Z kodem HUMANISTAWS22 otrzymasz 100 zł zniżki na udział w konferencji!

środa, 15 listopada 2017

Jak kupować spadające spółki i dlaczego to takie trudne?

Stara giełdowa zasada mówi, że nie należy łapać spadających noży. Z kolei inna reguła podpowiada, że jeżeli spółka jest w trendzie spadkowym to szanse na jego kontynuację są większe niż na odwrócenie. Dlaczego zatem mielibyśmy kupować spadające walory i jak to robić, aby nie żałować?

Wystarczy rzut oka na warszawską giełdę, aby zobaczyć, że dzieje się z nią coś niepokojącego. Pisałem o tym w ostatnim czasie kilkukrotnie, m.in. we wrześniu i w październiku. Od tego czasu sytuacja w sektorze małych spółek diametralnie się pogorszyła, a indeks sWig80 znajduje się najniżej od 15 miesięcy. Co więcej, spadki wydają się ciągle przyspieszać.



Nie trudno jest wskazać małe, średnie, a nawet całkiem spore spółki, których notowania systematycznie się osuwają. Czasem stabilnie, a czasem panicznie, jak ma to miejsce w przypadku spółki Amica.



Dlaczego więc inwestorzy mogliby chcieć kupować akcje spółek, których notowania lecą w dół?

Trzy powody do chwytania spadków


Pierwszym powodem może być gra na odreagowanie. Wiele spółek spada silnie, spada nagle i pozornie bez wyraźnego powodu. Widząc z kolei, że jest to zjawisko dość powszechne, można przyjmować, że zniżanie lotu nie wynika z czynników związanych z samą spółką, ale leżących poza nią, a dotyczących całego rynku.


Przedłużanie się tego ruchu z pewnością kusi wielu do podejmowania próby kupna akcji teraz w celu zarobienia na potencjalnym odreagowaniu. Strategia ta może mieć lepsze lub gorsze uzasadnienie, lecz z pewnością ma wielu zwolenników.

Drugi powód to właśnie pozorny brak powiązania widocznych spadków z sytuacją samych spółek. Wyniki ciągle wydają się być dobre, gospodarka się rozwija, a więc teoretycznie nie ma zagrożenia, a kurs spada. W przypadku spółek wzrostowych czas ten może być wykorzystywany do zakupu pierwszego pakietu akcji lub nawet do powiększenia stanu posiadania.

Przyświeca temu założenie, że w stosunkowo krótkim czasie ceny akcji stały się zdecydowanie bardziej atrakcyjne. Wystarczy przeanalizować wskaźnik Cena/Zysk dla indeksu sWig80. Jeszcze w maju był on powyżej 18, a kilka dni temu spadł poniżej 12, czyli do najniższego poziomu od niemal pięciu lat.



Stąd zapewne pokusa, aby kupować tanio spółki, które przynoszą inwestorom godziwe zyski. Oczywiście stosując takie podejście należy przeanalizować dynamiki wzrostu tychże zysków, a raporty finansowe za II i III kwartał pokazują, że z tym ostatnim może być różnie.

Trzecim powodem może być kupno spółek dywidendowych celem trzymania ich przez dłuższy czas. Paradoksalnie bowiem nie tylko maluchy doczekały się korekty, ale również większe spółki, których z pewnością ułomkami nazwać nie można. Przykładem niech będzie Budimex, w którym wypłacona w tym roku dywidenda (15 zł na akcję) stanowiła zaledwie 5,35% ceny z majowych szczytów, ale już 7,90% ceny obecnej. A przecież sam wykres długoterminowy spółki również jest nie do pogardzenia.



Kto kupował na dołku w 2012 roku po 45 zł, w tym roku otrzymał stopę dywidendy na poziomie 33%. Patrząc na takie relacje z pewnością znajdzie się dziś wielu inwestorów, którzy zechcą wykorzystać panującą przecenę do zakupu spółek dywidendowych na dłuższy termin.


Jak kupować spadające spółki


Niezależnie od powodów dla których zdecydujemy się kupno spółki w trakcie trwającego ruchu spadkowego, ryzykujemy głównym negatywnym scenariuszem - spadki mogą być kontynuowane. Z perspektywy inwestora długoterminowego, świadomego fundamentalnej wartości spółki nie musi to wcale być problemem, jednak wszyscy pozostali powinni przygotować wyjścia awaryjne na wypadek takiego właśnie rozwoju zdarzeń.

W tym wypadku w grę wchodzi giełdowa zasada "coś za coś". Im więcej potwierdzenia potrzebujemy tym późniejszy będzie sygnał i tym szerszy margines straty, jeżeli okaże się, że moment otwarcia pozycji nie był najszczęśliwszy. Z drugiej strony szybka decyzja bywa pochopna, a co za tym idzie skuteczność takich transakcji również jest niska. Każdy inwestor musi wypracować metodę otwierania pozycji, która jest zgodna z jego indywidualnymi oczekiwaniami i realizowaną strategią.

Pierwszym i najprostszym rozwiązaniem jest kupno spółki po bieżącej cenie. Uznajemy, że cena jest na tyle atrakcyjne i oferuje na tyle wysoki potencjał zysków, że nie potrzebujemy niczego więcej niż dokonania transakcji po aktualnej cenie rynkowej. Musimy jednak pamiętać, że kupujemy w zupełnie przypadkowym punkcie (przyjmując śmiałe założenie, że na rynkach są punkty nieprzypadkowe). Oznacza to, że kurs może spadać swobodnie dalej, a razem z nim wartość naszej pozycji.

Drugim ciekawym i bardzo prostym rozwiązaniem jest wybicie się kursu powyżej maksimum cenowego z określonej liczby minionych sesji. Po każdej sesji wyznaczamy sobie maksimum cenowe z ostatnich np. 20 świec. Przebicie tego poziomu od dołu oznaczało będzie, że kurs zawraca i może być traktowane jako sygnał kupna.

Jest to przykład systemu wybicia z kanału cenowego, stosowany swojego czasu m.in przez tzw. grupę Żółwi. Zdecydowanie zachęcam do poczytania całego cyklu wpisów dotyczących tej tematyki, które ukazały się przed ponad 9 laty na blogach Domu Maklerskiego BOŚ. Przykładowy wykres takiego przesuwanego poziomu wejścia prezentuję poniżej.



Zaletą tego systemu jest dopasowanie się do aktualnej zmienności rynkowej. W sytuacjach, kiedy jest ona wysoka, rynek musi dokonać silnego ruchu aby padł sygnał kupna. Z kolei wybicie przy mniejszych wahaniach cen sygnalizowane jest szybciej.

Podobnym modelem otwarcia pozycji jest kupno akcji przy procentowym odbiciu od dołka. Jeżeli rynek cofnie się o określoną wartość, kupujemy akcje uznając, że jest to koniec spadków. Sęk w tym, że każda spółka charakteryzuje się indywidualnym poziomem zmienności i 10% cofnięcia będzie zbyt dużą wartością dla jednej spółki, a zbyt małą dla innej. Można więc odwoływać się do odchylenia standardowego liczonego dla notowań interesującego nas podmiotu, lecz podejście to wymaga już wsparcia się excelem lub oprogramowaniem giełdowym liczącym takie wskaźniki.

Z pewnością wielu inwestorów kusi posłużenie się formacją cenową w celu zakupu papierów. Zamiast wchodzić w przypadkowym punkcie czekamy na odpowiednie potwierdzenie padającego sygnału. Posługując się czystymi notowaniami wyznaczamy swingi cenowe i dopiero ich analiza służy nam jako wskazówka do dokonania transakcji.



Powyżej przytaczam przykład spółki Ciech, na której w lipcu i sierpniu ukształtowała się taka właśnie formacja. Przebicie ostatniego wierzchołka cenowego może być interpretowane jako sygnał odwrócenia się ruchu okazja do kupna papierów. Możemy szukać tu analogii do formacji odwróconej głowy z ramionami, jak również do formacji 1-2-3 wykorzystywanej często na rynkach terminowych.

Główną wadą tego podejścia, oprócz opóźnienia sygnału, jest fakt, że bardzo często odwrócenie ma kształt formacji V i nie obserwujemy kilku swingów cenowych przed rozpoczęciem ruchu w górę. W takiej sytuacji nie mamy możliwości zajęcia pozycji.

Ostatnim podejściem, które dziś zasugeruję jest podzielenie swojej pozycji na kilka części i kupowanie akcji pakietami. Pierwszy pakiet lokujemy na rynku "z marszu", jeżeli sądzimy, że cena jest już odpowiednio niska, a spółka warta jest inwestycji. Jeżeli rynek ruszy do góry, jesteśmy już na pokładzie i korzystamy na wzrostach. Jeżeli jednak się pomyliliśmy i kurs dalej spada, a my ciągle sądzimy, że kupno akcji jest dobrym rozwiązaniem, wrzucamy na rynek drugi, a za jakiś czas być może również trzeci pakiet. W ten sposób uśredniamy cenę zakupu, nie ryzykując, że kupno pierwszej części w całości przesądza o naszym wyniku finansowym.

Podejście to może sprawdzić się u inwestorów długoterminowych, którzy sądzą, że spółka jest atrakcyjna i pozostanie taka przez kilka kolejnych lat. W tej sytuacji zejście kursu niżej nie jest problemem, a wręcz przeciwnie, okazją dokupienia dobrych walorów po jeszcze bardziej atrakcyjnej cenie. 

Są dwie główne wady tego podejścia. Po pierwsze musimy już na początku wiedzieć, jak podzielimy środki na otwieranie pozycji. Czy będą to dwa wejścia, czy może trzy lub więcej. Drugą wadą jest zwiększanie zaangażowania w spółce w miarę spadków, czyli klasyczne uśrednianie w dół. Jeżeli okaże się, że przekroczymy planowaną wielkość pozycji dokładając dodatkowe środki w miarę osuwania się kursu (bo jest taniej = okazja), a później stwierdzimy, że jednak z fundamentami spółki nie wszystko jest tak dobrze, jak sądziliśmy, strata którą poniesiemy będzie bardzo duża. Jest to częsty błąd wielu początkujących inwestorów, ale z pewnością i doświadczonym się to przydarza.

Zabezpieczenie się przed nadmierną stratą


Każde wejście na rynek powinno zakładać scenariusz awaryjny, w którym wydarzenia nie potoczą się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Ostatnie przypadki Eurocash, XTB czy CD Projektu pokazują, że spadki rzędu 20% mogą zrealizować się w ciągu jednego lub dwóch dni i taką ewentualność również musimy wkalkulować w naszą strategię.

Podstawowym mechanizmem mającym ochronić nas przed stratami jest stop loss. Nie ma nieomylnych inwestorów, a próby łapania spadających spółek charakteryzują się wysokim ryzykiem porażki. Dlatego też w wypadku każdej transakcji powinniśmy określić dopuszczany przez nas poziom straty i pilnować, aby strata nie wymknęła nam się spod kontroli. Wydaje się to bardzo prozaiczne, ale niejeden już doświadczył strat przekraczających 30%, a po takiej porażce trudno jest podjąć decyzję o likwidacji pozycji.

Oczywiście największym problemem jest szerokość stop lossa i ciągłe zastanawianie się, czy wykonując takie zlecenie nie sprzedamy w idealnym dołku. Bycie ostatnim sprzedającym nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń, ale raz na jakiś czas każdemu się to zdarzy. Receptą na to jest odpowiednie zarządzanie szerokością zleceń obronnych oraz dopuszczenie ewentualności ponownego zakupu akcji. Ważne, aby nie wpaść w spiralę tracenia i odkupowania akcji, ponieważ na kilku takich podejściach jesteśmy w stanie stracić 30-40% wielkości pozycji.

Gorąco zachęcam do obejrzenia nagrania Tomka Jaroszka z DoradcaTV, w którym porusza on zagadnienie kupna akcji po korekcie i akcentuje ryzyka wiążące się z takim stylem inwestowania.

Zbuduj plan - to najważniejsze


Jak widzicie jest wiele konkretnych zagrań umożliwiających kupno akcji, które w ostatnim czasie straciły na wartości. Ryzyko jest w zasadzie tylko jedno - spadki mogą być kontynuowane. 

Najważniejszą rzeczą jest uświadomienie sobie, dlaczego chcemy być posiadaczami akcji danej spółki. To pozwoli nam na dobranie odpowiedniej strategii kupna akcji. Jeżeli naszym celem jest krótkoterminowa spekulacja, sama spółka nie ma wielkiego znaczenia, a liczy się głównie impet spadkowy i potencjalne odreagowanie wzrostowe, które po nim może nastąpić. Jeżeli natomiast jesteśmy pewni, że chcemy posiadać dane walory przez dłuższy czas, a korekta cenowa jest jedynie okazją do nabycia ich taniej, warto korzystać z kupna akcji po bieżącej cenie lub częściowego otwierania zaplanowanej pozycji.

Pamiętajcie jednak, że kupowanie spadającej spółki jest jednym z najbardziej ryzykownych podejść inwestycyjnych. Przypadki Petrolinvestu, Biotonu i wielu innych spółek pokazują wyraźnie, że można zapętlić się w odnawianiu pozycji na systematycznie spadających walorach. Dlatego zanim cokolwiek kupicie, zastanówcie się trzy razy.

3 komentarze:

  1. Jak dla mnie lepiej kupować akcje w trendach wzrostowych i zawsze uśredniać tylko w górę. Ale rozumiem że co inwestor to i inna strategia, inny charakter itp. Jest tyle zmiennych że nie ma co uśredniać strategii dla wszystkich inwestorów. Super blog pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupowanie trendów wzrostowych to zdecydowanie najlepsze, moim zdaniem, podejście. Aczkolwiek przestawiam się powoli na dokładniejsze analizowanie fundamentów spółek, a nie tylko ich wykresów.

      Usuń
  2. Mega fajny artykuł, od dłuższego czasu czegoś takiego szukałem. Jeszcze mogę w tej tematyce ten poradnik polecić - https://www.xtb.com/pl/edukacja/czym-jest-handel-na-cfd

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails