Zapisz się na newsletter i obejrzyj jedno z moich szkoleń!

czwartek, 22 września 2011

Intuicja stosowana

Za każdym razem, kiedy myślę, rozmawiam lub piszę o intuicji towarzyszącej grze na giełdzie, niezmiennie w pamięci wracam do porównania użytego bodajże przez Grzegorza Zalewskiego podczas jednego ze szkoleń. Odnosząc się do intuicji amatora i intuicji profesjonalisty, w tym drugim przypadku przywołał anegdotę o strażaku, którego intuicja ocaliła kilka osób przed śmiercią pod zawalonym budynkiem. Strażak stwierdził, że nic mu w tym budynku nie pasowało, nic nie było takie, jakie podczas pożaru być powinno, dlatego też kazał ewakuować ekipę, po czym chwilę później dom się zawalił.

Absolutnie nie aspiruję do miana profesjonalisty, ale w ostatnich dniach intuicja zaczęła kierować moją uwagę w pewne obszary portfela. W zasadzie może brzmieć to trochę nieszczerze, gdyż wpis miał się ukazać wczoraj i to przed komunikatem Bena, a dziś będzie to trochę wyglądało, jak dorabianie bajki do przeszłych wydarzeń. Niemniej postanowiłem podzielić się moimi spostrzeżeniami, gdyż to właśnie w oparciu o nie podjąłem te decyzje, niejako wbrew zasadom, którymi powinien kierować się profesjonalny inwestor.

Chodzi o utrzymywane przeze mnie od jakiegoś czasu długie pozycje na certyfikatach na złoto i srebro, zabezpieczanych na ryzyku walutowym pozycją krótką na parze USD/PLN. Sporo jest do omawiania, gdyż mamy do czynienia z kilkoma wykresami, wyrażanymi w różnych walutach. Niemniej warto o tym wspomnieć, gdyż również w tych zależnościach kryją się kwestie, które przykuły moją uwagę.

Zacząć należy od tego, co właściwie miałem. Otóż miałem złoto i srebro w proporcjach mniej więcej 2:1 na korzyść złota. Przez długi czas starałem się grać na tych metalach w dolarach, czyli utrzymując na rynku forex krótkie pozycje o wartości 100% moich pozycji w metalach. Jednak ostatnie tygodnie sprawiły (a konkretnie umocnienie dolara), że przebalansowałem nieco poziom zabezpieczenia w stronę złotówki, a co za tym idzie, częściowo zyskiwałem również na wzrostach pary USD/PLN (utrzymywana tam krótka pozycja była mniejsza niż pozycja na metalach). Zabezpieczałem ok 60% ryzyka walutowego, co pozwalało pozostałym 40% korzystać na słabnącej złotówce.

Pierwsze wątpliwości pojawiły się w przypadku złota denominowanego w dolarach.
Jak widzicie na wykresie, ceny weszły w bardzo nietypową konsolidację. "Typowość" tej konsolidacji jest bardzo subtelną kwestią, lecz dotychczas niepewność na rynkach odzwierciedlała się w silnych wzrostach na tym metalu. Ostatnie tygodnie pokazują jednak dużą niepewność również na cenie złota. Niezdolność do osiągania dalszych maksimów, dziwne zachowania i zwiększona zmienność pokazują, iż inwestorzy nie posiadają już zdecydowanie prowzrostowego nastawienia. Moją uwagę zwróciło również zachwianie pewnych dotychczas korelacji, gdyż spadkom na giełdach towarzyszą teraz spadki na złocie. Jeszcze niedawno było to nie do pomyślenia.

Czas teraz na srebro.
Srebro do kwietnia, czyli do chwili zmian w wysokościach depozytów na ten metal, traktowane było jak tańszy zamiennik złota. Po solidnej, jak widać, korekcie, popyt na ten metal zdecydowanie zmalał, mimo że również pewne wzrosty dawały nadzieję na kontynuację trendu. Jednak całość tych analiz przekreślona została przez dzisiejszą sesję, w której srebro zaliczyło bardzo mocny spadek. Okazało się jednak, że srebro to nie tylko metal inwestycyjny, ale również w dużej mierze przemysłowy. W efekcie tych wydarzeń, na srebro patrzę dziś bardziej przez pryzmat miedzi (poleciała dziś o ponad 7% w dół), niż przez pryzmat złota. 

I w końcu dolar
Nie jestem szczególnym zwolennikiem harmonii rynków, lecz pierwsze dwa szczyty dzieli dystans około 15-16 miesięcy, czyli dokładnie tyle, ile minęło od drugiego z nich do dziś. Historia pokazuje, że szczyty mają to do siebie, że po ich przekroczeniu następuje dość istotny ruch w przeciwnym kierunku. Z kolei dynamiczne trendy mają też to do siebie, że the sky is the limit, ale w sytuacji "technicznego" oczekiwania na szczyt, postanowiłem nieco spasować.

 I teraz czas na sedno całego wpisu, czyli certyfikaty na srebro i złoto.
W obu przypadkach widzimy wyraźnie wzrostową tendencję, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Niestety, smuci fakt, że duża część ostatnich wzrostów jest wynikiem osłabiającej się złotówki, a nie aprecjonujących instrumentów bazowych. Tak więc, z perspektywy certyfikatów, impreza trwa dopóty, dopóki USD/PLN rośnie w dotychczasowym tempie. Dziś wzrosty dolara ledwie utrzymały w ryzach spadki na złocie, ale już w przypadku srebra zrealizował się spadek o ponad 5%.

Opisane powyżej kwestie sprawiły, że postanowiłem zamknąć całość moich pozycji na tych dwóch metalach, realizując jednocześnie zyski. Z jednej strony były to certyfikaty kupowane przez IKE, pomyślane na długie trzymanie w nadziei, że te metale (głównie złoto) będą zyskiwały na wartości. Z drugiej jednak strony, doszedłem do wniosku, że skoro nie widzę na razie przesłanek do dalszych wzrostów, a rodzą się obawy o scenariusze spadkowe, nie ma co zaciskać zębów i trzeba uciekać z kapitałem.

Mimo moich obecnych obaw, jestem gotów w każdej chwili odnawiać pozycje. Ujawnia się tutaj przewaga posiadania papierowego złota i srebra, co jest w wielkiej niełasce u inwestorów wieszczących upadek globalnego systemu finansowego, gdzie jedyną twardą walutą będą sztabki zakopane w ogrodzie. Dzięki certyfikatom, kupuję złoto taniej i elastyczniej, nie ponosząc przy tym kosztów bicia, transportu i przechowywania monet bulionowych. Oczywiście ponoszę za to ryzyko emitenta, ale na razie nie wydaje mi się, aby sytuacja wyglądała tak źle.

Tak więc trend na certyfikatach nie jest już moim przyjacielem, a zyskom na razie nie pozwalam rosnąć. Zabrałem zabawki i czekam na rozwój zdarzeń, utrzymując jednak pełną gotowość do odnowienia pozycji, czy to w złotówce, czy w dolarze. 

A Wy co myślicie?

7 komentarzy:

  1. aaaa ja myślę że commodities ku zdziwieniu wszystkich odwracają się i wchodzą w trend spadkowy i jak zauważyłeś certyfikaty ratuje tylko słabnący PLN

    OdpowiedzUsuń
  2. tak dla porządku. To nie anegdotka, tylko jedno z badan prowadzone przez Gary Kleina.
    Pisalem o jego ksiazce tu:
    http://blogi.bossa.pl/2010/10/29/nowicjusze-i-eksperci/

    OdpowiedzUsuń
  3. @GZ

    Ująłem to jako anegdotę, gdyż nie udało mi się dotrzeć do odpowiedniego nagrania ze szkolenia.

    Ale bardzo dziękuję za doprecyzowanie.

    Gdzieś w sieci spotkałem się ze stwierdzeniem, że różnica między intuicją początkującego i zaawansowanego inwestora jest taka, że ten pierwszy nie widzi tej różnicy :)

    Trzeba przyznać, że coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpal sobie Prechtera- może się w końcu wstrzelił :)

    OdpowiedzUsuń
  5. The situation is evolving constantly, and an expert will know which elements are important to follow, and which are not. The expert has been in a situation enough times before that they can mentally simulate what should be happening, and recognize when things are deviating from their expectancies, which is a sign of danger. Another good example: a fire commander goes into a building for what he thinks is a regular kitchen fire. As he’s scouting around, he realizes that it’s not behaving like a normal fire. It’s too quiet, and too hot. He doesn’t like it, and pulls his team out of the house. A few moments later, the floor of the house collapses – the fire was actually in the basement. He had no idea that there was even a basement, but his experience let him know that something was wrong, and that he needed to figure out why the situation diverged from his expectations before he continued.

    cytat za:

    http://www.nehrlich.com/blog/2005/01/16/sources-of-power-by-gary-klein/


    A co do Prechtera to może sobie strzelać dalej z prognozami, ja wolę klasyczną AT, price action, stop lossy i trochę intuicji, jak teraz.

    A patrząc na wczorajsze zachowania srebra i złota, faktycznie był pożar w piwnicy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. TO jest troche przyznanie "wiem, ze nic nie wiem"
    Doswiadczony gracz na rynku powie - nie wiem o co chodzi. POczekam

    Amator - bedzie mowil "pewnie zaraz spadnie. W koncu na wykresie to to i to, a analityk B powiedzial A itp itd. NIe ma wglądu w siebie na tyle duzego, zeby zauwazyc, ze za chwile zrobi to samo i powie - pewnie zaraz wzrosnie bo XYZ"
    Caly czas potrzebuje wyjasnien i je znajduje. Nie jest w stanie zauwazyc, ze i tak nic nie rozumie.

    OdpowiedzUsuń
  7. To trochę też przekłada się na fakt, że preferuję podejście AT w przeciwieństwie do analizy fundamentalnej.

    Analityk techniczny zakłada pewien scenariusz i realizuje go poprzez dostosowanie swoich działań do rynku. Jeśli scenariusz się nie sprawdza, ponosi stratę do wysokości stop lossa i mówi "trudno, pomyliłem się, to rynek ma rację".

    Z kolei fundamentalny ma w mojej ocenie większą potrzebę rozumienia i uzasadniania zachowania rynku. Jeśli spółka jest w dobrej kondycji, ale jej cena spada to znaczy, że rynek się myli.

    Nawet obecnie sporo się mówi, że wyceny są atrakcyjne, bo akcje tanie, a spółki w dobrej kondycji. Jako technik patrzący na wykres, raczej nie jestem w nastroju do zakupów :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails