środa, 9 grudnia 2020

Czy teraz będzie już tylko lepiej? - SCT grudzień

Po świetnym listopadzie widać, że inwestorzy mają ochotę na więcej. Optymistyczne komentarze analityków oraz fakt, że indeksy bez korekty wspinają się coraz wyżej, zdają się to potwierdzać. Czy czeka nas świetny czas dla giełdy?

Dawno nie mieliśmy na warszawskiej giełdzie tak dobrego czasu, jak w listopadzie. Notowania głównych indeksów gwałtownie zmieniły kierunek i po spadkowym listopadzie inwestorzy rzucili się do kupowania akcji. Widać to wyraźnie na wielu walorach, ale warto podkreślić tu siłę głównych indeksów, które nie zostają w tyle. Oznacza to, że do zakupowego szaleństwa dołączył się również poważniejszy kapitał, a nie tylko grupka inwestorów indywidualnych.

Zdaje się więc potwierdzać to, o czym pisałem w poprzednim miesiącu. Wynalezienie szczepionki okazało się punktem zwrotnym, który zmienił myślenie o przyszłości. Z pesymistycznego dołka i szczytu zachorowań weszliśmy w okres radosnego oczekiwania na poprawę sytuacji. Dodatkowym czynnikiem stymulującym jest minięcie szczytu drugiej fali, które miesiąc temu było jeszcze domniemane, a obecnie można już chyba powiedzieć, że staje się faktem.

Pierwszym, co mi się rzuca w oczy jest siła spółek z indeksu Wig20. Patrząc na wykres widzimy, że notowania praktycznie jednym ruchem przesunęły się o 500 punktów, z rejonu 1500 pkt do 2000 pkt. Ruchy wzrostowe o 33% w ciągu sześciu tygodni to zdecydowana rzadkość na naszym głównym indeksie. Widać to w zasadzie na wszystkich głównych grupach spółek z Wig20, zwłaszcza na bankach, energetyce i spółkach paliwowych. Po raz kolejny potwierdza się giełdowa prawidłowość, że kupować trzeba wtedy, kiedy leje się krew, a nastroje dołują.

Partnerem tekstu jest ING promujące certyfikaty Turbo na polskim rynku.

Ten dynamiczny zryw największych spółek warto docenić, gdyż to właśnie one mają przeważający wpływ na wyceny funduszy inwestycyjnych. A w środowisku niskich stóp procentowych nic tak nie przyciąga zainteresowania i kapitału, jak możliwość pochwalenia się wysokimi stopami zwrotu. A już szczytem marzeń byłoby zamknięcie 2020 roku na giełdowym plusie.

Jeżeli wydarzenia korzystnie się tu potoczą, można mieć nadzieję, że zainteresowanie giełdą wzrośnie po raz kolejny i nie będzie to już obszar aktywności grupki pasjonatów, jak miało to miejsce w ostatnich kilku latach. 

środa, 2 grudnia 2020

Dlaczego amerykański model dywidendowy nie sprawdzi się w Polsce

Wszyscy inwestorzy dywidendowi w Polsce z rozmarzeniem wspominają rynek amerykański, gdzie dywidenda wypłacana jest kwartalnie i zmienia się tylko w jednym kierunku: w górę. Jednak już pobieżna analiza pokazuje, że takie wypłaty na GPW zagoszczą nieprędko.

Niemal każdy podręcznik lub kurs inwestowania dywidendowego rozpoczyna się od amerykańskich przykładów takich jak Coca Cola lub McDonalds i tego, jak długo wypłacają one nieustannie rosnącą dywidendę. Tak wyedukowany inwestor trafia na rynek polski, gdzie od razu mierzy się z zupełnie inną rzeczywistością. Okazuje się, że spółki nie dotrzymują deklaracji złożonych w polityce dywidendowej, zmniejszają dywidendę lub ją odwołują, a notowania zamiast piąć się systematycznie w górę, zaliczają bardzo bolesne dołki, jak to miało niedawno miejsce chociażby na PZU. 

Takie sytuacje sprawiają, że wielu inwestorów mogło w ostatnim czasie zwątpić w sensowność inwestowania dywidendowego na polskim rynku. Czy to jest dobry moment, aby porzucić realizowane przez lata strategie, czy wręcz przeciwnie, teraz warto docisnąć i dokupić akcje przecenionych spółek?

Aby dobrze ocenić perspektywy inwestowania dywidendowego w Polsce w relacji do podobnych strategii realizowanych na rynku amerykańskim, musimy wziąć pod uwagę szereg czynników. Głównym mianownikiem spinającym wszystkie różnice pomiędzy omawianymi rynkami jest to, że polski rynek kapitałowy jest relatywnie młody.

Skala działania i rozwoju spółek

Na rynku amerykańskim mamy do czynienia ze spółkami bardzo dojrzałymi i na wysokim poziomie rozwoju. Mając na względzie fakt, że podmioty te prowadzą swój biznes od wielu dziesięcioleci, a niekiedy od ponad stu lat, łatwo dostrzega się fakt, że ich wyniki finansowe są bardzo ustabilizowane.  Gdyby było inaczej, nie byłyby one w stanie regularnie wypłacać i podnosić dywidend. Znaczna cześć tych spółek prowadzi biznesy w skali globalnej, co zapewnia im nie tylko pozycję lidera, ale również niezbędną dywersyfikację, uodparniającą wyniki finansowe na regionalne kryzysy.

Dodatkowym czynnikiem jest fakt, że wiele amerykańskich spółek działa w obszarze dóbr pierwszej potrzeby i tzw. FMCG. W okresie kryzysu jesteśmy w stanie zrezygnować z kupna nowego samochodu, ale nie z mycia zębów czy kupowania podpasek. Dlatego też spółki te są w stanie generować zyski i dzielić się nimi również w okresach, które dla innych podmiotów oznaczają spore kłopoty.

Tymczasem polski rynek kapitałowy ma zaledwie 30 lat historii i podobnie młody jest polski wolny rynek. Prywatne przedsiębiorstwa powstałe po 1990 roku miały relatywnie niewiele czasu na rozwinięcie skrzydeł i rozepchnięcie się w swoich branżach na tyle, aby można było o nich mówić, że są liderami regionu. 

Z kolei przedsiębiorstwa, które weszły w okres przemian jako podmioty państwowe, w dużej mierze znajdują się nadal pod kontrolą państwa. Oczywiście część majątku państwowego została sprywatyzowana i losy tych spółek potoczyły się różnie, od rozkwitu do upadłości, lecz to, co znajduje się do dziś w rękach państwa, nie słynie ze szczególnie solidnego dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami. Dominują tu bieżące polityczne potrzeby, co szczególnie widać w okresie ostatnich kilku lat, więc jeżeli gotówka ze spółki będzie potrzebna na finansowanie celów politycznych, z pewnością zostanie na to przekierowana.

Przechodząc na obszar spółek prywatnych, mając na względzie ich relatywnie młody wiek, widzimy tu dwojakiego rodzaju przełożenie. Po pierwsze, spółki często znajdują się jeszcze w fazie wzrostu, co sprawia, że wykorzystują wolną gotówkę na inwestycje, nie zawsze mogąc dzielić się zyskiem z inwestorami. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego niektóre podmioty strukturalnie nie są gotowe do wypłaty istotnej dywidendy.

poniedziałek, 23 listopada 2020

Swing trading dla niecierpliwych

Swing trading jest dość dobrze ugruntowanym podejściem wykorzystującym głównie analizę techniczną, lecz każdy inwestor podchodzi do niego nieco inaczej. Postanowiłem zaprezentować podejście, które przygotowałem na startujące dzisiaj Turbo Wyzwanie, czyli grę inwestycyjno-edukacyjną z użyciem certyfikatów Turbo.

Jeżeli jeszcze nie dołączyliście do rywalizacji, gorąco do tego zachęcam. Gra inwestycyjna jest nie tylko okazją do wygrania atrakcyjnych nagród, ale ma również duży walor edukacyjny. Stanowi dla nowych inwestorów świetną okazję do przetestowania na wirtualnym kapitale, jak działają certyfikaty Turbo oraz do czego można ich użyć.

Główna faza rywalizacji wystartowała dziś rano, więc czas najwyższy zarejestrować się na stronie wydarzenia, wypełnić krótką ankietę oraz przystąpić do inwestowania. Oczywiście warto przygotować odpowiednią strategię inwestycyjną. Jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił, mój wpis może być pewną inspiracją.

Jak może wiecie, częścią mojego stylu inwestowania jest swing trading, czyli zarabianie na ruchach cenowych od jednego wierzchołka do drugiego. Dzięki analizie wsparć i oporów najczęściej udaje się wytypować punkty zwrotne, w których cena zmienia kierunek z ruchu spadkowego na wzrostowy lub odwrotnie.

Jednak takie podejście ma jedną wadę, która utrudniała mi inwestowanie w zeszłorocznym wydaniu gry inwestycyjnej. Otóż moment zawieszenia pomiędzy jednym ruchem cenowym a drugim może trwać nawet kilka dni. W warunkach konkursu, kiedy na uzyskanie dobrego wyniku mamy zaledwie dziesięć giełdowych sesji, może to być zbyt mało. Świetny przykład takiej sytuacji widzimy obecnie na wykresie PGE.

Jak widać już od ośmiu sesji kurs wisi niemal na tym samym poziomie. Zakładając naprzemienność swingów cenowych można przyjąć, że spodziewamy się teraz ruchu spadkowego, lecz sam ruch nie następuje. O ile nie mam problemu z oczekiwaniem na takiej pozycji w realnym inwestowaniu, o tyle w warunkach konkursowych podejście to raczej się nie sprawdzi.

W związku z tym postanowiłem nieco zmienić moją strategię gry i zamiast czekać na odwrócenie swingu, będę próbował dołączać do trwającego już ruchu. 

Świetnym przykładem rynku sprzyjającego podobnemu stylowi inwestowania są ostatnie trzy miesiące na kursie spółki CCC. Jak widać cały ten okres składa się z czterech wyraźnych i konkretnych ruchów cenowych. Podłączenie się do nich w odpowiednim momencie pozwoliłoby na popłynięcie z rynkowym pędem i zarobienie w kilkudniowej perspektywie, a o to w tym wypadku chodzi.

W kontekście rynku polskiego z pewnością sprzyja fakt, że jesteśmy w trakcie silnego odbicia związanego z odreagowaniem pandemicznych spadków. 

Ruch ten jest już mocno wyciągnięty, więc dołączanie do niego w tak późnej fazie może być nieco ryzykowne. Jednak z drugiej strony jest szansa na zaistnienie szybkiej kontry, w trakcie której możliwe będzie zajęcie krótkiej pozycji na certyfikatach.

Oczywiście oprócz akcji w grze inwestycyjnej można zajmować pozycję na wielu rodzajach aktywów. Oprócz akcji polskich dostępne mamy wybrane akcje zagraniczne, indeksy polskie i zagraniczne, obligacje, surowce i pary walutowe. Zapewne będę handlował na wielu z wymienionych rynków, ale zamierzam tam realizować opisaną tu strategię podłączania się do trwających już ruchów cenowych.

W kontekście zarządzania pozycjami raczej nie będę specjalnie szalał. Zamierzam posiadać maksymalnie 5-6 otwartych pozycji, każda z lewarem do 5x, gdyż zamierzam głównie wykorzystywać certyfikaty Turbo. Korzystanie z instrumentów bez dźwigni finansowej w konkursie raczej się nie sprawdzi, ale nie zamierzam również iść na całość i korzystać z maksymalnej dźwigni. Wolę uzyskać pozytywny rezultat po dwóch tygodniach aktywnego inwestowania niż wystrzelić w kosmos rachunek próbując załapać się na pierwsze miejsce. Walor edukacyjny jest dla mnie zdecydowanie ważniejszy.

Zapewne nie będę miał możliwości obserwowania notowań na bieżąco przez cały czas trwania gry inwestycyjnej, ale będę zaglądał do portfela przynajmniej raz dziennie, żeby analizować rezultaty i dokonywać bieżących korekt. Mam nadzieję, że to wystarczy do odpowiedniego sprawdzenia strategii w działaniu.

W każdym razie w momencie, kiedy czytacie te słowa moje pierwsze pozycje są już na rynku. Czas szybko ucieka i nie ma co zwlekać, trzeba walczyć o dobry rezultat i sprawdzać działanie strategii w konkursowych warunkach.

A jeżeli jeszcze nie zdążyliście dołączyć do rywalizacji, zrobicie to na GraInwestycyjna.pl.