Dowiedz się, jak skutecznie inwestować i zarabiać więcej każdego dnia!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Google płata figle

Tym razem nie będzie o Google, jako giełdowej spółce, ale o Google, jako dostawcy różnych usług w internecie, a w moim przypadku konta mailowego, platformy blogowej oraz kanału na YouTube.

Kilka lat temu, młodym szczenięciem będąc, założyłem sobie konto na gmailu. Kiedy zakładałem bloga, popełniłem fundamentalny błąd, gdyż założyłem go właśnie z mojego głównego profilu, zamiast z oddzielnego, dedykowanego tylko blogowi. Z czasem tym tropem poszło i konto na YouTube i umowa na AdSense. I teraz przyszły tego konsekwencje...

Od początku fragment adresu kanału na YouTube zawierał i zawiera sformułowanie topolaaa, pod którym pierwotnie założyłem kanał. Była to jakaś dolegliwość, ale problem pojawił się dopiero teraz, gdy Google wszędzie chce wcisnąć swój portal społecznościowy, czyli Google+. Nie wiem, czy sam coś kliknąłem, czy też połączenie nastąpiło automatycznie, w każdym razie mam teraz połączoną usługę społecznościową z kanałem. Efekt jest taki, że aktualnie kanał nazwany jest moim imieniem i nazwiskiem i zapewne niedługo tylko tak będzie pojawiał się w wynikach wyszukiwania. Póki co, wpisując Humanista na giełdzie, jeszcze mnie znajdziecie :)

Aha, gdyby ktoś nie wiedział, nazywam się Radek Chodkowski.

Próbowałem cofnąć połączenie Google+ z YouTube, ale okazało się, że byli przygotowani na taką możliwość i po skasowaniu konta społecznościowego, mój kanał powiedział mi, że został przeznaczony do usunięcia wraz z całą zawartością. Przyznam szczerze, że dreszcze przeszły mi po plecach, jak to zobaczyłem. Na szczęście udało mi się odkręcić kasowanie konta, ale w efekcie musiałem wszystkie filmy raz jeszcze opublikować, co skutkowało zapewne niezłym bałaganem o osób, które subskrybują mój kanał. W końcu zebrało się tego już pod 80 filmów. Przepraszam za to zamieszanie.

W każdym razie póki co musi pozostać status quo, ponieważ przenosiny wszystkiego na nową platformę wiązałyby się z wielkim zamieszaniem. Mam nadzieję, że nie będzie Wam przeszkadzało, że filmy publikowane będą pod nazwiskiem, a nie nazwą bloga.

Co do większych przenosin na własną domenę, mam sprawę z tyłu głowy, ale z racji wygody Bloggera jako platformy, jeszcze się na to nie zdecydowałem. Może za jakiś czas.

środa, 23 stycznia 2013

O spodku i formacjach odwrócenia

Temat spodka ewidentnie Wam podpasował i sporo na jego temat dyskutujecie. Cieszy mnie ta aktywność i ze swojej strony staram się również zabierać głos i pewne kwestie wyjaśniać. Pamiętajcie jednak, że wypowiadam jedynie swoje zdanie. To, że prowadzę bloga giełdowego nie oznacza wcale, że posiadam wszelkie kompetencje do rozstrzygania, co spodkiem jest, a co nie jest, oraz o zachowaniach ceny w samej formacji i po wyjściu z niej.

Pod poprzednim wpisem pojawiło się pytanie dotyczące spółki JSW i spodków, które się tam uformowały. Wrzućmy więc na warsztat wspomniany wykres:
Pierwsza i podstawowa kwestia jest taka, że znajduje się tam tylko jeden spodek, a nie kilka. Zgodnie z kryteriami dla tej formacji (i dla wszystkich formacji cenowych) o formacji możemy mówić dopiero wtedy, gdy się ona dopełni. Wszystko do tego czasu jest jedynie czymś, co może się stać formacją, ale nie musi. 

W wypadku spodka dopełnieniem się formacji jest dojście ceny do linii stanowiącej podstawę tej formacji, a więc w tym przypadku będzie to wyrównanie lewej krawędzi spodka przez jego prawe ramię. Dla omawianego wykresu spółki JSW sytuacja taka miała miejsce tylko raz, w okresie od sierpnia 2011 do lutego 2012. Wszystko po prawo od tej formacji to już nie są spodki, gdyż prawe ramię nie dorównuje lewemu, ale każdorazowo jest od niego niższe.

Jest to bardzo ważna kwestia, gdyż inwestorzy mają skłonność do przypisywania wykresowi pewnych cech, których na nim jeszcze nie widać. Dla przykładu formacje podwójnego dna ogłaszane są już w chwili, gdy cena dopiero wyrównuje lewy dołek, a nie zaczyna się jeszcze piąć w górę. Błąd ten prowadzi do licznych nieporozumień i utraty pieniędzy, gdyż inwestuje się w oparciu o coś, co formacją nie jest. I później pokutuje opinia, że dana formacja nie działa.

Drugi zarzut w odniesieniu do formacji spodka, jaki został podniesiony we wspomnianym komentarzu to fakt, że wyrysował się spodek i nic z tego nie wyszło. To "nic nie wyszło" rozumiane jest najprawdopodobniej jako fakt, że cena nie rozpoczęła rajdu w górę sięgającego co najmniej wysokości samego spodka.

Tutaj znów pojawia się kwestia interpretowania formacji spodka. Zgadza się, że w licznych książkach do analizy technicznej spodek ujmowany jest jako formacja odwrócenia, a zasięg cenowy po wyjściu z formacji równy jest co najmniej wysokości samej formacji.

Musimy sobie jednak uświadomić kilka podstawowych kwestii. Analiza techniczna nie mówi niczego ze stuprocentową pewnością. Dlatego też zaistnienie formacji spodka po dłuższych spadkach wcale nie musi oznaczać, że teraz czeka nas kilkadziesiąt miesięcy wzrostów, ponieważ trend uległ odwróceniu. Pokazuje to dobrze przykład JSW, gdzie formacja owszem się zrealizowała, ale zaraz po tym cena zaczęła spadać. Można nawet negować sam fakt zaistnienia formacji, skoro cena nie wybiła linii podparcia. Formacja spodka, poprzez swój kształt mówi nam jedynie, że spadki przejściowo wyhamowały i cena rozpoczęła ruch wzrostowy. Tylko tyle. Nie wiemy, czy ruch ten utrzyma się przez dłuższy czas, choć oczywiście mamy nadzieję, że tak będzie. Nadzieja to jednak zbyt mało, żeby kreślić scenariusze wybiegające daleko w przyszłość.

Kolejną kwestią jest zasięg formacji. Często spotykam się z głosami inwestorów, a nawet analizami blogerów, którzy piszą, że formacja się zrealizowała, w związku z czym jej zasięg oczekiwany jest na poziom X zł. Otóż w mojej ocenie jest to bardzo złudne podejście. 

Jestem bardzo nieufny co do liczenia potencjalnych zasięgów formacji. Nie wiem, w oparciu o co zostały one podane w takiej, a nie innej wysokości, ale cena wcale nie musi tam iść. Jedynym człowiekiem, któremu bym w tej materii uwierzył jest chyba tylko Thomas Bulkowski, który faktycznie skwantyfikował formacje cenowe, policzył ich zasięgi oraz szanse na dotarcie ceny w poszczególne miejsca, a następnie zarobił duże pieniądze inwestując w oparciu o wyniki swoich testów. Wszystkie pozostałe opowieści o zasięgach po wyjściu z formacji cenowych uważam za luźne opowiastki, na które nie postawiłbym pieniędzy.

I teraz przechodzimy do rzeczy - jak ja inwestuję w oparciu o formacje cenowe i dlaczego robię to tak, a nie inaczej. Pisałem już w różnych innych miejscach, a szczegółowo wyjaśniałem też w niedawnym nagraniu wideo, że staram się "złapać" formację przy samym jej dnie. Mam świadomość tego, że stoi to w sprzeczności z zaprezentowanym wyżej poglądem, że coś co się nie dopełniło nie jest jeszcze formacją. Tyle, że ja to wiem i zdaję sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmuję.

Kiedy uważam, że cena wyhamowała na tyle, że uformowała już punkt ekstremalny, którego przekroczyć nie powinna, szukam okazji do kupna. Przy dnie formacji, a nie przy wyjściu z niej górą. Działając w ten sposób ryzykuję, że cena faktycznie nie zakończyła jeszcze ruchu spadkowego i odpali mojego stop lossa. W takiej sytuacji poniosę stratę.

Zaletą tego podejścia jest możliwość ustawienia ciasnego i logicznego stop lossa. Skoro uważam, że cena "ubiła" już jakieś dno, jego przebicie będzie zanegowaniem formacji, pod którą gram, a więc znikną przesłanki mojej obecności na rynku. A z racji tego, że kupuję na dole, ten stop loss jest ciasny i nie stracę zbyt wielkich środków, gdy cena się tam przemieści.

Drugą niewątpliwą zaletą takiego podejścia jest fakt, że bardzo wcześnie uczestniczę we wzrostach. Jeśli poziom, który uznałem za ekstremum formacji się obroni i cena zmieni kierunek, ja zarabiam jeszcze w obszarze spodka, jeśli faktycznie nim się stanie. W efekcie tego, w chwili gdy można z całą pewnością powiedzieć, że spodek się zrealizował i inwestorzy przymierzają się do kupowania na wybiciu ceny z dopełniającej się formacji, ja jestem już kilkanaście lub kilkadziesiąt procent w zysku, a mój stop loss przesunięty jest na tyle, że gwarantuje mi wyjście z zyskiem, niezależnie od dalszego rozwoju zdarzeń.

Podobne podejście, wynikające z moich preferencji w zakresie zarządzania ryzykiem i komfortem psychicznym, stosuję do wszystkich formacji odwrócenia, a także do licznych formacji kontynuacji. Skutkiem tego średnio mnie interesuje liczenie potencjalnych zasięgów po wyjściu z formacji, skoro jestem już "zarobiony" i koncentruję się na zarządzaniu tą pozycją, aby dowieźć ją jak najwyżej.

Dlatego też przestrzegam przed zbyt pryncypialnym podchodzeniem do analizowania formacji cenowych. W końcu każda formacja opiera się na cenie, a analizując mechanikę rynku można dostrzegać pewne zjawiska jeszcze zanim przybiorą one postać oficjalnie uznawanych formacji. Podobnie wygląda sytuacja z liczeniem zasięgów. Nie jest ważne, gdzie zaplanujemy zasięg wybicia, gdyż rynek i tak zrobi swoje. Pytanie, czy będziemy na pokładzie już wcześniej, czy też kupimy na oporze, którego przebicie wcale nie musi być takie pewne.

Pamiętajcie o czym pisałem na początku wpisu, to są tylko moje spostrzeżenia.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dalej o spodku

Pod niedawnym wpisem dotyczącym formacji spodka pojawiło się wiele komentarzy z propozycjami spodków, które dostrzegacie. Faktycznie, spodków można dopatrywać się w wielu miejscach, lecz dla mnie, aby formacja była atrakcyjna musi spełniać kilka kryteriów:
  • musi mieć szerokość co najmniej kilku miesięcy
  • musi mieć już ukształtowany punkt ekstremalny na dole
  • kolejne dołki muszą być równe lub wyższe punktowi ekstremalnemu, ale znajdować się jeszcze wewnątrz formacji
  • cena musi dawać możliwość ustawienia ciasnego stop lossa.
Jednym z głównych kryteriów potrzebnych, abym zawarł transakcję jest ten ostatni punkt, czyli ciasny stop loss. Nie lubię ryzykować zbyt wiele w danej transakcji, dlatego jeśli rynek ma za sobą swing wzrostowy, raczej będę czekał na korektę. Jeśli ta nie nastąpi to pewnie powstrzymam się z dokonaniem transakcji. 

Odpowiadając jeszcze na komentarz Roberta Galewskiego, chciałbym podkreślić, że spodek nie musi się wcale formować wtedy, gdy leje się krew. Nawet mogę powiedzieć, że wolę spodki w ruchach bocznych lub jako korekty w trendach wzrostowych. Formacja ta jest dla mnie technicznym sygnałem do wzrostów i chcę je złapać możliwie wcześnie, czyli przed przebiciem linii wyznaczającej dopełnienie się spodka.

Dla zobrazowania powyższych wywodów, wrzucam wykres spółki Boryszew, który w wysokim stopniu spełnia postawione przeze mnie kryteria:

sobota, 19 stycznia 2013

Recenzja - Jack Schwager - Hedge Fund Market Wizards

Pozycja, na którą czekaliśmy od dawna. Poprzednie książki z tej serii (czytałem dwie z trzech) postawiły poprzeczkę bardzo wysoko i przyznam szczerze, że i moje oczekiwania były tutaj wyśrubowane. Całą sytuację można porównać do niedawnej premiery Hobbita i odniesień do poprzednich filmów serii. Fajerwerków nie ma, ale rozczarowania też nie. Hedge Fund Market Wizards jest zwyczajnie trochę inna od swoich poprzedników.

Podobnie jak we wcześniejszych Market Wizards, książka składa się z wywiadów z jednymi z najlepszych, najbardziej zyskownych oraz posiadających najbardziej stabilne stopy zwrotu inwestorów. Tym razem jednak, nie są to inwestorzy indywidualni lub traderzy, ale zarządzający funduszami hedge. Sprawia to, że sam aspekt inwestycyjny zmienia nieco zabarwienie oraz oddaje część pola sferze organizacji samego funduszu.

Tak więc, podobnie jak w poprzednich częściach, mamy silnie rozwinięte wątki biograficzne rozmówców, które prowadzą nas do przesłanek, dla których założyli oni własne fundusze, a także późniejszego inwestowania w nowych ramach instytucjonalnych. Muszę przyznać, że ten aspekt, wbrew moim początkowym obawom, nie jest wcale nudny. Widzimy różne ścieżki życiowe, różne kariery w świecie inwestycji i różne podejścia, dzięki czemu jesteśmy w stanie usytuować tutaj również siebie jako inwestorów.

Odniosłem wrażenie, że w nowej odsłonie Czarodziejów Rynku nieco mniej dowiadujemy się na temat technik inwestycyjnych stosowanych przez poszczególnych zarządzających. Owszem, niektóre wywiady praktycznie w całości się wokół nic kręcą, ale niektóre wydają się być zupełnie ich pozbawione. 

Nie wiem, czy to skutek czytania książki na czytniku zamiast w papierze, ale odniosłem też wrażenie, że autor wywiadów poświęcił trochę więcej miejsca wprowadzeniu i podsumowaniu każdej rozmowy. Dzięki temu otrzymujemy przed jej rozpoczęciem kilka uwag na temat danego zarządzającego, a pod koniec możemy jeszcze raz w skrócie przeczytać główne punkty, na które położony został nacisk.

Na zakończenie wszystkich wywiadów Schwager zebrał w 40 punktach najważniejsze uwagi i wnioski płynące z rozmów z zarządzającymi. Kiedy się je czyta wydawać by się mogło, że są to banały, które każdy z nas widział w pierwszej z brzegu książce dotyczącej podstaw inwestowania. Ale chyba jest to cecha szczególna wszystkich Market Wizards, którzy dają sobą dowód, że to właśnie o przestrzeganie tych  oczywistych zasad chodzi.

I teraz pojawia się pytanie - jaka ta książka jest? Lepsza? Gorsza? Moim zdaniem, jest ona po prostu inna, ale zdecydowanie trzyma poziom, co z kolei czyni z niej pozycję, z którą każdy inwestor powinien się zapoznać. Jeśli czytaliście poprzednie części z grubsza wiecie, czego można się spodziewać i rezultat szczególnie od tego wyobrażenia odbiegać nie powinien.

Z pewnością czas poświęcony na przeczytanie Hedge Fund Market Wizards nie był czasem zmarnowanym. Co więcej, niektóre z wywiadów wciągnęły mnie w takim stopniu, że przeczytałem je praktycznie bez odrywania się od książki, a płynące z nich wnioski i pomysły inwestycyjne już w najbliższym czasie będę przekuwał we wpisy blogowe oraz własne działania inwestycyjne.

I to chyba powinno być najlepszą rekomendacją, że po tę książkę warto jest sięgnąć.

Więcej moich recenzji znajdziecie na poświęconej temu stronie oraz w programie partnerskim.

środa, 16 stycznia 2013

Gdy nikt nie patrzy...

Statystyczny Kowalski to może nie, ale osoba nieco bardziej zorientowana w życiu gospodarczym w naszym kraju zapewne dobrze wie, że są dziś dwie branże, którym dobrze się nie wiedzie. 

Pierwsza z nich to branża budowlana. Nie wiem, czy powstało już jakieś studium na ten temat, ale jesteśmy bardzo ciekawym przypadkiem, gdzie dopływ wielu miliardów euro przeznaczonych na infrastrukturę doprowadził do rozłożenia na łopatki całej budowlanki. Niedawne głośne upadłości, budowanie po kosztach a nawet z ujemnymi marżami i zacięta walka o każde zlecenie dające szanse na przetrwanie sprawiły, że kapitał w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach szerokim strumieniem odpływał z tego segmentu rynku...

Druga branża to deweloperzy. Koniec programu "Rodzina na swoim", nadpodaż mieszkań i ogólny kryzys na rynku nieruchomości w połączeniu z mizerną zdolnością kredytową ludzi zatrudnionych na umowach cywilnych sprawiły, że inwestowanie w tę branżę również uchodzi za przejaw nadmiernej skłonności do ryzyka...

Tymczasem w atmosferze kryzysu i ogólnego zniechęcenia zaczyna się dziać coś ciekawego. Oba indeksy branżowe zaliczyły we wrześniu swój dołek i od tego czasu rosną silniej niż szeroki rynek. Być może jest to jedynie przejaw tymczasowego odreagowania znacznych przecież spadków, ale z drugiej strony może to być interesujący czas na wybór kilku dobrych spółek z sektora, które są obecnie całkiem tanie na fali ogólnego zniechęcenia.

Just sayin'...



piątek, 11 stycznia 2013

Obrodziło opcyjnymi wideo

Już dawno subskrybowane przeze mnie kanały na YouTube nie zaowocowały taką ilością wideo na temat opcji. Musiała się odbyć jakaś zacna konferencja na ten temat. Wiele z nagrań dotyczy wystawiania opcji call przeciwko akcjom, która to możliwość już niedługo ma być dostępna i u nas. Poniżej odnośniki:

http://youtu.be/CE68lofnJCI

http://youtu.be/IH0igm7dfWY

http://youtu.be/ecASxVG1EzY

http://youtu.be/9FTiItPYqrI

http://youtu.be/70I08umTpsU

http://youtu.be/qO0gcw8tmeQ

http://youtu.be/do6rnqQT1HE

http://youtu.be/nJ3_FMyfJDs

czwartek, 10 stycznia 2013

Coś się kończy, coś się zaczyna

Mam dla Was dwie wiadomości, dobrą i złą...

Tak często zaczyna się wiele kwestii, czy to w filmach, czy książkach, a tym razem na blogu giełdowym. Zła wiadomość jest taka, że prawdopodobnie nie będzie już moich audycji w RadiuWWW. Okazuje się, że mała internetowa radiostacja nie wytrzymała kryzysu i z powodu ograniczonego zainteresowania reklamodawców musi zwinąć swoje skrzydła i przestać nadawać, gdyż koszty od pewnego czasu przewyższają zyski i biznes staje się nie do utrzymania.

Przyznam szczerze, że jest do dla mnie smutna wiadomość, bo polubiłem te poniedziałkowe wejścia na antenę. Gdy patrzę w tył okazuje się, że audycja Humanista na giełdzie ukazywała się od kwietnia 2010 roku, a więc ładne kilka miesięcy.

Ja pocieszam się tym, że zdobyłem fajne doświadczenie i będę mógł sobie coś ciekawego wpisać do CV, a dla Was pozostaje ta nieszczęsna lista audycji. Wiem, że mam ogromne zaległości w ich publikowaniu na YouTube, ale niestety nie zawsze składa się, żeby obróbkę dźwiękową przygotować i zmontować to wszystko do przystępnej formy.

Ponadto, na przestrzeni dziejów i różnych dziwnych wydarzeń, kilka audycji się "zgubiło". A to się nie zgrały, a to padła technika... Nie było ich wiele, ale niestety kilka poleciało. Postaram się w najbliższym czasie opublikować co mam do opublikowania, a bieżące postępy możecie śledzić na poświęconej temu playliście oraz w prawej części bloga, gdzie pojawił się panel z moim kanałem na YouTube.

Było smutno, teraz będzie wesoło. Pomysł, który początkowo istniał gdzieś tylko w odległej przyszłości, w końcu zaczął przybierać realne kształty. Doszedłem do wniosku, że skoro są ciągle osoby, które dopiero teraz docierają na mojego bloga, warto byłoby oszczędzić im czytania wpisów w kolejności historycznej i poukładać je w jakiś usystematyzowany sposób. 

Tak więc miło mi jest poinformować, że najprawdopodobniej za kilka tygodni ukaże się mój ebook zawierający w sobie większość wpisów, które popełniłem od czasu rozpoczęcia publikowania na blogu. Dzięki takiej perspektywie możliwe będzie pominięcie wpisów incydentalnych, zajmujących się analizą konkretnego przypadku, a miejsce to zajmą notki bardziej uniwersalne, które w mojej ocenie mogą być znacznie przyjaźniejsze potencjalnemu czytelnikowi.

Wszystkich zaniepokojonych uspokajam, że ebook będzie udostępniony nieodpłatnie. Oczywiście wszelkie wsparcie jest mile widziane, gdyż najbliższe tygodnie zapowiadają się wyczerpująco.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Czy IKE jest zagrożone pazernością rządu?

Wszędzie, gdzie tylko mogę staram się zachwalać zalety konta IKE, czyli jednej z dostępnych obecnie form oszczędzania na emeryturę. Po tym, co niedawno stało się z OFE oraz Funduszem Rezerwy Demograficznej, formułowane są często obawy, że podobny los może za kilka lat spotkać nasze emerytalne konta.

Najczęściej wspomina się o zagrożeniu, które może nadejść za kilka, kilkanaście lub więcej lat. W końcu na razie na kontach emerytalnych w trzecim filarze nie zgromadziliśmy szczególnie pokaźnej kwoty, a rzeczy zmieniają się tutaj niemrawo, więc na razie ta sakiewka szybko nie napęcznieje. Ale w perspektywie lat może się okazać, że faktycznie zgromadzi się góra pieniędzy, na którą będą mieli chętkę kolejni ministrowie finansów. Już nie raz okazywało się, że władza (obecna i poprzednie) nie miała skrupułów przed sięgnięciem do środków odłożonych wcześniej zapobiegawczo, które miały zabezpieczać nas na czarną godzinę.

Czynnikiem budzącym obawy może być też sytuacja w systemie emerytalnym, o czym się teraz dość dużo mówi. Tendencje demograficzne są nieubłagane i szczerze mówiąc nie sądzę, aby jakiekolwiek działania podejmowane przez rządzących były w stanie temu zaradzić. I nie dlatego, że takich rozwiązań nie ma, ale zwyczajnie nie wierzę, aby mogły one zostać przyjęte i konsekwentnie zrealizowane. W efekcie przeszłych, obecnych i pewnie przyszłych zaniechań, przyjdzie nam za jakiś czas szukać dużych sum pieniędzy na wypłatę świadczeń, o których dziś wiemy, że wypłacone być muszą. Oszczędności zgromadzone na IKE będą kusiły...

Pytanie pojawia się więc następujące: czy za kilka, kilkanaście lat, rządzący nie zmienią zasad w trakcie gry i nie opodatkują naszych środków zgromadzonych na IKE?

Przede wszystkim należy podkreślić fakt, że zagadnienia związane z IKE uregulowane są w poświęconej tej formie oszczędzania ustawie. Oznacza to, że nie mogą one być zmienione rozporządzeniem, ale większość parlamentarna musi taką nowelizację przegłosować, a następnie prezydent podpisać. 

Można oczywiście powiedzieć, że jak dziura budżetowa będzie w potrzebie to premier nakaże swojemu ugrupowaniu/koalicji podniesienie ręki "za" i będzie po sprawie. Rzeczywiście, w praktyce często zmiany przegłosowywane są w ten sposób, więc same trudności natury proceduralnej można pominąć.

Myślę, że na przeszkodzie zmianom ustawy o IKE w kierunku opodatkowania zgromadzonych tam środków staną względy merytoryczne. W końcu ustawodawca, czyli państwo, zaproponował nam pewne porozumienie, na które każdy z nas zgodził się przystępując do IKE. Zmiana reguł w trakcie gry byłaby naruszeniem pewnych zasad, które uznawane są za powszechnie obowiązujące i warte przestrzegania.

Wpłacając środki na IKE wierzymy, że jeśli spełnimy wymagane ustawą warunki, będziemy zwolnieni z podatku od zysków kapitałowych. Pytanie więc, czy przywilej ten otrzymujemy już w chwili wpłaty, czy też dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego i spełnieniu warunku dotyczącego wpłat.

W tym pierwszym przypadku, podpadałoby to pod naruszenie zasady ochrony praw nabytych. Swoje źródło znajduje ona aż w konstytucji, a konkretnie w zasadzie demokratycznego państwa prawnego. Zasada ta została rozwinięta w przepisach szczególnych, a także w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego.

W przypadku drugim, w mojej ocenie bardziej prawdopodobnym, byłaby to jedynie ekspektatywa, czyli dana przez państwo obietnica, że jeśli wywiążemy się ze swojej części umowy na zasadach obowiązujących w chwili jej zawarcia, instytucje państwowe będą musiały wypełnić swoją część. Ekspektatywa jest nieco słabiej chroniona niż prawa nabyte, gdyż stopniowana jest siła, z jaką chroniony jest obywatel taką ekspektatywę posiadający. W przypadku IKE jest o tyle dobrze, że ekspektatywa jest maksymalnie ukształtowana, tzn. mamy bardzo czytelne i precyzyjne warunki, które musimy spełnić, aby zostać zwolnionymi z podatku. Wszystko zawiera się w jednej ustawie i nie ma tu miejsca na sytuacje pośrednie i niejasne.

Z proceduralnego punktu widzenia należy więc liczyć na obawy rządzących przed skierowaniem przez opozycję wniosku o przez Trybunał Konstytucyjny zgodności nowelizacji z ustawą zasadniczą. 

Pozostając w sferze prawnej, należy pamiętać, że zmiany mogą zostać wprowadzone w każdej chwili w zakresie środków nowych. Jeśli władza chciałaby wprowadzić pewne modyfikacje obowiązujących regulacji, mogłaby to zrobić, ale tylko w odniesieniu do wpłat przyszłych. Wtedy też środki dotychczas zgromadzone korzystają z pełnej ochrony, natomiast późniejsze wpłaty podlegają nowym regulacjom. Sytuacja wygląda tu podobnie do zmian w regulaminach bankowych - możemy je milcząco zaakceptować lub też w przewidzianym czasie zrezygnować ze współpracy.

Nie widzę natomiast szczególnego potencjału w zakazie podwójnego opodatkowania. W końcu środki odłożone na IKE najczęściej zostały już obniżone o podatek dochodowy. Sytuacja z zyskami z inwestycji giełdowych (podatek Belki) pokazuje jednak, że nadziei raczej tu pokładać nie należy.

Przechodząc do względów politycznych, omówiwszy możliwe pokusy do skorzystania ze środków zgromadzonych na IKE, trzeba rozważyć względy, które mogłyby zniechęcić rządzących do zamachu na naszą własność. Przede wszystkim byłby to oczekiwany opór społeczny i spadek popularności. W końcu nie od dziś wiadomo, że polityka jest ogółem działań mających na celu zdobycie lub utrzymanie się przy władzy. (Osobom nieuświadomionym przypominam, że w tej definicji nie ma nic o trosce o obywateli, dobro publiczne, czy interes państwa). Tak więc pogorszenie sondaży i protesty mogłyby tutaj coś zdziałać. Jakie są przesłanki takich zachowań obywateli?

Po pierwsze, IKE musi stać się masowe. Obecnie w III filarze aktywnie oszczędza bardzo niewielki odsetek Polaków. W efekcie, statystyczny Kowalski będzie miał temat w głębokim poważaniu, bo zapewne likwidacja zwolnienia podatkowego go nie zaboli.

Po drugie, czy możliwe będzie wśród posiadaczy IKE masowe wyjście na ulicę? W końcu wiemy, że są grupy (społeczne, zawodowe) zdolne do obrony własnych interesów - górnicy, kolejarze, nauczyciele, lekarze... Z kolei niedawno na przykładzie ACTA dowiedzieliśmy się, że również młodzież jest w stanie spontanicznie (i skutecznie!) walczyć o swoje interesy. Jeśli IKE pozostanie jedynie produktem dla bogatych i przewidujących, zapewne nic się wielkiego nie wydarzy. Oni nie wychodzą na ulicę. Dlaczego? O tym powie Wam poseł Frasyniuk. Dlatego też nie spodziewam się szczególnych fal protestu i palenia kukieł ministra finansów, dopóki IKE pozostanie rozwiązaniem dla bogatych.

Na koniec warto jeszcze przejść do kwestii praktycznych. Nie wiemy, czy zwolnienie podatkowe stosowane przy IKE zostanie zniesione, czy nie. Osobiście sądzę, że nie, ale teraz nie o tym. Pytanie więc, czy mając powiedzmy szanse pół na pół, już teraz należy wybierać gorsze pół i rezygnować z tej formy oszczędzania na emeryturę? Zdecydowanie nie! Nawet jeśli jest cień szansy, że zwolnienie to się utrzyma, nawet jeśli jedynie przez kilka lat uda nam się inwestować bez podatku to warto z tego rozwiązania korzystać. Przecież idąc na wojnę nikt od razu nie strzela sobie w głowę, mimo że ryzyko śmierci jest wysokie.

Dlatego też nie należy skreślać IKE już na starcie. Pozostaje mieć nadzieję, że w chwili próby, ochroni nas konstytucja i zasada demokratycznego państwa prawa. A jeśli nie one, obronimy się sami, chociażby przy użyciu butelek z benzyną...

sobota, 5 stycznia 2013

Nie ma hossy bez KGHM

KGHM jest największą spółką na naszym rynku. Według informacji zawartych na stronie GPW, wartość rynkowa pakietu akcji znajdujących się w wolnym obrocie zbliża się do 26 miliardów złotych. Co więcej, jego udział w indeksie Wig20 wynosi 14,92%, co oznacza, że zbliża się on już do apogeum swojego wpływu na ten indeks, gdyż żadna ze spółek wchodzących w jego skład nie może przekroczyć 15% wagi indeksu.

Indeks Wig20 w 2012 roku wzrósł o 20,45 %. W tym samym czasie cena akcji KGHM wzrosła o 71,79%, bez uwzględnienia dywidendy (z którą byłoby to ponad 113%).

Przyjmując dzisiejsze wagi indeksu oznaczałoby to, że sam KGHM zapewnił wzrost o 10,71%.

Aby dokładnie prześledzić wpływ KGHM na wzrost indeksu Wig20 należałoby odtworzyć indeks z końca 2011 roku, a następnie uwzględnić wszystkie dokonywane w 2012 roku korekty jego składu. Sam tego zadania się nie podejmuję, lecz i bez tego widać, że KGHM w dużej mierze potrafi wpłynąć na notowania indeksu Wig20.

A na deser wykres z notowaniami spółki za ostatnie 12 miesięcy już z uwzględnieniem dywidendy:

wtorek, 1 stycznia 2013

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails