czwartek, 8 września 2022

Uśrednianie dla hardkorów - kupuję Wig20

Indeks Wig20 z tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc spada, notując coraz niższe poziomy cenowe. Ale z drugiej strony wiemy, że indeks nie może zbankrutować. Czy jest to więc czas na zakupy tego największego i najbardziej krytykowanego wskaźnika polskiej giełdy? I czy uśrednianie może nam tu w czymś pomóc?

Dobrze wiecie, że lubię uśrednianie. Zdaniem niektórych moje budowanie pozycji na CD Projekcie jest szaleństwem i utratą wszelkiego rozumu, ale ja lubię myśleć o sobie jako o umiarkowanym zwolenniku uśredniania. W końcu przy każdej okazji piszę, w jakich granicach się poruszam, gdzie są ryzyka oraz kiedy uśredniać nie należy. Niemniej łatka przylgnęła i dzisiejszy tekst może to jeszcze pogłębić.

Rynki finansowe oscylują wokół historycznych średnich, czasami się od nich oddalając. Odchylenie mocno w górę oznacza zazwyczaj hossę, a odchylenie w dół bessę. W wypadku pojedynczych spółek silne spadki w rejony wieloletnich minimów mogą świadczyć nie tylko o pesymizmie inwestorów, ale sugerować również obawy o przetrwanie samej spółki i jej zdolność do generowania jakichkolwiek zysków.

Zupełnie inaczej ma się sytuacja z indeksem, który nie może zbankrutować. W wypadku indeksu Wig20, a to o nim będzie dziś mowa, jeżeli poszczególne spółki z niego wypadną, w ich miejsce wejdą inne, w domyśle lepsze walory. Z tymi lepszymi nie zawsze się sprawdza, o czym świadczą liczne przykłady (np. Mercator), ale faktem jest, że sam indeks może być nisko, ale do zera nie spadnie.

Spójrzmy zatem, w jakiej sytuacji na indeksie Wig20 się obecnie znajdujemy:

Obecne okolice 1450-1500 punktów to rejon, który był odwiedzany zaledwie dwukrotnie na przestrzeni ostatnich 18 lat. Raz był to dołek bessy 2008-2009, a raz panika związana z wybuchem pandemii w 2020 roku. Musnęliśmy raz jeszcze ten rejon na jesieni 2020, ale poza tym jest to czyste terytorium.

Czy warto teraz kupić indeks Wig20?

Z historycznego punktu widzenia, patrząc przez pryzmat wykresu, można powiedzieć, że jest tanio i warto kupić indeks Wig20. Ale czy już warto, czy jeszcze należy poczekać?

Oczywiście podejmując każdą decyzję inwestycyjną należy w pierwszej kolejności patrzeć na przyszłość. Moim zdaniem mamy tu do rozpatrzenia kilka scenariuszy.

Czy Wig20 kiedykolwiek się podniesie? 

Jak wiemy, znajdujemy się w specyficznym rejonie geograficznym i można sobie wyobrazić scenariusz, gdzie walki przenoszą się tuż pod nasze granice lub że konflikt w Ukrainie nabiera tak wysokiej temperatury, że zagraża naszemu regionowi. Oczywiście przełożyłoby się to na jeszcze większą przecenę polskich spółek, zwłaszcza z indeksu Wig20. Co więcej, utrzymywanie się takiej sytuacji przez dłuższy czas mogłoby skutecznie zamrozić nasz indeks na niskich poziomach.

Z drugiej strony nie jest to mój scenariusz bazowy. Idąc tym tropem należałoby spieniężyć wszystko, co mamy wycenione w polskim złotym i przenieść się na zachód. Zakładam, że GPW pozostanie atrakcyjna i kiedy sytuacja wróci do normy, indeks odbije.

Czy Wig20 doświadczy dużej hossy?

Narzekamy na nasz największy indeks i trudno tu nie dostrzec powodów. Kraje rozwinięte znajdują się w wieloletnich trendach wzrostowych, podczas gdy polska giełda nawet w czasach dobrej koniunktury nie zachowuje się spektakularnie. Duży jest tu wpływ składu samego indeksu Wig20, zdominowanego przez spółki kontrolowane przez Skarb Państwa i mające bardzo ograniczony potencjał do wzrostu. To nie są Tesle, Amazony i Apple, ale banki, kopalnie i energetyka. Nudy.

Dlatego nie zakładam, że Wig20 w przewidywalnej przyszłości zobaczymy poziomy wyższe niż 3000 punktów na indeksie. W końcu nie widzieliśmy ich ani razu w ostatnich 14 latach, więc trzeba być realistą.

Czy jest po co się schylić na Wig20?

Obecnie notujemy poziomy nieco poniżej 1500 pkt. Powiedzmy, że w dobrych czasach Wig20 może dobić do poziomu 2500 pkt. Już więc z poziomu dzisiejszej wyceny jest to potencjał na prawie 70% zysku. Zakładając, że indeks wróci na poziom 2500 punktów w perspektywie 4 lat, daje nam to 14% średniorocznej stopy zwrotu. A jeżeli nastąpi to szybciej lub uda się indeks kupić niżej, potencjał jest jeszcze większy.

Uważam więc, że już teraz jest się po co schylić w temacie Wig20. Od razu wiadomo, że jest to zagranie długoterminowe, rozłożone na kilka lat, ale z drugiej strony w inwestowaniu właśnie o ten długi termin chodzi. Świetnie napisał o tym niedawno Michał Masłowski.

Strategia VCA na Wig20

Moje założenie jest proste. Nie wiem, czy już mamy dołek na Wig20. Problemów na horyzoncie wiele, czeka nas trudna zima, więc logika podpowiada, że może być dużo gorzej niż jest obecnie. Z drugiej strony wiemy, że giełdy lubią wyprzedzać fundamenty i łatwo jest być mądrym, kiedy kurs jest już 50% wyżej. Trudno jest natomiast ten dołek dobrze trafić.

I idąc duchem powyższego, ja również nie próbuję idealnie trafić dołka na Wig20. Próbuję go za to idealnie "wybrać". Mam tu na myśli kupowanie transzami indeksu w miarę spadków, w oczekiwaniu że dołek wypadnie w bliższej lub dalszej przyszłości, a uzyskana tym sposobem cena będzie atrakcyjna w perspektywie wzrostów, które kiedyś nastąpią.

Znacie mnie z takiego podejścia. Kupuję tą techniką akcje CD Projektu i opisywałem ją dość szeroko w poniższym tekście:

Przeczytaj: Budowanie pozycji metodą VCA - idealny sposób na bessę?

Tym razem uznałem jednak, że nie będę stosował techniki VCA. Zakłada ona regularne uzupełnianie wielkości pozycji do założonej (rosnącej) wartości. Postanowiłem zagrać dużo prościej i kupować indeks za stałą kwotę w regularnych odstępach czasu. Oczywiście w miarę spadków za tę samą kwotę będę mógł kupić więcej i będzie to forma uśredniania, ale nie będę zwiększał tej kwoty w miarę niższych poziomów.

Roboczo przyjmuję, że zakupy będą dokonywane co dwa miesiące za równowartość mniej więcej pół procent portfela. Jak łatwo policzyć, jeżeli spadki będą trwały jeszcze rok, moje zaangażowanie w indeks nie przekroczy 3% aktualnej wartości portfela. Dla jednych dużo, dla drugich mało, moim zdaniem w sam raz. Tak niewielkie zakupy pozwolą nawet kupować kolejne transze za środki wypłacane z dywidend, co samo w sobie jest bardzo komfortowe. A trzeba przecież pamiętać, że mam portfel dość mocno dociążony polskimi akcjami, więc ten ruch tylko zwiększa ekspozycję na nasz rynek.

Odejście od techniki VCA ma jeszcze jedno uzasadnienie. Chcę mieć swobodę zaingerowania w tę strategię w zależności od rozwoju wydarzeń. Jeżeli będzie przecena, być może uznaniowo powiększę którą transzę, żeby wybrać jakiś paniczny dołek. A może z którejś transzy zrezygnuję. Będzie to więc pozycja znacznie luźniej prowadzona niż wspomniane wyżej VCA CD Projektu.

Nie dość, że idiota to jeszcze ryzykant

Dość mnie już krytykujecie za rozmaite strategie kupowania w miarę spadków, więc dostaniecie do ręki kolejny argument. Jak powszechnie wiadomo kupno indeksu za niewielkie kwoty samo w sobie nie jest takie proste. A przynajmniej nie było takie proste do czasu wynalezienia ETFów. Dziś na GPW mamy ich notowanych już kilka i oferta stale się poszerza.

Do moich zakupów indeksu Wig20 będę używał ETFa lewarowanego! Jest to oczywiście ETFBW20LV od Beta Securities, czyli ETF long dwukrotnie lewarowany. W dobrych czasach jego wartość rośnie dwa razy szybciej niż indeks, a w złych spada on również dwukrotnie.

O tym, że nie jest to aż tak intuicyjne przełożenie przypomniał niedawno Mateusz Mucha na Twitterze:

W każdym razie idea jest prosta. Jak Wig20 będzie spadał, będę regularnie skupował jednostki lewarowanego ETFa w nadziei, że kiedy wrócą wzrosty (a to jest scenariusz bazowy), jego kurs wystrzeli w górę.

Z tym wystrzeleniem trochę przesadziłem, chociaż oczywiście się nie obrażę. W każdym razie jak widać na powyższym wykresie, spadek indeksu Wig20 z 2500 pkt na 1500 pkt przełożył się na spadek lewarowanego ETFa z 60 zł do poniżej 20 zł. Przyjmując więc bardzo roboczo liczone założenie, że odwrócenie może wyglądać podobnie, indeks w drodze do 2500 pkt ma przed sobą 70% wzrostu, podczas gdy ETF aż 200% wzrostu. 

Oczywiście wiadomo, że może to finalnie wyglądać zupełnie inaczej, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wskaźnik TER wynosi 3,3% rocznie. Ale jak wspomniałem, nie jest to zagranie, żeby zarobić 5% rocznie, ale bardziej agresywne posunięcie. Może małym kapitałem, ale długoterminowe kupno lewarowanego ETFa long w czasie bessy należy nazwać po imieniu.

Czy to się uda?

Jak zwykle, czas przyniesie odpowiedź na to pytanie. Zakładając jednak, że polska giełda nie pogrąży się na wiele lat w mroźnej bessie, powinno się udać. W każdym razie moim zdaniem potencjalna nagroda jest warta podejmowanego ryzyka.

W tym miejscu chciałem Wam gorąco polecić MyFund, z którego korzystam od ponad roku i bez którego nie wyobrażam sobie inwestowania. Jest to platforma pozwalająca na prowadzenie swojego portfela, zarówno realnego, jak i wirtualnego. Od dłuższego czasu mam tam zebrane wszystkie moje inwestycje, w tym również na rynkach zagranicznych, dzięki czemu łatwo mogę kontrolować nie tylko stopy zwrotu i dywidendy, ale również rozmaite zdarzenia korporacyjne. Dla czytelników bloga mam zniżkę 20% na pierwszy abonament. Sam posiadam abonament Expert i nie widzę sensu decydować się na inny.

A wracając do tematu kupowania lewarowanego ETFa na Wig20, zapewne za jakiś czas podzielę się wynikami tej strategii. Dużą barierą w weryfikowaniu skuteczności takich zagrań jest czas. Sam nie wiem, kiedy strategia dobiegnie końca, czyli kiedy ostatecznie pozbędę się tych jednostek ETFa. Za rok? Za trzy lata? Może za 5 lat? Dlatego mimo że chciałbym dość szybko pokazać jak to wyjdzie, może nie być to takie proste.

Jeżeli nie chcecie, żeby ominęły Was kolejne takie teksty, zapraszam do zapisania się na blogowy newsletter. Jak transakcja będzie wtopą i chcecie heheszkować, też się zapiszcie :)

4 komentarze:

  1. Ale skoro to ma być długoterminowo, małymi transzami, to nie rozumiem po co to lewarowanie. Taniej będzie kupić 2x więcej zwykłego etfa. TER jest chyba kilkukrotnie niższy, a przy kilku latach to już może robić różnicę.

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze tu jest opisane jak działa etf lewarowany i dlaczego nie nadaje się na długoterminowe inwestycje. To już lepiej skorzystać z margin.
    https://inwestomat.eu/fundusze-etf-z-dzwignia/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja siedzę na kontraktach, ale nowe serie są o około 2% droższe niż bieżące, więc tu koszt też jest.

    OdpowiedzUsuń