100 zł rabatu na Konferencję Profesjonalny Inwestor 2014

sobota, 24 kwietnia 2010

Risk-Reward Ratio

Pewnie zauważyliście, że przy każdym opisywanym przeze mnie setupie wejścia w transakcję zawsze dopisuję współczynnik potencjalnego zysku do ryzyka. Jest to właśnie Risk-Reward Ratio - jedna z miar potencjalnej opłacalności danej transakcji. Posługiwanie się nim pozwala selekcjonować spółki/walory pod względem atrakcyjności, przez co możemy wybierać tylko te, od których oczekujemy największych zysków przy możliwie najmniejszym poziomie ryzyka.

Teoria

Konstrukcja tego wskaźnika jest bardzo prosta. Potrzebujemy trzech wartości:
- ceny, na której zamierzamy umieścić nasze zlecenie otwarcia pozycji,
- ceny naszego stopa początkowego,
- ceny, którą w naszym mniemaniu walor powinien osiągnąć przy zakładanym przez nas scenariuszu.

Można to bardzo łatwo zaprezentować na przykładzie. Chcemy zająć pozycję po cenie 20 zł, nasz stop początkowy ustawiamy na poziomie 18 zł, natomiast oczekujemy, że ceny osiągną niebawem poziom 26 zł. Zatem ryzykujemy 2 zł na akcję, aby zarobić 6 zł na akcję, co daje nam współczynnik ryzyka do zysku na poziomie 2:6, czyli 1:3. Po lekkim rozwinięciu, nasz wzór na ten współczynnik będzie następujący:

(cena wejścia - stop loss) / (profit target - cena wejścia) = RRR

Kilka osób pewnie zauważyło, że zapisuję ten współczynnik odwrotnie, jako np. 3:1 lub nawet 3. Wynika to z faktu, że interesuje nas tylko to "3", gdyż z drugiej strony, czy to nad kreską, czy pod, zawsze stoi jedynka. To właśnie ta jedynka, czyli ponoszone przez nas ryzyko, jest wyznacznikiem dla potencjalnego zysku.

Stosowanie w praktyce

Zasięgi cenowe

Po pierwsze, czy da się zastosować ten współczynnik do każdej transakcji? Niestety nie. Danymi, które mamy (a przynajmniej powinniśmy mieć) zawsze są cena wejścia oraz stop początkowy. Niestety, nie każdy wykres pozwala nam ustalić lub oszacować zasięg oczekiwanego ruchu.

Możliwe i względnie łatwe jest to w sytuacji, gdy mamy odbicie od jakiegoś wsparcia po spadkach. Wtedy dysponujemy przynajmniej jednym poziomem, do którego możemy się odwołać w kontekście wzrostów. Zazwyczaj jest to lokalne swing high lub swing low, czasami można do tego wykorzystać poprzednie wsparcie, które zostało przełamane, a następnie może stać się oporem dla naszego ruchu. Tutaj wszystko zależy od konkretnego przypadku oraz naszej umiejętności czytania wykresu.

Sytuacją, gdzie łatwo możemy wyznaczyć profit target jest gra wewnątrz formacji. Głównie mam tu na myśli formacje prostokąta, trójkąta, flagi, klina, czy kanału trendowego, czyli takie, gdzie występują dwie linie działające jako poziomy wsparcia i oporu. Wtedy możemy dość dokładnie ocenić, dokąd ceny będą się kierowały i zazwyczaj one tam zdążają, a czasem nawet przebijają te wartości i dochodzi do wybicia.

Trzecia sytuacja, gdzie możemy próbować prognozować zasięg cen występuje w przypadku niektórych formacji, których teoria i technika gry zakłada takie zasięgi. Za przykład podajmy wybicie z flagi, gdzie ruch po wyjściu cen powinien być z grubsza równy ruchowi przed powstaniem formacji. Z tym, że tutaj byłbym szczególnie ostrożny, gdyż nie zawsze ceny osiągają zakładane poziomy lub też osiągają te poziomy po kilku swingach, tak że osiągnięcie profit target możemy w sumie nazwać przypadkiem.

Niestety nie zawsze mamy dostępne jakieś punkty odniesienia, co do przyszłych ruchów. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy ceny osiągają nowe ekstrema, gdzie nie ma się do czego odwołać lub też gdy ostatnie możliwe punkty odniesienia są na tyle odległe, że sugerowanie się nimi wydaje się pozbawione podstaw. Wtedy pozostaje nam skupić się na prowadzeniu pozycji przy użyciu stopa kroczącego.

Osiąganie zakładanych poziomów

Trochę wspomniałem o tym powyżej. Niektóre profit targety są bardziej wiarygodne, inne mniej. W związku z tym musimy mieć świadomość, że nie zawsze transakcja, którą otwieramy przy współczynniku 5:1 zakończy się na poziomie -1 (stop) lub na poziomie 5. W zasadzie sytuacja może potoczyć się w taki sposób, że osiągniemy dowolny punkt znajdujący się pomiędzy tymi wartościami, jak również możemy wyjść poza widełki. Bardzo dużo zależy tutaj od naszego prowadzenia pozycji. Jeśli liczymy na wzrost rzędu 30-40% to rzadko dokonuje się on jednym, płynnym ruchem cen. Zatem od tego, czy przeczekamy ewentualne korekty zależy wynik naszej transakcji. Może się okazać, że wyjdziemy przy pierwszej korekcie w obawie przed spadkami i zrealizujemy zysk rzędu 0,85:1 z zakładanego 3:1. (mimo iż ceny faktycznie osiągną 3:1). Warto o tym pamiętać.

Na co patrzeć najpierw

Zdecydowanie zalecam zaczynać liczenie tego współczynnika od poprawnego ustawienia stopa początkowego. Musimy zachować pewną kolejność i hierarchię działań. Naszym celem jest dobre ustawienie stopa oraz dobre przeanalizowanie potencjalnej transakcji, a nie osiągnięcie możliwie najwyższego współczynnika za każdym razem. Powtórzę jeszcze raz, to stop jest ważniejszy, nie profit target czy RRR. Nie należy dopuszczać do sytuacji, gdzie ustawimy stop początkowy, policzymy sobie risk-reward ratio, a następnie podciągamy w górę stop, żeby wyśrubować wartość współczynnika. Faktycznie zmienia to na naszą korzyść obraz sytuacji, lecz znacząco uderza w logikę ustawiania stopów, przez co mogą one być "strzelane" znacznie częściej niż powinny.

Prowizje i poślizgi

O nich pamiętać należy zawsze, ale dla niniejszego przypadku są szczególnie ważne, jeśli liczymy na małe ruchy (niskie ryzyko, niski potencjał wzrostu). Gdy np. chcemy zrobić setup pod wejście za 20 zł, stop na 19 zł, a profit target na 23 zł, otrzymujemy wartość współczynnika 3:1. Ale weźmy pod uwagę, że zlecenie wejścia (jeśli np. wchodzimy stopem, a nie z limitem) może zostać wykonane po 20,50, oraz że stop może wylecieć nie po 19 zł, ale po 18,50. Wtedy z początkowego 3:1 robi nam się 1,25:1 (20,50-18,50=2, 23-20,50=2,50, 2,50:2=1,25). A przecież jest też prowizja, która dodatkowo osłabia naszą pozycję już na samym wejściu. Może trochę te poślizgi przerysowałem, ale dla spółek o mniejszej płynności jest to całkiem możliwy scenariusz.

Preferowane wartości współczynnika

Oczywiście, poszukujemy możliwie wysokich. Zatem górną granicę możemy sobie odpuścić. Ale czy jest jakaś dolna dopuszczalna wartość? Zazwyczaj, czy to w literaturze, czy na szkoleniach lub blogach, wskazuje się 3:1 jako wartość najniższą z pożądanych oraz 2:1 jako najniższą z dopuszczalnych. Mówiąc więc ogólnie, poniżej 2:1 nie otwieramy pozycji, gdyż ryzyko jest nieproporcjonalnie duże w stosunku do oczekiwanych rezultatów. Proponuję ustalić sobie jakiś poziom, przy którym decydujemy się nie wchodzić w dany walor i trzymać się tego postanowienia.

Nie jestem do końca pewien, jak to się ma w przypadku systemów o wysokiej skuteczności, czyli takich w których np. 75% transakcji jest zyskownych. Wtedy zapewne możliwe jest dopuszczenie niższych wartości wskaźnika, gdyż mamy przewagę w postaci dużej trafności naszych działań. Ale radzę przeprowadzić poważne testy naszego systemu (jeśli da się go przetestować) przed zejściem poniżej wartości 2:1, gdyż inaczej dłuższa, nieprzewidziana seria stratnych transakcji, może nas pozbawić dużej części kapitału.

Podsumowanie

Myślę, że poruszyłem najważniejsze kwestie, które mi się nasuwają na myśl w odniesieniu do risk-reward ratio. Można ten współczynnik nazywać, jak się chce, można go przedstawiać jako 1:3, 3:1 lub 3, to nie ma znaczenia. Ważne, żebyśmy rozumieli jego konstrukcję oraz umieli zastosować we własnych działaniach. Ja, jeśli to tylko możliwe, staram się go wyliczyć dla sprawdzenia, czy gra jest warta świeczki. I muszę przyznać, że bardzo rozjaśnia on sytuację oraz pozwala bardziej świadomie podjąć decyzję o zajęciu bądź niezajęciu pozycji.

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawie opisujesz sposób wyznaczania RRR. Co do transakcji o niskim współczynniku zysku do straty jak najbardziej może być ona zyskowna jeśli prawdopodobieństwo zysku jest odpowiednio duże.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej.
    Widziałem Twojego bloga już wcześniej, chyba z bloga APP. Blog ciekawy, pomimo swojego humanistycznego rodowodu, bardzo ładnie opanowałeś AT.
    Ja jestem stricte naukowcem (praca w R&D) i właśnie AT do mnie nie przemawia, ale nie neguję że inni mogą mieć z niej korzyści.

    Co do prezentacji portfela ja lubię czytać jak sobie inni ludzie radzą, chociaż skoro taką decyzję podjąłeś to nie ma sprawy. Interesuje mnie tylko jakiego rzędu kapitałem obracasz na giełdzie? Czy to jest kilka, czy kilkadziesiąt tysięcy.

    Co do wymiany linków nie ma sprawy już dodałem twojego bloga do listy czytanych blogów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tej kwestii starałem się uniknąć, no ale skoro pytanie jest wprost to się przyznam :)

    Obecnie mój portfel to ok 2,5k. Niestety bycie studentem ma swoje ograniczenia, a nie chcę wszystkiego co mam ładować w akcje. I rozmiar portfela jest teraz dla mnie jednym z głównych ograniczeń :/

    Co do blogrolla to już dodaję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Spoko

    też niedawno byłem studentem i nie byłem tak roztropny jak ty i byłem można powiedzieć w długach. Dopiero 4,5 rok był to czas opamiętania, a dzisiaj po 2 latach mam 10k w portfelu blogowym, co nie stanowi wszystkich moich aktywów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ja jestem roztropny to inna kwestia :)

    Niemniej plan jest taki, żeby z miesiąca na miesiąc powiększać portfel, nie tylko poprzez dopłacanie, ale i dzięki zyskom.

    Grunt to zacząć, teraz już idzie z górki, bo widać efekty.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest niestety tak, że sam współczynnik R/R nie może być rozpatrywany bez prawdopodobieństwa realizacji pozytywnego scenariusza na danym walorze

    Jeżeli skuteczność systemu transakcyjnego wynosi to przykładowe 75% to możemy sobie pozwolić na R/R nawet na poziomie: 0,333 : 1 żeby być break even (pomijam prowizje)

    a prawdopodobieństwo realizacji trejdu jest niemożliwe do oszacowania przy graniu PA jakie proponujesz.

    drugą wadą R/R jest to że domniemany zasięg ruchu bywa zwykle przeszacowywany- zanim dojdzie do realizacji targetu, gracz często wychodzi wcześniej (nie pozwala zyskom rosnąć) bo np zmieniły się okoliczności itd itd

    wnioski?
    w mojej opinii R/R to taki mechanizm do oszukiwania siebie który prowadzi do prób łapania dołków/górek (no bo jak kupimy idealnie w dołku/na górce to R/R mamy kosmicznie wysokie)

    A przynajmniej tak to na mnie działało jak kiedyś patrzyłem na R/R :) koncepcja że mogę zarobić 10 zł na akcji a stacić tylko złotówkę zamulała mi umysł i popychała do słabych "życzeniowych transakcji"

    Po moich doświadczeniach proponuje odpuścić sobie zwracanie uwagi na to, tym bardziej że wyznaczanie R/R krytykują też niektórzy uznani trejderzy

    dobra rozpisałem się, starczy :)

    pozdrawiam
    manygridi

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails