niedziela, 31 października 2010

Stopy kroczące X - podsumowanie

Na początek chciałem przeprosić, że kolejny wpis pojawia się dopiero po tygodniu od poprzedniego. Niestety, jest to wynikiem braku czasu na pewne sprawy. Praca, studia, zajęcia dodatkowe i inne pierdoły sprawiają, że jestem poza domem przez 10-12 godzin, co już jest wystarczającym utrudnieniem, a dochodzi do tego praca magisterska, która sama jakoś nie chce się napisać. W związku z powyższym, wpisy będą się teraz pojawiały nieco rzadziej i mniej regularnie. Mam nadzieję, że zrozumiecie. 

Na dowód, że czasu nie marnuję powiem, że mój portfel inwestycyjny (akcyjny prowadzę oddzielnie) zwiększył swoją wartość w październiku o ponad 23%. Głównie wynikało to z dopłat, ale niektóre instrumenty finansowe również dały zarobić. Tak więc mimo pewnych trudności, poruszamy się do przodu :)

Wpisem tym chcę głównie podsumować cykl dotyczący stopów kroczących. Zacząłem o nich pisać mniej więcej w połowie lipca, więc sprawa jest mocno rozciągnięta w czasie, mimo że powstało około 10 wpisów. Omówiłem podstawowe sposoby mechanicznego przesuwania zleceń obronnych, głównie dla technik podążania za trendem. Chcę, żebyście mieli świadomość, że były to jedynie wzorce, szablony które można i należy rozbudowywać, przerabiać i dostosowywać do własnych potrzeb. W końcu nie wszyscy mają identyczne podejście do rynku, tolerancję na straty czy też odpowiednie zasoby kapitałowe, aby zastosować metodę o dużym ryzyku początkowym i odległym zleceniu obronnym. Tak więc traktujcie to jako pewną wskazówkę, w jaką stronę można kombinować.

Drugą ważną uwagą, jest ta, że są to zazwyczaj stopy mechaniczne. Niektóre z nich pozostawiają nieco miejsca na ocenę sytuacji rynkowej, lecz jest to mniejszość. Wynika to głównie z faktu, że skoro już chcemy wykorzystywać jakąś technikę i wiemy, że ona działa, to lepiej jest się jej trzymać. Dopuszczenie elementów dyskrecjonalnych może, szczególnie u początkujących graczy, doprowadzić do rozregulowania całego systemu podejmowania decyzji, co znacząco zmniejsza szanse na powodzenie.

I trzecia uwaga, już prywatnie ode mnie. System prowadzenia stopów musi sprawdzać się głównie wtedy, gdy walory które kupujemy, nie rosną. W chwili, gdy rośnie wszystko, nie jest wcale potrzebny wyrafinowany system kontroli ryzyka. Natomiast gdy rynek się wypłaszcza, stabilnie rosnące spółki zaczynają zakrzywiać się niebezpiecznie, wtedy mają miejsce kluczowe decyzje. Czy jest już pora na wyjście, czy to tylko głębsza korekta... Mechanizmy oceny dyskrecjonalnej mogą zawodzić, a system mechaniczny zawsze udzieli nam odpowiedzi. Oczywiście nie zawsze będzie ona trafna, ale przecież w grze na giełdzie chodzi o to, żeby zyski przeważały nad stratami, a najlepiej żeby przebijały jeszcze to, co możemy zarobić inwestując pasywnie w lokaty i tego typu instrumenty.

Tak więc zachęcam Was do poszukiwania własnych systemów prowadzenia stopów, gdyż z pewnością przełoży się to na odpowiednią gratyfikację finansową. Choć z drugiej strony ostatnio postępuję zgodnie z zasadą KISS i opieram się prawie wyłącznie na price action. I wierzcie mi lub nie, ale analiza położenia szczytów i dołków daje całkiem niezłe wyniki :)

sobota, 23 października 2010

Stopy kroczące IX - stop żyrandolowy 2

Stop żyrandolowy oparty na sztywnym mnożniku jest... sztywny. Zawsze oddalony jest od maksimów o stałą wartość, czy to kwotową/punktową, czy też procentową. Oczywistym jest więc, że postanowiono nieco uelastycznić to połączenie poprzez zastosowanie zmiennej przyjmującej różne wartości w zależności od sytuacji na rynku. Najprostszym rozwiązaniem jest tutaj ATR lub SD, czyli odchylenie standardowe. Ja wykorzystam ten pierwszy wskaźnik, gdyż znajduje się on w większości ogólnodostępnych programów do analizy technicznej.

Nie zamierzam się w tym miejscu rozwodzić nad samym ATR, myślę że wyszukiwarka internetowa jest w stanie znaleźć całą masę literatury na jego temat. Rozważmy tylko sensowność zastosowania ATR w systemie stopów żyrandolowych. Przyjmę założenie, że stosujemy stały mnożnik np. maksimum - 3*ATR(14). ATR, jak wiemy, zmniejsza swoją wartość w chwili, gdy ruchy rynku są spokojniejsze, natomiast rośnie, gdy ceny poruszają się bardziej dynamicznie. Dzięki jego wykorzystaniu, ten sam stop możemy wykorzystać na spółce o dużej zmienności, jak i na spokojniejszym walorze. Zalecam tu jednak przemyślenie koncepcji, gdyż nie każda metoda działa na wszystkich rynkach.

Z kolei w przypadku jednej spółki, mamy dość sporą elastyczność. Jeśli ceny poruszają się spokojnie, stabilnie, wtedy ATR przyjmując niższe wartości przybliża nam zlecenie obronne. Z kolei w chwilach dużej zmienności, gdy rynek robi duże "przeloty" w górę i w dół, wysoka wartość ATR trzyma nam zlecenie obronne nieco dalej, aby przypadkowe wahnięcie nie doprowadziło do jego aktywowania.
Całą zależność widać doskonale na powyższym wykresie spółki Polnord. W okresie, kiedy zmienność jest mała, stop przebiega bardzo blisko cen, dzięki czemu zabezpiecza nas na wypadek spadków. Gdy rynek przyspiesza i wybija się w górę, gwałtownie rośnie zmienność (dolny wykres). Sprawia to, że odległość stopa od wierzchołków rośnie, co przejawia się tym, że stop rośnie wolniej niż cena. W takiej sytuacji rynek ma więcej miejsca na ewentualne korekty, dzięki czemu rosną nasze szanse na pozostanie w trendzie.

Niestety, jak zawsze mamy do czynienia z zależnością "coś za coś". Szerszy stop oznacza, iż w razie odwrócenia tracimy więcej, niż przy innych metodach. Może to być trudne z psychologicznego punktu widzenia dla graczy, którzy nieco słabiej znoszą stresy i pokusy posiadania dużego wirtualnego zysku. Widzimy, że zarobiliśmy już bardzo dużo, rynek nie idzie w górę, ale zaczyna się powoli osuwać, a stop jest daleko poniżej. W takiej sytuacji wiele osób chciałoby (i niektórzy tak robią) zabrać kasę z parkietu i cieszyć się skasowanym profitem. Tu oczywiście działa zasada kija, gdzie na jednym końcu mamy pewny i zrealizowany zysk, ale z drugiej strony tracimy szansę na dalsze uczestnictwo w trendzie. Niektórzy co prawda odnawiają pozycję, ale dla wielu wydaje się to kupowaniem na zbyt wysokich poziomach.

Stop żyrandolowy oparty na ATR ma jeszcze jedną, bardzo ciekawą właściwość. Często zdarza się tak, że ceny poszybują wysoko, po czym zwalniają, wytracając swój impet. Dzięki temu, że nasz stop oparty jest na zmienności, stygnący ATR przysuwa nam zlecenie obronne do ceny, mimo iż nie osiągamy już nowych maksimów. Jest to doskonale widoczne na powyższym wykresie, kiedy to na początku grudnia stopem nie rządzą nowe wierzchołki, ale właśnie spadający ATR. Dzięki temu, w razie nadejścia odwrócenia, ilość utraconego (niezrealizowanego) zysku będzie mniejsza.

Przedstawiona koncepcja jest całkiem zgrabnym rozwiązaniem. Jest na tyle interesująca, że niejaki Van Tharp wysunął tezę, iż zastosowanie tego stopa (o określonych parametrach) pozwoli w długim terminie zarabiać nawet przy zastosowaniu wejścia opartego o metody losowe. Wielu się sprzeczało, wiele danych historycznych zostało przemaglowanych aby dojść do prawdy, lecz z tego co pamiętam teza ta broni się jedynie przy zastosowaniu mnożnika 10*ATR. Dla porównania dodam, że standardowo piszę się o 3*ATR, natomiast na powyższym obrazku użyłem wartości 4.

Zanim zaczniecie stosować ten system stopów warto też przemyśleć, czy pasuje on do ogólnych założeń, na których oparliście swój system inwestycyjny. Oczywiście jest to metoda służąca łapaniu trendów. Kolejna rzecz to parametry, które należy ustawić. Nie tylko mnożnik ATR jest ważny, ale też ilość dni, dla których liczone jest nowe high. Przecież maksimum z 5 dni pojawi się znacznie wcześniej niż maks z 30 sesji. A wpłynie to znacząco na położenie stopa. Z kolei ważna jest też ilość dni, jakie stop przebywa na tym samym poziomie bez obniżania. Już wyjaśniam, o co chodzi.

Stopy kroczące oparte na zmiennych współczynnikach mają to do siebie, że w zależności od sytuacji, podchodzą w górę lub obniżają się. Tak więc, gdybyśmy nie dodali parametru utrzymującego stop na ostatnich maksimach, stałby się on zupełnie nieprzydatny. Ilość świec, jakie stop utrzymuje się na swoich maksach jest istotna w chwilach, gdy otwieramy transakcję. Może się zdarzyć tak, że chcemy wejść na rynek, ale nasz stop jest aktualnie znacznie powyżej cen, gdyż zajmujemy pozycję po gwałtownych spadkach. Poniższy obrazek wyjaśnia (mam nadzieję), co mam na myśli:
I na sam koniec wrzucam przebieg stopu z poprzedniego wykresu, z tym że w dwóch wersjach - poprawnej oraz pozbawionej warunku stanowiącego, że "stop przesuwa się tylko w kierunku trendu".

Mam nadzieję, że udało mi się nieco przybliżyć Wam koncepcję stopa żyrandolowego opartego na zmienności. Można się jeszcze długo rozwodzić nad detalami takich systemów, ale do tego potrzeba by było o wiele głębszego przeanalizowania zarówno samej konstrukcji, jak i założeń stopa. A nie chcę przecież pozbawiać Was zabawy :)

środa, 20 października 2010

Gdy wzrosty nie do końca cieszą

Wbrew temu, co się nasuwa od razu na myśl, nie mówię w tej chwili o krótkich pozycjach. Siedzę na longu. Ba, moje akcje rosną jak szalone i w ostatnich trzech dniach zwiększyły swoją wartość o jakieś 15%. Gdzie tu więc powody do zmartwień?

Już w połowie września pisałem, iż na spółce BPH dostrzegam oznaki odwrócenia trwającej jakiś czas tendencji spadkowej. Idąc tym tropem, postanowiłem kupić kilka akcji w nadziei, że powoli będą rosły na wartości, ku radości mojej i mojego portfela. Tymczasem w ostatnich dniach mamy coś takiego:
Spółka wybiła się dynamicznie na podwyższonych obrotach i na razie nie widać, żeby miało temu ruchowi coś zagrozić. Można oczywiście narysować dwie równoległe kreski i orzec, że zbliża się do górnej granicy kanału, ale myślę, że taka analiza miałaby słaby ciężar gatunkowy.

Co mnie więc martwi w całej tej sytuacji? Przede wszystkim to, że nie jest to ruch, którego oczekiwałem. Tak, wiem, rynek rządzi się swoimi prawami, popyt, podaż i takie tam. Z drugiej strony pojawią się AF-owcy, którzy powiedzą, że wychodzi lub wyszedł jakiś raport szczególnie korzystny dla spółki. OK. Jeszcze inni powiedzą, że dopóki idzie w moją stronę, nie ma co marudzić i trzeba jechać na fali.

W sumie wiele byłoby słuszności w powyższych głosach, jednak ja czuję się lekko skonfundowany. Nastawiałem się, że kupuję spółkę dającą oznaki zmiany trendu i oczekiwałem stopniowych, stabilnych wzrostów. Tymczasem z BPH robi się grzanka, która skacze po ponad 5% dziennie.

No dobra, w sumie to nie przeszkadza mi tak bardzo ten wzrost. Zwłaszcza, że skoro idzie on w kierunku trendu, to jest niewielkie prawdopodobieństwo, że nagle przerodzi się to w spadki produkujące kolejne niższe szczyty i dołki.

Chciałem natomiast zwrócić Waszą uwagę na nieco inne zagadnienie. Osoba bardziej zorientowana na podejście systemowe od razu zauważy, że wyglądam na osobnika, który nie posługuje się metodą mechaniczną. Emocje, dyskomfort oraz poczucie, że rynek zrobił coś, czego nie oczekiwałem. Co robi w takiej sytuacji systemowiec? Nic. Przesuwa zlecenie obronne zgodnie ze schematem i zapomina o sprawie.

Warto zatem przemyśleć swoje postępowanie w różnych sytuacjach zdarzających się na parkiecie. Czasami zautomatyzowanie niektórych posunięć pozwala oszczędzić czas i nerwy.

BTW, nie mówię, że nie mam pomysłu na prowadzenie pozycji :)