obraz samego systemu, zarówno jego słabe, jak i mocne strony.

Na razie jest to ostatnie nagranie z cyklu testowania pomysłu na system inwestycyjny. Zachęcam do obejrzenia wszystkich części, a następnie wypowiedzenia się, co o tym myślicie.

środa, 9 października 2013

Kupno samochodu - pierwsze auto jest wyjątkowe

Kupno pierwszego samochodu z pewnością jest ważnym wydarzeniem w życiu. Bo oto możemy przestać podróżować komunikacją miejską, ale mamy szansę przemieszczać się własnym autem. Cztery kółka to całkiem fajna sprawa i mimo, że nie jest tania, można za całkiem rozsądne pieniądze kupić nieduże auto, które posłuży nam przez kilka lat. 

Mimo, że blog dotyczy zagadnień inwestycyjnych, z pewnością wielu czytelników jeszcze nie nabyło swojego pierwszego samochodu, więc moje 10-miesięczne zmagania z pierwszym samochodem mogą być dla nich kolejnym punktem widzenia w tej sprawie.

Pierwszy samochód - przed i po


Nabycie swojego pierwszego auta to wydarzenie szczególne, zwłaszcza dla mężczyzn. Sprawia, że z chłopca biegającego za uciekającym autobusem, stajemy się dojrzałym człowiekiem, który ma znacznie większe możliwości, nie tylko komunikacyjne.

Zanim kupimy samochód


Zanim zaopatrzymy się we własne auto, wiedziemy tryb życia, jaki znaliśmy dotychczas. Jeździmy komunikacją miejską (w miastach) lub międzymiastową (dojeżdżając do szkoły). Zazwyczaj wydaje nam się to naturalne, przecież nie posiadamy uprawnień. Lecz zdanie egzaminu na prawo jazdy otwiera przed nami nowe możliwości i nowe pokusy. Bo oto chcielibyśmy już tą naszą dojrzałość realizować w praktyce, a często nie bardzo jest czym. W stosunkowo dobrej sytuacji są osoby, które posiadają w domu więcej niż jedno auto, np. każde z rodziców ma swoje. Wtedy nawet jeśli czasem pożyczymy jeden z pojazdów nic się nie stanie. Najczęściej jednak, zostajemy wciąż podróżnikiem autobusowym. 

A przecież potrzeby komunikacyjne rosną. Znajomi jeżdżą autami rodziców lub nawet posiadają swoje własne. Pojawia się dziewczyna lub chłopak, z którymi chcielibyśmy wyskoczyć gdzieś na weekend, ale jak? Pół dnia PKSem w jedną stronę? Generalnie jest ciężko, co wie chyba każdy zmuszony do dorosłego życia bez auta (kupiłem swoje w wieku 25 lat).

Kupujemy auto


Nie jest ważne, czy jest nowe czy stare. Nieważne, czy sprawne, czy wymagające kilku poprawek. W końcu je mamy. Kiedy tylko kupiłem swój własny samochód, chciałem nim jeździć wszędzie. Wręcz pojawiała się pokusa, aby wyprowadzać go na spacer. Własne auto otwiera zupełnie nowe możliwości. Nie musimy w końcu prosić kogoś, aby udostępnił nam swój i upewniać się, że nie będzie go potrzebował w tym czasie. Nagle okazuje się, że wszędzie jest blisko. Bo wyjazd na działkę ze znajomymi to już nie jest kilka godzin z przesiadkami, ale godzinka w trasie, gdzie spędza się czas wygodnie podróżując. Dowiadujemy się też, że zimą nie zawsze trzeba się ubierać jak bałwanek. Wystarczy tylko nie zmarznąć wsiadając i wysiadając z samochodu.

Ze swojego doświadczenia powiem, że własny samochód ułatwia wiele rzeczy. Oczywiście jest wiele osób, które mieszkając np. w Warszawie w większości przypadków szybciej docierają komunikacją miejską. Ale kiedy trzeba ruszyć poza aglomerację, zwłaszcza jeśli rzęsiście leje przez cały dzień, można szybko się przekonać, który z wariantów ma przewagę. Nawet, jeśli przez większość czasu samochód stoi w garażu, czasem jego posiadanie jest niezbędne.

Nowe czy używane - jakie auto kupić?


Tutaj oczywiście można się spierać bez końca. Zwolennicy obu podejść przerzucają się argumentami, a ostateczny wybór i tak najczęściej będzie zależał od indywidualnych preferencji kupującego. Interesujące porównanie sporządził Wolny.

Nowy samochód


Nowy jest nowy. Nikt przed nami nim nie jeździł, więc nie jest zużyty. Wiemy, że nie miał żadnych przygód, po których byłby lakierowany tu i tam. Ponadto zazwyczaj nowy samochód się nie psuje, wystarczy jedynie dolewać płynów i co jakiś czas serwisować. Oczywiście nowe auto jest też zaawansowane technologicznie. Tak więc, nawet jeśli nie jest to topowy model, znajdziemy w nim interesujące nowinki, do których może tylko wzdychać właściciel auta starszego o generację.

Samochód używany


Jest najczęściej dużo tańszy od auta nowego, co posiada wielkie znaczenie dla kupujących. Poza tym, jak mówi legenda, można trafić egzemplarze "od niepalącego starszego Niemca, który auto przeważnie garażował, no czasem jeździł do kościoła". Auta starsze są też mniej zaawansowane technicznie, a więc w razie problemów, możemy sami zajrzeć pod maskę, ewentualnie dać zarobić złotorękiemu znajomemu, zamiast płacić krocie za serwisowanie w ASO. Oczywiście samochód używany jest o wiele bardziej "zabawny", przez to że ma za sobą już pewną historię użytkowania. 

Dużą przewagą auta używanego nad nowym jest mniejsza utrata wartości. Nowe samochody kupujemy za znaczące kwoty, a ich ceny spadają najszybciej. Z kolei auta starsze kupujemy taniej, a ich wartość spada również wolniej. Oznacza to, że nawet na samej utracie wartości jesteśmy do przodu o grube tysiące złotych. Co z tego, że przez 5 lat naszego użytkowania cena spadnie z 10 tysięcy do 5 tys., skoro w tym samym cena auta nowego spadnie z 40 tys. do np. 30 tys.

Mój pierwszy samochód


W zasadzie nie planowałem kupna samochodu. Wiedziałem, że wiążą się z tym koszty, a wolałem środki te pomnażać na rynku niż "topić" w jakimś blaszaku. Wszystko by tak zapewne trwało do dziś, gdyby nie koleżanka z pracy, która w luźnej rozmowie ze mną stwierdziła, że musi kupić coś nowego, a swój samochód chce sprzedać. Kiedy spytałem, za ile byłaby w stanie się go pozbyć, rzuciła kwotę tak śmieszną, że musiałem skorzystać z okazji. Jeszcze dla pewności dopytałem kilka razy, żeby się nie wycofała z podanej przez siebie ceny.

http://all-peugeot-images.info
Na zdjęciu widzicie auto nie moje, ale kupiłem identyczne. Peugeot 206 z 1999 roku. 1.1 w benzynie, zawrotne 60 KM mocy. Cena? 2 tys. zł. Czyli za mniej niż jedną pensję kupiłem sobie samochód. I muszę powiedzieć, że było to wspaniałe uczucie wracać nim z Radomia do Warszawy. Mimo, że w środku nocy, że pod koniec listopada, w deszczu, na łysych letnich oponach i bez zbieżności na przedniej osi. Ale auto było moje.

Ktoś powie, że to wrak. I w sumie będzie miał częściowo rację, ponieważ do tej pory samochodem jeździły tylko kobiety, co widać na blacharce z każdej strony. Co więcej, progi powoli lecą. Być może nie jest to auto moich marzeń. Pierwsza miłość już opadła i teraz traktuję go jak zwykłe auto, nazywając pieszczotliwie dupowozem. Ale kupiłem ten samochód za kwotę, którą byłbym w stanie wydać na średniej klasy rower. A tak to na głowę nie kapie, oprócz obrotomierza, podświetlenia zegarów i kilku innych zbędnych rzeczy które nie działają, wszystko jest sprawne :)

Z perspektywy 10 miesięcy posiadania pierwszego auta


Zdania co do posiadania lub nie posiadania samochodu są podzielone. Ja jednak nie oddałbym swojego wozidełka, gdyż w zasadzie bez niego już ciężko byłoby mi żyć.

Wszędzie autem


Wiele osób mi to wytknie, ale poruszam się głównie samochodem. Wynika to po części z faktu, że nie mieszkam w samej Warszawie, ale w jednej z okolicznych miejscowości, więc komunikacja nie jest tak rozwinięta. Do pracy mam do przebycia dystans około kilometra i zawsze jadę samochodem (sic!). Pieszo zajęłoby im to ok. 15 minut, a rowerem pewnie z 5 min. Niestety, roweru nie mam gdzie przypinać lub chować, a że pracuję w kancelarii prawnej i muszę jakoś wyglądać, wolę jechać autem. Nie zmoknę, nie zmarznę, nie spocę się. I jest to niezaprzeczalne podniesienie komfortu podróży. Mimo tego, że zimą trzeba poświęcić 10 min. na odśnieżenie, a po drodze mam dwie szkoły podstawowe, przy których tworzą się spore korki. Ale i tak wolę auto.

Elastyczność


Chcę jechać z dziewczyną na weekend - jadę. Chcę wyskoczyć do Warszawy - podróż zajmuje mi 15 min, a pieszo w takim czasie co najwyżej dojdę na przystanek. Co więcej, praktycznie przestałem pić alkohol na imprezach. Bo o wiele bardziej pasuje mi perspektywa powrotu samochodem przez puste miasto niż przemieszczanie się nocnymi autobusami, od których też muszę kawałek dojść. Wiecie ile kosztuje bilet dobowy w Warszawie? 15 zł. Czyli mniej więcej tyle, ile wydaję na przejechanie 40 km autem.

Koszty utrzymania samochodu


Wszystko powyższe oczywiście ma swoją cenę. Najważniejszym wydatkiem jest kupno samego auta. U mnie był to niewielki wydatek, gdyż jak wspomniałem, zapłaciłem za nie 2 tys. zł. Urząd skarbowy, gdy spojrzał w tabelkę w celu wyliczenia należnego podatku, oszacował mój samochód na 6 tysięcy zł. Kolejna sprawa, istotna w przypadku kupna samochodu używanego to niezbędne naprawy i usunięcie usterek ujawniających się po zakupie. Auta od "niepalącego Niemca" to jednak bardziej urban legend niż rzeczywistość. Dalej leci oczywiście opłacenie ubezpieczenia za cały rok i bieżące tankowanie.

Wpis ten byłby wpisem w dużej mierze teoretycznym, gdybym nie podał moich faktycznych wydatków na utrzymanie i eksploatację samochodu. A że sporządzenie tabelki nie jest wielką filozofią i aktualizuję ją na bieżąco, postanowiłem się nią z Wami podzielić, żebyście mogli sami ocenić, ile samochód kosztuje. Przypominam, że kupiłem 13-letniego Peugeota 206 za 2 tys. zł:

Jak widzicie, dbam o samochód w taki sposób, aby zminimalizować koszty. Zamiast wymieniać całe komplety opon, kupuję po 2 sztuki. Zimą miałem z przodu nówki zimowe, a z tyłu takie, które jeździły całe lato na tylnej osi i na rondach tył mi uciekał. Było z tym trochę zabawy :)

Tak więc podsumowując, w przeciągu 10 miesięcy koszt samochodu wyniósł mnie 7 tys. zł, a bez kosztu zakupu 5 tys. zł. Daje to odpowiednio 700 zł i 500 zł miesięcznie. 2 tysiące zł wydałem w samym grudniu 2012 roku, czyli w pierwszym miesiącu po kupnie i traktuję to jako koszty nabycia samochodu używanego - drobne naprawy i kupno/wymiana podstawowego wyposażenia.

Co do wydatków stałych, tankuję raz w miesiącu, zawsze do pełna i kwota ok. 260 zł wystarcza mi na miesięczne jeżdżenie.

Podsumowanie


Czy warto jest mieć auto? Na podstawie mojego wpisu oraz analizy własnych potrzeb i możliwości finansowych możecie sobie to mniej więcej ocenić. Moment kupna pierwszego samochodu zawsze jest magiczny i jak pokazałem, nie musi to być wielka suma do wydania, a bieżące nakłady zawsze uwarunkowane są stanem auta i przejeżdżanymi odległościami. Oczywiście nie muszę wspominać, że silnik 2.5 w benzynie spali trochę więcej, co się odpowiednio przełoży na pieniądze zostawiane przy dystrybutorze.

Ale swoboda, wygoda oraz możliwość dojechania w każde miejsce przy każdej pogodzie sprawiają, że docenia się własne wozidełko.

P.S. Dodam, że piszę o aucie do normalnej jazdy. Bo koszty utrzymania i rozwoju auta o trochę większej mocy i dziwaczniejszym wyglądzie zna dobrze mój brat. Ale one je też trochę inaczej wykorzystuje.

A co Wy myślicie o pierwszym samochodzie? Dajcie znać w komentarzach!

niedziela, 6 października 2013

Analiza techniczna indeksu Wig20 [WIDEO]

W dzisiejszym nagraniu postanowiłem przeprowadzić analizę indeksu Wig20, gdyż zauważam pewne charakterystyczne cechy dla możliwego ruchu spadkowego. Za sobą mamy dość duży swing wzrostowy, a rynek zatrzymał się i formuje konsolidację, z której wyjście górą nie jest już takie pewne. Swoją tezę potwierdzam w tym nagraniu również formacją głowy z ramionami, linią oporu technicznego oraz wyczerpanym oscylatorem stochastycznym.

Zachęcam do zapoznania się z nagraniem i wypowiedzi w komentarzach, jak oceniacie najbliższe tygodnie na naszej giełdzie.

sobota, 5 października 2013

Analiza rynku walutowego dla opornych

Znajomy w niedawnej rozmowie rzucił uwagę, abym przyjrzał się notowaniom chorwackiej kuny, ponieważ wydaje się wykazywać pewną interesującą specyfiką. Otóż w okolicach kwietnia waluta ta zaczęła się umacniać, aby następnie w październiku powrócić do swoich cen z pierwszej połowy roku. Oto wykres HRK/PLN w 2013r.:
Znajomy ten wskazał całkiem logiczne wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Przecież jadąc na wakacje turyści kupują miejscową walutę, co powoduje umacnianie się jej kursu. Stąd pojawiające się na przełomie kwietnia i maja wzrosty. 

Wyjaśnienie było bardzo przekonujące, ale jako profesjonalista postanowiłem sprawdzić na szerszym zakresie danych, czy rzeczywiście tak jest. Postanowiłem więc rzucić okiem na nieco dłuższy okres notowań:
Ostatnie 17 lat notowań nie pozwoliło na rozstrzygnięcie tego problemu. Postanowiłem więc podejść do zagadnienia bardziej naukowo. Zgrałem notowania tej pary walutowej do excela, gdzie pociąłem je na roczne kawałki, poczynając od 2000 roku, aby nie sięgać do prehistorycznych danych. Sprowadziłem je do początkowej wartości 100, a następnie postanowiłem sprawdzić, co z tego wyjdzie. A wyszło coś takiego:
Mimo, że obraz jest malowniczy, ciągle nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o cykliczność, więc trzeba było wytoczyć najcięższe działa. Wyciągnąłem średnią z lat 2000-2012 i zbudowałem syntetyczny wykres, oddający mniej więcej zachowanie tej podstępnej kuny. Oto on:
Mimo, że skala zmian nie jest jakoś szczególnie powalająca, ponieważ amplituda to zaledwie ok. 3,5% to jednak sam przebieg wykresu, szczególnie jego pierwszej części wydał się wielce obiecujący. Postanowiłem więc sięgnąć po magiczne sztuczki, jakie byłem w stanie wykrzesać z excela i nałożyłem na powyższy wykres dotychczasowe notowania z 2013 roku:
Wyniki zaparły mi niemal dech w piersiach. Okazało się, że nie dość, że pewna wakacyjna prawidłowość istnieje to ponadto, w bieżącym roku przebieg notowań kuny chorwackiej niemal idealnie oddaje średnie zachowanie z ostatnich 12 lat. Co więcej, w tym roku ruch jest wzmocniony, przez co można było więcej zarobić na wakacyjnym szaleństwie.

Przekonany, że odkryłem coś wspaniałego, usiadłem do komputera, żeby Wam o tym napisać. Kreśląc pierwsze słowa wpisu przyszła mi jednak do głowy straszna myśl. Przecież notowania kuny chorwackiej do złotówki wcale nie świadczą o sile bądź słabości tego adriatyckiego pieniądza. Nasz rodzimy PLN jest słabym wyznacznikiem dla porównywania do niego innych walut, ponieważ też podlega dość znacznym wahaniom w zależności od zachowania się dużego kapitału oraz zmian makroekonomicznych. Należałoby więc porównać notowania kuny do euro, dolara, a najlepiej do jakiegoś koszyka walut, który byłby dużo stabilniejszym punktem odniesienia niż nadwiślański pieniądz.

W tym momencie poczułem bardzo niemiłe, acz znajome uczucie, które dobrze oddaje znana wszystkim scena:


W tym wypadku to ja okazałem się tym opornym, który przystąpił do analizy rynku walutowego. Narobiłem się przy obróbce danych i tworzeniu wykresów, aby na końcu okazało się, że nie udowodniłem tego, co chciałem udowodnić. 

Pamiętajcie, zanim zabierzecie się za jakąś analizę, najpierw dobrze się zastanówcie, czy jesteście do niej odpowiednio przygotowani, aby nie popełniać niepotrzebnych błędów.

A z drugiej strony nasze służby dyplomatyczne i politycy mogą wykorzystać powyższe wykresy do pokazania, jak wielu Polaków jeździ ciągle na wakacje do Chorwacji, co ma kolosalne znaczenie dla naszych bilateralnych relacji :)

Udostępnijcie ten post, niech nas zobaczą!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails