piątek, 28 grudnia 2018

To był zły rok - podsumowanie 2018

Podsumowanie każdego roku na giełdzie zazwyczaj oscyluje wokół giełdowej koniunktury, która wpływa na uzyskiwane przez inwestorów stopy zwrotu. Jednak mijający rok zapamiętany zostanie inaczej, głównie z powodu negatywnych wydarzeń, które miały miejsce wokół rynku. Warto je sobie przypomnieć, aby móc wyciągnąć lepsze wnioski na przyszłość.

Dzisiejsze podsumowanie zostało rozbite na główne wątki, koncentrujące uwagę inwestorów w 2018 roku. Były to zarówno zdarzenia negatywne, jak i pozytywne, lecz niestety tych drugich było zdecydowanie mniej. Nie szeregowałem ich według wagi, lecz kilka pierwszych punktów wybija się na czołówkę.


Plany na rok 2019 oraz analizę czynników, które mogą kształtować warunki rynkowe przez kolejne kilkanaście miesięcy omówię przy okazji najbliższych Spółek Ciekawych Technicznie. Zapewne jak zwykle rzeczywistość nas zaskoczy, ale jakiś bazowy scenariusz należy mieć przygotowany.

Historyczne maksimum indeksu WIG


Zapewne niewiele osób to jeszcze pamięta, ale początek 2018 roku upływał nam w dość dobrych nastrojach. Podczas sesji 23 stycznia indeks WIG zanotował nowe historyczne maksima, pokonując tym samym szczyt z 2007 roku.

źródło: TopStock.pl
Oprócz tego, że na nowe rekordy hossy musieliśmy czekać ponad dekadę, smaczku dodaje fakt, że sesja, na której odnotowany został szczyt, była jednocześnie najwyższą sesją tego roku. Maksima osiągnięto zaledwie intraday i od tego momentu rynek zaczął zniżkować. Można więc powiedzieć, że zwycięstwo było słabe, nietrwałe i w dniu dzisiejszym jest to raczej gorzkie wspomnienie utraconej szansy, zwłaszcza w porównaniu wyniku indeksu WIG do rynków zagranicznych.

Afera GetBack i jej konsekwencje na różnych polach


Z pewnością wydarzeniem, które w upływającym roku przyciągało najwięcej uwagi była afera związana ze spółką GetBack. Szczególnie dotkliwy jest jej finansowy wymiar, gdyż swoje oszczędności straciły tysiące osób, a suma strat liczona jest w miliardach złotych. Konsekwencją powyższego jest fakt, że afera nabrała wagi politycznej i być może za kilka lat zajmie się nią jakaś komisja śledcza. Z pewnością jest to jedna z największych afer finansowych w ostatnich dziesięcioleciach.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Risk Reward Ratio - ważna miara dla sukcesu w spekulacji

Risk reward ratio pozwala lepiej inwestować. Wiele osób o tym współczynniku słyszało, ale nie każdy docenia jego pozytywny wkład w proces inwestowania i spekulacji. W dzisiejszym tekście pokażę, dlaczego warto przyjrzeć mu się bliżej.

Już z samej nazwy można wywnioskować, że jej celem jest mierzenie relacji pomiędzy zyskiem i ryzykiem. I dokładnie tak jest. Zadaniem tego współczynnika jest wspomaganie systemu inwestycyjnego o możliwą do analizy relacji pomiędzy ryzykiem, jakie na siebie bierzemy w danej transakcji a potencjalnym zyskiem, który możemy uzyskać.

Żeby prawidłowo skonstruować takie ratio musimy posiadać trzy wartości: poziom otwarcia naszej pozycji, poziom wyjścia w wariancie straty (stop loss) oraz poziom wyjścia dla wariantu zyskownego (take profit). Dla uproszczenia pominiemy prowizje maklerskie.

Dysponując powyższymi danymi możemy ocenić potencjalny zysk na transakcji, potencjalną stratę oraz wzajemną relację tych dwóch wartości. Może się więc okazać, że oba te parametry są równe, ale częściej dąży się do sytuacji, w której zysk będzie dwukrotnie lub trzykrotnie wyższy od możliwej straty. Wartość współczynnika wynosi wtedy odpowiednio 2:1 lub 3:1.


Jaką przewagę daje nam takie ratio? Aby ją ocenić musimy znać drugi istotny parametr, jakim jest relacja liczby transakcji zyskownych do transakcji stratnych. Jeżeli założymy, że wynosi ona 50:50, możemy przystępować do oceny naszego systemu. Wiemy bowiem, że w przypadku transakcji stratnej, ubywa nam 1 zł, natomiast transakcja zyskowna przynosi 2 zł lub 3 zł. Oczywiście wartości te mogą być wielokrotnie większe, ale istotna jest ich relacja i fakt, że z transakcji zyskownej otrzymujemy 2 lub 3-krotnie więcej pieniędzy. W efekcie w długim ciągu transakcji uruchamiają się prawa statystyki i zarabiamy pieniądze.

Co więcej, możemy pozwolić sobie na skuteczność nieco mniejszą niż 50%. Jeżeli ratio wynosi 2:1, a nasza skuteczność to zaledwie 40%, również zyskujemy. Dlaczego? Załóżmy, że każda zyskowna transakcja przynosi nam 20 zł, podczas gdy stratna zabiera 10 zł. Przy 10 transakcjach, statystycznie 4 będą zyskowne, a 6 stratnych. Oznacza to przychód 80 zł z udanych zagrań (4x20 zł) i stratę 60 zł z nieudanych (6x10). Sumarycznie kończymy z zyskiem na poziomie 20 zł, a to oznacza, że system posiada dodatnią wartość oczekiwaną.

czwartek, 13 grudnia 2018

Giełdy żyją z pieniędzy naiwnych - hossy prędko nie będzie

Giełdy żyją dzięki pieniądzom naiwnych. Jeżeli tych pieniędzy nie będzie, nie możemy spodziewać się wzrostów w rozsądnej perspektywie czasowej. Dzisiejsi inwestorzy muszą pogodzić się z tym faktem i odpowiednio dopasować swoje działania, bo inaczej mogą się srogo rozczarować.

Dlaczego mieliśmy hossę lat 2003-2007? Pamiętacie te czasy? W telewizji leciały reklamy towarzystw funduszy inwestycyjnych, rodzinne spotkania zdominowane były przechwałkami kto ile na giełdzie zarobił i ile jeszcze zarobi. Każdy, kto miał jakieś oszczędności lokował je w TFI lub na giełdzie, gdyż to ona oferowała bardzo atrakcyjne stopy zwrotu.

Później przyszedł rok 2007, a następnie 2008 i 2009 i większość inwestorów straciła pieniądze. Stracili zarówno amatorzy, jak i inwestorzy obecni na parkiecie od lat. Stracili posiadacze akcji, posiadacze jednostek TFI i oszczędzający w OFE. Amatorzy stracili dużo, czasami oszczędności życia, czasami tylko te odłożone na czarną godzinę.

Tych amatorów nazywam w dzisiejszym tekście naiwnymi. Są to ludzie, którzy na co dzień nie mają wiele wspólnego z rynkami finansowymi. Inwestowaniem interesują się wtedy, kiedy ktoś sprzeda im jakiś produkt inwestycyjny (często uwypuklając możliwe zyski i przemilczając ryzyka) albo gdy szum wokół rynku jest na tyle duży, że wydaje się to łatwym sposobem na pomnożenie pieniędzy.


I teraz przenosimy się w czasie o dekadę, jest przełom roku 2018 i 2019. Na giełdzie została tylko garstka inwestorów, tych najwytrwalszych, którzy się jeszcze nie zniechęcili. Nie odpuścili mimo tego, że od dekady nie było hossy, mimo afery GetBacku, afery KNF i coraz gorszego sentymentu inwestycyjnego. Nie zrezygnowali, mimo że kolejne spółki są zdejmowane z giełdy, a nowe nie debiutują. Śledzą notowania wspominając stare dobre czasy i oczekując, że kolejny rok będzie lepszy. Nie będzie, musimy się z tym pogodzić.


Zaprezentowany powyżej wykres cenowego indeksu warszawskiej giełdy pokazuje, jakim fenomenem była hossa lat 2003-2007. Ta hossa była pompowana kapitałem naiwnych. Pieniędzmi, które na giełdę już raczej nie popłyną.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Główny błąd, który doprowadza inwestorów do porażki

Czy wiesz, jaki jest główny błąd popełniany przez inwestorów? Z pewnością wiesz, bo wiele razy na ten temat było mówione i pisane. Ale im dłużej inwestuję na rynku tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że cały czas zapominamy o pewnej fundamentalnej sprawie, przez co ponosimy bolesne porażki.

Zasad i wskazówek dotyczących inwestowania jest całe mnóstwo. Niektóre są ze sobą sprzeczne, podczas gdy co do innych na ogół wszyscy się zgadzają. Dzisiaj zaprezentuję na kilku przykładach błąd, który popełniany jest zarówno przez początkujących, jak i bardziej doświadczonych inwestorów. 

Jaki jest to błąd? Sprowadza się on do niezadania sobie przed transakcją pytania: A co jeżeli spadnie?

Proste pytanie, prawda? Przecież każda transakcja na rynku akcji lub kontraktów terminowych może zakończyć się zyskiem lub stratą. Dokonując transakcji zakładamy, że będzie ona zyskowna, gdyż tylko w ten sposób warto jest ponosić koszty jej zawarcia i ogólne koszty funkcjonowania na rynku finansowym. Aby jednak być odpowiedzialnym, musimy uwzględnić również drugi, niepożądany scenariusz. Praktyka pokazuje jednak, że niewielu inwestorów na poważnie analizuje możliwość jego wystąpienia oraz swoje działania w tym wypadku.

Wyjście z transakcji jako konsekwencja stosowanego podejścia


Każdy z nas stosuje nieco inny system inwestycyjny, który do pewnego stopnia implikuje strategię wyjścia z pozycji. Inwestorzy grający w krótkim horyzoncie czasowym będą preferowali szybsze ucinanie strat, zarówno z wykorzystaniem zleceń stop loss, jak i likwidując pozycje "z ręki". Z kolei inwestorzy długoterminowi stoją przed trudniejszym zadaniem, ponieważ jednorazowo ryzykują znacznie szerszym marginesem straty, a dodatkowo muszą się niejako przyznać do błędu lub uznać fakt, że sytuacja spółki zmieniła się na gorsze od chwili, gdy otwierali swoje pozycje.

Inwestor krótkoterminowy, jeżeli wchodzi na rynek w oparciu o kryteria wywodzące się z analizy technicznej, najczęściej również na niej opiera swoją strategię wyjścia. Grając na obronę wsparcia można zamykać pozycję, gdy wsparcie zostanie przełamane. To samo z obroną jakiejkolwiek średniej kroczącej czy formacji cenowej. Z chwilą, kiedy dochodzimy do wniosku, że zakładany przez nas scenariusz się nie sprawdził, wychodzimy z rynku.


Warto w tym miejscu stosować maksymalny poziom ryzyka, jaki jesteśmy w stanie dopuścić na jednej transakcji. Jeżeli uda nam się respektować swoje zasady i pilnować, aby te poziomy nie zostały przekroczone, nie powinniśmy mieć większych problemów. W moich inwestycjach trendowych zakładam maksymalnie 10-12% ryzyka na jedną transakcję. Dzięki temu, ze konsekwentnie trzymam się tej zasady, nie muszę zadawać sobie pytania: a co jeżeli spadnie do 20%? Pozwala mi to od wielu lat unikać głębokich strat ponoszonych na pozycjach trendowych.

wtorek, 4 grudnia 2018

Czy obserwujemy początek rajdu św. Mikołaja - SCT grudzień 2018

Początek grudnia tradycyjnie rodzi pytania o kondycję rynków w końcówce roku, kiedy to większość instytucji finansowych chce pokazać swoim klientom dobre wyniki. W tym roku sytuacja jest wyjątkowo ciekawa, gdyż mamy konkretny powód do wzrostów.

Powodem tym jest porozumienie pomiędzy USA i Chinami zmierzające do unikania zaogniania wojen celnych, których świat od pewnego czasu się obawiał. Można więc powiedzieć, że z początkiem grudnia ograniczeniu uległ istotny czynnik wywierający spadkową presję na rynki finansowe. Wiele wskazuje, że może to zostać wykorzystane przez inwestorów jako pretekst do wzrostów. O tym, czy tak ostatecznie się stanie, przekonamy się w najbliższych dniach.


Druga połowa 2018 roku upływa inwestorom nad dobrze znanymi rozważaniami. Wiemy, że średnie i małe spółki radzą sobie relatywnie gorzej od dużych. Tendencja ta we wrześniu i październiku jeszcze przybrała na sile. Wiemy również, że spółki duże są podatne na napływy i odpływy kapitału od podmiotów zagranicznych, dzięki czemu trzymają się relatywnie lepiej. W grze do niedawna był gaming jako branża, ostatnio w jest to energetyka. Pokuszę się o stwierdzenie, że kontynuujemy pewne tendencje, które ujawniły się już w poprzednich kwartałach.

źródło: Topstock.pl


Powyższe widać chociażby na indeksie Wig20, który po styczniowym szczycie spadł poniżej poziomu 2350 pkt i przebywa pod nim aż do dnia dzisiejszego. Co więcej, na przełomie października i listopada zanotowany został poziom indeksu najniższy od 1,5 roku, co również jest stosunkowo niedźwiedzim sygnałem. A zatem od marca 2018, poza jednym wyjątkiem, nie udało się wyjść poza 2330 pkt.

czwartek, 29 listopada 2018

Pięć ciekawych spółek na technicznym oporze

Wsparcia i opory, zdaniem wielu, są jednymi z najbardziej wiarygodnych i czytelnych miejsc na wykresie. Jeżeli kurs danego instrumentu zbliża się do charakterystycznego poziomu, inwestorzy oczekują, że może tam nastąpić odwrócenie dotychczasowego ruchu cenowego. W dzisiejszym tekście prezentuję wykresy pięciu spółek, które dotarły właśnie do technicznego oporu.

Sam fakt, że kurs znalazł się w określonym miejscu, nie przesądza jeszcze, że nastąpi tam rynkowy zwrot. Co więcej, na dowolnym wykresie bez problemu można wykazać, że każdemu obronionemu oporowi i wsparciu towarzyszy kilkukrotnie więcej przypadków, kiedy poziomy te zostały przełamane. Ale jednak, mimo wszystko, kluczowe wsparcia i opory przykuwają uwagę inwestorów, którzy swoimi zleceniami kupna i sprzedaży wpływają na giełdowe notowania, przyczyniając się do obrony lub przełamania danej strefy.


Nie ukrywam, że po prawie dziesięciu latach stosowania analizy technicznej, po przestudiowaniu bardzo szerokiej gamy narzędzi z dziedziny AT, wsparcia i opory, obok trendów, stanowią według mnie jedną z najbardziej wiarygodnych formacji cenowych. Z czasem coraz lepiej udaje mi się oceniać, które przypadki mogą zakończyć się przełamaniem, a które obroną. Wiedzę tę wykorzystuję na co dzień z użyciem kontraktów terminowych czy też certyfikatów strukturyzowanych.

Co ważne, zaprezentowane w niniejszym wpisie spółki posiadają swoje kontrakty futures. Dzięki temu można zająć na nich w relatywnie łatwy sposób pozycję krótką.

Spółki prezentuję w kolejności alfabetycznej, a nie pod kątem jakości sygnału.

CCC


Po krótkim okresie dynamicznych wzrostów notowania CCC wkroczyły w strefę oporów. Jednym z nich jest okrągły poziom 200 zł, pokrywający się z poprzednim dołkiem, a kolejnym opór wytyczany przez wcześniejszy dołek na poziomie 205 zł. Dwie ostatnie świece, mimo że zielone, charakteryzują się wysokimi górnymi cieniami, co może wskazywać, że popytowi nieco brakuje sił na utrzymanie wzrostowego zamknięcia. Dla sprawiedliwości należy wskazać, że opór cenowy na poziomie 195 zł został przełamany bez większych trudności.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Strategie inwestycyjne na różne fazy cyklu giełdowego

Strategie inwestycyjne różnią się skutecznością, w zależności od fazy giełdowego cyklu. Warto więc korzystać z więcej niż jednej strategii, aby poprawić uzyskiwane rezultaty i wygładzić krzywą kapitału.

Kiedy podczas ostatniej konferencji Książęca Street spytałem uczestników wykładu o stosowane strategie, zdecydowana większość wskazała, że korzysta więcej niż jednego podejścia, zmieniając je w zależności od rynkowych okoliczności. Podobna była teza mojego wystąpienia, podczas którego wskazywałem, że określone warunki rynkowe mogą przez pewien czas sprzyjać jednym strategiom, obniżając w tym czasie skuteczność innych. W dzisiejszym artykule chcę pokazać, jak ważne jest świadome inwestowanie i dopasowywanie się do panujących warunków.

Czy warto być mistrzem jednej metody?


Z pewnością wielu zwolenników zyska również teza, aby trzymać się jednej konkretnej strategii inwestycyjnej, ale za to opanować ją do perfekcji. Przecież tak inwestuje chociażby Warren Buffett i trudno odmówić mu skuteczności.

W tym podejściu jest wiele prawdy, ale konieczne jest przyjęcie pewnych założeń. Nie jest to również najlepsze rozwiązanie dla każdego inwestora.

Po pierwsze, należy zwrócić uwagę na specyfikę danej metody. Jeżeli jest to podejście tradingowe lub spekulacyjne, opierające się na bardzo krótkich interwałach, rzeczywiście można stosować je z pełną regularnością przez dłuższy czas. Głównie dlatego, że operuje ono na tak niewielkich zmianach cen, że dobrze sprawdza się zarówno w trakcie trwającego trendu wzrostowego, jak i w ruchu spadkowym. Można powiedzieć, że taka strategia nie potrzebuje określonych warunków rynkowych do swego funkcjonowania.


Warto jednak wspomnieć, że od czasu do czasu natura rynków i ich mechanika zmienia się na tyle istotnie, że nawet strategie operujące na krótkich interwałach mogą zmieniać swoją skuteczność. 

wtorek, 20 listopada 2018

Rusza kurs długoterminowego inwestowania na giełdzie!

Wiele dobrych spółek straciło na wartości, a ich wyceny stały się bardziej atrakcyjne. Jest to więc świetny moment na zainteresowanie się inwestowaniem długoterminowym. Już za tydzień będziecie mogli zasięgnąć trochę wiedzy na ten temat, ale działania trzeba zacząć już dziś.

Jak dobrze wiecie, od kilku kwartałów dość głośno mówię o tym, że korzystam z przeceny przetaczającej się przez GPW i skupuję akcje interesujących spółek dywidendowych z zamiarem posiadania ich w wieloletnim horyzoncie. Im notowania są niżej tym sytuacja wydaje się bardziej sprzyjać takiemu właśnie podejściu. Trzeba pamiętać, że oceniając walor w perspektywie wieloletniej, znajdujemy na wykresach zaledwie kilka miejsc, w których można było atrakcyjnie kupić akcje. Zazwyczaj również miejsca te występują po dość istotnej przecenie, spowodowanej okresem pesymizmu na rynku.

Wiedząc zatem, że być może mamy obecnie taki właśnie czas na warszawskiej giełdzie, musimy przygotować sobie instrumenty i strategie pozwalające na podjęcie działań dokładnie wtedy, kiedy przyjdzie do tego odpowiedni moment. Jest czas nauki i jest czas wdrażania jej w życie. Lub, jak opiszę to w jednym z kolejnych tekstów, jest czas sprzedawania i czas kupowania.

W powyższym kontekście zbliża się świetna okazja do poszerzenia swojej wiedzy na temat inwestowania długoterminowego. Już w przyszły piątek, 29 listopada, startuje bezpłatny Kurs inwestycyjny z Albertem "Longterm" Rokickim.


Kurs będzie składał się z czterech szkoleń podzielonych tematycznie i odbywających się raz w tygodniu. 

Pierwsze ze szkoleń odbędzie się właśnie 29 listopada i jego przedmiotem będą kryteria selekcji spółek do portfela długoterminowego. Co ważne, nie będą to tylko spółki dywidendowe, ale również spółki posiadające wysoki potencjał wzrostu.

Drugie szkolenie, 6 grudnia, poświęcone będzie analizie cykli koniunkturalnych na rynku akcji oraz wykorzystaniu ich w naszych działaniach inwestycyjnych. Albert odpowie również na pytanie, w jakim momencie cyklu aktualnie się znajdujemy, bo jest to jedna z kluczowych informacji dla długoterminowych graczy.

Podczas trzeciego szkolenia, 11 grudnia, poruszona zostanie trudna tematyka wyceny spółek metodą wskaźnikową, porównawczą oraz DCF. Temat niełatwy, ale bardzo ważny, bo nie chodzi o to, żeby przepłacić za dobrą spółkę. Potrzebujemy przecież narzędzi pozwalających ocenić, kiedy interesujące nas walory rynek oferuje w atrakcyjnej cenie.

Ostatnie szkolenie, 18 grudnia, poświęcone będzie łączeniu analizy fundamentalnej z techniczną, aby ocenić kiedy trend zmienia kierunek i kiedy jest dobry moment na otwarcie pozycji. Albert podzieli się również swoimi typami inwestycyjnymi na rok 2019. Mogą być one dla uczestników inspiracją do własnych poszukiwań.

piątek, 16 listopada 2018

Korekta na gamingu - kiedy trend wzrostowy zmieni(ł) się w spadkowy?

Spółki gamingowe przeżywają trudny czas i coraz większa liczba inwestorów zadaje sobie pytanie, czy to jeszcze korekta, czy już poważniejsza zmiana trendu. W dzisiejszym tekście przeanalizuję więc wykresy najważniejszych spółek tej branży, poszukując odpowiedzi na to ważne pytanie.

Hossa na rynku producentów gier jest faktem. Wiele podmiotów mocno zyskało na wartości w ciągu ostatnich dwóch lat, wiele spółek wykorzystało również sytuację aby korzystnie zadebiutować na GPW, czy to na rynku głównym, czy też na rynku NC. Otwarte pozostaje pytanie, czy hossa ciągle trwa, czy może trzeba zaliczać ją już do przeszłości.

Co ważne, nie odnoszę się w tym miejscu do fundamentów poszczególnych spółek. Omówię jedynie najważniejsze wykresy oraz sentyment, który w ostatnich miesiącach uległ znacznemu pogorszeniu.

Sentyment ten jest bardzo ważną sprawą, ponieważ temperatura emocji wokół poszczególnych spółek bywa często doskonałym wyznacznikiem okolic szczytu. Zarówno szczytu hossy, jak i szczytu bańki spekulacyjnej, nie przesądzając która miała miejsce ostatnio na GPW. Świetnym wskaźnikiem tych emocji jest panujące do niedawna domniemanie, że każda kolejna gra z dużym prawdopodobieństwem okaże się sukcesem. Nauczeni pozytywnymi przykładami tytułów takich jak Frostpunk, inwestorzy zakładają często, że jeżeli spółka pracuje nad grą, są bardzo duże szanse, żeby gra była sukcesem. Dlatego też kilka mniej udanych tytułów, a przynajmniej udanych w stopniu mniejszym od oczekiwań, przekłada się na schłodzenie branży.

CD Projekt

źródło: topstock.pl
Wykres CD Projektu, po osiągnięciu szczytu pod koniec sierpnia 2018, systematycznie się zniża. Warto pamiętać, że podczas ostatniej fali wzrostowej kurs poszybował z 90 zł na 220 zł, czyli o 145%. Obecnie więc korekta, mimo że znaczna, ciągle mieści się w granicach dominującego trendu wzrostowego. Aktualnie testowane jest wsparcie w okolicy 140 zł, a po jego przełamaniu kluczem okaże się test poziomu 128 zł. Dopóki wykres będzie powyżej, teza o trendzie wzrostowym jest mocna. Ale jeżeli nastąpi przełamanie tego kluczowego wsparcia, trzeba będzie zadać kilka poważnych pytań, z których najważniejsze będzie brzmiało: czy to już trend spadkowy?

11 bit studios

źródło: topstock.pl
Znacznie większy ból głowy przeżywają posiadacze akcji 11 bit studios. Po dynamicznym wybiciu towarzyszącym premierze Forstpunka nie ma już prawie śladu. Korekta zniosła ponad 80% tych wzrostów i prawie 50% wartości całej spółki. Mimo, że nie wygląda to strasznie licząc chociażby od poziomów sprzed roku (+64%) wielu inwestorów przeżywa bardzo ciężkie chwile. Jeżeli ktoś posiadał akcje wcześniej, obserwuje bardzo dotkliwą korektę. Jeżeli natomiast kupił powyżej poziomu 400 zł, jest teraz głęboko w stracie, o ile posiada jeszcze papiery.

czwartek, 8 listopada 2018

Czy warto regularnie dopłacać do portfela inwestycyjnego?

Inwestowanie na giełdzie jest elementem budowania dostatniej przyszłości naszej i naszych dzieci. W tym celu odkładamy część dochodów i przeznaczamy je na różne formy inwestycji. Zaskakująco dużo osób nie decyduje się jednak na stworzenie systemu regularnych dopłat do rachunku. Czy warto to zmienić?

Już najprostsze strategie inwestycyjne opierają się na dokładaniu co miesiąc lub kwartał równej kwoty do portfela i kupowaniu jednostek ETFa lub innego funduszu pasywnego. Podobną strategię stosuję w moim inwestowaniu w fundusze inPZU, gdzie kupuję jednostki raz na kwartał, ale według ściśle określonych reguł. Również inne strategie i podejścia sugerują, aby do portfela regularnie dokładać. 


Dlaczego jest to takie ważne? Odpowiedzi jest kilka i wymienię je w dzisiejszym wpisie, ale najważniejszą zaletę można streścić w jednym zdaniu: zakładając że uzyskujemy z naszych inwestycji dodatnie stopy zwrotu, każda dopłacona złotówka przekłada się na wyższą kwotę zysków w przyszłości. Niby banalne, ale jakże często o tym zapominamy.

Aby uzmysłowić sobie znaczenie tego procesu, przygotowałem prostą tabelę:


Z pewnością wiele razy widzieliście podobne symulacje. Lewa część tabeli obrazuje inwestowanie przez 20 lat portfelem wielkości 10 000 zł ze stopą zwrotu rzędu 10% rocznie, a w prawej części tabeli dokonujemy tej samej operacji, z tym że na zakończenie każdego roku dokładamy dodatkowy 1000 zł do portfela. 

poniedziałek, 5 listopada 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - listopad 2018

Zdaniem wielu październik był najgorszym miesiącem polskiej giełdy od dłuższego czasu. Mimo faktów, wrażenie to zostało nieco zatarte przez ostatnie cztery sesje, kiedy to indeks Wig20 odbił aż o 5,5%. Z tej perspektywy bardzo zasadne jest zadanie sobie pytania, w jakim punkcie na wykresie się znajdujemy i co to oznacza na przyszłość.

Minione tygodnie były bardzo obfite w giełdowe emocje. Wiele pojedynczych spółek kontynuowało swoje ruchy spadkowe, podczas gdy na innych te ruchy dopiero się rozpoczęły. W zasadzie zaglądając w różne obszary rynku otrzymamy zupełnie inny obraz tego co się dzieje, dlatego tak ważne jest, aby umieć znaleźć odpowiednie tło dla naszej sytuacji.

Sytuacja na szerokim rynku


Patrząc na główne indeksy można powiedzieć, że łączy je jeden prosty fakt: każdy z nich w październiku osiągnął swoje tegoroczne minima. Ten pesymistyczny obraz należy jednak rozbić na szczegóły.


Indeks Wig20 jeszcze pod koniec września notowany był w okolicach 2320 pkt, podczas gdy ostatnie minima zanotował na poziomie 2080 pkt. Rozpiętość 240 pkt na przestrzeni jednego miesiąca jest warta odnotowania, gdyż nie zdarza się często.

Nietrudno jest wskazać powody tych spadków, które leżą częściowo na podwórku krajowym, ale w zdecydowanej większości w USA, gdzie indeks Sp500 zaliczył bardzo pokaźną korektę. Skala spadków była na tyle pokaźna, że od razu wzbudziła pytania o to, czy obserwujemy początek bessy.

Zdaniem Alberta Rokickiego, prawdopodobieństwo wystąpienia bessy wynosi zaledwie 34%. Co ciekawe, bardzo podobny wynik wskazuje ankieta przeprowadzona przez Zbyszka Papińskiego. Tu użytkownicy Twittera w 36% opowiedzieli się za bessą.

poniedziałek, 29 października 2018

Konferencja Blogerzy na Giełdzie - przyjdź i zacznij inwestować!

Już 14 listopada w siedzibie GPW w Warszawie odbędzie się konferencja edukacyjna skierowana do początkujących inwestorów. Będzie to świetna okazja, żeby wpaść, dowiedzieć się czegoś ciekawego, zadać pytania i przybić piątkę blogerom, których znacie głównie z sieci.

Czy warto brać udział w takich wydarzeniach? Moim zdaniem zdecydowanie warto, gdyż jest to rodzaj drogi na skróty. Zamiast dowiadywać się wszystkiego na własnych błędach i własnym kapitale, możecie posłuchać osób, które inwestują już od kilkunastu lat i są w stanie dać wiele praktycznych rad, które dla początkujących inwestorów są bezcenne. Kiedyś sądziłem, że najważniejsze w inwestowaniu są narzędzia, ale po latach stwierdzam, że ważniejsze jest jednak doświadczenie. Dzięki takim spotkaniom możecie znacząco usprawnić proces jego zdobywania.

Konferencja będzie miała miejsce 14 listopada w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych przy Książęcej w Warszawie. Start o godzinie 17.00 (zapisy nieco wcześniej), koniec ok. 20.00, o ile dyskusja się nie przeciągnie. Co ważne, udział w konferencji jest darmowy, musicie się tylko zapisać na stronie GPW. Z tego co wiem połowa miejsc już się rozeszła, więc nie warto zwlekać.

Organizatorami konferencji są Tomek Jaroszek, znany wszystkim również jako Doradca.tv oraz Fundacja GPW, zajmująca się propagowaniem wiedzy na temat inwestycji.


Konferencja będzie składała się z kilku elementów. 

17.00 - rozpoczęcie konferencji - przedstawiciel Zarządu GPW

17.15 - wykład Jak uczyć się inwestować? - Tomek Jaroszek opowie o procesie, jaki musi przejść każdy inwestor na drodze do finansowego sukcesu,

18.00 - wykład Cała naprzód, czy stopniowe budowanie portfela? - Daniel Kostecki opowie o sposobach zarządzania kapitałem, który zamierzamy przeznaczyć na inwestycje giełdowe.

18.45-19.10 - przerwa kawowa, kiedy można będzie pogadać z innymi inwestorami i przybić nam piątkę

19.10 - debata blogerów pt. Inwestor uczy się przez całe życie. Debatę poprowadzi Tomasz Jaroszek, a w panelu wezmą udział:

Radosław Chodkowski, "Humanista na giełdzie"

Przemysław Gerschmann, "Equity Magazine",

Daniel Kostecki, "Rynki na Żywo",

Albert Rokicki, "Longterm.pl"


Jak widzicie w konferencji wezmą udział znani Wam już od lat blogerzy i redaktorzy, których na co dzień czytacie i słuchacie. Sądzę, że dla wielu osób może to być przydatna porcja wiedzy, dająca inspirację do wielu przemyśleń.

Dla uczestników dostępne jest 150 miejsc, które systematycznie ubywają. Jeżeli chcecie przybyć na to spotkanie, pamiętajcie o tym, żeby nie zwlekać z rejestracją. Jeżeli jednak nie jesteście pewni, czy uda Wam się dotrzeć, proszę o nie blokowanie tej szansy innym, dla których miejsc może zabraknąć.

Konferencja nie będzie nagrywana ani transmitowana, więc aby w pełni z niej skorzystać, trzeba być na miejscu.

Do zobaczenia za dwa tygodnie w Warszawie!

wtorek, 23 października 2018

Byłem na komorniczej licytacji mieszkania - rynek nieruchomości się zmienia

Kilka tygodni temu brałem udział w licytacji komorniczej mieszkania, która odbywała się w sądzie w centrum Warszawy. Wyciągnąłem z tego wydarzenia kilka interesujących wniosków, które świadczą o zmieniającej się sytuacji na rynku nieruchomości.

Licytacje komornicze owiane są pewną aurą tajemniczości i kontrowersji, jednak od dawna uchodzą za dobry sposób na nabycie nieruchomości w atrakcyjnej cenie. Pośród inwestorów obecnych na rynku mieszkaniowym przez długi czas był to jeden z ciekawszych sposobów pozyskiwania produktów, jednak wydaje się, że sprawy ulegają dość istotnej zmianie.

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w jednej z licytacji, która odbywała się w sądzie dla Warszawy-Śródmieścia. Nie uczestniczyłem w niej ani w charakterze strony ani w charakterze licytanta, a jedynie towarzyszyłem koledze, który nie był jeszcze na takiej licytacji i chciał zobaczyć, jak to wszystko się odbywa. Dla mnie samego licytacja nie była niczym szczególnym, gdyż brałem udział w przynajmniej kilkudziesięciu takich licytacjach nieruchomości, więc wybrałem się jedynie dla towarzystwa. Niemniej to, co zobaczyłem zaskoczyło również mnie.

Przedmiotem licytacji było mieszkanie zlokalizowane przy ulicy regularnie plasującej się w top 3 w Polsce pod względem wysokości czynszów najmu, czyli przy ul. Chmielnej w Warszawie. Mieszkanie ma powierzchnię 26,90m2 i zlokalizowane jest na 22 piętrze bloku sąsiadującego z Domami Centrum i Rotundą. Biegły sądowy oszacował wartość mieszkania na 348 tys. złotych, a cena wywołania wynosiła 261 tysięcy zł.

Tym, co w tej licytacji było szczególne okazała się liczba zainteresowanych osób. Już na korytarzu sądowym, na kwadrans przed rozpoczęciem licytacji, powitał nas tłum ludzi. Kiedy wywołane zostało posiedzenie okazało się, że ponad połowa osób zmuszona jest stać, gdyż ławy dla publiczności nie przewidywały aż tak dużego zainteresowania. Tlen w sali skończył się po 10 minutach

.
Kiedy komornik rozpoczął licytację podał, że wadium wpłaciło aż 37 osób. Tylu było zainteresowanych nabyciem tego mieszkania. Samo sprawdzanie listy obecności trwało ok. pół godziny, gdyż sąd i komornik musieli się upewnić, kto się stawił i czy posiada prawo wzięcia udziału w przetargu.

Kiedy sama licytacja ruszyła, bardzo szybko okazało się, że osoby pragnące nabyć to mieszkanie po okazyjnej cenie nie mają czego szukać. Startując z poziomu 261 tysięcy złotych, licytanci bardzo szybko przekroczyli kwotę 300 tysięcy, a następnie pokonali wartość szacunkową ustaloną przez biegłego na poziomie 348 tys., a po walce dwóch najbardziej zaciekłych licytantów cena sprzedaży ustalona została ostatecznie na poziomie 425 tys. zł. To prawie 16 tysięcy za metr kwadratowy kawalerki do remontu!

Ten przykład, oraz kilka innych z ostatnich tygodni, pozwala na wyciągnięcie interesujących wniosków na temat rynku nieruchomości.

czwartek, 18 października 2018

Wracam do inwestowania w fundusze ze strategią Enhanced DCA

Inwestowanie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych wydaje się być krokiem wstecz w stosunku do podejmowania samodzielnych decyzji w ramach konta maklerskiego. Jednak ostatnie zmiany na rynku TFI skłoniły mnie do odświeżenia tej gałęzi inwestycji. Wykorzystam przy tym dość interesujące podejście zwane enhanced DCA (EDCA).

Wielu inwestorów twierdzi, że powierzanie swoich oszczędności towarzystwom funduszy inwestycyjnych jest ich marnowaniem. Przecież sami potrafimy równie dobrze, a często znacznie lepiej, pomnażać pieniądze bezpośrednio na rynkach finansowych, nie musząc przy tym uiszczać sutej prowizji za zarządzanie środkami.

Duża zmiana na tym polu nastąpiła w ostatnich tygodniach, głównie za sprawą zmian w ofercie, jakie prowadziły TFI PZU oraz PKO TFI. Zmianą tą jest obniżenie opłat za zarządzanie z dotychczasowych wysokich poziomów do odpowiednio 0,5% i 0,7% rocznie. Oznacza to, że fundusze inwestycyjne stały się wreszcie konkurencyjne w stosunku do ETFów, co jest istotną rynkową zmianą.

Ja sam zdecydowałem się skorzystać z oferty inPZU, czyli towarzystwa oferującego tę niższą opłatę za zarządzanie. Nabycia pierwszych jednostek dokonałem w piątek, a kolejne zlecenie kupna złożyłem w miniony poniedziałek. W tym artykule opiszę moją strategię inwestycyjną, która jest w istocie bardzo prosta, ale zawiera pewne ulepszenie podnoszące uzyskiwany wynik.

Dwa słowa o inPZU


Jeżeli kiedykolwiek mieliście do czynienia z inwestowaniem za pośrednictwem TFI, rozpoczęcie przygody z tym towarzystwem nie będzie dla Was żadnym zaskoczeniem, ani nie spotka Was nic nowego.

Główne parametry oferty są następujące:
- brak opłat za nabycie jednostek,
- brak opłat za zbycie jednostek,
- brak opłat za konwersję jednostek,
- 0,5% opłaty rocznej za zarządzanie,
- minimalna kwota zakupu: 100 zł,
- sześć subfunduszy pod parasolem (przy konwersji nie płacimy podatku Belki).

Warunki wydają się proste i przyjemne. Warto w tym miejscu wspomnieć, że niektóre dokumenty opublikowane przez TFI PZU przewidują możliwość podniesienia opłaty za zarządzanie do 1%, aczkolwiek na razie jest to 0,5% rocznie i zakładam, że taki poziom pozostanie.

W co możemy inwestować? Mamy wybór pomiędzy następującymi subfunduszami:
- inPZU Inwestycji Ostrożnych,
- inPZU Obligacje Polskie,
- inPZU Obligacje Rynków Rozwiniętych,
- inPZU Obligacje Rynków Wschodzących,
- inPZU Akcje Rynków Rozwiniętych,
- inPZU Akcje Polskie.

Myślę, że powyższe nazwy dość dobrze oddają to, czego możecie się spodziewać po polityce inwestycyjnej danego funduszu. Jeżeli chcecie sprawdzić szczegóły, można je znaleźć na stronie inPZU.

W tym miejscu zaznaczę, że linki do inPZU umieszczone w tym tekście mają charakter afiliacji. Jeżeli skorzystacie z nich zakładając konto i dokonacie wpłaty pierwszych 100 zł, otrzymam z tego tytułu niewielkie wynagrodzenie. Jednocześnie zaznaczam, że fakt ten nie ma wpływu na moją decyzję o rozpoczęciu inwestowania w fundusze ani na powstanie tego tekstu. O tym dlaczego inwestuję i jak inwestuję, piszę poniżej.

Jeżeli chcecie poznać zdanie innych blogerów na temat nowych funduszy indeksowych PZU, sprawdźcie wpisy Zbyszka z AppFunds (wpis 1, wpis 2) oraz wpis Michała Szafrańskiego z bloga Jak Oszczędzać Pieniądze.



Inwestycja w inPZU Akcje Rynków Rozwiniętych


Zdecydowałem się postawić na rynki rozwinięte z kilku powodów. Po pierwsze, jest to obecnie jedna z prostszych form inwestowania w te właśnie rynki. Wycena funduszu benchmarkowana jest w 90% do indeksu MSCI World, a w 10% do WIBID 1m. Główna ekspozycja postawiona jest więc na USA, a w dalszej kolejności odpowiednio na Europę, Rynki Wschodzące, Japonię, Wielką Brytanię, Kanadę i dalsze pomniejsze rynki. Nie jest to więc ścisłe odwzorowanie Sp500.

poniedziałek, 15 października 2018

Klasyk w nowym wydaniu - Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie.

Moją najnowszą giełdową lekturą jest nowe wydanie książki, która wpadła w ręce chyba każdemu, kto kiedykolwiek rozpoczął przygodę na rynkach finansowych. Nowa pozycja autorstwa Alexandra Eldera czerpie ze swojej poprzedniczki to, co dobre, dokładając jednocześnie wiele nowych treści.

Zawód inwestor giełdowy, czyli pierwowzór omawianej dziś książki, ukazał się w USA w 1993 roku i od tamtego czasu wychowały się na nim całe pokolenia inwestorów. Ja sam czytałem tę pozycję przynajmniej dwukrotnie, za każdym razem znajdując dla siebie coś nowego, co pozwalało mi zrobić kolejny krok w nauce inwestowania. Może również dlatego z przyjemnością przeczytałem książkę, która obecne trafiła w moje ręce, czyli Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie.

Jednym z podstawowych pytań, które się nasuwają, jest pytanie o to, czy mamy do czynienia z zupełnie nową książką, poruszającą nowe, nie omawiane dotychczas zagadnienia. I tu odpowiedź brzmi "nie". Najnowsza publikacja Eldera jest rozwinięciem, rozszerzeniem i aktualizacją wiedzy zawartej w swojej poprzedniczce. Jednocześnie nie stanowi to jakiejkolwiek wady, a zaletę, gdyż współczesnym inwestorom trudno jest niekiedy opierać się na przykładach sprzed czterdziestu lat, obrazowanych z użyciem wykresów, których od dawna się nie stosuje.


Książka podzielona została na jedenaście części, z których każda omawia inny aspekt inwestowania na giełdzie. Pierwsze części dotyczą psychologii procesu inwestycyjnego, kolejne omawiają narzędzia i systemy, a w trzeciej części książki znajdziemy zalecenia dotyczące zarządzania ryzykiem oraz praktyczne wskazówki dotyczące inwestowania. Osoby pamiętające poprzednie wydanie książki znajdą tu podobieństwo struktury rozdziałów, jednak ja sam dostrzegam większe zróżnicowanie poruszanej tematyki, niż miało to miejsce w pierwowzorze.

środa, 10 października 2018

Wystartowało Turbo Wyzwanie. Poznaj moją strategię na konkurs!

W poniedziałek wystartowało Turbo Wyzwanie, czyli gra inwestycyjna w trakcie której można sprawdzić swoje siły w wirtualnym handlu certyfikatami ING Turbo. W dzisiejszym tekście omawiam zasady gry, jak również podzielę się podstawami strategii, którą zamierzam wykorzystywać.

Gry i konkursy inwestycyjne mają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ja sam, mimo że nie uczestniczę w każdym wyzwaniu, uważam je za dobry sposób sprawdzenia swoich umiejętności w nieco intensywniejszym typie inwestycji. W tym wypadku, we współpracy z ING Turbo, zachęcam Was do przetestowanie tych instrumentów i sprawdzenia swoich umiejętności w posługiwaniu się nimi na parkiecie. Jest to świetny sposób na wypróbowanie certyfikatów Turbo, jeżeli jeszcze nie mieliście takiej sposobności.


Turbo Wyzwanie jest grą inwestycyjną rozgrywaną na platformie demo z wykorzystaniem wirtualnego kapitału. Nie trzeba angażować własnych środków, aby przystąpić do zmagań i powalczyć o nagrody. Sam konkurs ma dwie fazy. Pierwsza rozpoczęła się w poniedziałek, 8 października i potrwa cały tydzień. W tej fazie można poznać mechanikę platformy, sprawdzić egzekucję zleceń i przetestować strategię. Pod koniec tygodnia rachunki są czyszczone z instrumentów i przywracane do początkowego salda 100 000 zł. Faza główna rozegrana zostanie w dniach 15-24 października. To wtedy nasze wyniki przesądzą o pozycji w rankingu konkursowym i otrzymanej nagrodzie głównej.


Nagrodzonych zostanie dwadzieścia osób, które uzyskają najwyższą stopę zwrotu na zakończenie fazy głównej konkursu. Przewidziano również osiem nagród dziennych, po jednej na każdy dzień fazy głównej, które otrzymają osoby uzyskujące najwyższą stopę zwrotu w danym dniu. Można wygrać jedną nagrodę główną i jedną nagrodę dzienną, a co równie ważne, mamy możliwość wybrania naszej nagrody spośród dwóch propozycji.

środa, 3 października 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - październik 2018

Wrzesień przyniósł inwestorom sporo emocji, głównie tych negatywnych. Wiele spółek otrzymało potężny cios będący konsekwencją niepewnej sytuacji niektórych TFI, wśród których prym wiodą Altus i Trigon. Końcówka miesiąca upłynęła w nieco lepszych nastrojach, ale pytań o przyszłość jest coraz więcej.

Patrząc na indeks Wig20 można dojść do wniosku, że na polskim rynku nie dzieje się nic szczególnego. Niektóre spółki zyskują na wartości, niektóre tracą, ale średnia utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie, a za nią również sam indeks. Diabeł jednak tkwi w szczegółach.


W skład indeksu Wig20 wchodzą największe i najbardziej płynne spółki. Im dalej w indeksy, odpowiednio mWig40 i sWig80, tym spółki mniejsze i mniejsze. W okresach niepewności na rynku giełda przypomina często organizm człowieka w stanie zagrożenia. Krew z kończyn odpływa do głównych narządów, aby koncentrować się na potrzymaniu funkcji życiowych. Podobny proces wydaje się zachodzić na giełdzie, gdzie kapitał odpływa z podmiotów najmniejszych do największych. 


Dzięki temu indeks Wig20 jakoś się trzyma, podczas gdy indeks sWig80 zalicza coraz niższe poziomy. Notowania nie są w stanie nawet podnieść się po ostatnich spadkach i zrealizować porządnej korekty wzrostowej. Jedyne co widzimy na wykresie to pogłębianie dołków.

wtorek, 25 września 2018

Na co wydasz milion złotych?

Wyobraź sobie, że nagle dostajesz milion złotych. Bez podatku, bez żadnych obowiązków wobec kogokolwiek. Możesz wydać tę kwotę w dowolny sposób, nikt nie będzie tego oceniał ani nikt się nie dowie. Co zrobisz z taką sumą pieniędzy?

Milion złotych nie jest może kwotą małą, ale nie jest też kwotą szokująco dużą. Ciągle bardzo niewiele osób może powiedzieć, że dysponuje wolnym milionem złotych, który może zagospodarować wedle własnego uznania, ale mimo wszystko liczba takich osób z każdym rokiem rośnie. Widać to chociażby na rynku nieruchomości.

Jednocześnie kwota ta nie jest na tyle duża, żeby nie można było jej wydać. Z pewnością większym wyzwaniem byłaby konieczność wydania stu milionów złotych. A milion? Można za to kupić mieszkanie w dobrej lokalizacji dużego miasta lub dom na jego obrzeżach Można spłacić kredyt hipoteczny, wymienić samochód na nowy, jechać na wakacje i w zasadzie cała kwota się rozchodzi. Jak to mówią, nie ma tu większego szaleństwa.

Z pewnością czytaliście różnego rodzaju teksty w stylu "jak zainwestować kwotę X". Ja sam kilka miesięcy temu szukałem nietypowych sposobów na zainwestowanie kwoty 50 tysięcy złotych i sądzę, że z udzieloną w komentarzach pomocą czytelników udało się zidentyfikować kilka ciekawych pomysłów na pomnożenie tej kwoty.

Tu jednak mamy do czynienia z zupełnie innym zagadnieniem. Nie chodzi o zainwestowanie, ale o wydanie kwoty miliona złotych. Oznacza to, że równie dobrze możemy tę kwotę wydać na rozrywki i przyjemności. Możemy kupić sobie za to luksusowe auto lub przez całkiem długi czas podróżować po świecie. Mamy w tym względzie pełną swobodę, co z pewnością poszerza gamę naszych możliwości.


Zanim przejdziesz do czytania dalszej części tego tekstu, poświęć chwilę na zastanowienie się, na co Ty wydał(a)byś milion złotych. Co by to było? Zapisz odpowiedzi, a przynajmniej zapamiętaj je.

Na co ja bym wydał milion złotych?


Otrzymanie miliona złotych z pewnością poszerzyłoby moje możliwości finansowe, podobnie jak każdego z nas. W chwili obecnej nie mam żadnych długów, nie licząc na bieżąco spłacanej karty kredytowej. Nie muszę się więc od niczego uwalniać, żeby spać spokojniej. W końcu spłata kredytu hipotecznego niczego nam nie przysparza, gdyż zazwyczaj i tak jesteśmy w posiadaniu mieszkania lub domu, które ten kredyt finansuje. A więc spłacając kredyt uwalniamy się od ciążącego nad nami nawisu, jak również poprawiamy bieżącą płynność finansową. Nie musimy w końcu co miesiąc płacić raty.

piątek, 21 września 2018

Dlaczego skośne linie na wykresach nie działają?

Podstawowym pojęciem analizy technicznej jest trend, a podstawową formacją, linia trendu. Sęk w tym, że każdy inwestor rysuje tę linię trochę inaczej, przez co jej praktyczna użyteczność staje się znikoma. Podobnie dzieje się z wieloma innymi skośnymi liniami na wykresach.

Poznając krok po kroku analizę techniczną, inwestorzy spotykają się z szeregiem formacji i układów cenowych. Oprócz linii trendu, są to wsparcia i opory, głowy z ramionami, trójkąty, flagi, chorągiewki i wiele innych. Uczymy się, że wszystkie formacje są ważne i wszystkie formacje pozwalają zarabiać pieniądze. Tak przygotowani ruszamy następnie na rynek próbując samodzielnie rysować różne układy na wykresie i szybko okazuje się, że nie jest to takie proste.

W dzisiejszym tekście chcę podzielić się moimi doświadczeniami z ponad dziewięciu lat stosowania analizy technicznej na wykresach. Nie przedstawię żadnych danych statystycznych, ale napiszę dlaczego niemal zupełnie nie stosuję w swoich inwestycjach linii skośnych i formacji opartych o takie linie. Napiszę również, dlaczego moim zdaniem takie formacje są mniej skuteczne niż te oparte o klarowne poziomy wsparcia i oporu.

Dlaczego analiza techniczna działa? Niektórzy mówią, że jest to forma samospełniającej się prognozy. Inwestorzy zostali nauczeni, że w pewnych sytuacjach, definiowanych najczęściej przez formacje na wykresie, należy kupować akcje, a w pewnych okolicznościach należy je sprzedawać. I działając w ten sposób tworzą obszary zagęszczenia zleceń kupna i zleceń sprzedaży, kierunkując rynek raz w górę, raz w dół.

W rzeczywistości faktycznie tak jest. Spójrzmy na zaprezentowany poniżej wykres PZU:


Bardzo wyraźnie widać poziom wsparcia w okolicy 44 zł. Odkąd poziom ten został uformowany, za każdym razem, kiedy cena docierała w te okolice, pojawiała się fala zleceń kupna ze strony inwestorów, którzy nauczeni zostali, że warto kupować akcje, kiedy cena dotrze do wsparcia. I faktycznie, dzięki kreowanemu w ten sposób popytowi udawało się przez bardzo długi czas wsparcia
bronić.

Dopiero po pewnym czasie, kiedy kolejne próby przełamania poziomu 44 zł osłabiały stojące tam siły popytu, wsparcie zostało przełamane. Zgodnie z klasycznymi regułami analizy technicznej, przełamanie wsparcia stanowi negatywny sygnał, więc tuż poniżej tego poziomu umiejscowione były zlecenia sprzedaży, które stopniowo się aktywowały, generując falę podaży. To właśnie ta fala zepchnęła rynek w szybkim czasie o kolejne 10%, do poziomu 40 zł.

Dlaczego obrona wsparcia trwała tak długo, a przełamanie nastąpiło tak zdecydowanie? Bo był to bardzo wyraźny poziom cenowy wyznaczany przez poziomą linię. Wszyscy widzieli, że tam przebiega wsparcie i wydaje się, że zdecydowana większość inwestorów realizowała swoje transakcje z uwzględnieniem tego właśnie poziomu. Dopóki popyt miał siłę, koncentracja zleceń broniła wsparcia, a kiedy siły tej zabrakło, sprawa rozstrzygnęła się dość szybko. Kluczem jest tu właśnie jednoznaczny przebieg tego poziomu cenowego.

poniedziałek, 17 września 2018

Konferencja Książęca Street IV już za dwa tygodnie!

Już w pierwszy weekend października odbędzie się w Warszawie konferencja inwestycyjna Książęca Street IV organizowana przez Longterm.pl. Jest to już czwarte takie wydarzenie i doskonała okazja, żeby inwestorzy spotkali się nie tylko we własnym gronie, ale przede wszystkim z zaproszonymi przedstawicielami spółek oraz ekspertami.

Konferencja Książęca Street wpisuje się już na stałe w krajobraz polskiego rynku kapitałowego. Odbywa się ona dwa razy w roku, na wiosnę i na jesieni. Dwukrotnie gościła w Warszawie, w marcu tego roku byliśmy w Bydgoszczy w pięknych wnętrzach hotelu Focus Premium Pod Orłem, a za niecałe trzy tygodnie znów spotykamy się w Warszawie, tym razem w Airport Hotel Okęcie.

Czym jest Książęca Street? Przede wszystkim jest to spotkanie inwestorów z ekspertami. Przez dwa dni odbywa się wiele wykładów i spotkań z prezesami, członkami rad nadzorczych spółek, ekspertami oraz osobowościami rynku kapitałowego. Oprócz wystąpień, zaproszeni goście pozostają do dyspozycji uczestników konferencji również w przerwach, dzięki czemu jest to jedna z bardzo niewielu okazji aby podejść i porozmawiać na temat biznesu prowadzonego przez spółkę. Z doświadczenia wiem, że w kuluarowych okolicznościach można uzyskać znacznie szersze spojrzenie na wiele zagadnień.


W czwartej edycji konferencji gośćmi będą m.in. Jakub Baran, prezes Polskiego Banku Komórek Macierzystych, czy też Michał Kwaśnica, prezes Cherrypick Games. Obie spółki są w ostatnim czasie bardzo gorące i z pewnością prezesi nie będą mogli opędzić się od pytań. Branża gier reprezentowana będzie również przez Marcina Olejarza, prezesa BoomBit S.A. oraz Krzysztofa Kostowskiego, prezesa PlayWay S.A. Nie należy również pomijać Artura Chabowskiego, prezesa kolejnej gorącej spółki, jaką jest Mabion, opierający się rynkowej przecenie. Dla osób zainteresowanych technologią blockchain i Bitcoinem rarytasem z pewnością będzie obecność Lecha Wilczyńskiego, CEO InPay, pierwszego polskiego procesora płatności Bitcoin.

Nie zabraknie oczywiście członków ekipy Longterm.pl. Wykład otwierający konferencję jak zwykle poprowadzi Albert Rokicki, natomiast w niedzielę na scenie wystąpi Adrian Przybylski, który opowie o czynnikach wpływających na ceny akcji na giełdzie. 

Niedzielnym popołudniem będzie miał miejsce również mój wykład, podczas którego krótko omówię sytuację techniczną naszego rynku, a przede wszystkim skupię się na spółkach z raportu Top15 Poland, których lista będzie wtedy miała swoją premierę. 

Oczywiście ja sam będę obecny przez całą konferencję, zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Poprzednim razem w Bydgoszczy rozmowy z uczestnikami trwały tak długo i były tak gorące, że nie raz zdarzyło nam się nieco spóźnić na kolejne wykłady. Nie mówiąc już ponad godzinnej rozmowie na hotelowym korytarzu z kilkoma subskrybentami Longterm.pl. Mieliśmy zamienić tylko dwa słowa, a zeszło się zdecydowanie dłużej.

I to właśnie jest istota tej konferencji. Dzięki temu, że przez całe dwa dni przebywamy na tych samych salach i korytarzach, mamy możliwość spotkać bardzo ciekawych ludzi, posiadających szeroką wiedzę na temat poszczególnych spółek i branż. Rozmowy kuluarowe, zarówno z prelegentami, jak i innymi uczestnikami, pozwalają nam spojrzeć z innej perspektywy na swoje portfele oraz zainteresować się nowymi spółkami. Wystarczy wspomnieć, że pod wpływem ostatniej konferencji w Bydgoszczy, kupiłem papiery trzech spółek, z których każda przyniosła mi w ostatnich miesiącach zysk. Był to również impuls, żeby sprzedać papiery spółki Larq, która od tego czasu spadła o prawie 50%. Jak więc widzicie, z Książęcej Street płyną całkiem konkretne korzyści.



Warto również wspomnieć o wieczornej kolacji z open barem, kiedy to można w zdecydowanie swobodniejszej atmosferze pogadać o giełdzie. W dobie Internetu inwestorzy często nie mają z kim wymienić uwag lub skonfrontować wątpliwości, a Książęca Street jest do tego idealnym miejscem. Jeżeli będziecie pierwszy raz lub zagadywanie do innych nie jest Waszą najmocniejszą stroną, koniecznie podejdźcie pogadać do mnie. Wymienimy uwagi, ponarzekamy na spółki i pochwalimy się sukcesami :)

Konferencja odbędzie się w dniach 6-7 października (sobota-niedziela) w Warszawie w Airport Hotel Okęcie. Liczba miejsc jest ograniczona, a kolejne systematycznie znikają. Zostało już mniej niż 45 wolnych miejscówek, a liczba ta z każdym dniem maleje. Jeżeli byliście na poprzednich edycjach to wiecie, że warto się wybrać. A jeżeli jeszcze nie byliście, zachęcam Was do spróbowania. 

Dwa dni w temacie inwestycji, z daleka od innych tematów, które mogłyby nas rozpraszać i dekoncentrować. Zapisy na konferencję odbywają się przez stronę internetową, na której znajdziecie również program konferencji oraz krótkie notki na temat prelegentów. Jeżeli jesteście zainteresowani noclegiem, powołujcie się w hotelu na hasło Longterm.

piątek, 14 września 2018

Krajobraz po burzy. Jak przetrwaliśmy ostatnie zawirowania na GPW?

Minione sesje były bardzo trudne dla warszawskich inwestorów. Wiele walorów zaliczyło spektakularne spadki w bardzo krótkim czasie, wyznaczając niekiedy bardzo charakterystyczne punkty na wykresach. Warto w tym miejscu na krótko się zatrzymać i podsumować stan naszych portfeli.

Pierwsza połowa września była dla rynku fatalna. Wig20 stracił 5,47%, mWig40 spadł o 7,33%, a sWig80 zniżkował aż o 8,65%. Takiej przeceny na rynku nie widzieliśmy od dawna i raczej się jej nie spodziewaliśmy. Wiele spółek, głównie małych i średnich, spadło o kilkanaście lub więcej procent.


Generalnie znane są przyczyny takiego stanu rzeczy. Relatywna słabość rynków rozwijających się połączyła się z problemami polskiego podwórka. Afera GetBack rozlała się na rynek towarzystw funduszy inwestycyjnych, a ostatnie wydarzenia i perspektywy znacznych umorzeń jednostek skłoniły inwestorów do wyprzedawania akcji, zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw.

Nadeszła również, spodziewana od dawna, korekta na spółkach gamingowych. Wielu nowych inwestorów, zaczynających swoją przygodę od inwestycji w tę właśnie branżę, zaliczyło bolesną lekcję, obserwując CD Projekt spadający z 220 zł na 170 zł, czy też 11 bit studios lecące z 430 zł na 320 zł.


Również na wielu większych spółkach pojawiły się bardzo charakterystyczne sygnały. Pod presją znalazła się energetyka, gdzie na niekorzyść działa zarówno ogólna sytuacja rynkowa, jak i problemy właściwe tylko dla tej branży. Zarówno Tauron, jak i Enea znalazły się na historycznych minimach, w czym niektórzy upatrują okazji inwestycyjnej:

środa, 5 września 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - wrzesień 2018

Patrząc po poziomach indeksów można dojść do wniosku, że wakacje minęły inwestorom w zmiennych nastrojach. Początkowo, jeszcze w czerwcu, były to spadki oglądane na lekkim niedowierzaniu rynku. Natomiast końcówka wakacji to już wzrosty na dużych podmiotach i dramat maluchów.

Każdy kto śledzi rynki finansowe dostrzega z pewnością narastające rozwarstwienie. Duże spółki, reprezentowane przez indeks Wig20 zachowują relatywną siłę. Może nie rosną, ale przynajmniej nie tracą aż tak bardzo na wartości. Tymczasem spółki małe, skupione w indeksie sWig80 od wielu miesięcy znajdują się w trendzie spadkowym. Podczas ostatnich dwóch sesji ustanowione zostały nowe minima.


Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w ogólnej sytuacji, w jakiej znajduje się warszawski rynek. Odpływ kapitału związany ze zmniejszonym zaangażowaniem OFE oraz systematyczne umorzenia jednostek w TFI powodują, że rynek obkurcza się, koncentrując na najbardziej płynnych spółkach. Przypomina to trochę organizm człowieka w nietypowym stanie, kiedy krew z kończyn odpływa w okolice serca. 


Nic więc dziwnego, że sytuacja na najmniejszych spółkach wygląda bardzo słabo. Wiele z tych walorów znajduje się w długoterminowych trendach spadkowych, które w ostatnich dniach jeszcze pogłębiły minima. 

wtorek, 28 sierpnia 2018

Strategia inwestycyjna dla bardzo cierpliwych

Podobnie jak inwestorzy, strategie inwestycyjne bywają różne. Jedne opierają się na dużej liczbie transakcji w krótkim czasie, podczas gdy inne zakładają czekanie na odpowiedni moment i dopiero kiedy wszystkie okoliczności sprzyjają, sugerują inwestorowi zajęcie pozycji. 

Z pewnością każdy potrafi podzielić strategie pod względem częstotliwości zawierania transakcji. W niektórych pozycje otwiera się co chwila, podczas gdy inne wymagają spełnienia określonych warunków przed wejściem na rynek. Z pewnością do tych ostatnich można zaliczyć strategie dywidendowe.

Jestem zdania, że w inwestowaniu dywidendowym, oprócz samego faktu wypłacania przez spółkę dywidendy, najważniejsza jest cena, po jakiej kupujemy akcje. Kupując papiery za drogo ryzykujemy, że otrzymywana przez nas dywidenda będzie miała niską stopę, a sama inwestycja nie będzie szczególnie udana.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, jak ja podchodzę do dywidendy, polecam lekturę najdłuższego tekstu, który kiedykolwiek ukazał się na blogu, a poświęconego właśnie mojemu spojrzeniu na inwestowanie dywidendowe.

Mając już wytypowaną spółkę dywidendową czekamy, aż stanie się na tyle tania, żeby zdecydować się na akumulację akcji. Czasami, widząc potencjał waloru do dalszego wzrostu, można wchodzić w trakcie trwającego ruchu w górę, jednak ja sam preferuję kupowanie papierów w okresie pogorszenia nastrojów, kiedy są one tańsze.


Przykładem takiej spółki dywidendowej może być Sanok. Podmiot zyskami dzieli się z inwestorami od lat i wygląda na to, że w przyszłości zarząd również powinien taką politykę utrzymywać. Jednocześnie notowania są na poziomie z 2013 roku, co znaczy, że każdy kto kupił papiery spółki na przestrzeni ostatnich czterech lat i trzyma je do dzisiaj, jest pod kreską.

Oczywiście nie znaczy to, że kupując akcje już teraz zarobimy pieniądze. Główna idea jest jednak taka, żeby dobrej jakości aktywa kupować raczej w okolicach dołka niż raczej na górce.

środa, 22 sierpnia 2018

Świat widziany oczami inwestora

Czy inwestor giełdowy inaczej patrzy na otaczającą rzeczywistość niż osoba, niezwiązana z rynkami finansowymi? Czy posiadanie w portfelu różnych aktywów zmienia naszą perspektywę patrzenia na sprawy? Wydaje się, że tak i w dzisiejszym tekście przedstawiam na to kilka dowodów.

Jakie znaczenie dla "przeciętnego Kowalskiego" posiada fakt, czy obligo giełdowe dla spółek energetycznych wyniesie 30% czy 100%? Zapewne niewielkie, mimo że może to w jakimś stopniu wpłynąć na ceny energii elektrycznej. Jednak nie oszukujmy się, przeciętny członek społeczeństwa zupełnie się tym nie interesuje. Tymczasem dla mnie, jako inwestora giełdowego i posiadacza akcji spółki GPW, która dużą część przychodów otrzymuje właśnie z Towarowej Giełdy Energii, ma to wielkie znaczenie i co ważne, znaczenie praktyczne. Po wypowiedzi sygnalizującej podwyższenie obliga, akcje GPW w ciągu jednej sesji wzrosły o ponad 7%. A więc dla moich pieniędzy obligo ma znaczenie.

Wyobraźmy sobie osobę, która nie inwestuje. Chodzi do pracy, zarabia pieniądze, oszczędności gromadzi na lokatach w banku oraz posiada kredyt hipoteczny. Jak taka osoba patrzy na świat i gospodarkę? Z pewnością do pewnego stopnia interesuje się życiem publicznym, polityką czy ekonomią. Wie, że na rynku pracy raczej mamy rynek pracownika, że gospodarka się rozwija, a stopy procentowe są na rekordowo niskich poziomach, co oznacza niską ratę kredytu hipotecznego. Zapewne posiada również nieco głębszą wiedzę w poszczególnych obszarach życia gospodarczego, ale duża część tej wiedzy jest traktowana jako ciekawostka, zasłyszana tu czy tam. W zasadzie taka osoba często nie ma motywacji do wgryzania się w tajniki gospodarki, a tym bardziej poszczególnych branż. Granica zainteresowań przebiega często na regulacjach dotyczących emerytury i wieku emerytalnego.


Tymczasem świat z perspektywy inwestora giełdowego wygląda zupełnie inaczej.

Inwestor sprawdza, skąd wieje wiatr


Pierwszym poziomem, który dotyczy chyba wszystkich inwestorów giełdowych jest ogólna koniunktura w gospodarce, od niej zależą bowiem cykle hossy i bessy na giełdzie. Bieżące monitorowanie światowej i krajowej sytuacji ekonomicznej wchodzi w krew i robimy to na co dzień. Wiele tego rodzaju informacji spływa do nas dzięki śledzeniu serwisów ekonomicznych, blogów, czytaniu prasy i ogólnym zainteresowaniu tym, co dzieje się na świecie.