Z kodem HUMANISTAWS22 otrzymasz 100 zł zniżki na udział w konferencji!

czwartek, 8 lutego 2018

Co można wyczytać z arkusza zleceń? Polujemy na grubasa.

Postanowiłem zrobić niedawno mały eksperyment i wykupić na miesiąc notowania z dostępem do pełnego arkusza zleceń. Okazuje się, że przyglądając się rynkowi w bardzo dużym powiększeniu możemy dostrzec interesujące zdarzenia.

Jak dobrze wiecie z rachunkiem maklerskim inwestorzy otrzymują dostęp do notowań w czasie rzeczywistym. W ich ramach możemy, najczęściej bezpłatnie, obserwować jedną, aktualnie najlepszą, ofertę kupna oraz jedną ofertę sprzedaży. Jeżeli chcemy głębiej wniknąć w rynek, możemy wykupić dostęp do pięciu najlepszych ofert lub też do pełnego arkusza zleceń, gdzie widzimy wszystkie zlecenia kupna i sprzedaży. Pełen arkusz najczęściej jest płatny i aby uzyskać do niego dostęp musimy wygenerować odpowiednie obroty na rachunku lub zapłacić konkretną sumę za tę usługę. W moim wypadku było to ok. 200 zł za miesięczny dostęp.



Obserwując pełne notowania od zaledwie tygodnia już teraz wiem, że każdy inwestor przynajmniej raz powinien zajrzeć do pełnego arkusza zleceń. Zdecydowanie poszerza on naszą świadomość tego, co dzieje się na rynku.

Mabion i przewaga popytu nad podażą


W dniu 1 lutego do portfela Spółek Ciekawych Technicznie trafiły akcje Mabionu. Tym, co mnie do nich przekonało był fakt, że kurs doszedł od wsparcia na poziomie 110 zł. Oczekiwałem, że wsparcie zostanie obronione, a notowania pójdą do góry. Pech chciał, że kilka dni później trafił się feralny wtorek, kiedy to warszawską giełdę dotknęły bardzo silne spadki zrealizowane pod wpływem impulsu z USA. W efekcie notowania Mabionu spadły w tym dniu o 5%, co i tak było niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę, że w najgorszym momencie sesji kurs spadał o ponad 13%.


Kolejnego dnia, czyli w minioną środę, postanowiłem zajrzeć do arkusza zleceń sprawdzając, co w trawie piszczy. Okazało się, że kurs znajdował się na lekkim plusie, bodajże w okolicach 1%, ale arkusz wyglądał zdecydowanie ciekawiej.

Po stronie sprzedaży stało kilka niewielkich ofert po kilkadziesiąt akcji, do tego mocno rozproszonych względem rozpiętości cenowej. Tymczasem po stronie popytu stały wielokrotnie większe zlecenia kupna tuż poniżej aktualnej ceny rynkowej. Pierwszym co przyszło mi do głowy była myśl, że za chwilę któryś z kupujących nie wytrzyma presji i zdecyduje się zagrać wyżej, wynosząc notowania mocno w górę.

Z tą myślą poszedłem do innych obowiązków i w sumie nie zdziwił mnie bardzo fakt, że sprawdzając notowania w końcówce sesji widziałem Mabion na zdecydowanym plusie. Ostatecznie dzień zamknął się wzrostem o 8%. Można powiedzieć "kto by pomyślał?", ale z drugiej strony brak równowagi pomiędzy popytem i podażą był widoczny już kilka godzin wcześniej.

iFirma i grubas w arkuszu


Jeżeli jesteście trochę dłużej na giełdzie to znacie opowiadania o "grubasie", który rozpycha się w arkuszu i trzęsie kursem według swojego widzimisię. W czasie czwartkowej sesji taki właśnie grubas trafił się na notowaniach iFirmy, którą jak wiecie posiadam w portfelu i z dość bliska analizuję.



Powyżej widzicie wykres kursu, który od pewnego czasu znajduje się w nie najlepszej kondycji. Najpierw pokonane zostało wsparcie na poziomie 3,85 zł, a rynek zszedł w nieco niższy zakres notowań. Wtorkowe zawirowania, mimo że dotkliwe, nie zmieniły dotychczasowej wymowy technicznej wykresu. Stało się to dopiero dzisiaj w wyniku spadkowej sesji, która jeszcze trwa w chwili, gdy piszę te słowa.

Na początku muszę Wam zarysować pewien kontekst dotyczący sytuacji spółki. Na przełomie sierpnia i września 2017 roku na wniosek jednej z akcjonariuszek spółki pakiet 327 500 akcji został przekwalifikowany z akcji imiennych na akcje na okaziciela. W początku 2018 roku akcje te zostały zdematerializowane i wprowadzone do obrotu na GPW.

Rynek od początku roku najwidoczniej obawiał się scenariusza, w którym akcje te trafią na parkiet. Stąd spadki z pierwszej połowy miesiąca. Pierwszą sesją, na której akcje te mogły zostać sprzedane był dzień 19 stycznia. Od tego czasu podglądam sobie arkusz i jak do tej pory nie było widać większej aktywności po stronie podażowej. Aż do dziś, kiedy to w arkuszu zleceń pojawił się sprzedający:


Jak widzicie standardowa wielkość zlecenia w obrocie akcjami iFirmy to kilkaset sztuk. Pakiet 1000 akcji to zlecenie o wartości ok. 3500 zł, więc można powiedzieć, że handluje się tu głównie małymi transzami. Tymczasem w dniu dzisiejszym w arkuszu pojawiło się zlecenie sprzedaży 38 tys. akcji, co odpowiada w przybliżeniu kwocie 130 tys. zł. Co więcej, oprócz tego zlecenia obserwujemy kilka innych, skupionych tuż poniżej tego poziomu.

Jakby tego było mało, w arkuszu pojawiły się charakterystyczne transakcje przypominające ruchy osoby, która chce się pozbyć dużej liczby akcji. Zobaczcie sami:


Przepraszam za dużą grafikę, ale chciałem tu pokazać mechanizm realizacji takich zleceń. Jest to lista wszystkich transakcji, które dokonane zostały na walorze od początku sesji do godziny 14.30. Ramkami zaznaczyłem charakterystyczne grupy transakcji, które zrealizowane zostały w tej samej sekundzie. Fakt, iż cena transakcyjna w ramach tych pakietów stopniowo spadała sugeruje, że były to zlecenia sprzedaży "zjadające" po kilka zleceń kupna na raz. Ostatecznie spadki zatrzymały się na poziomie 3,35 zł, co oznacza -7,20% w ciągu sesji. W ramach tych kilku transakcji sprzedano łącznie 8 tys. akcji.

I tu zaczyna się lista pytań

Czy osoba, która wstawiła zlecenie o wartości 38 tys. akcji to ta sama osoba, która sprzedała "z ręki" 8 tys. akcji w ciągu sesji? Czy jest to jednocześnie ta sama osoba, która jeszcze niedawno dysponowała pakietem 327 tys. akcji? A może ktoś zupełnie inny?

Dlaczego sprzedaje tak szybko, nawet kosztem zbicia kursu iFirmy do relatywnie niskich poziomów? Czy wynika to z "trupa w szafie" o którym dowiemy się w przyszłości, czy może ktoś nieumiejętnie pozbywa się papierów? A może chodzi o szybkie uwolnienie gotówki, nawet kosztem gorszej ceny?

Kluczowe wydaje się pytanie, co z pozostałymi 300 tys. akcji (przy założeniu, że sprzedaje jedna konkretna osoba). Czy one też trafią na rynek w podobnej formie?

A może jest zupełnie na odwrót i kurs jest specjalnie "zbijany" do niższych poziomów, aby jakiś większy kapitał mógł zająć pozycję po korzystniejszej cenie? Rynek jest płytki, więc trudno jest liczyć, że kupujący "pożywi się" na zleceniach przypadkowych inwestorów. W efekcie, żeby "grubas" mógł tanio kupić, inny "grubas" musi tanio sprzedać.

A może taki właśnie jest deal? Jeżeli okaże się, że do spółki wejdzie np. TFI, być może takie postawiło warunki. Weźmiemy te 300 tys. akcji, ale po cenie nie wyższej niż 3,40 zł.

Pytania, pytania, pytania, na które w chwili obecnej brakuje mi odpowiedzi.

Pełen arkusz odsłania swoje tajemnice


Jak sami widzicie, bardziej wnikliwa obserwacja pełnego arkusza zleceń w połączeniu z listą zawartych transakcji pozwala śledzić posunięcia większych giełdowych graczy. Pozwala również na odszukiwanie okresowych braków równowagi pomiędzy popytem a podażą. Jest to szczególnie przydatne w sytuacji, kiedy sami chcemy sprzedać większy pakiet akcji. Mamy dzięki temu możliwość sprawdzenia, jak głęboki jest rynek oraz ile musimy zejść z ceny, żeby papiery szybko sprzedać.

Zanim nie zacząłem zaglądać do pełnego arkusza zleceń wiele rynkowych zachowań było dla mnie tajemnicą. Walor spada o 7%, nie ma żadnych komunikatów, a więc pojawia się pytanie o przyczyny takich zdarzeń. Dzięki możliwości podglądania ruchu rynkowego z bliska, widać więcej.

Pojawia się pytanie, czy warto wydawać 200 zł miesięcznie na dostęp do pełnego arkusza. Uważam, że przynajmniej raz warto spróbować. Właśnie po to, żeby tak jak ja, zobaczyć więcej. Na długą metę korzyści z tak wnikliwego śledzenia rynku odniosą wyłącznie osoby, które w trakcie sesji siedzą przy monitorze i patrzą na notowania. Jeżeli zaglądacie na giełdę tylko po sesji, będzie to zapewne dla Was zbędny wydatek.

Na koniec chciałbym odesłać Was do nagrania, które skłoniło mnie do bliższego przyglądania się rynkowi. W jego trakcie Konrad Ryczko z DM BOŚ mówi o tradingu na podobnych walorach w podobnych sytuacjach rynkowych.


Ciekaw jestem, jak Wy podchodzicie do tego rodzaju analizy danych giełdowych. Śledzicie to, co dzieje się w arkuszu? Czy może jest to Wasze pierwsze spotkanie z tak głębokim wchodzeniem w rynek?

Jeżeli interesuje Was bycie na bieżąco z tekstami ukazującymi się na blogu, zachęcam do zapisania się na newsletter.

6 komentarzy:

  1. Interia publikuje pełny arkusz zleceń z opóźnieniem 15 minut.
    Dla ogólnej oceny sytuacji w pełni wystarczy.
    Przykład IFIRMA: http://mojeinwestycje.interia.pl/gie/prof/spolki/notowania?wlid=6852&ks=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście zaglądam przed kupnem lub sprzedażą jak wyglądają zlecenia i gdzie je najlepiej ustawić (np. przed jakimś dużym).
      Co do wykładu Konrada to jest to propozycja dla tych, co już mają duże doświadczenie na giełdzie. Bo to jest mocna spekulacja i można się tam ostro przejechać na ocenie stanu rynku.

      Usuń
    2. Nie wiedziałem, że można śledzić to z opóźnieniem gdzieś w necie. Zależy, do czego kto wykorzystuje takie dane i jak szybko ich potrzebuje. W przypadku niektórych bardziej aktywnych graczy potrzebne jednak będą dane bez opóźnień.

      W kontekście wykładu to owszem, próba replikowania podejścia może się źle skończyć. Niemniej wykład bardzo wartościowy i wiele można z niego wynieść bez próby powtarzania zagrań.

      Usuń
    3. Cześć! Tu jest fajny, przejrzysty arkusz zleceń, szkoda tylko, że nie ma godziny wystawienia zlecenia tak jak na interii.

      https://gragieldowa.pl/spolka_arkusz_zl/spolka/MAB/typ/0

      Usuń
  2. Szkoda kasy ,nie kupuje z zasady spólek gdzie kazio handluje z konradem to jest po prostu żenua,prawdziwą kasą powinno się obracać na spółkach które mają obroty co najmniej 1 mln zł na sesji a osobiście dla mnie to 7mln reszta to piaskownica.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nic nie zmieni faktu że giełda jest stałym źródłem dochodu jedynie dla grubych ryb, dla całej reszty to czysty hazard.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails