poniedziałek, 10 grudnia 2018

Główny błąd, który doprowadza inwestorów do porażki

Czy wiesz, jaki jest główny błąd popełniany przez inwestorów? Z pewnością wiesz, bo wiele razy na ten temat było mówione i pisane. Ale im dłużej inwestuję na rynku tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że cały czas zapominamy o pewnej fundamentalnej sprawie, przez co ponosimy bolesne porażki.

Zasad i wskazówek dotyczących inwestowania jest całe mnóstwo. Niektóre są ze sobą sprzeczne, podczas gdy co do innych na ogół wszyscy się zgadzają. Dzisiaj zaprezentuję na kilku przykładach błąd, który popełniany jest zarówno przez początkujących, jak i bardziej doświadczonych inwestorów. 

Jaki jest to błąd? Sprowadza się on do niezadania sobie przed transakcją pytania: A co jeżeli spadnie?

Proste pytanie, prawda? Przecież każda transakcja na rynku akcji lub kontraktów terminowych może zakończyć się zyskiem lub stratą. Dokonując transakcji zakładamy, że będzie ona zyskowna, gdyż tylko w ten sposób warto jest ponosić koszty jej zawarcia i ogólne koszty funkcjonowania na rynku finansowym. Aby jednak być odpowiedzialnym, musimy uwzględnić również drugi, niepożądany scenariusz. Praktyka pokazuje jednak, że niewielu inwestorów na poważnie analizuje możliwość jego wystąpienia oraz swoje działania w tym wypadku.

Wyjście z transakcji jako konsekwencja stosowanego podejścia


Każdy z nas stosuje nieco inny system inwestycyjny, który do pewnego stopnia implikuje strategię wyjścia z pozycji. Inwestorzy grający w krótkim horyzoncie czasowym będą preferowali szybsze ucinanie strat, zarówno z wykorzystaniem zleceń stop loss, jak i likwidując pozycje "z ręki". Z kolei inwestorzy długoterminowi stoją przed trudniejszym zadaniem, ponieważ jednorazowo ryzykują znacznie szerszym marginesem straty, a dodatkowo muszą się niejako przyznać do błędu lub uznać fakt, że sytuacja spółki zmieniła się na gorsze od chwili, gdy otwierali swoje pozycje.

Inwestor krótkoterminowy, jeżeli wchodzi na rynek w oparciu o kryteria wywodzące się z analizy technicznej, najczęściej również na niej opiera swoją strategię wyjścia. Grając na obronę wsparcia można zamykać pozycję, gdy wsparcie zostanie przełamane. To samo z obroną jakiejkolwiek średniej kroczącej czy formacji cenowej. Z chwilą, kiedy dochodzimy do wniosku, że zakładany przez nas scenariusz się nie sprawdził, wychodzimy z rynku.


Warto w tym miejscu stosować maksymalny poziom ryzyka, jaki jesteśmy w stanie dopuścić na jednej transakcji. Jeżeli uda nam się respektować swoje zasady i pilnować, aby te poziomy nie zostały przekroczone, nie powinniśmy mieć większych problemów. W moich inwestycjach trendowych zakładam maksymalnie 10-12% ryzyka na jedną transakcję. Dzięki temu, ze konsekwentnie trzymam się tej zasady, nie muszę zadawać sobie pytania: a co jeżeli spadnie do 20%? Pozwala mi to od wielu lat unikać głębokich strat ponoszonych na pozycjach trendowych.

Co ważne, moja przewaga w tej sytuacji nie wynika z faktu, że świetnie radzę sobie z dużymi stratami. Po prostu dobrze radzę sobie z unikaniem dopuszczania do wystąpienia dużej straty. Dzięki ustaleniu poziomu ryzyka i trzymaniu się go jesteśmy w stanie unikać wpadania w tarapaty.

Zdecydowanie trudniej mają inwestorzy, którzy opierają się na fundamentalnej analizie spółek...

Dlaczego analityk fundamentalny kupuje akcje?


Sądzę, że można wyróżnić dwa główne powody, dla których inwestor kierujący się analizą fundamentalną kupuje akcje. Pierwszy z nich zakłada, że spółka w długim horyzoncie czasowym będzie poprawiała wyniki finansowe, a jednocześnie jest niedowartościowana. Inwestor chce więc posiadać dane akcje przez lata i uzyskiwać z tego tytułu korzyści, głównie w formie dywidendy, ale również wzrostu ceny akcji.

W drugim scenariuszu, również fundamentalnym, inwestor zakłada, że w relatywnie krótkim okresie (kilka kwartałów) wystąpią czynniki przekładające się korzystnie na sytuację finansową spółki, a co za tym idzie, na kurs akcji. Można więc powiedzieć, że w tym wypadku celem nie jest trzymanie papierów w portfelu przez lata, ale zysk pochodzący z kupna niedoszacowanych akcji i sprzedaży ich po wyższej cenie.

Oba te scenariusze do swej skuteczności wymagają analizy fundamentów spółki, jej wyników i perspektyw na przyszłość. Trudno tu również jednoznacznie określić kryteria, jakimi należy się kierować przy ocenie dopuszczalnej straty oraz doboru momentu na sprzedaż akcji.

W drugim scenariuszu jest to relatywnie łatwiejsze, gdyż rozstrzygnięcie może przynieść najbliższy raport kwartalny. Jeżeli nie dostrzeżemy w nim oczekiwanych przez nas zjawisk lub tendencji, możemy uznać, że nie mieliśmy racji i sprzedać papiery. Jest to więc bardziej krótkoterminowe i w perspektywie, mniej ryzykowne podejście. Jednak tu również może zmaterializować się wiele czynników, które przełożą się na poniesienie dużej straty. Zakładając, że kupujemy akcje w lipcu pod dobre wyniki trzeciego kwartału, jesteśmy zmuszeni oczekiwać nawet do listopada na raport za ten właśnie kwartał. A więc przez cztery miesiące trzymamy papiery, czasem zyskujące na wartości, a czasem mocno tracące, zanim będziemy mieli możliwość przekonać się, czy nasze oczekiwania co do wyników się potwierdzą.

Dużo gorzej kształtuje się tutaj sytuacja inwestora, który chce się związać ze spółką na długie lata. W tym wypadku niejako z góry dopuszcza, że kurs może się wahać, niekiedy spadając dość istotnie. I czym innym jest przyjęcie tego założenia w sposób teoretyczny, gdzieś na marginesie rozważań na temat zakupu akcji, a czym innym twarde uświadomienie sobie, że tak może się stać w relatywnie niedalekim okresie.

Jak powstają straty w inwestowaniu długoterminowym?


Paradoksalnie rzecz ujmując, można powiedzieć, że straty powstają same z siebie. Aby jednak być bardziej precyzyjnym, można wskazać kilka głównych powodów.

Po pierwsze, mogą nie zrealizować się czynniki, w których pokładamy nadzieję. Zakładamy, że tworzona przez spółkę gra okaże się hitem, tymczasem hitem się nie okazuje. Kurs spada bardzo mocno, gdyż to na tym jednym tytule opierała się cała wycena spółki.

Po drugie, mogą ujawnić się jakieś inne czynniki, których dotychczas nie braliśmy pod uwagę. W tym wypadku może to być wzrost kosztów pracy lub surowców, pojawiająca się nagle konkurencja lub cokolwiek innego. W każdym razie czegoś nie przewidzieliśmy i notowania zaczynają nurkowanie.

Po trzecie, źle oszacowaliśmy realną cenę spółki do jej wartości fundamentalnej. W fundamentach wszystko grało w momencie zakupu i gra również dzisiaj, ale cena jest o 50% niższa. Dlaczego? Ano dlatego, że wcześniej spółka była mocno przeszacowana, a dzisiaj jest wyceniana "realnie".

Po czwarte, może zdarzyć się ogólna dekoniunktura na rynku, jaką obserwujemy chociażby teraz w segmencie małych spółek. Niby w fundamentach wszystko gra, ale my z dnia na dzień obserwujemy topniejącą wartość pozycji na naszym rachunku maklerskim. Czy w takiej sytuacji wytrzymamy przecenę o kilkadziesiąt procent?

Dlaczego tak trudno poradzić sobie ze stratami w podejściu długoterminowym?


Analiza techniczna jest o wiele łatwiejsza pod względem psychologicznego radzenia sobie ze stratami. Głównie dlatego, że sygnały padają w oparciu o konkretne układy cenowe, których zanegowanie jest najczęściej powodem do zamknięcia pozycji.

W przypadku analizy fundamentalnej sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. Głównym powodem jest fakt, że w transakcje angażujemy się mocniej niż w wypadku AT. Raczej nie zdarza się, co jest częste przy zastosowaniu analizy technicznej, aby inwestor jednego dnia wskazywał spółkę jako okazję inwestycyjną, a drugiego dnia twierdził coś przeciwnego.

Co więcej, przeanalizowanie spółki pod kątem AF jest zdecydowanie bardziej czasochłonne. Niekiedy sam proces analizy i badania spółki trwa kilka tygodni lub miesięcy, kiedy to nie tylko zapoznajemy się z wynikami, czytamy raporty etc., ale również spotykamy się z przedstawicielami spółki oraz poznajemy specyfikę i uwarunkowania branży, w której spółka działa. Jeżeli na podstawie tak długiego i czasochłonnego procesu uznaliśmy, że spółka przedstawia sobą okazję inwestycyjną, trudno jest przyznać się do porażki.

Można powiedzieć, że w chwili zakupu akcji na podstawie wskazań analizy fundamentalnej, wbijamy w wykres mentalną tabliczkę z wielkim napisem w stylu: "Ja Radosław Chodkowski stwierdzam i potwierdzam, że warto jest nabyć akcje spółki X w dniu Y po cenie Z. Powody owego zakupu są następujące...". Tak mniej więcej wygląda mentalne kotwiczenie się na inwestycji fundamentalnej.

Czasami okazuje się, że kilka miesięcy później musimy wbić w wykres jeszcze większą tabliczkę ze stwierdzeniem w stylu: "Ja Radosław Chodkowski przyznaję się, że popełniłem błąd kupując akcje spółki X w dniu Y po cenie Z. Mój błąd polegał na tym, że...". Z pewnością nikt z nas nie chce stanąć w obliczu konieczności wbijania takiej tabliczki. Czasami jednak zdarza się, że musimy wbić w wykres tablicę o jeszcze gorszej treści: "Ja Radosław Chodkowski przyznaję, że nie wiem dlaczego cena akcji spada, nie wiem czy się pomyliłem czy nie, ale nie mogę już znieść straty przekraczającej XX% i zamykam pozycję niezależnie od aktualnej kondycji i perspektyw spółki oraz ewentualnej okazji inwestycyjnej, jaką sobą spółka teraz reprezentuje".

Ten ostatni wariant jest najgorszy, ale niekiedy inwestorowi puszczają nerwy. Jest to sytuacja w której o zyskach lub stratach nie decydują fundamentalne przesłanki dotyczące samego przedmiotu inwestycji (spółki), ale naszego stosunku do niej. Jeżeli w sposób nieprawidłowy przeprowadzimy analizę fundamentalną, nie jesteśmy w stanie zweryfikować dlaczego kurs zniżkuje, a następnie sprzedajemy akcje w oderwaniu od fundamentalnej kondycji spółki, być może nie powinniśmy się posługiwać AF jako podejściem inwestycyjnym. Aczkolwiek każdy uczy się na błędach i być może kolejna transakcja będzie już lepsza.

Głównym celem mojego porównania do wbijania tabliczek na wykresie jest uświadomienie sobie, że to my sami podjęliśmy decyzję o zakupie akcji. Z perspektywy czasu, zwłaszcza patrząc z lekkim żalem na kupione akcje, które straciły na wartości, mamy tendencję do dość łatwego oceniania, że się w danym momencie pomyliliśmy. Tabliczka ma nam przypominać, że dokonaliśmy wtedy kompleksowej oceny atrakcyjności inwestycyjnej spółki i mając aktualną na dany czas wiedzę i informacje uznaliśmy, że warto. Być może już po zakupie doszły informacje, które nieco zmieniły nasze spojrzenie na ten podmiot, ale nie możemy zapominać, że wiedza ta przyszła dopiero z czasem. Nie można zakładać, że już wtedy powinniśmy antycypować zdarzenia, których wówczas jeszcze nic nie zapowiadało.

Musimy zatem umieć odpowiedzieć sobie na pytanie, czy niepowodzenie inwestycji jest wynikiem błędów po naszej stronie, czy może czynników, które ujawniły się dopiero później. Są to dwa różne przypadki. Możliwe, że z chwilą ujawnienia się tych czynników powinniśmy sprzedać akcje wcześniej, ale jest to już zupełnie inna historia.

I tu przechodzimy do czynników pozwalających na ocenę sytuacji waloru.

Jak ocenić spółkę żeby się nie pomylić?


Kilka akapitów wyżej wymieniłem cztery główne powody powstawania strat w inwestowaniu długoterminowym. Z powyższej perspektywy kluczowe jest ustalenie, czy nasza analiza została przeprowadzona z należytą starannością, co wpływa na sytuację finansową oraz notowania spółki oraz jak czynniki te zmieniają się w czasie.

Jako że kompleksowa ocena waloru jest procesem długotrwałym, warto gdzieś gromadzić informacje i spostrzeżenia na jego temat. Jest to o tyle istotne, że często śledzimy informacje napływające z różnych podmiotów i po pewnym czasie wszystko zlewa nam się i przeplata, utrudniając wyciąganie wniosków.

Aby podać przykładowe czynniki mogące wpływać na ocenę spółki warto wskazać:
- wyniki finansowe spółki (rachunek zysków i strat, bilans, przepływy pieniężne),
- czynniki wpływające na koszty spółki i trendy tam panujące,
- czynniki wpływające na przychody spółki i trendy tam panujące,
- ocena pracy zarządu i jakości komunikacji,
- akcjonariat spółki, relacje wewnątrz akcjonariatu, zaangażowanie poszczególnych podmiotów,
- polityka dywidendowa spółki i jej zmiany,
- konkurencja w sektorze i pozycja spółki na tle sektora,
- jakość produktów/usług sprzedawanych przez spółkę,
- otoczenie prawne, regulacyjne, podatkowe etc.

To wszystko są obszary, na których mogą pojawić się czynniki przesądzające o sytuacji spółki. W każdym z nich mogą pojawiać się czynniki pozytywne, czynniki negatywne, jak również mogą występować zmiany dotychczasowych tendencji, istotnie wpływając na sytuację finansową spółki, a w efekcie na jej giełdową wycenę. Dodatkowym czynnikiem jest oczywiście ogólna kondycja rynku finansowego w Polsce.

Weźmy przykład rynku budowlanego. Zakładając wyższe wydatki na inwestycje i większą ilość ogłaszanych przetargów można założyć, że beneficjentami tego stanu rzeczy będą spółki budowlane. Na pierwszy rzut oka analiza ta wydaje się bardzo logiczna. Jednak dopiero po czasie może okazać się, że spiętrzenie inwestycji w tym samym czasie przekłada się na wzrost kosztów materiałów budowlanych, co z kolei zarzyna marże spółek z tej branży. Jest to świetny przykład pokazujący, że pobieżna ocena sytuacji może dać wskazania zupełnie przeciwne od tego, co wskazuje wnikliwa analiza funkcjonowania spółek z sektora, podparta znajomością tego biznesu.

Moim zdaniem istnieją dwa świetne narzędzia pozwalające zgromadzić zaprezentowane powyżej informacje oraz poddawać je regularnej ocenie. Jednym z nich jest oczywiście Excel, przetwarzający dane liczbowe, których w tym typie analizy jest całkiem sporo. Drugim, wspomagającym, jest oprogramowanie to tworzenia map myśli. Możemy tam podejść do analizy spółki w sposób bardziej opisowy, przeprowadzić analizę silnych i słabych stron, tendencji w poszczególnych obszarach etc. Nie zawsze jest to łatwe do zapisania w arkuszu kalkulacyjnym.

Intencją tego akapitu nie jest podpowiadanie, jak ocenić czy wycenić spółkę giełdową. Chcę tylko uświadomić niektórym, że bez wiedzy na temat tego, jak zmienia się w czasie sytuacja spółki, nie jesteśmy w stanie podejmować racjonalnych decyzji jej dotyczących. W efekcie nie będziemy w stanie zdecydować, czy to my błędnie przeprowadziliśmy analizę spółki przed dokonaniem transakcji, czy może w międzyczasie zaszły jakieś istotne zmiany, które powinniśmy dostrzec odpowiednio odrabiając pracę domową. I nawet jeżeli wszystko zrobimy prawidłowo i odpowiednio dostrzeżemy wszystkie tendencje, może okazać się, że rynek przyniesie nam niespodzianki.

Co zrobić, kiedy jesteśmy już w mocnej stracie?


Jak wskazałem powyżej, popadnięcie w głęboką stratę jest najczęściej błędem inwestora. W przypadku analizy technicznej i podejścia krótkoterminowego przyczyną jest zazwyczaj nierespektowanie podstawowych zasad kontroli ryzyka.

W przypadku analizy fundamentalnej jest gorzej, ponieważ powodem tarapatów jest albo błędnie przeprowadzona analiza sytuacji spółki przed zainwestowaniem środków lub też błędnie prowadzona analiza i nieprawidłowa ocena czynników wpływających na kurs akcji już po zakupie przez nas papierów. W obu przypadkach jest to sygnał, że musimy poprawić nasze umiejętności. Dobrą okazją może być ponowna ocena waloru pod kątem ewentualnej sprzedaży.

O tym, co zrobić, kiedy mamy w portfelu pozycję z dużą stratą napiszę w kolejnym tekście. Jeżeli nie chcecie go przegapić, polecam zapisanie się na newsletter oraz śledzenie Facebooka i Twittera.


10 komentarzy:

  1. Hmmm... Czy w przypadku Getbacku tacy ludzie jak Sebastian Buczek czy analitycy wydający rekomendacje biur maklerskich też po prostu "błędnie prowadzili analizę"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Jeżeli spółka leci w kulki i fałszuje dane w raportach to trudno obwiniać inwestorów za wynik analizy, którą prowadzili na takich danych. Nie mamy na to wpływu i niestety raz na jakiś czas podobna afera będzie wypływała.

      Tutaj skalę spadków mogło ograniczyć właśnie bieżące śledzenie informacji na temat spółki. Zdaje się, że kurs był jeszcze powyżej 20 zł, jak pojawiały się pierwsze informacje, że GetBack podejrzanie drogo się zadłuża, co stawiało pod znakiem zapytania rentowność biznesu.

      Innym pytaniem jest, czy możliwe jest takie przeanalizowanie spółki, aby znaleźć wszystkie czynniki wpływające na jej sytuację finansową. Jaką wiedzą trzeba dysponować i ile czasu trzeba poświęcić, żeby móc powiedzieć, że daną spółkę ma się "rozpracowaną". Zawsze istnieje jakiś margines błędu i zawsze ponosimy jakieś ryzyko. Dlatego w analizie spółki warto rzucać okiem nawet na różnego rodzaju ploteczki dotyczące spółki, bo może się w nich kryć ziarno prawdy.

      Usuń
  2. "przeanalizowanie spółki pod kątem AF jest zdecydowanie bardziej czasochłonne. Niekiedy sam proces analizy i badania spółki trwa kilka tygodni lub miesięcy"

    Podkopałeś swojego "pryncypała/partnera?" Longterma bo on twierdzi, że to trwa 57sek czy coś koło tego. Z drugiej strony nic dziwnego, że jego TOP15 wykręciło -30% w ciągu opstatniego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Analiza spółki jest rzeczywiście czasochłonna i tego nie zamierzam negować. Samo przeczytanie raportów i dokładne prześledzenie czynników wpływających na biznes to kilka dni. Wiem po sobie, bo jeszcze wczoraj sprawdzałem trendy na najbliższe lata w zakresie wykorzystania aluminium w produkcji samochodów, bo interesuje mnie to zagadnienie w kontekście pewnej spółki.

      Niemniej dzisiaj można pobrać pełne sprawozdanie spółki w formie xls i sprawnie podpiąć je do programu generującego wstępną analizę. Więc pojawiają się narzędzia znacznie ułatwiające proces inwestycyjny, trzeba tylko mieć do nich dostęp i traktować z odpowiednim dystansem.

      Natomiast dla spokoju sumienia należy jednak wnikliwie prześledzić daną spółkę. Wtedy jeżeli kurs akcji się zmienia, mniej więcej mamy pojęcie, dlaczego tak się dzieje. Rozumiemy proces, a nie przywiązujemy się do cyferek, które wyrzuciła nam jakaś aplikacja.

      Usuń
    2. Alumetal? Jestem ciekawy wniosków, bo trochę mam i myślę nad powiększeniem pozycji.

      Usuń
    3. Alumetal wygląda bardzo ciekawie w kontekście dywidendowym. Przyglądałem mu się ostatnio :)

      Usuń
  3. Jak wygląda sytuacja z akcjami iFirmy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadam, lekko dokupuję. Spadek kursu wynika ze spadku zysku (OctoCRM + wzrost kosztów wynagrodzeń), ogólnej dekoniunktury na rynku (mimo to C/Z=11, więc nieźle) oraz nieporozumień w akcjonariacie. Biznes trzyma się dobrze, przewidywana dywidenda to 30% zysku netto (szacuję 1,3 mln w 2018).

      Usuń
    2. Spytałem o iFirmę, bo dla mnie decyzja o zakupie akcji tej firmy jak i sposób zarządzania tą pozycją jest klasycznym przykładem tego co robią inwestorzy, niezależnie od długości doświadczenia na rynku. Jak się czyta Twoje dwa teksty poświęcone tej pozycji, to człowiek ma wrażenie, że dokonałeś poważnej intelektualnej analizy. Szkopuł jednak w tym, że kupiłeś na lokalnym szczycie przed końcem trendu wzrostowego, po czym rynek spadł o około 60%, a Ty po drodze zwiększałeś swoją pozycję. Innym słowy dobrze brzmiące argumenty „doprowadziły” do klasycznego błędu inwestorów, zakupu na szczycie i trzymania straty. Zamknięcie na końcu trendu spadkowego jeszcze przed Tobą.
      Sugeruję Ci przyjrzeć się całemu procesowi decyzyjnemu przez pryzmat założenia, że ten cały proces nie był obiektywną analizą intelektualną, ale racjonalizacją nieuświadomionego oczekiwania naszych antycznych mechanizmów decyzyjnych, że rynek pójdzie do góry.

      Usuń
    3. Odnośnie antycznych mechanizmów decyzyjnych to nie czuję się kompetentny, żeby się wypowiadać, ale w dużej mierze masz rację :)

      Generalnie jak kupowałem pierwsze pakiety iFirmy wszystko było na dobrej drodze i spółka wyglądała fajnie. Tym, co się zmieniło od tego czasu było wejście projektu OctoCRM oraz nasilenie konfliktu w akcjonariacie. Nie doceniłem tych dwóch czynników, bo wpływ ogólnej słabości rynku jest nieco inną sprawą.

      Jednak wiele zależy również od tego, jak pozycja jest prowadzona. Ja sam dokupuję akcje i jestem zupełnie OK z wartością mojej pozycji, mimo że jest ona 40% pod kreską. Zupełnie inaczej czułby się inwestor a) nie mogący dokupić, b) źle czujący się z pozycją.

      I masz rację, o wyniku tej operacji zadecyduje wyjście z inwestycji i to, czy będzie ono miało miejsce na końcu trendu spadkowego, czy może po ewentualnych wzrostach za jakiś czas.

      Jednak aby opisana transakcja nie przyniosła straty, musiałbym albo inaczej ocenić czynniki fundamentalne oddziałujące na spółkę, albo też stosować jakieś filtry techniczne (np. % spadku pozycji). W drugim wypadku jest to bardzo kłopotliwe, bo jak ocenić, że spółka przy -30% jest ok, a przy -40% już nie?

      Z podobnym problemem boryka się wielu inwestorów w obecnej sytuacji. I zapewne część z nich w pewnym momencie wymięknie i sprzeda w mocnej stracie, część dokupi i będzie dobrze przygotowana do ewentualnej hossy, a część będzie trzymało akcje spółek, które mimo wszystko pójdą na dno. Dlatego to wynik inwestycji determinuje o skuteczności inwestora. Jak będzie w tym wypadku, zobaczymy. Przykład ABC Daty skłania do refleksji nad losem nawet dobrze wyglądających spółek dywidendowych.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails