piątek, 28 grudnia 2018

To był zły rok - podsumowanie 2018

Podsumowanie każdego roku na giełdzie zazwyczaj oscyluje wokół giełdowej koniunktury, która wpływa na uzyskiwane przez inwestorów stopy zwrotu. Jednak mijający rok zapamiętany zostanie inaczej, głównie z powodu negatywnych wydarzeń, które miały miejsce wokół rynku. Warto je sobie przypomnieć, aby móc wyciągnąć lepsze wnioski na przyszłość.

Dzisiejsze podsumowanie zostało rozbite na główne wątki, koncentrujące uwagę inwestorów w 2018 roku. Były to zarówno zdarzenia negatywne, jak i pozytywne, lecz niestety tych drugich było zdecydowanie mniej. Nie szeregowałem ich według wagi, lecz kilka pierwszych punktów wybija się na czołówkę.


Plany na rok 2019 oraz analizę czynników, które mogą kształtować warunki rynkowe przez kolejne kilkanaście miesięcy omówię przy okazji najbliższych Spółek Ciekawych Technicznie. Zapewne jak zwykle rzeczywistość nas zaskoczy, ale jakiś bazowy scenariusz należy mieć przygotowany.

Historyczne maksimum indeksu WIG


Zapewne niewiele osób to jeszcze pamięta, ale początek 2018 roku upływał nam w dość dobrych nastrojach. Podczas sesji 23 stycznia indeks WIG zanotował nowe historyczne maksima, pokonując tym samym szczyt z 2007 roku.

źródło: TopStock.pl
Oprócz tego, że na nowe rekordy hossy musieliśmy czekać ponad dekadę, smaczku dodaje fakt, że sesja, na której odnotowany został szczyt, była jednocześnie najwyższą sesją tego roku. Maksima osiągnięto zaledwie intraday i od tego momentu rynek zaczął zniżkować. Można więc powiedzieć, że zwycięstwo było słabe, nietrwałe i w dniu dzisiejszym jest to raczej gorzkie wspomnienie utraconej szansy, zwłaszcza w porównaniu wyniku indeksu WIG do rynków zagranicznych.

Afera GetBack i jej konsekwencje na różnych polach


Z pewnością wydarzeniem, które w upływającym roku przyciągało najwięcej uwagi była afera związana ze spółką GetBack. Szczególnie dotkliwy jest jej finansowy wymiar, gdyż swoje oszczędności straciły tysiące osób, a suma strat liczona jest w miliardach złotych. Konsekwencją powyższego jest fakt, że afera nabrała wagi politycznej i być może za kilka lat zajmie się nią jakaś komisja śledcza. Z pewnością jest to jedna z największych afer finansowych w ostatnich dziesięcioleciach.

Tym, co jest szczególnie niepokojące jest fakt, że jeszcze na początku roku GetBack uważany był za prymusa na GPW. Duży i udany debiut rynkowy, świetne wyniki finansowe oraz spektakularna ekspansja przyciągały uwagę nie tylko inwestorów. Nawet instytucje rynku kapitałowego nagradzały spółkę i jej władze za optymalne wykorzystanie możliwości rynkowych. 

Jakże wielkim zaskoczeniem było załamanie ceny akcji, a następnie zawieszenie obrotu nimi. Okazało się, że spółka wprowadziła w błąd nie tylko drobnych inwestorów, ale również profesjonalnych analityków, domy maklerskie wydające rekomendacje oraz władze Giełdy Papierów Wartościowych i samą Komisję Nadzoru Finansowego. 

Do dziś zastanawiamy się, jak to możliwe, że nikt nie dopatrzył się nieścisłości i nie ujawnił przekrętu. Zwłaszcza pytania stawiane audytorowi spółki są bardzo zasadne. Mimo, że patrząc wstecz można dostrzec pewne sygnały ostrzegawcze, warto pamiętać, że w dowolnym momencie na rynku można to samo powiedzieć o dużej liczbie spółek, a mimo to zazwyczaj wychodzą one na prostą. Dla inwestorów pozostaje cenna lekcja, że raz na jakiś czas na nasze wyniki inwestycyjne wpływ mają czynniki, których nie da się przewidzieć. Zdecydowanie trudniejsze pytania należy postawić instytucjom nadzorującym rynek.

Sprawa GetBacku miała również wielki wpływ na rynek akcji i rynek obligacji. Przez pewien czas emitentom długu korporacyjnego bardzo trudno było plasować nowe emisje. Wiele spółek zrezygnowało z pozyskania kapitału tym kanałem, gdyż premie, które musiałyby zapłacić znacząco wzrosły. W tym kontekście afera GetBack przełożyła się na cały rynek Catalyst, powodując wzrost niepewności oraz spadek wielkości emisji. Doszło tu również nowe ryzyko regulacyjne, którym zajmę się w innym punkcie.

Oprócz obligacji, zamieszanie wokół GetBacku bardzo mocno uderzyło w rynek akcji. W związku z tą sprawą aresztowano władze jednego z towarzystw funduszy inwestycyjnych - Altusa. Przełożyło się to na dramatyczną przecenę wielu spółek w pierwszych tygodniach września. Obawy inwestorów wyprzedających akcje potwierdziły się: do towarzystw napłynęły masowe żądania umorzenia jednostek. Oznaczało to konieczność wyprzedawania papierów w celu uwolnienia gotówki na wypłaty, co z kolei jeszcze bardziej zdołowało notowania akcji. Kolejnym elementem spirali są zniżkujące wyceny innych funduszy, które przełożyły się na kolejne umorzenia. Tym sposobem sprawa GetBacku mocno zdołowała również rynek akcji.

Na chwilę obecną nie jest jeszcze znany całościowy wymiar strat spowodowany przez tą spółkę. Ucierpiało zaufanie do rynku, zaufanie do nadzoru, ucierpiał rynek akcji i rynek obligacji. Nie należy również zapominać o miliardowych stratach, jakie ponieśli obligatariusze i akcjonariusze spółki. Być może za rok lub dwa można będzie podać konkretną kwotę, lecz już teraz wiadomo, że będzie ona rekordowa. Z tego też względu sprawa GetBacku była chyba najczarniejszym punktem na rynkowej mapie w 2018 roku.

Afera KNF i jej konsekwencje


Drugim mocnym akcentem 2018 roku jest wydarzenie zwane aferą KNF, wywołane ujawnieniem nagrań ze spotkania przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego z właścicielem dwóch banków Leszkiem Czarneckim. Niezależnie od tego, co formalnie uda się udowodnić i czy zapadną w niej jakieś wyroki, była to największa wizerunkowa porażka polskiego rynku kapitałowego.

W świat wysłany został sygnał, że przewodniczący najważniejszego organu nadzoru nad rynkiem złożył korupcyjną propozycję właścicielowi banku, sugerując, że jej odrzucenie może poskutkować doprowadzeniem do upadłości Getinu. Co więcej, w sferze domysłów pozostaje, czy były to indywidualne działania jednej lub kilku osób, czy może część szerszej układanki. Na tę drugą okoliczność zdaje się wskazywać przyspieszone uchwalenie przez parlament przepisów dających formalną możliwość przejęcia jednego banku przez drugi. 

Tym co szczególnie uderza jest fakt, że dzieje się to w samym sercu nadzoru nad rynkiem kapitałowym. Mimo przekonywania, że merytoryczne komórki KNF działają sprawnie, wizerunek tej instytucji oraz całego rynku został mocno nadszarpnięty. Z pewnością przełoży się to na decyzje zagranicznych podmiotów dotyczące zaangażowania w naszym kraju, co odczuje zarówno giełda, jak i gospodarka. Mocny minus w tym roku.

Erozja GPW w głównych parametrach rynkowych


Rok 2018 był słaby dla naszego rynku kapitałowego również pod względem tego, co dzieje się na samej giełdzie. Maleje liczba debiutów, a rośnie liczba spółek wycofywanych z parkietu. Pod tym względem jest najgorzej od lat, o czym przypomina Bankier.pl. Okazuje się, że warszawska giełda nie jest już tak atrakcyjnym miejscem do pozyskiwania finansowania. Przekładają się na to zarówno czynniki płynące z samego rynku (w tym problemy rynku akcji i obligacji, będące również pokłosiem afery GetBacku), jak i z jego otoczenia. Niskie stopy procentowe oraz coraz popularniejszy crowdfunding sprawiają, że kapitał potrzebny do rozwoju można również uzyskiwać z innych źródeł. Obecność na GPW wiąże się nie tylko z kosztami, ale z szeregiem skomplikowanych wymogów regulacyjnych, które negatywnie oddziałują na spółkę.

Wielu inwestorów strategicznych wykorzystuje więc obecne warunki rynkowe i niskie ceny akcji do ogłoszenia wezwania i zdjęcia spółki z giełdy. Takich wezwań obserwujemy coraz więcej i będą się pojawiały kolejne, zwłaszcza w przypadku spółek nie posiadających potrzeby pozyskiwania nowego kapitału lub znajdujących się w trudnej sytuacji, a przez to odpowiednio tanich.

Idealnym negatywnym przykładem pozyskiwania kapitału przez giełdę jest ostatni przykład spółki T-Bull, gdzie chętnych znalazło zaledwie 38% akcji z planowanej emisji, a jej koszty stanowiły 70% kwoty pozyskanej od inwestorów. Ot, giełda w pigułce.

Również wyniki finansowe Giełdy Papierów Wartościowych jako spółki pokazują, że przychody z organizacji obrotu stanowią coraz mniejszy udział w puli całkowitych przychodów GPW. Okazuje się więc, że nawet giełda musi szukać innych źródeł zarobku niż opieka nad sercem polskiego rynku kapitałowego.


Zacieśnienie regulacji i nowe obowiązki informacyjne


Z pewnością pamiętacie początek roku i panikę związaną z początkiem obowiązywania dyrektywy MIFID II. Obowiązujące od początku roku regulacje mają sprzyjać transparentności i chronić inwestorów indywidualnych i konsumentów. Wiąże się to z nałożeniem na instytucje finansowe nowych obowiązków, które nie tylko generują koszty, ale i utrudniają pozyskiwanie nowych klientów. Jedną z takich regulacji jest chociażby ankieta, którą trzeba regularnie wypełniać chcąc posiadać aktywny rachunek maklerski. Mimo tego, że na giełdzie inwestuję od niemal 10 lat, również ja jestem zmuszony odpowiadać na pytania dotyczące adekwatności poszczególnych produktów.

Nowe regulacje posiadają różne źródła, raz europejskie, a raz krajowe. Ich konsekwencją jest jednak utrudnienie przepływu kapitału do rynków finansowych, co w konsekwencji skutkuje pogorszeniem koniunktury na giełdzie. Władze krajowe zdają się traktować nowe regulacje jako panaceum na wszelkie nieprawidłowości. Pokłosiem afery GetBacku, której istotnym aspektem są straty obligatariuszy spółki, będzie zapewne zamrożenie rynku obligacji korporacyjnych w Polsce. Pisałem o tym w jednym z ostatnich tekstów.


Rok 2018 z pewnością zostanie zapamiętany jako obfitujący w nowe regulacje. Szkoda tylko, że większość z nich ma charakter krępujący rozwój rynku, a nie wspomagający go.

Poczynania polityków w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa


Od wielu lat mówi się, że giełdowe podmioty kontrolowane przez Skarb Państwa, czyli w zasadzie przez polityków, posiadają dodatkowy czynnik ryzyka. Jednak w 2018 roku negatywne zjawiska wiążące się z tą specyficzną strukturą właścicielską ujawniły się w pełnej okazałości.

Z pewnością szczytem wszystkiego można wskazać to, co działo się i dzieje w spółkach energetycznych. Minister Tchórzewski już w 2016 roku zasłynął podnoszeniem kapitałów w PGE, czyli zabiegiem którego jedynym w zasadzie efektem było zapłacenie przez spółkę dodatkowego podatku. Te nietypowe zagrania właścicielskie pokazały swą patologię pod koniec tego roku, podczas dyskusji na temat wzrostu kosztów produkcji energii elektrycznej i wiążącego się z tym faktem wzrostu opłat dla klientów końcowych.

W trosce o to, aby w roku wyborczym podwyżek nie było, minister bez owijania w bawełnę powiedział, że spółki energetyczne nie muszą zarabiać, a co za tym idzie, zyski te mogą zostać przeznaczone na ulżenie odbiorcom końcowym.

Dla rynku i inwestorów płynie z tego bardzo negatywny sygnał. Pokazuje on wyraźnie, że politycy nie rozumieją giełdy, nie liczą się ze zdaniem i interesami inwestorów mniejszościowych i są gotowi poświęcić ich bez mrugnięcia okiem dla bieżących korzyści politycznych. Widząc to, co dzieje się w energetyce, nietrudno jest uznać za realny scenariusz, w którym politycy wskazują palcem bank, który "ma upaść", aby następnie w kontrolowany sposób przekazać go pod skrzydła innego banku. Prywatna własność musi tu ustąpić przed polityką. Nie powinniśmy i nie możemy akceptować takiego stanu rzeczy.

Rozwarstwienie rynku, bessa małych spółek i przepływy kapitału


W ciągu minionych kilkunastu miesięcy nie było chyba inwestora, który nie zwrócił uwagi, że Wig20 i sWig80 to dwa różne światy. Podczas gdy największe spółki trzymają się w miarę przyzwoicie (ok. -8% od początku roku), o tyle mniejsze podmioty znajdują się już w regularnej bessie (sWig80 -28% od początku roku). 

Taki stan rzeczy jest pokłosiem sytuacji rynkowej oraz opisywanego powyżej klimatu wokół rynku. Największe spółki zasilane są w dużej mierze kapitałem zagranicznym i falują w rytm jego napływów i odpływów, podczas gdy podmioty najmniejsze są mocno uzależnione od funduszy inwestycyjnych oraz środków inwestorów indywidualnych. Konsekwencją silnych umorzeń w TFI są również spadki w tym obszarze rynku.

Oczywiście można na ten stan rzeczy patrzeć dwojako. Z jednej strony ten segment rynku jest obciążony ryzykiem dalszych spadków, ale z drugiej wielu traktuje to jako okazję inwestycyjną, akumulując przecenione akcje spółek wyprzedawanych przez TFI.

Tym, co rok 2018 zmienił w postrzeganiu inwestorów jest fakt, że notowania nie rosną w efekcie kondycji fundamentalnej spółek, ale na skutek odpływów i dopływów kapitału. Odnoszę wrażenie, że jak nigdy dotąd zaczęliśmy analizować publikowane przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych zakupy i umorzenia jednostek. Furorę w tym roku robi indeks cenowy warszawskiego rynku, pokazujący zachowanie przeciętnej spółki giełdowej, bez dominacji największych podmiotów.

źródło: Stooq.pl
Indeks ten systematycznie spada, pokazując wyraźnie, że obraz prezentowany przez WIG, zdominowany przez największe spółki, jest przekłamany. 

To z kolei dało do myślenia inwestorom. Niektórzy inaczej spojrzeli na swoje portfele, widząc że spadki nie są wynikiem pogorszenia ich umiejętności względem szerokiego rynku, ale skutkiem ogólnej sytuacji w sektorze. W efekcie gorsze wyniki wszystkich strategii bazujących na pozycjach długich, zarówno opartych na analizie technicznej, jak i analizie fundamentalnej, mają pewien czynnik wspólny.

Inwestorzy zrozumieli, że dopóki kapitał odpływa z warszawskiego rynku, będzie ciężko o dobre stopy zwrotu. Stąd właśnie zainteresowanie statystykami przepływu kapitału oraz indeksem cenowym rynku. Pod tym względem rok 2018 okazał się pewnego rodzaju oświeceniem dla wielu z nas.

Hossa gamingowa i pęknięcie bańki


Rok 2018 z pewnością zostanie również zapamiętany jako gorący czas w branży producentów gier. Pierwsza połowa roku upływała pod znakiem gorącej fazy hossy, natomiast w drugiej połowie obserwowaliśmy pęknięcie rozdmuchanych oczekiwań i spadek notowań wielu spółek.

W obliczu trudnej sytuacji na szerokim rynku oraz dobrych wyników liderów rynku, kapitał popłynął do tego segmentu parkietu, przekładając się na wysokie stopy zwrotu. Wystarczy wspomnieć, że od stycznia do lipca CD Projekt zyskał 120%, a 11 bit studios od stycznia do maja zyskało aż 165%. Hossa rozlała się również na inne mniejsze spółki, których notowania wzrosły kilkukrotnie. 

Czy to była tylko hossa, czy może bańka spekulacyjna? Po czasie łatwo oceniać, ale warto podkreślić wiele cech bańki. Jeżeli tylko spółka wyprodukowała grę, która w przeszłości odniosła sukces i jednocześnie zapowiedziała premierę kolejnego tytułu, jej notowania szybowały w górę niczym dwie dekady temu, kiedy spółki w USA korzystały na bańce internetowej. Zapowiadana produkcja, nawet jeżeli jej zarys był ledwie mgliście określony, była wyceniana na miarę spektakularnego sukcesu tej gry. Na rynku panowało domniemanie, że jeżeli ktoś zrobił dobrą grę, każda kolejna będzie tylko lepsza.

Kiedy kilka porażek pokazało, że jednak nie wszystkie gry debiutują na szczycie listy hitów i nie generują spodziewanych dochodów, inwestorzy nabrali wątpliwości. Przegrzany rynek wszedł najpierw w fazę korekty, a następnie oddał dużą część lub całość wcześniejszych wzrostów.

źródło: TopStock.pl
Bardzo charakterystyczny jest tu wykres spółki 11 bit studios. Pokazuje on pięknie wystrzał notowań po udanej premierze gry Frostpunk oraz następujące po nim schłodzenie sytuacji, kiedy okazało się, że do kolejnej gry jest daleko, a Frostpunk szczyt popularności ma powoli za sobą.

Również inne czynniki pozwalają sądzić, że obserwowaliśmy bańkę na gamingu. Świetnym przykładem niech będą występujące w okolicy szczytu notowań sprzedaże akcji przez insiderów. Zapewne nawet oni uznali, że warto jest wykorzystać moment i bardzo wysoką wycenę rynkową. Kolejną kwestią jest długa lista spółek z branży, które w 2018 roku zadebiutowały na GPW (w tym i NC) lub dopiero przygotowują się do debiutu. Właściciele tych spółek uznali, że warunki są sprzyjające, aby pozyskać kapitał lub sprzedać swoje pakiety. W efekcie hasło "gaming" przewijało przez przez finansowe media na przestrzeni całego 2018 roku. Ci, którzy nie zdążyli załapać się na hossę próbują jeszcze pompować "propagandę sukcesu", ale widać wyraźnie, że temperatura i emocje zaczynają spadać.

Młoda fala inwestorów na GPW


Tegoroczne Ogólnopolskie Badanie Inwestorów prowadzone co roku przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych przyniosło bardzo ciekawe wyniki, którym warto się bliżej przyjrzeć.


Okazuje się bowiem, że w 2018 roku zaburzone zostały tendencje widoczne w poprzednich latach. Po raz pierwszy badania pokazały wzrost udziału w ogólnej puli inwestorów młodych, grających na giełdzie od niedawna oraz operujących relatywnie małymi portfelami. Dotychczas napływ "świeżego narybku" słabł z każdym rokiem, a tym razem uległo to zmianie.

Dostrzegam dwa potencjalne źródła tej zmiany. Pierwszym jest hossa gamingowa i jej szeroka obecność w Internecie. Wiele osób grało w Wiedźmina czy inne gry i możliwość zarabiania na sukcesach kolejnych tytułów okazała się bardzo kusząca. Fala ta była wspierana przez wysokie stopy zwrotu notowane w pierwszym półroczu 2018 r. przez spółki z tej branży. Potwierdzają to również moje doświadczenia z kilkoma takimi "świeżymi" inwestorami. Podstawową pozycją w ich portfelu był CD Projekt i akcje kilku innych producentów gier.

Drugim czynnikiem, który mógł przełożyć się na takie statystyki była zeszłoroczna hossa na bitcoinie, która w minionym roku przekształciła się w pękającą bańkę spekulacyjną. Wielu młodych ludzi mających na co dzień doświadczenie z nowymi technologiami zdecydowało się w ostatnich latach zainwestować w bitcoina. Kiedy bańka pękła, wycofali środki, ale w głowach pozostała im świadomość, że można uzyskiwać wysokie stopy zwrotu ze zmian cen różnych aktywów. Giełda, zwłaszcza w świetle dynamicznie rosnących spółek gamingowych, okazała się świetnym miejscem do kontynuowania takiego podejścia.

Powyższe pokazuje, jak bardzo polski rynek kapitałowy potrzebuje sukcesu. Bez dynamicznej hossy, nawet w jednym sektorze lub branży, zostaniemy grupą leśnych dziadków inwestujących w nudne spółki. Dopiero napływ świeżego kapitału pokazuje, jaki potencjał można wykrzesać z polskiego parkietu. Pytanie tylko, czy stać nas na hossę w wymiarze całej GPW. 

Przeglądy opcji strategicznych w spółkach


Rok 2018 utrwali się również w pamięci inwestorów jako czas przeglądów opcji strategicznych. Jest to sytuacja, w której zarząd zastanawia się nad dalszymi kierunkami rozwoju spółki. Oczywiście jako akcjonariusze oczekujemy, że zarząd pracuje nad tym na bieżąco, po co więc odpowiedni komunikat? Zazwyczaj ogłoszenie przeglądu opcji strategicznych utożsamia się z wysłaniem komunikatu do rynku o treści "jesteśmy na sprzedaż". Jedną z głównych opcji jest zazwyczaj pozyskanie inwestora branżowego lub finansowego.

W efekcie przegląd opcji strategicznych stanowi w praktyce wyrażenie woli do rozmów na temat sprzedaży części lub całości spółki, ewentualnie innej formy pozyskania finansowania. Tym co jest kluczowe w tej sytuacji jest ocena, dlaczego spółka ogłasza taki przegląd.

Można utożsamiać to z problemami finansowymi. Być może dotychczasowy model biznesowy się wyczerpuje lub nie generuje odpowiedniej ilości gotówki pozwalającej na pokrycie kosztów działalności firmy. Pozyskanie inwestora finansowego i podwyższenie kapitału zakładowego może więc być sposobem na przedłużenie funkcjonowania firmy i zmianę modelu biznesowego na bardziej rentowny. Z kolei pozyskanie inwestora strategicznego może stanowić zachętę dla innych spółek z branży, że dany podmiot otwarty jest na rozmowy o ewentualnym przejęciu.

źródło: Kruk
Jeżeli ogłoszenie przeglądu opcji strategicznych interpretowane jest jako zapowiedź wezwania na akcje, to jego niepowodzenie jest dodatkowym czynnikiem wywierającym presję na kurs spółki. Widać to dobrze w przypadku Kruka, gdzie w dniu publikacji komunikatu o przeglądzie opcji notowania wystrzeliły w górę, ale w miarę jak nie było słychać o potencjalnych przejmujących, cena spadła jeszcze niżej.

W minionym roku ogłoszono wiele przeglądów opcji strategicznych. Być może są one objawem indywidualnych potrzeb każdej spółki, a być może elementem szerszego zjawiska na naszym rynku. Aby to rozstrzygnąć, trzeba by było przyjrzeć się tematowi bliżej.

Podsumowanie


Powyższe zestawienie może być bardziej lub mniej subiektywne, lecz odzwierciedla to, co działo się na rynku na przestrzeni całego 2018 roku. Niektóre wątki były oczywiście ważniejsze, inne zdecydowanie mniej ważne. 

Duża część zaprezentowanych powyżej czynników kształtujących rynek ma negatywny charakter. Niestety powodów do niezadowolenia dostarczały nam nie tylko ceny, ale w dużej mierze to, co działo się wokół rynku, w jego warstwie regulacyjnej oraz nadzorczej. 


Analizując zagadnienia przewijające się w mijającym roku szukałem większej liczby elementów pozytywnych. Muszę powiedzieć, że zwłaszcza w drugiej połowie roku zdecydowanie trudno było znaleźć powód do optymizmu. Czy rok 2019 będzie pod tym względem lepszy? Wiele wskazuje, że tak.

Jeżeli nie chcecie przegapić kolejnego tekstu, w którym omówię moje plany na 2019 rok i czynniki, które mogą być istotne dla rynku na przestrzeni kolejnych 12 miesięcy, koniecznie zapiszcie się na blogowy newsletter.

4 komentarze:

  1. Świetny tekst chyba go sobie wydrukuje w wkleje do mojego pamiętnika inwestorskiego. Jestem młodym inwestorem zacząłem równo rok temu, w niezłych czasach przyszło mi zacząć. Ale nie zniechęcam się pomimo sporej straty.

    OdpowiedzUsuń
  2. W kontekście oceny 2018 roku i perspektyw na rok 2019 polecam również posłuchanie audycji, w której udział wziął prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Ocenia on sytuację dość trzeźwo, ale i dość pesymistycznie:

    https://audycje.tokfm.pl/podcast/Po-co-dzisiaj-gielda/70687

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny artykuł.Potrzeba go przyjąć ze zrozumieniem. Wielkie dzięki!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety to nie był rok pełen sukcesów, chyba dla żadnego inwestora. Ekonomia potrafi być złośliwa ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails