Zapisz się na newsletter i obejrzyj jedno z moich szkoleń!

niedziela, 8 stycznia 2012

Po co to wszystko? cz. 3

Uzupełniając nieco moje ostatnie nagranie, chciałbym wspomnieć jeszcze o dwóch ważnych kwestiach. 

Pierwszą z nich, jest skala czasowa, w jakiej sytuuję swoje zagrania. Podążanie drogą zacieśniania stop lossów może prowadzić do stopniowego zmniejszania skali czasowej, w której gramy. W efekcie, zamiast strategii swing tradingowej mamy liczne próby gry na interwale np. M5, gdzie faktycznie ustawiamy stop loss o szerokości kilku punktów, lecz jesteśmy systematycznie czyszczeni przypadkowymi ruchami rynku.

W tej sytuacji, mniej może odwołam się do samej techniki ustawiania stopów, ale do mojej metody wyszukiwania swingowego wyczerpania, gdyż dzięki temu złapiecie odpowiedni punkt odniesienia. Cała zabawa ma na celu złapanie swingu, czyli ruchu cenowego trwającego od tygodnia do kilku tygodni i przenoszącego rynek z jednego stanu impetu (np. wyprzedanie) do przeciwnego (np. wykupienie). Ruch ten nie odbywa się więc w ciągu kilku minut i rynkowi należy zostawić odpowiednią ilość miejsca, gdyż po prostu go potrzebuje. I tu pojawia się kwestia poszukiwania pewnego kompromisu, między ciasnym stopem, którego chcemy ustawić, a odpowiednią przestrzenią na szum rynkowy.

Każdy z inwestorów inaczej patrzy na rynek, jednak w mojej ocenie, chcąc złapać właśnie taki kilkutygodniowy ruch, nie można schodzić poniżej skali godzinowej (H1). Wszystko uzależnione jest oczywiście od rytmu każdego z rynków, lecz będąc analitykiem technicznym szukającym wierzchołków, swoiste mini-swingi wyznaczające siłę byków i niedźwiedzi w punktach wyczerpania impetu, widzę właśnie na skali H1. Czasami wystarczającą jest nawet skala H4, pokazująca to samo, ale w nieco szerszej perspektywie. Dlatego też, poszukując wyczerpania rynku, postawiłem sobie zasadę, że nigdy nie schodzę z moimi transakcjami poniżej skali H1. Pozwala mi to ustawiać ciasne stop lossy, ale z uniknięciem niepotrzebnych czyszczeń związanych z szumem, który poniżej tego poziomu jest już znaczny i może komplikować zyskowny trading.
Warto więc pamiętać, iż wszystko ma swoje granice. Próba łapania wierzchołków ze stopem o szerokości 5 punktów z pewnością poskutkuje dużą ilością przedwcześnie zamykanych pozycji i ponoszonych strat.

Druga uwaga, którą chciałbym dziś poczynić, dotyczy zarządzania kapitałem. W poprzednim nagraniu przyjąłem założenie, że w każdej transakcji nie ryzykujemy więcej niż 1-2% posiadanego kapitału. Są to wartości, które każdy może dobierać dowolnie, uwzględniając parametry własnego systemu, w szczególności jego skuteczność, implikującą potencjalne "ciągi strat", czyli ilość stratnych pozycji z rzędu. I mniej ryzykujemy w danej transakcji, tym większy szereg strat jesteśmy w stanie przetrzymać bez oddania dużej części naszego portfela.

Załóżmy więc, że w każdej transakcji ryzykujemy nie więcej, niż 2% portfela, co jest względnie bezpieczną wartością. Postawmy się teraz w sytuacji aktywnego gracza na rynku licznych towarów i surowców (ja sam obserwuję ich ok. 20). Zdarza się, że w tym samym momencie dostrzega on kilka okazji inwestycyjnych, np. na soi, kukurydzy i pszenicy. Otwiera trzy pozycje, w każdej ryzykując wspomniane 2% i okazuje się, że wszystkie trzy wykresy zachowują się bardzo podobnie, czyszcząc jego zlecenia obronne i pomniejszając portfel o 6%. Bolesne? Ale niestety bardzo realne. 

Grając na wielu aktywach, należy szczególną uwagę zwrócić na ich wzajemną korelację. Możemy się cieszyć, że ustawiliśmy kilka bardzo ciasnych stop lossów, ale w efekcie postawiliśmy te środki na jeden i ten sam scenariusz rynkowy, co zwiększa od razu naszą potencjalną stratę do sumy wszystkich tych pozycji. Nie mając tej świadomości, jesteśmy w takim samy stopniu narażeni na straty, jak w sytuacji otwarcia jednej pozycji z 6% ryzykiem. Czyniąc tak, zachowujemy się jak inwestor, który dywersyfikuje swoje ryzyko część środków angażując w kupno spółki PKO BP, a część w PEKAO.

Chcąc w sposób profesjonalny zarządzać tego typu ryzykiem, musielibyśmy zbudować model dynamicznego obliczania korelacji między poszczególnymi aktywami, a następnie podpiąć pod to nasz portfel, aby wiedzieć, jak dużą jego częścią stoimy za danym scenariuszem rynkowym. Jako, że jest to sposób dostępny dla nielicznych, trzeba mieć gdzieś z tyłu głowy mentalnego stopa, który aktywuje się w sytuacji, gdy chcemy zagrać pod ten sam układ, mając już otwarte dwie lub trzy podobne pozycje. Samodzielne radzenie sobie z korelacjami wymaga również stałego ich monitorowania. Dobrze oddaje to sytuacja na złocie, które z bezpiecznej przystani (rosło w czasie spadków na giełdach), stało się aktywem podwyższonego ryzyka (zachowuje się podobnie do indeksów giełdowych). Nie wspomnę już o ścisłych korelacjach między platyną i palladem, srebrem i złotem, pszenicą i kukurydzą, czy ropą i olejem opałowym. Chcąc zagrać pod jakikolwiek układ techniczny na powyższych aktywach, zazwyczaj lepiej jest to zrobić po prostu na tym z nich, na którym ma się lepsze warunki zawierania transakcji.

Przedstawione powyżej kwestie są zaledwie dwiema spośród wielu związanych z próbami ustawiania ciasnych zleceń stop loss. Kolejne poruszę w niedalekiej przyszłości :)

10 komentarzy:

  1. Witaj,

    Ponieważ dostępne są gotowe wskaźniki na MT liczące korelację to zastanawiam się, na jaki okres czasu wstecz badasz korelację różnych walorów spekulując od kilku do kilkunastu dni ?
    Sprawdzasz korelację z ostatnich kilku godzin, dni czy miesięcy ? bo wyniki mogą być zgoła różne.
    Pozdrawiam,
    KFI

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,

    jak stwierdziłem w treści posta, badanie korelacji wszystkiego ze wszystkim wymagałoby (ode mnie) skopiowania mnóstwa baz danych historycznych do Amibrokera, następnie przetestowanie wszystkiego i przeniesienie na aktualny stan portfela, który często się zmienia.

    Dlatego też ja staram się oceniać te korelacje na podstawie inspekcji "na oko". Niektóre rolne razem, inne osobno, metale razem i tak dalej. Musiałbym mieć dobry algorytm lub etatowego informatyka, żeby prowadzić to na bieżąco.

    A co do okresu to u mnie chodzi raczej o ogólne zależności niż tendencje z ostatnich kilku tygodni, które wcale nie muszą być istotną próbką. Po prostu porównuję historyczne wykresy (z ostatnich miesięcy) np. platyny i palladu i oceniam, czy zachowują się mniej więcej podobnie, czy też rozbieżnie lub niezależnie.

    Liczenie korelacji z kilku dni lub godzin nie ma sensu. Ja głównie analizuję wierzchołki, czyli swingi. Daje mi to niezbędny obraz sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie ma tak łatwo (że się wetnę w odpowiedź)bo zbytnio wygładzisz wynik,korelacji innego typu szukaj.kapral

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że można zrobić korelację np. 15-20 dniową, a następnie policzyć, w jakim przedziale najczęściej przebywa (-1 do -0,5, -0,5 do 0 i tak dalej).

    OdpowiedzUsuń
  5. to też wygładzenie ,z Markowem i jego łańcuchami trzeba się pobawić. kapral

    OdpowiedzUsuń
  6. Z grubsza cyt,przyszłość zależy od przeszłości jedynie poprzez teraźniejszość. Stworzenie modelu nam pasującego jest pierwszym krokiem a strojenie go jest dopełnieniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podsumowanie ,nie ma potrzeby uczyć się chińsiego po to by określić w tym języku cokolwiek, trzeba zdać się na swój sposób postrzegania i dopracowywać go tak jak to robi autor tego bloga bo przecierz zostaje dostrajanie czyli czynnik ludzki.kapral

    OdpowiedzUsuń
  8. W kontekście wielkości pozycji - i w konsekwencji również podejmowanego ryzyka (jest dość logicznym że wielkość/obecność stop lossa, którego znaczenie urosło ostatnio do świętości, powinna zależeć jedynie od sytuacji rynkowej - a więc od strategii, a nie MM), warto wspomnieć o tzw. Kelly criterion.
    Przydaje się ono gdy mamy więcej niż jedną strategię lub stosujemy ją na wielu rynkach.
    Obliczając optymalną wielkość pozycji możemy wziąć wtedy pod uwagę stosunek zysk/ryzyko (czyli sharpe ratio) oraz korelacje strategii, którymi gramy. Efekt jest ciekawy, bo w jakimś stopniu unikamy w ten sposób sytuacji wspomnianej przez topolę we wpisie, a fakt stosowania Sharpe ratio do wyznaczania optymalnego f sprawia, że te strategie które okazują się nieskuteczne, dostają zerową lub wręcz ujemną wielkość pozycji.
    Warto przy tym tylko pamiętać, że otwieranie transakcji o wielkościach sugerowanych przez Kelly może skutkować szybkim bankructwem - większość chyba używa w tym celu ustalonej części (np. 1/2) optymalnego f.
    Takie spojrzenie bardziej ilościowe na blog humanisty ; )

    OdpowiedzUsuń
  9. Żeby zwizualizować sobie jakoś ponoszone ryzyko można też stosować Value-at-Risk, co chyba też nie będzie koncepcją zbyt skomplikowaną dla kogokolwiek, kto zna excela oraz podstawy rachunku prawdopodobieństwa ;)
    Fakt, że jest to już metoda dość zacofana, bo przecież opublikowana przez JPMorgan w 1994, ale jakoś nie zauważyłem żeby była powszechnie stosowana wśród traderów.
    Jej chyba największą wadą jest brak uwzględniania grubych ogonów - jak wiemy, rozkłady zwrotów z aktywów inwestycyjnych niestety nie wpisują się zawsze w rozkład normalny. To może dawać złudzenie bezpieczeństwa, dlatego również jeśli ktoś decyduje się na stosowanie tego, zalecana jest ostrożność (podobnie jak w przypadku Kelly)...

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails