Zapisz się na newsletter i obejrzyj jedno z moich szkoleń!

środa, 12 października 2016

Benjamin Graham nie urwał mi tyłka [+KONKURS]

Książka Benjamina Grahama pt. Inteligentny inwestor uznawana jest nie tylko za kanon literatury giełdowej, ale również za biblię osób inwestujących w wartość. Postanowiłem zmierzyć się z jej lekturą, traktując to jako poszerzenie swoich intelektualnych i inwestycyjnych horyzontów. Dzisiaj prezentuję moje wrażenia po przeczytaniu tej książki.

Znając tytuł dzisiejszego tekstu, wiecie mniej więcej, jakie były moje wrażenia. Może wynika to trochę z oczekiwań, które miałem wobec tej pozycji, słysząc zewsząd pozytywne opinie, a może z mojego podejścia rynkowego, które dotychczas opierało się głównie na analizie technicznej. Krótko mówiąc książka nie wywarła na mnie jakiegoś większego wrażenia, mimo faktu, iż w kilku miejscach skłoniła do zastanowienia się i zrewidowania swojego poglądu na niektóre sprawy. Ale od początku.

Oczekiwania wobec książki


Niemal każdy, kto wspomina o Inteligentnym inwestorze wyraża się o nim w samych superlatywach. Nie koncentrowałem się na czytaniu recenzji przed przystąpieniem do lektury samej książki, więc nie znałem nawet zarysu jej treści, ale spodziewałem się czegoś wielkiego, co będzie w stanie przeorać moje dotychczasowe spojrzenie na analizę fundamentalną. Sądzę, że część z legendy, jaką obrosła ta książka jest zasługą Warrena Buffetta, który przedstawiany jest jako wierny uczeń Grahama. Stąd też niemal instynktownie przypisujemy Grahamowi sukcesy, które osiągnął ten najpopularniejszy od wielu lat inwestor.

Nie bez znaczenia pozostaje oczywiście fakt, że jako inwestor od wielu lat posługuję się w zdecydowanej większości przypadków niemal wyłącznie analizą techniczną. Przez długi czas uważałem, że nie ma sensu zwracać uwagi na fundamenty, skoro wykres realizuje tendencję wzrostową. Ponadto wiemy przecież, że bardzo często notowania giełdowe wyprzedzają informacje fundamentalne, a więc opierając się na tych ostatnich ryzykujemy otrzymywanie zdecydowanie bardziej opóźnionych sygnałów inwestycyjnych.

W ostatnich kilkunastu miesiącach zacząłem jednak patrzeć na spółki z nieco innego, bardziej fundamentalnego punktu widzenia, stąd i lektura tej książki. Uznałem, że może ona być dobrym wprowadzeniem w świat inwestowania w wartość.


Wnioski po lekturze


W moje ręce trafiło wydanie z 2007 roku, opatrzone wstępem i komentarzami Jasona Zweiga. Na marginesie dodam, że książkę otrzymałem w prezencie od jednego czytelników, razem z całym kartonem innych publikacji. Szczegóły tej niezwykłej paczki poznacie klikając w zdjęcie obok.

Muszę powiedzieć, że bez tych komentarzy lektura Inteligentnego inwestora byłaby dla mnie ciężkim wyzwaniem. Nie chodzi nawet o język, który nie gra roli, ani realia giełd sprzed kilkudziesięciu lat. Nie jest to pierwsza książka, którą przeczytałem, pisana w czasach, kiedy rynki dopiero się rozkręcały, więc tematyka ta nie jest mi do końca obca.

Odnoszę wrażenie, że całość treści tej pozycji można by było zmieścić w 1/10 jej objętości. W zasadzie moją uwagę przykuły 2-3 rozdziały, z których wysnułem bardziej wartościowe wnioski. Pozostałą część stanowią uwagi dość ogólne, ewentualnie zmierzające w obszary, które uznałem za mniej interesujące dla osoby chcącej je praktycznie wykorzystać.

Warto tu również podkreślić znaczenie komentarzy Jasona Zweiga, które w swej objętości niemal podwajają ilość tekstu w książce. Pisane współcześnie, nie tylko klarują i precyzują "co autor miał na myśli", ale również osadzają konkretne teorie w obecnych realiach. Odnoszę wrażenie, że zebranie tych komentarzy w zupełnie oddzielną publikację stanowiłoby równie łakomy kąsek dla potencjalnych czytelników, co oryginał.

Kilka rzeczy, które zostały w mojej głowie


Nie jest jednak tak, że książka okazała się dla mnie całkowitym rozczarowaniem. Wyniosłem z niej kilka myśli, które stanowią jednak interesujące wprowadzenie w świat inwestowania w wartość. Oto one.

Kupuj dobre spółki po niskiej cenie

Wydaje się, że jest to myśl przewodnia osób inwestujących w wartość, stanowiąca jednocześnie zupełnie inne podejście niż to realizowane przez analityków technicznych. Graham zachęca, aby kupowanie akcji spółek traktować podobnie, jak traktujemy nasze codzienne zakupy. Obniżka ceny produktu, o którego wysokiej jakości jesteśmy przekonani, stanowi dla nas okazję do zakupu. Czyli spadająca cena jest dla nas okazją, której szukamy. Podejście trendowe wyznawane przez analityków technicznych zakłada z kolei coś odwrotnego: kupno akcji, gdy stają się coraz droższe, w nadziei, że uda nam się sprzedać je po jeszcze wyższych cenach.

Muszę przyznać, że takie właśnie długoterminowe zamiary przyświecały mi podczas inwestowania w akcje Banku Handlowego, o czym możecie przeczytać w poprzednich wpisach. Możliwość kupienia dobrej spółki w atrakcyjnej cenie może wyznaczać perspektywy udanej transakcji.

Nie patrz na bieżącą cenę spółki na giełdzie

Kolejna myśl poleca oderwanie się od ceny i patrzenie na daną spółkę przez perspektywę wartości, którą sobą przedstawia. Wyobraźmy sobie prowadzenie własnej działalności gospodarczej, niezależnie od tego, w jakiej formie prawnej byśmy ją prowadzili, i równoczesne obserwowanie zachowań cen akcji. Jako właściciel znamy kondycję podmiotu, wiemy jakie uzyskuje wyniki finansowe oraz znamy kierunek, w którym zmierza. Tymczasem cena akcji w marcu wynosi X, a w październiku dwukrotność tej wartości.

Czy firma zmieniła się aż tak bardzo w ciągu kilku miesięcy? Nie, to emocjonalne stany rynku, być może związane z wydarzeniami zupełnie nie dotyczącymi naszej firmy, powodują tak duże wahania cen. Aby się niepotrzebnie nie stresować i nie podejmować złych decyzji pod wpływem dynamicznie zmieniających się notowań, należy skupić się na biznesie jako takim oraz wartości, którą generuje. W ten sposób, zdaniem autora, będziemy w stanie wychwycić to, co jest najważniejsze.

Ogólna opinia na temat książki


Z pewnością jest to pozycja wartościowa, po którą można sięgnąć, aby poszerzyć swoje umiejętności inwestycyjne. Wspomniałem, że dużą część treści uznałem za mniej interesującą, gdyż traktowała ona o zasadach budowy agresywnego i defensywnego portfela inwestycyjnego, sztuczkach stosowanych przez firmy w celu podkręcenia bieżących wyników finansowych oraz ogólnych zasadach inwestowania. Jestem sobie w stanie wyobrazić wiele osób, którym lektura ta przyniesie wiele praktycznych korzyści, niezależnie od stosunkowo odległych już czasów, w których została napisana.

Sądzę, że moje rozczarowanie wynika głównie z faktu, że nie była to pozycja pod tytułem Jak inwestować w wartość i dlaczego warto to robić. Dlatego też niebawem sięgnę po kolejną pozycję spod znaku inwestowania w wartość, aby poszukać wiedzy, która wzbogaciłaby moje inwestycyjne podejście.


Konkurs - otrzymaj mój egzemplarz Inteligentnego inwestora


Książkę przeczytałem, odhaczam na liście, a co za tym idzie, mogę się z nią rozstać. Uznałem więc, że równie dobrze może ona trafić w ręce jednego z czytelników bloga Humanista na giełdzie. 

Książka Inteligentny inwestor zostanie wysłana do jednej z osób, które w terminie od ukazania się niniejszego wpisu do niedzieli, 16 października, godz. 22.00, zamówią jakikolwiek płatny produkt z Bazy wiedzy Humanisty na giełdzie. Znajdziecie tam zarówno zapisy webinarów, które już się odbyły, jak również szkolenia premium, w których kompleksowo omawiam poszczególne zagadnienia związane z inwestowaniem. 

Co więcej, oprócz wybrania osoby, która otrzyma książkę, wybiorę również drugą osobę, która otrzyma ode mnie możliwość odbycia Hangoutu z Humanistą, czyli godzinnej rozmowie o giełdzie, inwestowaniu i poszukiwaniu własnej drogi pośród krętych rynkowych ścieżek. Oprócz zamówienia produktu, trzeba również przysłać mi maila, dlaczego to właśnie z Wami mam porozmawiać i co chcielibyście dzięki tym konsultacjom uzyskać.

Z pewnością są osoby, które od jakiegoś czasu rozważały skorzystanie z materiałów zawartych w Bazie wiedzy, a więc teraz macie przy okazji możliwość otrzymania bonusu w postaci konsultacji lub książki. Pamiętajcie, że termin upływa w najbliższą niedzielę o godzinie 22.00.

8 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że dla mnie czytanie takich książek to jest trochę strata czasu. Jak śmiesznie by to nie zabrzmiało. Pytanie podstawowe po co autorzy tych książek je napisali? Skoro odnieśli sukces to niech pomnażają pieniądze na giełdzie po co im kasa z wydawania książek i tworzenie sobie konkurencji? Może dlatego, że nie potrafią lub tą moc utracili w takim razie nie będą mieli mi nic wartościowego do przekazania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest częsty błąd w postrzeganiu zagadnienia popełniany przez wiele osób. Równie dobrze można zapytać, po co piszę tego bloga. Obecnie na nim zarabiam, ale w takim razie po co pisałem go przez pierwsze 3-4 lata, kiedy na nim nie zarabiałem? Dla podbudowania ego?

      To normalna rzecz, że w pewnym momencie chcemy podzielić się swoją wiedzą z innymi, zwłaszcza że możemy na tym zarobić. O ile wiedza jest wartościowa, a to weryfikują czytelnicy swoimi opiniami, jest to potrzebny wkład w edukację inwestorów.

      Bez takich książek każdy z nas musiałby poznawać giełdę od podstaw samodzielnie.

      Usuń
    2. Dobrze wiesz, że giełda jest żywym organizmem i ewoluuje. Książki napisane 10 a nawet 2 lata temu zazwyczaj są już nieaktualne. Za to każdy chce sprzedawać kursy, książki, szkolenia. Tak jak IT21 (kurs na starszego inwestora giełdowego) za tysiące złotych. Skoro taki altruizm przemawia przed wielkimi uczonymi to niech publikują za darmo. Bo pieniędzy chyba nie potrzebują skoro wiedzą jak odnieść sukces na rynkach finansowych. Dziwne jest to, że większość znawców kończy nie z milionami na koncie a chałturząc jakieś szkolenia.

      Ja osobiście mogę zapłacić za wiedzę i to robię. Jednak tym, którzy prezentują swój portfel online i potrafią udowodnić, że faktycznie zarabiają pieniądze. Tych można policzyć na palcach jednej ręki i zazwyczaj odbywa się to na zasadzie płatnych raportów, aktualnych analiz a nie truizmów wyuczonych w książkach. Podstawa na giełdzie to dostęp do informacji i poprawna ich analiza a nie pusta wiedza książkowa.

      Usuń
    3. Szanuję Twoje podejście, mimo że zupełnie się z nim nie zgadzam :)

      Giełda ewoluuje, ale dwa główne podejścia: analiza techniczna i analiza fundamentalna, są niemal takie same przez ostatnie kilkadziesiąt lat. W tym zakresie nie zmieniło się wiele, bo algotrading nie jest dostępny dla szaraczków, a żadne sieci neuronowe rewolucji nie zrobiły. Dlatego książki są w dużej mierze aktualne, o ile nie uzależniają konkretnych strategii od specyficznego otoczenia prawnego, które z dekady na dekadę może się istotnie zmienić.

      Odnośnie kwestii pod tytułem "jak jest taki zajebisty to niech zarabia na giełdzie, a nie na książkach" w zasadzie nie będę się sprzeczał, bo to temat rzeka i chyba nikt nikogo nie przekona. Zwłaszcza, jeżeli jest się głównie konsumentem tych treści, a nigdy nie było ich producentem :)

      W skrócie działa to tak: skoro coś wiem i mogę się tym podzielić, to dlaczego mam tego nie robić? A skoro oferuję wartościową wiedzę i poświęcam na to czas, a nierzadko również pieniądze, dlaczego mam nie oczekiwać, że ktoś mi za to zapłaci?

      Ty nie korzystasz, spoko. Inni korzystają, są zadowoleni, też spoko :)

      Usuń
    4. Na rynkach finansowych trochę już funkcjonuję, zdaje się, że znacznie dłużej od ciebie.

      Przyswajałem wiedzę z różnych zakresów analizy technicznej korzystając z książek, artykułów. Zaczynając od formacji świecowych, astrologii (magia liczb) czy też zwykłej analizy fundamentalnej.

      Giełda dla mnie jest organizmem żywym, który ewoluuje. Dobrze o tym wiedzą programiści tworzący roboty do gier forexowych. Bez ciągłych zmian w algorytmach robot taki zmniejsza swoją dochodowość a na koniec generuje straty.

      Ja o sobie mogę powiedzieć to samo nie ulepszając moich technik inwestycyjnych z czasem bym najzwyczajniej tracił.

      Prawda jest taka, że cała giełda to jest takie Klondike. Miliony podążają tam w nadziei, że zarobią krocie. Bo złoto wystarczy tylko podnieść ze strumyka. Na miejscu w Klondike znajduje się masa sklepów oferujących wszystko to co pozwala do stania się bogatym. Jak skończyli naiwni szukający bogactw w Klondike dobrze wiemy.

      Z giełdą jest podobnie jest mnóstwo osób oferujących szkolenia, sprzedających książki a najśmieszniejsze oferujących zarządzanie twoimi pieniędzmi.

      Jakie ma niby szanse nowicjusz po przeczytaniu kilku książek czy przejściu paru kursów względem wieloletniego inwestora posiadającego dostęp do rzetelnych i płatnych raportów?

      Odpowiedź prosta praktycznie żadnych


      Kompletnie naiwnym trzeba za to być by kupować drogie szkolenia za tysiące złotych od ludzi, którzy nigdy nie udowodnili, że potrafią cokolwiek zarobić. Nie chcę już podawać konkretnych adresów stron i autorów ale to jest czasami wręcz żenujące jak łupieni są ludzie.

      Ja sam płacę tylko tym, którzy potrafią udowodnić, że potrafią generować dobre stopy zwrotu . Raportują swoje inwestycje i się z nich rozliczają.

      Więc rada dla początkującego inwestora. Przed zakupem czegokolwiek sprawdź czy twój nauczyciel faktycznie potrafi zarabiać. Jeśli uważa, że przeszedł na emeryturę i daje tylko wędkę lub coś ukrywa. Od razu go skreśl.

      Usuń
    5. Dzięki Piotrek za ten wpis. Cenne spostrzeżenia i rada.
      Początkujący inwestor.

      Usuń
  2. Na blogu powinno być więcej na temat selekcji spółek w oparciu o analizę fundamentalną. Metoda jednej kreski, która jest obecnie używana, mogłaby dać lepsze wyniki gdyby dodatkowo filtrowano spółki na podstawie ich sytuacji finansowej. Sama analiza techniczna to za mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, ale nie czuję się kompetentny, żeby wypowiadać się na tematy związane z analizą fundamentalną. Nie znam się na niej i nie sądzę, aby można było przeczytać jedną czy dwie książki i już wypowiadać się z pozycji autorytetu, rekomendując coś innym.

      Nie wykluczam, że połączenie AT i AF dałoby lepsze rezultaty. Może kiedyś będę mógł to sprawdzić, ale z pewnością jeszcze nie dziś.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails