sobota, 30 lipca 2011

Strategia in statu nascendi

Okazuje się, że nie tylko ja staram się nieść kaganiec oświaty w dziedzinie opcji i strategii opcyjnych :) Dopiero się dopatrzyłem, że na forum StockWatch.pl został założony WĄTEK dotyczący rozwijania i przekształcania strategii. Buldi zna się na rzeczy, gdyż zazwyczaj gdy podejmuję  tę tematykę, on odpowiada jako pierwszy.

Zachęcam Was do rzucania okiem na ten wątek, z pewnością znajdziecie tam wiele ciekawych informacji. Sam również postaram się komentować, a z racji dużo większego grona użytkowników forum SW, może się wywiązać całkiem ładna dyskusja.

Oby tylko admini go nie zastrzegli :)

Jeszcze słówko o płynności

Po raz kolejny będę pisał na temat spreadów i animacji na rynku opcji, gdyż jest to rzecz niebagatelna i odgrywa tym większą rolę, im aktywniej działamy na rynku. Pierwszą kwestią, którą chciałbym poruszyć jest znaczenie obecnych spreadów dla strategii opcyjnych, które będziemy lub możemy realizować. Odsyłam tu do postu z maja, gdzie starałem się pokazać, jak muszą się zmienić poszczególne parametry wpływające na wycenę opcji, aby zarobić zaledwie na sam spread.

W związku z powyższym postarajmy się przełożyć koszt spreadu na strategię składającą się z większej ilości opcji. Chcąc otworzyć wszystko za jednym razem i przetrzymać do wygaśnięcia jesteśmy zmuszeni ponieść koszt tylko raz, podczas ustawiania całej strategii. Co jednak, gdy chcemy aktywnie modyfikować nasz profil wypłaty? Wtedy koszty znacząco rosną, pomniejszając nasze potencjalne zyski lub zwiększając straty. Dlatego też warto mieć ten fakt z tyłu głowy w chwili, gdy planujemy nasze działania, w szczególności przy projektowaniu strategii, którą będziemy starali się ustawić. 

Strategie opcyjne posiadają różne cechy, a jedną z nich jest wielkość oczekiwanego zysku. Niektóre mają zysk teoretycznie nieograniczony (kupno call), inne z kolei mają zysk ograniczony do z góry określonej wartości (np. spready). Jednak oprócz strategii statycznych, niektórzy stosują również bieżące modyfikacje pod konkretne zmiany na rynku. I wtedy właśnie może się okazać, że szerokie spready w znaczącym stopniu pogarszają wyniki. Po prostu na naszym rynku nie opłaca się grać pod małe ruchy i kolekcjonować punkt do punktu. Jeśli nawet nam się uda taka strategia, po podliczeniu całości może się okazać, że w spreadach oddaliśmy dużą część zysku.

Drugi aspekt płynności na rynku opcji będzie miał bardziej pozytywną wymowę. Chodzi tu o obecność animatorów, którzy trzymają cenę danych opcji w pobliżu ich modeli wyceny. Wyobraźmy sobie sytuację techniczną na indeksie, w której korekta w trendzie wzrostowym znajduje się na wyraźnym wsparciu. Oscylatory są wyprzedane i w zasadzie każdy, kto kiedykolwiek zajmował się analizą techniczną widzi, że jest czas na kupowanie. Jeśli dorzucimy do tego niedalekie wygasanie opcji, z pewnością popyt będzie dość duży, na przykład niektórzy będą chcieli zrealizować coś takiego i takiego.

Bez animatora, rynek mógłby znacząco odjechać wskutek zwiększonego popytu ze strony inwestorów. Z drugiej strony, jeśli sytuacja jest ewidentna (o ile można takie określenie zastosować do rynku), niewiele osób zdecyduje się na wystawienie ofert sprzedaży.Tak więc bez obecności market makerów, którzy trzymają ceny opcji, inwestorzy zainteresowani aktywnym swing tradingiem na tych instrumentach mogliby bujać zmiennością implikowaną w bardzo dużym stopniu.

Tak więc nawet jeśli nasz rynek nie jest szczególnie urodziwy, trzeba się cieszyć, że jest tak a nie gorzej i mieć nadzieję, że działania GPW będą ukierunkowane na rozwój polskiego rynku opcji.

piątek, 22 lipca 2011

Złota zasada

Jest wiele zasad dotyczących gry na giełdzie. Jedne z nich traktują o ograniczaniu ryzyka, jeszcze inne o wykorzystywaniu różnych jego stanów do zarabiania. Jednak najważniejszą zasadą, będącą raczej idealną wizją funkcjonowania w tym środowisku jest "kupuj tanio, sprzedawaj drogo". Wydawać by się mogło, że to banał i oczywistość, lecz często o tym zapominany w ferworze walki na parkiecie. Bardzo ładnie rozrysował to jakiś czas temu Grzegorz Zalewski, gdy na szkoleniu w Poznaniu na przykładzie kilku świeczek pokazywał, że w pewnym momencie psychika inwestorów indywidualnych (dyskrecjonalnych, nieradzących sobie z emocjami) pęka i decydują się oni zawrzeć transakcję. Po czym okazuje się, że był to właśnie najgorszy moment, górka i czas, w którym należało zagrać w drugą stronę.

Dzisiejszy wpis nie będzie o psychologii, ale o dokonywaniu modyfikacji w strategiach opcyjnych. Gracze stosujący bardziej aktywne zarządzanie strategią starają się wykorzystywać różne stany rynku do poprawy jej parametrów. Niekiedy jednak zapominają o zasadzie "kupuj tanio, sprzedawaj drogo" i wprowadzają modyfikacje w zupełnie przypadkowych momentach.

W przypadku opcji zasada ta musi zostać nieco rozszerzona, gdyż wymaga tego specyfika instrumentu. Dlatego też można ją określić następująco:

- gdy rynek jest wykupiony, kupuj opcje put i wystawiaj opcje call,
- gdy rynek jest wyprzedany, kupuj opcje call i wystawiaj opcje put.

Stosując się do powyższych wskazówek, dodatkowo rozszerzając je o kontrakty terminowe (kupowane w dołkach i sprzedawane na górkach :) ) możemy w znaczący sposób poprawić wyniki naszej strategii. 

W teorii wygląda to bardzo ładnie, lecz warto jest pamiętać o kilku kwestiach. Po pierwsze musimy mieć opracowaną jakąś metodę mierzenia wykupienia i wyprzedania rynku. Zazwyczaj przytacza się tu przykład oscylatora, lecz w silnych trendach należy mieć do niego bardzo ograniczone zaufanie. Można oczywiście dokonywać tego "na oko" lub też mierząc poszczególne długości swingów starać się antycypować docelowe poziomy danego ruchu. Jak najbardziej pasują tu też wsparcia i opory, jako miejsca potencjalnego odwrócenia (zachęcam do przyjrzenia się obronie wsparcia i 50% Fibo na S&P500 w okolicach 1305).

Kolejna sprawa, będąca niejako konsekwencją powyższej, to kierunek dominującego trendu. Zdecydowanie przestrzegam przed zajmowaniem pozycji wbrew trendowi, czyli np. sprzedawania opcji call w trendzie wzrostowym. Rynek pokazał już nie raz, że potrafi przetrzymać wskaźniki wykupienia/wyprzedania w skrajnym położeniu przez dłuższy czas.

Idąc dalej tym tropem, trzeba mieć jakiś plan awaryjny. Albo zamykać część pozycji stop lossami albo przekształcać się tak, żeby ewentualne ryzyko zmniejszać. Jest też możliwość próbowania wariantu delta neutral, o którym będzie jeszcze okazja powiedzieć dwa słowa w przyszłości.

Istotną przewagą opcji, często przeze mnie podkreślaną, jest fakt, iż w przypadku zajmowania krótkich pozycji, odwrócenie nie musi mieć miejsca "tu i teraz". Jeśli sprzedamy opcję, czas działa na naszą korzyść, a dodatkowo mamy pewien bufor bezpieczeństwa w przypadku otrzymanej premii. Dlatego też, jeśli jesteśmy przekonani że dany poziom powinien się obronić, możemy sprzedać niedaleką opcję nie obawiając się kosztownego wypadania na drobnych przebiciach testujących wsparcie/opór.

Stosując się do zasady "kupuj tanio, sprzedawaj drogo", jesteśmy w stanie znacząco poprawić nasze wyniki inwestycyjne. Im dłużej utrzymujemy naszą strategię, tym więcej swingów jesteśmy w stanie wykorzystać do przekształceń, a co za tym idzie, nasz profil wypłaty może się nieustannie podnosić. W przypadku strategii netto długich lub zrównoważonych (straddle, butterfly etc.) daje nam to szansę na przeniesienie całego profilu wypłaty w obszar zyskowności (na strategii nie możemy stracić), natomiast przy strategiach netto krótkich (short straddle etc.) nasze pole zysku (przedział wartości instrumentu bazowego) może się znacząco rozszerzyć.

Polecam przejrzenie wykresów cen opcji (call i put) i porównanie ich z ekstremami swingowymi na wykresie instrumentu bazowego.