środa, 30 grudnia 2020

To był najlepszy rok od lat - podsumowanie 2020

Powoli kończymy 2020 rok, który przyniósł zdecydowanie więcej zawirowań niż mogliśmy przypuszczać na jego początku. Czas spojrzeć na minione miesiące z dzisiejszej perspektywy i ocenić, co udało się zrealizować, a gdzie popełnione zostały błędy.

W dzisiejszym podsumowaniu nie będę szeroko opowiadał o stopach zwrotu z dużej liczby aktywów. Skupię się na rynku polskim oraz tym, jak moje inwestycje zachowały się w tym okresie. Myślę, że taki obraz będzie miał największe praktyczne znaczenie dla polskich inwestorów.

Jak widać na wykresie indeksu WIG, można wyróżnić kilka kluczowych faz rynku, które realizowały się w 2020 roku.

I. Marcowa panika.

Pierwsza reakcja inwestorów na wieść o tym, że epidemia będzie miała jednak charakter globalny okazała się całkiem gwałtowna. Silne przeceny na wielu walorach skutkowały osiągnięciem minimów nie widzianych od lat. Sam indeks Wig20 na krótką chwilę znalazł się poniżej minimów bessy z 2009 roku, co pokazuje, jak bardzo wszyscy się wtedy wystraszyli.

II. Odwilż.

Okres ten trwał od marcowego dołka do połowy lipca, kiedy to notowania giełdowe odrobiły dużą część strat. Zaczęło się od zdecydowanego odbicia, kiedy to inwestorzy zmienili nastawienie i zaczęli nabywać mocno przecenione papiery. Później rynek kontynuował zwyżki coraz bardziej nabierając rozpędu. W tym czasie wiele spółek nie tylko zasypało cały marcowy dołek, ale ustanowiło nowe długookresowe maksima. W tle rozgrywały się również pomniejsze hossy, o których napiszę dalej. Okres ten skończył się w okolicach lipca i sierpnia, gdy niektóre walory osiągnęły bardzo wysokie wyceny, zakrawające niekiedy o przesadny entuzjazm.

III. Druga fala.

Okres od lipca do końca października przebiegał pod znakiem ponownego wzrostu zachorowań, który w wielu krajach przyćmił swoją skalą to, co obserwowaliśmy w pierwszej połowie roku. Spowodowało to ponowną zniżkę na indeksach i walorach, która w wielu wypadkach była głębsza niż spadki z marca. Dotyczyło to w dużej mierze większych spółek, wchodzących w skład indeksu Wig20, ale nie tylko. Na wzrost pesymizmu wpłynęły również obniżki stóp procentowych, które podkopały wiarę w perspektywy sektora bankowego. To właśnie pod koniec października niektóre walory zanotowały poziomy najniższe od 2000 roku.

IV. Jesienna szarża popytu.

Ostatnim epizodem 2020 roku jest odreagowanie, które trwa do chwili obecnej. Przełomowym momentem okazały się informacje o opracowaniu pierwszej (a chwilę później kolejnych) szczepionki na COVID 19. Inwestorzy, zmotywowani również niskimi cenami akcji, rzucili się do zakupów widząc w końcu światełko w tunelu i nadzieję na powrót do normalności w 2021 roku. Skala entuzjazmu jest podobna do odreagowania widocznego w okresie kwiecień-lipiec i daje nadzieję na zamknięcie tegorocznej stopy zwrotu z WIG na poziomie zera.

Rok ryzyk i inwestycyjnych okazji

Jak więc widać był to bardzo zróżnicowany rok. Można tu wskazać dwie silne przeceny, kiedy to notowania walorów schodziły do wieloletnich minimów oraz następujące po nich dwa okresy silnych wzrostów, które niwelowały wcześniejsze dołki. 

środa, 9 grudnia 2020

Czy teraz będzie już tylko lepiej? - SCT grudzień

Po świetnym listopadzie widać, że inwestorzy mają ochotę na więcej. Optymistyczne komentarze analityków oraz fakt, że indeksy bez korekty wspinają się coraz wyżej, zdają się to potwierdzać. Czy czeka nas świetny czas dla giełdy?

Dawno nie mieliśmy na warszawskiej giełdzie tak dobrego czasu, jak w listopadzie. Notowania głównych indeksów gwałtownie zmieniły kierunek i po spadkowym listopadzie inwestorzy rzucili się do kupowania akcji. Widać to wyraźnie na wielu walorach, ale warto podkreślić tu siłę głównych indeksów, które nie zostają w tyle. Oznacza to, że do zakupowego szaleństwa dołączył się również poważniejszy kapitał, a nie tylko grupka inwestorów indywidualnych.

Zdaje się więc potwierdzać to, o czym pisałem w poprzednim miesiącu. Wynalezienie szczepionki okazało się punktem zwrotnym, który zmienił myślenie o przyszłości. Z pesymistycznego dołka i szczytu zachorowań weszliśmy w okres radosnego oczekiwania na poprawę sytuacji. Dodatkowym czynnikiem stymulującym jest minięcie szczytu drugiej fali, które miesiąc temu było jeszcze domniemane, a obecnie można już chyba powiedzieć, że staje się faktem.

Pierwszym, co mi się rzuca w oczy jest siła spółek z indeksu Wig20. Patrząc na wykres widzimy, że notowania praktycznie jednym ruchem przesunęły się o 500 punktów, z rejonu 1500 pkt do 2000 pkt. Ruchy wzrostowe o 33% w ciągu sześciu tygodni to zdecydowana rzadkość na naszym głównym indeksie. Widać to w zasadzie na wszystkich głównych grupach spółek z Wig20, zwłaszcza na bankach, energetyce i spółkach paliwowych. Po raz kolejny potwierdza się giełdowa prawidłowość, że kupować trzeba wtedy, kiedy leje się krew, a nastroje dołują.

Partnerem tekstu jest ING promujące certyfikaty Turbo na polskim rynku.

Ten dynamiczny zryw największych spółek warto docenić, gdyż to właśnie one mają przeważający wpływ na wyceny funduszy inwestycyjnych. A w środowisku niskich stóp procentowych nic tak nie przyciąga zainteresowania i kapitału, jak możliwość pochwalenia się wysokimi stopami zwrotu. A już szczytem marzeń byłoby zamknięcie 2020 roku na giełdowym plusie.

Jeżeli wydarzenia korzystnie się tu potoczą, można mieć nadzieję, że zainteresowanie giełdą wzrośnie po raz kolejny i nie będzie to już obszar aktywności grupki pasjonatów, jak miało to miejsce w ostatnich kilku latach. 

środa, 2 grudnia 2020

Dlaczego amerykański model dywidendowy nie sprawdzi się w Polsce

Wszyscy inwestorzy dywidendowi w Polsce z rozmarzeniem wspominają rynek amerykański, gdzie dywidenda wypłacana jest kwartalnie i zmienia się tylko w jednym kierunku: w górę. Jednak już pobieżna analiza pokazuje, że takie wypłaty na GPW zagoszczą nieprędko.

Niemal każdy podręcznik lub kurs inwestowania dywidendowego rozpoczyna się od amerykańskich przykładów takich jak Coca Cola lub McDonalds i tego, jak długo wypłacają one nieustannie rosnącą dywidendę. Tak wyedukowany inwestor trafia na rynek polski, gdzie od razu mierzy się z zupełnie inną rzeczywistością. Okazuje się, że spółki nie dotrzymują deklaracji złożonych w polityce dywidendowej, zmniejszają dywidendę lub ją odwołują, a notowania zamiast piąć się systematycznie w górę, zaliczają bardzo bolesne dołki, jak to miało niedawno miejsce chociażby na PZU. 

Takie sytuacje sprawiają, że wielu inwestorów mogło w ostatnim czasie zwątpić w sensowność inwestowania dywidendowego na polskim rynku. Czy to jest dobry moment, aby porzucić realizowane przez lata strategie, czy wręcz przeciwnie, teraz warto docisnąć i dokupić akcje przecenionych spółek?

Aby dobrze ocenić perspektywy inwestowania dywidendowego w Polsce w relacji do podobnych strategii realizowanych na rynku amerykańskim, musimy wziąć pod uwagę szereg czynników. Głównym mianownikiem spinającym wszystkie różnice pomiędzy omawianymi rynkami jest to, że polski rynek kapitałowy jest relatywnie młody.

Skala działania i rozwoju spółek

Na rynku amerykańskim mamy do czynienia ze spółkami bardzo dojrzałymi i na wysokim poziomie rozwoju. Mając na względzie fakt, że podmioty te prowadzą swój biznes od wielu dziesięcioleci, a niekiedy od ponad stu lat, łatwo dostrzega się fakt, że ich wyniki finansowe są bardzo ustabilizowane.  Gdyby było inaczej, nie byłyby one w stanie regularnie wypłacać i podnosić dywidend. Znaczna cześć tych spółek prowadzi biznesy w skali globalnej, co zapewnia im nie tylko pozycję lidera, ale również niezbędną dywersyfikację, uodparniającą wyniki finansowe na regionalne kryzysy.

Dodatkowym czynnikiem jest fakt, że wiele amerykańskich spółek działa w obszarze dóbr pierwszej potrzeby i tzw. FMCG. W okresie kryzysu jesteśmy w stanie zrezygnować z kupna nowego samochodu, ale nie z mycia zębów czy kupowania podpasek. Dlatego też spółki te są w stanie generować zyski i dzielić się nimi również w okresach, które dla innych podmiotów oznaczają spore kłopoty.

Tymczasem polski rynek kapitałowy ma zaledwie 30 lat historii i podobnie młody jest polski wolny rynek. Prywatne przedsiębiorstwa powstałe po 1990 roku miały relatywnie niewiele czasu na rozwinięcie skrzydeł i rozepchnięcie się w swoich branżach na tyle, aby można było o nich mówić, że są liderami regionu. 

Z kolei przedsiębiorstwa, które weszły w okres przemian jako podmioty państwowe, w dużej mierze znajdują się nadal pod kontrolą państwa. Oczywiście część majątku państwowego została sprywatyzowana i losy tych spółek potoczyły się różnie, od rozkwitu do upadłości, lecz to, co znajduje się do dziś w rękach państwa, nie słynie ze szczególnie solidnego dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami. Dominują tu bieżące polityczne potrzeby, co szczególnie widać w okresie ostatnich kilku lat, więc jeżeli gotówka ze spółki będzie potrzebna na finansowanie celów politycznych, z pewnością zostanie na to przekierowana.

Przechodząc na obszar spółek prywatnych, mając na względzie ich relatywnie młody wiek, widzimy tu dwojakiego rodzaju przełożenie. Po pierwsze, spółki często znajdują się jeszcze w fazie wzrostu, co sprawia, że wykorzystują wolną gotówkę na inwestycje, nie zawsze mogąc dzielić się zyskiem z inwestorami. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego niektóre podmioty strukturalnie nie są gotowe do wypłaty istotnej dywidendy.

poniedziałek, 23 listopada 2020

Swing trading dla niecierpliwych

Swing trading jest dość dobrze ugruntowanym podejściem wykorzystującym głównie analizę techniczną, lecz każdy inwestor podchodzi do niego nieco inaczej. Postanowiłem zaprezentować podejście, które przygotowałem na startujące dzisiaj Turbo Wyzwanie, czyli grę inwestycyjno-edukacyjną z użyciem certyfikatów Turbo.

Jeżeli jeszcze nie dołączyliście do rywalizacji, gorąco do tego zachęcam. Gra inwestycyjna jest nie tylko okazją do wygrania atrakcyjnych nagród, ale ma również duży walor edukacyjny. Stanowi dla nowych inwestorów świetną okazję do przetestowania na wirtualnym kapitale, jak działają certyfikaty Turbo oraz do czego można ich użyć.

Główna faza rywalizacji wystartowała dziś rano, więc czas najwyższy zarejestrować się na stronie wydarzenia, wypełnić krótką ankietę oraz przystąpić do inwestowania. Oczywiście warto przygotować odpowiednią strategię inwestycyjną. Jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił, mój wpis może być pewną inspiracją.

Jak może wiecie, częścią mojego stylu inwestowania jest swing trading, czyli zarabianie na ruchach cenowych od jednego wierzchołka do drugiego. Dzięki analizie wsparć i oporów najczęściej udaje się wytypować punkty zwrotne, w których cena zmienia kierunek z ruchu spadkowego na wzrostowy lub odwrotnie.

Jednak takie podejście ma jedną wadę, która utrudniała mi inwestowanie w zeszłorocznym wydaniu gry inwestycyjnej. Otóż moment zawieszenia pomiędzy jednym ruchem cenowym a drugim może trwać nawet kilka dni. W warunkach konkursu, kiedy na uzyskanie dobrego wyniku mamy zaledwie dziesięć giełdowych sesji, może to być zbyt mało. Świetny przykład takiej sytuacji widzimy obecnie na wykresie PGE.

Jak widać już od ośmiu sesji kurs wisi niemal na tym samym poziomie. Zakładając naprzemienność swingów cenowych można przyjąć, że spodziewamy się teraz ruchu spadkowego, lecz sam ruch nie następuje. O ile nie mam problemu z oczekiwaniem na takiej pozycji w realnym inwestowaniu, o tyle w warunkach konkursowych podejście to raczej się nie sprawdzi.

W związku z tym postanowiłem nieco zmienić moją strategię gry i zamiast czekać na odwrócenie swingu, będę próbował dołączać do trwającego już ruchu. 

Świetnym przykładem rynku sprzyjającego podobnemu stylowi inwestowania są ostatnie trzy miesiące na kursie spółki CCC. Jak widać cały ten okres składa się z czterech wyraźnych i konkretnych ruchów cenowych. Podłączenie się do nich w odpowiednim momencie pozwoliłoby na popłynięcie z rynkowym pędem i zarobienie w kilkudniowej perspektywie, a o to w tym wypadku chodzi.

W kontekście rynku polskiego z pewnością sprzyja fakt, że jesteśmy w trakcie silnego odbicia związanego z odreagowaniem pandemicznych spadków. 

Ruch ten jest już mocno wyciągnięty, więc dołączanie do niego w tak późnej fazie może być nieco ryzykowne. Jednak z drugiej strony jest szansa na zaistnienie szybkiej kontry, w trakcie której możliwe będzie zajęcie krótkiej pozycji na certyfikatach.

Oczywiście oprócz akcji w grze inwestycyjnej można zajmować pozycję na wielu rodzajach aktywów. Oprócz akcji polskich dostępne mamy wybrane akcje zagraniczne, indeksy polskie i zagraniczne, obligacje, surowce i pary walutowe. Zapewne będę handlował na wielu z wymienionych rynków, ale zamierzam tam realizować opisaną tu strategię podłączania się do trwających już ruchów cenowych.

W kontekście zarządzania pozycjami raczej nie będę specjalnie szalał. Zamierzam posiadać maksymalnie 5-6 otwartych pozycji, każda z lewarem do 5x, gdyż zamierzam głównie wykorzystywać certyfikaty Turbo. Korzystanie z instrumentów bez dźwigni finansowej w konkursie raczej się nie sprawdzi, ale nie zamierzam również iść na całość i korzystać z maksymalnej dźwigni. Wolę uzyskać pozytywny rezultat po dwóch tygodniach aktywnego inwestowania niż wystrzelić w kosmos rachunek próbując załapać się na pierwsze miejsce. Walor edukacyjny jest dla mnie zdecydowanie ważniejszy.

Zapewne nie będę miał możliwości obserwowania notowań na bieżąco przez cały czas trwania gry inwestycyjnej, ale będę zaglądał do portfela przynajmniej raz dziennie, żeby analizować rezultaty i dokonywać bieżących korekt. Mam nadzieję, że to wystarczy do odpowiedniego sprawdzenia strategii w działaniu.

W każdym razie w momencie, kiedy czytacie te słowa moje pierwsze pozycje są już na rynku. Czas szybko ucieka i nie ma co zwlekać, trzeba walczyć o dobry rezultat i sprawdzać działanie strategii w konkursowych warunkach.

A jeżeli jeszcze nie zdążyliście dołączyć do rywalizacji, zrobicie to na GraInwestycyjna.pl.

środa, 18 listopada 2020

Turbo Wyzwanie powraca - sprawdź swoje siły i walcz o nagrody!

Jak co roku na jesieni, powraca Turbo Wyzwanie, czyli gra inwestycyjna promująca inwestowanie z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Sprawdź swoje umiejętności i wygraj atrakcyjne nagrody.

Jest już niemal tradycją, że co roku na jesieni odbywa się gra inwestycyjna ING oferująca możliwość sprawdzenia swoich sił na rynku z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Jest to wydarzenie adresowane zarówno do inwestorów, którzy jeszcze nie mieli kontaktu z certyfikatami Turbo, jak i do osób bardziej doświadczonych, które chcą przetestować skuteczność swoich strategii w krótkoterminowym inwestowaniu. Dodatkową zachętą są atrakcyjne nagrody czekające na zawodników, którzy uzyskają najlepsze stopy zwrotu.

Wydarzenie podzielone jest na dwie fazy. W fazie testowej, która trwa do 22 listopada, należy zarejestrować się na stronie Turbo Wyzwania oraz przetestować, jak działa cała mechanika konkursu. W tym roku jest to szczególnie ważne, gdyż została stworzona nowa platforma transakcyjna, a konta z zeszłego roku nie zostały przeniesione, więc należy dokonać ponownej rejestracji

Aby rozpocząć inwestowanie będziemy musieli rozwiązać krótki test wiedzy o certyfikatach Turbo. Pozytywny wynik potwierdzi, że posiadamy podstawową wiedzę na temat tych instrumentów. Nie stoi to jednak na przeszkodzie, aby nieco zagłębić się w dział Akademia, gdzie znajdują się wszystkie niezbędne informacje na temat instrumentów dostępnych w grze inwestycyjnej.

Jest to również czas na przeprowadzenie próbnych transakcji, aby wczuć się w rytm rynku i zaplanować działania na właściwą rozgrywkę. Pod koniec fazy testowej nasze rachunki zostaną zresetowane do początkowej kwoty 100 tysięcy złotych, a wszystkie pozycje i zlecenia zostaną anulowane.

Główna fala konkursu rozpoczyna się 23 listopada i potrwa dwa tygodnie, do 4 grudnia. W tym czasie uczestnicy będą rywalizowali o uzyskanie najlepszego wyniku. Całość wydarzenia odbywa się w środowisku wirtualnym, bez angażowania realnego kapitału, ale notowania poszczególnych instrumentów będą odpowiadały tym z realnej giełdy. Dlatego warto mieć przemyślaną strategię, którą będzie można realizować.

W ramach konkursu można będzie obracać trzema rodzajami instrumentów: certyfikatami Turbo, akcjami wybranych spółek oraz ETFami. To właśnie z ich pomocą będziemy musieli pomnożyć wirtualny kapitał w jak najlepszy sposób.

Organizatorzy przewidzieli dwa podstawowe ograniczenia w rywalizacji. Po pierwsze, nie można przeznaczyć więcej niż 50 tys. zł na certyfikaty Turbo. Po drugie, jeżeli poziom naszego kapitału spadnie poniżej 50 tys. zł, będzie to dla nas oznaczało koniec rozgrywki. Są to rozwiązania, które mają przeciwdziałać nadmiernemu lewarowaniu rachunków. Celem jest wyłonienie najlepszych inwestorów, a nie sztuczne pompowanie wyników przy wykorzystaniu bardzo ryzykownych transakcji.

Warto się postarać, gdyż na najlepszych czekają atrakcyjne nagrody. Będą miały miejsce dwa rodzaje rywalizacji. W każdym z dwóch tygodni rozgrywki wyłanianych będzie 10 inwestorów, którzy uzyskali najwyższe stopy zwrotu w danym tygodniu. Oprócz tego, nagrodzonych zostanie 15 inwestorów którzy uzyskają najlepszy wynik w całej dwutygodniowej rywalizacji. Można otrzymać jedną nagrodę główną oraz maksymalnie jedną nagrodę za najlepszy wynik tygodniowy. A warto powalczyć o znalezienie się w czołówce, gdyż nagrody są bardzo przyjemne. 

Certyfikaty Turbo oferują szeroką gamę instrumentów, na których można inwestować. Od akcji i indeksów polskich, przez akcje i indeksy zagraniczne, towary, pary walutowe aż po obligacje. Biorąc pod uwagę różnorodność możliwych scenariuszy rynkowych oraz wzajemne powiązania tych klas aktywów, dobrze jest już teraz planować, po jakim obszarze będziemy się poruszali. Patrząc na wyniki z poprzednich edycji konkursu, nie wystarczy wytypować jeden instrument i mieć co do niego rację, ale trzeba się będzie wykazać czymś więcej.

Zachęcam Was do zarejestrowania się na platformie, wypełnienia testu oraz sprawdzenia interfejsu. Im wcześniej to zrobimy, tym łatwiej będzie skupić się na rozgrywce i planowaniu poszczególnych transakcji.

poniedziałek, 16 listopada 2020

Czy mijamy punkt zwrotny na GPW? - SCT listopad

Wiele ciekawych rzeczy wydarzyło się na rynkach na początku listopada. Czy jest to punkt zwrotny dla spółek? Warto ocenić to co się zdarzyło i wyciągnąć własne wnioski.

Każdy, kto śledzi rynki finansowe wie, że kilka dni temu mieliśmy zdecydowaną zmianę nastrojów na rynku. Jedne spółki straciły mocno na wartości, podczas gdy inne powróciły z niebytu. Widać, że coś drgnęło, chociaż trudno jest jednoznacznie przesądzić, jaki to będzie miało wpływ na notowania.

Pierwszym dużym wydarzeniem były wybory prezydenckie w USA, które wygrał Joe Biden. Opinie są podzielone co do tego, jak przełoży się to na nastroje inwestorów, ale znika nam niepewność zwyczajowo wiążąca się z takim wydarzeniem. Formułowane były obawy o sytuację, w której zwycięży Joe Biden, ale będzie to zwycięstwo na tyle niewielkie, że przełoży się na wielotygodniową niepewność co do tego, kto zasiądzie na kolejne lata w Białym Domu. Ostatecznie wynik ukształtował się na poziomie 306 głosów elektorskich dla Bidena do 232 dla Trumpa, co nie daje temu ostatniemu większych szans na zmianę wyniku.

Po zachowaniu indeksów w USA, które ustanowiły nowe maksima, można wnosić, że inwestorzy przyjęli to rozstrzygnięcie z zadowoleniem. Niezależnie więc, jaki wpływ na przyszłe cztery lata będzie miała prezydentura Bidena, wydaje się, że póki co nastroje są pod kontrolą i znika nam z analizy duży czynnik niepewności.

Jednak największa zmiana ostatnich dni miała miejsce w obszarze, który od wielu miesięcy przykuwa naszą uwagę, czyli sytuacji związanej z rozwojem pandemii. Dwie kluczowe kwestie to moim zdaniem opracowanie szczepionki oraz wypłaszczenie się poziomu zachorowań w Polsce.

Informacja o tym, że Pfizer opracował szczepionkę na Covid oferującą 90% skuteczności przelała się przez rynki finansowe, w jednej chwili zmieniając obraz wielu walorów. Na marginesie pozostawiam w tym momencie fakt, że w niektórych miejscach zmiany były widoczne już kilka dni wcześniej. W momencie opublikowania wspomnianej informacji, zdecydowanie odżyły walory, które na pandemii tracą najbardziej, czyli spółki hotelarskie, kinowe i handlowe. To one były najbardziej zdołowane w poprzednich miesiącach, a teraz najwięcej zyskały na wartości.

Odsyłam tu do nagrania z początku listopada, w którym sugerowałem, że być może warto się tymi walorami zainteresować. Zaledwie kilka dni później większość z tych walorów wzrosła o ponad 10% na jednej sesji.

Obejrzyj: Spadające COVIDowe noże

Zdecydowane odreagowanie pojawiło się również na dużych spółkach, które dotychczas dołowały bardzo mocno. Świetnym przykładem jest tu Bank ING, którego kurs wzrósł w listopadzie o 50%.

Rosnącym notowaniom przecenionych dotychczas spółek towarzyszyło wyraźne ostudzenie nastrojów na walorach, które rozkręcająca się pandemia mocno pompowała. Spółki te nieco przygasły, co widać wyraźnie na wykresach.

Drugim istotnym elementem jest stabilizacja rozwoju drugiej fali pandemii w Polsce. Nie będę tu wdawał się w dyskusje, na ile z medycznego punktu widzenia ta druga fala faktycznie wyhamowała. W oficjalnych statystykach dominuje liczenie nowych zachorowań, podczas gdy zdaniem ekspertów kluczowa jest liczba hospitalizacji, zajęte respiratory oraz wartość współczynnika R. 

wtorek, 3 listopada 2020

Gamedev Inwestor - konferencja o inwestowaniu w producentów gier

Tematyka inwestowania w producentów gier od kilku lat rozgrzewa warszawski parkiet. O ile wcześniej takich spółek była garstka, o tyle obecnie walorów przybywa i kluczowa staje się odpowiednia ich selekcja. Jak zrozumieć tę branżę i się w niej nie pogubić?

Inwestowanie w producentów gier sprawia tradycyjnym inwestorom wiele problemów. Bo jak spokojnie zainwestować w spółkę, która ma wskaźnik cena/zysk na poziomie 120? A tak właśnie prezentuje się CD Projekt, który od czasu Wiedźmina 3 nie wydał żadnej większej gry. Podobnie złożona jest tematyka producentów gier mobilnych. Za jedne gry użytkownicy muszą zapłacić, podczas gdy drugie pobiorą za darmo, ale ich twórcy będą zarabiali na wyświetlanych reklamach. Który model jest lepszy? Trzecią kwestia jest pytanie, czy lepsza jest  spółka produkująca duże gry w długich odstępach czasu, czy może podmiot robiący wiele tanich i prostych gier, mający nadzieję, że któraś z nich stanie się hitem?

Podobnych dylematów jest bardzo wiele. Okazuje się, że tak samo, jak przy analizie spółek z bardziej tradycyjnych sektorów, tak i w przypadku producentów gier zmuszeni jesteśmy do zapoznania się ze specyfiką tej branży. Zamiast cen cementu i prętów zbrojeniowych oceniamy wishlisty i preordery. Zamiast kompetencji zarządu i doświadczenia inżynierów, oceniamy potencjał zespołów programistycznych, które są odpowiedzialne za powstawanie poszczególnych tytułów. Wymaga to od inwestora niezbędnej wiedzy oraz krytycznego spojrzenia, które będzie w stanie przebić się przez przekazy marketingowe.

A że marketingu jest w tej branży dużo, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wynika to po części z dużej liczby debiutów, które obserwujemy na GPW. Spółki chcące zadebiutować na giełdzie przechwalają się swoimi atutami oraz komunikują nawet najmniejsze posunięcia związane z produkcją gier, aby przyciągnąć zainteresowanie inwestorów. 

Po drugie, jest to ściśle związane ze specyfiką tego rynku. Stworzenie gry, oprócz pomysłu i kompetencji, wymaga również kapitału. A jeżeli spółka nie posiada wcześniejszych, dobrze zarabiających gier, kapitał ten musi pozyskać lub pożyczyć. Stąd właśnie silny przekaz marketingowy płynący od spółek już obecnych na rynku. Duża część z nich dobrze wie, że prędzej czy później będzie jeszcze musiała uśmiechnąć się do inwestorów o nowe środki.

Powyższe czynniki sprawiają, że inwestowanie w producentów gier wymaga specjalnego podejścia. Należy nie bać się wysokich wycen, ale krytycznie ocenić potencjał każdego studia, zarówno pod katem zespołu, jak i planowanych premier. 

niedziela, 25 października 2020

Czy to już czas na łapanie dołków?

Pandemia koronawirusa rozlewa się po świecie, powodując kolejne ograniczenia i zamknięcia poszczególnych obszarów gospodarki. Czy rynki zdyskontowały już negatywne scenariusze na tyle, żeby zacząć polować na dołki?

Od początku października obserwujemy nasilenie zachorowań, czemu odpowiadają pojawiające się z dnia na dzień nowe obostrzenia. Jednak na warszawskiej giełdzie spadki nie mają już tak panicznego charakteru, jak działo się to w marcu. Obserwujemy bardziej selektywne podejście inwestorów, którzy sprzedają akcje najbardziej narażonych spółek, przy jednoczesnym nabywaniu papierów, które na pandemii nie stracą lub nawet mogą zyskać.

Partnerem wpisu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Dzisiejszy tekst o łapaniu dołków nie będzie zatem dotyczył kupowania samych indeksów, gdyż te bardzo nie potaniały. Znajdziemy natomiast spółki, na których obecna przecena ustanowiła poziomy niższe od marcowych. Czy to już okazja inwestycyjna, czy na łapanie dołków jest zdecydowanie za wcześnie?

Przede wszystkim trzeba rozróżnić poszukiwanie dołka w oparciu o kryteria techniczne i spekulacyjne od szukania długoterminowych i dywidendowych okazji. W obu wypadkach przesłanki do zajmowania pozycji są inne, jak również inne jest jej prowadzenie. 

W podejściu technicznym szukamy kluczowego momentu, kiedy negatywny impet znajdzie w końcu swój punkt przesilenia, a sprzedający akcje stracą ostatnią nadzieję i będą skłonni oddawać swoje papiery po niemal absurdalnie niskich cenach. Takim chwilom towarzyszy zazwyczaj wysoka rynkowa zmienność, najlepiej poparta wysokim wolumenem. W tym momencie włączają się zazwyczaj kupujący, których zdaniem rynek przereagował i jest lokalnie tani w relacji do potencjału wzrostu, który sobą reprezentuje.

Dobrym przykładem jest Agora, której notowania spadły z ponad 13 zł do 5 zł. Dużą częścią biznesu spółki jest sieć kin Helios, które obok rynku reklamy stanowią duży udział w przychodach grupy. Pandemia mocno uderzyła w wyniki i perspektywy spółki, co znajduje swoje odzwierciedlenie na kursie. Notowaniom bliżej jest już do zera niż do poziomów z lutego, a tempo spadków w ostatnich dniach sugeruje, że sprzedający są zdesperowani, aby pozbyć się akcji.

I w tym miejscu należy zadać sobie pytanie, będące chyba najważniejszą kwestią obecnej sytuacji rynkowej: jak długo może potrwać pandemia?

środa, 21 października 2020

Coraz trudniej o entuzjazm na rynku - SCT październik 2020

Wygląda na to, że inwestorom coraz trudniej jest podtrzymywać entuzjastyczne nastroje, a wraz z nimi, wysokie ceny akcji. Duże walory wracają do ruchu spadkowego, a i małym ciężko jest utrzymać się na poziomach z wakacji. Czy czekają nas kolejne turbulencje?

Od kwietnia, kiedy minęliśmy już covidowy dołek, obserwowaliśmy dynamiczne wzrosty na wielu walorach. Paliwem do wzrostów były perspektywy poprawy wyników ze strony spółek mogących skorzystać na rozwoju pandemii. Mowa tu głównie o branży medycznej, ale do lotu zerwały się i inne sektory takie jak gry czy IT.

Szczyt dobrych nastrojów nastąpił w lipcu i od tego czasu szerokie wzrosty się zatrzymały, a inwestorzy stali się bardziej wybredni. Nie ma już mowy o masowych zwyżkach, gdyż duża część walorów weszła w fazę korekty lub co najwyżej utrzymuje swoje notowania. Zyskują na wartości jedynie te spółki, które opublikowanymi wynikami uzasadniły wcześniejsze zwyżki i dają podstawy do oczekiwania równie dobrych lub nawet lepszych rezultatów w przyszłości.


Przeglądając więc rynek walor po walorze można z łatwością dostrzec ochłodzenie nastrojów. Co ważne, spółki które dotychczas znajdowały się w trendzie wzrostowym, utrzymują tę tendencję, nawet jeżeli w ostatnich dniach doświadczają korekty.

Po raz kolejny można pokusić się więc o wniosek, że walory rosnące przed pandemią dobrze zachowują się również w jej trakcie, a spółki które i wcześniej specjalnie nie zyskiwały na wartości, teraz tracą jeszcze szybciej. Oczywiście to ogólne spostrzeżenie nie dotyczy biznesów, które dzięki pandemii nabrały wiatru w żagle oraz takich, którym ostatnie wydarzenia całkowicie podcięły skrzydła (np. z branży lotniczej lub turystycznej).


Pogorszenie nastrojów widać wyraźnie na indeksie Wig20, który powraca do spadków. Naruszył już poziom 1660 pkt i wiele wskazuje na to, że kolejnym celem będzie wartość 1560 pkt. 

Wig20, oprócz tego, że podlega przepływom międzynarodowego kapitału, ma również swoje problemy. Jednym z nich są taniejące banki, czego przykładem jest najtańsze od 2000r. PEKAO oraz najtańszy od 2009 roku mBank, który właśnie wypadł z indeksu. Nie lepiej wyglądają notujące kilkuletnie minima spółki paliwowe oraz PZU, które znajduje się na poziomie najniższym w historii notowań.

Oczywiście znajdziemy w indeksie spółki rosnące (CD Projekt, Dino, Orange, czy KGHM), ale nie są one w stanie zmienić przebiegu zdarzeń. 

Duże nadzieje wiązano z niedawnym debiutem Allegro, który okazał się wielki sukcesem. O ile jednak korzyści dla szerokiego rynku mogą być raczej długoterminowe (przyciągnięcie nowych inwestorów i kolejnych IPO), o tyle dla Wig20 oznaczało to krótkoterminowy czynnik spadkowy, gdyż duzi inwestorzy musieli sprzedać część akcji, aby zwolnić w portfelach miejsce na największą spółkę na polskim rynku.

środa, 30 września 2020

Skuteczne wychodzenie z pozycji

Wiele miejsca poświęca się poszukiwaniu idealnego miejsca do wejścia na rynek, tymczasem równie ważne, a nawet ważniejsze, są strategie wychodzenia z pozycji, zwłaszcza nieudanej. Jak znaleźć idealną metodę?

Nie będzie odkryciem, jeżeli napiszę, że wychodzenie z pozycji jest kluczowe dla naszych wyników inwestycyjnych, gdyż to ono ostatecznie ustanawia stopę zwrotu z danej transakcji. Nie jest jednak rozwiązaniem odwlekanie zamknięcia stratnej pozycji licząc na to, że rynek cudownie wzrośnie, a nasza strata się zmniejszy. Zdecydowanie lepiej jest trzymać się zasady, aby ucinać straty, a pozwolić zyskom rosnąć.

Partnerem wpisu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Pod wspomnianym powiedzeniem nie zawsze podpiszę się, jeżeli chodzi o inwestowanie długoterminowe oraz dywidendowe. W takim wypadku niższa cena waloru, nawet w sytuacji jeżeli ponosimy stratę, może oznaczać większą okazję inwestycyjną. Tyle tylko, że w takim wypadku mówimy o innych punktach odniesienia niż sam wykres.

Przykładem takiej sytuacji może być kupno transzami i uśrednianie ceny nabycia, gdzie pierwsze pakiety akcji kupujemy w momencie, kiedy naszym zdaniem jest już atrakcyjnie, ale jesteśmy gotowi kupować dalej w miarę spadków. W takim układzie wraz z rosnącymi stratami na naszej pozycji, nie rozważamy uciekania ze spółki, ale wręcz dokupowanie akcji. 

Przeczytaj: Uśrednianie metodą VCA

Cała sztuka w takim uśrednianiu polega na odpowiednim doborze waloru oraz odpowiedniej strategii kupowania. Jeżeli w takim podejściu popełnimy błąd i zdecydujemy się zamknąć pozycję, strata może być całkiem pokaźna. 

Przykładem takiego inwestowania są moje ostatnie zakupy akcji PZU, które nabyłem niedawno mimo spadków. Jeżeli kurs spadnie jeszcze bardziej, zapewne nadal będę zainteresowany kupnem, ale możliwe jest dotarcie do punktu, kiedy uznam, że moja ocena waloru była błędna i trzeba będzie się wycofać.

Dlatego w dzisiejszym wpisie skupię się na wychodzeniu z pozycji konstruowanych z wykorzystaniem analizy technicznej. W tym wypadku punktem odniesienia jest sam wykres, na którym można wytyczyć pewne strategiczne punkty.

Jako przykładem posłużę się również jedną z moich ostatnich transakcji, a mianowicie spółką 4Fun Media. Akcje kupiłem w połowie lipca, kiedy to kurs zdawał się szykować do przełamania poziomu 5 zł stanowiącego czytelny techniczny opór. Jednak mimo upływu tygodni przebicie nie następowało. Kiedy ostatnio wydawało się, że popyt jest już bliski pokonania bariery okazało się, że spółka dokonała odpisów na sumę 7 mln zł (przy kapitalizacji ok. 20 mln). 

Skutkiem powyższego kurs na poniedziałkowej sesji znalazł się przez chwilę na dolnych widełkach, notując najniższe poziomy od półtora miesiąca. Zdecydowałem więc, że atmosfera wokół waloru istotnie się pogorszyła i sprzedałem posiadane przez siebie akcje.

czwartek, 24 września 2020

Czy korekta będzie okazją do tanich zakupów? - SCT wrzesień 2020

Realizująca się na GPW przecena powinna mocno przykuć uwagę inwestorów. Być może właśnie teraz będziemy mieli kluczowy moment tej jesieni, przesądzający o stopach zwrotu na końcówkę 2020 roku.

Główne giełdowe indeksy w Warszawie zaczynają zniżkować i z każdą sesją coraz pewniejsze jest wystąpienie korekty. Mimo, że można było się jej od dłuższego czasu spodziewać, stanowi ona istotną zmianę dla inwestorów, przyzwyczajonych do trwających od miesięcy wzrostów.


W tym momencie musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dotychczasowe wzrosty były jedynie entuzjastycznym odreagowaniem spadków, nie niosącym ze sobą większej zmiany, czy może było to od dawna oczekiwane ożywienie, po którym nastąpią dalsze ruchy do góry. W tym drugim wariancie można upatrywać w obecnej korekcie okazji do zajęcia lub powiększenia posiadanych pozycji w przygotowaniu do kontynuacji wzrostów.

Pośród czynników przemawiających za zakończeniem wzrostów mamy nasilenie się pandemii koronawirusa. Liczba zachorowań systematycznie rośnie, odnotowując rekordy w wielu krajach, m.in. w Polsce. Kolejne państwa powracają również do obostrzeń, które obserwowaliśmy po raz ostatni kilka miesięcy temu. W tym wariancie gospodarka, a wraz z nią wyniki spółek, znów znajdą się pod presją, co nie sprzyja zwyżkom notowań na giełdach. Oczywiście wiąże się z tym szereg zjawisk dodatkowych, jak chociażby zmniejszone wpływy budżetowe, niosące za sobą konieczność dalszego zadłużania się i podnoszenia podatków.

Odnoszę wrażenie, że po stronie czynników przemawiających za dalszymi wzrostami mamy nieco większą różnorodność. Z jednej strony możemy mówić o rekordowo niskich poziomach stóp procentowych, co może sprzyjać przenoszeniu środków z instrumentów bezpiecznych na bardziej ryzykowne, do jakich z pewnością można zaliczyć rynki akcji. 

Po drugie istnieje grupa spółek, które mogą skorzystać na obecnej sytuacji. Nazywamy je potocznie spółkami covidowymi, gdyż ich wyniki mogą się znacznie poprawić w efekcie walki z koronawirusem. Mowa tu zarówno o krótkotrwałym (miejmy nadzieję) procesie powstrzymywania epidemii, jak również o długotrwałych zmianach przyzwyczajeń wśród konsumentów i pracowników (zakupy przez Internet, praca zdalna etc.). Z pewnością marzec i kwiecień 2020 zostaną zapamiętane jako punkt zwrotny dla wielu branż. Możliwy jest więc scenariusz, w którym kapitał skoncentruje się na określonych grupach spółek i nawet mimo spadków w innych obszarach rynku, per saldo indeksy wzrosną. 

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

GPW podzielona jak nigdy dotąd - jak na tym zarobić?

W ostatnich miesiącach bardziej niż zwykle dostrzegalna jest różnica pomiędzy zachowaniem największych spółek, a walorami małymi, skupionymi poza indeksami lub na rynku New Connect. Co to znaczy dla naszych pieniędzy oraz jak w takim środowisku inwestować?

Na co dzień nie zawsze koncentrujemy się na całościowym obrazie rynku, ale w tym momencie jest on bardzo interesujący. Z jednej strony mamy dynamicznie rosnące małe spółki, które niemal z tygodnia na tydzień ustanawiają nowe rekordy cenowe, a z drugiej pozostaje Wig20, który ugina się pod ciężarem dużych, państwowych spółek. Czy można z tego wyciągnąć jakieś wnioski?

Partnerem wpisu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Patrząc na przebieg wykresu indeksu Wig20 widzimy wyraźnie, że notowania nie odrobiły jeszcze wszystkich strat wygenerowanych w lutym i marcu. Od trzech miesięcy kluczowym oporem jest poziom 1860 pkt i mimo że indeks regularnie opór testuje, nie udało się go przełamać. 

Idąc w kierunku mniejszych indeksów widzimy, że siła popytu jest tam większa. Widać to na indeksie sWig80, który wzrósł zdecydowanie bardziej i utrzymuje się na wysokim poziomie.

Widzimy, że spółki małe cieszą się większą popularnością pośród inwestorów niż największe podmioty. Pewnym uzasadnieniem tego fenomenu może być fakt, że posiadają one niższą płynność, a przez to wystarczy mniejszy kapitał, żeby pchnąć je na północ. W przypadku indeksu Wig20 to gracze instytucjonalni rozdają karty, a tam, jak widać, przebudzenie nie nastąpiło.

Idąc tropem małych spółek docieramy do NCIndex, czyli indeksu spółek notowanych na rynku New Connect. To tam toczy się obecnie główna akcja na warszawskiej giełdzie, a sam indeks wzrósł od dołków o 200%, co jest najlepszym historycznie wynikiem dla tego indeksu w tak krótkim czasie. Świadczy to o wielkim entuzjazmie inwestorów i napływie świeżego kapitału na ten dość niewielki parkiet.

wtorek, 25 sierpnia 2020

Decydujący moment młodej hossy - SCT sierpień 2020

Dynamiczne dotychczas wzrosty napotkały pierwsze problemy i entuzjazm inwestorów zderza się w tym momencie z obawami o dalsze perspektywy dla najlepszych spółek. Czy starczy nam paliwa do kontynuacji wzrostów?

Nigdy nie sądziłem, że analiza NCIndex, czyli głównego indeksu reprezentującego spółki z rynku New Connect będzie otwierała artykuł z cyklu Spółki Ciekawe Technicznie. Jednak ostatni napływ świeżego kapitału na giełdę najbardziej widoczny jest właśnie w tym obszarze. Przez wielu zjawisko to nazywane jest "covidową hossą", gdyż u podłoża wzrostów na niektórych spółkach leży właśnie zapowiedź generowania zysków na walce ze skutkami pandemii, której rozwój na świecie wcale nie zwalnia.

Tam, gdzie obecny jest łatwy kapitał, pojawiają się również chętni na jego przygarnięcie. Inwestorzy z dłuższym giełdowym stażem obserwują wysyp komunikatów, które podgrzewają rynek i napędzają zainteresowanie wokół poszczególnych spółek, niekoniecznie muszące w przyszłości przerodzić się w realne przychody i zyski. Jednym z jaskrawych przykładów z ostatnich dni jest wiadomość o opracowaniu przez spółkę prototypu urządzenia odmierzającego 30 sekund podczas czynności mycia rąk. Być może faktycznie będzie to hit, ale młodzi inwestorzy powinni do wszelkich zapewnień spółek podchodzić z ostrożnością.

Drugim powodem do ostrożności powinien być fakt, że obserwujemy ostatnio liczne sprzedaże akcji przez insiderów, czyli osoby ściśle powiązane ze spółką, a przez to mające zapewne lepszą wiedzę na jej temat niż szeroki rynek. Jeżeli w ocenie takich osób obecne wyceny walorów są na tyle wysokie, że decydują się one na sprzedaż akcji, powinno to być ostrzeżeniem dla graczy posiadających otwarte pozycje lub planujących dopiero zaangażowanie się w daną spółkę. W celu poszerzenia swojego spojrzenia na obecną sytuację, polecam chociażby najnowszy podcast Pulsu Biznesu o dobrym tytule Nie daj się wyleszczyć.

wtorek, 28 lipca 2020

Czy dobrze rozumiesz analizę techniczną?

Analiza techniczna wydaje się prosta, niekiedy nawet banalna, lecz wielu inwestorom nie udaje się uzyskiwać przy jej wykorzystaniu dobrych wyników. Winna jest sama analiza, czy błąd popełnia inwestor? A może należy zmienić samo podejście do tego sposobu patrzenia na rynek.

Początkujący inwestor-amator bardzo często poznaje analizę techniczną jako pierwszą, przed innymi podejściami. Kusząca jest tu zwłaszcza pozorna prostota podejścia, gdzie kilkoma kreskami narysowanymi na wykresie można "przewidzieć" przyszłe zachowanie kursu. Trudności przychodzą później, kiedy wyniki finansowe zaczynają odbiegać od pozytywnych oczekiwań inwestora. Wtedy rozpoczynają się poszukiwania inwestycyjnego Graala. 

Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Jednym z kierunków, w którym się udajemy jest maksymalne doprecyzowanie warsztatu i narzędzi, którymi posługuje się inwestor. Jeżeli średnia krocząca o okresie 25 słabo się sprawdza, może lepiej zastosować średnią 30 lub 45? A może zamiast zwykłej średniej kroczącej należy zastosować średnią wykładniczą lub średnią ważoną? Jeżeli tak, to jaki zakres danych wybrać do średniej?

W wypadku formacji cenowych wcale nie jest lepiej. Czy linię trendu należy rysować po korpusach świec, czy po ich cieniach? W końcu w dłuższych okresach może to dawać zupełnie inny przebieg tejże linii. Czy stosować skalę liniową, czy logarytmiczną? Czy lepsza jest formacja klina, czy formacja flagi?

Tego rodzaju rozważania sprawiają, że spędzamy tygodnie na doprecyzowywaniu idealnych wzorów formacji, modeli które z pewnością się sprawdzą. Sięgamy przy tym do książek, które w Polsce mogły zostać wydane niedawno, ale w oryginale zostały napisane często kilkadziesiąt lat temu, dodatkowo w oparciu o doświadczenia z rynku amerykańskiego. Niby psychika ludzka powinna funkcjonować podobnie na różnych kontynentach, ale w praktyce nie jest to takie pewne.

Między innymi z tego względu tak trudno jest się opierać na opracowaniach, nawet tych o bardzo mocnych podstawach merytorycznych. Warto chociażby wspomnieć opasłą publikację Thomasa Bulkowskiego pt. Encyclopedia of Chart Patterns, gdzie autor na przeszło 1000 stronach bada skuteczność klasycznych formacji cenowych. Mamy więc dostęp do precyzyjnie opisanych warunków, jakie musi spełniać dany układ cenowy oraz do jego spodziewanej skuteczności, tj. przeciętnego ruchu po wybiciu, szansy na wybicie zyskowne, procenta porażek. Nie zakładam, żeby znajomość tej publikacji była powszechna na polskim rynku, a nawet jeżeli kilka osób ją przeczytało, z pewnością warunki rynku amerykańskiego różnią się od skuteczności na naszej giełdzie.

Próbując zatem stosować na polskim rynku analizę techniczną z bardzo wysoką precyzją, prędzej czy później dojdziemy do wniosku, że coś tu jest nie tak.


Weźmy wykres powyżej, gdzie wyznaczyłem dwie linie trendu, jedną rysowaną po korpusie, a drugą po cieniu świecy. Jak łatwo dostrzec, zaledwie po roku od punktu początkowe, dystans pomiędzy liniami przewyższa 10% ceny akcji. Trudno jest tu więc traktować jedną lub drugą koncepcję jako słuszną, a przez to skuteczność podobnych formacji jest ograniczona.

poniedziałek, 20 lipca 2020

Ciekawe rzeczy dzieją się na GPW - SCT lipiec 2020

Po raz kolejny potwierdza się, że analiza warszawskiego rynku przez pryzmat indeksu Wig20 nie jest wyznacznikiem tego, co dzieje się nie tylko pośród poszczególnych spółek, ale ogólnie na całym parkiecie. Tym razem analizę warto poszerzyć o informacje okołorynkowe, które są bardzo ciekawe.

W inwestowaniu ważne jest nie tylko analizowanie posiadanych lub obserwowanych spółek, ale również "czucie" ogólnej temperatury rynku. Rozumiem przez to analizę czynników znajdujących się często poza samym parkietem, ale mających istotny wpływ na notowania. Można to do pewnego stopnia określić mianem nastrojów inwestorów, ale nie jest to określenie precyzyjne, gdyż chodzi również o przepływy kapitału czy decyzje podejmowane przez podmioty, które trudno jest posądzić o uleganie nastrojom.


Dzisiejsza sytuacja na warszawskiej giełdzie pokazuje jednak, że na rynku zachodzi pewna zmiana. Aby ją dostrzec trzeba połączyć trochę informacji krążących wokół parkietu.

Przypomnijmy, że przez ostatnie kilka lat nasz rynek nie miał dobrej passy. Systematycznie zniżkujące notowania, kolejne afery, które nadszarpywały zaufanie inwestorów, odpływ kapitału z funduszy inwestycyjnych, negatywna rola państwa, jako właściciela największych spółek oraz brak nowych debiutów na parkiecie. To tylko niektóre z problemów, z jakimi borykał się rodzimy rynek i częściowo boryka się do dziś.

W marcu wydawało się, że spadki wywołane koronawirusem, które na indeksie Wig20 cofnęły nas do poziomów widzianych ostatnio w dołku 2009 roku, przełożą się na ostateczne załamanie zainteresowania polskim rynkiem, na którym zostanie zaledwie garstka pasjonatów i najbardziej wytrzymałych inwestorów. 

Tymczasem stało się inaczej...

Pierwszym sygnałem było bardzo dynamiczne odbicie notowań, które zaczęły odbudowywać się od razu po osiągnięciu dołka w w wielu wypadkach w całości skompensowały poniesione straty. Na Wig20 jeszcze nie udało się tego osiągnąć, ale indeks sWig80 systematycznie idąc do góry odrobił całość spadków.


To pokazuje, że na zakupy ruszyli przede wszystkim inwestorzy indywidualni, których aktywność widoczna jest głównie na mniejszych spółkach. 

środa, 1 lipca 2020

Skuteczny układ dla cierpliwych inwestorów

Odgadywanie kierunku, w którym podąży rynek jest od lat codziennością inwestorów. Analitycy techniczni przekonują, że ocena wykresu może być w tym bardzo pomocna. Dzisiaj prezentuję jeden ze schematów, który nie trafia się może często, ale zazwyczaj pozwala trafnie wskazać kierunek wybicia.

Od czasu do czasu pojawiają się komentarze sugerujące, że każde podejście do rynku inne niż oparte na matematycznych i statystycznych formułach jest błędne. Od lat jednak inwestorom udaje się w ten sposób wygrywać z rynkiem, więc nie zawsze warto być purystą i poszukiwać matematycznego Świętego Graala.

Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Podejście, które dzisiaj zaprezentuję wynika w istocie z samych podstaw analizy technicznej: trendów oraz wsparć i oporów. Przez lata nauczyłem się, że w AT lepiej sprawdza się upraszczanie formacji i poszukiwanie wspólnych mechanizmów leżących u ich podłoża, aniżeli klasyfikowanie kolejnych rodzajów flag czy trójkątów, które różnią się zaledwie detalami. Przecież u podstaw i tak leżą zawsze emocje i zachowania inwestorów, a więc im coś jest wyraźniejsze, tym zachowania te są łatwiejsze do przewidzenia.

Podstawą formacji, o której dziś mówię jest wsparcie lub opór cenowy, utrzymujące się na rynku przez czas na tyle długi, aby inwestorzy zaczęli go zauważać. Warunkiem koniecznym jest również niemożność rynku do oderwania się od tego poziomu, co może sugerować, że zostanie on przełamany.


Na powyższym wykresie widzimy notowania Orlenu na przełomie 2017 i 2018 roku. Kurs znajdował się wówczas w trendzie wzrostowym, gdzie ustanowił lokalny wierzchołek (A), który został relatywnie szybko pokonany. W późniejszych tygodniach rynek zatrzymał się w przedziale 102-114 zł, potwierdzając przy okazji rolę poziomu 102 zł jako wsparcia (B). 

Wydawało się, że trend będzie kontynuowany, gdyż notowania ruszyły do góry (C), ale po kilku tygodniach nie były w stanie dalej się wznosić i cena szybko powróciła do poprzedniego zakresu (D), przy okazji testując nawet, i potwierdzając tym samym, dotychczasowe wsparcie (E).

Kluczowe jest dla nas w tym momencie zachowanie ceny w następnych dniach, kiedy to na początku 2018 roku Orlen wyraźnie nie był w stanie oderwać się od wyraźnego i potwierdzonego wsparcia (F), wielokrotnie je przy okazji testując. To wtedy ziścił się kluczowy dla formacji warunek, który doprowadził ostatecznie do przełamania (G).

Próbując ubrać tę sytuację w łatwy do przekazania schemat można powiedzieć, że jeżeli cena przez określony czas nie jest w stanie "odkleić" się od wyraźnego technicznego poziomu, a zamiast tego nieustannie do niego wraca i go testuje, można spodziewać się, że poziom ten zostanie w niedalekiej przyszłości przełamany.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Spółki Ciekawe Technicznie - czerwiec 2020

Ostatnie trzy miesiące na giełdzie to okres intensywnych wzrostów. Dokładniejsza analiza pokazuje jednak, że nie były one równe i nie dotknęły wszystkich spółek i sektorów w podobnym stopniu. Jak zwiększyć szanse na przyszłość, aby wyłowić lepsze walory?

Jako inwestorzy z pewnością nie mamy powodów do narzekania w ostatnich tygodniach. Indeksy giełdowe rosną niemal każdego dnia, windowane rosnącymi wycenami spółek. Na pierwszy rzut oka można pokusić się o stwierdzenie, że nadszedł w końcu wyczekiwany przypływ, który unosi wszystkie łodzie. Dowodem poprawy nastrojów może być fakt, że zyskuje na wartości nawet energetyka, czyli sektor który tradycyjnie zamyka wszystkie zestawienia stóp zwrotu.




















Ten piękny obrazek psuje jednak świadomość, że w wielu wypadkach jest to zaledwie odreagowanie części spadków wywołanych epidemią koronawirusa. I o ile jednoznacznie pozytywne jest to, że w ogóle udało wydźwignąć notowania z dołka, to jednak do euforii na warszawskim parkiecie droga daleka.


Klasycznym przykładem jest tu Wig20, który co prawda przełamał niedawno istotny techniczny opór, to jednak wzrosty zatrzymały się i nie jest wykluczony powrót do wsparcia. Poza tym do poziomów ze stycznia jeszcze niemało brakuje, a przecież na początku roku nie ocenialiśmy rynku jako przebywającego w jakimś imponującym miejscu. 


Nieco więcej światła na sytuacje rzuca indeks mWig40, który po spektakularnym rajdzie dobił w końcu do poziomu 3600 pkt będącego jeszcze do niedawna kilkuletnim minimum notowań. Ostatnie spadki i odbicie które po nich nastąpiło nieco zmieniły tę perspektywę, ale nietrudno dostrzec, że średnie spółki cały czas tkwią w trendzie spadkowym.


Powodem do optymizmu może być jedynie indeks sWig80, który pokazuje więcej siły. Na wykresie tygodniowym widzimy, że nie tylko udało się w pełni odrobić poniesione w związku z epidemią straty, ale jest to równocześnie powrót do bardzo dobrej sytuacji z początku roku, kiedy to małe spółki wybijały się na poziomy najwyższe od kilku kwartałów. Potwierdza się to, na co zwracałem uwagę przez wiele ostatnich miesięcy - najlepsze perspektywy mają mniejsze walory.

czwartek, 28 maja 2020

Czy warto korzystać ze zleceń stop loss?

Sensowność korzystania ze stop lossów jest jedną z pierwszych spraw, które musi przepracować początkujący inwestor. Czy obniżają one ponoszone przez nas ryzyko, czy wręcz przeciwnie, odcinają nam szansę na odrobienie strat? Tym tematem zajmę się w dniu dzisiejszym.

Kwestia stosowania stop lossów w inwestowaniu stanowi od lat lemat dyskusyjny w inwestorskich gronach. Jedni z nich korzystają i je sobie chwalą, podczas gdy inni traktują zlecenia obronne jako mechanizm komplikujący inwestowanie oraz obniżający ogólną stopę zwrotu. I mimo że dyskusja bywa żarliwa, nie da się jej jednoznacznie rozstrzygnąć, gdyż odpowiedzi nie należy szukać na rynku, ale w podejściu i uwarunkowaniach samego inwestora.


Z pewnością każdy korzystający ze stop lossów doświadczył sytuacji podobnej do zaprezentowanej powyżej. Notowania otwierają się luką spadkową poniżej ustawionego przez nas zlecenia, przez co system automatycznie sprzedaje akcje. Po kilku chwilach zamieszania inwestorzy odzyskują jednak optymizm i pod koniec sesji lub kolejnego dnia cena akcji znów znajduje się w bezpiecznym dla nas obszarze. Niestety nie posiadamy już akcji w portfelu, gdyż zostały one sprzedane po istotnie niższej cenie. Gdyby nie to, nie mielibyśmy straty, której odrobienie wymaga zawarcia nowej, zyskownej transakcji.

Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Jest to w zasadzie główny zarzut i główna negatywna cecha stawiania stop lossów: jeżeli rynek zawróci, a wybicie okaże się fałszywe, nie mamy możliwości odrobienia strat. I od razu należy powiedzieć, że nie istnieje sposób pozwalający na wyeliminowanie tego mankamentu. Musielibyśmy znać przyszłość, aby przewidzieć, które przełamania wsparć są prawdziwe, a które fałszywe.

środa, 13 maja 2020

Czekając na korektę - SCT maj 2020

Inwestorzy na światowych rynkach z pewnością zaliczają ostatnie tygodnie do udanych. Nie inaczej jest na GPW, gdzie indeks Wig20 wzrósł od dołka o 22%, a indeks sWig80 aż o 27%. Tak dobre wyniki cieszą, ale rodzi się pytanie o poważniejszą korektę na rynku.

Myślę, że koronawirusowe zamieszanie pozwoliło już nam ocenić, ile na ostatnich wydarzeniach zyskaliśmy, a ile straciliśmy. Co cieszy, słyszę raczej głosy optymistyczne, że znaczną część strat udało się odrobić, a niekiedy portfele są dziś warte więcej niż w połowie lutego.

Podobnie ma się sytuacja w moich inwestycjach. Od początku nastawiłem się, że raczej nie będę sprzedającym, a w miarę pojawiających się okazji dołączę do grona kupujących. I faktycznie udało mi się dokupić akcje kilku spółek, dzięki czemu ostatnie wzrosty wywindowały wartość portfela na poziomy zbliżone do tych z lutego. Nowych rekordów jeszcze nie ma, ale jestem bardzo blisko.

W dużej mierze wynika to z faktu, że znaczną część portfela stanowią u mnie obecnie spółki dywidendowe, których losy potoczyły się bardzo różnie. Po jednej stronie barykady mamy Amicę i Bank Handlowy, których notowania mocno się ostatnio osunęły. Środek okupuje m.in GPW, której kurs odrobił całe straty i ma całkiem niedaleko do tegorocznych maksimów, a jednym z prymusów jest chociażby Budimex, którego notowania znajdują się 35% powyżej dołka i 13% wyżej od tegorocznych maksimów. A więc sytuacja jest zróżnicowana, lecz portfel jako cały przechował się lepiej niż dobrze.


Przechodząc do analizy sytuacji rynkowej muszę przyznać, że dość mocno nastawiam się na wystąpienie korekty. Rynek odbił mocno, wzrosty były i są bardzo przyjemne, lecz niestety nie jest to tempo do utrzymania na dłuższą metę. Ten brak sił do ruchu na północ widać znakomicie na indeksie Wig20:


Po zniesieniu ok. 40% spadków notowania zatrzymały się w dość wyraźnej konsolidacji, w której przebywają od ponad miesiąca. Kierunek wybicia nie został jeszcze wskazany, ale spodziewam się, że będzie to raczej wyjście dołem. Głównie widać to na poszczególnych spółkach, które jeżeli rosną, robią to z wyraźnym trudem. Działa tu klasyczna psychologia inwestowania, gdyż im wyżej wspinają się notowania w krótkoterminowym ujęciu, tym mniejsze grono inwestorów jest skłonne kupować po bieżących cenach.


Widać to również na przykładzie indeksu sWig80, który wspina się bardzo spektakularnie. Jednak trwające od dwóch miesięcy wzrosty prędzej czy później napotkają swój kres.

piątek, 24 kwietnia 2020

Wsparcia i opory - zapomniany klasyk analizy technicznej

Wsparcia i opory są jednymi z najbardziej klasycznych pojęć analizy technicznej. Są jednocześnie jednymi z najłatwiejszych do rozpoznania formacji. Dlaczego zatem tak mało się o nich mówi?

Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio przeczytałem artykuł lub obejrzałem nagranie dotyczące wsparć i oporów w analizie technicznej. Odnoszę wrażenie, że większość analityków i twórców uznaje, że temat jest już tak mocno oklepany, że nic nowego nie można już o nim powiedzieć. Tymczasem wykresy rysują się każdego dnia, dając okazję do coraz to nowych spostrzeżeń oraz nowych transakcji.

Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

Dzisiejszym wpisem chcę nieco odkopać to zagadnienie i pobudzić inwestorów do samodzielnych prób na tym polu analizy technicznej.


Być może niektórzy próbowali już podejścia opartego na analizie wsparć i oporów i ponieśli w tym porażkę. Nic dziwnego, gdyż każdego dnia wiele instrumentów dociera do charakterystycznych poziomów cenowych i trzeba nieustannie podejmować decyzję, którym zaufać, a które odpuścić. Być może problemem jest nie sama analiza techniczna, ale samo rozegranie transakcji, tak aby pod koniec miesiąca czy kwartału na koncie było jednak więcej środków niż mniej. W każdym razie mam nadzieję, że ten wpis będzie dobrą okazją do cennych przemyśleń.


Czym są wsparcia i opory?


Wsparcia i opory są jednymi z najprostszych do wyszukania formacji w analizie technicznej. Najczęściej powstają gdy na wykresie tworzy się wierzchołek cenowy, który może być punktem odniesienia dla przyszłych wahań cenowych. Oznaczamy je przy użyciu poziomej linii, a doświadczeni gracze giełdowi obywają się i bez tego.


Jeżeli dane wsparcie lub opór zatrzymały ruch rynku, uznaje się je za potwierdzone i przypisuje mu nieco większą wagę.

piątek, 17 kwietnia 2020

Odważne odbicie w niepewnych czasach - SCT kwiecień 2020

Rynki finansowe od miesiąca znajdują się w fazie odbicia dyskontując perspektywę powrotu gospodarki na normalne tory oraz liczne programy pomocowe płynące od rządów i banków centralnych. Czy można uznać, że najgorsze już za nami?

Przez minione kilka tygodni inwestorzy nieustannie wysuwali scenariusze rynkowe, które mogą się zrealizować. Mówiło się o bardzo gwałtownym załamaniu, po którym rynki nie będą w stanie się podnieść. Mówiło się również o formacji V i bardzo szybkim powrocie do poziomów cenowych sprzed epidemii.

W powyższym kontekście padały również różne sugestie odnośnie posunięć inwestycyjnych. Po jednej stronie byli inwestorzy twierdzący żeby wykorzystać dołek do zwiększonych zakupów, a po drugiej sceptycy twierdzący, że rynki finansowe stoczą się na samo dno o jedyną rozsądną pozycją w tej perspektywie jest gotówka lub inne bezpieczne aktywa, jak chociażby złoto. Gdzieś po środku sytuowali się inwestorzy doradzający wstrzymanie się z wszelkimi działaniami, zarówno sprzedażą akcji, jak ich zakupem.


Warto podkreślić aktualny stan rozwoju epidemii, gdyż nie pozostaje on bez znaczenia. Na przestrzeni minionego miesiąca w zasadzie wszystkie kraje wprowadziły różnego rodzaju środki ostrożności i obostrzenia. Oczywiście odbija się to negatywnie na gospodarce, ale widać już pozytywne rezultaty tych działań. W niektórych państwach liczba wykrywanych przypadków się stabilizuje, a nawet zaczyna spadać. W innych, np. w Polsce, statystyki ciągle rosną, ale jednocześnie przebieg epidemii wydaje się być pod kontrolą. Nie bez znaczenia pozostaje również rosnąca dostępność materiałów medycznych i ochronnych. Po pierwszym szoku podaż zaczyna zaspokajać w coraz większym stopniu zapotrzebowanie, co dodatkowo poprawia perspektywy rozwoju epidemii.

Wydaje się, że właśnie te optymistyczne sygnały stanowią częściową odpowiedź na pytanie o przyczynę ostatnich wzrostów na światowych giełdach. Kolejne państwa zapowiadają stopniowe ograniczanie restrykcji i uruchamianie kolejnych sektorów gospodarki. Z jednej strony pozwoli to firmom zarabiać, a ludziom utrzymać pracę, ale z drugiej rodzi obawy o możliwą drugą falę. Epidemiolodzy apelują, aby z tym procesem się nie spieszyć.

Wielkim znakiem zapytania jest tempo powrotu gospodarki do w miarę zadowalającego poziomu wzrostu. Będziemy to w kolejnych miesiącach obserwowali na bazie licznych wskaźników ekonomicznych. Wydaje się jednak, że rok 2020 będzie bardzo trudny dla wielu branż. Głównym czynnikiem jest ciągle wysoka niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji ekonomicznej. W jej wyniku zarówno przedsiębiorstwa, jak i osoby fizyczne będą utrzymywały swoje wydatki na bardzo niskim poziomie, dokonując jedynie podstawowych zakupów. Odczują to firmy, którym przychody będą bardzo powoli wracały do poziomów, które pamiętamy z lepszych czasów. Zapewne wiele branż będzie musiało przejść gruntowną zmianę, gdyż kryzys na stałe zmieni pewne nawyki zakupowe.

piątek, 27 marca 2020

Rynek nieruchomości - zderzenie ze ścianą

Tematyka nieruchomościowa jeszcze niedawno rozpalała emocje inwestorów. Zarówno tych profesjonalnych, jak i zwykłych obywateli posiadających do ulokowania większe oszczędności. Koronawirus zmienił wszystko i wygląda na to, że na przynajmniej rok możemy zapomnieć o wzrostach cen.

Zagadnień, które chcę poruszyć w dzisiejszym tekście jest tak wiele, że trudno będzie je wszystkie uporządkować w spójną całość. Jeszcze do niedawna wydawało się, że wszystkie możliwe czynniki sprzyjają dalszym wzrostom cen nieruchomości. Obecnie, kiedy się poważniej zastanowić, można znaleźć tylko jeden taki czynnik, podczas gdy wszystko inne przemawia za spadkiem cen.

Ja sam zaliczałem się do grona rynkowych optymistów. Pracując na co dzień z rynkiem nieruchomości obserwowałem niemal z każdej strony przejawy coraz silniejszej pogoni za mieszkaniami. Swoim zapatrywaniom dałem wyraz podczas mojego wystąpienia na Forum Finansów i Inwestycji. Zapis wideo z tego wydarzenia oraz krótki komentarz możecie nadrobić w moim styczniowym tekście.

W dniu dzisiejszym podzielę się moimi zaktualizowanymi spostrzeżeniami na ten temat. Nie będę opierał się na danych statystycznych, gdyż rzetelne opracowania poznamy dopiero za kilka miesięcy. Opiszę jedynie to, co obserwuję w mojej pracy każdego dnia, co mówią moi klienci oraz jaki mam pogląd na dalszy rozwój rynku nieruchomości w Polsce.


Podsumowując czynniki przemawiające dotychczas za wzrostem cen, można je zgrupować w kilka punktów. Pierwszym z nich była rosnąca zamożność społeczeństwa. Mimo coraz wyższych cen mieszkań wynagrodzenia rosły jeszcze szybciej, dzięki czemu siła nabywcza w obszarze nieruchomości z każdym kwartałem się poprawiała. Przekładało się to również na zdolność kredytową, która była wysoka i wspinała się co kwartał na nowe poziomy. W ostatnich miesiącach szybki wzrost cen nieco osłabił tę tendencję, ale jej nie zanegował.

Drugim czynnikiem były niskie stopy procentowe. Z jednej strony kalkulacja raty kredytowej do przeciętnego dochodu gospodarstwa domowego wypadała korzystnie, a z drugiej, atrakcyjność lokowania pieniędzy w bankach była bardzo niska.

Trzecim czynnikiem był brak alternatywnych sposobów na ulokowanie większych sum pieniędzy. Słabość rynku kapitałowego była tu kluczowa, gdyż w zasadzie, oprócz lokat, giełda i fundusze inwestycyjne to jedyna realna alternatywa dla większych sum.

I w końcu czwarty czynnik, chyba najistotniejszy, to przekonanie społeczeństwa, że ceny nieruchomości będą w dalszym ciągu rosły. Ten optymizm był bardzo widoczny i w zasadzie większym zmartwieniem niż przyszłe zachowanie cen (czy rentowność najmu) było to, aby kupić zanim ceny pójdą jeszcze wyżej.

To wszystko właśnie się skończyło.

Obecny kryzys wywołany walką z koronawirusem uderzy w rynek nieruchomości ze wszystkich stron. Odbije się zarówno na chęci kupujących do kupowania, na chęci najemców do wynajmowania, jak i na chęci banków do kredytowania. Postaram się omówić te wszystkie elementy po kolei.