środa, 27 lutego 2019

Ryzyko kupowania po silnych wzrostach

Ostatnie tygodnie przynoszą inwestorom wiele przykładów spółek, które zanotowały spektakularne wzrosty. To cieszy, jeżeli posiadamy akcje w portfelu, ale jest niemałym wyzwaniem, jeżeli zamierzamy je dopiero kupić.

Można wskazać wiele spółek, które zaliczyły bardzo udany początek roku. Mianem bardzo udany można określić walory, które wzrosły o 15-20%, ale na rynku nie brakuje podmiotów, które zanotowały wzrost przekraczający 100%. Żeby nie szukać daleko, wskażę tu przykład iFirmy, o której pisałem na początku lutego.


Kiedy pisałem powyższy artykuł, 7 lutego, notowania oscylowały w okolicy 2,20 zł i podnosiły się dopiero z dołka na poziomie 2 zł. Tymczasem zaledwie w dniu wczorajszym kurs przebił poziom 3 zł, co oznacza wzrost o ok. 50% na przestrzeni niecałego miesiąca. Wykres spółki prezentuje się następująco:


Przykład tej spółki jest zaledwie jednym z wielu, ale doskonale obrazuje sytuację na niektórych podmiotach.

Tym, na co chcę zwrócić uwagę czytelników bloga w dzisiejszym tekście jest zagrożenie, jakie się z tym wiąże. Poniżej prezentuję przykład spółki Sunex, której kurs od listopada do ostatniego szczytu wzrósł o ok. 150%:


Jak widać na wykresie, notowania w jednym momencie zerwały się do lotu i zrealizowały bardzo duży rajd w górę. Obecnie natomiast kurs, po krótkim okresie stabilizacji, zalicza bardzo dotkliwą korektę.

Sunex był bohaterem jednego z moich styczniowych filmów, w którym opisywałem jak ważne jest trzymanie ręki na fundamentalnym pulsie spółek. Jeden dobry raport w połączeniu ze sprzyjającymi oczekiwaniami na przyszłość może przełożyć się na taką właśnie zwyżkę kursu.



Jednak tym, co pchnęło mnie do napisania dzisiejszego tekstu jest mail, którego otrzymałem od jednego z czytelników bloga i widzów mojego kanału na YouTube.

Kupił on akcje Sunexu w fazie najsilniejszych wzrostów, po cenie 5,80 zł. Niewielka płynność waloru pozwoliła mu sprzedać tylko 5% posiadanego pakietu z zyskiem. Pozostała część akcji nadal pozostaje w portfelu inwestora i generuje aktualnie stratę przekraczającą 20%.

Co w takiej sytuacji zrobić? Ja sam zawsze powtarzam, że jeżeli nie czujemy się komfortowo z daną pozycją, należy posiadane papiery sprzedać, nawet jeżeli mielibyśmy skasować dużą stratę. Może to być cenna lekcja na przyszłość, ale nie ma sensu męczenie się z pozycją, która może spaść jeszcze bardziej. Rezygnujemy tym samym z szansy na potencjalne odbicie, ale skoro już obecna sytuacja jest dla nas problemem, nie ma sensu jej przedłużać i pogłębiać.

Oczywiście lepiej jest zapobiegać niż leczyć. W takiej sytuacji z pewnością pomogłaby zwiększona awersja do ryzyka. W końcu nieczęsto zdarza się, aby walory rosły o 100% bez większej korekty. Prędzej czy później musi ona wystąpić, a im notowania są wyżej, tym większe jest ryzyko takiego scenariusza. Dlatego moim mechanizmem obronnym przed podobnymi sytuacjami jest rezygnacja z kupowania akcji w trakcie lub tuż po silnych wzrostach.

Wolę odpuszczać tak dynamiczne spółki lub czekać na korekty aniżeli ryzykować, że zaraz po kupnie akcje zaczną spadać, a moja pozycja znajdzie się w stracie. Nie jest to wynik jakiegoś odgórnie przyjętego założenia, ale skutek wieloletnich doświadczeń na rynkach finansowych. Zdarzało mi się kiedyś kupowanie podobnych wzrostów, ileś razy cierpiałem w takich nagłych korektach i uznałem, że wolę zrezygnować i szukać zysku gdzie indziej niż narażać się na ryzyko gwałtownego cofnięcia. Z tego też względu nie kupiłbym dzisiaj akcji iFirmy. Pachnie korektą.

Szukając kontrargumentu można powiedzieć, że przykłady iFirmy, Sunexu, czy chociażby Grupy Azoty pokazują, że można kupić akcje po wzroście o 20-30% i wyjąć z tego zysk na poziomie kolejnych 20-30%. Faktycznie, jest to prawda, takie rzeczy się zdarzają. Nie są one jednak regułą i trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Przypomina to trochę naciąganie gumki recepturki. Małe odchylenia powodują małe cofnięcia, a im silniejsze naprężenie, tym większa reakcja zwrotna.

Rynkowi zdecydowanie łatwiej jest wygenerować pierwsze 20-30% niż od razu podwoić ten wynik. Wynika to w dużej mierze z podejścia takich inwestorów jak ja - im jest drożej tym mniej skłonni jesteśmy kupować akcje. Z jednej strony popyt słabnie, a z drugiej nasila się podaż od tych osób, które kupiły na dołku i już notują przyjemy zysk. Jak to mówią, ostatni gasi światło.

Czy zatem nie ma możliwości korzystania z takich rynkowych okazji?

Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem jest próba wyłapania przecenionych spółek zanim jeszcze wejdą w fazę wzrostów. Będąc pewnym fundamentów spółki możemy systematycznie akumulować akcje w miarę spadków, aby być przygotowanym ze zbudowaną pozycją na powrót do ruchu wzrostowego. Wymaga to oczywiście przekonania, że sam walor jest w dobrej kondycji. Przykład takiego podejścia do inwestowania opisywałem w połowie 2018 roku i stosuję to podejście do chwili obecnej.


Jeżeli zatem duża część spółek jest dla nas w obecnej chwili za droga, siłowanie się z samym sobą nie ma sensu. Należy poszukać innych okazji lub zaczekać kilka tygodni, a być może się one pojawią. Jestem zdania, że lepiej jest przez pewien czas stanąć z boku niż łapać wszystko co się da kosztem podwyższonego ryzyka.

Pamiętajcie o tym analizując wykresy spółek, których notowania wzrosły o kilkadziesiąt procent. Ostatni gasi światło.


3 komentarze:

  1. Najbardziej spektakularne odbicie spółki z mojego portfela: Grodno. To jest najlepszy przykład bessy płynnościowej :D Ifirmę dokupiłem ostatnio po 2,20 zł. Liczyłem, że po przebiciu 2 zł aktywują się stop lossy, ale niestety nic z tego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje! Kupując przecenione papiery ryzykujemy dalszym spadkiem, ale mamy również pewność, że jak tendencja się zmieni, będziemy już na pokładzie. Inaczej trzeba by było się mocno głowić, czy wchodzić w pędzie, czy odpuścić walor.

      Usuń
  2. Radek trzeba było mnie dać cynk to bym kupił ale w tej chwili polecam Autopartnera.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails