Z kodem HUMANISTAWS22 otrzymasz 100 zł zniżki na udział w konferencji!

piątek, 20 kwietnia 2018

Inwestorze, bądź dorosły, spółki czasem upadają

Coraz szersze koła zatacza na rynku afera związana ze spółką GetBack. W zależności od aktualnego etapu przyjmuje ona nieco inne odcienie, ale w dniu dzisiejszym najczęściej pada pytanie o to, kto zawinił, że tysiące inwestorów kupiło akcje i obligacje spółki, która ostatecznie stoi na krawędzi bankructwa. Odpowiem Wam na to pytanie: nikt nie zawinił, tak się czasem na rynku dzieje.

Już drugi tekst w tym tygodniu poświęcam GetBackowi, bo i sprawa nie jest błaha. W pierwszym próbowałem pokazać możliwe konsekwencje ostatnich wydarzeń, czyli wkradający się na giełdę brak zaufania, który swoimi konsekwencjami może dotknąć wiele sektorów i branż. W drugim postanowiłem nieco sięgnąć do zasad zdrowego rozsądku, którym przecież powinniśmy się kierować.

Jeżeli śledzicie opinie i komentarze na temat feralnej spółki, dostrzegacie z pewnością, że zaczynają się pojawiać pytania o winnych obecnego stanu rzeczy. Prezes Kąkolewski, na którym wszyscy wieszają psy i oskarżają o wprowadzanie rynku w błąd (o tym za chwilę) jest już w zasadzie skreślony, więc sięgamy dalej. 

Czy można było przewidzieć problemy GetBacku?


Na pierwszy ogień idą domy maklerskie, które wydawały pozytywne rekomendacje dla spółki. Kolejne są instytucje finansowe, które oferowały obligacje, zarówno na rynku publicznym, jak i w emisjach prywatnych. Ostatnio zaczęto sięgać nawet po serwisy internetowe, które zaangażowały się w promowanie IPO GetBacku na rynku głównym. Każdemu, kto miał coś wspólnego z pojawieniem się tej spółki w świadomości szerszego grona inwestorów dostaje się po uszach, że "naganiał" na zakup akcji lub obligacji. Co więcej, jeżeli brał za to pieniądze to jest już podwójnie umoczony.



Pytanie o przyczyny jakiegoś zjawiska są zupełnie naturalne. Gdy rozbije się samolot to pierwsze pytanie brzmi "jak do tego doszło?", a drugie brzmi "czy można było tego uniknąć?". W przypadku katastrof najczęściej udaje się znaleźć odpowiedzi na oba pytania i okazuje się, że zadecydował splot niekorzystnych czynników i błędów ludzkich. W przypadku rynku kapitałowego niestety nie ma tak łatwo i musimy zaakceptować fakt, że czasem nic nie zapowiada katastrofy. Tak właśnie, moim zdaniem, było w przypadku GetBack.

Nawet w dniu dzisiejszym na podstawie analizy opublikowanych danych finansowych (czyli do wyników za 3Q2017) można dojść do wniosku, że spółka znajduje się w dobrej kondycji. Pokazał to niedawno Filip Rudnicki na swoim blogu, ale oczywiście nie był on jedyny. Stąd brały się pozytywne rekomendacje dla GetBacku. Jak to gdzieś niedawno czytałem, autor rekomendacji nie widział podstaw do jej zmiany, bo w świetle danych opublikowanych przez spółkę wszystko było ok. Kurs spadał, owszem, ale raporty były jakie były. Dopiero wydarzenia ostatnich dwóch tygodni, w szczególności niewykupienie obligacji, pamiętny raport bieżący o rozmowach z PKO BP i PFR oraz zawieszenie notowań przez GPW skłoniły instytucje do zawieszenia rekomendacji.

W tym wypadku, jak w wypadku bardzo niewielu innych, w zasadzie wszyscy są zgodni, że nikt nie spodziewał się takiego rozwoju wydarzeń. Dlatego właśnie jest to takie zaskoczenie, że, powtórzę, nikt się tego nie spodziewał. Nie było sygnałów ostrzegawczych i przesłanek, które kilka miesięcy temu mogły sugerować, że biznes GetBack się nie spina. Trudno jest mieć w obecnej chwili pretensje do wypowiedzi z 2017 roku, które w większości były optymistyczne.

Tym bardziej nie można mieć pretensji do serwisów internetowych, redakcji i innych podmiotów ze sfery medialno-blogowej, że brały udział w promowaniu emisji. Jest to ich chleb codzienny i zupełnie normalne zjawisko, że do serwisu skupiającego uwagę inwestorów zgłaszają się reklamodawcy. Co więcej, zupełnie normalne jest, że za reklamę się płaci. Tyle tylko, że trzeba odróżnić płatną reklamę (która jest zupełnie ok) od płatnego udzielania rekomendacji inwestycyjnych. W tym wypadku należy jasno wykazać ewentualne konflikty interesów i powiązania pomiędzy np. ceną emisyjną w IPO, a przychodami poszczególnych mediów.

Patrząc wstecz łatwo stawiać zarzuty


Z perspektywy czasu bardzo łatwo jest twierdzić, że instytucje powinny wiedzieć, że w biznesie GetBack coś się nie spina. Jest to o tyle łatwe, że zrzuca z nas całą winę na kogoś innego. To samo można twierdzić w przypadku afery z Amber Gold, do której w ostatnich dniach porównuje się spółkę GetBack - ktoś powinien nas przed tym ostrzec. 

Przypomnę mój wpis sprzed ponad 5 lat dotyczący własnie Amber Gold. Wtedy wkurzałem się na "zwykłych ludzi", którzy sądzili, że można otrzymywać 15% rocznie bez żadnego ryzyka. Dzisiaj dziwię się inwestorom, że winę za nietrafioną inwestycją zrzucają na kogoś innego.

Tyle, że post factum bardzo łatwo jest twierdzić, że coś zostało źle zrobione. Znając dalszy rozwój wypadków, to co się udało i co się nie udało, łatwo jest pokazać, które decyzje zostały podjęte prawidłowo, a co można by było zrobić inaczej. Z tej perspektywy łatwo jest wytykać błędy domom maklerskim i każdemu, kto się wypowiadał na temat GetBacku w tonie innym niż alarmistyczny. Tyle, że ówczesny stan znajomości faktów o spółce był taki a nie inny i pozwalał na wyciąganie takich, a nie innych wniosków. 

Dlatego z ostrożnością patrzę na poszukiwanie odpowiedzialności za zaniżenie wyceny przy prywatyzacji Ciechu, czy ustalanie, co jeszcze mogło zostać zrobione podczas regulowania branży hazardowej kilka lat temu. Bardzo łatwo jest po czasie wskazać organy, które w porę nie ostrzegły, osoby, które nie zareagowały, mimo że miały do tego narzędzia lub pytania, które mogły paść, a nie padły. Tyle, że nie prowadzi to do niczego konstruktywnego.

Co byście zrobili na miejscu prezesa Kąkolewskiego?


Wiele osób wini osobę Konrada Kąkolewskiego za nietrafioną inwestycję w GetBack. Bo przecież prezes zachęcał i mówił, że kondycja fundamentalna spółki jest bardzo dobra. A teraz spójrzmy na ten problem inaczej.

Getback jest spółką, która w bardzo dużym stopniu finansuje się długiem. Pozyskuje kapitał z rynku nie tylko na zakup nowych pakietów wierzytelności, ale również (może nawet przede wszystkim) na rolowanie już wyemitowanego zadłużenia. W takiej sytuacji kluczowe jest zaufanie i wiara rynku, że spółce można bezpiecznie pożyczyć pieniądze. 

Pomyślmy, co by było, gdyby prezes nagle wyszedł przed inwestorów i powiedział, że spółka się przelewarowała, że stoi pod ścianą i jeżeli nie pozyska dużej ilości taniego kapitału to zaczną się problemy. Takim działaniem momentalnie przekreśliłby szanse na korzystne oprocentowanie obligacji lub uplasowanie emisji przy dużym zainteresowaniu inwestorów i korzystnej cenie. Można więc powiedzieć, że konsekwentne obstawanie przy dobrej kondycji GetBacku było jedynym, co prezes Kąkolewski mógł zrobić. W przeciwnym wypadku jednym wywiadem mógłby rozłożyć spółkę na łopatki.

Oczywiście istnieją twarde zarzuty, które można tu postawić. Chodzi głównie o przemilczenie niewykupienia obligacji od Quercusa, podanie komunikatu o rozmowach z PKO BP i PFR zdementowanego później przez obie instytucje, czy też zwlekanie z publikacją raportu rocznego. Warto podkreślić, że terminy na publikację raportu jeszcze nie upłynęły, a pozostałe działania należy rozpatrywać w kontekście regulacji prawnych, którymi związany jest prezes publicznej spółki giełdowej.

Czy prezes mógł zrobić coś inaczej? Zapewne tak, ale dopóki byłyby to działania zgodne z prawem, trudno mieć do niego pretensje, że robi dobrą minę do złej gry. Tyle tylko, że w ostatnich dniach przypominało to już bardzo rozpaczliwe próby łapania powietrza przez tonącego. 

Inwestorze, bierz odpowiedzialność za swoje czyny


Zadajmy sobie pytanie, czy jest to pierwszy prezes, którego słowa nie do końca pokrywają się z kondycją spółki? Oczywiście nie. Czy jest to pierwsza spółka, w której ujawniły się jakieś problemy mimo wcześniejszej dobrej sytuacji? Również nie. A czy jest to pierwszy emitent obligacji, który wyemitował papiery z wysokim oprocentowaniem, na które nie był w stanie zarobić? Po raz trzeci nie.

Jesteśmy inwestorami i powinniśmy zdawać sobie sprawę, że niektóre spółki upadają. Powinniśmy wiedzieć, że nie można bezkarnie kupować obligacji oprocentowanych na 8% czy 10% i nie zaliczyć po drodze żadnej wpadki. Nie da się również opierać tylko i wyłącznie na opiniach innych, niezależnie od tego, czy są to domy maklerskie, serwisy finansowe, czy blogerzy finansowi. Trzeba myśleć samodzielnie. Kojarzyć fakty, patrzeć za horyzont i nieustannie szukać dziury w całym.

Co więcej, raz na jakiś czas trzeba sprzedać posiadane papiery nawet jeżeli sytuacja fundamentalna spółki wydaje się dobra. Temu właśnie służą zlecenia stop loss, pozwalające nam ograniczyć ponoszone straty. Przykład GetBacku bardzo dobitnie pokazuje, że bardzo często rynek wie lepiej. Spadające notowania powinny dać do myślenia wielu inwestorom, nawet jeżeli fundamenty spółki wydawały się wskazywać na co innego. 

Nie zamierzam tutaj pouczać tych wszystkich, którzy stracili lub dopiero stracą pieniądze na akcjach czy obligacjach spółki GetBack. Ale źle świadczy o inwestorach, jeżeli mają oni pretensje do Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych za to, że miało akcje GetBacka w swoim portfelu fundamentalnym. 

Będąc inwestorem trzeba pamiętać, że raz na jakiś czas przytrafi nam się wpadka, czyli nietrafiona inwestycja, której nie mogliśmy uniknąć nawet dokładając staranności i chęci. Dlatego właśnie niektórzy stosują dywersyfikację oraz stop lossy - aby ucierpieć jak najmniej, jeżeli na rynku przydarzy się coś, czego nie rozumiemy lub przed czym nie możemy się obronić.

Suma wszystkich strachów, czyli paraliż rynków


Boję się, że afera z GetBackiem uderzy mocno w nasz rynek kapitałowy. Jeżeli okaże się, że spółka upadnie i pociągnie za sobą tysiące akcjonariuszy oraz kolejne tysiące obligatariuszy, pojawią się jeszcze silniejsze oczekiwania, aby winni, faktyczni lub wyimaginowani, zostali ukarani. Na marginesie zostawiam rynkową nieufność, o której pisałem w poniedziałek.

Wyobraźmy sobie, że sprawa zatacza na tyle szerokie kręgi, że biorą się za nią politycy. Zaczyna się polowanie na czarownice mające ujawnić, kto wiedział i nie ostrzegł, kto mógł skontrolować i nie skontrolował, kto coś powiedział, a nie powinien oraz kto wypowiedział się dobrze o spółce, która ostatecznie dobra nie była. Dostaje się GPW, dostaje się KNF, dostaje się domom maklerskim i wszystkim tym, którzy mieli z GetBackiem do czynienia.

Pojawiają się nowe regulacje. Nie można już nic powiedzieć ani napisać o żadnej spółce. Nie można reklamować IPO. Nie można reklamować emisji obligacji. Pojawiają się kary za wydanie nietrafionej rekomendacji. Już dzisiaj mówi się, że KNF zaciągnęła hamulec przy zatwierdzaniu prospektów emisyjnych dla obligacji, a to może być dopiero początek. 

Co jeżeli wprowadzone zostaną dalsze ograniczenia i utrudnienia? Każdy, kto będzie miał dać zielone światło na jakąś emisję zastanowi się pięć razy, zanim to zrobi. Pomyśli najpierw, co za kilka lat powie w tej sprawie potencjalnej komisji śledczej i będzie tak długo mnożył formalności i problemy, aż nie będzie innego wyjścia niż się zgodzić.

Dziwimy się, że urząd skarbowy potrafi odwoływać się do najwyższych instancji, aby nie oddać podatnikowi 100 zł, które ewidentnie oddać powinien. Odwołuje się dlatego, aby ktoś kiedyś nie wytoczył pracownikowi postępowania dyscyplinarnego, że mógł powalczyć, a nie powalczył. Przekładając taką sytuację na nasz rynek kapitałowy będziemy mieli totalny paraliż w kilku obszarach.

Przede wszystkim spółki nie będą mogły pozyskać kapitału. Powstaną utrudnienia i regulacje powodujące, że tylko największe spółki będą mogły sobie pozwolić na przeprowadzenie emisji. Po drugie, pojawi się większa formalizacja procesu inwestycyjnego. Zakładając rachunek maklerski trzeba będzie wypełnić stos papierów i podpisać milion oświadczeń potwierdzających, że jesteśmy gotowi do narażania naszego kapitału na ryzyko rynkowe. Dalsze konsekwencje mogą być różnorakie, ot chociażby likwidacja IKE i IKZE maklerskiego.

Do wszystkiego podchodźmy z rozsądkiem


Będąc inwestorami, niezależnie od tego, czy jest to nasza codzienna aktywność czy działania wykonywane od święta, powinniśmy pamiętać, że inwestowanie wiąże się z ryzykiem. Banał, ale tak jest. Każdy prospekt informacyjny zawiera niezbędne informacje o czynnikach ryzyka i dokumenty GetBacku również takie klauzule zawierały. Tyle tylko, że inwestorzy przyjęli założenie, że najgorsze się nie wydarzy. Niestety, raz na jakiś czas się się wydarza i trzeba się z tym pogodzić.

Podobnie ma się rzecz z rekomendacjami i analizami, niezależnie od tego, czy sporządzają je profesjonaliści, czy amatorzy i pasjonaci rynków. Oni również się mylą. Zdarza się również tak, jak miało to miejsce w przypadku GetBacku, że oficjalnie publikowane dane nie dają powodów do niepokoju i jedynie osoby bezpośrednio związane ze spółką mają szanse na dostrzeżenie punktów zapalnych. Tak bywa, to się zdarza i musimy to zaakceptować.

Na chwilę obecną nie wiadomo jeszcze, jakie będą losy spółki, losy inwestorów, którzy w spółkę zainwestowali lub powierzyli jej pieniądze. Warto jednak pamiętać, żeby z ostrożnością podchodzić do najlepszych nawet spółek, a do każdej inwestycji z rozsądkiem.

31 komentarzy:

  1. Pisze Pan w kontekście GetBacku uniwersalną ? poradę : " Spadające notowania powinny dać do myślenia wielu inwestorom, nawet jeżeli fundamenty spółki wydawały się wskazywać na co innego " ...

    Czy tak samo należy sądzić patrząc na społkę UNIMOT ( która znajduje się w moim portfelu nie ukrywam ) bo te słowa do niej też pasują jak ulał - " Spadające notowania powinny dać do myślenia wielu inwestorom, nawet jeżeli fundamenty spółki wydawały się wskazywać na co innego...."

    Jeżeli TAK to należy sie ewakuować w te pędy z Unimotu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałem, że powinny dać do myślenia i tak to właśnie rozumiem :) Nie twierdzę, że trzeba ślepo sprzedawać wszystko co spada o np. 50%.

      To jest właśnie ten wąski margines, dla każdego inwestora przebiegający w innym miejscu, że niby wszystko wydaje się ok, ale kurs spada i z ostrożności decydujemy się na wyjście z inwestycji, a przynajmniej dokonujemy raz jeszcze poważnej rewizji jakości naszej pozycji.

      Unimot wzrósł wcześniej z tych 20 zł do 90 zł, więc powrót do poziomu z 2016 roku jestem w stanie zrozumieć. Aczkolwiek z drugiej strony intrygujący jest fakt, że spółka jest w stanie 4,5-krotnie wzrosnąć w ciągu roku, a następnie o tyle samo się skurczyć. Nie znam podmiotu, ale gdybym posiadał go w portfelu z pewnością szukałbym dziury w całym.

      Usuń
  2. próbujesz wybielać kolegów ,jak W.Buffett czesto mówi nie kupuje sie debiutów ,SĄ PO PROSU RASOWANE (wyniki) przed debiutem ,nawet 2-3 lata wstecz ,bo wiedzą że sprzedadza sie za drogo na debiucie -NORMA.

    IPO Getbacka z tak zakreytowanym bilansem to MASKRA !!! gdzie byli guru(blogerzy/doradcy/bank/BM)
    Biznes NIBY hulał ,ale DO JASNEJ CHOLERY naaaaaaaaaaa OGROMNY DŁUG ,a dług to zawsze ryzyko ogromne
    Zaufanie poszło,długi wymagalne lawinowo na juz ,i co- piach ,własciciel skasował kasę z Ipo więc wiadomo kto zarobił ,toksyczne długi tez ktos sprzedał przed zmiana przepisów
    wiec nie pisz ,że nie ma winnych , bo widać że garniturki Ciebie też robią jak chcą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że wyniki przed debiutem są statystycznie lepsze niż w poprzednich latach i po debiucie zazwyczaj są trochę słabsze jest regułą powszechnie znaną na rynku. M.in. z tego względu nigdy nie wziąłem udziału w żadnym IPO, mimo że jestem na rynku od 9 lat.

      A co do bilansu to zakładam, że był znany zarówno podczas IPO, jak i w te wszystkie kolejne miesiące, kiedy można było akcje sprzedać powyżej 20 zł, czyli z całkiem solidnym zyskiem.

      Usuń
  3. Pewnie łatwo mi pisać, bo akcji Getbacku nie miałem - masz rację ;). A prezesa trzeba pociągnąć do odpowiedzialności tam, gdzie jest podejrzenie złamania prawa, a nie dla tego, że akcje poleciały na ziemię. W sumie mi też się oberwało, bo mam akcje Idea Banku, ale biorę to na klatę ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkoda ci klaty?:)

      Usuń
  4. "To, że wyniki przed debiutem są statystycznie lepsze niż w poprzednich latach i po debiucie zazwyczaj są trochę słabsze jest regułą powszechnie znaną na rynku".

    Przepraszam, ale moze zamiast slodko pierdziec napiszmy wprost. Wyniki przed debiutem sa ZAFALSZOWANE, proceder ten jest tak powszechny, ze STAL SIE REGULA POWSZECHNIE ZNANA NA RYNKU. Czyli wszyscy oszukuja, kazdy o tym wie i kazdy udaje, ze tego nie widzi.

    Oczywiscie, ze inwestorzy podejmuja ostateczna decyzje co do tego gdzie ulokowac swoje srodki, ale slowko o sprzedawcach z imperium Leszka Czarnieckiego chyba nalezy napisac. Obligacje za 1.5 mld raczej nie trafily do inwesterow indywidulanych bezposrednio z rynku. Ktos ludzi na zakup namawial, ktos makaron na uszy nawijal. Swego czasu wciskali ludziom atrakcyjne kredyty hipoteczne we franku szwajcarskim, teraz rownie atrakcyjne obligacje Getback, co nastepne? Dzialki budowlane na Marsie czy szczebel z drabiny, ktora sie przysnila swietemu Jakubowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt sprzedaży różnych produktów osobom nieprzygotowanym do profesjonalnego inwestowania jest zupełnie innym tematem.

      Aczkolwiek z drugiej strony jak czytam, że ktoś wsadził w obligacje 300 tys. ze sprzedaży mieszkania to zastanawiam się, jak mało świadomym finansowo trzeba być, żeby wpakować takie pieniądze w jeden walor. Równie dobrze mógł kupić samochód od "niepalącego Niemca" lub jakiekolwiek inne gówno.

      Tu wchodzimy na szerszy problem, że ludzie zwyczajnie nie mają pojęcia o tym, co kupują. I nie jest winą spółki, że ludzie kupili obligacje. Tak samo kupowali polisolokaty, tak samo brali kredyt we franku, tak samo deponowali kasę w Amber Gold. Szczęście w nieszczęciu, że Bank Spółdzielczy w Wołominie objęty był BFG, bo też by popłynęła cała rzesza amatorów wysokich odsetek bez ryzyka.

      Usuń
  5. Dla mnie tragedii można było uniknąć ogłaszając emisję 70 mln akcji z pp i ceną z góry określoną na 10 zł - spółka pozyskałaby w ten sposób 700 mln i miałaby kasę na spłaty wierzytelności co najmniej na rok lub dwa. A tak wymyślili sobie emisję bez pp i po cenie nie wiadomo jakiej i nie pozyskają ani grosza, tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem popełnili błąd, że za późno się za to wzięli. Musieli wiedzieć dużo wcześniej, że biznes się nie spina, więc wtedy mieli jeszcze szersze pole manewru. A jak już byli przyciśnięci to nie było innej opcji tylko grać grubo. A tu już każdy dzień zwłoki mocno pogarszał sytuację spółki.

      Usuń
  6. Janek masz racje ktoś tu kogoś oszukał i trzeba tera oszustów ukarać a nie kręcić i zwalać wszystko na inwestorów:
    http://www.turkusowefinanse.pl/zrobieni-w-getbacka-smutny-obraz-polskiej-bankowosci/

    OdpowiedzUsuń
  7. Mówimy o tej spółce, której kurs od przeszło pół roku nieprzerwanie leci na ryj? Jeśli ktoś łapał spadający nóż, to cóż. A jeśli trzymał już wcześniej w portfelu, to miał co najmniej kilka miesięcy na to, żeby wyjść z relatywnie małą stratą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo twierdzę. Nawet z obligacji można wyjść jeżeli notowania spadają do 90% nominału. O wychodzeniu z akcji już nie wspomnę.

      Usuń
  8. Nie mowimy o akcjach tylko o obligacjach korporacyjnych Getbacku, ktore sprzedawcy z bankow wciskali swoim klientom wykorzystujac niewiedze i zaufanie ludzi do instytucji. Mechanizm podobny jak w przypadku slawnych polisolokat czy kredytow frankowych. Mily pan/pani namawia na inwestycje, kusi odsetkami wiekszymi niz na zwyklej lokacie. Klient czuje sie bezpiecznie bo przeciez rozmawia z przedstawicielami powaznego banku, nie lichwiarskiej firmy pozyczkowej. Po czasie okazuje sie, ze interes owszem byl dobry, ale tylko dla banku. Pieniedzy z polisolokaty wyciagnac nie mozna, rata kredytu hipotecznego zwiekszyla sie dwukrotnie, a firma, ktora miala wykupic obligacje jest bliska bankructwa.

    Tu masz link:
    https://businessinsider.com.pl/gielda/wiadomosci/getback-kto-sprzedawal-obligacje-spolki/ygyhrms

    Problemem jest niewiedza i nadmierne zaufanie ludzi do bankow. Banki natomiast coraz czesciej traktuja swoich klientow jak owce, ktore mozna ostrzyc jak i obedrzec ze skory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ale przyznasz chyba, że człowiek rozumny nawet jeśli da się skusić i uwierzy w "darmowy obiad", to wkłada w taki interes maksymalnie, ja wiem, niech będzie nawet 10% z kapitału przeznaczonego na inwestycje. Jeśli ktoś wkłada więcej lub - o zgrozo! - nawet wszystko, to ja nie mam dla niego współczucia, bo to wtedy jest hazard a nie inwestycja.

      A jeśli ktoś ma kredyt hipoteczny, to nadwyżek kapitału nie powinien inwestować w żadne "złote interesy", tylko nadpłacać kredyt, dzięki czemu w każdej kolejnej racie zwiększa się stosunek spłacanego długu względem odsetek i perspektywa zdjęcia stryczka z szyi znacząco się przybliża.

      Usuń
  9. Radek, w mojej opinii trochę pojechałeś ze stwierdzeniem - "nikt nie zawinił". Nie chce tu wydawać jakichś osądów ale zbyt wiele rzeczy mi tu nie pasuje do stwierdzenia że nikt nie zawinił.
    Dlaczego nagle wkracza prokuratura do całej sprawy? Dlaczego emitowane są komunikaty o planowanym kredycie, a potem dementowanie pogłosek? Stwierdzasz że "nikt nie zawinił" - a co powiesz o obecnym prezesie który jest wielce zdziwiony całą sytuacją, jakby spółki na oczy nie widział - Przewodniczący Rady Nadzorczej który powinien dbać o interes spółki a nie wie o co kaman? Niezaprzeczalnym faktem i przykrą rzeczą będzie być może sytuacja obligatariuszy- Catalyst będzie odczuwał ból jeszcze długo, długo, jeśli sytuacja rozwinie się negatywnie. Zresztą po raz kolejny zaufanie inwestorów zostałoby nadwyrężone.

    Dla mnie prawdziwą perłą jest przyznanie przez GPW w dniu 28 lutego 2018 nagrody dla spółki GETBACK S.A. - za optymalne wykorzystanie możliwości rynków prowadzonych przez GPW. Jakby nie patrzeć jak narazie wykorzystali możliwości Gpw i Catalyst wręcz PERFEKCYJNIE ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc, że nikt nie zawinił mam tu na myśli, że nie zawinił nadzór, nie zawiniły domy maklerskie wydające rekomendacje ani nie zawiniły serwisy internetowe piszące pozytywnie o spółce. To jest ich codzienna praca, wyniki finansowe spółki były dobre i nie było przesłanek do sądzenia, że ze spółką może być coś nie tak. Nie było twardych dowodów, a jedynie miękkie przesłanki, czyli np. ostrożność wobec spółki, której notowania bez żadnego powodu spadają o kilkadziesiąt %.

      Jeżeli chodzi o prokuraturę to warto powiedzieć, że jej zadaniem jest również działanie w celu ochrony interesu publicznego. Dlatego prokuratura nie zawsze wchodzi w temat bo "wie", że był przekręt. Czasem interesuje się sprawą, bo gówno się wylewa i trzeba sprawdzić, czy przekręt był. A wyniki tego sprawdzenia mogą być bardzo różne. Udowodnienie komuś, że specjalnie przewrócił spółkę w celu pokrzywdzenia inwestorów wcale nie będzie łatwe ani szybkie.

      Natomiast fakt emitowania komunikatów powinien być sprawdzony. Jeżeli prezes miał jakikolwiek dokument od banku, że planowane jest udzielenie kredytu, ma dupę krytą. Sądzę, że w tej sytuacji banki najpierw dawały zielone światło, a wstrzymywały rozmowy dopiero, jak sprawa śmierdziała coraz bardziej.

      Usuń
    2. Odnośnie nowego prezesa i jego zdziwienia sądzę, że główny akcjonariusz, Abris, źle sprawował nadzór właścicielski nad spółką. Zaufali, że wszystko dobrze się dzieje, może ich Kąkolewski okłamywał, nie wiem. Ale wiem, że Abris ma do przegrania o wiele więcej w szerszym horyzoncie czasowym niż do ugrania na GetBacku. Rada Nadzorcza to tylko ludzie, być może poluzowali smycz Kąkolewskiemu za bardzo i popełnili tym samym duży i kosztowny błąd. Takie rzeczy dzieją się na rynku, że właściciel nie upilnuje tematu. Może miał nieodpowiednich ludzi? Może nie domagał się dokumentów, mimo że miał takie uprawnienia? Nie wiem.

      Usuń
  10. "a co powiesz o obecnym prezesie który jest wielce zdziwiony całą sytuacją, jakby spółki na oczy nie widział?"

    Przeciez Radek odpowiedzial na to pytanie w blogu:

    "Można więc powiedzieć, że konsekwentne obstawanie przy dobrej kondycji GetBacku było jedynym, co prezes Kąkolewski mógł zrobić."

    Akcje pikowaly na dlugo zanim g... wyplynelo na powierzchnie. O czym to swiadczy? Raczej nie o tym, ze nikt nic nie wiedzial. Sprzedaz obligacji korporacyjnych drobnym mozna podciagnac pod wypychanie przez banki toksycznych aktywow.

    Pozbywamy sie akcji, wciskamy toksyczne obligacje drobnym, prezes udziela wywiadow, ze wszytsko jest ok, zeby zyskac na czasie, choc doskonale zdaje sobie sprawe jak cala sytuacja sie skonczy...

    .... a Ty Radku zamieszczasz wpis, ze w sumie to nic sie nie stalo, bo spolki czasem upadaja. Niezaleznym i obiektywnym dziennikarstwem raczej bym tego nie nazwal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz tu jeden wielki szwindel. Rozumiem, tak patrzysz na te sprawy. Ale teraz pomyśl o czymś innym.

      Dokąd szły pieniądze z emisji obligacji? Nie do Abrisu, nie do kieszeni Kąkolewskiego, ale do GetBacku. Do spółki, która jest dzisiaj niewiele warta, a jeżeli upadnie, będzie nic nie warta, bo wierzyciele rozdrapią całość. Co na tym Abris zyska?

      Abris jest dużym międzynarodowym podmiotem, który obraca znacznie większymi tematami niż GetBack. Jeżeli na GetBacku przegra reputację to straci na arenie międzynarodowej znacznie więcej niż ten miliard czy dwa wsadzone w GetBack. Przecież Abris jest głównym akcjonariuszem spółki i to jego inwestycja zalicza w tej chwili wielką stratę w odniesieniu do tego, co prezentowała jeszcze kilka miesięcy temu. Dlatego twierdzę, że na tej aferze nikt nie zyskał.

      Policzmy: Abris zapłacił 825 mln zł za kupno pakietu akcji od Idea Banku. Część sprzedał podczas IPO (20 mln sztuk), z czego odzyskał 370 mln zł. Obecnie pakiet Abrisu w spółce wart jest 225 mln zł. A więc na dzień dzisiejszy Abris jest pod kreską o 230 mln zł, a jeżeli spółka upadnie i pakiet Abrisu będzie nic nie wart, jego strata na tej spółce wyniesie ponad 450 mln zł.

      Dlatego mówię, Abris nic nie zyskuje przez przewrócenie GetBacka i dlatego wydaje mi się, że nie był to żaden wałek przewidziany na golenie drobnych inwestorów.

      Usuń
    2. Nie jestem niezależnym i obiektywnym dziennikarzem. Jestem blogerem, zajmuję stanowisko i wyrażam swoje zdanie. I w masie hejtu na GetBack staram się wpuścić trochę innego punktu widzenia, niezależnie od tego, czy to się komuś podoba, czy nie.

      Usuń
  11. Znam spraw ogolnie bo nie mam tych papierow. Z tego co wiem z IPO zgarneli 2500 mln pln a po 9 miesiacach ich papiery sa warte 250mln pln. Wydymali nas polakow na 2200 mln zlotych a pan bloger mowi nic sie nie stalo oj Radek chyba jestes malo kompetentny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kto wydymał? GetBack? Spółka jest dziś nic nie warta, więc tych pieniędzy w spółce nie ma. Abris? Abris nic na tym nie zarobił, rzuć okiem trzy komentarze wyżej, jak pokazuję wyliczenia.

      Z IPO spółka dostała 370 mln zł i Abris 370 mln zł.

      Usuń
  12. Witam, mym skromnym zdaniem wnikliwy i obiektywny wpis. Sam posiadam 200 akcji, zakupionych po 25zł, wiem, że to nie wiele, jednak dla mnie to 2 miesięczna renta, z której muszę żyć. I nie mam do nikogo pretensji i nie szukam winnych. Sam sobie jestem winny, to moja naiwność, że po dużych spadkach odbije, chciwość, że nie sprzedałem gdy akcje były po 28 z groszami, poprostu moja głupota. Sam także chciałem kupić obligacje, na szczęście brakowało środków. Bez urazy, ale mym zdaniem wielu, którzy dali się namówić na zakup obligacji, to ci, którzy chcą dużego zysku bez ryzyka. Często szukamy winnych naszych decyzji, wcześniej głosząc, że mamy swój rozum i wolną wolę. Nie rozumiem osoby, które umieszczają chamskie i obraźliwe komentarze, szukając w okół winnych, nie chcąc się przyznać do własnej naiwności i głupoty. Co do obecnie PO prezesa Getback, przewodniczącego RN to po części go rozumiem. Przecież członek RN to nie etatowa posada, więc można nie wiedzieć co każdego dnia zarząd ustala, jak postępuje itd. Faktem jest to, że poprzedni prezes pan K, wprowadził w błąd wielu inwestorów, analityków itd, jednak nie mi to oceniać. Jeszcze raz wielkie dzięki panie Radku za obiektywny artykuł. Pozdrawiam Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się racjonalnie spojrzeć na sprawę. Szukam, kto mógł na tej sytuacji zarobić i dochodzę do wniosku, że nikt nie zarobił a wszyscy stracili. Dlatego nie sądzę, żeby to było jakieś zamierzone i celowe działanie.

      A odnośnie sprzedawców to cóż... robią to, za co im płacą, czyli sprzedają. Kiedyś sprzedawali polisolokaty i kredyty frankowe, teraz sprzedają obligacje. Jest to zupełnie inny problem i nie wiązał bym go stricte z GetBackiem, bo zapewne sprzedawcy sprzedawali na dokładnie tej samej zasadzie obligacje innych spółek.

      Usuń
  13. Bardzo dobry wpis, istny kubeł zimnej wody na rozpalone chęcią zysku głowy, nie mam tych akcji ani obligacji, ale mam inne i nigdy nic ne wiadomo, kiedy zaliczy się większe wpadki. Trzeba to stale mieć na uwadze i zachować czujność

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja osobiście uważam że GetBack nie updanie. Nikomu to nie jest na rękę, a główny właściciel Abris to nie byle fundusz krzak. Jeżeli Getback by upadł to z portfeli wierzytelności za dużo się nie odzyska, a jednak spółka odzyskuje kasę z portfeli. Problem pojawił się ponieważ spółka przelewarowała się na długu. I tu idealny przykład na to że spółki upadają nie dlatego że mają straty tylko przez utratę płynności. I taką utrątę płynności zaliczył Getback. Jednak w przypadku tej spółki upadłość się po prostu nie opłaca. I ja czuję że spółka otrzyma potrzebny zastrzyk gotówki. Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pani Radku ,jak ktoś straci to ktos zyska
    Getback brał kasę z emisji i GŁÓWNIE z obligacji ,a kupował toksyczne NIBY aktywa ....... no właśnie może pośrednio od słupów Arbisu
    a q...a kto to Arbis ... jakis słup ,czemu Czarnecki sprzedał na parę lat przed debiutem,a potem bankrutem ... hm ? celowo ? aby nikt q...a na nim nie wieszał psów?
    Arbis to NIKT
    machloja z daleka śmierdzi ,a scenariusz mieli ułożony ,że nawet blogerów zakręcili na karuzeli

    OdpowiedzUsuń
  16. np.:
    Getback kupił od Altus TFI poza obrotem zorganizowanym 99,38 proc. akcji EGB Investments za 207,6 mln zł - podała spółka w komunikacie.

    szukacie kto zyskał POSZUKAJCIE od kogo kupowali NIBY AKTYWA

    na przykładzie EGB :
    207mln ,a EGB zrobiła zyski na wierzytelnościach przez wiele lat ,zostały tylko nie ściągalne ,no to sru Getback kupił niby aktywa ,a tak naprawdę ZERO ,nie ściagalne
    i sru 207mln poszło z Getbacka do .......

    itp. , itd.

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam
    Pytanie z innej beczki. Mianowicie wiem, że jesteś specjalistą od certyfikatów faktor, mi konkretnie chodzi o RCFS3KGH. Wyczytałem, że 24.04.2018 czyli dzisiaj jest ostatnim dniem giełdowego obrotu nimi, to co będzie jutro?
    podaję źródło, trzecia strona:
    https://www.rcb.at/pl/file/kid/?ISIN=AT0000A12BX0&file=kid&lang=PL&country=PL

    dzięki za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że termin obecności instrumentu na rynku został zmieniony na 30 kwietnia, czyli na dzisiaj. Nie wiem, czy instrument zostanie wycofany po obecnych cenach i rozliczony z inwestorami, czy może będzie on ciągle rolowany, a jego data likwidacji przesuwana.

      Nie wiem, z czego ten mechanizm zmiany daty może wynikać. Może z tego, aby inwestorzy nie przyzwyczajali się do certyfikatów jaki instrumentów długoterminowych :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails